wtorek, 31 maja 2016

Joe Sugg "Username: Evie" ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA


WYDAWNICTWA INSIGNIS POLECA

Bestsellerowa powieść graficzna Joe Sugga „Username: Evie” od  15 czerwca w polskich księgarniach! Już dzisiaj przeczytaj fragment.

24-letni Joe Sugg, swoim fanom znany jako ThatcherJoe, to niezwykle popularny brytyjski youtuber. Przygodę z vlogowaniem rozpoczął od gościnnych występów na kanale swojej siostry – Zoelli, by zaledwie kilka lat później stać się jedną z najciekawszych osobowości YouTube’a. Bezpretensjonalnymi i zabawnymi filmikami zjednał sobie miliony fanów na całym świecie.


Joe od najmłodszych lat spędzał długie godziny przeglądając komiksy. Jego początki w roli komiksowego twórcy wiążą się z zadaniem domowym, które miał przygotować na zajęcia z medioznawstwa. Te pierwsze próby sprawiły, że Joe bliżej zainteresował się procesem powstawania powieści graficznej oraz postanowił stworzyć swoją własną. Efektem jego pracy jest „Username: Evie”.
„Username: Evie” opowiada o perypetiach nastoletniej Evie, która dobrze wie, co czuje osoba odrzucona przez rówieśników. Właśnie z tego powodu często marzy o ucieczce dokądkolwiek, gdzie w końcu mogłaby być sobą. Ojciec Evie w sekrecie tworzy wirtualną idylliczną krainę przeznaczoną wyłącznie dla niej. Ten prezent bezpowrotnie zmieni życie dziewczyny. Czy nowy świat faktycznie okaże się tym wyśnionym? A może najgorsze jest dopiero przed Evie?

Poniżej fragmenty promocyjne udostępnione przez Wydawnictwo







niedziela, 29 maja 2016

"Weź mnie za rękę" Tove Alsterdal

www.wydawnictwoakurat.pl
Informacje o książce

autorka: Tove Alsterdal
tytuł: Weź mnie za rękę
tytuł oryginału: Låt mig ta din hand
przekład: Mariusz Kalinowski

wydawnictwo: Muza SA/Akurat
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 560

egzemplarz: recenzencki








Tove Asterdal, szwedzka dziennikarka, dramatopisarka i autorka tesktów dramatycznych, ma na swoim koncie trzy powieści wydane po polsku: Kobiety na plaży, Grobowiec z ciszy i Weź mnie za rękę. Ta ostatnia książka jest jednocześnie pierwszą, którą miałem okazję przeczytać. I choć ogólnie była to lektura satysfakcjonująca, to jednak nie pozbawiona pewnych wad, o czym pod koniec recenzji. 

Weź mnie za rękę rozpoczyna się, jak na rasowy kryminał przystało, od śmierci jednej z bohaterek. Charlie, a właściwie Camilla Eriksson (fabuła wyjaśnia tę zamianę) wychodzi z baru z tajemniczym mężczyzną i jeszcze tej samej nocy ginie. Wszystko wskazuje na śmierć samobójczą w wyniku splotu nieszczęśliwego wypadku połączonego z degustacją alkoholu i narkotyków. Policja szybko zamyka sprawę, ale młodsza siostra domniemanej samobójczyni, Helene Bergman, postanawia przyjrzeć się bliżej ostatnim chwilom siostry. Zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, które nie tylko wymusi na niej podróż do Argentyny, ale pokaże również dramatyczne i wstydliwe losy jej rodziny. 

Matka dziewczynek zniknęła z ich życia pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy niespodziewanie wyjechała ze Szwecji do ogarniętej wojną domową Argentyny. Ślad po niej zaginął, a wszystkie poszlaki wskazują, że została ofiarą krwawej wendetty junty wojskowej prezydenta Jorgego Videli. Odnalezienie śladów matki stało się obsesją Charlie i rzuciło się cieniem również na życie młodszej Helene. Pewne przesłanki pozwalają sądzić, że tuż przed śmiercią Charlie odkryła pewien trop ...

Powieść Tove Alsterdal to tylko na początku kolejny szwedzki kryminał. Czytelnik szybko orientuje się, że śmierć jednej z sióstr stanowi punkt wyjścia do mrocznej, wielowątkowej historii, która na swoje korzenie w prawdziwych wydarzeniach. Autorka wprowadza wiele wątków, z których część rozgrywa się równolegle, część przenosi się w czasie do lat 1977 - 1978, kiedy w Buenos Aires matka bohaterek wikła się w sytuacje, z których właściwie nie ma wyjścia. Alsterdal z dbałością o szczegóły oddaje tło społeczne Ameryki Południowej, zżerane od środka korupcją, wszechobecnym terrorem, donosami, a wreszcie także torturami, prześladowaniami i śmiercią. Z tym wszystkim musi zmierzyć się Helene, która w toku poszukiwań prawdy o siostrze, odkrywa szokujące informacje o matce. 

Powieść jest wielowątkowa, mroczna i wymyka się jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej. Oprócz wątków kryminalnych, istotne jest rozbudowane tło społeczne (zarówno współczesnej Szwecji, jak i Argentyny), pogłębiona psychologia postaci. Alsterdal umiejętnie buduje poczucie osaczenia, niepokoju związanego z brakiem pewności, kto w powieście jest bohaterem pozytywnym, a kto niekoniecznie. Właściwie żadna z postaci nie jest jednoznaczna, każda kryje jakąś zagadkę, tajemnicę. Fabuła balansuje na granicy sensacji, powieści obyczajowej, psychologicznej i przywoływanego już kryminału. 

www.nowalijki.blogspot.com


Weź mnie za rękę ma jednak pewną zasadniczą, z mojego punktu widzenia, wadę. Jest zdecydowanie za długa. Nie wiem do końca, o co chodzi współczesnym pisarzom, których powieści mają tyle stron. Może inaczej: domyślam się, dlaczego tak się dzieje, ale prawie zawsze dzieje się to kosztem fabuły. Nie inaczej jest z książką Tove Alsterdal. W moim odczuciu powieść jest co najmniej o sto stron za długa. Owszem, pisarka starannie zamyka wszystkie wątki, a jest ich sporo. Z jednej strony nie pozostawia właściwie żadnego miejsca na domysły własne czytelnika (czego nie lubię), z drugiej jest wobec niego zwyczajnie uczciwa (namieszałam, ale prostuję co trzeba). Co z tego, skoro zakończenie rozwleka się niemiłosiernie, niebezpiecznie ocierając się o, jeśli nie melodramat, to o powieść  szpiegowską drugiego gatunku. Trochę nie współgra to z początkiem opowieści, sugerującym jednak literaturę wyższych lotów.

Mimo mojego lekkiego rozczarowania końcówką i pewnego znużenia książką, nie oceniam jej całkiem negatywnie. Trudno nie docenić bowiem intrygującego tematu i  atmosfery napięcia, stworzonego w opowieści przez pisarkę. Co więcej, nie skreślam Alsterdal z mojej listy czytelniczej i z pewnością sięgnę po poprzednie jej powieści, choćby po to, aby przekonać się, jak budowała narrację we wcześniejszych tekstach.



Nowalijki oceniają: 4+/6







za udostępnienie książki do recenzji.






czwartek, 26 maja 2016

"Jak Cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński PRZEDPREMIEROWO

www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce

autor: Alek Rogoziński
tytuł: Jak Cię zabić, kochanie?

wydawnictwo: FILIA/Mroczna Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 336

egzemplarz: recenzencki










Alek Rogoziński powraca z nową powieścią. Na chwilę postanowił odpocząć od Joanny i Betty, znanych z Ukochanego z piekła rodem i Morderstwa na Korfu. Tym razem akcja nowej książki Jak Cię zabić, kochanie dzieje się w Warszawie i (przez chwilę) w Los Angeles, a głównymi bohaterami są Kasia i Darek Donkowie oraz ... pokaźny spadek. 

Małżeństwo Kasi i Darka przechodzi poważny kryzys. Oboje dostrzegają w sobie więcej wad, niż zalet, denerwują ich drobiazgi, na które wcześniej nie zwracali uwagi. Kasia nudzi się w domu, kiedy Darek próbuje używać życia w swojej firmie. Robi to na tyle nieudolnie, że sprowadza na siebie niezłe kłopoty. Do tego wszystkiego Kasia ma szansę na odziedziczenie niezłego majątku po bogobojnej krewnej z Ameryki, ale musi spełnić przynajmniej jeden z dwóch warunków. Nie zagłębiając się w fabułę, żeby nie zepsuć przyjemności z czytania, napiszę jedynie, że aby otrzymać fortunę, Kasia musi zabić męża. Czas ucieka, a żaden z jej pomysłów nie daje się zrealizować. Co gorsze, Darek wpada na podobny pomysł, a pewien ksiądz z Los Angeles też ma chrapkę na majątek swojej zmarłej parafianki. Do Warszawy przylatuje jego siostrzeniec i dwie bardziej wybuchowe, niż święte siostry zakonne. I jak to w książkach Alka Rogozińskiego bywa, w zawiłą i szaloną intrygę wpadają kolejne postaci, aż robi się z tego wszystkiego mieszanka bardzo wybuchowa. Napiszę nawet, że bardzo!

Jak Cię zabić, kochanie to zupełnie nowi bohaterowie, skomplikowana sprawa kryminalna, ale ten sam, charakterystyczny styl: lekki, zabawny i odrobinę ironiczny. Alek Rogoziński zapełnia świat swojej powieści postaciami, które są komiczne nie tylko z założenia, ale także dzięki uwikłaniu ich w nieprawdopodobne, choć w sumie możliwe sytuacje. Gdyby nie pomysłowość babci Kasi, młoda kobieta pewnie nie miałaby szans uczestniczyć w zdarzeniach, które zmienią diametralnie jej życie. Autor, jak zwykle, traktuje swoich bohaterów z sympatią i pobłażliwością, kreując rzeczywistość przyjazną zarówno im, jak i czytelnikom. Nie sposób traktować wydarzeń w książce zbyt serio, wszak to kryminał komediowy, w którym wszystko może się zdarzyć. Zabawne pomyłki, liczne qui pro quo wprowadzają do fabuły zamieszanie, dzięki czemu nie tylko głośno się śmiejemy przy lekturze, ale również zachodzimy w głowę - co, jak i dlaczego? I te świetne postaci, że wspomnę tylko dwie zakonnice, które skradły moje czytelnicze serce oraz Basieńka - mistrzyni dżemów i marmolad.

Warto zwrócić uwagę, że w Jak Cię zabić, kochanie autor mocniej wyeksponował wątek kryminalny i używa odrobinę mocniejszego języka. Warstwa obyczajowa jest jednak obecna w powieści i to ona pełna jest smaczków - odwołań do programów telewizyjnych, rodzimych gwiazd estrad wszelakich, może nawet polityki. Mnie tym razem zachwycił niewielki fragment o Beacie Kozidrak, nie przegapcie go w czasie lektury. Zresztą autor co i raz puszcza do czytelnika perskie oko, więc gwarantuję, że zabawa jest przednia. 

Przy okazji recenzji poprzednich powieści Alka Rogozińskiego skusiłem się na porównanie jego pisarstwa do twórczości Agathy Christie i Joanny Chmielewskiej (ale z czasów Lesia i Wszyscy jesteśmy podejrzani). Dziś mogę spokojnie napisać, że autor  najnowszą książką ugruntował swój własny, rozpoznawalny styl i przypisany mu tytuł Księcia komedii kryminalnej nie był bynajmniej na wyrost. 

www.nowalijki.blogspot.com

W nowej powieści Jak Cię zabić, kochanie czytelnicy znajdą to wszystko, za co pokochali styl autora. Wyrazistych i zabawnych bohaterów, pędzącą akcję, świetnie napisane dialogi, w których nie brakuje złośliwych przytyków do rodzimej kultury masowej i celnych spostrzeżeń na temat polskiej rzeczywistości. Lekki styl narracji sprawia, że historię odrobinę nierozgarniętych bohaterów powieści pochłania się szybko, żałując, że koniec zbliża się nieubłaganie. Zabawna, lekka, ale i inteligentna lektura, która gwarantuje natychmiastową poprawę nastroju. 
Przepowiadam hit czytelniczy na nadchodzące wakacje.

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Autorowi Alkowi Rogozińskiemu 
za zaufanie i udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.

poniedziałek, 23 maja 2016

Warszawskie Targi Książki 2016 - fotorelacja


Warszawskie Targi Książki trwały dla mnie dwa dni. Przyjechałem  w sobotę i zostałem do niedzieli, zakładając, że w weekend będzie się wiele działo. I działo się tyle, że nie sposób było skorzystać ze wszystkich spotkań z autorami, paneli dyskusyjnych i innych wydarzeń poza głównym miejscem Targów, czyli Stadionem Narodowym. 


Nie jestem fanem piłki nożnej, więc stadion nie zrobił na mnie większego wrażenia.



Na WTK nie przyjechałem jakoś specjalnie przygotowany, wiedziałem kogo chcę odwiedzić, na spotkanie z kim liczę, kogo chcę poznać. Założony plan wykonałem, ale niedosyt pozostał.



Jedne stoiska zachwycały bardziej, inne trochę mniej, ale ogólne wrażenie było bardzo dobre. 








Pierwsze kroki skierowałem do Czwartej Strony. Bezwiednie, ale celnie. Dostałem do potrzymania jedyny (podobno) egzemplarz najnowszej powieści Remigiusza Mroza "W cieniu prawa" (premiera w czerwcu). Potrzymałem, zrobiłem selfie i książkę mi zabrano, grzecznie, acz stanowczo, a ja już wiedziałem, że pobyt na Targach to będzie niezła zabawa. I była!


Przy okazji spotkałem przesympatyczną Agnieszkę, z którą "widujemy się" na FB. Porozmawiałem z redaktor prowadzącą Moniką i udałem się na dalsze zwiedzanie.


I pierwsza radość. W tłumie wyłapały mnie dwie pisarki : Małgorzata Rogala i Dagmara Andryka. Miałem wielką przyjemność recenzować powieści obu Pań, brakowało nam tylko spotkania na żywo. I oto proszę! A mój blog objął patronatem najnowszą powieść Małgorzaty, więc i radość wielka!


Od lewej Małgorzata Rogala, Nowalijki,  Dagmara Andryka
I zaraz potem hit Targów, czyli ponad dwie godziny w kolejce do Remigiusza Mroza, który na stoisku Filii podpisywał "Trawers", choć niektórym czytelnikom również sześć innych książek. A że kolejka długa, to świetny czas na poznanie blogerów znajomych z sieci. Następnego dnia sytuacja powtórzyła się na stoisku Czwartej Strony.

z Renatą Orłowską z bloga Zaniczka
 Po dwóch godzinach stania wreszcie spotkanie z Remigiuszem. Ja nie wiem, jak on to robi, ale przy takim sukcesie pozostał skromnym człowiekiem. I ten moment, kiedy siadasz i masz wrażenie, że jesteś dla niego Najważniejszym Czytelnikiem. I ta pamięć do recenzji! Dziękuję Remigiuszu!






Potem znów do Czwartej Strony, bo tam zawsze jest wesoło, głównie za sprawą Piotra Sternala - najlepszego speca od marketingu. I tak się złożyło, że na zdjęciu widać część recenzentów wydawnictwa. A właściwie recenzentek, bo ja w charakterze rodzynki. 

od lewej: Piotr Sternal (Czwarta Strona), Karolina Sosnowska (tanayah czyta), Marta Mrowiec (Na regale), Nowalijki, Ewelina Cenarska (Spacer wśród słów)
I kolejne spotkanie, tym razem z Joanną Opiat - Bojarską, której kryminał "Gra pozorów" miałem przyjemność recenzować. Jaka to była miła rozmowa.  


Po mojej minie widać chyba, że bardzo mi się podobało to spotkanie. I kolejna przemiła dedykacja. Dziękuję Joanno!





Niby mieliśmy już dosyć kolejek, ale nie sposób było nie odwiedzić Katarzyny Puzyńskiej na stoisku Prószyńskiego. Autorka podpisywała "Utopce", ale wszyscy i tak rozmawialiśmy o "Łaskunie", którego premiera już 7 czerwca. A kolejne spotkanie z Kasią to sama przyjemność! Dziękuję Kasiu!







I kolejne miłe spotkanie. Tym razem z Michałem Bednarczykiem, nauczycielem języka angielskiego, który wraz ze swoimi uczniami  w Sosnowcu prowadzi Klub Czytelniczy, który bardzo się lubi z Nowalijkami! 



To nie koniec atrakcji. W sobotnie późne popołudnie umówiłem się wraz z grupką znajomych blogerów na spotkanie z Magdaleną Knedler, autorką "Pan Darcy nie żyje", "Windy" i "Nic oprócz strachu". I tu niespodzianka, bo odwiedziła nas też Marta Reich, autorka "Morderstwa i całej reszty". Cóż to było za spotkanie. Pewnie moglibyśmy rozmawiać do rana, szczególnie, że do Marty Mrowiec ("Na regale u Marty Mrowiec"), Przemka Garczyńskiego ("3telnik.pl")  i mnie dołączyła Agnieszka Kalus ("Czytam, bo lubię"). Nie ma co ukrywać, że złapaliśmy wszyscy świetny kontakt, poprzedzony miesiącami rozmów na FB i można było odnieść wrażenie, że to spotkanie starych znajomych, a nie pierwszy kontakt w realu.
Od lewej: Przemek (3telnik.pl), Marta Reich, Magdalena Knedler, Nowalijki, Marta Mrowiec (Na regale) i Agnieszka Kalus (Czytam, bo lubię)

I właśnie sobie uświadomiłem, że na zdjęciach nie ma Grzegorza, męża Magdy. No tak, ktoś musiał nam zrobić to zdjęcie. 
Nowalijki z Agnieszką Kalus
To selfie miałem dawno obiecane. 
Dobrze, że Marta pracuje nad kontynuacją losów Poli ...

Niedziela okazała się spokojniejsza. Czekało mnie oficjalne spotkanie z Magdaleną Knedler, która na stoisku Świadomych Wydawców i JanKi podpisywała "Windę". Ja jeszcze podsunąłem mój pierwszy patronat, czyli "Nic oprócz strachu". I znów przemiłe, osobiste dedykacje. I ponownie wspaniała atmosfera. Dziękuję Magdo! 




I na koniec to, co oprócz spotkania z ulubionymi pisarzami, skłoniło mnie do przyjazdu do Warszawy. To możliwość osobistego poznania i pogadania z blogerami, z którymi złapałem świetny kontakt, których posty czytam, zdjęcia obserwuję na IG. 

z Anią Sawicką - Banaszkiewicz, która wprawdzie nie bloguje, ale pracuje w branży księgarskiej. I ma zawsze dobre słowo.
z Martą Mrowiec (Na regale) i Paulą Sieczko (Rude recenzuje)
a tu jeszcze z Miłką Kołakowską z Mozaiki Literackiej

Dwa dni na WTK minęły tak szybko, że aż szkoda. Nie zrobiłem sobie zdjęcia z Przemkiem, ani z Pawłem Kozłowskim z maleadhd.pl, który dołączył w niedzielę, nie zdążyłem poznać wszystkich, na których mi zależało. Karolina z tanayah czyta i Jerzy z Kto czyta, żyje podwójnie tylko mi mignęli, a z Jankiem Mądrzywołkiem z Tramwaju nr 4 elegancko się wyminęliśmy. No nic, na szczęście kolejne święto czytelników już w październiku w Krakowie, w kilka miesięcy po pierwszych urodzinach Nowalijek.
Wszystkim wymienionym w tym poście serdecznie dziękuję za długie rozmowy, wspaniałą atmosferę oraz nieustający, mimo zmęczenia, dobry nastrój! 

Aby do jesieni! :)