niedziela, czerwca 25, 2017

Adam Faber "Kroniki Jaaru. Księga luster"

Adam Faber "Kroniki Jaaru. Księga luster"

Każdy z nas, niezależnie od wieku czy czytelniczego stażu, lubi czasem przenieść się do świata baśni, czarów i magii. Nie bez powodu sięgamy najpierw po baśnie, a zaraz potem po kolejne serie z szerokiego kręgu literatury fantastycznej. Powieść Adama Fabera Kroniki Jaaru. Księga luster to początek serii, w której rzeczywistość miesza się z baśnią, magia z codziennością, a z pozoru zwykła nastolatka będzie zmuszona stawić czoła tajemnym mocom. I choć historia Kate Hallander nie jest specjalnie odkrywcza, to zdecydowanie spełnia stawiane jej oczekiwania. Pozwala, bez ruszania się z wygodnego fotela, przeżyć trzymającą w napięciu przygodę, w której znane motywy mieszają się ze sobą, gwarantując niezłą rozrywkę.

Wspomniana już Kate Hallander jest główną bohaterką Kroniki Jaaru. Księgi luster. Jak w wielu powieściach tego gatunku, to z pozoru zwykła nastolatka, która po rozwodzie rodziców mieszka w Londynie z ekscentryczną ciotką. Kate chodzi do szkoły, przeżywa naukowe i osobiste wzloty i upadki; ma bliską przyjaciółkę, ale ich relacje zostaną wystawione na próbę, kiedy w szkole pojawi się nowy chłopak. Dziewczyna mija codziennie sklep ezoteryczny i choć sama jeszcze tego nie wie, wkrótce zostanie jego najważniejszą klientką.

W baśniowym Jaarze, zamieszkałym przez magiczne fery, młody Fion po raz kolejny kłóci się z ojcem. Tym razem na tyle poważnie, że postanawia uciec z domu i ... od razu pakuje się w wielkie kłopoty. Wbrew sobie staje się elementem walki między światem baśniowym i rzeczywistym i tylko kwestią czasu jest, kiedy Fion i Kate spotkają się. A z połączenia mocy tych dwojga może zdarzyć się zarówno wiele dobrego, jak i złego. 

Powieść Adama Fabera to pierwsza część cyklu powieściowego skierowanego do młodego czytelnika. Autor ma bardzo dobry, plastyczny styl, dzięki czemu udało mu wykreować historię, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością. Udanie łączy elementy baśniowe (bo raczej nie fantasy) z wątkami modnej powieści YA. Kate prowadzi bowiem życie (prawie) zwyczajnej nastolatki i część książki jest poświęcona rozterkom młodej dziewczyny, mieszkanki Londynu, który już na zawsze będzie kojarzył się z pewnym czarodziejem. Kroniki Jaaru. Księga luster to także świat baśniowy, który zamieszkują wspomniane już fery, ludzie - wilki, jednorożce i jednoroginie (przy okazji - fantastyczne słowo!). Autor próbuje zbudować uniwersum Jaaru i choć wielu elementów pewnie jeszcze brakuje, to zapowiedziana nieformalnie w toku fabuły kontynuacja daje nadzieję, że świat ferów jednak się rozrośnie i zyska na rozmachu.


Wspomniałem na wstępie, że powieść Adama Fabera nie jest specjalnie odkrywcza i raczej nie wytyczy nowych trendów dla gatunku. Nie jest to zarzut wobec książki, ale raczej stwierdzenie faktu. Sam autor w Podziękowaniach przyznaje, że czerpie inspirację z wielu źródeł. Tak naprawdę w popularnym gatunku, jakim z całą pewnością jest powieść fantastyczna, trudno oczekiwać wielkiej oryginalności. Motywy wędrowne, postaci i wątki mieszają się ze sobą, niezależnie źródła pochodzenia. Ktoś kiedyś zaczerpnął wątek z mitologii, ktoś inny dodał element z legendy, jeszcze inny dołożył postać z ludowych przesądów. Wrzucone do jednego kotła, porządnie wymieszane - dały dziesiątki (a pewnie setki) tytułów ku uciesze czytelników. 

Może magia Kroniki Jaaru. Księgi luster nie zadziałała na mnie tak, jakbym tego oczekiwał, a może nie mam do końca świadomości uroku, który rzuciła na mnie powieść. Wiem natomiast, że  książkę Adama Fabera przeczytałem w dwa wieczory i teraz czekam na więcej, co i raz spoglądając na świetną okładkę. A brokat wciąż wysypuje się spomiędzy przewracanych stron. Jakby nie patrzeć - czary!


źródło: www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor Adam Faber
tytuł Kroniki Jaaru. Księga luster

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 456

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 4+/6








za udostępnienie powieści do recenzji


wtorek, czerwca 20, 2017

JP Delaney "Lokatorka"

JP Delaney "Lokatorka"

Lokatorka JP Delaney to jedna z najbardziej promowanych powieści ostatnich tygodni. Co rusz charakterystyczna okładka pojawia się w mediach społecznościowych, a zachwytów nad  jej fabułą nie ma końca. Przeczekałem pierwszą falę opinii i sięgnąłem po powieść kilka dni po premierze, kiedy emocje odrobinę opadły. I choć Lokatorkę czytało mi się zupełnie dobrze, to muszę napisać, że zabrakło w historii domu przy Folgate Street 1 oczekiwanego efektu Wow! A nie ukrywam, że trochę na niego liczyłem.

Przy wspomnianej ulicy w eleganckiej części Londynu powstaje nowy projekt ekscentrycznego geniusza współczesnej architektury  - Edwarda Monkforda. Tym razem to dom, ascetyczny w formie, naszpikowany najnowocześniejszymi systemami zabezpieczeń i inteligentnymi rozwiązaniami podnoszącymi komfort mieszkania. To nic, że elektroniczny nadzór nad każdą czynnością przywołuje ponure nawiązanie do idei Wielkiego Brata, chętnych na wynajem obiektu jest wielu. Trzeba jednak dodać, że biuro nieruchomości ma z tym domem zasadniczy problem. Aby za zaskakująco niską cenę zamieszkać przy Folgate Street 1 należy spełnić wiele wyśrubowanych warunków i zgodzić się na listę ponad dwustu przedziwnych obostrzeń. 

Jane, która zmaga się z osobistą tragedią, pozytywnie przechodzi skomplikowane testy i zostaje lokatorką inteligentnego domu. Kiedy dowiaduje się, że jej poprzedniczka zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach, a sama Jane przypomina nieżyjącą Emmę, kobieta postanawia poznać prawdę. Po pewnym czasie Edward Monkford przestaje być obojętny Jane i sprawy zaczynają się mocno komplikować.

Lokatorka należy do jednego z moich ulubionych gatunków powieści popularnych, jakim jest thriller psychologiczny. Przeczytałem ich już całkiem sporo, a najbardziej cenię sobie powieści brytyjskich pisarzy. Z tym większym zaciekawieniem sięgnąłem po książkę nieznanego mi autora, ukrywającego się pod pseudonimem JP Delaney, a którego prawdziwą tożsamość bez problemu można zidentyfikować w sieci. Autor konstruuje bardzo przemyślną fabułę, naprzemiennie przedstawiając w narracji pierwszoosobowej historię Emmy i Jane. To zabieg z jednej strony niezwykle udany, ponieważ pozwala zobaczyć wydarzenia w szerokim spektrum, z drugiej - ryzykowny. W pewnym momencie bowiem czytelnik przestaje zadawać sobie pytanie Kto?, Dlaczego?, Jak?, a na plan pierwszy wysuwa się myśl Czy na końcu okaże się tak, jak mi się wydaje?W pewnym momencie trudno nie zorientować się, jakie jest możliwe rozwiązanie zagadki. Wystarczy uświadomić sobie, że powieści tego gatunku charakteryzują się pewnym schematem i tylko od czytelnika zależy, czy w gąszczu półprawd, przekłamań i oczywistości znajdzie właściwy klucz do tajemnicy bohaterów. A od autora, czy wpadnie na pomysł, który wszystkie te gdybania zniweczy. W tym aspekcie Lokatorka mnie nie zaskoczyła, co więcej, trochę nawet rozczarowała, ponieważ im bliżej finału opowieści, tym więcej naginania faktów i odrobinę naciąganych zwrotów wydarzeń (tak, tak wydarzeń pasuje mi tu lepiej niż zwrotów akcji), że o wrzuceniu tego i owego do jednego worka nie wspomnę. 

Nie jest jednak tak, że nie potrafię docenić powieści JP Delaneya. Wprawdzie fabularnie trochę mi zgrzytało, ale mam pełną świadomość, że pewne rozwiązania muszą spełniać wymogi gatunku. Autor sprawnie opowiada historię dwóch kobiet, których łączy (tylko i aż) mieszkanie w tym samym domu. Od pierwszych stron tworzy intrygującą fabułę, która wprawdzie momentami wpada na mielizny, ale ogólnie daje radę i nie pozwala na dłużej oderwać się od lektury. Pisarz precyzyjnie konstruuje tekst, sprawnie przeskakując między dwiema narracjami. Buduje w ten sposób napięcie, tym większe, że czytelnik bogatszy jest o doświadczenie Emmy, a Jane musi dopiero odkryć pewne fakty z przeszłości. Nowoczesny dom budzi podziw i zaniepokojenie, ale trudno pozbyć się myśli, że jeszcze kilka lat i tak, jak życie Emmy i Jane, może wyglądać nasza przyszłość. Już dziś doświadczamy małych katastrof, gdy awarii ulega dostęp do internetu i jesteśmy zmuszeni do chwilowego analogowego życia. Nie jest to może wiodący motym Lokatorki, ale i na ten aspekt powieści warto zwrócić uwagę. 

Lokatorka to jeden z murowanych hitów nadchodzącego lata. Z pewnością przypadnie do gustu tym wszystkim czytelnikom, którzy po thrillery psychologiczne sięgają od czasu do czasu. A pewnie i znawcy gatunku docenią pióro autora, przemyślaną kompozycję tekstu i lekkość, z JP Delaney jaką podaje swoją opowieść. A na pewne oczywistości, no cóż, wystarczy przymknąć oko. 


Informacje o książce                        

autor JP Delaney
tytuł Lokatorka
tytuł oryginału The Girl Before
przekład Mariusz Gądek

wydawnictwo Otwarte
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 458

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 4+/6

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte 
za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.


sobota, czerwca 17, 2017

Marta Matyszczak "Tajemnicza śmierć Marianny Biel"

Marta Matyszczak "Tajemnicza śmierć Marianny Biel"


Marta Matyszczak - dziennikarka i miłośniczka kryminałów zna się na tym gatunku literackim, jak mało kto. Jest przecież gospodynią portalu Kawiarenka Kryminalna i tylko kwestią czasu było, kiedy spróbuje swych sił jako autorka powieści z trupem w tle. Albo raczej na pierwszym planie. Tajemnicza śmierć Marianny Biel to taki debiut, o którym każdy aspirujący pisarz może sobie zamarzyć. Powieść Marty Matyszczak to nie tylko sprawnie napisana historia pewnego morderstwa, ale i skrzący się humorem, choć niepozbawiony pewnej dozy krytycyzmu obraz rodzinnego  miasta autorki - Chorzowa. Mimo że pierwsze skrzypce w książce gra nie trup, ale pewien fantastyczny Gucio, to miasto jest równie ważnym elementem budującym całość kryminalnej opowieści.

Szymon Solański traci pracę w policji, ale całkiem nie potrafi wyzbyć się nawyków swojej profesji i zaczyna prowadzić agencję detektywistyczną. Jest na tak zwanym życiowym zakręcie, a jego bieżace wybory są co najmniej dyskusyjne. Wynajmuje mieszkanie w starym chorzowskim familoku i przygarnia psa ze schroniska. Kiedy w piwnicy domu, w którym mieszka, zostają znalezione zwłoki jednej z mieszkanek, Solański postanawia działać. Zamordowaną okazała się Marianna Biel, dawna gwiazda Teatru Uciecha. Gwiazda wciąż jeszcze pamiętana, ale na tyle wyblakła, że policja nie przejmuje się zbytnio jej śmiercią i próbuje umorzyć sprawę. Solański wyczuwa jednak, że sprawa śmierci jego sąsiadki ma drugie dno ...

Tajemnicza śmierć Marianny Biel skupia się wokół mieszkańców jednej z czynszówek w mało reprezentatywnej części Chorzowa. Autorka wykorzystała ten częsty motyw, lokując wszystkich istotnych bohaterów pod jednym dachem. Pozwolił to na dokładne sportretowanie sąsiadów i połączenie ich siatką wzajemnych relacji. Za zamkniętymi drzwiami poszczególnych mieszkań rozgrywają się ludzkie dramaty, ale i toczy się zwyczajne życie, opisane przez autorkę ze swadą i humorem. I ironią, bo choć Marta Matyszczak kocha swoje rodzinne miasto (w końcu uczyniła go jednym z bohaterów powieści), to dostrzega też jego mankamenty. Celnie, ale z sympatią, je punktuje. Podobnie zresztą kreśli sylwetki swoich bohaterów, sprawiedliwie rozdzielając między nimi cechy pozytywne i negatywne. To sprawia, że trudno ich nie polubić, nawet jeśli nie wszystkie ich poczynania muszą się nam podobać.

Kiedy zabieram się za kolejny kryminał, zastanawiam się, czym jeszcze autor jest w stanie mnie zaskoczyć. Bardzo często niczym, bo to gatunek niezmiernie popularny i półki księgarni uginają się pod ciężarem nowych tytułów. A wątki i motywy potrafią w nich być zgrane do cna. Marcie Matyszczak się udało. Postać Gucia okazała się tym czymś, co spowodowało, że Tajemniczą śmierć Marianny Biel czytało się wybornie. Nie chcę za dużo zdradzać, żeby nie czasem nie zepsuć czytelnikowi przyjemności z czytania, więc napiszę jedynie, że Gucio to pies wyjątkowo wyszczekany. Jeśli wiecie, co mam nam myśli. Warto przyjrzeć się bliżej temu bohaterowi, bez obecności którego fabuła byłaby niepełna. Co więcej, mam nadzieję, że wraz z Szymonem i dziennikarką dużego kalibru - Różą Kwiatkowską Gucio jeszcze powróci. Wydaje mi się, że ta trójka może wiele zdziałać - dla dobra Chorzowa i ku radości czytelników. 

Można się spierać, czy debiut Marty Matyszczak to jeszcze jeden kryminał na wesoło, czy też odrobinę nostalgiczna opowieść o świecie, który tak szybko się zmienia, że nie daje szansy na złapanie oddechu. Konwencja powieści kryminalnej ma oczywiście pewne ograniczenia, ale autorce udało się przemycić w książce sporo odniesień do współczesności, proponując czytelnikowi inteligentną zabawę w Kto zabił? Miłośnicy różnych tropów znajdą w książce wiele odwołań, choćby do literatury. Jest w fabule choćby krótka scena na temat polskich autorek o podwójnych nazwiskach (stąd zdjęcie, które znakomicie pasuje do treści - uważnie czytajcie). A wierzcie mi, smakowitych drobiazgów jest w książce o wiele więcej - przyjrzyjcie się choćby tytułom poszczególnych rozdziałów.

Polecam Tajemniczą śmierć Marianny Biel wszystkim miłośnikom kryminałów i ... zwierząt. Psów w szczególności, choć i fani kotów też znajdą coś dla siebie. Dwa wieczory z Solańskim, Kwiatkowską i oczywiście Guciem uważam za bardzo dobrze spędzony czas. Akcja powieści może nie pędzi na złamanie karku i Szymon Solański nie jest bohaterem w stylu Jamesa Bonda, ale fabuła wygrywa inteligentnym humorem i wyrazistymi postaciami. I niejedną tajemnicą w tle ... Kryminał pod psem? Zdecydowanie tak!


Informacje o książce

autorka Marta Matyszczak
tytuł Tajemnicza śmierć Marianny Biel

wydawnictwo Wydawnictwo Dolnośląskie
miejsce i rok wydania Wrocław 2017
liczba stron 296

egzemplarz recenzencki

Nowalijki oceniają 5/6





Dziękuję Autorce i Grupie Wydawniczej Publika S.A. 
za udostępnienie powieści do recenzji. 


czwartek, czerwca 15, 2017

Marcel Woźniak "Powtórka"

Marcel Woźniak "Powtórka"



Toruń od wieków piernikiem stoi. I Kopernikiem. Mikołajem Kopernikiem. Od dobrych kilku lat również ... a nie, to nie jest przecież blog o polityce, więc skupmy się na literaturze. Wygląda bowiem na to, że wspomniane miasto zyskuje powoli nowy atrybut - zbrodnię. Kryminalnie (ale literacko) w Toruniu dużo się dzieje i powieść Marcela Woźniaka Powtórka wpisuje się w ten trend. I to wpisuje się znakomicie, ponieważ książka (nie takiego znów debiutanta) to ciekawa propozycja dla miłośników kryminałów z niekonwencjonalnym podejściem do tematu. Autor Powtórki faktycznie debiutuje jako autor powieści kryminalnych, ale Marcel Woźniak może kojarzyć się z wydaną w 2016 roku biografią Leopolda Tyrmanda. Wykształcenie filologiczne oraz praca w mediach z pewnością pomogły autorowi w wykreowaniu fabuły swojego debiutu, w którym postać głównego bohatera jest tak samo ważna jak miasto, będące tłem dla opowieści.

Podkomisarz Leon Brodzki udaje się na zasłużoną policyjną emeryturę. Ma w planach uporządkowanie spraw osobistych, w tym poprawę relacji z dorastającą córką. Cóż z tego, że plany ma dalekosiężne, skoro przestępcy ani myślą pozwolić mu cieszyć się upragnioną emeryturą. W Toruniu dochodzi do serii tajemniczych zbrodni i lokalna policja nie wyobraża sobie, żeby Brodzki nie wsparł ich działań swoim wieloletnim doświadczeniem. Prowadzone dochodzenie ujawnia, że morderca próbuje naśladować zbrodnie z czasu, kiedy młody Brodzki, u boku ojca, zaczynał karierę w służbach mundurowych. Heraklit, bo tak każe nazywać siebie morderca, rozpoczyna z Leonem swoistą zabawę w kotka i myszkę, zmuszając byłego detektywa, aby dokonał niemożliwego - wszedł po raz drugi do tej samej rzeki i ... ponownie w karierze próbował rozwikłać zagadkę tajemniczych zgonów. Pytanie tylko, za jaką cenę?

Leon Brodzki, główny bohater Powtórki to jeszcze jeden policjant po przejściach i bagażem doświadczeń na karku. Niby w literaturze sensacyjnej było już wszystko, ale Marcelowi Woźniakowi udało się przełamać pewien stereotyp tego typu postaci. I co ciekawe, może nie poprzez takie, czy inne cechy charakteru, ale dzięki umieszczeniu go w ciekawej konwencji fabuły. Leon Brodzki to nieodrodne dziecko swojego miasta i autor wykorzystał ten fakt, aby zabrać czytelnika w swoistą wycieczkę po nim. Toruńska odyseja Brodzkiego to wyprawa w poszukiwaniu kolejnych elementów kryminalnej układanki, a także podróż po mieście, zarówno znanych wszystkim turystom atrakcji, jak i ciemnych zaułków i podejrzanych lokali. Nie wiem oczywiście, czy sportretowani bohaterowie drugoplanowi mają swoje odpowiedniki w realu, ale autorowi udało się, dzięki ich obecności, oddać koloryt miasta. Przy tej okazji mała uwaga - gdybym nie był w Toruniu i nie mógł porównać opisów miejsc ze zdjęciami, czytelnicza przyjemność byłaby mniejsza. Ale z drugiej strony, od czego jest internet i (trochę zapomniana) wyobraźnia? 

Zabierając się za lekturę Powtórki oczywiście nie wiedziałem, czego się spodziewać. Muszę przyznać, że pomysł autora na fabułę doceniłem dopiero po finale, który mnie zaskoczył, ale bardziej  chyba zasmucił. Dlaczego w takiej kolejności? A to już trzeba doczytać. Spodobał mi się również styl Marcela Woźniaka, a pisząc precyzyjniej - podszyte ironią, lekko sarkastyczne spojrzenie Leona Brodzkiego na świat i toruńsko - polską rzeczywistość i cytaty z literatury, filozofii, kultury masowej. Jest też perskie oko puszczone do czytelnika, czyli obecność bohatera powieści kolegi po fachu - w tym moja ulubiona scena o podziale tematów na kolejne książki kryminalne z Toruniem w tle. Podszyty ironią humor w połączeniu z zawirowaniami fabularnymi i zwrotami akcji w finale sprawia, że Powtórka to jedna z ciekawszy premier u progu kanikuły. Całe szczęście, że to początek trylogii, bowiem zakończenie zostawia czytelnika i bohaterów w zawieszeniu. To ten stan, który  my - czytelnicy - jednocześnie uwielbiamy i nienawidzimy. I czekamy niecierpliwie na więcej!


Informacje o książce

autor Marcel Woźniak
tytuł Powtórka

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 460

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie powieści do recenzji


poniedziałek, czerwca 12, 2017

"Lustereczko, powiedz przecie" Alek Rogoziński [ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA]

"Lustereczko, powiedz przecie" Alek Rogoziński [ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA]







Nowa powieść Alka Rogozińskiego 
LUSTERECZKO, POWIEDZ PRZECIE

premiera 27 września 2017
wydawnictwo FILIA/FILIA Mroczna Strona

„Zostać bohaterem powieści

kryminalnej? Zaskakujące i ekscytujące! Tak jak i książka!"
Rafał Maślak, Mister Polski

Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci, gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku...

Lustereczko, powiedz przecie to drugi tom przygód Róży Krull i dwójki jej przyjaciół, a zarazem współpracowników – menadżerki Betty i PR-owca Pepe. Tym razem w rozwiązaniu zagadki kryminalnej pomaga im też sam Mister Polski, Rafał Maślak. W przygotowaniu kolejne tomy!

Fragment książki


- Popatrz, co nasz truposz ma w obserwowanych profilach na Facebooku! - Róża popukała palcem w lewy róg ekranu laptopa.

Pepe posłusznie spełnił jej życzenie.

- Gabinet terapeutyczny Adriana Mędrzyckiego – odczytał. – I…?

- Mamy kolejny punkt zaczepienia! Pamiętacie? Martyna powiedziała, że jej ukochany chodził od kilku miesięcy na terapię. Może udałoby się coś wyciągnąć od jego lekarza. Tyle że oni chyba mają zakaz opowiadania o swoich pacjentach…
Przez chwilę zastanawiała się, jak zawsze w chwilach zadumy nawijając sobie na wskazujący palec włosy w okolicach ucha, którą to czynność Pepe nazywał „kręceniem loka”.
- Wiem! - oznajmiła wreszcie. - Któreś z nas będzie musiało udać, że ma problemy z psychiką Zapisze się do niego, pójdzie na seans i w pewnym momencie jakoś dyplomatycznie skieruje rozmowę na samobójstwa…
- To idealne zadanie dla ciebie – zawyrokował Pepe stanowczo. – I nawet nie będziesz musiała udawać. Tylko nie wiem, jak ci wyjdzie z dyplomacją…
- Nie... – Róża pokręciła głową w zamyśleniu, puszczając uwagę swojego przyjaciela mimo uszu. – Ja wezmę na siebie Lalę. Betty musi popracować nad narzeczonym i wywlec z niego szczegóły śledztwa, a ty masz na głowie tylko bankiet, który już i tak przygotowałeś. Dlatego to ciebie zapiszemy na psychoterapię. Cudownie, postanowione!
Jedno spojrzenie na pisarkę upewniło Pepe, że na razie nie ma co wdawać się z nią w dyskusję.
- Zawsze wiedziałem, że właśnie na tym skończy się dla mnie nasza współpraca... – mruknął z rezygnacją, klikając w napis „Umów wizytę” obok fotografii specjalisty od grzebania w ludzkiej psychice.







Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger