sobota, 29 kwietnia 2017

"Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej" Anna Broda

www.muza.com.pl
Informacje o książce

autorka Anna Broda
tytuł Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej

wydawnictwo Muza SA
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 384

egzemplarz recenzencki










Stare porzekadło mówi, żeby nie oceniać książki po okładce. A po tytule? Przyznam, że to właśnie tytuł debiutanckiej powieści Anny Brody zachęcił mnie do przeczytania jej książki. Okładka bowiem sugeruje rodzimą wersję chick lit, gatunku który raczej nie jest dominującym w moich literackich wyborach. Już po kilkunastu stronach zorientowałem się, że czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła, bo choć nawiązań do literatury popularnej dla kobiet jest sporo, to jednak Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej okazała się ciepłą i sympatyczną powieścią obyczajową, oczywiście że o miłości, ale bez nadmiernego lukru i melodramatyzmu. 

IG Nowalijki

Marta ma wszystko. Pracę marzeń w opiniotwórczym czasopiśmie, napisaną powieść i przystojnego narzeczonego. Wyjechała z rodzinnego Krakowa do stolicy, aby rozwinąć skrzydła i zrobić karierę. Ale ... Czasopismo Implikatura Konwersacyjna jest tak niszowe, że kupuje go chyba tylko rodzina członków redakcji. Kryminał Marty ma nie tylko skomplikowaną fabułę, ale i trudny do wymówienia tytuł. I brak perspektyw na wydanie. Tylko narzeczony się zgadza - jest przystojny i wpływowy - kształtuje  wizerunki w mediach społecznościowych. I ma świetną wspólniczkę. Tyle że Marta jakoś nie może się wpisać w ramy  ich medialnego związku. Kiedy otrzymuje zaskakującą, acz smutną wiadomość, musi wrócić do rodzinnego miasta, a tam ... No cóż, tam nie pomogą jej ani rozmowy ze zdjęciem Carrie Bradshaw, ani kolejny odcinek Przyjaciół. Trzeba zakasać rękawy i stawić czoła codzienności.

Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej to pierwsza powieść Anny Brody i w mojej opinii jest to debiut bardzo udany. Autorka wymyśliła fabułę rodem z lekkich powieści dla kobiet, ale jednocześnie sprawnie ominęła mielizny charakterystyczne dla chick lit. Owszem, w powieści nie trudno dostrzec dobrze znanych wątków i tematów, ale na szczęście nie zdominowały one książki. W konsekwencji historia Marty i całej plejady jakże oryginalnych postaci to udana powieść obyczajowa, lekka i zabawna, ale z pazurem. Nie brak w niej bowiem ironii w opisie współczesnej Polski ( a raczej Warszawy i Krakowa) i krzywego zwierciadła, w którym odbijają się najnowsze treny i sezonowe mody. Marta nauczy się, że prawdziwe życie jest gdzie indziej, a świat telewizji śniadaniowych i ekskluzywnych magazynów nijak ma się do rzeczywistości. Bohaterka ma szczęście w nieszczęściu, ponieważ otoczona jest ludźmi, którym na niej zależy. I choć miłość przewija się przez całą fabułę, to autorka uczucie potraktowała z pewnym dystansem, unikając banału i różowego lukru na weselnym torcie. 

Dobrze jest czasem przeczytać książkę, która niekoniecznie wpisuje się w codzienne lektury i ulubioną tematykę. Debiut Anny Brody to oczywiście literatura rozrywkowa, ale dobrze napisaną powieść czyta się bardzo przyjemnie. To sympatyczna historia obyczajowa, którą nie razi kliszami, a jej celem jest dostarczenie inteligentnej rozrywki. I Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej spełnia te warunki. A o co chodzi z tym zakalcem i wspominaną w tytule Przybyszewską? Pewnie mógłbym to i owo zdradzić, ale ... może warto osobiście rozwiązać tę zagadkę?

Nowalijki oceniają 4+/6




Dziękuję Wydawnictwu Muza
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


środa, 26 kwietnia 2017

"Zła krew" Max Bilski

www.videograf.pl
Informacje o książce

autor Max Bilski
tytuł Zła krew

wydawnictwo Videograf
miejsce i rok wydania Chorzów 2015
liczba stron 270

egzemplarz recenzencki









Powieść kryminalna to jeden z tych gatunków literackich,  gdzie napisano już chyba wszystko. Kolejne książki w zasadzie bazują na podobnym schemacie, inaczej tylko akcentując wątki i motywy. Autorzy różnie sobie radzą w tej kwestii, czasem obudowując koleją fabułę wokół postaci głównego bohatera, czasem epatując przemocą. Max Bilski, autor Złej krwi obrał jeszcze inną drogę, zaskakując czytelnika specyficznie prowadzoną narracją. O tym, czy jest to zaleta powieści, czy może raczej wada - o tym w dalszej części tekstu.

Sięgnąłem po Złą krew nie mając kompletnie pojęcia, co mnie czeka. Niezła okładka zapowiadała thriller, ale już po pierwszych kilku rozdziałach wiedziałem już, że gatunek ten zostanie przez autora potraktowany inaczej, niż mógłbym tego oczekiwać. O samym pisarzu wiem niewiele, poza informacją, że ma na swoim koncie serię kryminalną Podróże ze Śmiercią, Zła krew to nowy cykl, a Max Bilski jest związany z dziennikarstwem. 

IG Nowalijki

Akcja powieści toczy się w sennym, prowincjonalnym miasteczku koło Raciborza. W okolicy wspomina się dawne czasy, ale mieszkańcy żyją świadomością, że najlepsze już za nimi. Żona lokalnego przedsiębiorcy popełnia samobójstwo, które wygląda jednak mocno podejrzanie. Dziennikarka wydawanego w miasteczku dziennika dostrzega pewną prawidłowość - w przeciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat podobnie odebrały sobie życie inne kobiety. Reporterka zwraca się z prośbą o pomoc do emerytowanego policjanta, którego  żona również popełniła samobójstwo. Zaczynają śledztwo, odkrywając krok po kroku prawdę o tragicznych wydarzeniach.

Wspomniałem już, że w kryminałach coraz trudniej jest o element zaskoczenia. I fabuła Maxa Bilskiego nie zadziwia skomplikowanym układem zdarzeń i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Autor kładzie nacisk na odmalowanie lokalnej społeczności, połączonej siatką wzajemnych powiązań opartych na hakach. W tej powieści każdy o każdym coś wie, każdy każdemu jest w stanie zaszkodzić. Nie ma znaczenia, że miejscem akcji jest miasteczko gdzieś na południu Polski. Skala może jest mniejsza, ale problemy mieszkańców są takie same jak w wielkich aglomeracjach. Co ciekawe, autorowi udało się stworzyć całą galerię postaci, z których żadna nie wzbudziła mojej sympatii. Rzadko mi się zdarza, abym nie złapał kontaktu z którymś z bohaterów. To zdecydowanie utrudniało odbiór powieści, a oryginalna narracja początkowo wręcz mnie do niej zniechęcała. 

Czytając Złą krew trudno nie dostrzec, że autor zdecydował się na prowadzenie narracji, która przypomina reporterskie sprawozdanie. Narrator jest blisko zarówno wydarzeń, jak i samego czytelnika, przekraczając umowną granicę między osobą opowiadającą i jej odbiorcą. Zmienia punkt widzenia, relacjonując kolejne etapy śledztwa z perspektywy różnych bohaterów. Od czasu do czasu narrator ujawnia się, informując czytelnika wprost o tym, co za chwilę. Tym samym Max Bilski zabiera swoich czytelników za kulisy tekstu, pokazując mu jego konstrukcję. Przyznam, że początkowo bardzo mi to przeszkadzało, wprowadzało bowiem chaos. I choć z czasem przyzwyczaiłem się do takiej formy podawczej, to jednak wciąż mi ona gdzieś tam zgrzytała. Pomyślałem jednak, że to chyba zamierzona stylistyka, bowiem autor jest w niej konsekwentny do końca. Taką konwencją świata przedstawionego Zła krew przypomina mi współczesną wersję powieści sowizdrzalskiej, w której istotnym elementem była humorystyka. Trudno bowiem traktować bohaterów i wydarzenia  w książce całkiem na serio. Nie zaryzykuję stwierdzeniem, że Zła krew jest parodią gatunku, ale na pewno autor spojrzał na kryminał (bo thrillera jakoś kompletnie w książce nie dostrzegam) z dużego dystansu. Czy Złej krwi wyszło to na dobre? To już każdy musi ocenić indywidualnie. 

Zdaję sobie sprawę, że fabuła Maxa Bilskiego nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Powieść, a w domyśle seria, ma pewien potencjał, ale to przecież od autora zależy, czy i w którą stronę go rozwinie. Mimo że powieść mnie nie porwała i chwilę zajęło mi, aby przyzwyczaić się do stylu autora, to zdecydowałem się, aby poznać drugi tom serii. Zakończenie dało mi do myślenia. I zakładam, że wiem, czego się spodziewać, przynajmniej w kwestii stylu.

Nowalijki oceniają 4-/6



Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję 






poniedziałek, 24 kwietnia 2017

"Czarny manuskrypt" Krzysztof Bochus

www.muza.com.pl
Informacje o książce

autor Krzysztof Bochus
tytuł Czarny manuskrypt

wydawnictwo Muza SA
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 384

egzemplarz recenzencki










Gdyby nie propozycja od wydawnictwa, pewnie nieprędko sięgnąłbym po powieść Krzysztofa Bochusa. Wprawdzie kryminał retro to jeden z moich ulubionych gatunków literackich, jednak ostatnio trafiały mi się powieści, z lektury których nie byłem specjalnie zadowolony. Autor, który nie jest bynajmniej nowicjuszem, w roli powieściopisarza jednak debiutuje. I po lekturze Czarnego manuskryptu mogę już teraz napisać, że to debiut niezwykle udany, a sama powieść warta jest uwagi. Niby w temacie kryminału z przeszłości wszystko już napisano, jednak autorowi udało się skonstruować intrygującą historię na pograniczu kilku gatunków literackich. Dobrze się więc złożyło, że powieść trafiła w moje ręce, szkoda, że wystarczyła mi na jedno długie popołudnie. 


IG Nowalijki

Fabuła Czarnego manuskryptu toczy się na początku lat 30. XX wieku. Trwa upalne lato i w sennym Kwidzynie (a zachowując historyczne nazewnictwo Marienwerder) na niemieckim Pomorzu życie toczy się wolno. Miasteczkiem od czasu do czasu wstrząsają incydenty związane z działalnością młodej partii NSDAP. Polityczne lato jest tak samo gorące, jak aura za oknem kwidzyńskich domów. Sytuacja zmienia się, kiedy w mieście zostaje bestialsko zamordowany ksiądz Gerhard Platzeck. Koszmarna zbrodnia wygląda na teatralną inscenizację i jej symbolika spędza sen z powiek lokalnej policji. Smaczku sprawie dodaje pojawienie się w miasteczku radcy kryminalnego Christiana Abella, który przejmuje śledztwo. Jego powrót po latach w rodzinne strony nie wszystkim się podoba, ale animozje z przeszłości zostają usunięte w cień, kiedy dochodzi do następnego morderstwa. Umiera kolejny duchowny z parafii przy kwidzyńskiej katedrze. Mnożą się pytania, a śledztwo, prowadzone w kilku kierunkach, przyniesie nieoczekiwane rezultaty. Czy Abell zdąży odkryć zabójcę, zanim ten zada kolejny śmiertelny cios?

Powrót dawno niewidzianego w mieście Christiana Abella rodzi wiele pytań. Dlaczego gwiazda policji z Gdańska ląduje na prowincji? Jakie tajemnice skrywa śledczy? Z pewnością to świetny policjant, pewny siebie i odważny, a przy tym znakomity obserwator rzeczywistości. Autor nie zdradza za wiele z jego przeszłości, zostawiajac tym samym możliwość rozwinięcia tej postaci w kolejnej części kryminalnej serii. Przy okazji odwiedzin rodzinnych stron Abell odkrywa oczywistość, że i Kwidzyn nie jest wolny od plotek, koterii oraz gęstej siatki wzajemnych relacji i powiązań. Lokalni działacze narodowej prawicy coraz śmielej poczynają sobie w miasteczku, siejąc strach i wieszcząc nadchodzące zmiany, płynące wprost z Berlina. To wszystko sprawia, że radca kryminalny nie ma łatwego zdania. Śledztwo prowadzi na podstawie poszlak, a nowe hipotezy okazują się nieistotnymi dla sprawy wymysłami. Co gorsze, kolejne odkrycia ambitnego i upartego Abella ściągają na niego ogromne niebezpieczeństwo. Tropy prowadzą zarówno do podziemi kwidzyńskiej katedry, jak i do krypt, odnawianego właśnie, zamku krzyżackiego w Malborku.

Powieść Krzysztofa Bochusa to bardzo udane połączenie kilku gatunków literackich. Dominuje oczywiście kryminał w stylu retro, ale trudno nie dostrzec także elementów thrillera i powieść historycznej. Miłośnicy tej ostatniej znajdą w książce ciekawostki dotyczące niemieckiego Pomorza, informacje o dziełach sztuki i odwołania do średniowiecznych tekstów. Na wszelki wypadek uspokajam - wszystko podane jest w przystępnej formie, charakterystycznej dla powieści gatunkowej o wyraźnym charakterze rozrywkowym. A ta jest na wysokim poziomie, bowiem autor unika dłużyzn i dba o utrzymanie dobrego tempa wydarzeń. Oczywiście zaskakuje, ale tym samym sprawia, że powieść czyta się z wielką przyjemnością. Intryga kryminalna jest nietuzinkowa, ciekawie powiązana z przeszłością miasta. Krzysztof Bochus sprytnie zaciera granicę między prawdą historyczną i fikcją, sprawnie manewrując wątkami i motywami. 

Nie wiem, czy dla autora i jego czytelników będzie to rekomendacja, ale ... czytając Czarny manuskrypt z tyłu głowy miałem dwa nazwiska - Eco i Brown. Trudno bowiem nie zestawić fabuły odnoszącej się do przeszłości z Imieniem róży Umberto Eco. Z kolei Dan Brown skojarzył mi się z szybką akcją, wieloznacznością symboliki dzieł sztuki i swobodą w żonglowaniu znanymi motywami. Krzysztof Bochus jest gdzieś pomiędzy wspomnianymi autorami, a jego debiut powieściowy znakomicie wpisuje się w nurt powieści z pogranicza sensacji i historii. To oczywiście propozycja dla czytelników, którzy na pewne wydarzenia w fabule mogą patrzeć z przymrużeniem oka i nie przeszkadzają im konieczne skróty, charakterystyczne dla powieści  z pogranicza gatunków. A mnie już teraz cieszy wiadomość, że Christian Abell powróci w nowej powieści jesienią. Wtedy też okaże się, czy nowa powieść utrzyma wysoki poziom debiutu. Trzymam kciuki, aby tak było. 

Nowalijki oceniają 5+/6





Dziękuję Wydawnictwu Muza
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





sobota, 22 kwietnia 2017

"Kluczowy świadek" Jørn Lier Horst [PATRONAT BLOGA/PRZEDPREMIEROWO]

www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Kluczowy świadek
tytuł oryginału Nøkkelvitnet
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2017
liczba stron 336

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga







Jeszcze do niedawna polski czytelnik mógł narzekać na fakt, że kryminalna seria o komisarzu Williamie Wistingu wydawana jest niechronologicznie. Ten brak ciągłości nie ma wpływu na kolejne śledztwa, gdyż każda powieść to zamknięta całość fabularna. Niekonsekwencję widać w kwestii życia rodzinnego policjantów z Larviku, ale trudno uznać to za element utrudniający lekturę. Wraz z wydaniem Kluczowego świadka, fani powieści Jørna Liera Horsta nareszcie odetchną z ulgą. Tak, jak obiecało, wydawnictwo Smak Słowa zdecydowało się opublikować brakujące części, począwszy od pierwszego tomu. Po Kluczowym świadku na wydanie czekają jeszcze cztery i czytelnicy będą na bieżąco - wraz z prequelem Gdy mrok zapada - cykl o Wistingu liczy jedenaście tomów. I jak napisał sam autor w przedmowie do polskiego wydania, z pewnością na dziesiątym tomie się nie skończy. Niezmiernie mnie to cieszy, bo choć nie wszystkie dotąd czytane przeze mnie tomu podobały mi się tak samo, to tę serię uwielbiam i nie dam sobie o niej powiedzieć złego słowa. 

Wszystko wskazuje na to, że leciwy Preben Pramm został zamordowany podczas nocy świętojańskiej. Staruszek przed śmiercią był torturowany, a jego mieszkanie wygląda na splądrowane - ciekawe, czego w domu raczej niezbyt majętnego samotnika szukali potencjalni zabójcy? Co takiego połączyło Pramma ze światem przestępczym? Przybyły na miejsce komisarz William Wisting początkowo stawia sobie podobne pytania, ale trwające potem śledztwo długo nie przynosi żadnych odpowiedzi. Bystre oko komisarza wyłapuje dziesiątki drobiazgów, z których wraz z innymi śledczymi Wisting snuje kolejne możliwe schematy wydarzeń. Co z tego, skoro za każdym razem okazuje się, że jednak nie tędy droga. Frustracja narasta wprost proporcjonalnie do nacisków prasy i kolejnych teorii spiskowych. Śledztwo stoi w miejscu - do czasu ...

IG Nowalijki


Kluczowy świadek to pierwszy tom cyklu z komisarzem Williamem Wistingiem. Powieść szczególna, gdyż Horstowi za jej kanwę posłużyła autentyczna zbrodnia, przy próbie rozwikłania której pracował sam autor, wtedy świeżo mianowany policjant. Celowo napisałem próbie, gdyż do dziś sprawa nie została rozwiązana. Autor dla potrzeb swojej fabuły zmienił wiele faktów, śledztwo Wistinga doprowadził do końca, ale główny wątek pozostał taki sam. Różnicę widać także w porównaniu Horsta z Wistingiem. Bohater powieści nie jest bynajmniej policyjnym żółtodziobem, ma za sobą osiemnaście lat służby i opinię bardzo dobrego i bystrego, a przede wszystkim, skrupulatnego fachowca. Skrupulatność to zresztą słowo - klucz do interpretacji całej serii. Horst wykreował kryminał według własnej definicji gatunku, skupiając uwagę śledczych (i tym samym czytelników) na powolnym, dokładnym analizowaniu dowodów i przesłanek. Mocną stroną kolejnych śledztw Wistinga jest wiarygodność i merytoryczność w opisie prowadzonych działań. Fani szybkich pościgów i akcji zmieniającej się jak w kalejdoskopie z pewnością nie będą usatysfakcjonowani prozą Horsta. Ba, będą nawet znudzeni. Wszyscy inni, szczególni ci, którzy cenią sobie trochę wolniejsze tempo i specyficzny klimat, powinni być zadowolni. 

Pierwsza część kryminalnej serii Jørna Liera Horsta uświadomiła mi, jaką drogę przejdzie zarówno sam autor, jak i jego bohaterowie. Komisarz William Wisting jest jeszcze w pełni sił, choć gdzieś z tyłu głowy ma rosnące wątpliwości związane z wykonywanym zawodem. Czytelnicy poznają też jego życie prywatne, na razie w subtelny sposób odwołujące się do żony Wistinga i do niełatwego życia pod jednym dachem z policjantem. Zarysowane jedynie tło obyczajowe i spostrzeżenia komisarza dotyczące zmieniającej się Norwegii w kolejnych tomach zostaną wyeksponowane, poprzez połączenie ich z kolejnymi zbrodniami. Im dalej w serię, tym narastająca frustracja Wistinga, ale i poczucie przemijalności. Jest więc bardziej nostalgicznie, a nawet melancholijnie, ale dzięki temu powieść kryminalna zyskuje głębsze tło.

Fanów powieści Jørna Liera Horsta, którzy tak, jak ja, poznali jego twórczość od środka, nie muszę zachęcać do lektury. Czytelnicy, przed którymi dopiero spotkanie z policjantami z Larviku, mają okazję, aby zacząć od początku (a nawet od prequela). A nas wszystkich czekają w tym roku jeszcze dwa niewydane dotychczas tomy - Zaginięcie Felicji oraz Gdy sztorm nadchodzi. Już nie mogę się doczekać.

Nowalijki oceniają 5+/6





Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i agencji Business&Culture
za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.
Wydawnictwu dziękuję za możliwość objęcia powieści patronatem medialnym bloga.

piątek, 21 kwietnia 2017

"Ludzie doskonali" Peter James

www.albatros.com
Informacje o książce

autor Peter James
tytuł Ludzie doskonali
tytuł oryginału Perfect People
przekład Paweł Lipszyc

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 512

egzemplarz recenzencki
recenzja dla portalu www.lubimyczytac.pl






Peter James, brytyjski powieściopisarz i scenarzysta, najbardziej znany jest z serii kryminałów z detektywem Royem Grace'em. Za ten cykl otrzymał prestiżową Diamond Dagger, nagrodę dla autorów powieści sensacyjnych. Niektóre tytuły o śledztwach detektywa Grace'a zostały wydane kilka lat temu po polsku. Ludzie doskonali to zamknięta całość fabularna, podobnie jak wydany wcześniej Dom na wzgórzu (tutaj),  który zdobył tytuł Książki roku 2016 portalu Lubimy czytać. Choć obie powieści dzieli podjęta tematyka, to mają także pewien element wspólny, o czym w dalszej części tekstu. 

Ludzie doskonali to historia młodego małżeństwa, które postanawia zrobić wszystko, aby uniknąć w życiu kolejnej tragedii. Pracownik naukowy jednego z kalifornijskich uniwersytetów i specjalistka PR z branży filmowej przeżyli śmierć ukochanego syna, który zmarł na rzadką chorobę genetyczną. Oboje rodzice są nosicielami śmiercionośnego genu i istnieje ryzyko, że kolejne dziecko spotka podobny los. Dlatego nie szczędzą środków, aby potomek urodził się zdrowy. Biorą udział w niezwykle niebezpiecznym projekcie doktora Leo Dettore, który pomoże im zaprojektować doskonałe dziecko. Ingerencja w ludzki genotyp wydaje się ryzykowna, zarówno moralnie, jak i zdrowotnie. Wkrótce Naomi Klaesson zachodzi w ciążę, a zanim urodzi, wokół kliniki zaczną dziać się niepokojące zdarzenia. Małżeństwo Klaessonów nie zdawało sobie sprawy z niebezpieczeństwa, na jakie narazili swoją, wciąż bardzo kruchą rodzinę.


IG Nowalijki

Powieść Petera Jamesa to sprawnie napisany thriller z elementami science fiction. Z tym, że genetycznie projektowani ludzie coraz mniej przypominają fikcję, a coraz bliżej im do prawdy. Ludzie doskonali pokazują zarówno proces tworzenia doskonałego zestawu genów, jak i skutki takich działań. Rodzice i dzieci tak zaprojektowane, narażone są na niebezpieczeństwo ze strony fanatycznych przeciwników takich metod, jak i ciekawskiej opinii publicznej, dla której ulepszone dzieci są wdzięcznym tematem do  dyskusji. Autor nie staje po żadnej ze stron, nie taka też jest rola jego powieści. Za  cel postawił sobie pokazanie mechanizmu, który być może za kilka lat będzie standardową procedurą dla przyszłych rodziców. John i Naomi Klaessonowie, podobnie jak i inni rodzice, są po części beneficjentami i ofiarami działalności doktora Dettore. Istotnym wątkiem powieści jest bowiem ukazanie stopniowego rozpadu rodziny, która nie potrafi poradzić sobie z konsekwencjami podjętych decyzji. 

Uważny czytelnik zwróci z pewnością uwagę, że fabuła Ludzi doskonałych Petera Jamesa jest mu dziwnie znajoma. Autor nawiązuje bowiem do popularnych w latach siedemdziesiątych tematów z powieści Iry Levina. Mam na myśli Żony ze Stepford (w mniejszym stopniu) i Chłopców z Brazylii. Wymienione książki to klasyczne thrillery science fiction, powieści zresztą sfilmowane. James inspiruje się motywami zaczerpniętymi z tych historii i tworzy własną, uwspółcześnioną wizję niedalekiej przyszłości. Wizję kuszącą, ale i przerażającą, co dosadnie przedstawił w Ludziach doskonałych. Podobny chwyt wykorzystał przy pisaniu Domu na wzgórzu, z tą tylko różnicą, że inspirował się starymi horrorami, w których ważniejsza od krwawych jatek jest atmosfera grozy i niepewności. 

Ludzie dokonali to przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubią znane tematy w nowej odsłonie. Nie po raz pierwszy Peter James bawi się ogranymi motywami, tworząc z nich współczesną historię. Powieść długo się rozkręca, ale w pewnym momencie akcja przyspiesza i tym samym wzrasta zadowolenie z lektury. Autor dość sprawnie buduje napięcie i wprowadza atmosferę niepokoju, rzucając pod nogi młodego małżeństwa kolejne kłody. Zakończenie powieści może trochę zaskakiwać, ale bardzo udanie wpisuje się w przyjętą przez autora konwencję. Przyjemna, dobrze napisana literatura rozrywkowa na niezłym poziomie. 

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Już mnie nie oszukasz" Harlan Coben

www.albatros.com
Informacje o książce

autor Harlan Coben
tytuł Już mnie nie oszukasz
tytuł oryginału Fool me once
przekład Robert Waliś

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 416

egzemplarz recenzencki








Każda nowa powieść Harlana Cobena od razu staje się bestsellerem. Czytelnicy na całym świecie pokochali najpierw styl, a zaraz potem bohaterów jego powieści. Nazwisko autora stało się synonimem literatury sensacyjnej na wysokim poziomie, gwarantującej emocje i fabularny rollercoaster. I choć ostatnie książki Cobena są, w moim odczuciu, nieco słabsze, to najnowsza powieść Już mnie nie oszukasz nadal gwarantuje niezłą rozrywkę. Tyle że jednak bez oczekiwanego efektu Wow!


IG Nowalijki


Maya Stern, była pilot śmigłowców bojowych, ma za sobą lata wiernej służbie w armii i udział w misjach wojskowych w Iraku i Afganistanie. W wyniku jej błędu na jednej z wypraw giną cywile, a Stern zostaje zmuszona do odejścia z armii. Obecnie naucza pilotażu, ale prywatnie walczy z zespołem stresu pourazowego. Na domiar złego przeżywa koleją tragedię. Na jej oczach zostaje zastrzelony ukochany mąż Joe. Maya postanawia przyjrzeć się bliżej sprawie, oddając w ten sposób hołd zmarłemu. Im mocniej angażuje się w prywatne śledztwo, tym mroczniejsze okazują się wnioski dotyczące zarówno bogatej rodziny męża, jak i samej Stern. Finał sprawy okaże się zaskakujący. 

Już mnie nie oszukasz to kolejna powieść Cobena, w której autor niezwykle sprawnie żongluje znanymi motywami i wątkami. Wojenna przeszłość głównej bohaterki, skrzętnie ukrywane tajemnice rodzinne, przekręty i chęć wzbogacenia się za wszelką cenę pojawiały się już w innych książkach amerykańskiego pisarza.  Fabuła opiera się na przekonaniu, że nic nie jest takie, jakie wydaje się na początku, a prawda jest względna i zależy od punktu patrzenia. W nowej powieści ten punkt jest nie tylko metaforą, ale i konkretnym wydarzeniem, które zmienia optykę spojrzenia na konkretne fakty. 

Maya Stern to postać mało sympatyczna, ale skomplikowany charakter nie przeszkadza w dopingowaniu jej w działaniach zmierzających do odkrycia prawdy. Stern walczy sama, zarówno z dręczącymi ją koszmarami z ostatniej misji, jak i z potężniejszymi od niej ludźmi, którzy nie poskąpią środków, aby brudne grzeszki z ich przeszłości nie ujrzały światła dziennego. Maya jest zaprawiona w bojach, ale i ona będzie zmuszona do wielkiego wysiłku, aby dotrzeć do sedna i odkryć, co tak naprawdę wydarzyło się pewnego dnia w parku, kiedy zginął jej mąż. Pytanie czy prawda, jaką odkryje, wyzwoli bohaterkę, czy może kompletnie załamie?

Wspomniałem na wstępie, że w ostatnich powieściach Cobena brakuje mi efektu Wow! Owszem, fabuła ma dobre tempo, wyrazistych bohaterów i tę specyficzną narrację, w której autor jest blisko czytelnika i właściwie jak kumplowi opowiada kolejną historię. Już mnie nie oszukasz czyta się szybko, ale z poczuciem, że Coben nie ma w niej nic specjalnie ciekawego do powiedzenia. To kryminał skrojony według opracowanego do perfekcji schematu, zaskakujący, ale niezachwycający. Po prostu solidna rzemieślnicza robota. 

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.

piątek, 14 kwietnia 2017

"Nic oprócz śmierci" Magdalena Knedler [PATRONAT BLOGA]

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Magdalena Knedler
tytuł Nic oprócz śmierci

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 531

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga









Każda historia kiedyś się kończy. Nie inaczej jest z serią kryminalną Magdaleny Knedler o Annie Lindholm. Zanim jednak czytelnicy na dobre pożegnają się z byłą policjantką, wcześniej wraz z nią wybiorą się do Wiednia. Miasta, które urzeka zabytkami, kusi życiem artystycznej bohemy i uwodzi ... zbrodnią. Magia miasta sprawia, że połączenie sztuki z namiętnością prowadzi do morderstw, które jednocześnie budzą odrazę, jak i fascynują niejednoznacznym odwołaniem do motywów ze sztuki. Nic oprócz śmierci to wieńczący trylogię tom i najbardziej skomplikowana sprawa kryminalna, z jaką musiała zmierzyć się Anna. Śledztwo, w którym przyjdzie jej uczestniczyć, pokaże miasto, artystów i sztukę w nowym, raczej niecodziennym świetle. 


IG Nowalijki

Od wydarzeń opisanych w poprzedni tomie mijają cztery miesiące. Anna i Antonio przyjeżdżają do Helu, aby rozpocząć kolejny etap związku. Ich relacja jest wciąż dość krucha, ale można sądzić, że sprawy zaczynają wreszcie układać się po ich myśli. Pojawia się pomysł, aby w domu rodzinnym Anny otworzyć pensjonat, którym będzie zarządzać Lempi. Anna powoli zaczyna godzić się z burzliwą przeszłością, ale pozorny spokój psuje telefon od tajemniczej kobiety. A na horyzoncie pojawia się Leon.

W Wiedniu zostaje zamordowana piękna Marlene Sachs - artystka i modelka, związana ze wschodzącą gwiazdą wiedeńskiego światka artystycznego. Głównym podejrzanym o dokonanie morderstwa jest były partner Sachs - Ernst Bauer. To w jego atelier znaleziono ciało kobiety, upozowane na wzór klasycznej rzeźby, nawiązującej do jednego z obrazów Oskara Kokoschki. Nic nie wydaje się oczywiste, a im dalej w śledztwo, tym więcej niewiadomych. Co tak naprawdę wydarzyło się w pracowni młodego rzeźbiarza? Kiedy w Lesie Wiedeńskim zostają znalezione kolejne zwłoki wiadomo już, że sprawa zacznie zataczać coraz szersze kręgi. Anna Lindholm, poproszona o pomoc w rozwiązaniu zagadki, będzie zmuszona spojrzeć na Wiedeń i jego mieszkańców z zupełnie innej perspektywy. 

Każde nowe śledztwo Anny Lindholm rozgrywa się w innej scenerii. Były Ystad i Hel, roztańczona Wenecja, jest Wiedeń. Miasto artystów i zabytków, gdzie stare i nobliwe skutecznie konkuruje z nowoczesnym i niejednoznacznym, aż prosiło się o to, by stać się tłem dla historii kryminalnej. I autorka wykorzystuje tę możliwość, odchodząc jednak od sztampowych widoczków stolicy Austrii na rzecz miejsc zdecydowanie bardziej oryginalnych a tym samym również nieoczywistych. Wystarczy wspomnieć Cmentarz Centralny i inne miejsca na mapie miasta. Jest ich w powieści wiele, a wszystkie łączy związek ze śmiercią, która w Wiedniu traktowana jest nieomal jak artystyczny happening. Tę wielowiekową tradycję na styku obyczajowości i sztuki autorka wykorzystała, czyniąc z niej wiodący wątek najnowszej powieści. Miasto niechętnie odkrywa przed czytelnikami i bohaterami swoje sekrety, sprytnie ukryte, czy to w zakamarkach historii, czy to w konkretnych dziełach artystów. Nic oprócz śmierci imponuje dokumentacją, dzięki czemu fikcja literacka miesza się z rzeczywistością, a czytelnik ma szansę poznać miasto z zupełnie nieznanej perspektywy. Stąd w tekście liczne odwołania do artystów tworzących w Wiedniu, ich dzieł i biografii, ciekawostki o mieście i jego mieszkańcach. 

Nic oprócz śmierci to powieść o misternej konstrukcji, w której każdy element jest tak samo ważny. Magdalena Knedler skomponowała intrygę, wciągającą czytelnika w świat, w którym bohaterowie budzą sprzeczne uczucia, ukrywając grzechy z przeszłości. Niechlubna historia miesza się z niejasną teraźniejszością, a artystyczne uniesienie równe jest przyziemnym namiętnościom. Autorka z lubością podrzuca mylne wskazówki, mnoży rozwiązania, pozwala kluczyć bohaterom po obrzeżach Wiednia, narażając ich na realne niebezpieczeństwo.

Ostatnią sprawę Anny Lindholm charakteryzuje nie tylko wielopoziomowa intryga, ale i klimat - zauważalnie bardziej mroczny, niż w poprzednich odsłonach cyklu. To ciekawe, jak z tomu na tom Magdalenie Knedler udało się odejść od kryminału w skandynawskim stylu do prozy o bardzo charakterystycznym i rozpoznawalnym rysie, podkreślającym fascynację autorki sztuką i literaturą. Nic oprócz śmierci to w moim odczuciu naturalna kontynuacja tematyki i stylu poprzedniej części. Nie mam na myśl jedynie bohaterów, ale właśnie wątki łączące popularny gatunek powieści kryminalnej z ambitną powieścią obyczajową z tak zwanym kluczem.


IG Nowalijki

A Anna? No cóż, Anna wciąż stoi przed tymi samymi dylematami, choć raczej na pewno nie będzie już budzona świeżo wyciskanym sokiem. Rozdarta między dwoma mężczyznami, będzie musiała podjąć ostateczną decyzję. Jaką? Nie jest tajemnicą, że dla kogoś bardzo bolesną. Lindholm, w moim odczuciu, trochę przygasła w tej części, oddając pola innym bohaterom. A może tak tylko mi się wydaje, mając w tyle głowy myśl o ostatnim z nią spotkaniu?

Nic oprócz śmierci to mocne zwieńczenie kryminalnej serii. Lektura satysfakcjonująca, choć wymagająca od czytelnika zarówno skupienia, jak i otwartego umysłu. Magdalena Knedler podjęła się napisania historii, w której umiejętnie połączyła zbrodnię z namiętności z namiętnością do sztuki. Wciągnęła czytelnika w gąszcz wątków i motywów, które przecinają się na jednej z najwiekszych nekropolii w Europie. Inteligentna powieść dla fanów nieoczywistych rozwiązań fabularnych. 

Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie powieści do recenzji
i możliwość objęcia jej patronatem medialnym bloga




wtorek, 11 kwietnia 2017

"Nocny stalker" Robert Bryndza

www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce

autor Robert Bryndza
tytuł Nocny stalker
tytuł oryginału A Night Stalker
przekład  Emilia Skowrońska

wydawnictwo FILIA/FILIA Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 416

egzemplarz recenzencki








Robert Bryndza to jeden z tych pisarzy, o książkach którego można napisać, że wciągają od pierwszego rozdziału i nie pozwalają oderwać się od fabuły. To oczywiście banał, frazes, który spokojnie da się przypisać wielu autorom powieści sensacyjnych, pewnie nawet lepiej piszących i bardziej znanych od Bryndzy. Co z tego, skoro druga powieść z kryminalnej serii o głównej inspektor Erice Foster naprawdę nie pozwala oderwać się od lektury. Nocny stalker  zaskoczył mnie pozytywnie, udowadniając, że niezwykle udana Dziewczyna w lodzie (tutaj) nie była tylko jednorazowym sukcesem pisarza.


Londyn nawiedza fala obezwładniającego upału. Policjanci, z Eriką Foster na czele, otrzymują zgłoszenie o morderstwie dokonanym na znanym lekarzu w eleganckiej dzielnicy miasta. Miejsce zbrodni i sposób, w jaki mężczyzna został pozbawiony życia, nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Wiele wskazuje na śmierć o podłożu seksualnym, inną wersję prawdopodobnych wydarzeń przedstawia matka zamordowanego. Foster rozpoczyna dochodzenie, kiedy niespodziewanie otrzymuje od zwierzchnika propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia. Jej kariera w policji zależy od ruchu, jaki wykona. Tymczasem w Londynie giną kolejni mężczyźni i policjanci zaczynają dostrzegać powtarzalność działań mordercy. Erika nawet nie zdaje sobie sprawy, jak niebezpieczne może być dla niej to śledztwo.

Nocny stalker to druga z serii historia kryminalna z bohaterką, obok której nie sposób przejść obojętnie. Erika Foster nie ma łatwo i nie mam na myśli tylko kolejnych kłód rzucanych jej pod nogi podczas nowego śledztwa. Świat powieści kryminalnych zaludniają już od dawna silne, tajemnicze i charyzmatyczne kobiety. Erka nie jest więc ani pierwszą, ani tym bardziej jedyną postacią. To, co ją wyróżnia, to słowackie pochodzenie i niedawna tragedia, której bolesne echa wciąż obecne są w jej życiu. Bryndza w drugim tomie odsłania trochę więcej faktów z biografii Eriki, tłumacząc tym samym jej szorstki charakter. Przy okazji rozszerzył spektrum bohaterów, mocniej osadzając część z nich w fabule. Nadal jednak zostawił sobie wiele niedopowiedzeń, mając w zanadrzu pomysły na kolejne części cyklu. 

W toku fabuły Robert Bryndza mnie zaskoczył. Mniej więcej w połowie wyjawił bowiem personalia i motyw działania mordercy. Przez moment zastanawiałem się, czy to aby nie za szybko, ale okazało się, że nie doceniłem pomysłu autora. Odsłonienie przed czytelnikami tej tajemnicy nie wpłynęło negatywnie na akcję. Wręcz przeciwnie - dodało jej mocniejszych barw i głębi. Autor sprytnie wplótł do wydarzeń rozważania o charakterze psychologicznym. Zwraca bowiem uwagę na źródło zła, które potrafi skutecznie zniszczyć człowieka, latami pozbawiając go prawa do godnego życia. Granica między psychicznym bólem i fizycznym cierpieniem okazuje się bardzo iluzoryczna, o czym Erika przekona się na własnej skórze. 

Nowa powieść Roberta Bryndzy zaskakuje także większą, niż w poprzedniej książce, ostrością i dosadnością. Morderstwa mężczyzn są przedstawione z wiernym odwzorowaniem rzeczywistości. Nie jest może bardzo drastycznie, ale sposób, w jaki giną kolejne ofiary, działa na wyobraźnię. 


W zakończeniu powinienem napisać o tym, o czym wspomniałem we wstępie. Nie będę się powtarzał, ale dodam, że ostatnie rozdziały czyta się błyskawicznie a finał ... No cóż finał, jak w dobrym serialu, zostawia czytelnika z niezłym cliffangerem. Ale powiedzmy sobie szczerze, któż z nas tego nie uwielbia? I mamy komfort - co najmniej dwa tomy czekają w kolejce na wydanie w Polsce. 

Nowalijki oceniają 5/6



za udostępnienia książki do recenzji.

niedziela, 9 kwietnia 2017

"Zgubna trucizna" Katarzyna Kwiatkowska

www.znak.com.pl
Informacje o książce

autorka Katarzyna Kwiatkowska
tytuł Zgubna trucizna

wydawnictwo Znak
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 464

egzemplarz recenzencki










Przepadam za kryminałami retro. Mój czytelniczy gust ukształtowały oczywiście powieści Agathy Christie, która chcą nie chcąc, wytyczyła cechy tego gatunku literackiego. Książki spod znaku cosy mysteries charakteryzuje niespiesznie prowadzona fabuła, bez gwałtownych zwrotów akcji. Zamiast pościgów i opisów krwawych jatek, czytelnik otrzymuje skomplikowaną, często wielopoziomową historię, która obudowana jest wokół wyrazistych postaci i tajemnicy, której zagadkę muszą rozwikłać bohaterowie powieści. Istotnym, a nawet napisałbym nieodzownym elementem kryminałów retro jest rozbudowane tło wydarzeń; oddany z pietyzmem, ale bez niepotrzebnego zadęcia, klimat epoki. Stąd w tego typu powieściach występują liczne opisy strojów i obyczajów, starannie odwzorowana jest topografia. Istotne okazują się elementy języka, którym ludzie posługiwali się w czasie, kiedy toczy się akcja książki. Katarzyna Kwiatkowska, której Zgubna trucizna jest piątą powieścią o Janie Morawskim, odważnie kroczy drogą wytyczoną przez angielską Królową Kryminałów i po swojemu adaptuje na polski grunt kryminał osadzony w przeszłości.


IG Nowalijki

Akcja Zgubnej trucizny przenosi się do Poznania początku XX wielu. Belle époque trwa w najlepsze. Kończy się ostatni tydzień karnawału i poznańskie wyższe sfery bawią się na uroczystych balach. Do miasta przybywa Jan Morawski, który został wezwany, aby detektywowi Banku Rzeszy Oskarowi Krause pomóc w ujęciu szajki fałszerzy pieniędzy. Przy okazji śledztwa Morawski odkrywa, że kwestia podrabianej waluty to tylko czubek góry lodowej, a prawdziwe problemy kryją się gdzie indziej. Czy wydarzenia, w których uczestniczy Jan, mają na celu kompromitację Polaków przez zaborcę? Gdy dochodzi do morderstwa, a potem następnych, Jan Morawski staje się pierwszym podejrzanym. Jego reputacja zostanie narażona na szwank, ale bohater zrobi wszystko, aby udowodnić swoją niewinność. Jak zawsze może liczyć na swojego wiernego kamerdynera.

W nowej powieści o detektywie wywodzącym się z bogatego ziemiaństwa, Katarzyna Kwiatkowska wysłała swojego bohatera z wielkopolskiej prowincji do samego serca regionu -  Poznania. To wokół Bazaru toczy się akcja powieści, a Jan będzie miał do czynienia nie tylko z równymi sobie, ale także pozna mieszkańców szemranych okolic miasta. Taki pomysł na fabułę pozwolił autorce na odmalowanie, z dbałością o szczegóły, Poznania z początku nowego stulecia. Stąd przywołanie zarówno postaci historycznych, ważnych dla miasta i regionu, jak i miejsc, które dziś wyglądają z pewnością trochę inaczej, ale stanowią nieodzowny element stolicy Wielkopolski. Z racji pochodzenia Jana, uwaga czytelników skupia się na wyższych warstwach społecznych, choć nie brakuje w książce gorzej urodzonych. Trzeba jednak podkreślić, że Katarzyna Kwiatkowska żadnej z warstw społecznych nie faworyzuje. Łatwo to dostrzec podczas kolejnych balów, które okazywały się swoistym targiem niewolników, a pisząc precyzyjniej targiem matrymonialnym, areną bezwzględnej walki nobliwych matron o co smaczniejsze kąski dla swoich córek. Jan Morawski, zamożny i przystojny, jest ustawicznie narażony na złapanie w sidła małżeństwa. Natrudzi się nasz detektyw, o natrudzi, aby nie wpaść w koleją pułapkę przebiegłych swatek, ale podczas kolejnych uroczystych zabaw zdobędzie wiele cennych informacji. I to ze skrawków rozmów, ploteczek i towarzyskich złośliwości ułoży sobie prawdziwy obraz niedawnych wydarzeń. Wraz z Janem i Mateuszem czytelnik przemierzy  nie tylko eleganckie sale balowe poznańskiego Bazaru, ale i odwiedzi sutereny, których mieszkańcy znają odpowiedzi na wiele pytań, które w toku śledztwa zada sobie Morawski. 

IG Nowalijki

Zgubna trucizna ma wszystkie cechy zarówno kryminału retro, jak i stylu Katarzyny Kwiatkowskiej. Sięgając po jej kolejną powieść należy nastawić się na wolno rozwijającą się fabułę, w której zagadka kryminalna lubi umknąć gdzieś między jednym, czy drugim opisem, w detalach oddającym urok i klimat epoki. Przyznam, że momentami książka mnie nużyła, a główny temat Zgubnej trucizny zanikał gdzieś między jednym balem a drugim. Podobne odczucie miałem przy lekturze Zbrodni w szkarłacie, ale znając już styl autorki, nie zżymam się na rozbudowaną warstwę obyczajową. Co więcej, doceniam ogrom pracy przy dokumentacji do Zgubnej trucizny, bowiem powieść w takiej właśnie formie realizuje założenia powieści kryminalnej osadzonej w przeszłości. 

Nowa książka Katarzyny Kwiatkowskiej to może nie hołd, ale głęboki ukłon autorki złożony miastu, które na kartach powieści raz jeszcze ożywa blaskiem belle époque. Czytelnik z zainteresowaniem podążał wraz z Janem ulicami Poznania, towarzysząc mu w zmaganiach zarówno z zagadką kryminalną, jak i czyhającymi na jego osobę kandydatkami na żonę. W tle fikcyjnych wydarzeń pojawia się prawdziwa historia z działalnością znienawidzonej Hakaty na czele i ciekawostki z przeszłości. Polecam i to bardzo, ale i radzę uzbroić się w cierpliwość. Wtedy pełna satysfakcja z lektury powieści będzie gwarantowana.

Nowalijki oceniają 5-/6



Dziękuję Wydawnictwu Znak
za udostępnienie powieści do recenzji.




wtorek, 4 kwietnia 2017

"Trąf, trąf, Misia, Bela" Dagmara Andryka

www.proszynski.pl
Informacje o książce

autorka Dagmara Andryka
tytuł Trąf, trąf, Misia, Bela

wydawnictwo Prószyński i S - ka
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 480

egzemplarz recenzencki










Z redaktor Martą Witecką czytelnicy spotkali się po raz pierwszy przy okazji debiutanckiej powieści Dagmary Andryki Tysiąc (tutaj). Historia miasteczka Mille, skażonego tajemniczą klątwą z przeszłości, okazała się znakomitym pretekstem do zaprezentowania fabuły, łączącej w sobie kryminał, powieść obyczajową i gatunek bliski mystery. Aż trudno uwierzyć, że wciągająca od pierwszych stron i trzymająca w napięciu do samego końca opowieść to debiut Dagmary Andryki. Z tym większym zaciekawieniem sięgnąłem po kolejną książkę autorki, zastanawiając się, jak pisarka poradziła sobie z syndromem drugiej powieści. Niebagatelnym argumentem była również postać Marty Witeckiej, która ma duży potencjał fabularny i tylko od pomysłowości autorki zależy, na ile dziennikarka wpuści czytelnika do swojego świata.

Trąf, trąf, Misia, Bela rozpoczyna się w kilkanaście miesięcy po wydarzeniach opisanych w powieści Tysiąc. Marta wydała właśnie znakomicie przyjęty reportaż o Mille i promuje książkę, spotykając się z czytelnikami. Na jednym z takich spotkań zostaje zaskoczona przez jedną z uczestniczek. Kobieta prosi Martę o pomoc w rozwiązaniu tajemniczej zagadki śmierci osoby z otoczenia czytelniczki. Dziennikarka odmawia, ale kiedy w niecodziennych okolicznościach umierają następni członkowie obozu sportowego sprzed trzydziestu lat, postanawia pomóc w rozwikłaniu zagadki. Całe lata temu grupa młodych ludzi, uczestników obozu sportowego, tworzy elitarną grupę, do której należeć chciał każdy, ale szansę mieli nieliczni. Przyjaźń scalała wiedza o słabościach i skrzętnie ukrywanych grzeszkach. I kiedy pod koniec wyjazdu rzucają sobie wyzwanie w takt popularnej wyliczanki, nie sądzą, że  niebyt mądry żart ktoś potraktuje na serio. Zaczynają ginąć ludzie, a przepowiednia zaczyna się spełniać.

Nowa powieść Dagmary Andryki to rasowy kryminał, w którym zbrodnia jest tak samo ważna, jak ciekawie ujęty wątek obyczajowy. Owszem, w tajemniczych okolicznościach giną ludzie, krąg podejrzanych raz się zacieśnia, to znowu rozszerza o nowe postaci. Autorka już poprzednio udowodniła, że ma dryg do skomplikowanej, wielopoziomowej intrygi z dużą liczbą bohaterów. Biografie grupy przyjaciół z obozu sportowego w Trzciance są bogate, ale to właśnie w ich przeszłości należy doszukiwać się prawdziwego źródła współczesnych problemów. Warstwa obyczajowa, nawiązująca we wspomnieniach do początku lat osiemdziesiątych, przenosi czytelnika do świata, którego już nie ma. I choć bohaterowie noszą marmurkowe dżinsy i tapirowane fryzury, to jednak problemy nastolatków aż tak bardzo się nie zmieniły. Potrzeba akceptacji przez grupę, docenienie przez rówieśników, wreszcie poczucie przynależności do zamkniętego kręgu elity wakacyjnego wyjazdu wydają się dziecinne, ale czy aż tak bardzo odległe od dzisiejszego świata? 

IG Nowalijki

Warto spojrzeć na Trąf, trąf, Misia, Bela szerzej, nie ograniczając się do jedynie interpretacji w ramach gatunku powieści kryminalnej. Trudno bowiem nie podkreślić, że autorka pokazuje, jak łatwo z ofiary stać się katem. Mechanizm wydaje się tak prosty, że aż przerażający. Bohaterowie powieści bardzo długi czas, albo żyją w nieświadomości, albo raczej wypierają obrzydliwe wydarzenia z przeszłości, podskórnie czując jednak, że ostatni wspólny obóz sportowy zdeterminował ich życie. Wystarczy przyjrzeć się kim są i jak ułożyła się im dorosłość. Karząca ręka sprawiedliwości dosięgnie ich po trzech dekadach, zmuszając do bolesnej i wstydliwej konfrontacji z niewygodną prawdą. I w kilku przypadku nie dzieje się tak, że ta prawda wyzwoli. Niektórych po prostu zabije.

Mimo że obie powieści łączy postać Marty Witeckiej i wątek klątwy z przeszłości, to są to dwie różne książki. Trąf, trąf, Misia, Bela jest mroczniejsza, a z racji podjętej tematyki, autorka kładzie nacisk na warstwę obyczajową. Główna bohaterka ma teraz do przepracowania nie tylko demony z własnej przeszłości, ale zostaje zmuszona do podjęcia ważnych dla niej decyzji osobistych. W Mille zostawiła grupę osób, z Jankiem na czele, i winna jest im jakieś deklaracje - tylko że dziennikarce przychodzą one z trudem. Bardzo ciekawi mnie, jaką drogę wybierze Marta i tym samym, w jakim kierunku podąży kolejna fabuła Dagmary Andryki. Nie wyobrażam sobie bowiem, że nie przeczytam w przyszłości kolejnej książki o Witeckiej, która ma talent do wplątywania się w niecodzienne historie. I choć Trąf, trąf, Misia, Bela można przeczytać jako samodzielną powieść, to jednak jeśli nie znacie poprzedniej powieści autorki, warto zacząć od Tysiąca. Zdecydowanie polecam Waszej uwadze!

Nowalijki oceniają 5/6


Dziękuję Autorce p. Dagmarze Andryce za udostępnienie powieści do recenzji