środa, marca 29, 2017

"To koniec, Anno' Joanna Opiat - Bojarska [PATRONAT BLOGA]

"To koniec, Anno' Joanna Opiat - Bojarska [PATRONAT BLOGA]
www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł To koniec, Anno

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 448

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga









Joanna Opiat - Bojarska po raz trzeci przywołała na kartach swojej powieści postać dziennikarki telewizyjnej Anny Rogozińskiej. Wszystko wskazuje na to, że po raz ostatni, przynajmniej w dotychczasowej formie. Zanim jednak czytelnicy pożegnają się z Rogozińską, wraz z nią przeżyją fabularną jazdę bez trzymanki, ponieważ To koniec, Anno trzyma w niepewności do samego końca.

Anna dochodzi do siebie po dramatycznych wydarzeniach sprzed kilku miesięcy. Sprawa śmierci syna znanego polityka o mało nie skończyła się dla dziennikarki tragicznie. Powrót do pracy nie okazał się taki, o jakim Rogozińska marzyła. Telewizja to medium, które nie znosi stagnacji i jej miejsce próbuje zająć młodsza konkurencja. W wyniku zakulisowych intryg Anna postaje bardzo trudne i wyczerpujące zadanie - ma towarzyszyć w codziennej pracy ekipie pogotowia ratunkowego, przygotowując tym samym serię reportaży wcieleniowych. W sytuacji, kiedy sypie się jej życie osobiste, nowe zlecenie nie wydaje się szczególnie atrakcyjne. Na domiar złego, Anna dostaje list od Kapelusznika, który zza więziennych krat wciąga kobietę w niebezpieczną intrygę. Poznań zaczynają nękać alarmy bombowe ...

Trzecia odsłona dziennikarskiego śledztwa Anny Rogozińskiej przynosi kilka niespodzianek. Nie mogę ich oczywiście zdradzić, aby nie wyjawić niczego z fabuły. Mogę jednak napisać, że życie uczuciowe Anny mocno się skomplikuje, a ja już wiem, że w sprawie Łukasza autorka wystrychnęła mnie na dutka, co zresztą podejrzewałem. W To koniec, Anno intryga kryminalna jest tak samo ważna, jak wątek obyczajowy, czy w szerszym rozumieniu społeczny. W poprzednich częściach powieść oscylowała wokół literatury obyczajowej raczej dla kobiet, ale za to trzecia część ma już charakter bardziej uniwersalny w kwestii tematyki. Dzięki temu, że Anna zaczyna pracę w pogotowiu ratunkowym, czytelnik ma rzadką okazję, aby poznać ten zawód od drugiej strony. Trudno nie zauważyć, jak duży wysiłek redakcyjny podjęła Joanna Opiat - Bojarska, aby oddać z dbałością o szczegóły codzienność ludzi, którzy zawodowo obcują z życiem i śmiercią. Anna jest dociekliwą reporterką i zależy jej na mocnym materiale, dlatego zadaje trudne pytania i nie ogranicza się tylko do kwestii medycznych. Przyznam, że ten wątek bardzo mi się spodobał, szczególnie, kiedy pracownicy pogotowia opowiadają o tym, jak prywatnie radzą sobie z presją wykonywanego zawodu. I nawet jeśli część tego wątku jest fikcją, to trudno nie dopatrzeć się w książkowych postaciach prawdziwych ludzi i takich samych emocji.

IG Nowalijki


Nie można zapomnieć, że nowa powieść Joanny Opiat - Bojarskiej to rasowy kryminał. Powieść ma skomplikowaną fabułę, wątki mnożą się i krzyżują, ale dopiero na końcu układają się w całość. Intryga znów jest niejednoznaczna, a autorka celowo podrzuca  czytelnikowi błędne tropy. Wracają znane postaci, pojawiają się nowe. Jak dla mnie powrót Kapelusznika okazał się strzałem w dziesiątkę, spinając klamrą trzy tomy serii - od niego wszystko się przecież zaczęło. Pytanie - czy na nim się skończy?

To koniec, Anno jest, w moim odczuciu, najlepszą powieścią w cyklu o Rogozińskiej. Wplątując swoją bohaterkę w takie, a nie inne kłopoty, autorka zostawia sobie szerokie pole do popisu. I wykorzystuje je w pełni. Zawiła intryga kryminalna i mocny wątek społeczny to niezaprzeczalne atuty książki. Nie można zapomnieć o samym Poznaniu. Choć nie wiem, na ile topografia miasta pokrywa się z rzeczywistością, bo miasto znam tylko z obrębu rynku, to mieszkańcy powinni czuć się usatysfakcjonowani. W końcu to kryminalna stolica Polski. A epizodem z Festiwalem Granda autorka puszcza perskie oko do miłośników gatunku i pewnie także  do pomysłodawców tego przedsięwzięcia. 

Na koniec nie mogę, parafrazując tytuł, nie zadać tego pytania: To (naprawdę) koniec, Joanno? 

Nowalijki oceniają 5/6





za udostępnienie powieści do recenzji
i możliwość objęcia jej patronatem medialnym bloga




niedziela, marca 26, 2017

"Zaufaj mi, Anno" Joanna Opiat - Bojarska

"Zaufaj mi, Anno" Joanna Opiat - Bojarska
www.wydawnictwofila.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Zaufaj mi, Anno

wydawnictwo FILIA
miejsce i rok wydania Poznań 2015
liczba stron 364

egzemplarz ebook Legimi bez limitu










Ambitną dziennikarkę telewizyjną Annę Rogozińską czytelnicy poznali w powieści Joanny Opiat - Bojarskiej Słodkich snów, Anno. Sprawa, którą zajmowała się w Primo TV, okazała się dla niej nie tylko dużym sukcesem zawodowym, ale radykalnie zmieniła jej życie osobiste. Przebojowa reporterka wraca w kolejnym tomie Zaufaj mi, Anno i tym razem będzie tak samo intrygująco, jak niebezpiecznie. Rogozińska przekona się o tym na własnej skórze. 

Gościem programu Anny w Primo TV jest Ksawery Król, prominentny działacz partii rządzącej. Tym razem pojawia się przed kamerami, aby w emocjonalnym wywiadzie opowiedzieć widzom o tragedii, jaka go spotkała. Podczas zabawy sylwestrowej z balkonu spadł syn Króla - Grzegorz, ponosząc śmierć na miejscu. Ponieważ polityk nie wierzy w samobójstwo syna, Anna postanawia rozpocząć dziennikarskie śledztwo. Po niedługim czasie przekonuje się, że tragiczne wydarzenie ma kilka wersji, świadkowie albo nabierają wody w usta, albo ... giną. Kiedy sprawa  zaczyna być łączona z wątkiem dotyczącym dopalaczy i czyścicieli kamienic, wokół śmierci Grzegorza Króla robi się niebezpiecznie. I Anna, nieświadomie, naraża się na poważne konsekwencje, które prowadzą do dramatycznego finału.

W nowej osłonie kryminalno - obyczajowej serii Joanny Opiat - Bojarskiej czytelnik znajdzie to wszystko, za co ceni powieści autorki. Po pierwsze wyrazistych bohaterów, w tym oczywiście Annę Rogozińską, która nie traci nic ze swojego specyficznego uroku. Nadal jest żądna sukcesu, ambitnie podchodzi do nowych wyzwań zawodowych i nie ustaje w poszukiwaniu prawdy. Znów wydaje się być niekonsekwentna w kwestii relacji z mężczyznami, wciąż daje się wyczuć napięcie w kontaktach z matką. Anna wykorzystuje mężczyzn wokół siebie, ale tym razem, dla przeciwwagi, ona też jest ofiarą ambitnego prokuratora. Po drugie fabuła - znów wielowątkowa, od pierwszych rozdziałów wciągająca czytelnika w świat aktualnych tematów społecznych, które szerokim echem odbiły się w przestrzeni publicznego dyskursu. Na plan pierwszy wysuwa się w Zaufaj mi, Anno problem dostępności dopalaczy i ich zgubnego wpływu na kupujących je ludzi. Drugi wątek, może poboczny, ale równie istotny to działalność czyścicieli kamienic, którzy działając na granicy prawa, bez skrupułów odzyskują co lepsze lokale w wielu polskich miastach.

www.wydawnictwofilia.pl


Joanna Opiat - Bojarska z powodzeniem tworzy historie, które łączą w sobie elementy powieści kryminalnej i współczesnej opowieści obyczajowej. Z wyczuciem wplata w fabułę kolejnych książek aktualną tematykę społeczną (z małą domieszką polityki) i obserwacje natury damsko - męskiej. Dzięki wyrazistej głównej bohaterce czytelnik ma okazję poznać świat szemranych interesów, układów i wzajemnych powiązań na linii polityka - dziennikarstwo. Anna jest bezkompromisowa, szczególnie w sferze zawodowej i niestabilna, jeśli chodzi o życie osobiste. To sprawia, że nie jest nudna, ale wywołuje emocje. U mnie wciąż niezbyt przychylne, choć i tak cieplejsze, niż w części pierwszej. I tylko szkoda postaci Łukasza, który w Zaufaj mi, Anno jest jakiś taki nijaki i melodramatycznie się miota. Mam nadzieję, że mu to przejdzie. 

Już cieszę się na tom trzeci, który przedpremierowo jest już u mnie. Lada moment zabieram się za lekturę. 

Nowalijki oceniają 5-/6


piątek, marca 24, 2017

"Słodkich snów, Anno" Joanna Opiat - Bojarska

"Słodkich snów, Anno" Joanna Opiat - Bojarska
www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce 

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Słodkich snów, Anno

wydawnictwo FILIA
miejsce i rok wydania Poznań 2014
liczba stron 392

egzemplarz ebook Legimi bez limitu










Z twórczością Joanny Opiat - Bojarskiej zetknąłem się dość późno, bo przy Grze pozorów, pierwszym tomie nowej serii kryminalnej autorki. Między kolejnymi książkami o Annie Wilk, przeczytałem także dwa tomy z parą policjantów z Poznania (Koneser i Bestseller). Na kilka dni przed premierą kolejnej powieści To koniec, Anno postanowiłem poznać przebojową dziennikarkę, bohaterkę jeszcze jednego sensacyjnego cyklu Joanny Opiat - Bojarskiej

Anna Rogozińska jest po trzydziestce i pracuje w poznańskim oddziale jednej z komercyjnych telewizji. Ambitna i gotowa do zawodowych poświęceń, tropi afery i prowadzi dziennikarskie śledztwa. Jedno z nich dotyczy afery lekarskiej i ta sprawa może być dla niej trampoliną do wielkiego sukcesu. Pech chce, że kluczowy świadek w sprawie zostaje zamordowany. W odstępie dni giną kolejne osoby, którym można było zarzucić powiązanie z badaną przez Rogozińską aferą. Przypadek? Anna rozpoczyna poszukiwania powiązań, które doprowadzą ją do wydarzeń sprzed wielu lat. Problem w tym, że będą miały z nią więcej wspólnego, niż kobieta mogłaby sobie wyobrazić. Sytuacja zagęszcza się, kiedy z Anną zaczyna korespondować mailowo tajemniczy B. K. podrzucający jej kolejne tropy, odwołując się do Alicji w krainie czarów

Po lekturze kilku powieści Joanny Opiat - Bojarskiej wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać. Autorka ma specyficzny, ale i jednocześnie dość rozpoznawalny styl pisania. Akcja jej powieści (i tak jest w przypadku Słodkich snów, Anno) rozkręca się powoli, mnożą się wątki, pojawiają kolejni bohaterowie, na jaw wychodzą nowe sekrety. Na początku łatwo się pogubić w mnogości informacji, ale z czasem poszczególne elementy zaczynają układać się w całość, prowadząc czytelnika do satysfakcjonującego zakończenia. W jej powieściach wątek kryminalny jest tak samo istotny jak obyczajowy, dodatkowo wzbogacony jakimś smaczkiem - a to odwołaniami do literatury (nieoczywista w interpretacji Alicja w krainie czarów), a to do historii (wypadek kolejowy pod Otłoczynem). Pisarka zgrabnie łączy w jedną całość fikcję literacką i prawdę historyczną. 

www.edpipresse.pl - wznowienie z bardziej adekwatną do treści okładką

Mając na czytelniczym koncie pięć powieści autorki, mogę pokusić się o stwierdzenie, że mocną stroną jej powieści są bohaterowie, a właściwie bohaterki - silne, przebojowe, świadome swego ciała i znające własne potrzeby. Taka jest też Anna Rogozińska, otoczona wianuszkiem mężczyzn, którzy w jej życiu pojawiają się i znikają. Paradoksalnie jednak, doceniając postać dziennikarki i dostrzegając jej potencjał fabularny muszę napisać, że nie przypadła mi ona do gustu. Nie polubiłem jej, chyba ze względu na chęć zrobienia kariery za wszelką cenę i brak zdecydowania w kwestii relacji z Łukaszem, który właśnie wrócił do jej życia.

Przede mną kolejna część cyklu, czyli Zaufaj mi, Anno oraz premierowy tom trzeci, jest więc szansa, że Annę Rogozińską jeszcze zdążę polubić, bo do książek Joanny Opiat - Bojarskiej przekonałem się już jakiś czas temu. Co więcej, dostrzegam, że styl pisarki ewoluuje, z korzyścią dla czytelnika, zatem liczę, że kolejne książki jeszcze bardziej mnie zaciekawią. 

Nowalijki oceniają 4+/6







niedziela, marca 19, 2017

"Kokony" Ule Hansen

"Kokony" Ule Hansen
www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autork Ule Hansen
tytuł Kokony
tytuł oryginału Neuntöter
przekład Agnieszka Hoffmann

wydawnictwo FILIA/Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 556

egzemplarz recenzencki







Znacie Ule Hansen? Nie? Ja też nie miałem wcześniej okazji przeczytać niczego, co wyszło spod pióra tego autora. A może autorki? W rzeczywistości bowiem to pseudonim niemiecko - amerykańskiego duetu Astrid Ule i Erica T. Hansona, którzy do tej pory zajmowali się pisaniem scenariuszy i literatury faktu. Kokony to ich pierwsza powieść fabularna - połączenie kryminału i thrillera, rzecz intrygująca, ale i niepozbawiona pewnych usterek. Czy istotnych dla fabuły, to się dopiero ukaże. 

Plac Poczdamski to jedna z najdroższych działek w Berlinie, mieście kojarzącym się nie tylko z historią, ale i swobodą obyczajową i kulturalną, eleganckimi dzielnicami oraz obszarami wciąż czekającymi na rewitalizację. To na wspomnianym placu stoi atrapa wielopiętrowego budynku, przypominająca dekorację - rusztowania na których pojawiają się wielkoformatowe reklamy. Gdyby nie pewien dziesięciolatek, na osobliwą konstrukcję nikt nie zwróciłby uwagi. Elias Greve, bo o nim tu mowa, znudzony wyjazdem do Berlina, wymyka się rodzicom z pobliskiego hotelu i wiedziony ciekawością, zagląda na tyły niby-budynku. Na rusztowaniach odkrywa zawieszone trzy srebrne kokony, przypominające mumie. Przybyła na miejsce policja potwierdza obecność trzech trupów. Media podejmują temat i wkrótce cały Berlin żyje domniemanym seryjnym zabójcą, który swoje ofiary pozbawia życia w drastyczny i wyrafinowany sposób. Śledztwo prowadzi Krajowy Urząd Kryminalny z doskonałą profilerką Emmą Carow na czele. Zanim doprowadzą sprawę do końca, w różnym miejscach Berlina natrafią na kolejne kokony. Wszystko zgodnie z pewnym schematem.

W zalewie powieści kryminalnych i thrillerów, pomysł na dobrze wyeksponowaną w fabule zbrodnię to już spora część sukcesu. Niezależnie od tego, jak później potoczą się losy bohaterów, morderstwo z pomysłem działa na czytelnika jak haczyk. W przypadku Kokonów tak właśnie jest. Nietypowe zabójstwo, zwłoki umieszczone nieomal w centrum miasta i ona - świetna w swoim fachu, ale kompletnie niepotrafiąca dogadać się z ludźmi, analityk Emma Carow. Profilerka ma szansę na awans, ale musi wykazać się przy tej zbrodni, tworząc wiarygodny i pomocny policji wizerunek zabójcy. W tym celu wykorzystuje wiktymologię, badając rolę ofiary w dokonanym przestępstwie. Z fragmentów (i to dosłownie) zachowanych kokonów próbuje stworzyć profil, który pozwoli schwytać zabójcę. Emma nie ma łatwego charakteru, znakomicie radzi sobie w pracy, ale jej życie osobiste jest w rozsypce. Kobieta sama jest ofiarą tragicznego wydarzenia sprzed dekady i choć minęło wiele lat, nadal jest zakładniczką własnego strachu. Głęboka trauma nie pozwala jej na zdrowe relacje z innymi ludźmi.

Pomysł, aby fabułę powieści obudować wokół postaci profilerki to jednocześnie zaleta, jak i wada powieści. Emma jest wyrazista, jej konflikty z kolegami z pracy i szefową w dużym stopniu ją charakteryzują i nadają ton powieści. Z drugiej strony to bohaterką, której można współczuć, ale trudno polubić. W pewnym momencie powieść przenosi punkt ciężkości na jej osobę i choć ma to wytłumaczenie w dalszej części historii, to trudno zrozumieć coraz bardziej chaotyczne a nawet histeryczne działania Emmy. Mnie jej zachowanie irytowało i chwilami wydawało się co najmniej nielogiczne. 

Kokony to także Berlin, z jego mrocznymi zaułkami, podejrzanymi lokalami i miejscami, które warto unikać również w środku dnia. Emma podejmuje się jednak gruntownie przebadać teren, udaje się na spotkanie choćby z nocnymi eksploratorami opuszczonych pustostanów,  przypuszczając, że to w ich środowisku może trafić na kolejną wskazówkę do śledztwa.

IG Nowalijki

To, na co czytelnik zwróci uwagę już po kilkunastu stronach, to narracja prowadzona inaczej, niż w kryminałach i thrillerach rodem zza Wielkiej Wody. Akcja w Kokonach posuwa się raczej wolno, autorzy skrupulatnie relacjonują kolejne etapy śledztwa, pozwalając swojej bohaterce na przedstawienie co najmniej kilku wersji analizy mordercy, często bez wyraźnego związku z późniejszymi wydarzeniami. Można by napisać, że czynią to z niemiecką precyzją, dzięki czemu narracja jest gęsta i przypomina styl choćby Charlotte Link, czy Nele Neuhaus. Na pytanie, czy to wada, czy zaleta - czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Mnie to akurat nie przeszkadzało, ale miałem wątpliwości gdzie indziej. W końcówce powieści autorzy, moim zdaniem, trochę przeszarżowali, a i sama geneza morderstw wydała mi się zbyt naciągana. Możliwa, ale jednak trochę przerysowana. Trudno napisać coś więcej, aby nie zdradzić fabuły, ale myślę, że w takim odczuciu nie będę odosobniony. 

Jeśli przymknąć oko na pewne usterki w fabule (a może są to zalety, tylko ja nie potrafię ich dostrzec), to można uznać Kokony za interesującą pozycję na tle innych powieści z pogranicza kryminału i thrillera. Może bez pędzącej na złamanie karku akcji, ale z przedstawioną ze szczegółami pracą wydziału kryminalnego. Z bohaterką, obok której nie da się przejść obojętnie, galerią ciekawych postaci drugoplanowych i wreszcie ze zbrodnią, tak samo szokującą, jak i budzącą niezdrowe zainteresowanie. Dla mnie te argumenty okazały się wystarczające, aby spędzić weekend w Berlinie wraz z Emmą Carow i mordercą, zawijającym swoje ofiary w wymyślne kokony. 

Nowalijki oceniają 4+/6



za udostępnienia książki do recenzji.

czwartek, marca 16, 2017

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz
www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor Remigiusz Mróz
tytuł Inwigilacja

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 592

egzemplarz recenzencki










Kiedy jesienią 2015 roku sięgnąłem najpierw po Kasację, a zaraz potem po Zaginięcie, nie spodziewałem się, że seria szybko rozrośnie się do pięciu tomów. Od tego czasu Remigiusz Mróz opublikował kilka innych powieści, zaś Joanna Chyłka i Kordian Zordon Oryński stali się postaciami nieomal kultowymi. I jak w każdej serii, zarówno telewizyjnej, filmowej, jak i książkowej, niektóre części są lepsze, inne słabsze, to i tak z niecierpliwością i zaciekawieniem czeka się na na nowy sezon, czy kolejny tom. Nie inaczej jest z cyklem o adwokatach z kancelarii Żelazny&McVay. Ciekawość była tym większa, ponieważ zastanawiałem się, w jakim kierunku rozwiną się wątki Inwigilacji, mając na uwadze zakończenie Immunitetu, powieści, która niespecjalnie przypadła mi do gustu.

W nowej osłonie serii Chyłka podejmuje się obrony człowieka, który został oskarżony o przygotowywanie zamachu terrorystycznego w Warszawie. Aresztowanym okazuje się Fahad Al-Jassam, Polak, który przeszedł na islam i po wielu latach nieobecności zjawił się w swojej ojczyźnie. Jest to zaginiony przed laty Przemek Lipczyński, porwany podczas wakacji w Egipcie. Dorosłego już mężczyznę rozpoznają rodzice, ale Fahad nie przyznaje się do nich twierdząc, że mylą go z kimś innym. Chyłka, która ma koncie obronę Roma, nadal nie zmienia zdania na temat obcych, ale kiedy orientuje się, że cała akcja służb specjalnych jest grubymi nićmi szyta, czuje, że ma do wygrania sprawę życia. Po dość kompromitujących wydarzeniach z Immunitetu pilnie potrzebuje sukcesu, a obrona kontrowersyjnego z wielu powodów oskarżonego, może pomóc jej w powrocie na adwokacji Parnas. Kiedy wraz z Zordonem i Kormakiem zaczynają zbierać materiały do procesu, orientują się, że nic nie trzyma się kupy. Do prawniczki i jej oryginalnego teamu dociera, że może Fahad nie jest taki niewinny. A czytelnik podskórnie czuje, że to dopiero początek wielkich kłopotów.

Inwigilacja wciąga w sam środek sprawy, która nie tylko jest niejednoznaczna, ale i wymaga stawienia czoła uprzedzeniom. Remigiusz Mróz jak zawsze trzyma rękę na pulsie wydarzeń i w do fikcyjnego świata Chyłki i Zordona wprowadza wątki oraz tematy z pierwszych stron gazet. Fala imigrantów z Bliskiego Wschodu, strach Europy przed zamachami terrorystycznymi i Państwem Islamskim, wreszcie niechęć do muzułmanów to istotne elementy, które budują fabułę powieści. Nie po raz pierwszy w swojej karierze Chyłka podejmuje się obrony człowieka z góry osądzonego przez społeczeństwo, media i część polityków. Mimo wyraźnego dystansu do klienta, ale i jego, niezrozumiałej niechęci do Chyłki, prawniczka staje do walki o oczyszczenie go z zarzutów. I jak to u Joanny bywa, nie przebiera w środkach. Pytanie tylko, czy aby instynkt jej tym razem nie zawiódł?

Kiedy Remigiusz Mróz zakończył Immunitet ciążą Chyłki, pomyślałem sobie, że to wydarzenie może okazać się książkowym odpowiednikiem serialowego jump the shark. Przeskoczenie rekina to taki zwrot akcji, po którym wydarzenia zaczynają biec w nieoczekiwanym kierunku, niekoniecznie dobrym dla kolejnych odsłon serii. Okazało się jednak, że nie doceniłem pisarza. Błogosławiony stan Chyłki (błogosławiony i Chyłka  - cóż barokowy oksymoron) pozwolił bowiem autorowi łagodnie wyprowadzić swoją bohaterkę z alkoholowego ciągu i tym przywrócić serię na odpowiednie tory. Inwigilacja to, w mojej ocenie, powrót do klimatu pierwszych tomów cyklu, skupienie się na jednym głównym wątku i co najważniejsze, ponowne wyeksponowanie relacji Chyłka - Zordon.  Słowne utarczki między nimi plus obecność Kormaka to ten element powieści, za który czytelnicy pokochali trio ze Skylight. Jest ostro i momentami zabawnie, ale nie brak też poważniejszych tonów. Zarówno Chyłka, jak i Zordon, muszą sobie odpowiedzieć na pytanie o granice swojego zawodu, jego etykę i w szerszym aspekcie, moralność podejmowanych działań. Oryński miał już takie przemyślenia wcześniej, ale przy okazji obrony muzułmanina powróciły one ze zdwojoną siłą. 


IG Nowalijki

W Inwigilacji pada pytanie o granice wolności osobistej i rolę państwa w jej obronie. Po raz kolejny Remigiusz Mróz, ustami swoich bohaterów, stawia smutną tezę, że zwykły obywatel w zderzeniu z aparatem państwa ma niewielkie szanse na zwycięstwo. Służby specjalne, zarówno w Polsce, jak i w Europie, na fali ataków terrorystycznych otrzymały uprawnienia, jakich do tej pory nie miały. Skomplikowana, wielopoziomowa intryga w powieści, nawet jeśli jest tylko wytworem wyobraźni autora, może budzić zaniepokojenie. Sygnalizuje bowiem, że granica między konkretnym działaniem, a manipulacją jest bardzo cienka. I są ludzie, którzy bez wahania potrafią ją przekroczyć.

Choć zakończenie specjalnie mnie nie zaskoczyło (wiadomo, że należało spodziewać się gromu z jasnego nieba), a prawnicze tyrady odrobinę zmęczyły, to z czystym sumieniem mogę napisać, że Inwigilacja to najlepsza książka z serii o Chyłce i Zordonie. Po przeciętnym Immunitecie obawiałem się, czy to aby nie początek końca tego cyklu. Jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piąty tom to jednocześnie nowe otwarcie. Remigiusz Mróz wyraźnie udowodnił w Inwigilacji, że w kwestii Chyłki i Zordona nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Pisząc krótko - jest bardzo dobrze!

Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie powieści do recenzji





wtorek, marca 14, 2017

"Kobieta, która wiedziała za mało" Daniel Koziarski [PATRONAT BLOGA]

"Kobieta, która wiedziała za mało" Daniel Koziarski [PATRONAT BLOGA]
www.novaeres.pl
Informacje o książce

autor Daniel Koziarski
tytuł Kobieta, która wiedziała za mało

wydawnictwo Novae Res
miejsce i rok wydania Gdynia 2017
liczba stron 376

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga








Z twórczością Daniela Koziarskiego spotkałem się po raz pierwszy przy okazji recenzji powieści Zbrodnie pozamałżeńskie, którą napisał w duecie z Agnieszką Lingas - Łoniewską. I choć miałem co do tej książki pewne zastrzeżenia, to postanowiłem śledzić pisarskie poczynania autorów. Kobieta, która wiedziała za mało to w gruncie rzeczy pierwsza samodzielna powieść autora, po którą sięgnąłem. Ciekawiło mnie bowiem, co kryje się za dość specyficzną okładką. Miałem pewne podejrzenia, ale czy się sprawdziły, o tym trochę później.

Nowa powieść Daniela Koziarskiego to współczesna historia obyczajowa, której główną bohaterką jest Marzena Wierzba. Żona, matka i autorka poczytnych, ale niezbyt ambitnych powieści obyczajowych z mocno rozbudowanymi wątkami erotycznymi. Wiedzie w miarę spokojne życie, ale (czego należało się spodziewać) do czasu. Kiedy mąż wikła się w romans z młodszą koleżanką z pracy, a syn decyduję się zamieszkać w Londynie z innym mężczyzną wydawać by się mogło, że nic złego już nie spotka poczytnej autorki. Ale w jej życiu pojawia się psychofanka, a przeciwnicy radosnej twórczości Marzeny Wierzby nie zostawiają na niej suchej nitki, tworząc prześmiewcze strony na Facebooku. Marzena ułatwia im życie, publikując u siebie złote myśli dotyczące życia, mocno, ale to mocno w stylu Paulo Coelho

Marzena Wierzba to kobieta na życiowym zakręcie. Z dnia na dzień  jej ułożone życie rozpada się, a sploty nieoczekiwanych wydarzeń tylko pogłębia jej frustrację. Każdy kolejny krok powoduje tylko większe spustoszenie, bo kiedy wydaje się, że sprawy zaczynaja się prostować, Marzena robi wszystko, aby jednak się skomplikowały. Nie można zapomnieć, że Wierzba jest pisarką, którą gonią terminy i która potrzebuje sukcesu, zainteresowania i poklasku. Autor celnie sportretował światek autorów, wydawców, promotorów i blogerek/blogerów, bezlitośnie, ale i z humorem odsłaniając nieco kulisy książkowego biznesu. Marzena, choć wydaje się mało zorientowana w codziennym życiu, zaskakująco dobrze radzi sobie na niwie polskiej literatury popularnej, publikując niezbyt może wybitne, ale podszyte seksem powieścidła dla masowego odbiorcy. Celowo nie piszę dla kobiet, bo mam wrażenie, że granice między książkami dla różnych płci już dawno się zamazały. 

Trudno nie zwrócić uwagi, że choć Kobieta, która wiedziała za mało obfituje w mnogość wydarzeń, to kręci się wokół seksu. Marzena ma na jego punkcie obsesję, a autor serwuje opisy dosadne, niepozostawiające żadnych niedomówień. Oczywiście czyni tak nie bez powodu, erotyczne przerywniki służą odzwierciedleniu stanu hm ... emocji Marzeny, która przy okazji układa sobie w głowie soczyste momenty do swoich kolejnych powieści. Podejrzewam, że nie dla wszystkich czytelników (czytelniczek?) taka narracja jest do zaakceptowania, ale tutaj warto zastanowić się, jak odebrać powieść Daniela Koziarskiego.

Kobieta, która wiedziała za mało jest oczywiście powieścią obyczajową, ale już rzut oka na specyficzną okładkę sugeruje, że to będzie historia, co do której warto mieć pewien dystans. Nie da się bowiem czytać tej powieści na poważnie, już po kilku pierwszych stronach można wyczuć klimat i humor, który albo się polubi, albo odrzuci. Odniosłem wrażenie, że autor celowo spiętrzył różne wydarzenia i wprowadził wiele wątków po to, żeby fabuła jego książki przypomniała powieści Wierzby. Autorka w życiu prywatnym jest po trosze bohaterką swoich książek, opartych na silnych emocjach oraz namiętnościach i tak układają się jej relacje z innymi. Pisarz balansuje zresztą na granicy, puszczając czasem perskie oko do czytelnika. Wystarczy przywołać postać Michała, który na wszystkie niepowodzenia ma jedną receptę, choć woli pendolino, zamiast intercity. 

www.novaeres.pl

Warto, sięgając po nową powieść Daniela Koziarskiego, mieć świadomość, że autor już od samego początku podaje historię Marzeny i jej rodziny w dużym cudzysłowie. Jest dla głupoty swoich bohaterów bezwzględny, choć ostrze satyry kieruje również w swoją stronę, czyniąc z Marzeny pisarkę powieści obyczajowych. Nie zaryzykuję stwierdzeniem, że Kobieta, która wiedziała za mało jest parodią powieści obyczajowych, ale gdzieś z tyłu głowy krąży mi myśl, że może niedaleko jej do pastiszu. To tłumaczyłoby pewne rozwiązania fabularne, specyficzny ton narracji i pomieszanie wydarzeń poważnych z groteskowymi. Polecam czytelnikom z poczuciem humoru (aż chce się napisać - rubasznego) i dystansem, zarówno do siebie, jak i do otaczającego świata. 

Nowalijki oceniają 4+/6



za udostępnienie powieści do recenzji przedpremierowej.








niedziela, marca 12, 2017

"Syreny" Joseph Knox [PRZEDPREMIEROWO]

"Syreny" Joseph Knox [PRZEDPREMIEROWO]
www.otwarte.eu
Informacje o książce

autor Joseph Knox
tytuł Syreny
tytuł oryginału Sirens
przekład Anna Gralak

wydawnictwo Otwarte
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 440

egzemplarz ebook recenzencki








Ciemne zaułki przemysłowego Manchesteru, podejrzane knajpy, lokale w których handluje się narkotykami, ciałem i złudnym wrażeniem chemicznego szczęścia. Mężczyźni, których strach się bać w jasny dzień i kobiety, tak samo pociągające, jak niebezpieczne. Skompromitowany policjant, który nie ma niczego do stracenia, może poza życiem. Do tego szybkie tempo i niezły styl to składniki debiutanckiej powieści Josepha Knoxa Syreny


www.otwarte.eu

Główny bohater powieści, młody detektyw Aiden Waits ma zszarganą opinię. Kompromitacja, której się dopuścił sprawia, że media nie dają mu spokoju. W policji czekają go sądne dni, a on sam robi wszystko, żeby kiepska opinia przylgnęła do niego na dobre. Jak w każdej tego typu powieści, tak i w Syrenach pojawia się okazja do rehabilitacji. Waits dostaje propozycję z gatunku nie do odrzucenia. Ma przeniknąć przestępcze struktury miasta i odnaleźć córkę ministra sprawiedliwości. Od kilku miesięcy dziewczyna widywana jest w towarzystwie lokalnego szefa mafii, która zajmuje się prowadzeniem podejrzanych klubów i dystrybucją narkotyków. Jest jedną z syren - pięknych, ale niebezpiecznych i bezwględnych pracownic grupy przestępczej. Uwodzą, ale gdy trzeba, bez żadnych skrupułów egzekwują to, po co przyszły do swoich klientów. 

Aiden Waits podejmuje się zadania, mając świadomość, że nie obejdzie się bez strat i uszczerbku na zdrowie. Przeniknięcie do podziemnego świata mafii, narkotyków, seksu i wielkich pieniędzy to perspektywa i kusząca, i przerażająca jednocześnie. Detektyw wkrótce odkrywa, że prosta z pozoru sprawa, okazuje się bardziej skomplikowana, niż można był się tego spodziewać. Ludzie wokół niego toczą swoje małe wojenki, załatwiają interesy, skrywają brudne tajemnice. Aiden wchodzi w świat przemocy i korupcji, działań na granicy prawa. Cały czas musi mieć oczy dookoła głowy, pracuje przecież na dwa fronty, a do tego porusza się na granicy kontaktów między politykami, przestępcami i policjantami. Piękne syreny kuszą go swoimi wdziękami. Waits zmaga się także z demonami przeszłości, a wyrzuty sumienia ciągną się za nim przez całe dorosłe życie. 

Manchester w Syrenach to miasto, w którym eleganckie dzielnice konkurują z obszarami rządzonymi przez mafię, gdzie pieniądz i mocna pięść to dwa najważniejsze argumenty w każdej dyskusji. Joseph Knox kreśli ten świat ze swobodą i bez kompleksów literackiego debiutanta. Zaludnia powieść bohaterami, których nie da się lubić, nie dlatego, że parają się działalnością przestępczą, tylko z powodu ich charakterów. Autor celowo unika jasnego podziału na dobrych i złych. Jak w prawdziwym życiu, tak i w książce bohaterowie balansują na granicy. Ani czytelnik, ani tym bardziej Aiden Waits nie może mieć pewności, czy warto zaufać którejś z postaci, bez wrażenia, że w niesprzyjających okolicznościach jest ona w stanie wbić nóż w plecy. Sam Waits podejmuje często mało przemyślane decyzje, choć od pewnego momentu łatwiej go zrozumieć, kiedy czytelnik uzmysławia sobie, w jaką kabałę wpakował się detektyw.

Syreny Josepha Knoxa to powieść kryminalna, którą docenią miłośnicy miejskich powieści sensacyjnych. Trudno nie zauważyć nawiązań do powieści noir, co przejawia się zarówno w mrocznym klimacie, dwuznacznej atmosferze podejrzanych lokali, jak  i rysie psychologicznym głównego bohatera. Nie jest to, w moim odczuciu, kryminał noir w pełnym wymiarze, ale raczej współczesna wariacja na temat. Kreacja Aidena Waitsa jest dalekim echem detektywów z czarnych kryminałów, co przejawia się bardziej w ironiczno - cynicznym podejściu do rzeczywistości, niż w obronie prywatnego kodeksu honorowego. Z tym akurat Waits wydaje się być bardzo na bakier. 


www.otwarte.eu
Patrząc obiektywnie na debiut Knoxa, trudno nie dopatrzeć się materiału na bestseller. Powieść ma bowiem wyrazistą fabułę, trzyma dobre tempo, a autor - choć debiutant, pisze sprawnie, po swojemu reinterpretując zarówno cechy gatunkowe kryminału noir, jak i mocno opatrzone wątki z powieści sensacyjnych. I trzeba przyznać, że robi to bardzo zgrabnie. Sęk w tym, że Syreny specjalnie mnie nie porwały. Czy to wina pierwszoosobowej narracji, czy tematyki oscylującej właściwie wokół narkotyków i seksu, a może zbyt wygórowanych oczekiwań? Nie potrafiłem wciągnąć się w tę opowieść i nie złapałem kontaktu z głównym bohaterem, który drażnił mnie swoją postawą. Lubię kryminały, ale wolę te z rozbudowanym tłem psychologicznym i niekoniecznie skupione jedynie wokół narkotyków i pieniędzy. 

Umiem dostrzec w Syrenach kawał niezłej literatury sensacyjnej, która z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom gatunku w mroczniejszej odmianie. Czy sięgnę po kolejną powieść Josepha Knoxa, zakładając, że taka się pojawi? Z pewnością tak, bo wydaje mi się, że warto mieć to nazwisko na uwadze. Kto wie, może jeszcze sporo namiesza w literacko - kryminalnym światku?

Nowalijki oceniają 4+/6




za udostępnienie ebooka do recenzji przedpremierowej.




czwartek, marca 09, 2017

"Sekrety roślin" Anne-France Dautheville [PRZEDPREMIEROWO]

"Sekrety roślin" Anne-France Dautheville [PRZEDPREMIEROWO]
www.wydawnictwoliterackie.pl
Informacje o książce

autorka Anne-France Dautheville
tytuł Sekrety roślin
tytuł oryginału Miscellanées des plantes
przekład Andrzej Stańczyk

wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 144

egzemplarz recenzencki








... Flora [łac.] ogół gat. roślin na określonym obszarze (np. f. Polski), w danej grupie systematycznej (np. porostów Polski), czasie geol. (np. f epoki lodowcowej) lub w określonym ... 

... o świecie roślin można pisać tak, jak w przytoczonym na początku niewielkim fragmencie hasła z Nowej encyklopedii powszechnej PWN. Solidnie, rzeczowo, szkolnie i ... nudno. Można również napisać lekką w formie, ale pełną faktów, fascynującą opowieść o bogactwie świata roślin. Tę drugą drogę wybrała francuska dziennikarka i pisarka Anne-France Dautheville, autorka Sekretów roślin. Po tym jak w latach siedemdziesiątych, jako pierwsza na świecie kobieta, samotnie objechała na motocyklu świat, zajęła się pielęgnowaniem ogródka i zafascynowała się się światem roślin. Zbieraną przez lata wiedzę zebrała w książkę, na którą składa się ponad dwieście faktów, ciekawostek i zaskakujących informacji na temat świata, który otacza człowieka od momentu jego powstania. Czasem zabawne, często budzące zdziwienie, anegdoty i notatki o roślinach tworzą wielobarwną opowieść, w której jak w życiu ludzi radość miesza się ze smutkiem, oczywistość ze wstydliwie ukrywanymi przywarami. 

IG Nowalijki

Czy szyszka potrafi zabić? Dlaczego ananas nie zrobił spektakularnej kariery na dworze Ludwika XIV? Chcesz wyregulować zegarek - przyjrzyj się pewnym gatunkom kwiatów. Albo które z roślin przetrwały piekło bomby atomowej? Czy warto przeciwdziałać specyficznym skutkom ubocznym jedzenia fasoli? Na te i dziesiątki innych pytań związanych z florą, autorka odpowiada w sposób rzeczowy, ale z humorem i dystansem. Sama podkreśla w notce na początku książki, że nie jest botanikiem ani naukowcem. Raczej samoukiem, dla którego nieznany fakt na temat konkretnej rośliny ważniejszy jest od  sztywnej kategorii biologicznej. Warto jednak zaznaczyć, że autorka nie odżegnuje się od naukowego spojrzenia na swoją pasję, ale i nie uwypukla go. 

Sekrety roślin mnie zaskoczyły. To nie jest typowa książka naukowa, choć tytuł może sugerować taki gatunek literacki. Anne - France Dautheville napisała wciągający, pełen humoru poradnik na temat roślin, przewodnik po fascynującym świecie, którego bardzo często nie dostrzegamy, otoczeni murami miasta. W tej książce urzekło mnie również spojrzenie na rośliny przez pryzmat szeroko pojętej kultury i obyczajowości. Autorka odwołuje się do legend, postaci mitologicznych, znanych powieści, obyczajów, powiedzonek, zabobonów, historii, religii, polityki - słowem pokazuje, że choć nieme (czy aby na pewno - proszę uważnie przeczytać pewną ciekawostkę) stanowią wraz z fauną nierozerwalną całość, której ludzie, no cóż, są tylko niewielką częścią. Autorce udało się napisać zbiór anegdot, które czyta się z wielką przyjemnością, zapominając momentami, że ma się do czynienia z roślinami a nie z człowiekiem z krwi i kości. Ileż w tej niewielkiej publikacji emocji, namiętności, skrzętnie ukrywanych sekretów! Nic, tylko czytać i dziwić się, dziwić! 

IG Nowalijki

Gdyby to ode mnie zależało, z pewnością uczyniłbym wszystko, aby Sekrety roślin Anne - France Dautheville weszły do kanonu lektur szkolnych. Pasja, z jaką autorka pisze o przyrodzie, rozległa wiedza łącząca, wydawać by się mogło, odległe dziedziny wiedzy, wreszcie humor i czar anegdoty sprawiają, że trudno nie pokochać świata roślin. A trochę starszy czytelnik doceni rozrzucone po całej książce ciekawostki z cyklu Moja babcia powiada ... czyli porady rodem z dawnych magazynów dla pań. 

Sekrety roślin spodobają się czytelnikowi, który na co dzień nie ma wiele wspólnego z przyrodą, poza tym, że jest częścią ekosytemu. Niewielką pozycję Dautheville można przeczytać za jednym razem, można także dawkować sobie przyjemność, sięgając po dowolną notatkę. Książka jest tak zmyślnie skonstruowana, że gdy zajdzie taka potrzeba, odsyła do inne zapisu. Dodatkowym atutem wydawnictwa jest ciekawa szata graficzna. W wydaniu recenzenckim czarno - biała, ale z charakterem. 

Polecam, na zbliżającą się wiosnę - lektura jak znalazł!

Nowalijki oceniają 5/6





Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie
książki do recenzji.


poniedziałek, marca 06, 2017

"Ciało" Iga Horn

"Ciało" Iga Horn
www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autorka Iga Horn (Agnieszka Krawczyk)
tytuł Ciało

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 320

egzemplarz recenzencki










Piękno ludzkiego ciała fascynuje artystów właściwie od zawsze. Stanowi inspirację dla rzeźb, obrazów, spektakli baletowych i współczesnych instalacji. Nie ma znaczenia kształt, bo czy w  klasycznej formie, barkowym wynaturzeniu czy współczesnej reinterpretacji, za każdym razem stanowi niewyczerpane źródło dla artystycznej wyobraźni. Ta fascynacja często ociera się wręcz o szaleństwo: niegroźne, jeśli realizuje się tylko w formie kolejnego artefaktu, przerażające, gdy wymyka się przyjętym normom i stanowi realne zagrożenie w prawdziwym świecie. To zagadnienie jest tematem powieści kryminalnej Ciało Igi Horn (a właściwie Agnieszki Krawczyk). Fabuła książki koncentruje się wokół makabrycznej zbrodni, która szokuje i jednocześnie fascynuje, poprzez odwołania do sztuki i medycyny.

Na jednej z wiedeńskich plaż młoda para dokonuje makabrycznego odkrycia. W wodzie pływa spory fragment ludzkiej skóry. Śledztwo prowadzi lokalna policja z Maxem Haasem na czele. Policjanci dość szybko kojarzą to znalezisko ze sprawą z Krakowa. Tam też został a znaleziona ludzka skóra. I choć krakowskim śledczym do dziś nie udało się ustalić sprawcy, to ich wiedeńscy koledzy postanowili poprosić o pomoc i skorzystać z doświadczenia Polaków. I w ten sposób w Austrii pojawia się nadkomisarz Henryk Mach, analityk i profiler, jeden z najlepszych w Europie znawców psychiki przestępców. Wkrótce dołącza do nich była żona Haasa - pochodząca z Krakowa doktor Paulina Weber, historyk sztuki i autorka popularnego bloga o okrucieństwie w sztuce. Otrzymuje ona tajemniczy e-mail ze zdjęciem kolejnego fragmentu ciała i cytatem z poezji Baudelair'a. Czy ktoś postanawia zabawić się kosztem pani doktor, a może makabryczne zbrodnie są z nią jakoś powiązane? Bohaterowie powieści zostają wciągnięci w niebezpieczną grę, w której sztuka miesza się z okrucieństwem i chorobliwą fascynacją ciałem. Czas ucieka, a nadal nie wiadomo, kto za tym wszystkim stoi. 

Akcja powieści Igi Horn rozgrywa się w Wiedniu, w którym co krok można natknąć się na albo na znane dzieło sztuki, albo na studentów z artystycznymi ambicjami. W tutejszym środowisku akademickim aktywnie działa doktor Paulina Weber, która specjalizuje się w badaniu okrucieństwa w sztuce. Na swoim blogu opisuje kolejne dzieła, które koncentrują się na wymyślnych torturach i zadawaniu bólu. Jak się okazuje, to fascynujące zagadnienie, ponieważ dawni mistrzowie, podobnie jak i współcześni artyści, często wykorzystywali takie motywy w swoich dziełach. Weber prowadzi zajęcia dla nowej grupki studentów, zblazowanych, ale z pretensjami. Pod przykrywką wystudiowanej obojętności skrywają mroczne sekrety, których ujawnienie może bardzo im zaszkodzić. W powieści pojawia się kilka postaci, które tylko z pozoru nie mają niczego do ukrycia. Autorka poświęca im odpowiednio dużo uwagi, wciągając czytelnika zarówno w świat podejrzanych dzielnic jak i eleganckich przedmieść, skutecznie utrudniając czytelnikowi wytypowanie Kto zabił?

Na uwagę zasługują główni bohaterowie Ciała. Między poukładanym, ceniącym drobiazgowe dochodzenie Maxem a preferującym profilowanie kryminalne Henrykiem co i raz dochodzi do starć. Każdy z nich ma odmienną wizję śledztwa, każdy inaczej interpretuje kolejne maile i cytaty z Baudelaire'a i Rimbauda. Między nimi pojawia się oczywiście kobieta. Paulina jest przebojowa i pewna siebie, ale i ona ma w przeszłości epizod, o którym wolałaby nie pamietać. Każde z nich ma pewien życiowy bagaż, który podczas śledztwa będzie im ciążył, utrudniając pracę. Podoba mi się w Ciele wyważenie elementów obyczajowych i kryminalnych, żadne nie dominuje i wzajemnie dobrze się uzupełniają. Na postaci drugoplanowe również warto zwrócić uwagę, bowiem nikt nie pojawia się w książce przypadkowo. I choć studenci doktor Weber mocno mnie irytowali, to z drugiej strony ich obecność jest w powieści oczywista i dla fabuły niezbędna.

IG Nowalijki

Największe wrażenie zrobił na mnie świat sztuki, który stał się jeszcze jednym bohaterem Ciała. Autorka nie tylko wikła sztukę w zbrodnię (i czyni to świetnie), ale mimochodem wciąga czytelnika w fascynujący krąg zawiłości nurtów artystycznych i gatunków , odwołań do poezji, malarstwa, performance. Wspomina artystów, szczególnie tych, którzy zajmowali się zagadnieniem ciała w szerokim kontekście twórczego działania. Na własny użytek wymyśliłem dla powieści Igi Horn termin kryminał erudycyjny. Nie należy jednak obawiać się, że odwołania do malarstwa i literatury utrudnią odbiór tekstu. Wydaje się, że autorka miała tego świadomość i wiedza, która pozwala głębiej osadzić w temacie wątek kryminalny, podana jest w formie wpisującej się w gatunek literatury popularnej. Nie zmienia to jednak faktu, że wielokrotnie podczas lektury zaglądałem do internetu, żeby sprawdzić kolejnego artystę czy wyszukać wspomniane w powieści dzieło. Zupełnie mi to nie przeszkadzało, co więcej, po przeczytaniu Ciała mam przyjemne uczucie że książka, oprócz dostarczenia rozrywki na wysokim poziomie, jeszcze czegoś mnie nauczyła. 

Ciało Igi Horn to powieść kryminalna, którą po prostu bardzo dobrze się czyta. Autorka zadbała o nieoczekiwane zwroty akcji, nietuzinkowych i bardzo wyrazistych bohaterów, intrygujący temat.  Zwróciła uwagę czytelnika na ciekawy wątek okrucieństwa w sztuce i fascynację, która łatwo przeradza się w obsesję. Sprytne powiązanie faktów z fikcją literacką sprawia, że od Ciała nie sposób się oderwać, a końcówkę czyta się z podwyższonym ciśnieniem. Nie znam innych powieści Agnieszki Krawczyk, ale nie ukrywam, że chętnie sięgnąłbym po kolejną książkę Igi Horn. Chcę wierzyć, że w zakończeniu autorka zostawia lekko, bardzo lekko uchylone drzwi ...

Nowalijki oceniają 6/6



za udostępnienia książki do recenzji.

sobota, marca 04, 2017

"Jak podróżować z łososiem" Umberto Eco

"Jak podróżować z łososiem" Umberto Eco
www.noir.pl
Informacje o książce

autor Umberto Eco
tytuł Jak podróżować z łososiem
tytuł oryginału Come viaggiare con un salmone
przekład Krzysztof Żaboklicki

wydawnictwo Noir sur Blanc
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 208

egzemplarz recenzencki







O zmarłym w 2016 roku Umberto Eco z pewnością można napisać, że był prawdziwym człowiekiem renesansu. I nie mam tu na myśli oczywistego powiązania z Włochami. To skojarzenie przychodzi mi na myśl, kiedy uzmysławiam sobie, jak szerokie zainteresowania miał autor Imienia róży. Filozofia, mediewistyka, semiologia, kultura masowa, a do tego działalność akademicka i pisarska. Powieści, prace naukowe, eseje i wreszcie felietony to gatunki literackie, które ma w swoim bogatym dorobku Eco. No właśnie - felietony. Pisane dla wydawanego w Mediolanie L'Espresso szybko stały się wizytówką stylu Umberto Eco, pokazując zarówno szeroki wachlarz zainteresowań profesora, jak i specyficzne, bo niezwykle eleganckie poczucie humoru. Wydane w Polsce w zbiorach Zapiski na pudełku od zapałek, doczekały się nowego wyboru pod intrygującym, ale jakże w stylu Eco tytułem, Jak podróżować z łososiem. Obok kilku znanych już po polsku tekstów, pojawiły się dotąd nieznane, a wszystkie przetłumaczone na nowo przez Krzysztofa Żaboklickiego

Felieton to jeden z tych gatunków literackich, który teoretycznie skazany jest na krótki żywot i szybką literacką śmierć. Publikowany w dziennikach, ma wprawdzie charakter publicystyczny, ale o lżejszym kalibrze, często traktujący temat z lekkim przymrużeniem oka. Takie były jego początki, sięgające XIX wieku i dynamicznego rozwoju prasy. Należy jednak zauważyć, że to gatunek wymagający, zwłaszcza dla jego autora, bowiem wymusza trzymania ręki na pulsie wydarzeń, potrzebuje talentu do wynajdywania ciekawych tematów, że o warsztacie literackim nie wspomnę. Felietonista w kilkudziesięciu zdaniach musi zawierać nie tylko ciekawe zagadnienie, ale i odwołania do innych tematów lub wydarzeń. Tylko od talentu jego autora zależy, czy tekst przypadnie do gustu szerszemu odbiorcy, czy też okaże się tylko cotygodniowym złośliwo - ironicznym zapisem rzeczywistości. 

Jak podróżować z łososiem Umberto Eco to przegląd felietonów, jeśli nie najciekawszych, to z pewnością reprezentacyjnych dla włoskiego pisarza. A był on idealnym autorem krótkich tekstów, w których ironicznie, ale zawsze z elegancją zwracał uwagę na absurdy rzeczywistości, uwikłania współczesnego człowieka w świat kultury masowej, polityki, nowych mediów i przemijających jak błyskawica mód wszelakich. Eco bohaterami swoich tekstów czyni wszystkich, niezależenie od pozycji zawodowej i społecznej. Trudno nie uśmiechnąć się, czytając felieton o próbie przebicia się przez mur włoskiej biurokracji i perypetiach ze zdobyciem nowego prawa jazdy. Pisarz radzi, w przewrotny oczywiście sposób, jak rozmawiać z taksówkarzami, jak reagować na znane osoby w miejscu publicznym, jak zostać kimś, będąc nikim. Z felietonów Eco można nauczyć się tworzenia katalogu wystawy dzieł sztuki, unikania rozmowy o piłce nożnej. Ba, pisarz podaje wskazówki jak jeść w samolotach, ale wcześniej przejrzeć katalog zakupowy linii lotniczych i co zrobić, aby nie rozlać kawy z przeklętego dzbanuszka.  Szczególnie aktualne są felietony z sprzed kilku lat, w których Umberto Eco przestrzega przed nadmierną miłością do gadżetów, wyśmiewa media, które z igły robią widły, czy zastanawia się nad sensem posiadania telefonu komórkowego. 

IG Nowalijki

Owszem, niektóre z tekstów trącą myszką, ale taki ich urok. Wiadomo, że pisane właściwie na bieżąco, odwoływały się do wydarzeń i postaci, wreszcie przedmiotów będących na topie tu i teraz. Trudno jednak nie docenić uroku felietonów Eco, ironicznych, czasem wręcz szyderczych, ale zawsze eleganckich, bo Eco nikogo nie obraża, nie w tę stronę szły jego tekstu. Tak, wbija szpilkę tu i tam, ale ostrze satyry kieruje bardzo często w samego siebie. To na własnej skórze przetestował lub osobiście doświadczył sytuacji, które potem stały się kanwą kolejnego tekstu. Wprawne oko czytelnika dostrzeże w nich nie tylko autoironię, ale i ponadczasowość, bo prawda jest taka, że na świecie wszystko już było, zmienia się jedynie skala i zasięg pewnych zjawisk. Eco z wdziękiem przemyca do swoich tekstów ogromną wiedzę z wielu dziedzin humanistyki sprawiając tym samym, że ten dość popularny gatunek publicystyczny zyskuje nowy wymiar. Warto podkreślić, że erudycyjność felietonów jest bardziej stonowana, niż ma to miejsce w powieściach, co ułatwia śledzenie toku myślenia pisarza. 

Zapiski na pudełku od zapałek czytałem po raz pierwszy całe lata temu. Przyznam więc, że możliwość ponownego ich przejrzenia okazała się bardzo dobrym pomysłem. Są w omawianym tomie kultowe teksty Jak zagrać Indianina oraz Jak rozpoznać film porno. Do grona moich ulubionych dołączył właśnie Jak wykorzystywać czas, który powinien zainteresować szczególnie humanistów. 

Zostaje oczywiście odpowiedź na pytanie zawarte w tytule, ale na nie proszę szukać odpowiedzi w książce. A tę można oczywiście przeczytać na raz, bo to rzecz w sumie niewielka, ale bardzo smakowita. Można, tak jak ja, sięgać po nią od czasu do czasu, dawkując sobie literacką przyjemność. Wybór zostawiam czytelnikom. Nowe wydanie felietonów Umberto Eco stawiam na półce obok Wszystkich lektur nadobowiązkowych Wisławy Szymborskiej. Jakoś tak mi pasują do siebie.

Nowalijki oceniają 6/6




Dziękuję Wydawnictwu Noir sur Blanc
za udostępnienie zbioru felietonów do recenzji.


Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger