wtorek, 31 stycznia 2017

"Pozorność" Natalia Nowak - Lewandowska

www.replika.eu
Informacje o książce

autorka Natalia Nowak - Lewandowska
tytuł Pozorność

wydawnictwo Replika
miejsce i rok wydania Zakrzewo 2017
liczba stron 256

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga









Pozorność to debiut powieściowy Natalii Nowak - Lewandowskiej, jedna z tych książek, które pozostają w pamięci na długo po przeczytaniu. Tematyka, jaką podjęła autorka, z pewnością nie należy do łatwych i przyjemnych, a wydźwięk jej historii jest nad wyraz aktualny i niestety, ponadczasowy. To opowieść o pozorności relacji międzyludzkich w społeczeństwie, które daje przyzwolenie na przemoc domową, nie reagując lub udając, że temat ten dotyczy kogoś innego. Łatwo jest funkcjonować w kokonie strefy komfortu, ale Natalia Nowak - Lewandowska skutecznie wyciąga czytelnika z takiego stanu, zmuszając do refleksji i przemyśleń. I uwierzcie mi, nie będą one zbyt - no właśnie - komfortowe.

Głównymi bohaterami Pozorności jest młode małżeństwo Anny i Piotra. Połączyła ich namiętność, a z pewnością i miłość, skoro dla nowego związku porzucili poprzednich partnerów. Szybko jednak okazało się, że małżonkowie przestają odnajdywać się w szarej rzeczywistości. Pierwsze poronienie Anny, oczekiwanie na własne mieszkanie i rutyna skradająca się do ich życia sprawiają, że Piotr  inaczej, niż dotychczas, traktuje Annę. Zaczyna się od kąśliwych uwag, najpierw w domu, potem także w czasie spotkań ze znajomymi. Z czasem stan napięcia narasta, dochodzi do pierwszych rękoczynów. Anna z tygodnia na tydzień staje się ofiarą przemocy domowej, a jej oprawcą jest własny mąż. Z pozoru wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku: Anna długo skrywa efekty niezadowolenia męża, Piotr znakomicie gra rolę kochającego męża i przykładnego zięcia. Rodzie Anny, u której mieszka młoda para, nie widzą, lub nie chcą widzieć tragedii, która rozgrywa się tuż pod ich nosem. Spirala przemocy nakręca się nawet wtedy, kiedy Annie udaje się donosić kolejną ciążę ...

Natalia Nowak - Lewandowska na swój literacki debiut wybrała niezwykle trudny, ale jakże aktualny temat. Przemoc domowa to wciąż w Polsce temat tabu; owszem, sąsiedzi słyszą awantury za ścianą, widzą ich skutki następnego dnia, ale w imię źle pojętej solidarności, lub z potrzeby świętego spokoju, nie reagują. Brudy powinno się prać we własnym domu - takie stare porzekadło staje się wymówką dla tych wszystkich, którzy potem przed kamerami dzienników informacyjnych lamentują, kiedy w ich kamienicy dochodzi do tragedii. Jest ich sporo, ale w pędzącym do przodu świecie wiadomości, żyją bardzo krótko. Pozorność daje szansę na głębsze zastanowienie się nad problemem, bowiem jego autorka nie tylko odtwarza kolejne etapy narastania przemocy, ale również pokazuje, co dzieje się w psychice maltretowanej słownie i fizycznie kobiety. Anna niczym nie zawiniła, że jej ukochany mąż z dnia na dzień stał się oprawcą, któremu sadystyczną przyjemność sprawia poniżanie drugiej osoby. Najgorsze jest to, że ze swoją osobistą tragedią Anna bardzo długo pozostaje sama, a kiedy znajdzie wśród otaczających ją ludzi kogoś, kto chce jej pomóc, długo nie potrafi jej zaufać.

www.replika.eu

Pozorność to ważny głos w dyskusji na temat przemocy i udany debiut, choć niepozbawiony pewnych niedociągnięć. Proza Natalii Nowak - Lewandowskiej charakteryzuje się pewnym stopniem uogólnienia, choć rozumiem, że niezbyt rozbudowany świat przedstawiony i uproszczona charakterystyka postaci są zabiegiem celowym. Autorka może skupić się na samym problemie, wyraźnie go eksponując, ale od powieści jednak oczekiwałbym trochę więcej. Dyskusyjny wydaje mi się Epilog - oczywiście niczego nie zdradzę, ale zastanawiam się, czy jest potrzebny, a jeśli tak, to czy w takiej formie. Rozumiem jednak zamysł autorki i prawa, jakimi rządzi się gatunek literacki Pozorności. Są to moje jak najbardziej obiektywne odczucia, bo patrząc na tekst zupełnie obiektywnie, wymienione mankamenty nie wpływają na treść i wydźwięk powieści. 

Mam nadzieję, że sięgniecie po debiutancką powieść Natalii Nowak - Lewandowskiej. Pozorność to książka niełatwa w odbiorze, ale warta uwagi ze względu na drażliwą i dla wielu niewygodną tematykę. Co więcej, mam nadzieję, że autorka nie porzuci ważkiej tematyki społecznej na rzecz lżejszych historii i jeszcze nie raz zmusi czytelnika do wyjścia z czytelniczej (a może i życiowej) strefy komfortu. 

Nowalijki oceniają: 5-/6


Dziękuję Wydawnictwu Replika 
za udostępnienie powieści do recenzji i umożliwienie objęcia książki patronatem medialnym bloga


niedziela, 29 stycznia 2017

"Do trzech razy śmierć" Alek Rogoziński (PRZEDPREMIEROWO)

www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autor Alek Rogoziński
tytuł Do trzech razy śmierć

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 328

egzemplarz recenzencki
premiera 1.02.2017









Nowa powieść Alka Rogozińskiego Do trzech razy śmierć to pierwszy tom serii wydawniczej, której główną bohaterką jest Róża Krull. Autorka powieści kryminalnych z talentem do wynajdywania sobie problemów, idealnie nadaje się do snucia historii z (niejednym) trupem w tle. Tym razem autor (autorka) wziął na tapet środowisko pisarsko - wydawniczo - blogerskie, z charakterystycznym dla siebie wdziękiem i ciętym humorem portretując codzienność kryjącą się za okładką poczytnych powieści. Bo że nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać - to jedno, że może być śmiertelnie zabawnie - to drugie. 

W uroczym dworku pod Krakowem rozpoczyna się zjazd pisarek. Wśród zaproszonych gości jest Róża Krull, autorka poczytnych, ale niezbyt cenionych przez krytyków powieści kryminalnych. Róża nie ma ochoty na wyjazd, mając w perspektywie spotkanie z koleżankami po piórze, za którymi specjalnie nie przepada. Towarzystwo okazuje się zbiorem indywidualności, malowniczo opisanych przez autora. Kiedy podczas uroczystej kolacji zostaje otruta jedna z pisarek, Różę ogarnia panika. Wszystko wskazuje na to, że ktoś postanawia uśmiercić gości, wykorzystując fabułę jednej z powieści Krull. Róża rozpoczyna prywatne śledztwo, w którym pomagają jej trzy blogerki, boy hotelowy i jej osobisty człowiek od PR. Sprawa komplikuje się, gdy na światło dzienne wychodzą mroczne tajemnice, a sprawa morderstwa w dworku zostaje powiązana z pewnym wydarzeniem z przeszłości.

IG Nowalijki

Dworek w Kopielnikach pod Krakowem staje się świadkiem wydarzeń mrożących krew w żyłach. Ale nie tylko. Alek Rogoziński przyzwyczaił już swoich czytelników, że obok wątku kryminalnego, niezwykle istotną częścią jego powieści są bohaterowie, a w przypadku Do trzech razy śmierć, właściwie bohaterki. Jest ich w powieści kilka, a każda odmalowana z dbałością o najdrobniejsze detale charakteru. Czytelnik ma sporo zabawy, próbując przypisać fikcyjne nazwiska do prawdziwych osób. Trudno ocenić, jak wiele z nich ma odpowiedniki w rzeczywistości, ale nie zmienia to faktu, że zabawa w odgadywanie jest przednia. Nie po raz pierwszy autor udowodnił, że ma dobre oko do szczegółów, dzięki czemu bohaterowie jego powieści są tak dobrze sportretowani. Podobnie jak i sama fabuła, na którą składa się szereg, zmieniających się jak w kalejdoskopie wydarzeń, a każda nowa strona przynosi zaskakujące i zabawne sytuacje. Przy okazji warto wspomnieć, że Do trzech razy śmierć to kryminał na wesoło, z przesadzonym opisem rzeczywistości i bohaterami, których wizerunek odbija się w krzywym zwierciadle satyry. Zdaję sobie sprawę, że powieści Alka Rogozińskiego to nie jest lektura dla każdego czytelnika. Ja lubię poczucie humoru autora i kupuję w ciemno jego pomysł na powieści. Co więcej, doceniam dystans pisarza, zarówno do własnej twórczości, jak i do świata, który opisuje i w którym się obraca. Nie przeszkadza mi spiętrzenie wydarzeń, niekoniecznie realistyczne zbiegi okoliczności, czy też  pewna umowność elementów budujących świat Do trzech razy śmierć

IG Nowalijki

Nowa powieść Alka Rogozińskiego to spojrzenie na świat literatury od kuchni. Albo może lepiej od kulis. W każdym razie z perspektywy, która na zwykłym czytelniku nie robi większego wrażenia, ale jest punktem odniesienia rzeczywistości twórców i wydawców. Tekst naszpikowany jest smaczkami, a cała zabawa polega na tym, aby je wyłapać. Autor z wrodzoną sobie gracją wbija szpilki zarówno pisarzom, wydawcom, bloger(ko)m, jak i czytelnikom. Owszem, bywa  uszczypliwy, ale ze świadomością, że po pierwsze - jest częścią tego biznesu, a po drugie, że bez tych wszystkich, wymienionych wcześniej ludzi, tego biznesu po prostu by nie było. Aż się prosi, aby w tym miejscu przywołać słowa M. Gogola Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie, ponieważ idealnie pasują do stylu autora. Jeśli więc jesteście gotowi na dużą dawkę humoru, nieoczekiwane zwroty akcji, powroty - niespodzianki i jedną smutną wiadomość - wiecie już, po którą premierę lutego sięgnąć.

Nowalijki oceniają 5/6


Dziękuję Autorowi Alkowi Rogozińskiemu 
za zaufanie i udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.

niedziela, 22 stycznia 2017

"Dzień dobry, Północy" Lily Brooks - Dalton

www.czarnaowca.pl
Informacje o książce

autorka Lily Brooks - Dalton
tytuł Dzień dobry, Północy
tytuł oryginału Good Morning, Midnight
przekład Magdalena Słysz

wydawnictwo Czarna Owca
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 272

egzemplarz recenzencki








Od zawsze wydawało mi się, że początek roku, zaraz po świętach, to czas, kiedy na rynku wydawniczym nie pojawia się żaden interesujący tytuł. Wciąż jeszcze czytamy przecież książkowe nowości spod choinki i czekamy na literacką wiosnę. A jednak są wyjątki. Wśród nich powieść amerykańskiej pisarki Lily Brooks - Dalton Dzień dobry, Północy - książka, którą szkoda byłoby przegapić wśród innych tytułów w księgarni. Za urokliwą okładką kryje się bowiem piękna, ale i niejednoznaczna opowieść o odwiecznych zmaganiach człowieka z życiem. Niby nic odkrywczego, ale pierwsza powieść Brooks - Dalton (wcześniej opublikowała wspomnienia) zaskakuje pomysłem na fabułę i czaruje klimatem.

Starzejący się badacz Augustine, naukowiec o światowej sławie, wyrusza na Arktykę, aby obserwować gwiazdy. To ma być jego ostatnia misja, ukoronowanie wielu lat kariery naukowej. Gdy pewnego dnia dochodzi do ewakuacji całej stacji badawczej, Augustine jest jedynym jej członkiem, który odmawia wyjazdu. Nikt bowiem nie wie, co jest przyczyną nagłego zakończenia misji - podobno na świecie wydarzyła się jakaś katastrofa i istnieje duże prawdopodobieństwo, że badacz nie będzie miał do czego wracać.

Astronautka Sully od ponad dwóch lat, wraz z innymi członkami załogi statku kosmicznego Aether, bada przestrzenie Kosmosu.  Misja powoli zbliża się do końca, ale martwi ich jedna kwestia. Od ponad roku nie mają żadnej łączności z jakąkolwiek bazą na Ziemi. Wracają, ale trochę po omacku, zastanawiając się, co jest powodem zerwania kontaktu. Im bliżej daty lądowania, tym atmosfera w statku gęstnieje. Astronauci są bowiem skazani na samych siebie i w nerwowej atmosferze łatwiej dochodzi do spięć.

Augustine postanawia uruchomić radiostację, licząc na jakiś kontakt. Sully, bezskutecznie przesłuchuje dźwięki fal radiowych. Obojgu tego samego dnia udaje się nawiązać połączenie ...

Wyobraźcie sobie, że z dnia na dzień zostajecie sami, ale to zupełnie sami, a wokół was jest tylko niekończąca się przestrzeń bez innych ludzi. Augustine ma przed sobą arktyczny krajobraz, Sully fascynującą przestrzeń Kosmosu. Oboje są w podróży, która choć rozgrywa się w tak bardzo różnych miejscach, prowadzi do tego samego celu. Sully ma towarzystwo innych członków załogi, ale i ona, i badacz z Arktyki czują się bezgranicznie samotni, pełni niewypowiedzianego żalu, nieprzepracowanych emocji. Ze wspomnień obojga czytelnik poznaje ich życie, nastawione na sukces kosztem najbliższych, poświęcenie dla pracy, a także efekty błędnie podjętych decyzji. Poczucie osamotnienia, wzmocnione strachem związanym z nieokreśloną katastrofą na świecie, budzi niewyobrażalny lęk i sprawia, że życie tej dwójki rozpada się na kawałki. Augustine i Sully są podróżnikami, nie tylko w sensie dosłownym, ale przede wszystkim metaforycznym. Wędrują w głąb siebie, odkrywając zakamarki pełne emocji i odczuć. Wydaje się, że oboje dochodzą do podobnych wniosków, ale pytanie, czy uda im się coś zmienić - zostaje bez odpowiedzi. 

Dzień dobry, Północy to niepozorna powieść o niełatwej tematyce. Autorka proponuje dwa ciągi narracji, przeplatając historie Augustine'a i Sully. I przecina je w najmniej oczekiwanym momencie. Książką od samego początku uwodzi klimatem i atmosferą. Wspaniale napisana, bez ckliwości i egzaltacji, celnie oddaje poczucie osamotnienia, przenikliwe zimno Arktyki i niepokojąc ciszę Kosmosu. Na tym tle bohaterowie wydają się tylko punkcikami, a ich przeżycia, nic nieznaczącym mgnieniem. Nie jest łatwo oddać emocje ludzi, którzy mają świadomość nieuchronnego końca, ale Lily Brooks - Dalton z pewnością się to udało. Świat jej powieści to rzeczywistość odrealniona, tak jak nierealne wydaje się zwykłemu czytelnikowi podróż na Marsa, czy wyprawa na któryś z Biegunów. I tak zarysowane tło historii sprawia, że bohaterowie wydają się bardziej ludzcy, zaś ich przemyślenia i lęki stają bliskie każdemu czytelnikowi. 

foto Tomasz Radochoński IG Nowalijki

Podczas lektury powieści nasuwało mi się wiele skojarzeń z innymi tekstami o podobnej tematyce lub stylistyce. Solaris Lema i Ziemia, planeta ludzi de Saint - Exupery to tylko dwa, wydawać by się mogło, zupełnie odległe od tematu powieści, tytuły. Nie chodzi mi bowiem tylko o samą fabułę Dzień dobry, Północy, ale myślę raczej o podjętych przez autorkę wątkach wewnętrznej podróży i poszukiwania prawdy o sobie. Ujął mnie prosty ton historii, pewna surowość stylu i niejednoznaczność gatunkowa. Momentami książka przypomina prozę autora Małego Księcia. Łączy w sobie cechy zarówno powieści, jak i eseju filozoficznego, a poetycka narracja dopełnia tę, niejednolitą literacko, historię. 

Napisałem na wstępie, że byłoby szkoda, gdyby ten tytuł zagubił się pośród innych nowości w księgarni. Może lektura Dzień dobry, Północy nie należy do najłatwiejszych w kontekście podjętej tematyki, ale warto po nią sięgnąć. Choćby po to, żeby mieć ją w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniego zdania. 
Jak dla mnie - pozycja obowiązkowa.

Nowalijki oceniają 6/6




za udostępnienie powieści do recenzji.




środa, 18 stycznia 2017

"Susza" Jane Harper

www.czarnaowca.pl
Informacje o książce

autorka Jane Harper
tytuł Susza
tytuł oryginału The Dry
przekład Magdalena Nowak

wydawnictwo Czarna Owca
miejsce i rok wydania Warszawa 2017

egzemplarz recenzencki









Susza to debiutancka powieść Jane Harper, angielskiej pisarki i dziennikarki, która od lat mieszka w Australii. Jej książka, która spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem przez czytelników w ponad 20 krajach, opowiada historię makabrycznej zbrodni, do której doszło w niewielkim rolniczym mieście na wschodnim wybrzeżu Australii. Od dwóch lat tereny Kiewarry nawiedza niekończąca się susza ...

Po dwudziestoletniej nieobecności, w rodzinne strony przyjeżdża z Melbourne agent federalny Aaron Falk. Ma uczestniczyć w pogrzebie przyjaciela z dzieciństwa, który wraz z rodziną został zastrzelony na swojej farmie, położonej na odludziu. Wiele lat temu, nieżyjący już Luke Hadler, zapewnił Aaronowi alibi, gdy ten został oskarżony o zabicie ich wspólnej przyjaciółki. Lokalna społeczność, bez śledztwa, szybko wydała wyrok na Falka, który wraz z ojcem został zmuszony do opuszczenia rodzinnej farmy. Pytanie, czy to alibi miało pokrycie w rzeczywistości...

Makabryczna zbrodnia dokonana na rodzinie Hadlerów wywołała spore poruszenie w miasteczku. Aaron, czując potrzebę rozwiązania zagadki śmierci dawnego przyjaciela, dołącza do lokalnego policjanta i ramię w ramię prowadzą dochodzenie. Nie spodobało się to mieszkańcom Kiewarry, którzy na każdym kroku okazują niechęć człowiekowi przez nich uważanemu za zabójcę Ellie. Panująca od wielu miesięcy susza pustoszy nie tylko okoliczną przyrodę, powoduje straty materialne, ale wpływa na ludzi. Oni potrzebują tylko iskry, aby doszło do wybuchu, może nawet gorszego od pożaru okolicznego buszu. Tymczasem osoba odpowiedzialna za śmierć trojga ludzi jest bliżej, niż można się by tego spodziewać.

Susza zabiera czytelnika do Australii, a dokładniej do położonego na wschodnim wybrzeżu kontynentu niewielkiego miasta Kiewarry. Lata świetności ma już za sobą, a susza jeszcze bardziej pogrąża mieszkańców w problemach finansowych. Autorka celnie portretuje lokalną społeczność, z przypisanymi z góry rolami. Pojawienie się Aarona budzi demony przeszłości, a mieszkańcy przypominają sobie okoliczności związane ze śmiercią nastolatki. Wokół Falka gęstnieje atmosfera, nie jest bowiem mile widzianym gościem, choć chce dotrzeć do prawdy o śmierci swojego dawnego przyjaciela. W retrospekcjach czytelnik poznaje grupę przyjaciół i okoliczności, w jakich doszło do śmierci Ellie. Opisywane z różnych punktów widzenia, wydarzenia układają się w zaskakującą całość. Podobnie zresztą ma się ze zdarzeniami współczesnymi. Autorce udało się długo wodzić czytelnika za nos, sprytnie podsuwając mu mylne tropy i wątki, które okażą się mniej istotnie, niż wydawały się na początku.


foto Tomasz Radochoński IG Nowalijki

Książka Jane Harper to jedna z tych powieści kryminalnych, od których trudno się oderwać. Od pierwszych stron czytelnik wpada w sam środek wydarzeń, daje się ponieść emocjom i atmosferze, która panuje w mieście. Powietrze gęste od niemiłosiernego upału, skrywane tajemnice, wszechobecna niechęć do Aarona i zagadkowe morderstwo. A nawet dwa. Powieść ma częściowo budowę szkatułkową, zawiera bowiem opowieść w opowieści. Jest jednak dobrze skonstruowana i sprawnie napisana, dzięki czemu czytelnik nie tylko bez problemu nadąża za rozwijającym się śledztwem, ale i powoli odkrywa wszystkie elementy układanki. Efekt końcowy jest dość zaskakujący. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że w Suszy, obok wątku kryminalnego, istotna jest warstwa psychologiczna. Aaron, wracając w rodzinne strony, podejmuje pewne ryzyko, ale i zyskuje szansę na uporządkowanie swojego życia. Autorka ciekawie zarysowała jego portret psychologiczny, oczywiście z uwzględnieniem ograniczeń, jakie nakłada na nią gatunek literacki Suszy.

Wybierając do lektury powieść debiutującego autora, trzeba liczyć się z tym, że odczucia po przeczytaniu książki mogą być różne. W przypadki Suszy Jane Harper, na szczęście, są one tylko pozytywne. Dla miłośników dobrze opowiedzianych, niejednoznacznych historii kryminalnych powieść będzie przyjemnym doświadczeniem. A że trochę lubimy to, co już znamy? Nie da się ukryć, że autorka Ameryki nie odkrywa, ale Australię, jako bohaterkę powieści kryminalnej ... i owszem.
Polecam! 

Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie powieści do recenzji.






niedziela, 15 stycznia 2017

"Zima" Karl Ove Knausgård

www.wydawnictwoliterackie.pl
Informacje o książce

autor Karl Ove Knausgård
tytuł Zima
tytuł oryginału Om vinteren
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 276

egzemplarz recenzencki








Pierwsze i do tego pełnowymiarowe spotkanie z twórczością Knausgårda nie okazało się dla mnie specjalnie udane. Mając na myśli pełnowymiarowe, przywołuję lekturę Jesieni (tutaj), bo o rozgrzebanej Mojej walce nie wspominam. Pierwszy tom z cyklu nawiązującego do czterech pór roku nie porwał mnie, a nawet momentami nieprzyjemnie zaskoczył. Nie pozostawił mnie jednak zupełnie obojętnym na tematykę, którą Knausgård porusza i zaintrygował stylem jego pisania. To, że Jesień mnie nie porwała, nie oznacza, że nie umiem dostrzec w tym tekście specyficznego stylu narracji, dzięki któremu autor bezwstydnie, ale z talentem, balansuje na granicy literatury wysokiej i banału. 

Już z pierwszej części cyklu wyłania się obraz artysty, który nie boi się opisywać rzeczywistości prawdziwej do bólu, mieszając tematy, obrazy, wspomnienia. Trudno także nie zauważyć, że centralną postacią tej prozy jest sam pisarz, a przede wszystkim mężczyzna, syn, mąż, wreszcie ojciec, choć oczywiście tych ról jest z pewnością więcej. Po doświadczeniach z Jesienią, po drugi tom cyklu - Zimę sięgnąłem bez większych oczekiwań, ale i bez uprzedzeń, które pojawiły się podczas lektury wcześniejszego tekstu. Nie ukrywam, że choć Jesień mnie uwierała, to jednocześnie, im więcej czasu minęło od przeczytania książki, tym lepiej zaczęła mi się ona układać. Ba, zacząłem zastanawiać się, o czym jeszcze jest w stanie napisać autor w kolejnej odsłonie cyklu. Okazało się, że wciąż jest wiele zagadnień i w drugiej części swoistej autokreacji Knausgård radzi sobie zupełnie dobrze. A raczej to ja go zdecydowanie lepiej odbieram.

Konstrukcja Zimy nie różni się niczym od Jesieni i przypuszczam, że Wiosna i Lato mogą wyglądać podobnie. Znów książka obejmuje trzy miesiące, ponownie każdy z nich rozpoczyna się Listem do córki, z tą różnicą, że w lutym dziewczynka jest już na świecie. Między miesiącami znów pojawiają się krótkie teksty - rozdziały, o niejednoznacznej formie gatunkowej, ni to notatki, ni to eseje, a może zwyczajne zapiski z codzienności. Tym razem jednak autor nie szokuje już tak mocno zestawieniami pojęć wysokich i czynności fizjologicznych, choć i w Zimie nie ucieka ani przed jednym, ani przed drugimi. Jest jednak subtelniejszy, bardziej wyważony - poważniejszy? Być może, ale niewielka nawet zmiana tonu zdecydowanie przysłużyła się tekstowi, choć z oczywistych względów, pazury tej prozy przy okazji nieco się stępiły. Knausgård na moment opuszcza gardę przy fragmentach związanych ze świętami, Mikołajem i prezentami. Widać, nawet enfant terrible współczesnej literatury, jak chce go widzieć spora część krytyków i czytelników, ma w sobie sporo z łagodnego baranka, potrzebuje jedynie odpowiednich bodźców. 

foto Tomasz Radochoński/IG:Nowalijki


Zima Knausgårda nie wywołała u mnie tak skrajnych emocji, jak było to w przypadku Jesieni. Wiedziałem już, czego mogę się spodziewać, w jakim kierunku rozwiną się kolejne rozważania autora. Pod tym względem pisarz specjalnie mnie nie zaskoczył. Co więcej, wydał mi się zbyt ułagodzony, żeby nie napisać - stonowany. Ot, taki paradoks. Decydując się na sięgnięcie po kolejny tom cyklu podjąłem pewne ryzyko, mając do stracenia jedynie czas. Mogę jednak z całą stanowczością napisać, że wspomniany czas, w żadnym razie nie uznaję za stracony. Co więcej, przekonałem się do autora już na tyle, że z zaciekawieniem przeczytam Wiosnę i Lato z nadzieją, że znajdę czas na jego dzieło życia, czyli wspominaną już Moją walkę


Nowalijki oceniają 4+/6



Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie
książki do recenzji.



czwartek, 12 stycznia 2017

"Rozdarta zasłona" Maryla Szymiczkowa

www.znak.com.pl
Informacje o książce

autorka Maryla Szymiczkowa    (Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)
tytuł Rozdarta zasłona

wydawnictwo Znak Literanova
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 320

egzemplarz zakup własny









Maryla Szymiczkowa niespodziewanie pojawiła się na polskim rynku wydawniczym w lipcu 2015 roku. To wtedy Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński powołali do życia zarówno autorkę Tajemnicy Domu Helclców (tutaj), jak i profesorową Zofię Szczupaczyńską. Kryminał retro z ogromną dawką humoru i celnych obserwacji na temat życia w Krakowie pod koniec XIX wieku okazał się dużym sukcesem. Autorka, no dobrze autorzy zarzekali się, że jeśli oddźwięk powieści będzie dobry, to zastanowią się nad drugą częścią. I ta pojawiła się późną jesienią ubiegłego roku. Rozdarta zasłona, bo o niej tu mowa, znów przenosi czytelników do galicyjskiego na wskroś Krakowa, gwarantując literacko - obyczajowo - kryminalną zabawę na wysokim poziomie. Wracają dobrze już znani bohaterowie, pojawiają się nowi, a Szczupaczyńska odkrywa mroczną stronę życia i fakt, że za granicą Plant też jest Kraków. Ba, po drugiej stronie Wisły również mieszkają ludzie. 

Wielkanoc 1895 roku zaczęła się w domu profesorstwa Szczupaczyńskich od nie lada katastrofy. Oto młoda służąca Karolcia Szulcówna składa wymówienie i odchodzi ze służby. Na wierną Franciszkę i mocno poruszoną całą sytuacją profesorową, spadają wszystkie okołoświąteczne obowiązki. Ooo, to nie może dobrze się skończyć.

Na Dębnikach, w pobliżu willi Rożnowskich zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny. Śledztwo w tej sprawie prowadzi komisarz Stanisław Jednoróg. Szybko okazuje się, że profesorowa Szczupaczyńska będzie jedną z najbardziej aktywnych osób, pomagających w dochodzeniu. Czy i tym razem uda jej się rozwikłać zagadkę, tym razem młodej topielicy? 

Rozdarta zasłona to druga część powieści kryminalnej duetu Dehnel i Tarczyński. Autorzy przedstawiają sensacyjną historię, która nierozerwalnie związana jest z bogatym tłem obyczajowym Krakowa. Na karty powieści powracają dobrze znane czytelnikom postaci, obok profesorostwa Szczupaczyńskich i rezolutnej Franciszki, pojawiają się nowe, tworząc barwny, choć niejednolity obraz Krakowa końca XIX wieku. Autorzy ponownie wykorzystują sprawdzony już sposób na konstrukcję fabuły, udanie łącząc ze sobą postaci fikcyjne (choć o autentycznych nazwiskach) i prawdziwe. W domu Pod Pawiem przy ulicy Św. Jana bywa młody Tadeusz Żeleński (jeszcze nie Boy), czy Stanisław Kurkiewicz, szokujący Zofię badacz seksualności, że o profesorowej Bujwidowej - feministce i działaczce społecznej nie wspomnę. Cała opowieść naszpikowana jest wieloma smaczkami z historii i życia codziennego, przewijają się znamienite krakowskie nazwiska, a w tle pojawiają się wzmianki o wydarzeniach rozgrywających się w Europie. Wszak Ignacy i Zofia nie od parady prenumerują krakowski Czas, który jasno i dobitnie tłumaczy im wszelkie meandry współczesności. A że czyni to jednowymiarowo, to już inna sprawa. Tylko kto by się tym nadmiernie przejmował, kiedy trzeba pomyśleć o obiedzie i powidłach na jesień?

W mojej ocenie Rozdarta zasłona jest i lepsza, i słabsza od Tajemnicy Domu Helclów. Trochę naciągany wydał mi się bowiem wątek kryminalny, ale z drugiej strony nie przesłonił on tego, co w powieści Szymiczkowej najlepsze - ciętych ripost, celnych spostrzeżeń na temat obyczajowości i fantastycznego języka powieści. Owszem, Szczupaczyńska prowadzi śledztwo, ale jednocześnie żyje w mieście, które przez autorów odmalowane jest z sympatią i żartobliwą, acz celną, uszczypliwością. Mieszkańcy domu Pod Pawiem jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę, że ich poukładany, drobnomieszczański światek powoli odchodzi do przeszłości. Profesorstwu wciąż trudno wyobrazić sobie studentki na Uniwersytecie Jagiellońskim, o czym marzy pani Bujwidowa, a to przecież dopiero pierwszy sygnał nadchodzących zmian. Zofia Szczupaczyńska z niejakim zdziwieniem zauważa, że miasto nie kończy się na obrzeżach Plant. Po drugiej stronie Wisły w Podgórzu (w Podgórzu!) żyją jacyś ludzie. Dla bohaterki powieści to nie lada szok. Trudno jednak ocenić, co na ten temat sądzi Ignacy Szczupaczyński. W tej części jest go zdecydowanie mniej. Chyba przeżywa coś na kształt kryzysu wieku średniego i kto wie, jak jego wątek rozwinie się w kolejnych tomach. Wszak na Uniwersytecie wiele się dzieje i jest szansa, że Ignacemu zmiany znaczną się podobać. 

foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Może wątek kryminalny nie okazał się dla mnie satysfakcjonujący, ale cała reszta - jak najbardziej. Rozdarta zasłona to powieść z kluczem: historycznym, kulturalnym i obyczajowym. Siłą tekstu jest znakomity język - lekki, ale jednocześnie bogaty w odniesienia do wielu różnych dziedzin wiedzy. Trudno nie zauważyć, że autorzy nie tylko znakomicie przygotowali się merytorycznie do napisania tej książki, ale przy tym świetnie się bawili. No bo jak inaczej zinterpretować rozmowę profesorstwa na temat zastąpienia kolejnego odcinka drukowanej w odcinkach w gazecie powieści Mistrza (Sienkiewicza), zamorskimi głupotami o doktorze Żekylu i mister Hidzie? Cała literacka zabawa polega więc nie tylko na rozwiązaniu zagadki kryminalnej, ale właśnie na dostrzeganiu  wielu drobiazgów, z których utkana jest kanwa Rozdartej zasłony. Dlatego niczego więcej nie zdradzam, aby nie psuć czytelnikom zabawy. 
Fantastyczna, inteligentna rozrywka na poziomie. Aż chciałoby się przeczytać kolejny tom. 

Nowalijki oceniają 5/6




poniedziałek, 9 stycznia 2017

"Wotum nieufności" Remigiusz Mróz [PRZEDPREMIEROWO]

www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autor Remigiusz Mróz
tytuł Wotum nieufności

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 624

egzemplarz recenzencki
premiera 11.01.2017









Kiedy otrzymałem do recenzji przedpremierowej najnowszą powieść Remigiusza Mroza, najpierw bardzo się ucieszyłem. Wiadomo. Zaraz potem wpadłem w lekki popłoch. No bo jak zrecenzować powieść o polityce, skoro ta od pewnego czasu kompletnie przestała mnie interesować, a serial House of Cards odpuściłem sobie w połowie pierwszego sezonu? Tymczasem Wotum nieufności to pierwsza polska political fiction i początek nowej serii wydawniczej. Zacząłem więc czytać i ... przepadłem. Z ponad sześciusetstronicową powieścią uporałem się, może nie w kilka, ale na pewno w kilkanaście godzin. 

Daria Seyda - marszałek sejmu budzi się w podwarszawskim motelu. Problem w tym, że urwał jej się film i nie pamięta ostatnich godzin, ani jak znalazła się w miejscu, o istnieniu którego nie miała pojęcia. Nie ma żadnych obrażeń fizycznych i zaczyna zastanawiać się, czy to aby nie początek jakiejś choroby. Być może zainteresowałby się tematem dogłębniej, gdyby nie telefon od najbliższego współpracownika z prośbą o pilne stawienie się w Belwederze. W zaciszu prezydenckiej rezydencji otrzymuje wiadomość, która sprawia, że przed Seydą otwierają się nowe możliwości, a ona sama dostaje szansę jedną na milion.

Drugim bohaterem Wotum nieufności, a jednocześnie głównym przeciwnikiem marszałek sejmu jest Patryk Hauer, młoda gwiazda prawicy. Inteligentny, świetnie poruszający się zarówno po sejmowych korytarzach, jak i w mediach społecznościowych, ma precyzyjnie zaplanowaną polityczną przyszłość i konsekwentnie realizuje swój plan. Kiedy odkrywa wielką aferę uderzającą w najważniejszych polityków w państwie wie, że do osiągnięcia wymarzonego celu przybliżył się, jak jeszcze nigdy dotąd. Na przeszkodzie staje mu jednak Daria Seyda i to między nimi rozegra się decydujące o wszystkim stracie.

Wotum nieufności to pierwsza polska political fiction w czystej formie, a zarazem najambitniejsza książka Remigiusza Mroza. Autor, który próbował sił w kilku gatunkach - najczęściej z sukcesem, tym razem postanowił odsłonić kulisy tworzenia polityki i pokazać od kuchni jak rządzi się państwem. Nie dziwi mnie taki wybór tematu, wszak zamiłowanie do tej problematyki można dostrzec w innych powieściach autora, choć dopiero Wotum nieufności poświecone jest jej w całości. Fabuła oscyluje wokół starcia dwojga bohaterów, z których każde reprezentuje nie tylko inne ugrupowanie polityczne, ale różny charakter i odmienne spojrzenie na władzę. Pani marszałek ma dość romantyczną wizję rządzenia, ale przy tym nie brak jej pomysłów i determinacji. Na przykładzie Patryka zaś autor pokazał, jakimi metodami socjotechnicznymi, rodem z podręczników marketingu politycznego, kreuje się współczesnego męża stanu. Niby nawet średnio rozgarnięty odbiorca wiadomości ma świadomość, że każde wydarzenie można nagiąć do potrzeby chwili a wypowiedź zmanipulować, to w szerszym kontekście te metody budzą jednak niesmak i niepokój.

O tym, jak dobrze przemyślana jest ta powieść, nawet w najdrobniejszych szczegółach, można przekonać się dopiero po przeczytaniu ostatniej  strony. Napisałem, że to najambitniejsza powieść Remigiusza Mroza, choćby dlatego, że autor zaimponował mi konstrukcją fabuły. To historia napisana z rozmachem, oczywiście dostosowanym do wymogów gatunku. Bohaterów nie ma może zbyt wielu, choć nawet ci drugoplanowi też są bardzo ważną częścią układanki. Partii politycznych też jest kilka i muszę przyznać, że aby się nie pogubić (przynajmniej na początku) musiałem po swojemu rozpisać układ sił w sejmie. Autor nie zrezygnował z tego, co charakterystyczne dla jego stylu, są więc zwroty akcji, niespodziewane informacje a w tle na przykład działalność Państwa Islamskiego, szantaż i zagrania polityków, za które wypada się tylko wstydzić. Warsztatowo to również, moim zdaniem, najlepsza powieść autora. Remigiusz Mróz odpuścił sobie w Wotum nieufności pewne chwyty znane z jego powieści o charakterze sensacyjnym, co jednak nie oznacza, że podczas czytania serce nie zabije mocniej. Zabije i to nie raz, ale odnoszę wrażenie, że książka jest o ton poważniejsza od poprzednich tytułów. Tę tendencję dało się już zauważyć w Behawioryście i tym bardziej cieszy mnie, że w Wotum nieufności również to widać. Czy tak już pozostanie? Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne - pozycja, jaką autor wypracował sobie na polski rynku wydawniczym, zdaje się być niezachwiana. 

foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Czytając Wotum nieufności nie sposób nie docenić ogromnej pracy redakcyjnej autora. Podaje on w swojej książce szereg informacji na temat działalności polityków i funkcjonowania państwa. Nie potrafię ocenić, na ile te informacje mają odzwierciedlenie w rzeczywistości, a na ile są częścią political fiction. Wiem za to, że chwilami narracja przybiera zbyt publicystyczny ton, a bohaterowie  czasem, zamiast rozmawiać (a dialogi w powieści są jej mocną stroną), wygłaszają oczywistości. Jak to politycy. A jeśli o postaciach mowa, to dla mnie są one dyskusyjnym elementem tej historii. Lubię mieć w książce choć jednego bohatera, który budziłby u mnie jakieś emocje, niekoniecznie pozytywne. Niestety, w Wotum nieufności nikogo takiego nie znalazłem. Owszem, z zaciekawieniem śledziłem rozwój fabuły, ale trudno mi było nawiązać kontakt z Darią, Patrykiem, czy kimkolwiek z ich otoczenia. I nawet zakończenie, w moim odczuciu bardzo dobre, nie zmieniło nic w tej kwestii. No cóż, zakładając, że seria W kręgach władzy dopiero się rozkręca, będzie jeszcze szansa, żeby zmienić zdanie na temat jej bohaterów.

Wotum  nieufności to najbardziej jednorodna gatunkowo powieść Remigiusza Mroza z dotychczas przeze mnie przeczytanych. I proszę uznać to za komplement. Autor proponuje tym razem political fiction w formie, jaką do tej pory polski czytelnik znał raczej z literatury amerykańskiej lub skandynawskiej. Powieść wciąga, zaskakuje i uwodzi precyzją konstrukcji fabuły. I choć jest fikcją, to z pewnością uważny czytelnik znajdzie niejedną analogię do tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Tu i teraz. 
Wybór najbliższej lektury może więc być tylko jeden. 


Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie egzemplarza do recenzji przedpremierowej.


niedziela, 8 stycznia 2017

"W ciemnym, mrocznym lesie" Ruth Ware [PRZEDPREMIEROWO]

www.proszynski.pl
Informacje o książce

autorka Ruth Ware
tytuł W ciemnym, mrocznym lesie
tytuł oryginału In A Dark, Dark Wood
przekład Ewa Kleszcz

wydawnictwo Prószyński i Ska
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 376
egzemplarz ebook recenzencki
premiera 10.01.2017








Powieść W ciemnym, mrocznym lesie to debiut literacki brytyjskiej pisarki Ruth Ware. Mieszkająca w Londynie autorka, wcześniej pracowała między innymi jako nauczycielka języka angielskiego oraz rzeczniczka prasowa. Jej debiut spotkał się z uznaniem krytyków i zainteresowaniem czytelników. Powieść znalazła się na listach bestsellerów w Anglii i Stanach Zjednoczonych. 

Główną bohaterką W ciemnym, mrocznym lesie jest Nora, dwudziestosześcioletnia autorka powieści kryminalnych. Mieszka sama w niewielkim mieszkaniu w Londynie i prowadzi bardzo uporządkowane, ale i monotonne życie. Kiedy pewnego dnia otrzymuje drogą mailową zaproszenie na wieczór panieński dawno niewidzianej przyjaciółki, postanawia odmówić. Nie utrzymuje bowiem kontaktu ze znajomymi ze szkoły, ale po namowach serdecznej koleżanki decyduje się na weekendowy wypad za miasto. W wielkim, szklanym domu, zewsząd otoczonym lasem, spotyka się sześcioro pozornie obcych sobie osób. W oczekiwaniu na przyszłą pannę młodą zebrani uczestniczą w szeregu aktywności i konkursów zorganizowanych przez jedną z koleżanek panny młodej. Podczas kolejnej nocy w domu dochodzi do tragedii, a dla przerażonej Nory zaczyna się prawdziwe piekło. Ten weekend zapamięta do końca życia. 

Sześcioro bohaterów powieści spędza wspólnie czas za miastem, szykując się do uroczystości ślubnych. Od pierwszych chwil wyraźnie widać, kto jaką rolę pełni w tym towarzystwie. Nora nie czuje się wśród gości komfortowo, bowiem w jej przeszłości wydarzyło się coś, co nie tylko zmieniło jej stosunek do świata, ale i zniszczyło relacje z przyjaciółką. Niezręcznie jest jej uczestniczyć w wydarzeniu na cześć dawnej koleżanki. Im dłużej bohaterowie przebywają razem, tym wyraźniej widać różnice między nimi. Relacje zmieniają się w toksyczny układ, w którym łowczy staje się ofiarą, a niewinna rozmowa pretekstem do złośliwości. Niewinne z pozoru gierki zaczynają ranić, przywołując niechciane wspomnienia. Umiejętnie prowadzona narracja sprawia, że czytelnik bardzo długo nie wie, czy ma do czynienia z prawdziwymi problemami, czy z urojeniami bohaterki. Autorka sprawnie stosuje cały arsenał środków, aby wprowadzić element niepokoju. Kiedy dochodzi do wypadku, jego szczegóły czytelnik poznaje ze strzępków wspomnień i przebłysków zdezorientowanego umysłu Nory. W budowaniu nastroju zagrożenia i napięcia bardzo pomaga narracja pierwszoosobowa, za którą nie przepadam. Ale muszę przyznać, że w tym przypadku znakomicie się sprawdziła. 

foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

W ciemnym, mrocznym lesie to niezły thriller psychologiczny. Trzeba jednak napisać, że nie jest specjalnie odkrywczy. Ruth Ware wykorzystała cały szereg elementów, które pojawiały się wielokrotnie w innych powieściach. Jest więc w książce dom na odludziu, zasypany śniegiem las i grupa ludzi, z których każdy ma coś do ukrycia. Brakuje zasięgu telefonii komórkowej. Do tego tajemnicze ślady na śniegu, dziwne odgłosy z lasu i zdezorientowana główna bohaterka, stopniowo odkrywająca prawdę o przeszłości. Trudno nie zauważyć, że te składniki fabuły nie są specjalnie oryginalne, ale to nie oznacza, że książka jest wtórna. Zdecydowanie służy jej sprawne pióro autorki, która jak na debiutantkę, dobrze poradziła sobie z prowadzeniem narracji. Sugestywnie oddała stany emocjonalne Nory, koncentrując się na jej punkcie widzenia i ocenie wydarzeń. A te, widziane z różnej perspektywy, nie wydają się znów takie jednoznaczne. Finał jest  trochę spodziewany,  ale utrzymany w konwencji gatunku.

Powieść Ruth Ware, mimo że nie grzeszy oryginalnością, to niezła literatura rozrywkowa. W ciemnym, mrocznym lesie wciąga i budzi zaciekawienie. Może nie przeraża, ale ekscytuje. I dostarcza rozrywki na zupełnie przyzwoitym poziomie. Na jeden dłuższy wieczór - lektura jak znalazł.

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienie ebooka do recenzji przedpremierowej.




czwartek, 5 stycznia 2017

"Dziewczyna z daleka" Magdalena Knedler [PRZEDPREMIEROWO]

www.novaeres.pl
Informacje o książce

autorka Magdalena Knedler
tytuł Dziewczyna z daleka

wydawnictwo Novae Res
miejsce i rok wydania Gdynia 2017
liczba stron 380

egzemplarz recenzencki
premiera 15.02.2017









Podróż. Jestem nieomal pewien, że to słowo będzie odmieniane przez wszystkie przypadki w kolejnych recenzjach nowej powieści Magdaleny Knedler. Autorka między innymi Windy, Klamek i dzwonków oraz serii kryminalnej z Anną Lindholm, tym razem zabiera swoich czytelników w sentymentalną (ale nie ckliwą) podróż do przeszłości, której bolesne fragmenty mocno tkwią w świadomości bohaterów Dziewczyny z daleka. Zmierzenie się z  trudną przeszłością musi dać ukojenie, choć droga do niego obfituje w wydarzenia tragiczne i często wręcz trudne do wyobrażenia. Stare powiedzenie mówi, że Historia jest nauczycielką życia. Jeśli tak, to dla bohaterów książki Magdaleny Knedler była to mentorka niezwykle wymagająca, surowa i bezwzględna. Tylko silne jednostki były w stanie sprostać jej oczekiwaniom.

Lena Rajska, reportażystka zajmująca się współczesnymi konfliktami zbrojnymi, odwiedza babcię. Natasza Silsterwitz, bo  o niej mowa, ma ponad dziewięćdziesiąt lat i mieszka samotnie w domu u podnóży Ślęży. Cieszy się dobrym zdrowiem oraz opinią starej Niemry o ostrym języku i trudnym charakterze. Pewnego mroźnego poranka do domu kobiety trafia młody Anglik Artur Adams. Mówi po polsku, a przy sobie ma pamiątki z czasów II wojny światowej. Wywołują one poruszenie u Nataszy, która uświadamia sobie, że człowiek, który do niej trafił, nie zjawił się w domu przypadkiem. Przedmioty, które ma przy sobie, wywołują lawinę niewygodnych wspomnień. Były w życiu pani Silsterwitz wydarzenia, o istnieniu których chciałaby skutecznie zapomnieć. Wraz z pojawieniem się Anglika odżywają dawne zdarzenia, zmuszając Nataszę do wyznania prawdy o swojej przeszłości. Prawdy bolesnej i nierozerwalnie związanej z wydarzeniami, które miały miejsce na ziemiach polskich przed i w czasie II wojny światowej. Determinacja niespodziewanego gościa i naciski wnuczki, a może i wewnętrzna potrzeba samej Nataszy sprawią, że nestorka zdecyduje się stawić czoła przeszłości. Prawda, którą wyjawi, na zawsze zmieni życie bohaterom powieści. 

Dziewczyna z daleka to powieść obyczajowa z mocno rozbudowanym wątkiem historycznym. W postaci i życiorysie Nataszy Silsterwitz odbijają się, jak w lustrze, losy tysięcy Polaków, którym nie było dane spokojne życie, ale egzystencja w cieniu wojny, przesiedleń i prześladowań. Skomplikowane i niedające się jednoznacznie ocenić życie Nataszy, to w równym stopniu efekt jej charakteru, podjętych decyzji, młodzieńczych fascynacji i wielkiej historii, na którą jednak nie miała większego wpływu. Wychowana w dworku na Wileńszczyźnie, bardzo szybko musiała dojrzeć, bo to od jej decyzji zależało życie wielu ludzi. W wyniku splotu różnych wydarzeń wiele traciła i coś zyskiwała, ale w ogólnym rozrachunku trudno jednoznacznie ocenić, czy życie Nataszy było szczęśliwe. Bywało, ale to momenty krótkie, a ceną za chwile złudnej radości okazała się samotność i dojmujące poczucie winy. Przeszłość wpłynęła na teraźniejszość bohaterki, zmuszając ją do życia w kłamstwie.

Trudno napisać o fabule Dziewczyny z daleka coś więcej, aby nie zdradzić niczego z opowieści. A ta jest fascynująca, autorka umiejętnie wciąga czytelnika w zawiłe losy Nataszy sprawiając, że od książki trudno się oderwać. Magdalena Knedler przyzwyczaiła już swoich czytelników do bogatej i gęstej narracji, przypominającej najlepsze dokonania tuzów światowej powieści. Opowieść z przeszłości przeplatana jest w książce z wątkami współczesnymi. Z jednej strony daje to szansę na lepsze poznanie Leny, jej relacji z mężczyznami i oczywiście z babcią, z drugiej stanowi kontrast dla relacji Nataszy. Ta dwutorowość narracji sprawia, że czytelnik uczestniczy w stopniowym odkrywaniu tajemnicy z przeszłości, ale ma także możliwość wypracowania własnej opinii na temat życiowych wyborów bohaterki. A przy okazji może zestawić postacie babci i wnuczki, próbując dostrzec podobieństwa, a może wyraźnie zobaczyć różnice między nimi. Trudno bowiem nie zauważyć, że choć w książce Magdaleny Knedler pojawiają się mężczyźni, ba mają oni wpływ na życie Leny i Nataszy, to jednak jest to powieść o kobietach. Silnych i niezłomnych, które dla miłości i szczęścia gotowe są walczyć do upadłego. Ta ich siła często okazywała się destrukcyjna, o czym przekonała się Natasza, a czytelnik dowie się z toku jej opowieści. Autorka, poniekąd, oddała hołd tysiącom kobiet, których wojenne losy rzuciły do mroźnej otchłani Syberii. 
foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Czytając Dziewczynę z daleka można chwilami odnieść wrażenie, że losy Nataszy są tak skomplikowane, że aż trudno w nie uwierzyć. Znając jednak historię Polski i Europy w XX wieku, mając za sobą lekturę choćby Innego świata Gustawa Helinga - Grudzińskiego, czy wspomnień Władysławy Pawłowskiej, łatwiej jest zrozumieć zawiłości losów bohaterki powieści. Bo choć Natasza Silsterwitz jest postacią fikcyjną, to na jej bogaty w dramatyczne wydarzenia życiorys składają się ułamki biografii wielu prawdziwych ludzi, świadków najnowszej historii. Magdalena Knedler z precyzją kreśli tło historyczne powieści. Wymyślonych bohaterów książki umieszcza w prawdziwych (lub lekko zmodyfikowanych) miejscach na przedwojennej mapie Polski, łączy ich z całą plejadą postaci znanych z kart historii i przedwojennej kultury. Czyni to na tyle skutecznie, że podczas lektury Dziewczyny z daleka zaciera się umowna granica między fikcją a rzeczywistością, a czytelnik daje się ponieść emocjom, które towarzyszą opowieści Nataszy. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na to, jak wielką pracę redakcyjną wykonała autorka, dbając o warstwę historyczną swojej książki. 

Magdalena Knedler udowodniła już wcześniej, że powieść obyczajowa, aby wywołać emocje i zmusić czytelnika do refleksji,  nie musi tkwić w sztywnych ramach gatunku. Nie jest oczywiście tak, że Dziewczyna z daleka to tylko bolesna i gorzka opowieść o przeszłości. W części narracji dotyczącej współczesności nie brakuje humoru, jest też szczypta romansu i celne spostrzeżenia na temat wojny we współczesnym świecie - wszak ten temat fascynuje Lenę. Nie jest za to Dziewczyna z daleka słodkim ulepkiem, co to, to nie. I nie daje jednoznacznych odpowiedzi na stawiane między wierszami pytania. Dostarcza czytelnikowi mnóstwo emocji i wrażeń sprawiając, że opowieść Nataszy zostaje w głowie na długo po przeczytaniu książki. 

Polecam i to bardzo, Dziewczyna z daleka to jedna z ważniejszych premier książkowych początku roku. 

Nowalijki oceniają 6/6



za udostępnienie powieści do recenzji przedpremierowej.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

"Tam ci będzie lepiej" Ryszard Ćwirlej

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor Ryszard Ćwirlej
tytuł Tam ci będzie lepiej

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2015
liczba stron 548

egzemplarz recenzencki










Na pierwsze spotkanie z twórczością Ryszarda Ćwirleja wybrałem powieść Tam ci będzie lepiej, należącą do gatunku kryminału retro. Autor znany jest z serii książek sensacyjnych o milicjantach działających w latach osiemdziesiątych. Tam ci będzie lepiej otwiera cykl z komisarzem Antonim Fischerem, a akcja powieści rozgrywa się w latach dwudziestych w Poznaniu. Już w styczniu 2017 roku ukaże się drugi tom serii Tylko umarli wiedzą

Jest wiosna 1924 roku. W kilka lat po powstaniu wielkopolskim Poznań odradza się po zawierusze zaborów i Wielkiej Wojny. Nastroje, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie nie są najlepsze. Po wojnie gospodarka ledwo dyszy, a zza zachodniej granicy docierają sygnały o radykalnych poglądach pewnego Hitlera. W Poznaniu, szukającym swojej nowej, powojennej tożsamości, dochodzi do brutalnych zabójstw młodych prostytutek. Prasa zawyrokowała, że w mieście grasuje lokalny Kuba Rozpruwacz, a jego działalność wywołuje kontrowersje w relacjach polsko - niemieckich. I tu do akcji wkracza komisarz Antoni Fischer, były oficer wojska pruskiego i polskiej armii oraz podkomisarz Albin Siewierski, pochodzący z ziem byłej Kongresówki. Obu śledczym nie brakuje zajęcia, kiedy dodatkowo okazuje się, że w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął porucznik Kajetan Karpiński rozpracowujący bolszewickich szpiegów działających w polskiej armii. Specyficzny (o czym za chwilę) duet policjantów spróbuje rozwiązać obie sprawy, zagłębiając się w poznański półświatek, który rządzi się własnymi prawami. 

Wspomniałem wcześniej o duecie policjantów, którzy prowadzą obie sprawy kryminalne. Komisarz Antoni Fischer, młody i postawny były wojskowy najpierw armii pruskiej, następnie polskiej to dobrze wychowany, opanowany bohater wojenny i poznaniak z dziada pradziada. Natomiast pochodzący z Kongresówki Albin Siewierski jest w gorącej wodzie kąpany, działa chaotycznie, licząc na szybki efekt podejmowanych działań. Kontrast między nimi rzuca się w oczy od samego początku i choć im dalej w fabułę, tym relacji miedzy policjantami jest mniej, to interakcje między nimi są siłą napędową powieści.

Zagłębiając się w fabułę Tam ci będzie lepiej, nie trudno nie zauważyć również, że od pewnego momentu wątki kryminalne ustępują obyczajowym. Owszem, policjanci prowadzą śledztwo, przesłuchują kolejnych podejrzanych, ale główny wątek historii rozmywa się w opisach Poznania i jego mieszkańców. Autor łatwo wpada w ton gawędziarski, który sprawia, że fabuła rozwija się powoli. Fakt, czyta się to wszystko bardzo dobrze, ale łatwiej jest pogubić istotne wątki. Trudno jednak nie docenić warstwy obyczajowej powieści - Poznań doczekał się bowiem powieści, w której został odmalowany barwnie i ze szczegółami. Komisarz Fischer dostrzega w swoim mieście nie tylko pruską miłość do porządku, ale i z racji zawodu dzielnice biedy, które zamieszkują drobni złodzieje, prostytutki i ludzie, którzy za odpowiednie wynagrodzenie są w stanie wiele załatwić. Warto wspomnieć, że bohaterowie posługują się gwarą poznańską, co dodatkowo uatrakcyjnia tekst powieści.

foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki


Zabierają się za lekturę Tam ci będzie lepiej, miałem wobec książki duże oczekiwania. Lubię kryminały retro, ale przyznam, że w przypadku powieści Ryszarda Ćwirleja coś mi do końca nie zagrało. Wydaje mi się, że liczyłem na więcej kryminału a mniej rozbudowanego tła obyczajowo - historycznego. Owszem, Poznań z lat dwudziestych to miasto interesujące - niekoniecznie przyjazne, ale z atmosferą, której trudno szukać w innych częściach Polski. Jednak ciągłe skupianie uwagi na kolejnych wizytach bohaterów w lokalnych restauracjach i wspominki frontowe trochę mnie nużyły. Spodobała mi się za to postać komendanta Fischera i to on jest najmocniejszym elementem tej powieści. Mam nadzieję, że będzie w stanie pociągnąć fabułę drugiego tomu, na który, mimo pewnych uwag, czekam jednak z dużym zainteresowaniem. 

Nowalijki oceniają 4/6



Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie powieści do recenzji.