środa, 30 listopada 2016

"Istota zła" Luca D' Andrea

www.gwfoksal.pl
Informacje o książce

autor Luca D' Andrea
tytuł Istota zła
tytuł oryginału La sostanza del male
przekład Stanisław Kasprzysiak

wydawnictwo W.A.B.
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 480

egzemplarz recenzencki








Podobno lubimy piosenki, które już znamy. Dlatego w licznych rozgłośniach radiowych słyszymy ciągle te same utwory, a nowe przeboje często bazują na sprawdzonych hitach. Od pewnego czasu mam wrażenie, że ta zasada zaczyna dotyczyć również rynku wydawniczego. Jest więc w miarę zdolny pisarz - debiutant,  z pomysłem na fabułę, która gdzieniegdzie wykorzystuje zgrane do cna wątki (wszak lubimy to, co znamy). Do tego trzeba dodać przyciągającą oko okładkę, porównanie do znanego autora, jeszcze trochę medialnego szumu i mamy (prawie) gwarantowany hit wydawniczy. Przepis prosty i zazwyczaj skuteczny. Tylko że czasem, zamiast oczekiwanego literackiego zachwytu otrzymujemy, owszem literackie, ale rozczarowanie. To ostatnie uczucie towarzyszyło mi podczas lektury powieści Istota zła. Luca D'Andrea napisał historię, której duży potencjał został zmarnowany, a już z pewnością autor nie wykorzystał go w pełni. Tym bardziej szkoda, ponieważ początek książki nie zapowiadał takiego obrotu sprawy. 


Jeremiasz Salinger - ceniony reżyser i dokumentalista wraz z żoną i córką przeprowadza się do uroczej miejscowości Siebenhoch, malowniczo położonej we włoskich Dolomitach. Amerykanin poślubił dziewczynę, która pochodzi właśnie z tego miasteczka. Monumentalny krajobraz gór natchnął go do nakręcenia filmu dokumentalnego o pracy lokalnych ratowników górskich. Podczas jednej z akcji dochodzi do tragicznego wypadku - giną wszyscy jej uczestnicy z wyjątkiem Salingera. Filmowiec fizycznie szybko dochodzi do siebie, ale pojawiają się problemy natury emocjonalnej - zespół stresu pourazowego. Jedną z metod walki z tą przypadłością jest zajęcie się innym, absorbującym wydarzeniem. I Salinger je znajduje. Zupełnie przez przypadek dowiaduje się, że w niedalekim wąwozie Bletterbach doszło do bestialskiego morderstwa trójki młodych mieszkańców Siebenhoch. Filmowiec postanawia rozwikłać zagadkę, budząc tym samym uśpione demony. Z miłego amerykańskiego męża Anneliese, staje się wrogiem publicznym numer jeden. A zagadka nadal zostaje niewyjaśniona. 


Początek powieści zaczyna się wybornie i wydawać by się mogło, że zapowiada mroczną, pełną tajemnic z przeszłości opowieść. Klaustrofobiczna atmosfera miasteczka na krańcu świata, tajemnica, która skutecznie knebluje usta jego mieszkańców, niewzruszone góry i przepowiednia o pradawnej Bestii to składniki, z których można było upichcić niezłą powieść rozrywkową. Co z tego, skoro autor w moim odczuciu nie podołał temu zadaniu. Pierwszoosobowa narracja z jednej strony pozwala oddać stany emocjonalne głównego bohatera, ale z drugiej sprawa, że tekst jest przegadany, pełny zbytecznych informacji i przemyśleń, które rozgrywają się w wymęczonym umyśle Salingera. Od pewnego momentu mocno mnie to drażniło, bo wprawdzie nie oczekiwałem akcji pędzącej jak błyskawica, ale jednak chciałem, aby przynajmniej posuwała się w jakimś konkretnym kierunku. Żeby oddać honor autorowi, zwroty akcji pojawiają się, a jakże, ale sprawiają wrażenie wprowadzonych trochę na siłę.

Nie potrafiłem przyzwyczaić się do głównego bohatera, który prywatne śledztwo prowadził bez większego przekonania i niekonsekwentnie. Wiem, wiem - cierpiał na ataki paniki i jego zachowanie często było związane z aktualnym stanem psychiki, ale jednak z punktu widzenia całości fabuły nie wpłynęło to pozytywnie na przebieg wydarzeń. Wypatrywałem także oczekiwanej atmosfery grozy i tajemniczości, ale znów to raczej małe fragmenty tu i ówdzie, które nie zrekompensowały mi ogólnego zawodu Istotą zła. Nie ma sensu wymieniać innych mankamentów powieści, bo trzeba by odwoływać się do konkretnych wydarzeń z książki, a to z pewnością byłoby za wiele dla potencjalnego jej czytelnika. Z tego choćby powodu nie rozwijam wątku rodziny Salingera, bo zwyczajnie raził mnie  on sztucznością.

Nie jest tak, że w Istocie zła dostrzegam same mankamenty. Luca D'Andrea, który jest także autorem trylogii fantasy dla młodego czytelnika, napisał powieść, w której bardzo istotny jest, przynajmniej przez pewien moment, obraz gór i ludzi w nich żyjących. Wątek z ratownikami górskimi z początku historii bardzo mi się spodobał, ale później ustąpił on miejsca innym elementom opowieści. Warto wspomnieć, że góry - niedostępne i bezwzględne dla człowieka to jeszcze jeden, bardzo istotny bohater Istoty zła. Wątek pradawnej Bestii przywołuje mi na myśl powieści Dolores Redondo, ale mam wrażenie, że Hiszpanka dawne wierzenia lepiej wykorzystuje w swoich powieściach, a z pewnością ciekawiej konstruuje fabułę.

foto Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com

Po autorze, porównywanym do Kinga, Nesbo i Lovecrafta, oczekiwałbym czegoś więcej, niż przeciętnej powieści, która może i  nie wywołałaby u mnie tak nieprzychylnych emocji, gdyby nie  słabe zakończenie. Wprawdzie dramatyczne, ale niewykraczające poza schemat, którego można było się spodziewać, znając twórczość choćby wspomnianego już Kinga. 

Może powieść nie trafiła u mnie na dobry moment, może nie potrafię docenić talentu autora Istoty zła, ale książka zwyczajnie mnie rozczarowała. Być może znów dałem się nabrać szumowi wokół tytułu, albo moje oczekiwania wobec powieści były zbyt wygórowane. Jedno jest pewne, w mojej subiektywnej ocenie książka jest mocno średnia i choć może dostarczyć przyzwoitej rozrywki, to naprawdę niełatwo ją zaliczyć do arcydzieł w swoim, skądinąd niejednorodnym, gatunku. Rozumiem jednak opinie pełne zachwytów nad tym tytułem - oczywiste jest dla mnie, że o gustach się nie dyskutuje.

Trudno mi jednoznacznie polecić lekturę Istoty zła, ale wiadomo - ile czytelników, tyle ocen. Może warto wyrobić sobie własne zdanie na jej temat? 
Zostawiam Was zatem z tą decyzją ciekawy, czy i jak Wam się podoba?

Nowalijki oceniają 3/6



za udostępnienie powieści do recenzji.




niedziela, 27 listopada 2016

"Szwedzkie kalosze" Henning Mankell

www.gwfoksal.pl
Informacje o książce

autor Henning Mankell
tytuł Szwedzkie kalosze
tytuł oryginału Svenska gummistövlar
przekład Ewa Wojciechowska

wydawnictwo W.A.B.
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 448

egzemplarz recenzencki
recenzja dla portalu lubimyczytac.pl







Długo nie mogłem się zabrać za lekturę Szwedzkich kaloszy Henninga Mankella. Tym razem powód nie był taki, jak zwykle - brak czasu na czytanie lub obowiązki, które skutecznie odrywały od wieczoru z książką. Szwedzkie kalosze bowiem to nie tylko ostatnia książka Mankella z listy do przeczytania, ale i ostatnia regularna powieść autora. Wydana w Szwecji w 2014 roku, jako kontynuacja Włoskich butów, to swoiste pożegnanie pisarza z czytelnikami. Autobiograficzne Grząskie piaski są już tylko (lub aż) zapisem choroby i odchodzenia autora. Do Mankella mam szczególny sentyment. To od serii z Kurtem Wallanderem rozpoczęła się moja miłość do kryminałów z północy. I choć książki z policjantem z Ystad miały lepsze i gorsze momenty, to na każdą nową powieść czekałem z wielką niecierpliwością. I z żalem pożegnałem się z najpierw z Wallanderem a całkiem niedawno z Mankellem

Szwedzkie kalosze to swobodna kontynuacja historii opisanej we Włoskich butach. Mija osiem lat. Znakomity chirurg Fredrik Welin nadal mieszka na jednej z bałtyckich wysp. Dobiega siedemdziesiątki i mimo że czuje się całkiem dobrze, ma świadomość upływającego czasu. Nadal rozpamiętuje wypadek przy pracy, który raz na zawsze przekreślił jego karierę, wspomina śmierć matki swojej jedynej córki, którą poznał, gdy ta była już dorosłą kobietą. Być może jego życie toczyłoby się utartym szlakiem, gdyby nie pożar, który jednej nocy pozbawił Welina nie tylko domu, ale i wspomnień i poczucia bezpieczeństwa. Na domiar złego pożar wygląda na celowe podpalenie i pierwsze podejrzenia padają na właściciela starej posesji. Sęk w tym, że ktoś podpala inne domy i nie jest to Fredrik. Gdyby tego było mało, na wyspie pojawia się, dawno niewidziana, córka Louise, co nie wróży niczego dobrego.

Szwedzkie kalosze to powieść, która miłośników kryminałów Mankella może zaskoczyć. Sensacji w powieści jest jak na lekarstwo, ponieważ na plan pierwszy wysuwa się wątek obyczajowy, skupiony wokół Fredrika i jego relacji z innymi ludźmi. Były chirurg, zmęczony życiem i roztrzęsiony po starcie dachu nad głową, z jednej strony dobrze sobie radzi, z drugiej zaś popada w melancholię, której blisko do agresji. Fredrik próbuje na nowo poukładać sobie życie, mając bolesną świadomość, że dany mu czas powoli się kończy. Na jego drodze pojawia się młoda dziennikarka Lisa Modin i Welin ma nadzieję na coś więcej, wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz dzielącej ich różnicy lat. Relacje z dorosłą córką też wymagają naprawy, ale dwie silne osobowości, nieskore do kompromisów, nie ułatwiają sobie tego zadania. Dopiero wyjazd do Paryża, śladami wydarzeń z przeszłości, pozwoli spojrzeć Welinowi na pewne fakty z życia z zupełnie nowej perspektywy. 

Akcja powieści toczy się niespiesznie, bo choć zaczyna się od pożaru, który pozbawił Fredrika domu, to potem wydarzenia  powoli układają się w biografię starego mężczyzny. Welin sporo wspomina, szczególnie dzieciństwo, które spędził w domu na wyspie. Mieszkali tam jego dziadkowie, których podziwiał, ale częściej nie rozumiał, albo się ich bał. Pierwszoosobowa narracja oddaje głos głównemu bohaterowi, dzięki czemu Welin analizuje swoje życie, ocenia je i krytykuje decyzje, które podjął przed laty. Czytelnik śledzi tę swoistą spowiedź z dużym zainteresowaniem, bo bohater Mankella ma jednak trochę dystansu i zgryźliwe poczucie humoru. Ale i irytuje, głównie bliskie mu osoby - córkę, dziennikarkę i listonosza Janssona, który codziennie go odwiedza, z nadzieją na wyleczenie z wyimaginowanych przypadłości. Welin żyje obok ludzi, ale w samotności, która może nie przynosi tak potrzebnego mu ukojenia, choć pozwala docenić drobne przyjemności życia. 

Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Siłą Szwedzkich kaloszy jest spokojne tempo akcji, nostalgiczny klimat końca jesieni i wyraziste postaci. To książka o przemijaniu, przygotowywaniu się na odejście i porządkowaniu świata wokół siebie - tak na wszelki wypadek. Napisałem kiedyś, przy okazji innej powieści ze skandynawskim rodowodem, że nikt tak pięknie nie potrafi pisać o codzienności, jak autorzy z północy. Oczywiście to pewne nadużycie z mojej strony, ale niespiesznie opowiadana historia, melancholijny nastrój i głębokie przekonanie o sile człowieka w ich tekstach bardzo do mnie przemawia. Nie trzeba pisać rozbudowanych filozoficznych tyrad o istocie człowieczeństwa, aby dotrzeć do podstawowych i oczywistych prawd. W moim odczuciu Henning Mankell potrafił ten aspekt znakomicie ująć w swoich powieściach. I tylko szkoda, że już nic więcej nie napisze.

Nowalijki oceniają 5+/6



za udostępnienie powieści do recenzji.





środa, 23 listopada 2016

"Czerwone złoto" Tom Hillenbrand

www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor Tom Hillenbrand
tytuł Czerwone złoto
tytuł oryginału Rotes Gold. Ein kulinarischer Krimi
przekład Anna Krochmal i Piotr Kędzierski

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2016
liczba stron 368

premiera 19 października 2016
egzemplarz recenzencki







Toma Hillenbranda i jego kryminał Diabelski owoc (tutaj) poznaliśmy raptem kilka tygodni temu. Powieść, będąca połączeniem sensacji z przymrużeniem oka z modnym tematem gotowania, niedawno doczekała się kontynuacji. Kucharz i detektyw - amator Xavier Kieffer powraca w Czerwonym złocie, aby w smakowity sposób rozwiązać kolejną morderczą zagadkę w świecie wyszukanych potraw i wielkich pieniędzy. 

Xavier, rodowity Luksemburczyk, podróżuje często do Paryża. Ma powód w osobie pięknej, majętnej i zakochanej w nim Valérie Gabin. Redaktor naczelną i właścicielkę słynnego przewodnika gastronomicznego czytelnicy poznali już w pierwszym tomie serii. To ona zaprosiła Kieffera na eleganckie przyjęcie wydane przez jej znajomego - mera Paryża. W luksusowych wnętrzach pełnego przepychu Musée d'Orsay spotyka się śmietanka towarzyska miasta. Wśród licznych atrakcji jest oczywiście wspaniałe jedzenie. Tym razem króluje sushi i znakomity kucharz Ryuunosuke Mifune, który uchodzi za największego znawcę kuchni japońskiej. Szkoda tylko, że kulinarną ucztę przerywa nagła śmierć mistrza. No cóż, nawet najlepszym zdarza się zatrucie surową rybą. Xavier jednak, nauczony doświadczeniem poprzedniego śledztwa, sceptycznie podchodzi do całego zdarzenia. Rozpoczyna kolejne śledztwo, bo instynkt detektywa amatora go nie zawodzi. Bohater,  tym samym, ponownie naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Tom Hillenbrand po raz drugi zabiera czytelnika w niezwykle smakowitą i pełną humoru podróż po Europie śladami kolejnej sprawy kryminalnej. Xavier ładuje się w sam środek wydarzeń, które uzmysłowią mu, że są dla smaku i wyrafinowanych potraw ludzie są skłonni wydać ogromne pieniądze a jeśli trzeba - nawet zabić. Autor ponownie odkrywa wiele tajemnic skrzętnie chowanych za drzwiami luksusowych restauracji i wielkich fabryk, produkujących żywność na masową skalę. Praktyki wytwórców jedzenia mogą przerażać, bo metody, jakimi kierują się właściciele tych przedsiębiorstw, często mrożą krew w żyłach. Kieffer, a tym samym czytelnik, przekona się o tym właściwie naocznie.

Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Czerwone złoto to powieść, która porusza ciekawy temat, bliski każdemu z nas. W końcu wszyscy lubimy dobrze zjeść i być może niezbyt często zastanawiamy się skąd, jak i dlaczego na półkach sklepowych lub na talerzu w restauracji mamy taki, a nie inny produkt. 

Hillenbrand stosuje w drugiej powieści pewne chwyty fabularne i rozwiązania, które pojawiły się w Diabelskim owocu. Nadal jest lekko, sympatycznie i z dużym przymrużeniem oka, ale nie trudno dostrzec powtórzenia pewnego schematu kompozycji fabuły. Co więcej, w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że autorowi zabrakło  trochę pomysłu na intrygę kryminalną. Być może określenie jej, że została grubymi nićmi uszyta to nadużycie, ale  w moim odczucie coś jest jednak na rzeczy. Mankamenty w konstrukcji fabuły rekompensują sprawne opisy Luksemburga i Paryża, sympatyczny główny bohater i dziesiątki dań, które przewijają się przez karty powieści, powodując nagłą potrzebę wizyty w okolicy lodówki.

Polecam Czerwone złoto, bo to dobra rozrywka, ale sugeruję, aby między tomami zrobić sobie przerwę - z korzyścią dla siebie i książek Hillenbranda

Nowalijki oceniają 4+/6




Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i agencji Business&Culture
za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.









niedziela, 20 listopada 2016

"Jesień" Karl Ove Knausgård

www.wydawnictwoliterackie.pl
Informacje o książce

autor Karl Ove Knausgård
tytuł Jesień
tytuł oryginału Om høsten
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 240

egzemplarz recenzencki








Moją znajomość z twórczością Karla Ove Knausgårda z pewnością może scharakteryzować przymiotnik szorstka. Zaczęło się niewinnie od lektury pierwszego tomu Mojej walki. Głośna powieść autobiograficzna zagościła u mnie tuż po polskiej premierze. I albo trafiła na zły moment, albo mnie zabrakło cierpliwości, bo po kilkunastu stronach odłożyłem ją na półkę z nadzieją na szybki powrót do lektury. Efekt jest taki, że rozbabrany czytelniczo tom do teraz łypie na mnie podejrzliwie z półki. A że po drodze dołączyły do niego kolejne części, więc tych literackich wyrzutów sumienia jest oczywiście więcej. Nie tracę jednak nadziei, że jednak przeczytam tę serię, bo podświadomie czuję, że warto dać jej szansę. Kiedy więc pojawił się po polsku nowy cykl, pomyślałem, że to dobry pretekst, aby spróbować z twórczością Knausgårda jeszcze raz. Nieobciążony lekturą Mojej walki, przeczytałem Jesień i ... no właśnie. Przy czytaniu tej książki towarzyszyły mi uczucia od zachwytu do zdziwienia a czasem nawet zażenowania. Jedno wiem na pewno. Knasgård to jeden z tych pisarz, wobec którego nie da się przejść obojętnie.

Jesień rozpoczyna cykl czterech tomów krótkich form literackich, których wspólnym mianownikiem jest oczekiwanie na narodziny córki. W zamyśle autora zbliżające się powiększenie rodziny to znakomity pretekst do napisania miniatur literackich o otaczającym nas świecie. Oczywistym jest, że rzeczywistość wokół nas składa się z tysięcy drobiazgów, na które bardzo często nawet nie zwracamy uwagi, zakładając, że były, są i będą. To ludzie, gesty, ślady, uczucia i przedmioty tworzą podbudowę dla życia każdego człowieka. Wie to zarówno czytelnik Jesieni, wie jej autor. Knausgård pochyla się nad światem, wskazując sobie i innym jego oczywiste, ale i często zaskakujące elementy. Tłumaczy swojemu nienarodzonemu dziecku jak zbudowana jest rzeczywistość, cierpliwie (o co go nie podejrzewałem) snuje opowieść o codzienności. Zachwyca się kształtem jabłek, przygląda się osom, tłumaczy czym są ramy, albo samotność. Wspomina lekturę Flauberta, obserwuje tankowce i rozmyśla o sile przebaczenia. Przy okazji wspomina swoich rodziców, zastanawiając się nad upływającym czasem i tym, jak Knausgård sam się zmienił przez lata. To, że autor umie pisać, to nie ulega wątpliwości. Bywa subtelny, kiedy pisze o noworodkach, jest rozczulający w Listach do nienarodzonej córki. Ale jest też prowokacyjny, kiedy opisuje muszlę klozetową, rodzaje wymiocin, albo kiedy przypomina sobie, że od czasu do czasu cała jego rodzina musi walczyć z wszami. Nie umiem do końca rozszyfrować klucza, jakim kieruje się autor w doborze tematów. Nie jest też tak, że oburza mnie pisanie o wyrzucaniu starej gumy do żucia i sikaniu. To przecież też część naszej codzienności, bardziej autentycznej, niż na przykłada ta, wykreowana przez telewizję i reklamę. Zastanawia mnie jedynie, czy warto o tym pisać między rozmyślaniami o zmierzchu, budynkach sakralnych czy istocie ciszy. Zakładam więc, na własny użytek, że to element literackiej prowokacji, kij wsadzony w mrowisko konwenansów, próba (nie wiem, czy udana) wyciągnięcia czytelnika ze sfery literackiego komfortu. 

foto Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com

Lektura Jesieni to ciekawe doświadczenie i wbrew niewielkim rozmiarom tekstów -  duże przeżycie. Knausgård z jednej strony napisał książkę o wielkiej pochwale życia, z drugiej prowokuje. W jednym tomie udało mu się zawrzeć opowieści, które mnie wzruszyły, zażenowały, ale i zwyczajnie znudziły. Autor chwilami uderza w patos, żeby stronę dalej polecieć banałem. W efekcie Jesień jest dla mnie nierówna, choć zaskakuje - nie zawsze pozytywnie. Po tej lekturze wciąż nie mogę się zdecydować, czy miałem do czynienia z wielką literaturą, czy jednak tylko bardzo przeciętnym tekstem niezłego pisarza. Oczywiście po jednej książce trudno wydać jednoznaczny osąd, dlatego na chwilę odpocznę od Knausgårda, ale tym razem na krótko, w kolejce czeka już na mnie Zima i to może ona pozwoli mi ułożyć się z twórczością Norwega. Moja walka dopiero się rozpoczęła. 

Nowalijki oceniają 4/6



Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie
książki do recenzji.



czwartek, 17 listopada 2016

"Dzielnica występku" Mario Vargas Llosa

www.znak.com.pl
Informacje o książce

autor Mario Vargas Llosa
tytuł Dzielnica występku
tytuł oryginału  Cinco esquinas
przekład Marzena Chrobak

wydawnictwo Znak
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 288

data pierwszego wydania 31.10.2016
egzemplarz recenzencki







Mario Vargas Llosa, jeden z najbardziej znanych pisarzy kręgu literatury iberoamerykańskiej, laureat Nagrody Nobla z 2010 roku, powraca z nową powieścią. Dzielnica występku to książka, która nie jest może najwybitniejszym tekstem w dorobku autora, ale nadal świadczy o zaangażowaniu Llosy w bieżące sprawy nie tylko Peru, ale i całego świata. Tematyka, którą podejmuje Dzielnica występku jest tak aktualna, że może stanowić kanwę dowolnego programu informacyjnego, nadawanego tu i teraz.

Bogaty przedsiębiorca, inżynier Enrique Cardenas wiedzie dostatnie życie w targanej polityczną zawieruchą Limie. Piękna żona, oddany przyjaciel, władza i poczucie względnego bezpieczeństwa, które daje świadomość posiadanego majątku. I nagle, jednego dnia życie Quigue - jak pieszczotliwie nazywają go najbliżsi - zmienia się radykalnie. Odwiedza go Rolando Garro - szef największego tabloidu w mieście i przynosi ze sobą kopertę. A w niej zdjęcia, które mają na celu skompromitowanie biznesmena. Ponieważ między mężczyznami nie dochodzi do porozumienia (czytaj: łapówka nie została wręczona) frywolne zdjęcia szybko ujrzą światło dzienne. W atmosferze skandalu obaj mężczyźni znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. I tylko jeden z nich się odnajdzie, ale jego powrót zrodzi więcej wątpliwości, niż można  było się tego spodziewać.

Dzielnica występku to powieść, która w swoim założeniu miała pokazać co dzieje się, kiedy dochodzi do spięcia na skrzyżowaniu wielkich pieniędzy, polityki i seksu. Nie od dziś wiadomo, że władza do wyjątkowo silny afrodyzjak i bohaterowie Llosy nie są na niego uodpornieni. A że mamy równouprawnienie, to tym razem przyjemności ciała i zmysłów stają się udziałem żony Quique i jej przyjaciółki, małżonki mecenasa Luciano Casabellasa - najlepszego przyjaciela głównego bohatera. Znudzone monotonią życia małżeństwa, z czasem swobodnie wymieniają się partnerami, tłumacząc to potrzebą nowych doznań i ucieczką od smutnej rzeczywistości. Żeby nie zdradzić wiele, główna intryga w powieści związana jest ze skandalem natury obyczajowej.

Drugim, niezwykle istotnym wątkiem Dzielnicy występku jest pokazanie mechanizmów manipulowania opinią publiczną przez media. Bulwarówka, którą kieruje pozbawiony skrupułów Rolando Garro, hołduje najniższym instynktom - jest w stanie zniszczyć każdego i to w krótkim czasie. Dla mediów takich jak dziennik Destapes nie ma żadnych świętości, no może poza sprzedanym nakładem. Kiedy dodatkowo media znajdują się na krótkiej smyczy władzy, to w rękach jednego człowieka jest broń o ogromnej sile rażenia. Brzmi przerażająco aktualnie? A i owszem, bo choć akcja osadzona jest w Peru i dzieje się w latach dziewięćdziesiątych, czyli na moment przed rozkwitem internetu i mediów społecznościowymi, to schemat działania jest bardzo podobny. I tu dochodzimy do sedna powieści, przynajmniej w moim odczuciu. 

Powieść Llosy to tylko teoretycznie fikcja literacka. Autor już na wstępie pisze, że postaci, owszem mają prawdziwe nazwiska, ale reszta to wymysł jego wyobraźni. Czytając jednak Dzielnicę występku trudno nie odnieść wrażenia, że gdzieś między wierszami czai się jednak bolesna rzeczywistość. W warstwie fabularnej tylko czasem wspomina się o aresztowaniach i porwaniach opozycjonistów, czy terrorze wprowadzonym przez szefa wszechobecnej tajnej policji nazywanego Doktorem. Brzmi to może dość enigmatycznie, ale wystarczy przypomnieć sobie biografię Llosy, aby szybko rozszyfrować drugie dno powieści. Autor w 1990 roku przegrał drugą turę wyborów prezydenckich z egzotycznym kandydatem Albertem Fujimorim, którego nazwisko pada na kartach powieści i pozwala odkodować sporo informacji. Jego przeszło dziesięcioletnie rządy w Peru to dekada terroru, szwadronów śmierci i despotycznej władzy. Mając tę wiedzę, zdecydowanie łatwiej jest zrozumieć motywy, jakimi w życiu kierują się bohaterowie powieści. I choć samo zakończenie książki jest przewrotne, to jednak pozostawia czytelnika z poczuciem smutku. Wynika ono ze świadomości, że fikcja literacka Llosy niebezpiecznie blisko jest rzeczywistości, a stara prawda o tym, że pieniądz rządzi światem jeszcze bardzo długo nie straci na aktualności.

foto Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com


Dzielnica występku jest powieścią, która ma wszystkie cechy stylu Mario Vargasa Llosy: uwikłanych w politykę i skandale obyczajowe bohaterów, dosadny (nawet jak na współczesne wyobrażenie) erotyzm, opisy enklaw bogactwa i obszarów skrajnej nędzy. Wreszcie smaczki w postaci wątków autobiograficznych. Nie da się ukryć, że jest to mieszanka wybuchowa, która nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Mnie ta stylistyka zupełnie nie przeszkadza, ponieważ znam wcześniejsze powieści Noblisty. Wprawdzie ostatnie książki Llosy nie porywają, a nawet rażą pewną schematycznością, to warto pamiętać, że peruwiański pisarz ma na swoim koncie choćby znakomitą Rozmowę w "Katedrze", uznawaną zgodnie przez krytyków za jedną z najważniejszych książek XX wieku. Moją ukochaną powieścią Peruwiańczyka pozostaje wciąż Ciotka Julia i skryba, ale to może temat na osobny wpis -  gdzieś lub kiedyś.

Nowalijki oceniają 4+/6



Dziękuję Wydawnictwu Znak za udostępnienie książki do recenzji.




poniedziałek, 14 listopada 2016

"Zabójca z sąsiedztwa" Alex Marwood

www.wydawnictwoalbatros.com
Informacje o książce

autorka Alex Marwood
tytuł Zabójca z sąsiedztwa
tytuł oryginału The Killer next door
przekład Magdalena Koziej

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 400

data premiery 26 października 2016
egzemplarz recenzencki







Zastanawiacie się czasem, jakie sekrety kryją się za fasadami mijanych przez was budynków? Ile tajemnic, namiętności i grzeszków chowa się za firankami, roletami i żaluzjami rozświetlonych wieczorową porą okien? Czy mieszkańcy nowoczesnych apartamentowców, albo dawno nieremontowanych kamienic to ludzie szczęśliwi, czy sfrustrowani? Oczywiście nie oczekuję, że  odpowiecie na te pytania. Myślę raczej o tym, że ludzka ciekawość (nie wścibstwo) każe się czasem zastanowić, kim  są ludzie, których widać w oknach mijanych domów. Alex Marwood, brytyjska dziennikarka i pisarka, autorka Dziewczyn, które zabiły Chloe (tutaj) postanowiła pokazać jedną z takich kamienic w Londynie. Jej druga powieść Zabójca z sąsiedztwa opowiada historię, która być może jest tylko literacką fikcją, ale kto wie, czy nie mogłaby wydarzyć się naprawdę ...

Mieszkańcy czynszówki przy Beulah Grove 23 tylko z pozoru wydają się zwykłymi lokatorami zaniedbanej kamienicy w niezbyt reprezentacyjnej części Londynu. Collette ucieka przed swoim byłym szefem, bowiem zobaczyła coś, czego nie miała ujrzeć. Cher, mimo młodego wieku, wiele już w życiu przeszła i nie da sobie w kaszę dmuchać. Vesta, która mieszka w kamienicy od urodzenia, najstarsza jej lokatorka, to miła staruszka, której jednak nie umknie żaden drobiazg. Są też panowie: sympatyczny i małomówny Thomas, przystojny Hossein i unikający sąsiadów Gerard. Łączy ich jedna kamienica, znienawidzony właściciel, dzielą tajemnice, które pielęgnują za zamkniętymi drzwiami wynajmowanych lokali. Ale pewnej upalnej nocy wydarzy się coś, co połączy ich mocniej, niż mogliby się tego spodziewać, a skrywane sekrety ujrzą światło dzienne. Nic tak nie łączy ludzi, jak strach przed karą ...


foto Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com

Zabójca z sąsiedztwa Alex Marwood to jedna z tych powieści, której warto dać szansę, nawet jeśli początkowo trudno się w nią wczytać. Przyznam, że po pierwszych kilku stronach miałem wątpliwość, czy dobrze zrobiłem, wybierając jako lekturę, akurat tę powieść. Autorka początkowo dość mozolnie wprowadza poszczególne postaci, które dopiero z czasem zaczynają funkcjonować w przestrzeni powieści. Kiedy lepiej ich poznajemy, fabuła układa się w konsekwentną całość. Co więcej, zaczynamy lubić bohaterów Zabójcy z sąsiedztwa, bo Marwood z dużym wyczuciem szkicuje poszczególnych bohaterów. Nawet dramatyczne wydarzenie, którego stają się częścią, nie zmienia dobrej opinii o nich. Bohaterowie powieści nie bez powodu wybierają życie na uboczu, w niezbyt rzucającym się w oczy budynku, ponieważ albo przed czym uciekają, albo kogoś się obawiają, albo ... chcą w spokoju oddawać się swojemu hobby, specyficznemu i zabójczo niebezpiecznemu.

To, z czym miałem problem, czytając nową powieść Alex Marwood, to właściwa klasyfikacja gatunkowa książki. Nie określiłbym  jej mianem kryminału w czystej formie, choć pewne jego elementy są w fabule wyeksponowane. To raczej połączenie powieść obyczajowej z elementami kryminału, thrillera i makabreski, przypominającej Pachnidło Süskinda. Powieść tak samo wzrusza, jak i wywołuje obrzydzenie, bo autorka z iście angielskim poczuciem (mocno czarnego) humoru, balansuje na granicy. Ta niejednoznaczność, która zaskakuje czytelnika, to w gruncie rzeczy atut Zabójcy z sąsiedztwa. Przewrotność losów bohaterów połączona z realizmem w opisie wydarzeń sprawia, że powieść Marwood po prostu intryguje. I mimo początkowych oporów, po lekturze mogę z czystym sumieniem napisać, że Zabójcy z sąsiedztwa zdecydowanie warto dać szansę, bo będziecie zaskoczeni tak samo, jak ja. 

www.wydawnictwoalbatros.com

Alex Marwood udowodniła, że sława, jaka do niej przyszła po Dziewczynach, które zabiły Chloe, to nie jednorazowy łut szczęścia. Trudno mi jednoznacznie ocenić, która z książek autorki bardziej mi się podoba. Obie są bowiem inne, choć mieszczą się w szeroko pojętej definicji literatury rozrywkowej i werdykt nie jest łatwy. Debiutancka powieść była bardziej serio, przy drugiej jestem skłonny uznać, że autorka poszła w stronę groteski, delikatnej, ale jednak wyczuwalnej. Jedno jest pewne, że miłośnicy kryminałów powinni sobie zapamiętać nazwisko autorki. Myślę, że jeszcze nas zaskoczy. Ja na to bardzo liczę. 

Nowalijki oceniają 5/6



za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






piątek, 11 listopada 2016

"Dziki łabędź i inne baśnie" Michael Cunningham

www.rebis.com.pl
Informacje o książce

autor Michael Cunningham
tytuł Dziki łabędź i inne baśnie
tytuł oryginału A Wild Swan and Other Tales
przekład Jerzy Kozłowski

wydawnictwo Rebis
miejsce i data wydania Poznań 2016
liczba stron 158

data premiery 25 października 2016
egzemplarz recenzencki






Lubicie baśnie? Podejrzewam, że to pytanie czysto retoryczne, bo ten gatunek literacki, jak żaden inny, towarzyszy ludziom od dzieciństwa. Ileż to emocji towarzyszyło nam, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy, a potem przeczytaliśmy historię o śpiącej królewnie, czy o ołowianym żołnierzyku. Jakie musiało być nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że teksty braci Grimm, czy Andersena pełne są okrucieństwa i podtekstów, a szczęście bohaterów często okupione zostało mnóstwem upokorzeń i wyrzeczeń. Baśnie o lepszym świecie, w którym dobro zwycięża zło, fascynowały ludzi od wieków i wiele wskazuje na to, że jeszcze długo nic się w tej kwestii nie zmieni. A zastanawialiście się może, co dzieje się z bohaterami baśni, po konwencjonalnym I żyli długo i szczęśliwie? W zakamarkach pamięci plączą mi się co najmniej dwa eseje poświęcone życiu po życiu bohaterów baśni. I o ile nie pamiętam w tej chwili autorów tych tekstów, to jednak przypominam sobie, że wizja przyszłości tych postaci nie jest już taka różowa. No cóż, rutyna dnia codziennego, nawet związana z rządzeniem połową królestwa, może po prostu nudzić. A kiedy ludzie się nudzą, to ...


Marzenia czasem się spełniają. Prawie jak w baśni ;) 


Michael Cunningham, jeden z moich ulubionych autorów, któremu jestem wdzięczny za Godziny (miałem to szczęście, że mogłem podziękować mu za nie osobiście w Krakowie) wziął na swój literacki warsztat popularne baśnie i pokazał je przez pryzmat własnego, ironicznego spojrzenia. To zadanie mogło okazać się ryzykowne, ale potraktowanie tematu z odrobiną ironii i z ciepłym humorem sprawiło, że znane od zawsze teksty zyskały nowy, często zaskakujący wymiar. Tak oto powstała niewielkich rozmiarów książka Dziki łabędź i inne baśnie, czyli świeże i przewrotne spojrzenie autora na ponadczasowe historie, na których wychowały się miliony ludzi na całym świecie. Już wstęp do zbioru, zatytułowany (jaka cudowna gra słów) Roz.czarowanie, sugeruje, że Cunningham zdrapie tu i ówdzie złotą farbkę i odsłoni niewygodną prawdę. I czyni to w charakterystycznym dla siebie stylu. Owszem, prowokuje, ale i zachęca tym samym do intelektualnego fermentu. 


Warto było odstać w gigantycznej kolejce!

Na całość, oprócz wymienionego już Roz.czarowania, składa się  w sumie jedenaście tekstów. Celowo napisałem tesktów, bo niektóre z nich to krótkie historie przypominające opowiadania, innym zaś bliżej do esejów, czy wariacji na temat. Cunningham bawi się znanymi motywami, rozkodowując je przy pomocy odwołań do współczesności. Zaprasza czytelnika do zabawy, w której można poznać dalsze losy bohaterów, kiedy pada słynne zdanie I żyli długo i szczęśliwie. Autor udowadnia, że nie za każdym razem jest długo, a już na pewno nie zawsze szczęśliwie. Co z tego, że dwunasty książę ma skrzydło zamiast ramienia, skoro nie ma szans na znalezienie szczęścia. Baba Jaga, zanim nią została w chatce z piernika, wiodła życie pełne ludzi i pustki jednocześnie. Jak żyła, tak zmarła. Piękny Jaś nie grzeszył może intelektem, ale potrafił sprawić, że wraz z matką zaczęli żyć na odpowiednim poziomie. Małpia łapka przyniosła szczęście, ale rozumiane na opak. Wśród postaci przedstawionych w zbiorze są także: karzeł, ołowiany żołnierzyk, czy Roszpunka. Każda z tych postaci ma literacki rodowód w baśniach, ale życiorys już bardziej nowoczesny.


Baśnie Cunninghama z ilustracjami Yuko Shimizu

Dziki łabędź i inne baśnie to spojrzenie na znane teksty z zupełnie nowej perspektywy. Autor dopasowuje je do współczesności, osadzając akcję baśni w dzisiejszym świecie, podkreślając samotność bohaterów, często ich niedostosowanie do życia w społeczeństwie. Mężczyźni w tak rozumianych baśniach walczą raczej z demonem kryzysu płci, niż z konkretnym potworem. Kobiety są zagubione między potrzebą realizacji własnych potrzeb a oczekiwaniami społeczeństwa. Postaci z tekstów Cunninghama wchodzą w przypisane im od wieków role, ale nie da się ukryć, że baśniowe kostiumy mocno ich uwierają. 

Próbowałem spojrzeć na teksty tworzące ten zbiór jako na nowe wersje znanych baśni. I już wiem, że tak się nie da interpretować tych opowieści. Autor zatarł bardzo wyraźnie granicę między dobrem a złem, między czerń i biel wprowadził wiele odcieni szarości, bo tylko w naiwnym postrzeganiu świata wszystko wydaje się poukładane i oczywiste. Przez baśnie Cunninghama przebija smutek nieudanych związków, straconych nadziei, ale można też dostrzec odrobinę radości z drobiazgów, z których zbudowane jest życie. Ale żeby nie było tak pesymistycznie, to ostatni tekst Długo/szczęśliwie daje nadzieję na lepsze jutro. Czymże byłby baśnie, gdyby nie kończyły się szczęśliwie? Michael Cunningham też to przecież wie i choć przewrotnie, to jednak bardzo po swojemu oddaje hołd tradycji w Dzikim łabędziu i innych baśniach. I tylko wielka szkoda, że to lektura na moment. Aż chciałoby się więcej.
Polecam. Koniecznie!

Nowalijki oceniają 6/6



Dziękuję Wydawnictwu Rebis
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


środa, 9 listopada 2016

"Dziewczyna w lodzie" Robert Bryndza

www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce

autor Robert Bryndza
tytuł Dziewczyna w lodzie
tytuł oryginału The Girl in the Ice
przekład Emilia Skowrońska

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 434

egzemplarz recenzencki
premiera 9 listopada 2016







Nawet czytelnik, który niezbyt uważnie śledzi nowości na krajowym rynku wydawniczym, nie mógł nie zauważyć, że ostatnio pojawiło się kilka powieści z dziewczynami w tytule. Były więc dziewczyny, które zabiły pewną Chloe, jedna znalazła się w walizce, inna podróżowała pociągiem, a jeszcze inna wróciła do Summit Lake. Nie ma co ukrywać, że żadnej z nich los nie oszczędził. Podobnie zresztą jak nie poszczęściło się bohaterce nowej powieści Roberta Bryndzy Dziewczyna w lodzie. Autor, z pochodzenia Brytyjczyk, od kilku lat mieszkający na Słowacji, znany jest z serii komedii romantycznych. Prezentowana dziś powieść to jego debiut kryminalny, początek cyklu z inspektor Eriką Foster. 

W pewien zimowy poranek mieszkaniec Londynu natrafia na zwłoki. Znajduje zamarznięte ciało młodej i pięknej kobiety, jak wkrótce się okaże, córki wpływowego biznesmena i polityka. Ponieważ sprawa dotyczy wyższych sfer towarzyskich i finansowych, śledztwo poprowadzi niezwykle doświadczona inspektor Erika Foster. Policjantka, która wciąż zmaga się z tragedią w życiu zawodowym i osobistym, zostaje specjalnie sprowadzona do Londynu z Manchesteru. Rozpoczyna się żmudne i drobiazgowe śledztwo, a na światło dzienne wypływają skrzętnie skrywane tajemnice. Erika nie wie nawet, że morderca jest bliżej, niż mogłoby się to jej wydawać. Zaczyna się pościg za zabójcą i walka z czasem ...

www.wydawnictwofilia.pl

Dziewczyna w lodzie Roberta Bryndzy to rasowy kryminał z ciekawą fabułą, wyrazistymi postaciami i niezłym tempem akcji. Śledztwo w sprawie śmierci córki znanego biznesmena zatacza coraz szersze kręgi, stopniowo odkrywając prawdziwe, niekoniecznie pozytywne oblicze bohaterów. Tytułowa Dziewczyna z lodu tylko pozornie wiodła pozbawione trosk życie. Jej rodzina zdecydowanie lepiej wypada na pozowanych zdjęciach w prasie, niż w rzeczywistości. Autor podrzuca mylne tropy, zwodzi zarówno policjantów ze swojej powieści, jak i czytelnika. Im bliżej finału, tym akcja przyspiesza, pędząc do dramatycznego finału. Wprawdzie końcówka powieści trochę traci na realizmie, ale sam finał broni się, gdyż wpisuje się w konwencją gatunkową powieści.

Postacią, dla której z pewnością warto sięgnąć po książkę Roberta Bryndzy, jest inspektor Erika Foster. Twarda policjantka; skrupulatna i uparta, traktuje śledztwo niezwykle ambicjonalnie. Ona potrzebuje tej pracy i sukcesu. Nadal bowiem zmaga się z traumatycznymi wydarzeniami z poprzedniego dochodzenia, w wyniku którego zginęli niewinni ludzie, w tym osoba jej najbliższa. Zatem, tylko dzięki determinacji Eriki, sprawę zamordowanej dziewczyny udaje doprowadzić się do końca.

foto Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com

Czytelnik powieści kryminalnych może ponarzekać, że Dziewczyna w lodzie nie wnosi niczego nowego do tego gatunku. Z pewnością jest coś na rzeczy, ale w mojej ocenie powieść broni się, zarówno intrygującymi bohaterami, jak i sprawnie opowiedzianą historią. Jak przy każdej powieści tego typu zastanawiałem się Kto zabił i choć w przypadku książki Bryndzy rozwiązałem tę zagadkę dość szybko, to nie przeszkodziło to mi z zainteresowaniem śledzić kolejnych etapów śledztwa Eriki i jej zespołu. Co więcej, do samego finału powieść czytało mi się tak samo dobrze. Niecierpliwie przekładałem kolejne strony, ponieważ fabuła wciąga  właściwie już od prologu. 

Cieszę się, że tom drugi tej serii jest już w przygotowaniu, bo mam nadzieję, że Erika Foster skradnie mi  w przyszłości jeszcze kilka wieczorów. Miłośnikom gatunku zdecydowanie polecam! 

Nowalijki oceniają 5/6


za udostępnienie powieści do recenzji premierowej.


wtorek, 8 listopada 2016

"Niebezpieczna gra" Joanna Opiat - Bojarska PATRONAT

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Niebezpieczna gra

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 436

egzemplarz recenzencki
premiera 9 listopada 2016

patronat medialny bloga







Dziesiąta powieść w dorobku Joanny Opiat - Bojarskiej to jednocześnie drugi tom serii kryminalno - obyczajowej z psycholog Aleksandrą Wilk. Jej dramatyczne i zagmatwane losy czytelnicy poznali w Grze pozorów (tutaj). Wydawać by się mogło, że po wydarzeniach opisanych w pierwszej części, główna bohaterka choć trochę odetchnie. Niestety, jeden telefon sprawi, że jej życie znów zacznie pędzić jak szalone, a stawka ponownie okaże się bardzo wysoka. 

Kiedy do jednego z łódzkich szpitali trafia ciężko ranny mężczyzna, okazuje się, że w wyniku wypadku doznał amnezji. Przypomina sobie jedynie nazwisko pewnej kobiety. Znajomy  lekarz prosi Aleksandrę Wilk o pomoc, a kobieta godząc się na współpracę nie zdaje sobie sprawy, że za tą historią kryją się wydarzenia, o których wolałaby nie pamiętać.

W tym samym czasie policjantka Urszula Zimińska po raz kolejny próbuje poskładać w jedną całość fragmenty śledztwa, które dotyczy morderstwa sprzed lat. Nadal na wolności jest człowiek, który zamordował ekscentryczną aktorkę, od lat mieszkającą samotnie w wielkim domu. Pojawia się szansa na rozwiązanie sprawy, kiedy okazuje się, że w zasięgu ręki policjantki jest, tak przez nią wyczekiwany, pewien dowód rzeczowy. Teraz wystarczy jedynie zlokalizować jego właściciela i istnieje możliwość, że pomoże on w rozwiązaniu zagadki. Tylko kwestią czasu jest, kiedy drogi kobiet przetną się na jednej z łódzkich ulic i ramię w ramię rozpoczną niebezpieczną grę, podejmując się wielkiego ryzyka ...  

W Niebezpiecznej grze Joanna Opiat - Bojarska wysyła Aleksandrę do Łodzi, miasta, które ostatnio złapało drugi oddech,  przynajmniej na kartach powieści sensacyjnych. Pani psycholog opuszcza na jakiś czas rodzinny Poznań, który kojarzy się jej tylko z dramatycznymi wydarzeniami związanymi ze śmiercią męża. Zmiana otoczenia dobrze robi zarówno bohaterce, jak i samej powieści. Dzięki temu zabiegowi łatwiej jest zrozumieć pewne zachowania Aleksandry, a i sama historia może rozgrywać się w oderwaniu od wydarzeń z poprzedniego tomu. Historia kryminalna, opisana w Niebezpiecznej grze, to zupełnie nowe śledztwo i inni bohaterowie. Aleksandrze w Łodzi towarzyszy znana już czytelnikom przyjaciółka, a pałająca nienawiścią szwagierka pojawia się tylko przez moment. Myślę jednak, że o tej postaci tak szybko nie zapomnimy. Wszak Aleksandra mocno zaszła jej za skórę. 

Nie zdradzając niczego konkretnego z fabuły, mogę jednak napisać, że motywem przewodnim tej odsłony serii z Aleksandrą Wilk jest pokazanie jej przeszłości. To wydarzenia sprzed ponad dwudziestu lat powracają do Aleksandry jak bumerang, wywracając jej obecne życie do góry nogami. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy i przez dłuższy czas nie mogłem się zdecydować, czy tak poprowadzony wątek bohaterki mi odpowiada. Ostatecznie przekonałem się do takiego pokazania jej przeszłości, szczególnie kiedy poplątana intryga unaoczniła pomysł autorki na fabułę. Drugim ciekawym tematem jest ukazanie na kartach powieści funkcjonowania rynku dzieł sztuki w Polsce. Eleganckie aukcje, wielkie pieniądze i chęć obcowania z pięknymi przedmiotami - to jedno, niekoniecznie czyste interesy  - to drugie. Tam, gdzie w rachubę wchodzą setki tysięcy złotych, pojawia się także zadrość i chęć łatwego zysku. Nawet za cenę życia. 

Joanna Opiat - Bojarska definiuje swoje powieści pewnym równaniem: realizm plus emocje do potęgi plus zwroty akcji. To już sprawdzona recepta na udaną powieść kryminalną z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. I taka też jest Niebezpieczna gra, którą charakteryzuje skomplikowana intryga, ciekawy temat i wyraziste postaci. Podczas czytania nowej książki zwróciłem uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze narracja. Autorka zrezygnowała z bardzo szczegółowego opisu rzeczywistości (co można było zauważyć podczas lektury Gry pozorów), dzięki czemu fabuła jest lżejsza, bardziej przejrzysta językowo. Pozwala to na wyeksponowanie istotnych dla ciągu wydarzeń wątków, które nie gubią się w zawiłościach tekstu. I druga kwestia - Aleksandra Wilk. W Niebezpiecznej grze jest zdecydowanie bardziej sympatyczna, poukładana i zaangażowana w budowanie relacji zarówno z dziećmi, jak i innymi bohaterami. W poprzedniej powieści budziła zaciekawienie, ale trochę irytowała, w nowej odsłonie jakoś łatwiej ją zrozumieć i nawet polubić. Podoba mi się taka, być może drobna, ale z pewnością zauważalna zmiana w prowadzeniu narracji i budowaniu postaci w Niebezpiecznej grze

foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Najnowsza powieść Joanny Opiat - Bojarskiej ma może odrobinę wolniejsze tempo, ale dzięki temu pozwoliło autorce skupić się na zbudowaniu skomplikowanej intrygi, łączącej w sobie wydarzenia z przeszłości z teraźniejszością. Połączenie wątków kryminalnych z obyczajowymi i ciekawa tematyka w tle sprawiają, że powieść czyta się z dużym zainteresowaniem. Wprawdzie niektóre rozwiązania w fabule niezbyt mi się podobały, ale w ogólnym rozrachunku mogę napisać, że nowa historia Aleksandry Wilk wciąga i intryguje. I jak zawsze, kiedy tylko przeczytałem ostatnie zdanie, zacząłem się zastanawiać, co jeszcze wydarzy się w życiu pani psycholog z Poznania. Coś mi się zdaje, że do nudnego i poukładanego życia droga jeszcze daleka. 

Nowalijki oceniają 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona 
za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
i umożliwienie objęcia powieści
patronatem medialnym bloga


niedziela, 6 listopada 2016

"Zamknięta trumna" Sophie Hannah

www.publikat.pl
Informacje o książce

autorka Sophie Hannah
tytuł Zamknięta trumna
tytuł oryginału Closed Casket. The New Hercule Poirot Mystery
przekład Urszula Gardner

wydawnictwo Dolnośląskie/Publikat 
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 344

egzemplarz recenzencki






Nie ma chyba na świecie miłośnika kryminałów, który nie znałby Agathy Christie. Nie ma chyba czytelnika jej powieści, który nie zetknąłby się z jej najukochańszym literackim dzieckiem - Herkulesem Poirot. Belgijski detektyw z charakterystyczną jajowatą głową i znakiem rozpoznawczym - wąsami, na stałe wpisał się do grupy najbardziej rozpoznawalnych postaci literackich na świecie. Dla fanów twórczości Królowej Kryminałów nie będzie również żadną tajemnicą, że Christie uśmierciła swojego ulubionego bohatera w wydanej ponad czterdzieści lat temu Kurtynie. Co więcej, zrobiła to wiele lat przed publikacją powieści, bo zwyczajnie miała dość wścibskiego i pewnego siebie Poirot. Kiedy w 2014 roku spadkobiercy praw autorskich Christie ogłosili, że detektyw zostanie wskrzeszony, fani na całym świecie wstrzymali oddech. Niezwykle trudnego zadania podjęła się angielska pisarka Sophie Hannah, która miała już na swoim koncie kilka, różnie ocenianych, kryminałów. Powrót Herkulesa Poirot w Inicjałach zbrodni, mimo bardzo różnych ocen czytelników, musiał zadowolić posiadaczy prawa do wizerunku belgijskiego detektywa, skoro Hannah została ponownie wybrana do napisania kolejnej powieści z Poirot. I tak oto światło dzienne ujrzała książka pod tytułem Zamknięta trumna.

Jest październik tysiąc dziewięćset dwudziestego dziewiątego roku. Ekscentryczna i bogata Irlandka, lady Athelinda Playford wprawia w zakłopotanie swojego adwokata. Kobieta postanawia zmienić zapis w testamencie i cały majątek przepisać na jednego z ciężko chorych współpracowników. Lady Playford, autorka serii kryminałów przygodowych dla dzieci ma świadomość, że jej decyzja może wywołać i wywoła ogromne zdziwienie wśród członków jej rodziny. Wszystko wskazuje na to, że kroki podjęte przez  lady są z góry przemyślane i mają  pewien cel, znany tylko właścicielce majątku. Do rezydencji Lillieoak przyjeżdżają goście, wśród nich dorosłe dzieci lady Playford oraz detektyw ze Scotland Yardu, znany z poprzedniej powieści Sophie Hannah, Edward Catchpool. Zjawia się także Herkules Poirot, którego gospodyni zaprosiła osobiście. Jeszcze tego samego wieczoru w rezydencji dochodzi do morderstwa i jak to w powieściach kryminalnych bywa, wszyscy obecni są podejrzani. Poirot i Catchpool rozpoczynają śledztwo z którego wynika, że żadna z obecnych na przyjęciu osób nie mogła zabić. Jednak jeden zimny trup nie wziął się w Lillieaok znikąd. 

Zamknięta trumna to druga powieść Sophie Hannah z Herkulesem Poirot. Autorka posłużyła się schematem konstrukcji fabuły, jaki czytelnicy znają z powieści Agathy Christie. Jest więc ekscentryczna bogata dama, okazała rezydencja, w której dochodzi do morderstwa i goście, wśród których musi znajdować się ktoś, kto zabił. Zmiana w testamencie oraz wywołane tym działaniem emocje pozwalają pokazać pełen wachlarz zachowań i odczuć gości rezydencji. Na jaw wychodzą brudy z przeszłości i niecne zamiary, zaś pewne gesty świadczą jedynie o małostkowości zebranego w Lillieoak towarzystwa. Herkules Poirot prowadzi śledztwo, analizując przy pomocy szarych komórek motywy postępowania gości lady Playford. I jak to on, skupia się raczej na psychologii, niż na namacalnych dowodach lub ich braku. Towarzyszący mu Catchpool przypomina trochę Hastingsa, gdzie mu tam do inteligentnego i bystrego Belga. Razem jednak dobrze się uzupełniają i temu duetowi udaje się, a jakże, rozwikłać w końcu zagadkę. A kryminalna intryga w Zamkniętej trumnie jest dość skomplikowana, żeby nie napisać przekombinowana. Momentami można odnieść wrażenie, że autorce fabuła wymyka się spod kontroli, ale w tym szaleństwie jest pewna metoda. Trzeba jednak przeczytać powieść do końca.

www.publikat.pl

Kolejna odsłona przygód Herkulesa Poirot w interpretacji Sophie Hannah powinna spotkać się z mniej emocjonalnym przyjęciem, jak miało to miejsce w przypadku Inicjałów zbrodni. Czytelnicy wiedzą już, czego mogą się spodziewać w nowej części, znając styl pisarki. Autorka odrobiła lekcję po pierwszej książce i Zamknięta trumna jest trochę krótsza, choć nadal historia jest wielowątkowa, pojawiają się postaci drugoplanowe, fabuła chwilami rozchodzi się w nieokreślonym kierunku. Herkules Poirot jest tylko cieniem dawnego siebie i choć autorka stara się, jak może, to wtrącenia francuskich słówek do dialogów to trochę za mało, aby choć zbliżyć się do Belga z powieści Christie. Z drugiej strony jednak warto mieć na uwadze, że Hannah kieruje swoje powieści do współczesnego czytelnika i motywy z twórczości Królowej Kryminałów interpretuje na swój sposób. Obiektywnie patrząc, powieści Agathy Christie trącą dziś myszką. Mnie, jak fanowi jej twórczości, zupełnie to nie przeszkadza, ale rozumiem, że współczesny czytelnik może oczekiwać czegoś trochę innego. Czy Sophie Hannah jest w stanie sprostać jego oczekiwaniom? Trudno jednoznacznie ocenić. Jedno jest pewne - miłośnicy klimatu powieści Agathy Christie nadal mogą czuć niedosyt i rozczarowanie sposobem prowadzenia fabuły i rysem postaci. Czytelnicy, którym twórczość Królowej Kryminałów jest mniej znana, być może zostaną zaintrygowani fabułą Zamkniętej trumny na tyle, żeby sięgnąć po oryginalne przygody detektywa z charakterystycznym wąsem. Ciekawe, jakie wyciągną wnioski z takiej literackiej konfrontacji. 

Nowalijki oceniają 4-/6