sobota, 22 kwietnia 2017

"Kluczowy świadek" Jørn Lier Horst [PATRONAT BLOGA/PRZEDPREMIEROWO]

www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Kluczowy świadek
tytuł oryginału Nøkkelvitnet
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2017
liczba stron 336

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga







Jeszcze do niedawna polski czytelnik mógł narzekać na fakt, że kryminalna seria o komisarzu Williamie Wistingu wydawana jest niechronologicznie. Ten brak ciągłości nie ma wpływu na kolejne śledztwa, gdyż każda powieść to zamknięta całość fabularna. Niekonsekwencję widać w kwestii życia rodzinnego policjantów z Larviku, ale trudno uznać to za element utrudniający lekturę. Wraz z wydaniem Kluczowego świadka, fani powieści Jørna Liera Horsta nareszcie odetchną z ulgą. Tak, jak obiecało, wydawnictwo Smak Słowa zdecydowało się opublikować brakujące części, począwszy od pierwszego tomu. Po Kluczowym świadku na wydanie czekają jeszcze cztery i czytelnicy będą na bieżąco - wraz z prequelem Gdy mrok zapada - cykl o Wistingu liczy jedenaście tomów. I jak napisał sam autor w przedmowie do polskiego wydania, z pewnością na dziesiątym tomie się nie skończy. Niezmiernie mnie to cieszy, bo choć nie wszystkie dotąd czytane przeze mnie tomu podobały mi się tak samo, to tę serię uwielbiam i nie dam sobie o niej powiedzieć złego słowa. 

Wszystko wskazuje na to, że leciwy Preben Pramm został zamordowany podczas nocy świętojańskiej. Staruszek przed śmiercią był torturowany, a jego mieszkanie wygląda na splądrowane - ciekawe, czego w domu raczej niezbyt majętnego samotnika szukali potencjalni zabójcy? Co takiego połączyło Pramma ze światem przestępczym? Przybyły na miejsce komisarz William Wisting początkowo stawia sobie podobne pytania, ale trwające potem śledztwo długo nie przynosi żadnych odpowiedzi. Bystre oko komisarza wyłapuje dziesiątki drobiazgów, z których wraz z innymi śledczymi Wisting snuje kolejne możliwe schematy wydarzeń. Co z tego, skoro za każdym razem okazuje się, że jednak nie tędy droga. Frustracja narasta wprost proporcjonalnie do nacisków prasy i kolejnych teorii spiskowych. Śledztwo stoi w miejscu - do czasu ...

IG Nowalijki


Kluczowy świadek to pierwszy tom cyklu z komisarzem Williamem Wistingiem. Powieść szczególna, gdyż Horstowi za jej kanwę posłużyła autentyczna zbrodnia, przy próbie rozwikłania której pracował sam autor, wtedy świeżo mianowany policjant. Celowo napisałem próbie, gdyż do dziś sprawa nie została rozwiązana. Autor dla potrzeb swojej fabuły zmienił wiele faktów, śledztwo Wistinga doprowadził do końca, ale główny wątek pozostał taki sam. Różnicę widać także w porównaniu Horsta z Wistingiem. Bohater powieści nie jest bynajmniej policyjnym żółtodziobem, ma za sobą osiemnaście lat służby i opinię bardzo dobrego i bystrego, a przede wszystkim, skrupulatnego fachowca. Skrupulatność to zresztą słowo - klucz do interpretacji całej serii. Horst wykreował kryminał według własnej definicji gatunku, skupiając uwagę śledczych (i tym samym czytelników) na powolnym, dokładnym analizowaniu dowodów i przesłanek. Mocną stroną kolejnych śledztw Wistinga jest wiarygodność i merytoryczność w opisie prowadzonych działań. Fani szybkich pościgów i akcji zmieniającej się jak w kalejdoskopie z pewnością nie będą usatysfakcjonowani prozą Horsta. Ba, będą nawet znudzeni. Wszyscy inni, szczególni ci, którzy cenią sobie trochę wolniejsze tempo i specyficzny klimat, powinni być zadowolni. 

Pierwsza część kryminalnej serii Jørna Liera Horsta uświadomiła mi, jaką drogę przejdzie zarówno sam autor, jak i jego bohaterowie. Komisarz William Wisting jest jeszcze w pełni sił, choć gdzieś z tyłu głowy ma rosnące wątpliwości związane z wykonywanym zawodem. Czytelnicy poznają też jego życie prywatne, na razie w subtelny sposób odwołujące się do żony Wistinga i do niełatwego życia pod jednym dachem z policjantem. Zarysowane jedynie tło obyczajowe i spostrzeżenia komisarza dotyczące zmieniającej się Norwegii w kolejnych tomach zostaną wyeksponowane, poprzez połączenie ich z kolejnymi zbrodniami. Im dalej w serię, tym narastająca frustracja Wistinga, ale i poczucie przemijalności. Jest więc bardziej nostalgicznie, a nawet melancholijnie, ale dzięki temu powieść kryminalna zyskuje głębsze tło.

Fanów powieści Jørna Liera Horsta, którzy tak, jak ja, poznali jego twórczość od środka, nie muszę zachęcać do lektury. Czytelnicy, przed którymi dopiero spotkanie z policjantami z Larviku, mają okazję, aby zacząć od początku (a nawet od prequela). A nas wszystkich czekają w tym roku jeszcze dwa niewydane dotychczas tomy - Zaginięcie Felicji oraz Gdy sztorm nadchodzi. Już nie mogę się doczekać.

Nowalijki oceniają 5+/6





Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i agencji Business&Culture
za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.
Wydawnictwu dziękuję za możliwość objęcia powieści patronatem medialnym bloga.

piątek, 21 kwietnia 2017

"Ludzie doskonali" Peter James

www.albatros.com
Informacje o książce

autor Peter James
tytuł Ludzie doskonali
tytuł oryginału Perfect People
przekład Paweł Lipszyc

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 512

egzemplarz recenzencki
recenzja dla portalu www.lubimyczytac.pl






Peter James, brytyjski powieściopisarz i scenarzysta, najbardziej znany jest z serii kryminałów z detektywem Royem Grace'em. Za ten cykl otrzymał prestiżową Diamond Dagger, nagrodę dla autorów powieści sensacyjnych. Niektóre tytuły o śledztwach detektywa Grace'a zostały wydane kilka lat temu po polsku. Ludzie doskonali to zamknięta całość fabularna, podobnie jak wydany wcześniej Dom na wzgórzu (tutaj),  który zdobył tytuł Książki roku 2016 portalu Lubimy czytać. Choć obie powieści dzieli podjęta tematyka, to mają także pewien element wspólny, o czym w dalszej części tekstu. 

Ludzie doskonali to historia młodego małżeństwa, które postanawia zrobić wszystko, aby uniknąć w życiu kolejnej tragedii. Pracownik naukowy jednego z kalifornijskich uniwersytetów i specjalistka PR z branży filmowej przeżyli śmierć ukochanego syna, który zmarł na rzadką chorobę genetyczną. Oboje rodzice są nosicielami śmiercionośnego genu i istnieje ryzyko, że kolejne dziecko spotka podobny los. Dlatego nie szczędzą środków, aby potomek urodził się zdrowy. Biorą udział w niezwykle niebezpiecznym projekcie doktora Leo Dettore, który pomoże im zaprojektować doskonałe dziecko. Ingerencja w ludzki genotyp wydaje się ryzykowna, zarówno moralnie, jak i zdrowotnie. Wkrótce Naomi Klaesson zachodzi w ciążę, a zanim urodzi, wokół kliniki zaczną dziać się niepokojące zdarzenia. Małżeństwo Klaessonów nie zdawało sobie sprawy z niebezpieczeństwa, na jakie narazili swoją, wciąż bardzo kruchą rodzinę.


IG Nowalijki

Powieść Petera Jamesa to sprawnie napisany thriller z elementami science fiction. Z tym, że genetycznie projektowani ludzie coraz mniej przypominają fikcję, a coraz bliżej im do prawdy. Ludzie doskonali pokazują zarówno proces tworzenia doskonałego zestawu genów, jak i skutki takich działań. Rodzice i dzieci tak zaprojektowane, narażone są na niebezpieczeństwo ze strony fanatycznych przeciwników takich metod, jak i ciekawskiej opinii publicznej, dla której ulepszone dzieci są wdzięcznym tematem do  dyskusji. Autor nie staje po żadnej ze stron, nie taka też jest rola jego powieści. Za  cel postawił sobie pokazanie mechanizmu, który być może za kilka lat będzie standardową procedurą dla przyszłych rodziców. John i Naomi Klaessonowie, podobnie jak i inni rodzice, są po części beneficjentami i ofiarami działalności doktora Dettore. Istotnym wątkiem powieści jest bowiem ukazanie stopniowego rozpadu rodziny, która nie potrafi poradzić sobie z konsekwencjami podjętych decyzji. 

Uważny czytelnik zwróci z pewnością uwagę, że fabuła Ludzi doskonałych Petera Jamesa jest mu dziwnie znajoma. Autor nawiązuje bowiem do popularnych w latach siedemdziesiątych tematów z powieści Iry Levina. Mam na myśli Żony ze Stepford (w mniejszym stopniu) i Chłopców z Brazylii. Wymienione książki to klasyczne thrillery science fiction, powieści zresztą sfilmowane. James inspiruje się motywami zaczerpniętymi z tych historii i tworzy własną, uwspółcześnioną wizję niedalekiej przyszłości. Wizję kuszącą, ale i przerażającą, co dosadnie przedstawił w Ludziach doskonałych. Podobny chwyt wykorzystał przy pisaniu Domu na wzgórzu, z tą tylko różnicą, że inspirował się starymi horrorami, w których ważniejsza od krwawych jatek jest atmosfera grozy i niepewności. 

Ludzie dokonali to przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubią znane tematy w nowej odsłonie. Nie po raz pierwszy Peter James bawi się ogranymi motywami, tworząc z nich współczesną historię. Powieść długo się rozkręca, ale w pewnym momencie akcja przyspiesza i tym samym wzrasta zadowolenie z lektury. Autor dość sprawnie buduje napięcie i wprowadza atmosferę niepokoju, rzucając pod nogi młodego małżeństwa kolejne kłody. Zakończenie powieści może trochę zaskakiwać, ale bardzo udanie wpisuje się w przyjętą przez autora konwencję. Przyjemna, dobrze napisana literatura rozrywkowa na niezłym poziomie. 

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Już mnie nie oszukasz" Harlan Coben

www.albatros.com
Informacje o książce

autor Harlan Coben
tytuł Już mnie nie oszukasz
tytuł oryginału Fool me once
przekład Robert Waliś

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 416

egzemplarz recenzencki








Każda nowa powieść Harlana Cobena od razu staje się bestsellerem. Czytelnicy na całym świecie pokochali najpierw styl, a zaraz potem bohaterów jego powieści. Nazwisko autora stało się synonimem literatury sensacyjnej na wysokim poziomie, gwarantującej emocje i fabularny rollercoaster. I choć ostatnie książki Cobena są, w moim odczuciu, nieco słabsze, to najnowsza powieść Już mnie nie oszukasz nadal gwarantuje niezłą rozrywkę. Tyle że jednak bez oczekiwanego efektu Wow!


IG Nowalijki


Maya Stern, była pilot śmigłowców bojowych, ma za sobą lata wiernej służbie w armii i udział w misjach wojskowych w Iraku i Afganistanie. W wyniku jej błędu na jednej z wypraw giną cywile, a Stern zostaje zmuszona do odejścia z armii. Obecnie naucza pilotażu, ale prywatnie walczy z zespołem stresu pourazowego. Na domiar złego przeżywa koleją tragedię. Na jej oczach zostaje zastrzelony ukochany mąż Joe. Maya postanawia przyjrzeć się bliżej sprawie, oddając w ten sposób hołd zmarłemu. Im mocniej angażuje się w prywatne śledztwo, tym mroczniejsze okazują się wnioski dotyczące zarówno bogatej rodziny męża, jak i samej Stern. Finał sprawy okaże się zaskakujący. 

Już mnie nie oszukasz to kolejna powieść Cobena, w której autor niezwykle sprawnie żongluje znanymi motywami i wątkami. Wojenna przeszłość głównej bohaterki, skrzętnie ukrywane tajemnice rodzinne, przekręty i chęć wzbogacenia się za wszelką cenę pojawiały się już w innych książkach amerykańskiego pisarza.  Fabuła opiera się na przekonaniu, że nic nie jest takie, jakie wydaje się na początku, a prawda jest względna i zależy od punktu patrzenia. W nowej powieści ten punkt jest nie tylko metaforą, ale i konkretnym wydarzeniem, które zmienia optykę spojrzenia na konkretne fakty. 

Maya Stern to postać mało sympatyczna, ale skomplikowany charakter nie przeszkadza w dopingowaniu jej w działaniach zmierzających do odkrycia prawdy. Stern walczy sama, zarówno z dręczącymi ją koszmarami z ostatniej misji, jak i z potężniejszymi od niej ludźmi, którzy nie poskąpią środków, aby brudne grzeszki z ich przeszłości nie ujrzały światła dziennego. Maya jest zaprawiona w bojach, ale i ona będzie zmuszona do wielkiego wysiłku, aby dotrzeć do sedna i odkryć, co tak naprawdę wydarzyło się pewnego dnia w parku, kiedy zginął jej mąż. Pytanie czy prawda, jaką odkryje, wyzwoli bohaterkę, czy może kompletnie załamie?

Wspomniałem na wstępie, że w ostatnich powieściach Cobena brakuje mi efektu Wow! Owszem, fabuła ma dobre tempo, wyrazistych bohaterów i tę specyficzną narrację, w której autor jest blisko czytelnika i właściwie jak kumplowi opowiada kolejną historię. Już mnie nie oszukasz czyta się szybko, ale z poczuciem, że Coben nie ma w niej nic specjalnie ciekawego do powiedzenia. To kryminał skrojony według opracowanego do perfekcji schematu, zaskakujący, ale niezachwycający. Po prostu solidna rzemieślnicza robota. 

Nowalijki oceniają 4+/6


za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji.

piątek, 14 kwietnia 2017

"Nic oprócz śmierci" Magdalena Knedler [PATRONAT BLOGA]

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Magdalena Knedler
tytuł Nic oprócz śmierci

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 531

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga









Każda historia kiedyś się kończy. Nie inaczej jest z serią kryminalną Magdaleny Knedler o Annie Lindholm. Zanim jednak czytelnicy na dobre pożegnają się z byłą policjantką, wcześniej wraz z nią wybiorą się do Wiednia. Miasta, które urzeka zabytkami, kusi życiem artystycznej bohemy i uwodzi ... zbrodnią. Magia miasta sprawia, że połączenie sztuki z namiętnością prowadzi do morderstw, które jednocześnie budzą odrazę, jak i fascynują niejednoznacznym odwołaniem do motywów ze sztuki. Nic oprócz śmierci to wieńczący trylogię tom i najbardziej skomplikowana sprawa kryminalna, z jaką musiała zmierzyć się Anna. Śledztwo, w którym przyjdzie jej uczestniczyć, pokaże miasto, artystów i sztukę w nowym, raczej niecodziennym świetle. 


IG Nowalijki

Od wydarzeń opisanych w poprzedni tomie mijają cztery miesiące. Anna i Antonio przyjeżdżają do Helu, aby rozpocząć kolejny etap związku. Ich relacja jest wciąż dość krucha, ale można sądzić, że sprawy zaczynają wreszcie układać się po ich myśli. Pojawia się pomysł, aby w domu rodzinnym Anny otworzyć pensjonat, którym będzie zarządzać Lempi. Anna powoli zaczyna godzić się z burzliwą przeszłością, ale pozorny spokój psuje telefon od tajemniczej kobiety. A na horyzoncie pojawia się Leon.

W Wiedniu zostaje zamordowana piękna Marlene Sachs - artystka i modelka, związana ze wschodzącą gwiazdą wiedeńskiego światka artystycznego. Głównym podejrzanym o dokonanie morderstwa jest były partner Sachs - Ernst Bauer. To w jego atelier znaleziono ciało kobiety, upozowane na wzór klasycznej rzeźby, nawiązującej do jednego z obrazów Oskara Kokoschki. Nic nie wydaje się oczywiste, a im dalej w śledztwo, tym więcej niewiadomych. Co tak naprawdę wydarzyło się w pracowni młodego rzeźbiarza? Kiedy w Lesie Wiedeńskim zostają znalezione kolejne zwłoki wiadomo już, że sprawa zacznie zataczać coraz szersze kręgi. Anna Lindholm, poproszona o pomoc w rozwiązaniu zagadki, będzie zmuszona spojrzeć na Wiedeń i jego mieszkańców z zupełnie innej perspektywy. 

Każde nowe śledztwo Anny Lindholm rozgrywa się w innej scenerii. Były Ystad i Hel, roztańczona Wenecja, jest Wiedeń. Miasto artystów i zabytków, gdzie stare i nobliwe skutecznie konkuruje z nowoczesnym i niejednoznacznym, aż prosiło się o to, by stać się tłem dla historii kryminalnej. I autorka wykorzystuje tę możliwość, odchodząc jednak od sztampowych widoczków stolicy Austrii na rzecz miejsc zdecydowanie bardziej oryginalnych a tym samym również nieoczywistych. Wystarczy wspomnieć Cmentarz Centralny i inne miejsca na mapie miasta. Jest ich w powieści wiele, a wszystkie łączy związek ze śmiercią, która w Wiedniu traktowana jest nieomal jak artystyczny happening. Tę wielowiekową tradycję na styku obyczajowości i sztuki autorka wykorzystała, czyniąc z niej wiodący wątek najnowszej powieści. Miasto niechętnie odkrywa przed czytelnikami i bohaterami swoje sekrety, sprytnie ukryte, czy to w zakamarkach historii, czy to w konkretnych dziełach artystów. Nic oprócz śmierci imponuje dokumentacją, dzięki czemu fikcja literacka miesza się z rzeczywistością, a czytelnik ma szansę poznać miasto z zupełnie nieznanej perspektywy. Stąd w tekście liczne odwołania do artystów tworzących w Wiedniu, ich dzieł i biografii, ciekawostki o mieście i jego mieszkańcach. 

Nic oprócz śmierci to powieść o misternej konstrukcji, w której każdy element jest tak samo ważny. Magdalena Knedler skomponowała intrygę, wciągającą czytelnika w świat, w którym bohaterowie budzą sprzeczne uczucia, ukrywając grzechy z przeszłości. Niechlubna historia miesza się z niejasną teraźniejszością, a artystyczne uniesienie równe jest przyziemnym namiętnościom. Autorka z lubością podrzuca mylne wskazówki, mnoży rozwiązania, pozwala kluczyć bohaterom po obrzeżach Wiednia, narażając ich na realne niebezpieczeństwo.

Ostatnią sprawę Anny Lindholm charakteryzuje nie tylko wielopoziomowa intryga, ale i klimat - zauważalnie bardziej mroczny, niż w poprzednich odsłonach cyklu. To ciekawe, jak z tomu na tom Magdalenie Knedler udało się odejść od kryminału w skandynawskim stylu do prozy o bardzo charakterystycznym i rozpoznawalnym rysie, podkreślającym fascynację autorki sztuką i literaturą. Nic oprócz śmierci to w moim odczuciu naturalna kontynuacja tematyki i stylu poprzedniej części. Nie mam na myśl jedynie bohaterów, ale właśnie wątki łączące popularny gatunek powieści kryminalnej z ambitną powieścią obyczajową z tak zwanym kluczem.


IG Nowalijki

A Anna? No cóż, Anna wciąż stoi przed tymi samymi dylematami, choć raczej na pewno nie będzie już budzona świeżo wyciskanym sokiem. Rozdarta między dwoma mężczyznami, będzie musiała podjąć ostateczną decyzję. Jaką? Nie jest tajemnicą, że dla kogoś bardzo bolesną. Lindholm, w moim odczuciu, trochę przygasła w tej części, oddając pola innym bohaterom. A może tak tylko mi się wydaje, mając w tyle głowy myśl o ostatnim z nią spotkaniu?

Nic oprócz śmierci to mocne zwieńczenie kryminalnej serii. Lektura satysfakcjonująca, choć wymagająca od czytelnika zarówno skupienia, jak i otwartego umysłu. Magdalena Knedler podjęła się napisania historii, w której umiejętnie połączyła zbrodnię z namiętności z namiętnością do sztuki. Wciągnęła czytelnika w gąszcz wątków i motywów, które przecinają się na jednej z najwiekszych nekropolii w Europie. Inteligentna powieść dla fanów nieoczywistych rozwiązań fabularnych. 

Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie powieści do recenzji
i możliwość objęcia jej patronatem medialnym bloga




wtorek, 11 kwietnia 2017

"Nocny stalker" Robert Bryndza

www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce

autor Robert Bryndza
tytuł Nocny stalker
tytuł oryginału A Night Stalker
przekład  Emilia Skowrońska

wydawnictwo FILIA/FILIA Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 416

egzemplarz recenzencki








Robert Bryndza to jeden z tych pisarzy, o książkach którego można napisać, że wciągają od pierwszego rozdziału i nie pozwalają oderwać się od fabuły. To oczywiście banał, frazes, który spokojnie da się przypisać wielu autorom powieści sensacyjnych, pewnie nawet lepiej piszących i bardziej znanych od Bryndzy. Co z tego, skoro druga powieść z kryminalnej serii o głównej inspektor Erice Foster naprawdę nie pozwala oderwać się od lektury. Nocny stalker  zaskoczył mnie pozytywnie, udowadniając, że niezwykle udana Dziewczyna w lodzie (tutaj) nie była tylko jednorazowym sukcesem pisarza.


Londyn nawiedza fala obezwładniającego upału. Policjanci, z Eriką Foster na czele, otrzymują zgłoszenie o morderstwie dokonanym na znanym lekarzu w eleganckiej dzielnicy miasta. Miejsce zbrodni i sposób, w jaki mężczyzna został pozbawiony życia, nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Wiele wskazuje na śmierć o podłożu seksualnym, inną wersję prawdopodobnych wydarzeń przedstawia matka zamordowanego. Foster rozpoczyna dochodzenie, kiedy niespodziewanie otrzymuje od zwierzchnika propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia. Jej kariera w policji zależy od ruchu, jaki wykona. Tymczasem w Londynie giną kolejni mężczyźni i policjanci zaczynają dostrzegać powtarzalność działań mordercy. Erika nawet nie zdaje sobie sprawy, jak niebezpieczne może być dla niej to śledztwo.

Nocny stalker to druga z serii historia kryminalna z bohaterką, obok której nie sposób przejść obojętnie. Erika Foster nie ma łatwo i nie mam na myśli tylko kolejnych kłód rzucanych jej pod nogi podczas nowego śledztwa. Świat powieści kryminalnych zaludniają już od dawna silne, tajemnicze i charyzmatyczne kobiety. Erka nie jest więc ani pierwszą, ani tym bardziej jedyną postacią. To, co ją wyróżnia, to słowackie pochodzenie i niedawna tragedia, której bolesne echa wciąż obecne są w jej życiu. Bryndza w drugim tomie odsłania trochę więcej faktów z biografii Eriki, tłumacząc tym samym jej szorstki charakter. Przy okazji rozszerzył spektrum bohaterów, mocniej osadzając część z nich w fabule. Nadal jednak zostawił sobie wiele niedopowiedzeń, mając w zanadrzu pomysły na kolejne części cyklu. 

W toku fabuły Robert Bryndza mnie zaskoczył. Mniej więcej w połowie wyjawił bowiem personalia i motyw działania mordercy. Przez moment zastanawiałem się, czy to aby nie za szybko, ale okazało się, że nie doceniłem pomysłu autora. Odsłonienie przed czytelnikami tej tajemnicy nie wpłynęło negatywnie na akcję. Wręcz przeciwnie - dodało jej mocniejszych barw i głębi. Autor sprytnie wplótł do wydarzeń rozważania o charakterze psychologicznym. Zwraca bowiem uwagę na źródło zła, które potrafi skutecznie zniszczyć człowieka, latami pozbawiając go prawa do godnego życia. Granica między psychicznym bólem i fizycznym cierpieniem okazuje się bardzo iluzoryczna, o czym Erika przekona się na własnej skórze. 

Nowa powieść Roberta Bryndzy zaskakuje także większą, niż w poprzedniej książce, ostrością i dosadnością. Morderstwa mężczyzn są przedstawione z wiernym odwzorowaniem rzeczywistości. Nie jest może bardzo drastycznie, ale sposób, w jaki giną kolejne ofiary, działa na wyobraźnię. 


W zakończeniu powinienem napisać o tym, o czym wspomniałem we wstępie. Nie będę się powtarzał, ale dodam, że ostatnie rozdziały czyta się błyskawicznie a finał ... No cóż finał, jak w dobrym serialu, zostawia czytelnika z niezłym cliffangerem. Ale powiedzmy sobie szczerze, któż z nas tego nie uwielbia? I mamy komfort - co najmniej dwa tomy czekają w kolejce na wydanie w Polsce. 

Nowalijki oceniają 5/6



za udostępnienia książki do recenzji.

niedziela, 9 kwietnia 2017

"Zgubna trucizna" Katarzyna Kwiatkowska

www.znak.com.pl
Informacje o książce

autorka Katarzyna Kwiatkowska
tytuł Zgubna trucizna

wydawnictwo Znak
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 464

egzemplarz recenzencki










Przepadam za kryminałami retro. Mój czytelniczy gust ukształtowały oczywiście powieści Agathy Christie, która chcą nie chcąc, wytyczyła cechy tego gatunku literackiego. Książki spod znaku cosy mysteries charakteryzuje niespiesznie prowadzona fabuła, bez gwałtownych zwrotów akcji. Zamiast pościgów i opisów krwawych jatek, czytelnik otrzymuje skomplikowaną, często wielopoziomową historię, która obudowana jest wokół wyrazistych postaci i tajemnicy, której zagadkę muszą rozwikłać bohaterowie powieści. Istotnym, a nawet napisałbym nieodzownym elementem kryminałów retro jest rozbudowane tło wydarzeń; oddany z pietyzmem, ale bez niepotrzebnego zadęcia, klimat epoki. Stąd w tego typu powieściach występują liczne opisy strojów i obyczajów, starannie odwzorowana jest topografia. Istotne okazują się elementy języka, którym ludzie posługiwali się w czasie, kiedy toczy się akcja książki. Katarzyna Kwiatkowska, której Zgubna trucizna jest piątą powieścią o Janie Morawskim, odważnie kroczy drogą wytyczoną przez angielską Królową Kryminałów i po swojemu adaptuje na polski grunt kryminał osadzony w przeszłości.


IG Nowalijki

Akcja Zgubnej trucizny przenosi się do Poznania początku XX wielu. Belle époque trwa w najlepsze. Kończy się ostatni tydzień karnawału i poznańskie wyższe sfery bawią się na uroczystych balach. Do miasta przybywa Jan Morawski, który został wezwany, aby detektywowi Banku Rzeszy Oskarowi Krause pomóc w ujęciu szajki fałszerzy pieniędzy. Przy okazji śledztwa Morawski odkrywa, że kwestia podrabianej waluty to tylko czubek góry lodowej, a prawdziwe problemy kryją się gdzie indziej. Czy wydarzenia, w których uczestniczy Jan, mają na celu kompromitację Polaków przez zaborcę? Gdy dochodzi do morderstwa, a potem następnych, Jan Morawski staje się pierwszym podejrzanym. Jego reputacja zostanie narażona na szwank, ale bohater zrobi wszystko, aby udowodnić swoją niewinność. Jak zawsze może liczyć na swojego wiernego kamerdynera.

W nowej powieści o detektywie wywodzącym się z bogatego ziemiaństwa, Katarzyna Kwiatkowska wysłała swojego bohatera z wielkopolskiej prowincji do samego serca regionu -  Poznania. To wokół Bazaru toczy się akcja powieści, a Jan będzie miał do czynienia nie tylko z równymi sobie, ale także pozna mieszkańców szemranych okolic miasta. Taki pomysł na fabułę pozwolił autorce na odmalowanie, z dbałością o szczegóły, Poznania z początku nowego stulecia. Stąd przywołanie zarówno postaci historycznych, ważnych dla miasta i regionu, jak i miejsc, które dziś wyglądają z pewnością trochę inaczej, ale stanowią nieodzowny element stolicy Wielkopolski. Z racji pochodzenia Jana, uwaga czytelników skupia się na wyższych warstwach społecznych, choć nie brakuje w książce gorzej urodzonych. Trzeba jednak podkreślić, że Katarzyna Kwiatkowska żadnej z warstw społecznych nie faworyzuje. Łatwo to dostrzec podczas kolejnych balów, które okazywały się swoistym targiem niewolników, a pisząc precyzyjniej targiem matrymonialnym, areną bezwzględnej walki nobliwych matron o co smaczniejsze kąski dla swoich córek. Jan Morawski, zamożny i przystojny, jest ustawicznie narażony na złapanie w sidła małżeństwa. Natrudzi się nasz detektyw, o natrudzi, aby nie wpaść w koleją pułapkę przebiegłych swatek, ale podczas kolejnych uroczystych zabaw zdobędzie wiele cennych informacji. I to ze skrawków rozmów, ploteczek i towarzyskich złośliwości ułoży sobie prawdziwy obraz niedawnych wydarzeń. Wraz z Janem i Mateuszem czytelnik przemierzy  nie tylko eleganckie sale balowe poznańskiego Bazaru, ale i odwiedzi sutereny, których mieszkańcy znają odpowiedzi na wiele pytań, które w toku śledztwa zada sobie Morawski. 

IG Nowalijki

Zgubna trucizna ma wszystkie cechy zarówno kryminału retro, jak i stylu Katarzyny Kwiatkowskiej. Sięgając po jej kolejną powieść należy nastawić się na wolno rozwijającą się fabułę, w której zagadka kryminalna lubi umknąć gdzieś między jednym, czy drugim opisem, w detalach oddającym urok i klimat epoki. Przyznam, że momentami książka mnie nużyła, a główny temat Zgubnej trucizny zanikał gdzieś między jednym balem a drugim. Podobne odczucie miałem przy lekturze Zbrodni w szkarłacie, ale znając już styl autorki, nie zżymam się na rozbudowaną warstwę obyczajową. Co więcej, doceniam ogrom pracy przy dokumentacji do Zgubnej trucizny, bowiem powieść w takiej właśnie formie realizuje założenia powieści kryminalnej osadzonej w przeszłości. 

Nowa książka Katarzyny Kwiatkowskiej to może nie hołd, ale głęboki ukłon autorki złożony miastu, które na kartach powieści raz jeszcze ożywa blaskiem belle époque. Czytelnik z zainteresowaniem podążał wraz z Janem ulicami Poznania, towarzysząc mu w zmaganiach zarówno z zagadką kryminalną, jak i czyhającymi na jego osobę kandydatkami na żonę. W tle fikcyjnych wydarzeń pojawia się prawdziwa historia z działalnością znienawidzonej Hakaty na czele i ciekawostki z przeszłości. Polecam i to bardzo, ale i radzę uzbroić się w cierpliwość. Wtedy pełna satysfakcja z lektury powieści będzie gwarantowana.

Nowalijki oceniają 5-/6



Dziękuję Wydawnictwu Znak
za udostępnienie powieści do recenzji.




wtorek, 4 kwietnia 2017

"Trąf, trąf, Misia, Bela" Dagmara Andryka

www.proszynski.pl
Informacje o książce

autorka Dagmara Andryka
tytuł Trąf, trąf, Misia, Bela

wydawnictwo Prószyński i S - ka
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 480

egzemplarz recenzencki










Z redaktor Martą Witecką czytelnicy spotkali się po raz pierwszy przy okazji debiutanckiej powieści Dagmary Andryki Tysiąc (tutaj). Historia miasteczka Mille, skażonego tajemniczą klątwą z przeszłości, okazała się znakomitym pretekstem do zaprezentowania fabuły, łączącej w sobie kryminał, powieść obyczajową i gatunek bliski mystery. Aż trudno uwierzyć, że wciągająca od pierwszych stron i trzymająca w napięciu do samego końca opowieść to debiut Dagmary Andryki. Z tym większym zaciekawieniem sięgnąłem po kolejną książkę autorki, zastanawiając się, jak pisarka poradziła sobie z syndromem drugiej powieści. Niebagatelnym argumentem była również postać Marty Witeckiej, która ma duży potencjał fabularny i tylko od pomysłowości autorki zależy, na ile dziennikarka wpuści czytelnika do swojego świata.

Trąf, trąf, Misia, Bela rozpoczyna się w kilkanaście miesięcy po wydarzeniach opisanych w powieści Tysiąc. Marta wydała właśnie znakomicie przyjęty reportaż o Mille i promuje książkę, spotykając się z czytelnikami. Na jednym z takich spotkań zostaje zaskoczona przez jedną z uczestniczek. Kobieta prosi Martę o pomoc w rozwiązaniu tajemniczej zagadki śmierci osoby z otoczenia czytelniczki. Dziennikarka odmawia, ale kiedy w niecodziennych okolicznościach umierają następni członkowie obozu sportowego sprzed trzydziestu lat, postanawia pomóc w rozwikłaniu zagadki. Całe lata temu grupa młodych ludzi, uczestników obozu sportowego, tworzy elitarną grupę, do której należeć chciał każdy, ale szansę mieli nieliczni. Przyjaźń scalała wiedza o słabościach i skrzętnie ukrywanych grzeszkach. I kiedy pod koniec wyjazdu rzucają sobie wyzwanie w takt popularnej wyliczanki, nie sądzą, że  niebyt mądry żart ktoś potraktuje na serio. Zaczynają ginąć ludzie, a przepowiednia zaczyna się spełniać.

Nowa powieść Dagmary Andryki to rasowy kryminał, w którym zbrodnia jest tak samo ważna, jak ciekawie ujęty wątek obyczajowy. Owszem, w tajemniczych okolicznościach giną ludzie, krąg podejrzanych raz się zacieśnia, to znowu rozszerza o nowe postaci. Autorka już poprzednio udowodniła, że ma dryg do skomplikowanej, wielopoziomowej intrygi z dużą liczbą bohaterów. Biografie grupy przyjaciół z obozu sportowego w Trzciance są bogate, ale to właśnie w ich przeszłości należy doszukiwać się prawdziwego źródła współczesnych problemów. Warstwa obyczajowa, nawiązująca we wspomnieniach do początku lat osiemdziesiątych, przenosi czytelnika do świata, którego już nie ma. I choć bohaterowie noszą marmurkowe dżinsy i tapirowane fryzury, to jednak problemy nastolatków aż tak bardzo się nie zmieniły. Potrzeba akceptacji przez grupę, docenienie przez rówieśników, wreszcie poczucie przynależności do zamkniętego kręgu elity wakacyjnego wyjazdu wydają się dziecinne, ale czy aż tak bardzo odległe od dzisiejszego świata? 

IG Nowalijki

Warto spojrzeć na Trąf, trąf, Misia, Bela szerzej, nie ograniczając się do jedynie interpretacji w ramach gatunku powieści kryminalnej. Trudno bowiem nie podkreślić, że autorka pokazuje, jak łatwo z ofiary stać się katem. Mechanizm wydaje się tak prosty, że aż przerażający. Bohaterowie powieści bardzo długi czas, albo żyją w nieświadomości, albo raczej wypierają obrzydliwe wydarzenia z przeszłości, podskórnie czując jednak, że ostatni wspólny obóz sportowy zdeterminował ich życie. Wystarczy przyjrzeć się kim są i jak ułożyła się im dorosłość. Karząca ręka sprawiedliwości dosięgnie ich po trzech dekadach, zmuszając do bolesnej i wstydliwej konfrontacji z niewygodną prawdą. I w kilku przypadku nie dzieje się tak, że ta prawda wyzwoli. Niektórych po prostu zabije.

Mimo że obie powieści łączy postać Marty Witeckiej i wątek klątwy z przeszłości, to są to dwie różne książki. Trąf, trąf, Misia, Bela jest mroczniejsza, a z racji podjętej tematyki, autorka kładzie nacisk na warstwę obyczajową. Główna bohaterka ma teraz do przepracowania nie tylko demony z własnej przeszłości, ale zostaje zmuszona do podjęcia ważnych dla niej decyzji osobistych. W Mille zostawiła grupę osób, z Jankiem na czele, i winna jest im jakieś deklaracje - tylko że dziennikarce przychodzą one z trudem. Bardzo ciekawi mnie, jaką drogę wybierze Marta i tym samym, w jakim kierunku podąży kolejna fabuła Dagmary Andryki. Nie wyobrażam sobie bowiem, że nie przeczytam w przyszłości kolejnej książki o Witeckiej, która ma talent do wplątywania się w niecodzienne historie. I choć Trąf, trąf, Misia, Bela można przeczytać jako samodzielną powieść, to jednak jeśli nie znacie poprzedniej powieści autorki, warto zacząć od Tysiąca. Zdecydowanie polecam Waszej uwadze!

Nowalijki oceniają 5/6


Dziękuję Autorce p. Dagmarze Andryce za udostępnienie powieści do recenzji

środa, 29 marca 2017

"To koniec, Anno' Joanna Opiat - Bojarska [PATRONAT BLOGA]

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł To koniec, Anno

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 448

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga









Joanna Opiat - Bojarska po raz trzeci przywołała na kartach swojej powieści postać dziennikarki telewizyjnej Anny Rogozińskiej. Wszystko wskazuje na to, że po raz ostatni, przynajmniej w dotychczasowej formie. Zanim jednak czytelnicy pożegnają się z Rogozińską, wraz z nią przeżyją fabularną jazdę bez trzymanki, ponieważ To koniec, Anno trzyma w niepewności do samego końca.

Anna dochodzi do siebie po dramatycznych wydarzeniach sprzed kilku miesięcy. Sprawa śmierci syna znanego polityka o mało nie skończyła się dla dziennikarki tragicznie. Powrót do pracy nie okazał się taki, o jakim Rogozińska marzyła. Telewizja to medium, które nie znosi stagnacji i jej miejsce próbuje zająć młodsza konkurencja. W wyniku zakulisowych intryg Anna postaje bardzo trudne i wyczerpujące zadanie - ma towarzyszyć w codziennej pracy ekipie pogotowia ratunkowego, przygotowując tym samym serię reportaży wcieleniowych. W sytuacji, kiedy sypie się jej życie osobiste, nowe zlecenie nie wydaje się szczególnie atrakcyjne. Na domiar złego, Anna dostaje list od Kapelusznika, który zza więziennych krat wciąga kobietę w niebezpieczną intrygę. Poznań zaczynają nękać alarmy bombowe ...

Trzecia odsłona dziennikarskiego śledztwa Anny Rogozińskiej przynosi kilka niespodzianek. Nie mogę ich oczywiście zdradzić, aby nie wyjawić niczego z fabuły. Mogę jednak napisać, że życie uczuciowe Anny mocno się skomplikuje, a ja już wiem, że w sprawie Łukasza autorka wystrychnęła mnie na dutka, co zresztą podejrzewałem. W To koniec, Anno intryga kryminalna jest tak samo ważna, jak wątek obyczajowy, czy w szerszym rozumieniu społeczny. W poprzednich częściach powieść oscylowała wokół literatury obyczajowej raczej dla kobiet, ale za to trzecia część ma już charakter bardziej uniwersalny w kwestii tematyki. Dzięki temu, że Anna zaczyna pracę w pogotowiu ratunkowym, czytelnik ma rzadką okazję, aby poznać ten zawód od drugiej strony. Trudno nie zauważyć, jak duży wysiłek redakcyjny podjęła Joanna Opiat - Bojarska, aby oddać z dbałością o szczegóły codzienność ludzi, którzy zawodowo obcują z życiem i śmiercią. Anna jest dociekliwą reporterką i zależy jej na mocnym materiale, dlatego zadaje trudne pytania i nie ogranicza się tylko do kwestii medycznych. Przyznam, że ten wątek bardzo mi się spodobał, szczególnie, kiedy pracownicy pogotowia opowiadają o tym, jak prywatnie radzą sobie z presją wykonywanego zawodu. I nawet jeśli część tego wątku jest fikcją, to trudno nie dopatrzeć się w książkowych postaciach prawdziwych ludzi i takich samych emocji.

IG Nowalijki


Nie można zapomnieć, że nowa powieść Joanny Opiat - Bojarskiej to rasowy kryminał. Powieść ma skomplikowaną fabułę, wątki mnożą się i krzyżują, ale dopiero na końcu układają się w całość. Intryga znów jest niejednoznaczna, a autorka celowo podrzuca  czytelnikowi błędne tropy. Wracają znane postaci, pojawiają się nowe. Jak dla mnie powrót Kapelusznika okazał się strzałem w dziesiątkę, spinając klamrą trzy tomy serii - od niego wszystko się przecież zaczęło. Pytanie - czy na nim się skończy?

To koniec, Anno jest, w moim odczuciu, najlepszą powieścią w cyklu o Rogozińskiej. Wplątując swoją bohaterkę w takie, a nie inne kłopoty, autorka zostawia sobie szerokie pole do popisu. I wykorzystuje je w pełni. Zawiła intryga kryminalna i mocny wątek społeczny to niezaprzeczalne atuty książki. Nie można zapomnieć o samym Poznaniu. Choć nie wiem, na ile topografia miasta pokrywa się z rzeczywistością, bo miasto znam tylko z obrębu rynku, to mieszkańcy powinni czuć się usatysfakcjonowani. W końcu to kryminalna stolica Polski. A epizodem z Festiwalem Granda autorka puszcza perskie oko do miłośników gatunku i pewnie także  do pomysłodawców tego przedsięwzięcia. 

Na koniec nie mogę, parafrazując tytuł, nie zadać tego pytania: To (naprawdę) koniec, Joanno? 

Nowalijki oceniają 5/6





za udostępnienie powieści do recenzji
i możliwość objęcia jej patronatem medialnym bloga




niedziela, 26 marca 2017

"Zaufaj mi, Anno" Joanna Opiat - Bojarska

www.wydawnictwofila.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Zaufaj mi, Anno

wydawnictwo FILIA
miejsce i rok wydania Poznań 2015
liczba stron 364

egzemplarz ebook Legimi bez limitu










Ambitną dziennikarkę telewizyjną Annę Rogozińską czytelnicy poznali w powieści Joanny Opiat - Bojarskiej Słodkich snów, Anno. Sprawa, którą zajmowała się w Primo TV, okazała się dla niej nie tylko dużym sukcesem zawodowym, ale radykalnie zmieniła jej życie osobiste. Przebojowa reporterka wraca w kolejnym tomie Zaufaj mi, Anno i tym razem będzie tak samo intrygująco, jak niebezpiecznie. Rogozińska przekona się o tym na własnej skórze. 

Gościem programu Anny w Primo TV jest Ksawery Król, prominentny działacz partii rządzącej. Tym razem pojawia się przed kamerami, aby w emocjonalnym wywiadzie opowiedzieć widzom o tragedii, jaka go spotkała. Podczas zabawy sylwestrowej z balkonu spadł syn Króla - Grzegorz, ponosząc śmierć na miejscu. Ponieważ polityk nie wierzy w samobójstwo syna, Anna postanawia rozpocząć dziennikarskie śledztwo. Po niedługim czasie przekonuje się, że tragiczne wydarzenie ma kilka wersji, świadkowie albo nabierają wody w usta, albo ... giną. Kiedy sprawa  zaczyna być łączona z wątkiem dotyczącym dopalaczy i czyścicieli kamienic, wokół śmierci Grzegorza Króla robi się niebezpiecznie. I Anna, nieświadomie, naraża się na poważne konsekwencje, które prowadzą do dramatycznego finału.

W nowej osłonie kryminalno - obyczajowej serii Joanny Opiat - Bojarskiej czytelnik znajdzie to wszystko, za co ceni powieści autorki. Po pierwsze wyrazistych bohaterów, w tym oczywiście Annę Rogozińską, która nie traci nic ze swojego specyficznego uroku. Nadal jest żądna sukcesu, ambitnie podchodzi do nowych wyzwań zawodowych i nie ustaje w poszukiwaniu prawdy. Znów wydaje się być niekonsekwentna w kwestii relacji z mężczyznami, wciąż daje się wyczuć napięcie w kontaktach z matką. Anna wykorzystuje mężczyzn wokół siebie, ale tym razem, dla przeciwwagi, ona też jest ofiarą ambitnego prokuratora. Po drugie fabuła - znów wielowątkowa, od pierwszych rozdziałów wciągająca czytelnika w świat aktualnych tematów społecznych, które szerokim echem odbiły się w przestrzeni publicznego dyskursu. Na plan pierwszy wysuwa się w Zaufaj mi, Anno problem dostępności dopalaczy i ich zgubnego wpływu na kupujących je ludzi. Drugi wątek, może poboczny, ale równie istotny to działalność czyścicieli kamienic, którzy działając na granicy prawa, bez skrupułów odzyskują co lepsze lokale w wielu polskich miastach.

www.wydawnictwofilia.pl


Joanna Opiat - Bojarska z powodzeniem tworzy historie, które łączą w sobie elementy powieści kryminalnej i współczesnej opowieści obyczajowej. Z wyczuciem wplata w fabułę kolejnych książek aktualną tematykę społeczną (z małą domieszką polityki) i obserwacje natury damsko - męskiej. Dzięki wyrazistej głównej bohaterce czytelnik ma okazję poznać świat szemranych interesów, układów i wzajemnych powiązań na linii polityka - dziennikarstwo. Anna jest bezkompromisowa, szczególnie w sferze zawodowej i niestabilna, jeśli chodzi o życie osobiste. To sprawia, że nie jest nudna, ale wywołuje emocje. U mnie wciąż niezbyt przychylne, choć i tak cieplejsze, niż w części pierwszej. I tylko szkoda postaci Łukasza, który w Zaufaj mi, Anno jest jakiś taki nijaki i melodramatycznie się miota. Mam nadzieję, że mu to przejdzie. 

Już cieszę się na tom trzeci, który przedpremierowo jest już u mnie. Lada moment zabieram się za lekturę. 

Nowalijki oceniają 5-/6


piątek, 24 marca 2017

"Słodkich snów, Anno" Joanna Opiat - Bojarska

www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce 

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Słodkich snów, Anno

wydawnictwo FILIA
miejsce i rok wydania Poznań 2014
liczba stron 392

egzemplarz ebook Legimi bez limitu










Z twórczością Joanny Opiat - Bojarskiej zetknąłem się dość późno, bo przy Grze pozorów, pierwszym tomie nowej serii kryminalnej autorki. Między kolejnymi książkami o Annie Wilk, przeczytałem także dwa tomy z parą policjantów z Poznania (Koneser i Bestseller). Na kilka dni przed premierą kolejnej powieści To koniec, Anno postanowiłem poznać przebojową dziennikarkę, bohaterkę jeszcze jednego sensacyjnego cyklu Joanny Opiat - Bojarskiej

Anna Rogozińska jest po trzydziestce i pracuje w poznańskim oddziale jednej z komercyjnych telewizji. Ambitna i gotowa do zawodowych poświęceń, tropi afery i prowadzi dziennikarskie śledztwa. Jedno z nich dotyczy afery lekarskiej i ta sprawa może być dla niej trampoliną do wielkiego sukcesu. Pech chce, że kluczowy świadek w sprawie zostaje zamordowany. W odstępie dni giną kolejne osoby, którym można było zarzucić powiązanie z badaną przez Rogozińską aferą. Przypadek? Anna rozpoczyna poszukiwania powiązań, które doprowadzą ją do wydarzeń sprzed wielu lat. Problem w tym, że będą miały z nią więcej wspólnego, niż kobieta mogłaby sobie wyobrazić. Sytuacja zagęszcza się, kiedy z Anną zaczyna korespondować mailowo tajemniczy B. K. podrzucający jej kolejne tropy, odwołując się do Alicji w krainie czarów

Po lekturze kilku powieści Joanny Opiat - Bojarskiej wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać. Autorka ma specyficzny, ale i jednocześnie dość rozpoznawalny styl pisania. Akcja jej powieści (i tak jest w przypadku Słodkich snów, Anno) rozkręca się powoli, mnożą się wątki, pojawiają kolejni bohaterowie, na jaw wychodzą nowe sekrety. Na początku łatwo się pogubić w mnogości informacji, ale z czasem poszczególne elementy zaczynają układać się w całość, prowadząc czytelnika do satysfakcjonującego zakończenia. W jej powieściach wątek kryminalny jest tak samo istotny jak obyczajowy, dodatkowo wzbogacony jakimś smaczkiem - a to odwołaniami do literatury (nieoczywista w interpretacji Alicja w krainie czarów), a to do historii (wypadek kolejowy pod Otłoczynem). Pisarka zgrabnie łączy w jedną całość fikcję literacką i prawdę historyczną. 

www.edpipresse.pl - wznowienie z bardziej adekwatną do treści okładką

Mając na czytelniczym koncie pięć powieści autorki, mogę pokusić się o stwierdzenie, że mocną stroną jej powieści są bohaterowie, a właściwie bohaterki - silne, przebojowe, świadome swego ciała i znające własne potrzeby. Taka jest też Anna Rogozińska, otoczona wianuszkiem mężczyzn, którzy w jej życiu pojawiają się i znikają. Paradoksalnie jednak, doceniając postać dziennikarki i dostrzegając jej potencjał fabularny muszę napisać, że nie przypadła mi ona do gustu. Nie polubiłem jej, chyba ze względu na chęć zrobienia kariery za wszelką cenę i brak zdecydowania w kwestii relacji z Łukaszem, który właśnie wrócił do jej życia.

Przede mną kolejna część cyklu, czyli Zaufaj mi, Anno oraz premierowy tom trzeci, jest więc szansa, że Annę Rogozińską jeszcze zdążę polubić, bo do książek Joanny Opiat - Bojarskiej przekonałem się już jakiś czas temu. Co więcej, dostrzegam, że styl pisarki ewoluuje, z korzyścią dla czytelnika, zatem liczę, że kolejne książki jeszcze bardziej mnie zaciekawią. 

Nowalijki oceniają 4+/6







niedziela, 19 marca 2017

"Kokony" Ule Hansen

www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autork Ule Hansen
tytuł Kokony
tytuł oryginału Neuntöter
przekład Agnieszka Hoffmann

wydawnictwo FILIA/Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 556

egzemplarz recenzencki







Znacie Ule Hansen? Nie? Ja też nie miałem wcześniej okazji przeczytać niczego, co wyszło spod pióra tego autora. A może autorki? W rzeczywistości bowiem to pseudonim niemiecko - amerykańskiego duetu Astrid Ule i Erica T. Hansona, którzy do tej pory zajmowali się pisaniem scenariuszy i literatury faktu. Kokony to ich pierwsza powieść fabularna - połączenie kryminału i thrillera, rzecz intrygująca, ale i niepozbawiona pewnych usterek. Czy istotnych dla fabuły, to się dopiero ukaże. 

Plac Poczdamski to jedna z najdroższych działek w Berlinie, mieście kojarzącym się nie tylko z historią, ale i swobodą obyczajową i kulturalną, eleganckimi dzielnicami oraz obszarami wciąż czekającymi na rewitalizację. To na wspomnianym placu stoi atrapa wielopiętrowego budynku, przypominająca dekorację - rusztowania na których pojawiają się wielkoformatowe reklamy. Gdyby nie pewien dziesięciolatek, na osobliwą konstrukcję nikt nie zwróciłby uwagi. Elias Greve, bo o nim tu mowa, znudzony wyjazdem do Berlina, wymyka się rodzicom z pobliskiego hotelu i wiedziony ciekawością, zagląda na tyły niby-budynku. Na rusztowaniach odkrywa zawieszone trzy srebrne kokony, przypominające mumie. Przybyła na miejsce policja potwierdza obecność trzech trupów. Media podejmują temat i wkrótce cały Berlin żyje domniemanym seryjnym zabójcą, który swoje ofiary pozbawia życia w drastyczny i wyrafinowany sposób. Śledztwo prowadzi Krajowy Urząd Kryminalny z doskonałą profilerką Emmą Carow na czele. Zanim doprowadzą sprawę do końca, w różnym miejscach Berlina natrafią na kolejne kokony. Wszystko zgodnie z pewnym schematem.

W zalewie powieści kryminalnych i thrillerów, pomysł na dobrze wyeksponowaną w fabule zbrodnię to już spora część sukcesu. Niezależnie od tego, jak później potoczą się losy bohaterów, morderstwo z pomysłem działa na czytelnika jak haczyk. W przypadku Kokonów tak właśnie jest. Nietypowe zabójstwo, zwłoki umieszczone nieomal w centrum miasta i ona - świetna w swoim fachu, ale kompletnie niepotrafiąca dogadać się z ludźmi, analityk Emma Carow. Profilerka ma szansę na awans, ale musi wykazać się przy tej zbrodni, tworząc wiarygodny i pomocny policji wizerunek zabójcy. W tym celu wykorzystuje wiktymologię, badając rolę ofiary w dokonanym przestępstwie. Z fragmentów (i to dosłownie) zachowanych kokonów próbuje stworzyć profil, który pozwoli schwytać zabójcę. Emma nie ma łatwego charakteru, znakomicie radzi sobie w pracy, ale jej życie osobiste jest w rozsypce. Kobieta sama jest ofiarą tragicznego wydarzenia sprzed dekady i choć minęło wiele lat, nadal jest zakładniczką własnego strachu. Głęboka trauma nie pozwala jej na zdrowe relacje z innymi ludźmi.

Pomysł, aby fabułę powieści obudować wokół postaci profilerki to jednocześnie zaleta, jak i wada powieści. Emma jest wyrazista, jej konflikty z kolegami z pracy i szefową w dużym stopniu ją charakteryzują i nadają ton powieści. Z drugiej strony to bohaterką, której można współczuć, ale trudno polubić. W pewnym momencie powieść przenosi punkt ciężkości na jej osobę i choć ma to wytłumaczenie w dalszej części historii, to trudno zrozumieć coraz bardziej chaotyczne a nawet histeryczne działania Emmy. Mnie jej zachowanie irytowało i chwilami wydawało się co najmniej nielogiczne. 

Kokony to także Berlin, z jego mrocznymi zaułkami, podejrzanymi lokalami i miejscami, które warto unikać również w środku dnia. Emma podejmuje się jednak gruntownie przebadać teren, udaje się na spotkanie choćby z nocnymi eksploratorami opuszczonych pustostanów,  przypuszczając, że to w ich środowisku może trafić na kolejną wskazówkę do śledztwa.

IG Nowalijki

To, na co czytelnik zwróci uwagę już po kilkunastu stronach, to narracja prowadzona inaczej, niż w kryminałach i thrillerach rodem zza Wielkiej Wody. Akcja w Kokonach posuwa się raczej wolno, autorzy skrupulatnie relacjonują kolejne etapy śledztwa, pozwalając swojej bohaterce na przedstawienie co najmniej kilku wersji analizy mordercy, często bez wyraźnego związku z późniejszymi wydarzeniami. Można by napisać, że czynią to z niemiecką precyzją, dzięki czemu narracja jest gęsta i przypomina styl choćby Charlotte Link, czy Nele Neuhaus. Na pytanie, czy to wada, czy zaleta - czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Mnie to akurat nie przeszkadzało, ale miałem wątpliwości gdzie indziej. W końcówce powieści autorzy, moim zdaniem, trochę przeszarżowali, a i sama geneza morderstw wydała mi się zbyt naciągana. Możliwa, ale jednak trochę przerysowana. Trudno napisać coś więcej, aby nie zdradzić fabuły, ale myślę, że w takim odczuciu nie będę odosobniony. 

Jeśli przymknąć oko na pewne usterki w fabule (a może są to zalety, tylko ja nie potrafię ich dostrzec), to można uznać Kokony za interesującą pozycję na tle innych powieści z pogranicza kryminału i thrillera. Może bez pędzącej na złamanie karku akcji, ale z przedstawioną ze szczegółami pracą wydziału kryminalnego. Z bohaterką, obok której nie da się przejść obojętnie, galerią ciekawych postaci drugoplanowych i wreszcie ze zbrodnią, tak samo szokującą, jak i budzącą niezdrowe zainteresowanie. Dla mnie te argumenty okazały się wystarczające, aby spędzić weekend w Berlinie wraz z Emmą Carow i mordercą, zawijającym swoje ofiary w wymyślne kokony. 

Nowalijki oceniają 4+/6



za udostępnienia książki do recenzji.