środa, 29 czerwca 2016

"Księga wieszczb" Erika Swyler

www.czarnaowca.pl
Informacje o książce

autorka Erika Swyler
tytuł Księga wieszczb
tytuł oryginału The book of Speculation
przekład Magdalena Nowak

wydawnictwo Czarna Owca
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 408

egzemplarz recenzencki







Cyrk - dla jednych tajemnicze miejsce, pełne magii i czarów. Dla innych - synonim rozrywki na nie najwyższym poziomie. Bez względu na to, po której stronie się opowiemy, nie możemy nie zauważyć, że cyrkowcy to wdzięczny temat dla pisarzy i filmowców. Artyści cyrkowi wielokrotnie pojawiali się jako bohaterowie powieści, filmów i seriali. Pokazywani w różnym świetle, stanowią wdzięczny punkt wyjścia do snucia rozmaitych historii. Czasem wesołych, często smutnych, zawsze na pograniczu rzeczywistości i fantazji ... O cyrku, artystach z wędrownej trupy, magii i sile książek opowiada Księga wieszczb, która jest bohaterką tej recenzji.

Księga wieszczb to pierwsza powieść amerykańskiej pisarki i dramatopisarki Eriki Swyler. I już na wstępie warto napisać, że to debiut interesujący, bardzo dobry warsztatowo i jednocześnie mało odkrywczy. Ale po kolei. 

Powieść składa się z dwóch ciągów narracji. Opowieść współczesna stanowi punk wyjścia do przedstawienia dziejów wędrownej trupy cyrkowej z końca osiemnastego wieku. Simon Watson, młody bibliotekarz, po śmierci rodziców mieszka w starym domu na klifie w zatoce Long Island. Wiedzie dość nudne życie do czasu, kiedy stary antykwariusz pan Churchwarry, tylko z pozoru niespodziewanie, wysyła mu starą księgę pod tytułem Obwoźna magia i cuda Peabody'ego. Już pobieżna lektura powoduje, że życie Simona radykalnie się zmieni, kiedy odkryje on związek treści ofiarowanej mu książki z faktami z życia jego rodziny. Prawem serii, 24 lipca ma dojść do dramatycznych wydarzeń, które bezpośrednio będą dotyczyły młodszej siostry Simona. Pech chce, że dziewczyna - związana z jedną z grup cyrkowych - powraca w rodzinne strony i tym samym może zostać potencjalną ofiarą.

Drugi ciąg narracji przedstawia dzieje cyrku pana Hermeliusa Peabody'ego i przenosi akcję na bezdroża Ameryki końca osiemnastego wieku. W tej części opowieści poznajemy członków grupy cyrkowców, zanurzając się w świat magii, wróżb i cudów, które dla wędrownych artystów są czymś naturalnym. Dominuje intrygujący wątek wróżącej z kart madame Ryżkowej, niemego Amosa i pięknej Evangeline, która ma pewien dar. Obie opowieści przeplatają się, z czasem tworząc logiczny ciąg przyczynowo - skutkowy, a konsekwencje wydarzeń sprzed ponad dwóch wieków będą miały wpływ na teraźniejszość.

Już pobieżny opis fabuły Księgi wieszczb pokazuje, z jaką tematyką będziemy mieć do czynienia i jaki rodzaj literatury prezentuje debiut Eriki Swyler. Jej powieść to osadzona we współczesności opowieść o sile kobiet, magii, czarach i tajemnicach. To trochę nietypowa saga rodzinna, w której wątki licznych bohaterów przeplatają się z wydarzeniami, które raczej zarezerwowane są dla świata baśni. Na historię opisaną w Księdze wieszczb składa się wiele wątków, ale podoba mi się, że autorka nad nimi panuje i trzeba przyznać, że powieść napisana jest z rozmachem. Dzieje wędrownego cyrku i losy Simona wciągają, a elementy magii tylko wzmacniają uczucie zaciekawienia. Trochę obawiałem się tej książki, bo raczej unikam literatury tego typu. Na szczęście autorka nie traktuje swojego czytelnika jak naiwnej nastolatki i proponuje bardzo dobrze napisaną historię, dbając o język i pewną logikę całości. 


www.nowalijki.blogspot.com

Księga wieszczb to powieść, która powinna spodobać się wszystkim miłośnikom nieoczywistych historii obyczajowych. Nieoczywistych, bo wykreowanie bohaterów ze świata cyrku automatycznie otwiera możliwość wprowadzenia wątków magicznych i tajemniczej, poetyckiej wręcz atmosfery. I to, w moim odczuciu, autorce bardzo się udało. 

Historia Simona i wielu niewymienionych bohaterów nie jest w żaden sposób odkrywcza. Kto zna seriale Carnivale i Czarodziejki (Charmed) lub czytał Cyrk nocy ten nie zostanie specjalnie zaskoczony. Trzeba jedna dodać, że znane wątki i motywy Erika Swyler zgrabnie połączyła w nową opowieść, którą czyta się bardzo przyjemnie, bowiem pisarka sprawnie operuje słowem pisanym i nie brak jej literackiej fantazji.

Powieść na początek lata - jak znalazł. A fani Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender powinni być zachwyceni. 


Nowalijki oceniają: 5-/6






Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie powieści do recenzji premierowej.


sobota, 25 czerwca 2016

"W cieniu prawa" Remigiusz Mróz


www. czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor Remigiusz Mróz
tytuł W cieniu prawa

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 536

egzemplarz recenzencki











Sięgając po W cieniu prawa Remigiusza Mroza, zdałem sobie sprawę, że w ciągu roku funkcjonowania bloga to siódma przeczytana przeze mnie powieść tego autora. Tym samym piszę siódmą recenzję, a Remigiusz Mróz jest najczęściej omawianym przeze mnie pisarzem. Zważywszy na tempo pracy autora i fakt, że przede mną co najmniej pięć wcześniejszych książek, rekord długo nie zostanie pobity. Chyba że zdecydowałbym się na recenzowanie wszystkich powieści Agathy Christie. Ponad osiemdziesiąt tomów grzecznie stoi na półce, a przeczytałem je jeszcze w czasach, kiedy nawet nie myślałem o prowadzeniu bloga. A przywołanie Christie tylko z pozoru nie ma nic wspólnego z omawianą dziś powieścią.

W cieniu prawa przenosi nas gdzieś w głąb Galicji, do roku 1909. Do służby w rezydencji Raisental, należącej do majętnej rodziny barona Reignera, zostaje przyjęty młody Polak Erik Landecki. Chłopak, pochodzący ze zgermanizowanej rodziny śląskiej, ma za sobą niejedną awanturę i niejasną przeszłość. Jednak funkcja czyścibuta nie wymaga specjalnych umiejętności i choć nielubiany przez resztę służby, ma nadzieję na w miarę spokojne życie. Niestety, jeszcze pierwszej nocy zostaje zamordowany najstarszy syn barona, a głównym podejrzanym, nieoczekiwanie, zostaje młody Landecki. Grozi mu kara śmierci, ale w obronę bierze go Sophie Maländer, narzeczona młodszego syna barona. Zatrudnia ona swojego znajomego prawnika, dla którego nie ma sprawy, której nie dałoby się wygrać. Pech chce, że niespodziewanie znikają dwie kluczowe osoby, których zeznania pomogłyby uchronić Landeckiego przed stryczkiem. Zaczyna się wyścig z czasem, ale rokowania w sprawie są coraz mniej optymistyczne.

Nowa powieść Remigiusza Mroza to historia, która łączy w sobie cechy kilku gatunków literackich. Dominuje kryminał, z racji czasu wydarzeń i dbałości o szczegóły historyczne, nazywany retro. Można dostrzec elementy thrillera prawniczego, powieści obyczajowej i nawet doszukać się wątków rodem z dziewiętnastowiecznego romansu. Taka literacka hybryda to z jednej strony przepis na murowany hit, z drugiej swoista pułapka, zarówno dla autora, jaki i dla czytelnika. Wystarczy bowiem zachwiać proporcjami i powieść straci wiele z swoich atutów. W przypadku W cieniu prawa taki miks gatunków literackich broni się, choć podejrzewam, że część czytelników, szczególnie znających twórczość Remigiusza Mroza tylko z ostatnich jego dokonań, może poczuć się zdezorientowana. Co więcej, aby dostrzec i docenić pomysł na fabułę, warto przeczytać książkę do ostatniego słowa, bowiem wtedy wyraźnie widać zamysł autora co do historii. Historii, co warto dodać, zamkniętej w jednym tomie, co również może być dla czytelnika sporym zaskoczeniem. Gdy ma się świadomość, że inaczej konstruuje się świat przedstawiony i bohaterów z myślą o serii a inaczej, gdy w grę wchodzi kontynuacja, to łatwiej zrozumieć obecność pewnych fabularnych skrótów, czy nieuniknionych cięć w ciągu przyczynowo - skutkowym wydarzeń. A te w powieści się zdarzają.

W moim odczuciu fabuła W cieniu prawa podzielna jest na trzy części, trochę inaczej, niż chce tego autor. Nie mam tu na myśli samych wydarzeń, ale sposób opowiadania przygód Landeckiego i pozostałych bohaterów. Mniej więcej do połowy książki mamy do czynienia z ciekawą i wciągającą historią, która co i raz ulega zmianom, gdy na światło dzienne wypływają nowe fakty. Potem tempo spada, gdy bohaterowie skupiają się na wykorzystaniu zdobytej wiedzy w wiadomym im celu. Tu przez moment (niech Autor mi wybaczy) jest dość nudno, zważywszy na dotychczasowe tempo,  ale ... Uśpiony w ten sposób czytelnik zostaje niespodziewanie wciągnięty w ostatnią część, momentami przeszarżowaną, ale nadającą książce znów szybki bieg, zmierzający do może nie spektakularnego, ale bardzo dobrego finału. Takiego, który zostawi czytelnika z uczuciem literackiego spełnienia. I spokoju. Chociaż raz.

Nie wiem, czy to efekt niedawnej lektury innej serii Remigiusza Mroza, ale momentami miałem poczucie, że W cieniu prawa trochę przypomina mi znane już motywy i bohaterów. Uważny czytelnik z pewnością dostrzeże gdzieniegdzie analogie, choć pewnie przez autora niezamierzone, a przez czytelnika nieuniknione. Czy mi to przeszkadzało? Przez moment tak, ale kiedy przypomniałem sobie, wspomnianą na początku Christie, pomyślałem, że może się czepiam - Brytyjka też nie uniknęła powtarzania pewnych motywów, a i tak jej powieści czytałem z wielką przyjemnością. Tak jest i w przypadku omawianej książki. I tylko nadal zastanawiam się, czy to aby nie celowy zabieg ze strony autora?



www.nowalijki.blogspot.com

Może i nie wszystko w fabule przypadło mi do gustu, ale muszę pochwalić autora za sposób poprowadzenia narracji. Powieść jest bardziej opisowa, tekst zaś gęsty i naturalnie współgra z dialogami. Trudno nie zauważyć odwołań do historii - nie są one zbyt nachalne, raczej pojawiają się mimochodem, lokując bohaterów w takich, a nie innych okolicznościach. W cieniu prawa nie jest wszak powieścią historyczną, Galicja (w tym Kraków) stanowią tło dla wydarzeń, gdzie ważniejsi są bohaterowie i  skomplikowane relacje między nimi. A jeśli o wspomnianych relacjach mowa, tu autor jak zwykle nie zawiódł, wyprowadzając wszystkich, w tym swoich bohaterów, w (jakże małopolskie) pole.

W cieniu prawa z pewnością przypadnie do gustu tym wszystkim czytelnikom, którzy oczekują od literatury popularnej rozrywki na  odpowiednim poziomie. Docenią oni zabawę konwencjami literackimi, bo choć kryminał retro nie jest gatunkiem szczególnie odkrywczym, to jednak ma spore wielu fanów i stwarza sporo możliwości. Wystarczy wspomnieć Zbrodnię w szkarłacie Katarzyny Kwiatkowskiej, czy Tajemnicę domu Helclów  Maryli Szymiczkowej, które cieszyły się ogromną popularnością podczas poprzednich wakacji. Remigiusz Mróz nie byłby sobą, gdyby zgranego gatunku nie potraktował po swojemu, bawiąc wątkami i motywami. A jego ostatnia powieść znakomicie wpisuje się w nurt kryminałów z historią w tle.

W mojej ocenie W cieniu prawa (wciąż) nie jest najlepszą powieścią autora, a z takimi opiniami też się już spotkałem. Wolę wierzyć, że ta dopiero przed nim, ale podoba mi się bardzo kierunek, który ostatnimi czasy obrał Remigiusz Mróz. Cieszy mnie to, jako czytelnika, że autor penetruje kolejne obszary gatunków literackich, szukając pomysłów na nowe teksty, bo robi to z myślą nas. I za powodzenie tych poszukiwań mocno trzymam kciuki. 

Nowalijki oceniają: 4/6



Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie powieści do recenzji. 

niedziela, 19 czerwca 2016

"Dobra matka" Małgorzata Rogala NOWALIJKI PATRONUJĄ

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka: Małgorzata Rogala
tytuł: Dobra matka

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 350

egzemplarz: recenzencki










Kiedy na początku roku recenzowałem powieść Małgorzaty Rogali Zapłata, zastanawiałem się, czy istnieje szansa na powstanie drugiego tomu. Gdy autorka potwierdziła mi tę informację, przez myśl mi nie przeszło, że za kilka miesięcy książka ukaże się w Czwartej Stronie, a mój blog obejmie patronatem medialnym tę kontynuację, czyli Dobrą matkę. I tu mała uwaga: wprawdzie nową powieść Małgorzaty Rogali można spokojnie czytać bez znajomości Zapłaty, to jednak warto poznać i tę pozycję, aby mieć szersze spojrzenie na bohaterów i ich wzajemne powiązania.

Dobra matka to kolejne śledztwo sympatycznej pary policjantów, których polubiłem już w części pierwszej. Tym razem starszy aspirant Agata Górska i komisarz Sławek Tomczyk zostają oddelegowani do śledztwa w sprawie zabójstwa młodej kobiety w Lesie Kabackim. Jeszcze dobrze nie zabrali się za sprawę, kiedy w podobny sposób zostaje zamordowana kolejna ofiara. Łączył je otrzymany na krótko przed śmiercią tajemniczy mail oraz zamiłowanie do dzielenia się prywatnością swoją i dzieci w mediach społecznościowych. Para policjantów zaczyna prowadzić coraz bardziej skomplikowane śledztwo, prowadzące w różnych kierunkach, a przy okazji Agata po raz kolejny zostanie zmuszona do konfrontacji z bolesną przeszłością. Okaże się, że nie wszyscy bohaterowie mają czyste intencje, wręcz przeciwnie - za fasadą ogłady i towarzyskiego sukcesu kryją się brudne sekrety i niewygodne tajemnice. A zabójca, kimkolwiek jest, szykuje się do kolejnego ataku. 

Nowa powieść Małgorzaty Rogali to nie tylko śledztwo Agaty i Sławka, choć jest wiodącym wątkiem powieści. Wyraźnie jednak ustępuje miejsca drażliwej, ale i bardzo współczesnej tematyce. Zamordowane kobiety aktywnie dzieliły się swoim życiem w mediach społecznościowych, nie zważając na czyhające w zakamarkach sieci niebezpieczeństwo. Autorka zwraca uwagę na, delikatnie pisząc, niefrasobliwość ludzi, którzy publikują w internecie treści prywatne, często intymne, a z pewnością przeznaczone dla wąskiego grona odbiorców. Za cenę polubień i pozytywnych komentarzy są w stanie sprzedać nawet wizerunek własnych dzieci, nie mając do końca pewności, w czyje ręce wpadną publikowane przez siebie treści. To właśnie takie młode matki stały się ofiarami mordercy, który w powieści jest bliżej, niż mogłoby się to wydawać. Drugim, niezmiernie ważnym wątkiem jest problem wykorzystywania młodych, marzących o karierze kobiet. Tylko z pozoru te motywy nie mają ze sobą wiele wspólnego, a co je łączy, pokazuje rozwijająca się fabuła. 


Kiedy recenzowałem Zapłatę, zwracałem uwagę na fakt wyeksponowania wątków romansowych, które umiejscawiały książkę w kręgu literatury kobiecej. W Dobrej matce autorka odeszła od tej stylistyki na rzecz rozbudowanej, ale istotnej dla przebiegu wydarzeń tematyki społecznej. Nie oznacza to, że w życiu bohaterów nic się nie dzieje w sferze uczuć. Dzieje się i to sporo, ale perypetie sercowe schodzą trochę na dalszy plan. Warto docenić w Dobre matce właśnie tematykę społeczną i obyczajową, pokazującą w szerokim spektrum polskie społeczeństwo. A może społeczeństwo w ogóle, bo bezpieczeństwo w sieci dotyczy ludzi w każdym miejscu na świecie. A już na pewno tam, gdzie dostępny jest internet.

Dobra matka to powieść, w której wyraźnie widać, że autorka pracuje nad swoim warsztatem i nieustannie go udoskonala. Książka po prostu jest bardzo dobrze napisana i ma świetnie zachowane proporcje. Mówię wtedy, że powieść sama się czyta i tak było tym razem. Sieć wzajemnych powiązań miedzy bohaterami jest gęsta i tym samym utrudnia wytypowanie zabójcy. Ten zresztą zostaje tajemnicą właściwie do samego końca. Dodatkowo Agata nadal walczy z przeszłością i choć jest na ścieżce do wewnętrznego spokoju, to droga przed nią jeszcze daleka. 

Na szczęście Dobra matka nie ma wady wielu ostatnich przebojów rynku księgarskiego i  nie cierpi na gigantomanię, dzięki czemu nie ma dłużyzn i nadmiernie rozbudowanych dialogów. Kilka wątków wciąż czeka na kontynuację, a to oznacza, że należy spodziewać się trzeciego tomu, który zresztą zostaje zapowiedziany, gdyż Ciąg dalszy nastąpi ...

Warto sięgnąć po powieść Małgorzaty Rogali Dobra matka. To jedna z tych pozycji, która nie epatuje pędzącą akcją, splotem nieprawdopodobnych wydarzeń, czy opisem brutalnych morderstw. Jej siłą jest przemyślana fabuła, sympatyczni, ale nie papierowi bohaterowie oraz aktualna problematyka społeczna. Lektura tej książki to miła odmiana w temacie polskich kryminałów. Czegóż chcieć więcej?

Nowalijki oceniają: 5/6





Serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Czwarta Strona 
za zaufanie 
i umożliwienie objęcia przez mój blog patronatem medialnym 
najnowszej powieści Autorki. 




wtorek, 14 czerwca 2016

"Dwóch panów z branży" Katarzyna Czajka

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka: Katarzyna Czajka
tytuł: Dwóch panów z branży

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 375

egzemplarz: recenzencki











Zacznę nietypowo, bo od dwóch wyznań. Po pierwsze nie przepadam za kinem. Znam oczywiście historię X Muzy, kojarzę sławnych reżyserów i nie mniej popularnych aktorów, czasem udziela mi się magia Hollywood. Ale nie śledzę najnowszych przebojów kinowych i rzadko zdarza mi się być na bieżąco z filmowymi hitami. Nad seans filmowy przedkładam wieczór z książką...

I jeszcze jedno. Do czasu premiery powieści Katarzyny Czajki Dwóch panów z branży, nie znałem ani jej autorki, ani bloga, który prowadzi (jak się okazuje) od kilku lat. Tak się jakoś złożyło, że wiedzę o kulturze popularnej czerpię z kilku zaufanych portali anglojęzycznych i one mi w zupełności wystarczają. Dlatego do Dwóch panów z branży podszedłem bez większych emocji i nadmiernie rozbudzonych oczekiwań. 

Dwóch panów z branży to historia Mariana i Adama, przyjaciół od czasów dzieciństwa, którym rodzice wybrali kariery prawników. Niestety, obaj zostali skreśleni z listy studentów, więc już u progu dorosłości musieli zmagać się z kłopotami bardzo różnej natury. A będzie tych problemów tylko więcej, kiedy bardziej obrotny Marian wpadnie na pomysł otworzenia na Woli kina. I tak obaj przyjaciele rozpoczynają karierę w szołbiznesie, zaliczając zarówno niezłe sukcesy, jak i spektakularne wpadki. Po drodze spali im się budynek kina, nawiążą współpracę z niezbyt uczciwym dystrybutorem filmów, a urzędnicy z uporem godnym lepszej sprawy będą egzekwować od nich należne podatki. 

Akcja powieści zaczyna się w roku 1909 i obejmuje czas do zakończenia II wojny światowej. W tle opowieści pojawia się Warszawa, dzieje się historia, zmieniają się mody filmowe, pojawiają się kolejne nowinki techniczne. Marian i Adam dojrzewają, zakładają rodziny, tracą i otrzymują nowe posady. Jak to w życiu, raz na wozie, raz pod wozem. Ale bez względu na okoliczności, premiera w kinie jest najważniejsza.

Utrzymana w optymistycznym nastroju opowieść to z pewnością hołd złożony kinu i jego magii, która do dziś wywołuje dreszcz emocji u widza, gdy w kinowej sali gasną światła. I choć to właśnie kino jest głównym bohaterem tej historii, to książka opisuje także prawdziwą męską przyjaźń, taką na dobre i na złe. Obaj kiniarze rozumieją się bez słów, a jeden oddałby życie za drugiego. To także historia relacji Polaka i Żyda, bo Marian to tak naprawdę Mordechaj. Wątek żydowski jest, myślę, nieunikniony, skoro powieść ma traktować o kinematografii i rozrywce. Ten motyw jest zresztą prowadzony w książce dość lekko i humorystycznie, choć w części fabuły, związanej z nadchodzącą wojną autorce nie udało się uniknąć patosu. Tak sobie myślę, że może zwyczajnie inaczej się nie da.

Dwóch panów z branży jest jedną z tych książek, co do których mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony Katarzyna Czajka miała ciekawy pomysł na fabułę, bohaterów z potencjałem i wiedzę, którą mniej lub bardziej dyskretnie przemycała do powieści. Bohaterowie mają okazję spotkać Polę Negri i Charlie Chaplina, dyskutują o premierze Przeminęło z wiatrem. Z drugiej zaś strony historia przyjaciół jest tylko letnia, brakuje jej rozmachu, albo chociaż odczuwalnej atmosfery czasów dwudziestolecia międzywojennego. Bohaterowie, mimo że teoretycznie ciekawi, nie wywołali u mnie głębszych emocji, co bardzo lubię w literaturze. Trudno nie zwrócić uwagi na pewną powtarzalność wątków, choćby z kolejnymi kinooperatorami, czy zmieniającymi się jak w kalejdoskopie sekretarkami. Dłuższą chwilę zastanawiałem się także nad oceną zakończeniem powieści, nie mogąc się zdecydować, czy jest ono melodramatyczne, czy po prostu tylko emocjonalne. Doszedłem ostatecznie do wniosku, że raczej to drugie, bo choć do happy endu mu daleko, to pozostawia pewną nadzieję, taką rodem ze srebrnego ekranu.


Mimo pewnych mankamentów, Dwóch panów z branży to książka po którą warto sięgnąć, choćby po to, aby poznać Mariana i Adama. Ich losy, nierozerwalnie związane zarówno z kinem, jak i dziejącą się na ich oczach historią, budzą zaciekawienie. Doceniłbym również dyskretny humor książki i wyraźnie odczuwalną tęsknotę autorki do świata, którego dziś już nie ma. W dobie multipleksów i blockbusterów film jest takim samym produktem, jak każdy inny. Niby podobnie działo się w czasach naszych bohaterów, ale świat wokół nich i oni sami byli jednak bardziej szlachetni. Być może przemawia przeze mnie wrodzony pociąg do nostalgii, ale kto pamięta cykl W starym kinie i urocze komedie z Mieczysławą Ćwiklińską, ten wie, o czym piszę. I właśnie o tamtym świecie jest, w gruncie rzeczy, powieść Katarzyny Czajki.

Nowalijki oceniają: 4+/6


Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie powieści do recenzji. 


sobota, 11 czerwca 2016

"Łaskun" Katarzyna Puzyńska

www.proszynski.pl
Informacje o książce

autorka: Katarzyna Puzyńska
tytuł: Łaskun
seria: tom 6

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 832

egzemplarz: zakup własny








Jak ten czas zleciał! W wakacje 2015 roku sięgnąłem po pierwszy tom serii o policjantach z Lipowa, czyli Motylka. Minął prawie rok i oto w moich rękach jest już szósta część kryminalnej sagi Katarzyny Puzyńskiej - bardzo przeze mnie wyczekiwany Łaskun. Wyczekiwany, bowiem autorka mocno namieszała w życiu swoich bohaterów, kończąc Utopce bardziej, niż tylko  intrygująco ... Kto jest na bieżąco wydarzeniami w Lipowie, ten doskonale wie, o czym piszę. 

Łaskun zaczyna się od mocnego uderzenia, a potem jest tylko lepiej. W okolicach Lipowa policjanci dokonują makabrycznego odkrycia. W domu byłego sędziego odnajdują postać złożoną z części ciała właściciela posesji i nieznanej kobiety. Taka, rzec trzeba, wyrafinowana zbrodnia nie zdarza się zbyt często, więc w śledztwie uczestniczą nie tylko stróże prawa z Lipowa, ale i ekipa z niedalekiej Brodnicy. Bardzo szybko okazuje się, że są pewne przesłanki wskazujące na to, że mordercą prawdopodobnie jest nikt inny, jak ... aspirant Daniel Podgórski. W tym momencie wydarzenia nabierają tempa. Ze stróża prawa Podgórski staje się głównym oskarżonym, który nie ma jak dowieść swojej niewinności i zmuszony jest uciekać przed każącą ręką sprawiedliwości. Przez moment na też świadomość, że nie może specjalnie liczyć na pomoc bliskich mu osób. Po wydarzeniach z jesieni, opisanych w Utopcach, jego sytuacja osobista i zawodowa na tyle się skomplikowała, że teoretycznie musi radzić sobie w pojedynkę. Zaczyna się wyścig z czasem i walka o odzyskanie dobrego imienia.

Kolejna odsłona sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa wprowadza nowe postaci i miejsca, rozszerzając tym samym świat powieści. Równolegle ze śledztwem prowadzonym w sprawie tajemniczego morderstwa, poznajemy historię ludzi związanych z jedynym w okolicy nocnym klubem Gwiazdozbiór, który okazuje się czymś więcej, niż tylko pospolitym lokalem ze striptizem. Autorka sugeruje wyraźny związek tego miejsca ze śmiercią sędziego, ale ta zależność przez pewien czas pozostanie niejasna.

Łaskun to powieść, w której pojawia się sporo wątków. Początkowo trudno połapać się w zależnościach pomiędzy bohaterami i wydarzeniami, bowiem sieć wzajemnych relacji jest w powieści wyjątkowo gęsta. Na szczęście Katarzyna Puzyńska przyzwyczaiła już czytelników swoich powieści do tego, że doskonale panuje nad bohaterami i w odpowiednim momencie wskazuje ich miejsce w fabularnym szeregu zdarzeń. A wydarzeń w książce jest naprawdę dużo. Autorka zadbała, aby czytelnik nie zaznał spokoju w czasie lektury. Co i raz na jaw wychodzą nowe fakty, bohaterowie okazują się kimś innym, niż mogłoby się wydawać. Są takie fragmenty w powieści, że aż strach przejść do kolejnego rozdziału, bez obaw o losy ulubionych postaci. Dynamicznie prowadzona narracja powoduje, że ponad osiemset stron powieści dosłownie się pochłania w oczekiwaniu na finał tajemniczej historii. I uwierzcie mi, najlepsze zostało na koniec; tym razem z pewnością będziecie mieć problem z wytypowaniem Kto zabił, bowiem autorka doskonale opanowała sztukę kluczenia i wywodzenia czytelników w pole. Ja zwyczajnie mocno, a nawet bardzo mocno się zdziwiłem, bo (oczywiście) typowałem zupełnie kogoś innego. 

Przyznam, że bardzo podoba mi się kierunek, który dla swojej serii kryminalnej obrała Katarzyna Puzyńska. Mogła przecież spokojnie odcinać kupony od sukcesu poprzednich części i nadal opowiadać sensacyjne historie z malowniczym Lipowem w tle. A jest trochę inaczej. Lipowo już od pewnego czasu nie jest sielankową miejscowością; jej rezydenci, o dziwo, to ludzie z krwi i kości. Najlepiej widać to na przykładzie Daniela, którego autorka nieźle przeczołgała i z ciepłych kluch (nie powiem - sympatycznych), zrobiła faceta (tak, tak ze wszystkimi wadami przynależnymi temu gatunkowi). Zatem zmienia się trochę klimat powieści na bardziej mroczny i niepokojący, mniej idylliczny. I to mi się podoba, choć domyślam się, że taka zmiana nie wszystkim przypadnie do gustu. Najnowsze tomy pokazują jednak, że autorka ma aspiracje do teksów z mocniej zaakcentowaną warstwą psychologiczną, która w Łaskunie jest już bardzo widoczna. Nie zmienia się za to rozbudowane tło społeczne, bowiem powieść porusza kilka ważnych aspektów życia we współczesnym świecie. Jedyne, czego mi zabrakło w książce, to większej obecności ulubionych bohaterów. Mam wrażenie, że chwilami egzystują oni na obrzeżach fabuły i odrobinę stracili ze swego fabularnego pazura. Nawet Klementyna, która pojawia się trochę później, jest mniej przebojowa, niż dotychczas. Da się to oczywiście wytłumaczyć takimi, a  nie innymi wydarzeniami z jej życia, ale jednak. Z drugiej zaś strony, zakończenie sugeruje, że w życiu Daniela i bliskich mu osób wiele się jeszcze wydarzy, mam tylko nadzieję, że będą to jednak zdarzenia głównie optymistyczne. 


www.nowalijki.blogspot.com

Fani twórczości Katarzyny Puzyńskiej z pewnością nie będą zawiedzeni Łaskunem. Powieść, mimo imponującej liczby stron, wciąga i nie daje od siebie odpocząć. Mnogość wątków i postaci wymaga pewnego skupienia, ale w finale wszystkie elementy układanki wpadają na swoje miejsca i tworzą klarowny obraz całości wydarzeń. Tu i ówdzie można troszkę ponarzekać, że autorka przeszarżowała z wydarzeniami, bo trup ściele się gęsto, ale świetnie poprowadzone wątki z psychologią w tle wynagradzają krwawą jatkę (części) bohaterów powieści.

Na koniec dodam tylko, że w mojej ocenie Łaskun to najlepsza część serii o policjantach z Lipowa. Autorka bardzo wysoko postawiła sobie poprzeczkę i ciekawe, czym nas zaskoczy w kolejnym tomie Dom czwarty, który jest w przygotowaniu. 

I może wreszcie należałoby przestać porównywać Katarzynę Puzyńską a to do Agathy Christie, a to do Camilli Läckberg. Autorka już jakiś czas temu udowodniła, że Puzyńska jest tylko jedna.

Nowalijki oceniają: 5+/6

poniedziałek, 6 czerwca 2016

"Piętno Midasa" Agnieszka Lingas - Łoniewska PRZEDPREMIEROWO

www.novaeres.pl
Informacje o książce

autorka: Agnieszka Lingas - Łoniewska
tytuł: Piętno Midasa
wydawnictwo: Novae Res
miejsce i rok wydania: Gdynia 2016
liczba stron: 356

egzemplarz: zakup własny











Podejrzewam, że sporo osób jest zaskoczonych wyborem książki do kolejnej recenzji. Co więcej, niektórzy już dali temu wyraz, kiedy okładka omawianej powieści pojawiła się na moim Instagramie. Tyle samo, nie ma co ukrywać, czytelniczek pozazdrościło mi posiadania egzemplarza najnowszej powieści Agnieszki  Lingasa - Łoniewskiej Piętno Midasa. Książka została mi polecona do przeczytania podczas Warszawskich Targów Książki, gdzie można było kupić egzemplarze (mocno) przedpremierowe. Ponieważ kompletnie nie znałem wcześniej twórczości autorki, dlatego do Piętna Midasa podszedłem bez większych emocji. Z drugiej strony już okładka powieści sugerowała, czego powinienem się spodziewać i ... dokładnie to otrzymałem. Z całym dobrodziejstwem inwentarza, jakim jest romans sensacyjny. 

Jakub Rojalski jest przystojnym i tajemniczym mężczyzną, który zajmuje się zawodowo robieniem fotografii. Mieszka sam, na jednym z wrocławskich osiedli. Stroni od ludzi, choć z chęcią pomaga starszej sąsiadce, która dostrzega w nim kogoś więcej, niż sympatycznego młodzieńca. Rojalski interesuje się także losem maltretowanej przez męża Anny, przygotowując ją do ostatecznego rozprawienia się ze zwyrodnialcem.

Inspektor Karolinę Linde poznajemy, kiedy uczestniczy w kolejnym śledztwie w sprawie morderstwa dokonanego przez nieuchwytnego zabójcę o pseudonimie Midas. Jako szefowa wydziału śledczego wrocławskiej policji nie może pochwalić się rozwiązaniem sprawy seryjnego mordercy na zlecenie.

Jest i tajemniczy Midas, którego spektakularną karierę we wrocławskim świecie przestępczym poznajemy dzięki licznym retrospekcjom. Co więcej, wraz z nim uczestniczymy w kolejnych egzekucjach, zleconych mu przez jego mocodawcę i mentora. 

Rojalski i Linde spotykają się na przyjęciu weselnym koleżanki pani inspektor. Wpadają sobie w oko i nawiązują ognisty romans. Oboje nie wiedzą, że to spotkanie diametralnie zmieni ich życie, każdemu z nich w inny sposób.

Piętno Midasa jest romansem z wątkiem kryminalnym. Autorka wprowadza czytelnika do świata gangsterów, podejrzanych klubów, dziewczyn na telefon i wielkich pieniędzy. Midas zdobywa kolejne szczeble kariery, zyskując respekt innych przestępców i zarabiając ogromne pieniądze. W imię specyficznie pojętej lojalności wykonuje polecenia nawet takie, których nie powinien się podjąć. Zapłaci za to wszystko wysoką cenę. 

Nie ma co ukrywać, że Piętno Midasa skierowane jest głównie do kobiet. To, według mnie, typowy romans, ze wszystkimi konsekwencjami, jakie niesie ze sobą ten gatunek. Język powieści jest więc bardzo emocjonalny, bohaterowie zaś dość szablonowi: on zabójczo przystojny i z tajemnicą w oczach, ona to niby wyzwolona i pewna siebie policjantka, ale w środku marząca o wspaniałym mężczyźnie u boku. Ich romans jest ognisty, są momenty, oj są, ale przyjemnie napisane, sensualne - w końcu kto najlepiej napisze o emocjach kobiety, jak nie inna kobieta? Mnie drażniły jednak trochę pewne fabularne oczywistości i skrótowo potraktowane wątki, ale - jak wcześniej wspomniałem - mniej więcej tego oczekiwałem od powieści, która na okładce ma przypisany taki, a nie inny gatunek. Nie jest jednak tak, że tylko utyskuję - co to, to nie. 

Przyznam, że fabuła Piętna Midasa jest wciągająca, książkę czyta się dobrze, jeśli przymknąć oko na pewne mankamenty, które dostrzeże pewnie bardziej czytelnik niż czytelniczka. Warto zwrócić uwagę na bogate tło obyczajowe i wątek przemocy domowej, raczej nieczęsto spotykany w romansach. Dałem się wkręcić w opowieść o Midasie, Rojalskim i Linde. I choć autorka dość szybko zdradza tożsamość tytułowego bohatera, to jednak potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika do samego końca. A właściwie końców, bo powieść zawiera dwa epilogi. Oczywiście  bardzo różne. To ciekawy pomysł i myślę, że przyciągnie niezdecydowanych odbiorców do powieści. I przy okazji podejrzewam, że autorka sama wybrałaby drugą wersję zakończenia, bo to właśnie ten epilog dobrze spaja całą opowieść. 

www.nowalijki.blogspot.com


Piętno Midasa potraktowałem trochę jako doświadczenie literackie. Przejrzałem przy okazji inne tytuły Agnieszki Lingas - Łoniewskiej i choć pewnie szybko po nie nie sięgnę, choćby z braku czasu, to lektura jej najnowszej książki uświadomiła mi jedną ważną rzecz. Na krajowym rynku wydawniczym jest miejsce dla różnych gatunków literackich, skierowanych do odmiennych odbiorców. Dobrze, że można właściwie do woli wybierać spośród dziesiątków tytułów. Piętno Midasa jest dobrą powieścią popularną, która ma wszystkie składniki, aby stać się kolejnym hitem wydawniczym. I jestem pewien, że tak będzie. Rozumiem także, za co czytelniczki kochają autorkę i jej prozę. Bo że kochają - wiem z pierwszej ręki. 

A to, że mnie tylko dobrze się czytało, to zupełnie inna bajka, niekoniecznie ze szczęśliwym zakończeniem, albo nawet dwoma.



Nowalijki oceniają: 4+/6


piątek, 3 czerwca 2016

"Płyń z tonącymi" Lars Mytting PRZEDPREMIEROWO

www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor: Lars Mytting
tytuł: Płyń z tonącymi
tytuł oryginału: Svøm med dem som drukner
przekład: Karolina Drozdowska

wydawnictwo: Smak Słowa
miejsce i rok wydania: Sopot 2016
liczba stron: 470

egzemplarz: recenzencki








Po raz pierwszy o Larsie Myttingu, współczesnym norweskim dziennikarzu i pisarzu, dowiedziałem się przy okazji niezwykle sympatycznego poradnika o życiu Porąb i spal ..., który urzekł mnie pięknymi zdjęciami i filozofią prostego podejścia do życia. Tym razem przeczytałem pełnowymiarową powieść Myttinga Płyń z tonącymi, która najpierw zachwyciła mnie sugestywną okładką,  a zaraz potem również interesującą fabułą. Warto wspomnieć, że książkę docenili krajanie pisarza, przyznając Płyń z tonącymi Nagrodę Norweskich Księgarzy za rok 2014.

Edvard Hirifjell, główny bohater książki i jednocześnie jej narrator, ma dwadzieścia trzy lata i od małego był wychowywany przez dziadka. Rodzice chłopca zginęli podczas wycieczki do Francji, a Edvard, który im towarzyszył, wtedy trzylatek, na kilka dni zniknął. Wkrótce odnalazł się cały i zdrowy - powrócił do rodzinnej Norwegii i został zaadoptowany przez wspomnianego dziadka. Chłopiec dorastał na prowincji, otoczony miłością. Kiedy dziadek zmarł, Edvard postanowił przeprowadzić małe śledztwo, bowiem zaczęły docierać do  niego różne informacje na temat jego rodziny, dawnych zaszłości i niewyjaśnionych sporów. Chłopakowi nie dała także spokoju tajemnicza śmierć rodziców i kilkudniowe zniknięcie, którego nie pamięta. Nieświadomie otworzył puszkę Pandory, a wspomnienia o członkach rodziny zawiodły go ponownie do Francji oraz na Szetlandy, gdzie wszystkie elementy rodzinnej układanki zaczęły układać się w satysfakcjonującą całość. Obraz, jaki wyłonił się z tych poszukiwań pokazał, jak wielki wpływ na ludzi miała historia Europy, w tym przypadku sięgająca czasów I wojny światowej. 

Dzieje dziadka Sverrego i jego brata Einara stanowią trzon opowieści Myttinga. Skomplikowane losy rodziny Hirifjell wyraźnie pokazują, jaki wpływ na losy jednostki ma historia, również ta współczesna. Pisarz zahacza o niechętnie przypominany wątek współpracy Norwegów z nazistami, antagonizując biografie obu braci. Stanęli oni po dwóch stronach wojennej barykady, a raz podjęta decyzja zaważyła na całym ich dorosłym życiu. Edvard przebija się mozolnie przez mur niechęci wobec przeszłości, poplątane wspomnienia, zamazane fakty. Przez jego ręce przechodzą dziesiątki fotografii, dokumentów, listów. Początkowo w głowie chłopaka panuje chaos, ale Edvard nie odpuszcza, dzięki czemu dociera do prawdy, która wprawdzie bolesna, przynosi mu długo oczekiwany spokój i uwalnia od poczucia niewypełnienia zobowiązań wobec najbliższych mu ludzi. Równolegle poznaje prawdę o swoich rodzicach i ich śmierci, a także porządkuje historię dziadka, jego brata i innych członków rodziny. Tym samym buduje własną tożsamość, która przez wiele lat wydawała mu się niepełna i niestabilna.

Płyń z tonącymi to wielowątkowa powieść z pogranicza kryminału i sagi rodzinnej. Umiejscowienie akcji we współczesności jest punktem wyjścia do opowiedzenia historii rodziny, a szerzej Norwegii i Europy. Jak tradycja literacka nakazuje, saga ma w tle wydarzenia historyczne, czyli I i II wojnę światową. Te dwa momenty przełomowe w dziejach kontynentu stanowią punkt odniesienia dla biografii fikcyjnych bohaterów powieści. Mytting napisał swoją powieść z iście epickim rozmachem, wprowadził wiele postaci i wątków, które na początku utrudniają odbiór powieści, ale po pewnym czasie stają się jej znakiem rozpoznawczym. Język sagi -  opisowy, bogaty w szczegóły, przywołuje na myśl dokonania XIX - wiecznych tuzów literatury. Pisarz skupia się na szczegółach, czasem nieistotnych dla rozwoju fabuły, ale nadających jej sporo uroku. Jest też w książce to wszystko, za co czytelnicy uwielbiają powieści: wielka miłość i namiętności, chciwość, wyraziste postaci bohaterów, wątki obyczajowe i historyczne. Postaci Myttinga muszą dokonać wyboru, ale zawsze ze świadomością, że każdy taki gest niesie ze sobą konsekwencje, czasem na całe życie. I co istotne, w obliczu podejmowania różnych decyzji, człowiek zawsze zostaje sam, co boleśnie odczuli również bohaterowie Płyń z tonącymi.




Płyń z tonącymi Larsa Myttinga to gęsta od wątków, bardzo sprawnie napisana saga rodzinna, w której ogromną rolę odgrywa tajemnica. Wpływa ona dosyć niespodziewanie na losy poszczególnych bohaterów. Język opowieści jest wysmakowany, bohaterowie wyraziści, a problematyka ma charakter uniwersalny, bowiem dotyczy człowieka i konsekwencji podejmowanych decyzji. Edvard na oczach czytelnika dojrzewa, stawiając czoła niewygodnej prawdzie o ludziach, których kochał. Poznaje również siebie, co przyniesie mu wewnętrzne oczyszczenie i zdefiniuje jego miejsce w świecie. Warto zauważyć, że obok historii jeszcze jednym (choć również niemym) bohaterem powieści jest przyroda, a dokładniej jeden jej składnik, czyli drzewa. Pozyskiwane drewno, szczególnie cenne, które staje się kością niezgody między bohaterami.

Nie sposób (i nie miejsce) przywołać tutaj wszystkie wątki i motywy z powieści. Z pewnością Płyń z tonącymi to pozycja na długie jesienne wieczory, które ułatwiają skupienie się podczas lektury. Warto zagłębić się w skomplikowane losy rodziny Edvarda, aby dotrzeć do najprostszych, ale i najważniejszych prawd o człowieku, bez względu na to, gdzie są jego korzenie.

Nowalijki oceniają: 5/6




Dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa i Agencji Business&Culture
za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.