wtorek, 28 lutego 2017

"Za zamkniętymi drzwiami" B.A. Paris

www.wydawnictwoalbatros.com
Informacje o książce

autorka B.A. Paris
tytuł Za zamkniętymi drzwiami
tytuł oryginału Behind closed doors
przekład Janusz Ochab

wydawnictwo Albatros 
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 304

egzemplarz recenzencki








Za zamkniętymi drzwiami to debiutancka powieść angielskiej pisarki B.A. Paris. Autorka mieszkająca od lat we Francji,  tematem swojej pierwszej powieści uczyniła temat mocno już wyeksploatowany, ale wciąż bardzo aktualny. Ujęła go jednak w nowatorski sposób, pisząc wciągający od pierwszych stron thriller psychologiczny. Bardzo udany, choć nie pozbawiony pewnych wad, które z pewnością związane są z pomysłem na fabułę. Warsztat pisarski B.A Paris daje bowiem nadzieję, że kolejne książki nie tylko dorównają debiutowi, ale go przeskoczą. 

Za zamkniętymi drzwiami okazałej posiadłości mieszka para jak z obrazka - Grace i Jake Angel. Oboje w średnim wieku, ona śliczna i zaradna z miłości zrezygnowała z kariery zawodowej, on przystojny i odnoszący sukcesy prawnik. Spotkali się i zakochali w sobie w takim momencie życia, kiedy każde z nich zaczęło wątpić w szansę na szczęśliwe życie. Szybki ślub, wspólne życie - z dnia na dzień spełniają się ich marzenia... Para idealna, ale  czy na pewno? Wprawne oko przyjaciół i znajomych zaczyna dostrzegać dziwne zachowania małżonków. Jack nie odstępuje Grace na krok, kobieta nie ma telefonu komórkowego, własnego maila, nawet długopisu w pięknej, ale podejrzanie lekkiej torebce... W pilnie strzeżonym wielkim domu na uboczu dzieją się rzeczy, w które trudno uwierzyć. Pytanie tylko, kto?, dlaczego? i jak to wszystko jest możliwe?

B.A. Paris zaskakuje swojego czytelnika właściwie już na początku. Po kilkunastu stronach łatwo zorientować się, co tak naprawdę dzieje się w małżeństwie Grace i Jacka. Przez moment wygląda to trochę tak, jakby autorce za szybko wymknął się pomysł na fabułę, a właściwie jej sedno. Ale to działanie celowe. Poznanie prawdy to dopiero początek psychologicznej gry emocji, która towarzyszy, zarówno bohaterom, jak i czytelnikom, do ostatniego zdania książki. Fabuła, która naprzemiennie odnosi się do przeszłości i teraźniejszości, opowiadana jest z perspektywy Grace. I jak nie przepadam za narracją pierwszoosobową, tak w tej powieści sprawdza się ona wręcz idealnie. Bohaterka odkrywa przed samą sobą prawdę o życiu, a właściwie koszmarze, w środku którego się znalazła. Towarzyszy jej ciągłe uczucie strachu, ale i zapierające dech w piersiach poczucie narastającej paniki. Czytelnikowi udziela się ten stan klaustrofobicznego lęku, co sprawia, że pochłania rozdział za rozdziałem, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia i pocieszając się, że wydarzenia w książce to tylko fikcja literacka. 


IG Nowalijki

Za zamkniętymi drzwiami to udany debiut, thriller psychologiczny rozgrywający się w zasadzie między Grace i Jackiem. W powieści występują oczywiście inne postaci, niektóre okażą się kluczowe w pewnych wątkach fabuły, ale punkt ciężkości spoczywa na małżonakch. Autorce udało się zbudować historię, w której narasta poczucie strachu i napięcie, a psychologiczna (a może lepiej napisać psychiczna) zabawa w kotka i myszkę jedynie wzmacnia siłę przekazu. Ale żeby nie było tak idealnie, w powieści zdarzają się momenty, kiedy za bardzo widać fastrygę, albo grube nici. Trudno napisać jakieś konkrety, żeby nie zdradzić za wiele z fabuły, ale podczas czytania zachodziłem w głowę, jak tak mądra i zaradna kobieta dała się wmanewrować w małżeństwo wcale nie takie znów idealne. Trochę naciągany wydaje mi się również życiorys Jacka - szczególnie jedno wydarzenie z dzieciństwa. Dziwiłem się także krótkowzroczności przyjaciół małżeństwa Angel, ale muszę przyznać zupełnie szczerze, że autorka jest w stanie  się wybronić od tych zarzutów, więc można uznać, że się czepiam. Czytelnik ma bowiem tę przewagę nad bohaterami, że szybciej od nich poznaje całą prawdę o małżonkach Angel.

Po Za zamkniętymi drzwiami sięgnąłem tylko na chwilę, żeby przeczytać pierwszy rozdział. Potem jeszcze jeden i ... odłożyłem powieść po przeczytaniu jej w całości. Za jednym zamachem. B.A. Paris ma talent do pisania wciągających, absorbujących uwagę czytelnika historii i kreowania interesujących bohaterów. Jej debiut to kawał dobrej literatury rozrywkowej, choć podejmującej trudną tematykę. I jeśli przymknąć oko na drobne mankamenty fabuły, to powieść B.A. Paris należy do grupy tych, dla który zaniedbacie obowiązki, albo następnego dnia pójdziecie do pracy niewyspani. Żeby nie było, że nie ostrzegałem, bo że polecam - to nie ulega żadnej wątpliwości.

Nowalijki oceniają 5/6





za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.

niedziela, 26 lutego 2017

"Kot, który spadł z nieba" Takashi Hiraide

www.wuj.pl
Informacje o książce

autor Takashi Hiraide
tytuł Kot, który spadł z nieba
tytuł oryginału Neko no kyaku
przekład Katarzyna Sonnenberg

wydawnictwo Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 144

egzemplarz recenzencki








Gdyby opierać wiedzę o współczesnej literaturze japońskiej wydawanej po polsku tylko na podstawie list bestsellerów, pewnie okazałoby się, że niepodzielnie rządzi Haruki Murakami. No, może jeszcze przebija się Kobo Abe. Tym bardziej cieszy, że po polsku wydawani są także inni pisarze z Kraju Kwitnącej Wiśni. Lista nazwisk jest całkiem długa, a niedawno do tej zacnej grupy dołączył Takashi Hiraide, poeta mieszkający w Tokio. Niewielkich rozmiarów powieść Kot, który spadł z nieba, powstała ponad dekadę temu, ale dopiero niedawno spotkała się z uznaniem krytyków i czytelników na całym świecie. Szybko została okrzyknięta literackim fenomenem.

Para trzydziestokilkulatków wynajmuje domek gościnny w spokojnej okolicy na zachód od stacji Shinjuku w Tokio. Oboje związani są z rynkiem wydawniczym, ale szczególnie mąż jest zmęczony pracą i marzy o zmianach. Akcja (choć w przypadku tej powieści jest to sformułowanie mocno na wyrost) toczy się w Japonii końcówki lat osiemdziesiątych. W najlepsza trwa  okres prosperity, ale pojawiają się już pewne objawy spowolnienia gospodarki; rosną ceny gruntów i wynajmu mieszkań. W powietrzu czuć rosnące zaniepokojenie. W tym samym czasie mieszkanie głównych bohaterów zaczyna odwiedzać kotka Chibi. Najpierw z dystansem, potem coraz śmielej poczyna sobie w domu małżeństwa. Z czasem staje się jeszcze jednym domownikiem, a rytm życia redaktora z wydawnictwa i jego żony związany jest z obecnością zwierzęcia. Pojawienie się kotki zbiega się z odejściem narratora z pracy oraz śmiercią z przepracowania jednego z jego znajomych. Wkrótce okazuje się, że małżonkowie będą musieli opuścić dom i szukać nowego lokum. 

Kiedy kotka decyduje się zamieszkać (a może raczej zaszczycać od czasu do czasu swoją obecnością) obok małżeństwa, narrator przywołuje motyw fortuny, odwołując się do rozważań Niccolo Machiavellego. Opisywał on fortunę jako siłę, która przez pół życia ma władzę nad człowiekiem, a w pozostałej ów człowiek próbuje się jej przeciwstawić. Jest trochę tak, że Chibi staje się katalizatorem działań i zmian w rodzinie. Bohaterowie powieści zaczynają patrzeć na świat oczami kotki, dostrzegając wokół siebie z pozoru nieistotne drobiazgi, ciesząc się życiem, ale i poddając się jego rytmowi. Świat trwa, ale jednocześnie przemija, co w książce jest podkreślone przez śmierć znajomych, czy chorobę męża właścicielki wynajmowanego domu. Kotka staje się tym samym jeszcze jednym członkiem rodziny, o którym myśli się w ciągu dnia i troszczy jak o dziecko, którego małżonkowie nie mieli. Tym samym ich bliskie relacje zostają jeszcze bardziej pogłębione.

IG Nowalijki

To, co urzeka czytelnika od pierwszych stron powieści Takashi Hiraide to język. Oszczędny, ale momentami poetycko piękny. Plastyczny i skupiający uwagę na detalach, ulotnych chwilach i gestach. Historia małżeństwa i kotki Chibi jest nakreślona delikatnie, z umiarem, ale jednocześnie to utwór niezwykle klimatyczny. Z nienachalnym humorem, ale i nostalgią, filozoficznie, ale bez zadęcia. Autor pozwala czytelnikom zajrzeć do domu i świata swoich bohaterów bez poczucia, że wchodzą oni z butami w czyjeś życie. Relacje między postaciami w książce są subtelne, często wręcz intymne, ale tym samym sprawiają wrażenie autentycznych. 

Kot, który spadł z nieba jest powieścią, którą można interpretować na wiele sposobów. To wielka jej siła. Proza Hiraide mówi nie tylko o melancholijnym zachwycie codziennością, ale próbuje, w moim odczuciu z powodzeniem, pokazać wizerunek współczesnego człowieka. I choć historia Chibi umiejscowiona jest w Japonii, to można zaryzykować twierdzeniem, że ma charakter ponadczasowy. W tym aspekcie przypomina trochę powiastkę filozoficzną, gatunek dziś zapomniany, ale jakże ważny w historii literatury. Powieść Takashi Hiraide w pewnym stopniu ją przypomina, dlatego stawiam ten tekst na półce obok wymienionych we wstępie Murakami i Abo. Należy mu się. 

Nowalijki oceniają 6/6



za udostępnienie książki do recenzji.







czwartek, 23 lutego 2017

"Królowa Śniegu" Anna Klejzerowicz

www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autorka Anna Klejzerowicz
tytuł Królowa śniegu

wydawnictwo Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 280

egzemplarz recenzencki










Nie ma chyba na świecie czytelnika, który nie znałby baśni. Towarzyszą one człowiekowi od wczesnego dzieciństwa, wprowadzając w świat magii i tajemnicy, ucząc odróżniać dobro od zła, pokazując, które z cech charakteru dają szansę na szczęście. Baśnie, odczytywane na nowo i na wiele sposobów, to wdzięczny temat dla współczesnych autorów, którzy znane motywy wędrowne, postaci i wątki z powodzeniem reinterpretują, osadzając je we współczesności. Po jedną z najsłynniejszych baśni - Królową Śniegu - sięgnęła Anna Klejzerowicz, czyniąc tekst Andersena punktem wyjścia do skonstruowania powieści kryminalnej, której akcja rozgrywa się w Polsce - tu i teraz. 

Trwa długa i mroźna zima. Dla mieszkańców niewielkiego Kryszewa pod Gdańskiem czas płynie wolno, a jego mieszkańcy, podobnie jak i przyroda, wyczekują wiosny. Prowincjonalne miasteczko, jeszcze niedawno wioska, ożywa, kiedy w okolicznych lasach zaczynają zamarzać ludzie. Początkowo śmierć jednego czy drugiego, zamroczonego alkoholem mieszkańca Kryszewa wydaje się być nieszczęśliwym wypadkiem. Kiedy jednak umierają kolejni ludzie, mieszkańcy miasteczka zaczynają wspominać klątwę z przeszłości. Co więcej, ślady na miejscu zgonów i zeznania świadków sugerują, że za śmierć z wyziębienia odpowiada Królowa Śniegu. Tak, tak, ta sama, która jest bohaterką baśni Andersena. Czy można w ogóle brać pod uwagę takie rozwiązanie? Na to pytanie musi odpowiedzieć Felicja Stefańska - rzecznik prasowy gminy i dziennikarka lokalnej gazety. Wraz z nią tajemniczą sprawę próbują rozwikłać ambitna radna gminy Greta Pazik i młody aspirant Zygmunt Ryba. 

Królowa Śniegu Anny Klejzerowicz zabiera czytelnika do świata lokalnej społeczności gdzieś na północy kraju. Kryszewo, choć fikcyjne, to gmina, jakich w Polsce wiele. W książce mieszkańcy tworzą zamkniętą społeczność, którą dodatkowo scala tajemnica z przeszłości. Pod maską uprzejmości i uczynności kryją śmiertelnie niebezpieczne sekrety. Felicja, która dla mieszkańców gminy jest obca, musi nieźle się natrudzić, aby zdobyć potrzebne jej informacje. Mieszkańcy nie są zbyt rozmowni, a ich nastroje nie należą do najlepszych. To ta grupa społeczna, która na przemianach ustrojowych w Polsce więcej straciła, niż zyskała. Nie dostrzegają, że ich niewielka miejscowość nieźle się rozwija w cieniu prężnego Gdańska. Oni wolą rozpamiętywać czasy pegeerów, kiedy każdy dostawał tyle samo, bo przecież się należało. Dziś topią smutki w alkoholu, żyjąc z zasiłków z pomocy społecznej. I to właśnie ich obrała sobie na ofiary tytułowa Królowa Śniegu. 

Powieść Anny Klejzerowicz to kryminał z mocno zarysowanym wątkiem społecznym. Autorka kreśli bowiem obraz lokalnej społeczności bez zbędnych sentymentów, pokazując czytelnikowi, jakie są źródła ich wykluczenia i kiepskiej sytuacji materialnej. Bohaterowie powieści mają sporo za uszami, a autorka nie ma oporów, aby te mniej przyjemne cechy swoich bohaterów wyeksponować. Daleko więc gminie Kryszewo do sielankowej krainy szczęścia, a jej mieszkańcom do sympatycznych autochtonów. Aspekt publicystyczny związany z wykluczeniem społecznym, niezadowolnienie z zachodzących wokół przemian, wreszcie niemoc, zarówno lokalnej władzy, jak i samych mieszkańców, są ważnym elementem powieści. 

IG Nowalijki

Mając na uwadze fakt, że Królowa Śniegu jest kryminalną interpretacją znanej baśni, łatwiej jest mi przymknąć oko na pewne drobne, ale dostrzegalne mankamenty powieści. Wątek kryminalny w pewnym momencie stracił na impecie, a bohaterowie (i tym samym czytelnicy) zaczęli kręcić się wokół własnej osi. Przeszkadzał mi także sposób prowadzenia fabuły, ciągłe przeskoki w czasie (często raptem o kilka godzin), czy mieszanie narracji trzecioosobowej z pierwszoosobową. Doceniam jednak Królową Śniegu za kreację trójki głównych bohaterów, żałując, że chemia między dziennikarką i policjantem zbyt szybko się ulotniła. Szkoda, bo potencjał był duży. Autorka zaskoczyła mnie także zakończeniem powieści. I to dwukrotnie. Po raz pierwszy, kiedy okazało się, kto zabił, a po raz drugi w Epilogu. Po jego przeczytaniu miałem wątpliwości, ale potem pomyślałem, że nie dało się lepiej zakończyć powieści, która nawiązuje do baśni. A tam, jak wiadomo, dobro (na szczęście) zawsze wygrywa.

Królowa Śniegu to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Klejzerowicz i mogę napisać, że udane. Książka powinna spodobać się czytelnikom, którzy lubią współczesne historie, ale podane w nieoczywisty sposób. Połączenie baśni, kryminału i powieści o zacięciu społecznym okazuje się niezwykle intrygujące. Jesteście gotowi na spotkanie z morderczą Królową Śniegu?

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienia książki do recenzji.




poniedziałek, 20 lutego 2017

"Sny o Jowiszu" Anuradha Roy [PATRONAT BLOGA]

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Anuradha Roy
tytuł Sny o Jowiszu
tytuł oryginału Sleeping on Jupiter
przekład Jędrzej Polak

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 317

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga







Sny o Jowiszu to druga, przetłumaczona na język polski, powieść mieszkającej w Ranikhet współczesnej indyjskiej pisarki Anuradhy Roy. Jej poprzednia książka Pod dachem świata zdobyła uznanie krytyków i czytelników, również w Polsce,  a debiut literacki wciąż czeka na tłumaczenie. Wspólną cechą powieści Roy jest spojrzenie na współczesne Indie, które jak fabuła jej powieści są różnobarwne i czasem zaskakujące, ale najczęściej jednak skrywają mroczne i niepokojące oblicze. 

Trzy przyjaciółki w mocno średnim wieku wyruszają pociągiem na wycieczkę do świątynnego miasta Dżarmula, gdzie znajduje się świątynia Wisznu. Ta weekendowa pielgrzymka jest nowym elementem w życiu Gouri, Latiki i Vidyi, które na emeryturze postanawiają zwiedzić Indie i tym samym znajdują pretekst do spędzenia ze sobą czasu. Mimo że potrafią na siebie utyskiwać, po latach przyjaźni dostrzegają częściej wady niż zalety, to razem tworzą zabawne i rozgadane trio. Długą podróż wykorzystują na plotki i wspomnienia z czasów młodości, wspierając się tym samym w walce z upływającym czasem i czyhającą za rogiem samotnością.

Nomi ma dwadzieścia pięć lat i choć urodziła się w Indiach, to od lat wychowywała się w domu przybranej matki w Norwegii. Po wielu latach wraca do Indii, aby przygotować dokumentację do filmu. W pracy pomaga jej lokalny przewodnik Suradż. Dziewczyna dzieli kuszetkę z Gouri i jej przyjaciółkami. I choć ich drogi szybko się rozejdą, to Dżarmula okazuje się na tyle małymi miastem, że będzie jeszcze okazja, żeby się spotkać. 

Nomi przyjeżdża w rodzinne strony nie tylko po to, aby wykonać pracę dla norweskich filmowców, ale również dlatego, że ma potrzebę przepracowania traumy z dzieciństwa, której ślady (i to dosłowne) wciąż ma na ciele. Gdy miała kilka lat, w wyniku wojny zginęła cała jej rodzina, a ona sama dostała się do sierocińca w aśramie. Pozornie było to miejsce bliskie bogu, ale mało kto wiedział, co działo się za murami ośrodka. Wszechwładny Gurudżi, charyzmatyczny przywódca aśramy, nie miał żadnych hamulców moralnych, krzywdząc młode mieszkanki sierocińca. Hipokryzja przywódcy duchowego i religijnego bolała tym bardziej, że jego ofiary były bezbronne w konfrontacji z wielbionym przez niczego nieświadomych wyznawców guru. 

Sny o Jowiszu to opowieść, w narracji której przeplata się współczesna opowieść o Indiach ze wspomnieniami z przeszłości. Wstecz sięgają pamięcią trzy pielgrzymujące przyjaciółki, bolesną przeszłość wspomina Nomi. Dwa ciągi narracji wzajemnie się uzupełniają, dając nie tylko pełny obraz wydarzeń, ale i pokazując dwoistość Indii. Z jednej strony to miejsce pełne życia, namiętności i zwykłych codziennych trosk, z drugiej budzące grozę i pełne przemocy. Anuradha Roy zaludnia swoją powieść barwnymi postaciami, dzięki którym powieść łagodnie balansuje między skrajnymi nastrojami. Herbaciarz Johnny Toppo, zakochany w młodych chłopcy przewodnik Badal, wreszcie Nomi i trzy przyjaciółki to osobne wątki, których drogi krzyżują się w powieści. Ich ciekawe życiorysy sprawiają, że czytelnik z zainteresowaniem śledzi losy mieszkańców miasta nad Zatoką Bengalską i turystów, którzy zwiedzają monumentalną świątynię Wisznu. W tle toczy się zwykłe życie, ktoś się zakochał, ktoś pokłócił, zarobił, albo właśnie stracił skromny majątek. W opisie rzeczywistości dominuje kontrast i trudno go nie dostrzec w życiorysach poszczególnych bohaterów. 


IG Nowalijki

Sny o Jowiszu Anuradhy Roy to powieść obyczajowa z zaskakująco świeżym spojrzeniem na dość wyeksploatowane w literaturze wątki. Choć głęboko osadzone w klimacie i rzeczywistości egzotycznej dla przeciętnego czytelnika, losy bohaterów powieści mają charakter uniwersalny. Problemy, z jakimi borykają się mieszkańcy Dżarmuli i odwiedzający świątynne miasto turyści, nie trudno odnaleźć w życiorysach ludzi na całym świecie. Trauma z dzieciństwa, źle ulokowane uczucia, wreszcie walka z upływającym czasem, wszędzie bolą taką samo, bez względu na narodowość, czy krajobraz za oknem. 

Pierwsze spotkanie z twórczością Anuradhy Roy uważam za bardzo satysfakcjonujące. Z pewnością warto sięgnąć po tę książkę.  Polecam i to bardzo!

Nowalijki oceniają 5/6 



za udostępnienie powieści do recenzji
i objęcie jej patronatem medialnym bloga


sobota, 18 lutego 2017

"Ważka" Małgorzata Rogala

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Małgorzata Rogala
tytuł Ważka

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 370

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga

recenzja dla portalu www.lubimyczytac.pl







Ważka Małgorzaty Rogali to trzecie spotkanie z warszawskimi policjantami - starszą aspirant Agatą Górską oraz komisarzem Sławkiem Tomczykiem. W kolejnej odsłonie kryminalnego cyklu stołeczni stróże prawa prowadzą nowe śledztwo, ale i próbują ostatecznie rozwikłać zagadkę śmierci Leny Dobosz. Wprawdzie autorka nawiązuje tym samym do poprzedniego tomu serii, czyli do Dobrej matki, ale fabuła nowej książki jest tak skomponowana, aby czytelnik, który dopiero sięgnął po twórczość autorki, nie miał problemu ze śledzeniem wydarzeń. A te zachęcają do lektury już od pierwszych stron.

Agata dochodzi do siebie po wydarzeniach związanych ze śledztwem w sprawie morderstw dobrych matek. Wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią Leny Dobosz i postanawia kontynuować dochodzenie. Jej jedynym tropem okazuje się być piękna broszka w kształcie ważki i pojawia się cień szansy na odnalezienie zabójcy dawnej przyjaciółki Agaty.

Komisarz Sławek Tomczyk zostaje wezwany na miejsce kolejnej zbrodni. W redakcji internetowej gazety zostaje znalezione ciało redaktora naczelnego portalu i jednocześnie jego współwłaściciela - Daniela Woźnickiego. Dziennikarz słynął z ostrych tekstów, w których nie dawał upatrzonej ofierze żadnych szans, dlatego jego tajemnicza śmierć wielu mieszkańcom stolicy była na rękę. Krąg podejrzanych powiększa się a Tomczyk i Górska, która mu pomaga, stoją w miejscu. Do czasu ...

IG Nowalijki
Już od pierwszych stron Ważki czytelnik zostaje wciągnięty w sam środek misternie skonstruowanej, przemyślanej w najmniejszych szczegółach fabuły. Autorka wprowadza w powieści kilka wątków, które nie tylko skutecznie przyciągają uwagę czytelnika, ale jednocześnie utrudniają prawidłowe wytypowanie kto zabił. Jak w każdym dobrym kryminale, tak i tutaj wszyscy mogą być podejrzani, bowiem każdy zawsze ma coś do ukrycia. Nie inaczej jest w Ważce.  Tylko z pozoru postacie z powieści dają się łatwo podzielić na dobrych i złych. W rzeczywistości jednak skrywają mroczne tajemnice i drobne grzeszki, ale tym samym zyskują motyw, aby się zemścić lub tylko wynagrodzić sobie krzywdy z przeszłości. Małgorzata Rogala ponownie stawia między wierszami tezę, że w każdym z nas tkwi pierwiastek zła i tylko kwestią czasu i okoliczności jest, czy zostanie on głęboko uśpiony, czy wpłynie destrukcyjnie na życie człowieka. Na przykładzie bohaterów Ważki widać, że droga od dobra do zła bywa bardzo krótka. 

Ważka to nie tylko skomplikowana historia kryminalna, ale i powieść, w której autorka trzyma rękę na pulsie aktualnych problemów społecznych. Pokazuje, że bezpardonowe, nastawione na sensację dziennikarstwo, również internetowe, to zmora naszych czasów. To narzędzie, które w rękach nieodpowiednich ludzi staje się niebezpieczną bronią, przed którą nie sposób się obronić. Śmierć Daniela Woźnickiego ma więc znaczenie symboliczne, ponieważ okazuje się, że nie można bezkarnie szkalować innych, po nomen omen trupach dążyć do sławy w internecie. 

Obok wielowątkowej fabuły Ważki, warto wspomnieć o skomplikowanych relacjach między bohaterami tej historii. W czasie lektury czytelnik odkrywa powiązania między nimi, dzięki czemu fabuła przypomina skomplikowaną układankę. Warto też docenić pomysł autorki na wątek powieści w powieści, dzięki czemu Ważka zaskakuje niekonwencjonalnym podejściem do gatunkowej literatury popularnej.

www.czwartastrona.pl
Małgorzata Rogala po raz kolejny pokazała, że ma sprawdzoną receptę na zajmującą powieść kryminalną. Skomplikowana fabuła, sympatyczna para głównych bohaterów i wyraziste, bliskie codzienności tło obyczajowe sprawiają, że od Ważki nie sposób się oderwać. I nie ma co kombinować z typowaniem zabójcy, ponieważ na końcu i tak okaże się, że autorka skutecznie wywiodła czytelnika w pole. 

Seria powieści z Agatą Górską i Sławkiem Tomczykiem należy do moich ulubionych pozycji na coraz dłuższej półce z kryminałami i sensacją. Z tym większą niecierpliwością czekam na kolejny tom, bowiem wszystko wskazuje na to, że zarówno głównych bohaterów, jak i samą serię czeka nowe otwarcie. Furtka została lekko uchylona, więc ... 

Nowalijki oceniają 6/6



za udostępnienie powieści do recenzji
i objęcie jej patronatem medialnym bloga



wtorek, 14 lutego 2017

"Najdłuższa noc" Marek Bukowski Maciej Dancewicz

www.muza.com.pl
Informacje o książce

autorzy Marek Bukowski Maciej Dancewicz
tytuł Najdłuższa noc

wydawnictwo Muza SA
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 384

egzemplarz recenzencki
premiera 15.02.2017








Może nie jest zagłębiem zbrodni i przemocy, ale Kraków ma w sobie coś takiego, że autorzy często wykorzystują miasto jako tło dla swoich powieści kryminalnych. Czy to wąskie uliczki i stare kamienice, czy wielowiekowa historia grodu nad Wisłą sprawiają, że Kraków jest wdzięcznym współbohaterem wielu sensacyjnych historii. Do długiej listy takich powieści dołączyła właśnie książka Najdłuższa noc duetu Marka Bukowskiego i Marcina Dancewicza. Czy literacko i kryminalnie dorównuje poprzednikom? O tym w dalszej części tej recenzji.

Akcja powieści rozpoczyna się w grudniu 1904 roku. Na ławce na Plantach zostaje znalezione, brutalnie okaleczone, ciało młodej kobiety. W mieście zaczyna działać pierwsze w Galicji laboratorium kryminalistyczne. I od pierwszych chwil jego pracownicy będą mieć ręce pełne roboty, gdyż pojawiają się kolejne ofiary. Zawsze kobiety, raczej młode, często związane z krakowskim półświatkiem. Giną w wyrafinowany sposób i policja długo nie może znaleźć elementu łączącego te zbrodnie. Aż do dnia, kiedy funkcjonariusze odkrywają brakujące ogniowo. Tylko czy rzeczywiście jest to dobry trop?

Do Krakowa powraca, po latach nieobecności związanej z towarzyską banicją, młody Jan Edigey - Korycki. Nieszczęśliwie zakochany w arystokratce, w wyniku szeregu wydarzeń, zostaje zmuszony do wyjazdu. Pływa na statkach handlowych, odwiedzając najbardziej egzotyczne części świata. Kiedy dociera do niego informacja o tajemniczej śmierci matki, powraca do Galicji, nie zdając sobie sprawy, że zostanie wciągnięty w sam środek niebezpiecznej gry, której stawką będzie, a jakże, życie. 

Mimo zaborów, Stołeczne Miasto Kraków rozwija się. Trwa belle époque, miasto pięknieje dzięki sztuce, ale i unowocześnia się. Elektrownie, wodociągi i pierwsze automobile może budzą u części konserwatywnych obywateli zdziwienie, ale zmiany są już nieodwracalne. Policja otwiera nowoczesne laboratorium kryminalistyczne, w którym niepodzielnie rządzi dawny przyjaciel Jana - doktor Henryk Skarżyński. Dzielnie sekunduje mu, wykształcona w Paryżu, na wskroś nowoczesna w poglądach, siostra Weronika. Ci troje będą musieli zewrzeć szyki, stając oko w oko z kimś, kto morduje młode mieszkanki Krakowa i być może jest zamieszany w śmierć matki głównego bohatera powieści. 

Najdłuższa noc Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza to powieść, która łączy w sobie kilka gatunków literackich. Czytelnik odnajdzie elementy powieści awanturniczej, wątki romansowe, rozbudowane tło obyczajowe, ciekawostki historyczne i oczywiście wiodąc wątek kryminalny. Ba, w końcówce powieści pojawiają się motywy rodem z książek Dana Browna, a związane z wiedzą mistyczną i czymś na kształt magii. Trudno nie zauważyć, że tych odwołań do różnych gatunków literackich w powieści jest sporo. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale w tym konkretnym przykładzie, migrena może się niestety pojawić. Autorzy próbują bowiem upchać w jednym tekście sporo różnych kontekstów, co sprawa, że momentami czytelnik ma prawo czuć się zdezorientowany. Oś fabularna powieści - ciąg morderstw zdaje się zanikać pod warstwą dodatkowych wątków, które ubarwiają tekst, ale jednocześnie odciągają czytelnika od sedna Najdłuższej nocy. Tułaczka Jana po morzach i oceanach przypominała mi chwilami dzieje Skawińskiego z Latarnika. Obaj bohaterowie byli rzucani przez los po świecie, choć Jan Edigey - Korycki cierpiał z powodu źle towarzysko ulokowanych uczuć, ale i przemyślenia o charakterze patriotycznym nie były mu obce. W tekście sprawdzają się za to ciekawostki historyczne związane z miastem i jego poszczególnymi dzielnicami, zaakcentowanie zderzenia dynamicznie rozwijającej się codzienności z prostą wiarą w zabobony i religijne prawdy objawione. 

Różnie też wypadają bohaterowie powieści. W mojej ocenie najciekawsze są postaci rodzeństwa Skarżyńskich, przy których Jan Edigey - Korycki wypada dość blado, miotając się między wizerunkiem zbolałego kochanka romantycznego i nieustraszonego samotnika rodem z powieści przygodowych. Udała się za to autorom Weronika Skarżyńska - rezolutna, nowoczesna i dobrze wykształcona kandydatka na ... sufrażystkę. 

IG Nowalijki

Nie jest Najdłuższa noc powieścią wybitną, nie jest też książką słabą. Trudno nie docenić pomysłu autorów na kryminał retro, w którym próbują zwrócić uwagę nie tylko na samą zbrodnię, ale pokazać również zmiany, jakie zachodziły na początku nowego wieku w Galicji. Warto podkreślić, że książka została zainspirowana scenariuszem, który obaj autorzy napisali na potrzeby nowego serialu. Wiedząc o tym fakcie, łatwiej jest zrozumieć pewną skrótowość fabuły, epizodyczność zdarzeń, czy ledwie zarysowane portrety psychologiczne postaci. 

Mimo pewnych niedociągnięć w warstwie fabularnej Najdłuższą noc czyta się dobrze, bo jest sprawnie napisana. Nie wytycza być może nowych szlaków w kryminale, ale jako przyzwoita rozrywka  na jeden wieczór sprawdza się doskonale. Ciekawe, jak historia morderstw w Krakowie poradzi sobie na małym ekranie? 

Nowalijki oceniają 4/6




Dziękuję Wydawnictwu Muza
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

niedziela, 12 lutego 2017

"Straceńcy" Ingar Johnsrud [PRZEDPREMIEROWO]

www.otwarte.eu
Informacje o książce

autor Ingar Johnsrud
tytuł Straceńcy
tytuł oryginału Kalypso
przekład Maria Gołębiewska - Bijak

wydawnictwo Otwarte
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 568

egzemplarz recenzencki
premiera 15.02.2017







Mniej więcej rok temu otrzymałem do recenzji powieść kryminalną debiutanta Ingara Johnsruda. To Naśladowcy (tutaj) pierwszy tom cyklu, którego akcja rozgrywa się w Oslo. W zakończeniu recenzji wyraziłem nadzieję, że autor nie będzie zwlekał z napisaniem kolejnej części, bowiem historia o komisarzu Beierze i detektyw Iqbal bardzo przypadła mi do gustu. Johnsrud nie próżnował i efektem jego pracy są Straceńcy, druga odsłona cyklu, a jak sugeruje zakończenie - bynajmniej nie ostatnia. 

Od wydarzeń opisanych w Naśladowcach minęło półtora roku, ale komisarz Fredrik Beier nie może pozbierać się po nieudanej akcji, która kosztowała życie i zdrowie podległych mu policjantów. Beier nie potrafi także uporać się z życiem osobistym, wciąż wini się za śmierć syna, jego małżeństwo rozpadło się, a nowy związek nie daje mu poczucia stabilizacji. Przełożeni patrzą na niego krzywym okiem, a nadużywanie alkoholu i leków przeciwbólowych tylko pogarsza sprawę. Tymczasem w dwóch różnych częściach miasta zostają znalezione zwłoki i przez krótki moment wydaje się, że mowa o tej samej osobie. Śledztwo w sprawie prowadzą, obok Beiera, znani z poprzedniej części Andreas Figueras i Kafa Iqbal. Obie zbrodnie łączy jeden element - zdjęcie tajemniczej dziewczynki, a ślady prowadzą do niedalekiej przeszłości. Tym razem Johnsrud wplata do powieści wątek tajnej misji norweskich komandosów tuż po upadku Związku Radzieckiego. I to właśnie w nieudanej akcji należy upatrywać źródeł współczesnych zbrodni. Problem w tym, że żadna wina nie ulega przedawnieniu i mieszkańcom Oslo, a może i całej Europy, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Wprawdzie Straceńcy to nowe śledztwo, ale Johnsrud kontynuuje wątki swoich bohaterów, rozpoczęte w pierwszym tomie. W tej części uwaga czytelników ponownie skupia się na Fredriku Beierze, bo to najbardziej wyrazisty z policjantów w książce. Zmaga się z traumą i widmami przeszłości; praca, która dotychczas trzymała go w pionie, przestaje spełniać swoje zadanie. Beier ma świadomość, że jego zachowanie i podjęte decyzje niespecjalnie podobają się przełożonym, przestał dogadywać się z policyjnym partnerem. Pomocą służy mu bystra Kafa Iqbal, ale i ona skrywa mrocze tajemnice, których rąbek uchylił autor w zakończeniu powieści. Johnsrud, podobnie jak jego bardziej rozpoznawalni koledzy po piórze, nie unika pokazywania słabości swoich bohaterów. Doceniam w skandynawskiej literaturze sensacyjnej nacisk kładziony na kwestie obyczajowe i społeczne. Autor Straceńców nie ucieka od tego modelu i moim zdaniem to dobrze, bo dzięki temu jego powieści mają drugie dno. 

W Straceńcach Johnsrud przywołuje koleją wstydliwą kartę norweskiej historii. Tak jak w przypadku Naśladowców, mowa o II wojnie światowej, tak w nowej powieści kwestia dotyczy działaności rządu w czasie burzliwych przemian w Europie. Tajna misja norweskich komandosów nie była przecież wyprawą o charakterze rozrywkowym, oni zostali wysłani na teren byłego już Związku Radzieckiego w konkretnym celu. I nie przebierali w środkach, byleby tylko wykonać powierzone im zadanie.


IG Nowalijki

Ingar Johnsrud zdążył przyzwyczaić czytelników swoich powieści do charakterystycznego stylu prowadzenia fabuły. Straceńcy nie tylko dorównują Naśladowcom, ale w mojej ocenie są nawet lepiej napisani. Fabuła ponownie jest wielowątkowa, pojawia się sporo bohaterów, którzy tylko na początku nie mają ze sobą nic wspólnego. W toku rozwoju akcji siatka wzajemnych relacji między nimi nabiera realnych kształtów, a czytelnik zostaje wielokrotnie zaskoczony kierunkiem rozwoju wydarzeń. Krótkie rozdziały i narracja pozbawiona obciążających tekst ozdobników sprawia, że książka jest dynamiczna i trzyma dobre (czytaj: szybkie) tempo. Autor odpowiednio dawkuje informacje i tym samym emocje, utrzymując zaciekawienie na tym samym, wysokim poziomie. I nawet jeśli w thrillerze pewne wydarzenia balansują na granicy realizmu, to zupełnie nie przeszkadza to w odbiorze całości historii. Nie zabraknie przy tym momentów, kiedy można się wzruszyć, bo niestety, praca policjantów bywa śmiertelnie niebezpieczna. 

Wspominałem już, że w zakończeniu Straceńców pojawia się pewna istotna informacja na temat Kafy Iqbal. Mam wrażenie, że w kolejnej części autor poświęci jej więcej uwagi. Dostatecznie mocno sponiewierał już Fredrika Beiera, więc może da mu trochę odpocząć? Czas pokaże. A sam Ingar Johnsrud udowodnił swoją drugą powieścią, że potrafi utrzymać wysoki poziom i klimatem oraz tematyką nie ustępuje tuzom gatunku z zimnej Skandynawii. Oby tak dalej, bo seria ma duży potencjał i jeszcze sporo może się wydarzyć. Zatem - do następnego razu Beier i Iqbal!

Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie ebooka do recenzji przedpremierowej.




czwartek, 9 lutego 2017

"Siostry krwi" Graham Masterton

www.wydawnictwoalbatros.com
Informacje o książce

autor Graham Masterton
tytuł Siostry krwi
tytuł oryginału Blood Sisters
przekład Grzegorz Kołodziejczyk

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 496

egzemplarz recenzencki







Lata temu zaczytywałem się w powieściach Grahama Mastertona. Rynek wydawniczy w Polsce łapał oddech w młodym kapitalizmie, wydając książki, które do pewnego momentu można było czytać jedynie w oryginale. Masterton z serią horrorów w sugestywnych (a dziś napisałbym kiczowatych) okładkach, idealnie wpisał się w potrzeby czytelników, spragnionych lektury łatwej i przyjemnej oraz dotychczas niedostępnej. Potem moda na Mastertona przebrzmiała (przynajmniej u mnie), a ja skupiłem się na książkach o innej tematyce. Zrobiłem to na tyle skutecznie, że przegapiłem serię z Katie Maguire. Dopiero lektura Sióstr krwi uświadomiła mi istnienie tego cyklu i to już z pięcioma tomami w języku polskim. 

W domu spokojnej starości na przedmieściach Cork zostaje uduszona jedna z pensjonarek. Okazuje się, że to siostra z położonego nieopodal zakonu Bon Sauveur. Wkrótce ginie kolejna zakonnica, potem następna. Wszystkie zostają zamordowane w wyrafinowany sposób, nawiązujący do męczeńskiej śmierci świętych kościoła katolickiego. 

W wspomnianym klasztorze, jedna z nowicjuszek znajduje fragment ludzkiego szkieletu, należącego do dziecka. Mimo że spodziewa się gniewu ze strony siostry przełożonej, zgłasza sprawę policji, a ta zaczyna dochodzenie.

U podnóża urwiska Nohaval Cove lokalni mieszkańcy dokonują makabrycznego odkrycia. Plaża usłana jest ciałami koni wyścigowych, których ktoś pozbył się w tak niehumanitarny sposób. Trzy różne wydarzenia, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Czyżby? Na to pytanie musi odpowiedzieć nadkomisarz detektyw Katie Maguire.

Siostry krwi nawiązują do prawdziwych wydarzeń. Irlandia lat 70 - tych żyła odkryciem, w nieistniejącym dziś klasztorze, zbiorowej mogiły dzieci. Były one mieszkańcami domu dla samotnej matki, prowadzonym przez siostry Magdalenki. Część dzieci znalazło nowy dom, część zniknęła bez wieści. 

Piąta odsłona serii z Katie Maguire to jednocześnie moje pierwsze spotkanie z tą bohaterką. I od razu mam w związku z tym dylemat. Z jednej strony fabuła Sióstr krwi bardzo mi się spodobała, podobnie jak i bohaterowie powieści. Z drugiej zaś miałem ciągłe poczucie niedoinformowania, gdyż Masterton wciąż odwołuje się do spraw i wydarzeń, które miały miejsce w poprzednich tomach. W seriach kryminalnych najczęściej jest tak, że nowa powieść to zupełnie inna sprawa, a tylko wątki osobiste bohaterów wymagają znajomości poprzednich tomów. W przypadku Sióstr krwi jest pół na pół. I warto mieć to na uwadze, sięgając po tę powieść.


IG Nowalijki

Pomijając kwestię chronologii, mogę spokojnie polecić Siostry krwi Grahama Mastertona miłośnikom dobrych thrillerów. Wątek kryminalny, dotyczący morderstw sióstr jest intrygujący, fani klimatów rodem z horrorów nie zawiodą się na sugestywnych opisach, podoba mi się także tło obyczajowe powieści i zmagania Katie Maguire z codziennością i życiem osobistym. Z tego, co wywnioskowałem, autor nie oszczędzał wcześniej swojej bohaterki, teraz też nie daje jej taryfy ulgowej. Policjanci z Gardy budzą sympatię, choć nie brak tam i czarnych owiec. Przez pewien czas trudno było mi zrozumieć wątek zabitych koni, ale w trakcie czytania powieści jego obecność zostaje wyjaśniona. Zresztą powieść wydaje się być naszpikowana wątkami, a śledztwo w sprawie zamordowanych zakonnic to tylko jeden z kilku tematów podjętych przez autora. Nie potrafię jednak ocenić, czy to stały element stylu Mastertona, czy nagromadzenie  wątków i tematów przytrafiło się tylko w Siostrach krwi. Wiem za to, że historia urywa się w takim momencie, że nic, tylko czekać na szósty tom. 

Fanów twórczości Mastertona nie trzeba przekonywać do sięgnięcia po serię z Katie Maguire. Tym wszystkim, którzy mają ją w planach - polecam, bo to wciągająca lektura, ale z zastrzeżeniem, żeby nie popełnić mojego błędu i nie zacząć tego spotkania od środka. A właściwie od końca. 

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.

poniedziałek, 6 lutego 2017

"Tylko umarli wiedzą" Ryszard Ćwirlej

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce 

autor Ryszard Ćwirlej
tytuł Tylko umarli wiedzą

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 517

egzemplarz recenzencki
patronat bloga

recenzja oficjalna dla www.lubimyczytac.pl






Miłośnicy kryminałów cenią Ryszarda Ćwirleja za cykl powieści neomilicyjnych, który akcja rozgrywa się od lat osiemdziesiątych XX wieku do dziś. Autor ma także na koncie dwa kryminały retro. Tam ci będzie lepiej i Tylko umarli wiedzą to tytuły nowej serii, które łączy postać komisarza Antoniego Fischera. Akcja powieści toczy się w okresie międzywojennym w Poznaniu i Pile. 

Od wydarzeń opisanych w Tam ci będzie lepiej mija kilka lat. Komisarz Fischer wiedzie w miarę spokojne życie, zarówno zawodowe, jak i prywatne. Poznań, mimo panującego od początku lat trzydziestych kryzysu w Europie, rozwija się, na chwałę jego mieszkańców. Na kontynencie nie jest jednak zbyt spokojnie. Z Niemiec docierają niepokojące sygnały związane z działalnością polityczną Adolfa Hitlera. Jego partia NSDAP ma szansę wygrać kolejne wybory, mając na sztandarach hasła wielkich Niemiec, które po wojnie zostały upokorzone traktatami pokojowymi. Tymczasem Schneidemühl (dzisiejsza Piła) żyje dwoma wydarzeniami: wizytą Hitlera i morderstwami działaczy partii komunistycznej. Czy zabójstwa mają coś wspólnego z rosnącą w siłę partią NSDAP, czy może trop wiedzie jednak do pewnych wydarzeń sprzed lat?

Śledztwo w Pile nadzoruje Hauptmann Carl Aschmutat, przyjaciel komisarza Fischera. Antoni wkrótce odwiedza Piłę, mając do wykonania delikatną misję, od której zależą losy polskiej polityki zagranicznej. Tymczasem lokalni działacze partii komunistycznej planują działanie, które ma szansę zmienić układ sił politycznych w Europie.

IG Nowalijki

Tylko umarli wiedzą to kryminał retro, w którym autor wykorzystał wydarzenie historyczne, czyli wizytę Hitlera w Pile w 1932 roku, łącząc je z fikcją literacką. Wokół tego, doniosłego dla miasta wydarzenia, obudował fabułę powieści, wplatając wątek kryminalny. Podobnie, jak w pierwszym tomie cyklu, stanowi on punkt wyjścia do opowiedzenia historii, w której istotną rolę odgrywa motyw obyczajowy. Morderstwa dokonane na komunistach to dopiero początek intrygi, która rozwija się w trudnym do odgadnięcia kierunku. Czytelnik ma świadomość, że w jakimś stopniu muszą być związane z wizytą Hitlera, choć pod koniec śledztwa pojawi się jednak element zaskoczenia. 

Nowa powieść Ryszarda Ćwirleja ponownie skupia się na wątkach obyczajowych i politycznych. Wizyta Antoniego Fischera w Pile pozwala autorowi przedstawić nastroje panujące w Europie w okresie międzywojennym. Antysemityzm i sprawnie podsycane przez hitlerowską propagandę bojowe nastroje Niemców, trafiają na podatny grunt. Wygrana Hitlera jest w zasięgu ręki i tylko czekać, aż zacznie on swoje rządy. Trudno przy tej okazji nie odnieść się do aktualnych nastrojów w Europie, analogia jest przecież bardzo czytelna. A jak wiadomo, historia kołem się toczy...

Pierwsza powieść nowego cyklu z komisarzem Fischerem średnio przypadła mi do gustu. Napisałem jednak, że dostrzegam w tym projekcie literackim spory potencjał, dlatego sięgnę po kolejny tom. I tutaj miłe zaskoczenie. Albo przyzwyczaiłem się już do stylu pisania Ćwirleja, albo Tylko umarli wiedzą są sprawniej napisani, bo powieść przeczytałem w kilka godzin i z dużym zainteresowaniem. Nadal jest tak, że wątek kryminalny nie jest zbyt rozbudowany, choć śledztwo ciągnie się przez całą powieść. Autor odchodzi od głównej osi fabuły, opisując codzienność Poznania i Piły, pozwala bohaterom wracać myślami do przeszłości. Snuje swoją opowieść, przywołując na kartach powieści świat, jaki czytelnik zna jedynie z lekcji historii, czy przedwojennych filmów. Wplata smaczki obyczajowe i odwołuje się do prawdziwych wydarzeń, sprawnie osadzając w nich swoich bohaterów. A tych w powieści jest sporo i łatwo pogubić się w niemieckich nazwiskach. Wracają postaci znane z pierwszego tomu, pojawiają się nowe. Dla odmiany w tekście jest znacznie mniej gwary poznańskiej, dzięki czemu powieść łatwiej się czyta. 

IG Nowalijki
Tylko umarli wiedzą Ryszarda Ćwirleja to przykład kryminału retro  z wyraźnie zarysowanym tłem obyczajowym. Autor usunął trochę w cień komisarza Fischera, ale za to wprowadził kilka nowych postaci, z których przynajmniej jednej wróżę dłuższą literacką karierę. Wprowadzenie wątku historycznego uatrakcyjniło powieść, pozwalając Ćwirlejowi na pokazanie, jak łatwo manipulować nastrojami społecznymi. I choć czytelnik może pogubić się w gąszczu postaci drugoplanowych, to z pewnością doceni rubaszny humor powieści. 

Po lekturze pierwszego tomu miałem trochę wątpliwości, ale druga część bardziej przypadła mi do gustu. Zakładając, że Ryszard Ćwirlej utrzyma obrany kierunek dla swojej serii kryminałów retro, na kolejny tom czekam ze spokojem i z dużym zainteresowaniem. 

Nowalijki oceniają: 5-/6



za udostępnienie powieści do recenzji
i objęcie jej patronatem medialnym bloga



czwartek, 2 lutego 2017

"Śpij spokojnie" Rachel Abbott

www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autorka Rachel Abbott
tytuł Śpij spokojnie
tytuł oryginału Sleep Tight
przekład Anna Rogulska

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 432

premiera 1.02.2017
egzemplarz recenzencki






Przykład Rachel Abbott pokazuje, że kiedy talent idzie w parze z determinacją i wiarą we własne możliwości, to nie ma rzeczy niemożliwych. Brytyjska pisarka, zanim osiągnęła sukces wydawniczy i komercyjny, pierwsze powieści wydała tylko w formie elektronicznej, wykorzystując możliwości, jakie daje Amazon. Wkrótce zresztą wskoczyła na pierwsze miejsca list bestsellerów wspomnianego Amazona i kolejne książki publikuje również w wersji papierowej. W cyfrowej rzeczywistości może to trochę dziwić, ale okazuje się, że analogowa książka wciąż zaskakująco dobrze sobie radzi. Do niedawna mało rozpoznawalna, dziś Abbott nazywana jest sensacją rynku wydawniczego i gwarantuje rozrywkę na najwyższym poziomie. 

Powieść Śpij spokojnie to trzecia odsłona kryminalnej serii z głównym inspektorem Tomem Douglasem. Została napisana przed opublikowaniem Obcego dziecka, książki, która przyniosła Abbott zasłużoną sławę. Piszę o tym nie bez powodu, bowiem trudno nie zauważyć, jak wielką pracę wykonała autorka, doskonaląc swój warsztat między obiema powieściami. Nie jest może tak, że te dwie książki bardzo się różnią, ale w Śpij spokojnie można dostrzec pewne mankamenty, które zostały wyeliminowane przez autorkę w kolejnych powieściach. 

Olivia Brookes wiedzie na pozór szczęśliwe i dostatnie życie. Kochający mąż, zdrowe dzieci, dom w przyjemnej okolicy. A jednak pozory mylą. Gdy przyjrzeć się bliżej rodzinie głównej bohaterki Śpij spokojnie, łatwo dojrzeć rysy. Kobieta nie pracuje, spędza czas w domu, uzależniona od męża i rutyny codzienności. Nosi w sobie żal po narzeczonym, który odszedł od niej kilka lat wcześniej i wciąż trudno jej otrząsnąć się po śmierci rodziców. Przed dwoma laty przeżyła dramatyczne chwile, kiedy okazało się, że jej mąż i dzieci zaginęli. To wydarzenie odcisnęło piętno na dalszym życiu bohaterki. 

Inspektor Tom Douglas, przenosi się do Manchesteru, by rozpocząć kolejny etap w swoim życiu prywatnym i zawodowym. Wraz z innymi policjantami zostaje wyzwany do rodziny Olivii, gdyż tym razem to Robert Brookes zgłosił zniknięcie ... żony i dzieci. Sprawa jest o tyle tajemnicza, że wydaje się, iż kobieta jeszcze rano była w domu. Zniknęły również wszystkie zdjęcia rodziny, co utrudnia prowadzenie śledztwa. Mnożą się pytania, a zdobywane mozolnie odpowiedzi ukazują prawdę, która jest tak samo nieprawdopodobna, jak i niewygodna dla rodziny Olivii. Wizja idealnego życia pęka niczym bańka mydlana.

IG Nowalijki

Rachel Abbott pewnie nie osiągnęłaby tak dużego sukcesu na rynku wydawniczym, gdyby nie talent do konstruowania skomplikowanych, wielopoziomowych fabuł, w których wątki kryminalne są tak samo ważne, jak kwestie obyczajowe. W Śpij spokojnie mamy do czynienia z wydarzeniami, które przypominają skomplikowaną mozaikę, złożoną z wielu elementów. Powieść ma nie tylko sporo wątków, ale i narrację prowadzoną z perspektywy kilku bohaterów. Przyznam, że całość wydaje się momentami przekombinowana, ale w tym wielogłosie jest metoda. I chwała Abbott za to, że potrafiła utrzymać całą tę układankę w ryzach. Dzięki różnym punktom widzenia czytelnik poznaje historię rodziny Olivii Brookes i odkrywa pilnie strzeżone tajemnice, jednocześnie uświadamiając sobie, że uczestniczy w swoistej szaradzie, w której nie wszyscy gracze szczęśliwie dotrwają do finału. Abbott sprawnie  miesza szyki, choć jak wspomniałem na wstępie, do Śpij spokojnie mam pewne zastrzeżenia. Nie do końca rozumiem potrzebę wprowadzenia niektórych wątków, a sama powieść wydaje mi się za długa i przez to pod koniec traci trochę tempo. Trudno nie dostrzec także, że pisarka nie może się zdecydować, czy środek ciężkości fabuły przenieść na wątki kryminalne, czy może jednak na społeczno - obyczajowe. Takich usterek nie dostrzegłem w późniejszych tekstach Abbott i tym bardziej doceniam jej pracę nad warsztatem pisarskim.


IG Nowalijki

Śpij spokojnie to kolejne, mimo drobnych zastrzeżeń, udane spotkanie z twórczością Rachel Abbott. Pisarka znalazła receptę na powieści, które nie pozwalają czytelnikowi na dłużej  oderwać się od lektury. Sympatyczna postać Toma Douglasa, wielowątkowa fabuła, niezłe tempo i zaskakujące zwroty akcji to składniki literatury popularnej na wysokim poziomie. 

Twórczość Rachel Abbott to jedno z moich blogerskich odkryć, więc już teraz niecierpliwie czekam na kolejne śledztwo Toma Douglasa. I pamiętajcie, sięgając wieczorem po kolejną jej książkę, szykujcie się na zarwanie nocy. Inaczej się nie da.

Nowalijki oceniają 4+/6



za udostępnienia książki do recenzji.