wtorek, 29 marca 2016

"Rewizja" Remigiusz Mróz PRZEDPREMIEROWO

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor: Remigiusz Mróz
tytuł: Rewizja

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 624

egzemplarz: recenzencki

premiera: 30.03.2016 r.







Kultowy duet Chyłka&Zordon powraca w trzeciej odsłonie serii o adwokatach z warszawskiej korporacji. Remigiusz Mróz jak zwykle spowoduje wzrost ciśnienia u czytelników; jego powieść po raz kolejny przemodeluje niektórym z nich weekend, albo co najmniej przyczyni się do zarwania nocy ... Oto Rewizja ...

Zakończenie Zaginięcia sugerowało, że w kolejnym tomie będzie się wiele działo. I dzieje się dużo, choć trochę wolniej, bowiem autor przeniósł ciężar fabuły na postać Joanny Chyłki, skupiając się na jej zmaganiach z nową sprawą i z samą sobą. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko kosztem Zordona. Nie, po prostu tym razem inaczej  rozkładają się w książce akcenty. 

Rodzinę robotnika z Ursynowa dopada wielka tragedia. Jego żona i córka zostają bestialsko zamordowane w biały dzień. Mężczyzna najpierw ma kłopoty z otrzymaniem wysokiego odszkodowania od towarzystwa ubezpieczeniowego, a zaraz potem zostaje oskarżony o zamordowanie obu bliskich mu kobiet. Sprawa wydaje się beznadziejna do czasu, kiedy trochę niespodziewanie bierze ją w swoje ręce Joanna Chyłka. I jak to w powieściach Remigiusza Mroza bywa, to dopiero czubek góry lodowej. Zaczyna się od wielkiego bum, a potem sytuacja bohaterów zmienia się jak w kalejdoskopie, a zdezorientowany czytelnik zostaje, no cóż - zdezorientowany.

Właściwie należałoby napisać, że słynnego duetu Chyłka&Zordon  już nie ma. Joanna, wyrzucona z firmy, pracuje jako prawnik w galerii handlowej, Kordian natomiast mozolnie wspina się po szczeblach kariery w Żelaznym&McVayu. Dostaje nowego patrona i ... stanie z Chyłką po dwóch stronach prawniczej barykady. Co więcej, przyjdzie mu współpracować z osobą, o której nie chciałby nawet śnić w najgorszych koszmarach. 

Rozdzielenie pary adwokatów okazało się literackim strzałem w dziesiątkę. Pozwoliło to autorowi na poprowadzenie akcji inaczej, niż nas do tego przyzwyczaił w poprzednich częściach. Obie postaci, funkcjonujące oddzielnie, mogły wykazać się nowymi cechami, wynikającymi z uwikłania ich w walkę po dwóch stronach konfliktu. Efektem ubocznym tego rozdzielenia jest jednak pewna redukcja uwielbianych przez czytelników, słownych utarczek między Joanną a Kordianem. Tutaj z pomocą przychodzi  Kormak, któremu nie brakuje przecież ciętego języka i specyficznego poczucia humoru. Godnie zastępuje Chyłkę, a i sam Zordon okrzepł już tak, że nie pozostaje w tyle i obaj dają radę. Przynajmniej do czasu, kiedy na horyzoncie nie pojawia się Joanna. Bo czy ktoś jej dorówna?

Wspomniałem wcześniej, że Remigiusz Mróz przeniósł ciężar i przesunął oś fabuły na postać Joanny. Ma to taki wpływ na powieść, że jej akcja toczy się odczuwalnie wolniej. Uwaga czytelników skupia się na poczynaniach prawniczki, która w obronie robotnika dostrzega możliwość odegrania się na niedawnych pracodawcach. Początkowo trudno było mi się do tego przyzwyczaić, ale po pewnym czasie okazało się, że wolniejsze tempo prowadzenia opowieści pozwala skupić się na osobie prawniczki, jeszcze lepiej poznać ją i jej przeszłość W tym aspekcie Rewizja zaczyna przypominać powieść obyczajową,  co dodatkowo wzbogaca tę historię. Oprócz miksu gatunkowego, nic się nie zmienia. Wręcz przeciwnie: Chyłka irytuje nawet bardziej niż zwykle, Kordian ma więcej dylematów moralnych niż w Zaginięciu, wreszcie (co mnie niezmiernie cieszy) mocniej zaistniał w powieści Kormak. Mam zresztą nadzieję, że autor da mu jeszcze nie raz zabłysnąć nietuzinkowym podejściem do życia i zawodowo - prywatnych perypetii prawników. Aż się prosi, aby rozbudować jego wątek i na to liczę. Bohaterowie zatem wcale nie mają łatwiej; sprawa nad którą pracują, co i raz zmienia bieg, kiedy na światło dzienne wychodzą nieznane fakty, czy pojawiają się kolejni świadkowie wydarzeń. 

Autor w Rewizji znów zaskoczył fanów swojej prozy. Zantagonizował Chyłkę&Zordona, tradycyjnie wyprowadził w pole czytelników, serwując im zakończenie, którego raczej się nie spodziewali. I tutaj mam dylemat, bowiem właśnie zakończenie jest dla mnie kwestią dyskusyjną. Mam na myśli zamknięcie śledztwa i finał sprawy morderstwa. Wydaje mi się ono mało przekonywające, rozwiązanie pojawia się właściwie znienacka, bez żadnych wcześniejszych przesłanek. Chyba po mocnym początku oczekiwałem bardziej spektakularnego rozwiązania kwestii morderstwa kobiet. I jeszcze to, jak autor sponiewierał Chyłkę, a Chyłka sponiewierała samą siebie. Autorze, czy aż tak musiałeś ją przeczołgać? Przecież Joannie w Rewizji jest blisko do rezydentek najniższych kręgów piekielnych czeluści - mam nadzieję, że dasz jej szansę na rehabilitację. To oczywiście trochę żart, ale dałeś jej popalić, oj dałeś. I czytelnikom, przy okazji. Za to nie mogę przyczepić się do zakończenie trzeciego tomu. Tu, jak zwykle, spada bomba (metaforycznie, rzecz jasna). Pisarz zostawił kilka otwartych drzwi, tradycyjnie wystawiając cierpliwość czytelników na próbę. Bo to, że tom IV musi się pojawić, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Zbyt dużo intrygujących pytań pozostałoby bez odpowiedzi.


www.nowalijki.blogspot.com

Rewizja nie będzie może moją najbardziej ulubioną częścią serii (a jest nią, jak na razie, Zaginięcie), ale nie zmienia to faktu, że  mamy do czynienia ze świetnym thrillerem prawniczym i to w polskim wydaniu. Lekkie pióro autora, celne spostrzeżenia dotyczące rzeczywistości, dobre oko do drobiazgów to już znane cechy stylu Remigiusza Mroza. Do tego warto dodać niezwykle ciekawy wątek romski w Rewizji, przystępne opisy procedur sądowych i pokazanie mechanizmów funkcjonowania wielkich korporacji, aby otrzymać książkę, którą tradycyjnie już, po prostu się pochłania. 

Rewizja jest historią o tolerancji, a właściwie o jej braku, o tym że raz na wozie, raz pod wozem, oraz że nawet z najgorszego dna można się podźwignąć. Trzeba mieć tylko wokół siebie ludzi, którzy podadzą pomocną dłoń. A czasem wystarczy jedynie zrewidować poglądy na własne życie ... To wszystko i jeszcze więcej, utrzymane w konwencji literatury rozrywkowej na  wysokim poziomie i z polskimi realiami. 

Po jednodniowej przygodzie z Rewizją, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czekać na kolejny tom, bo znów wygląda na to, że jeszcze wiele się wydarzy. Przypuszczenie graniczące z pewnością. 

Nowalijki oceniają: 5/6





Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.

piątek, 25 marca 2016

"Zimowe panny" Cristina Sanchez - Andrade

www.muza.com.pl
Informacje o książce

autorka: Cristina Sánchez - Andrade
tytuł: Zimowe panny
tytuł oryginału: Las Inviernas
przekład: Katarzyna Okrasko

wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA  SA
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 320

egzemplarz: recenzencki







Cristina Sánchez - Andrade jest hiszpańską pisarką, tłumaczką i krytyczką literacką. Wydana niedawno w Polsce powieść Zimowe panny to kolejna książka w jej dorobku. Przez rodzimy rynek wydawniczy autorka została okrzyknięta jednym z najciekawszych głosów hiszpańskiej literatury; jej teksty porównuje się do klasyków realizmu magicznego. Pytanie tylko, czy pisarka udźwignęła taki ciężar.

Bohaterkami powieści Zimowe panny są dwie siostry, które po wieloletniej nieobecności wracają do swojej rodzinnej wsi. Tierra de Chá to niewielka miejscowość w Galisji - regionie położonym na Półwyspie Iberyjskim. Siostry zamieszkują w domu dziadka don Reinalda i tylko początkowo powrót do rodzinnej miejscowości nie wzbudził w nikim większych emocji. Nie wiadomo do końca gdzie siostry przebywały, z kim miały do czynienia, czym się zajmowały.  One same wiedzą najlepiej, jakie tajemnice są ich udziałem. Powrót Dolores i Saladiny spowodował, że w mieszkańcach osady powoli budzą się demony z przeszłości. Na jaw wychodzi, że całą tę małą społeczność łączy specyficzna umowa, zawarta jeszcze przez don Reinalda. Powrót jego wnuczek daje szansę na anulowanie zapisów i odzyskanie przez mieszkańców wsi pieniędzy. Niestety, nie będzie to takie łatwe, jakby mogło się wydawać. 

Dolores i Saladina łączą więzy krwi oraz wspólna tajemnica. Wiele też je dzieli; mają różne marzenia i pasje, inaczej patrzą na otaczającą je rzeczywistość. A ta w powieści jest nieoczywista, bowiem jednocześnie realistyczna i magiczna, racjonalna i baśniowa. Mieszkańcy Tierra de Chá to bohaterowie oryginalni, jak choćby ksiądz, który grzeszy obżarstwem, czy protetyk, który wstawia ludziom zęby zmarłych. Interesujących postaci jest zresztą więcej, a wszystkie mają wiele wspólnego z hiszpańskimi legendami i obyczajowością, pisarka potraktowała ich z życzliwą ironią i dystansem. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się  siostry, czyli tytułowe Zimowe panny, które swoim zachowaniem, izolacją od reszty małej społeczności skutecznie wyróżniają się na tle dość hermetycznej społeczności. 

Fabuła powieści nie jest może zbyt rozbudowana, na wiele pytań nie daje odpowiedzi, zostawia niedokończone wątki. Narracja przypomina momentami baśń lub gawędę powoli sączącą się do uszu słuchacza. Jak w innych tekstach opartych na stylistyce realizmu magicznego, fantazja i realizm przenikają się, a granica między nimi jest dosyć płynna, żeby nie napisać - umowna. Gesty i słowa mają charakter symboliczny, odwołując się do pozazmysłowej sfery oglądu świata. 

Biografie sióstr, ich dziadka oraz reszty mieszkańców wioski to połączenie prawdy i kłamstwa, niedomówień i oczywistości. Wplecenie wspomnień, motywu skrzętnie ukrywanych tajemnic i niedomówień, pragnień i namiętności powoduje, że papierowe postaci zyskują głębię powiązaną z tragizmem. I tylko od ludzi zależy, jaka część prawdy o nich samych ujrzy światło dzienne.

www.nowalijki.blogspot.com



Na wstępie wspomniałem, że Cristina Sánchez - Andrade uważana jest za pisarkę, którą porównuje się do klasyków realizmu magicznego. Faktem jest, że autorka pełnymi garściami czerpie motywy i wątki znane z powieści choćby Cortázara, wykorzystuje przebogatą tradycję ustnych przekazów z różnych regionów Hiszpanii, ma przy tym sprawne pióro. Czy jednak może ona dorównywać klasykom? W moim odczuciu - niespecjalnie. Podczas lektury Zimowych panien cały czas towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie literackiej powierzchowności i skrótowości. Realizm magiczny w wersji Sánchez - Andrade to odmiana pop, której bliżej do Czekolady, niż do Gry w klasy. Myślę, że dla jednych czytelników będzie to znakomita rekomendacja, dla innych ocena zdecydowanie negatywna. Prawda o tej książce tkwi pewnie gdzieś pośrodku, trochę jak w przypadku sióstr i innych bohaterów powieści.



Nowalijki oceniają: 4/6







za udostępnienie powieści do recenzji.




środa, 23 marca 2016

"Naśladowcy" Ingar Johnsrud PRZEDPREMIEROWO!

www.otwarte.eu
Informacje o książce:

autor: Ingar Johnsrud
tytuł: Naśladowcy
tytuł oryginału: Wienerbrorskapet
przekład: Maria Gołębiewska - Bijak

wydawnictwo: Otwarte
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
stron: 528

egzemplarz: ebook recenzencki
premiera 30.03. 2016 r. 







Ingar Johnsrud to nowe nazwisko na literackim horyzoncie. Kolejny autor z kręgu literatury skandynawskiej, który ma ogromną szansę, aby na dłużej zapisać się na listach bestsellerów. Już teraz przebojem zdobywa rynek wydawniczy za sprawą Naśladowców powieści, która 30 marca ukaże się w Polsce dzięki Wydawnictwu Otwartemu.

Oficer policji Fredrik Beier otrzymuje nudne i dość przewidywalne zadanie, ma odnaleźć zaginioną kobietę, która jest córką wpływowej polityk w Oslo. Z pozoru prosta sprawa zaczyna się mocno komplikować, kiedy okazuje się, że poszukiwana należała do sekty wyznaniowej Światło Boga. W jej siedzibie - Słonecznym Spokoju  - dochodzi do masakry, w której giną członkowie grupy, a poszukiwana kobieta znika. Wszystkie elementy śledztwa wskazują, że brutalna egzekucja miała charakter zemsty ze strony radykalnych fundamentalistów islamskich. Kiedy jednak Beier i jego ludzie odkrywają w piwnicy posiadłości tajemnicze laboratorium wiadomo już, że sprawa będzie bardziej skomplikowana, niż na początku sądzono. 

Wspomniany już wcześniej oficer Fredrik Beier ma wszystkie atuty, aby stać się kolejnym ulubionym, choć nie lubianym policyjnym bohaterem. Dobiegający pięćdziesiątki funkcjonariusz ma za sobą rozwód poprzedzony rodzinną tragedią, niezbyt dobre układy z przełożonym oraz liczne symptomy kryzysu wieku średniego. Jest dobrym policjantem, ale słabo radzi sobie z innymi funkcjami społecznymi. Wraz z policyjnym partnerem Andreasem Figuerasem tworzą dość nietypowy, ale skuteczny duet. Niedługo po masakrze dołącza do nich młoda Pakistanka Kafa Iqbal z Policyjnej Służby Bezpieczeństwa. Jej niezłomny charakter, profesjonalizm i uroda bardzo zaimponują Fredrikowi, ale ich współpraca i wzajemne relacje zostaną wystawione na dramatyczne próby. 

Naśladowcy to thriller sensacyjny, który z powodzeniem łączy wątek współczesny z wydarzeniami z wojennej przeszłości Norwegii. I trzeba dodać, że przeszłości wstydliwej, związanej z kolaboracją części społeczeństwa z nazistami. W czasie prowadzonego na szeroką skalę, wielowątkowego śledztwa okaże się, że wydarzenia z posiadłości Słoneczny Spokój to tylko czubek góry lodowej. W toku akcji, wraz z bohaterami, czytelnicy poznają problematykę współczesnego terroryzmu, również biologicznego, religijnego fanatyzmu i nowoczesnej odmiany teorii wyższości ras. Doświadczą brudnych gierek polityków i manipulacji mediów, poznają wstrząsające eksperymenty medyczne. Nikt z bohaterów powieści nie może być pewnym kolejnego dnia; przyjaciele staja się wrogami, ich role zmieniają się jak w kalejdoskopie. Oslo staje się areną zamachów terrorystycznych i działaności tajemniczego mordercy bez twarzy. Giną ludzie, trup ściele się gęsto; skandynawska poprawność polityczna zostaje wystawiona na nie lada próbę.

Ingar Johnsrud zaproponował historię wielowątkową, gęstą od postaci i ich wzajemnych powiązań. Co i raz wprowadza nowe wątki, które zmieniają bieg wydarzeń. Początkowo dość trudno jest połapać się, w kto jest kim w tłumie postaci, ale w biegiem akcji epizody zaczynają układać się w niezwykle dynamiczną całość. Szczególnie interesujący jest wątek sprzed i z czasów II wojny światowej, dotyczący tajemniczego Wiedeńskiego Bractwa. Nie sposób zresztą wskazać w recenzji wszystkich ważnych i zajmujących wątków. W mojej opinii autor bardzo dobrze poradził sobie z prowadzeniem wielowątkowej narracji; w przeciwieństwie do innych autorów rodem ze Skandynawii Johnsrud zredukował tło obyczajowe na rzecz większej dynamizacji opowieści. Dzięki temu Naśladowców czyta się z rosnącym zainteresowaniem, a pędząca i zajmująca akcja nie pozwala na długo oderwać się od książki. 

www.otwarte.eu/empik.com

Oczywiste jest, że nowego pisarza porównuje się do tuzów gatunku: Nesbø, Mankella, Läckberg czy Larssona. W mojej ocenie najbliżej mu do Nesbø w kwestii brutalizacji języka i w sposobie przedstawiania rzeczywistości oraz do Larssona, ze względu na znakomite wyczucie współczesnych lęków społecznych. 
Naśladowcy to sprawnie napisany thriller, którego główny bohater na dłużej zostaje w pamięci. Życzyłbym sobie, aby autor nie spoczął na laurach i za jakiś czas powrócił do czytelników z nową powieścią o Beierze, Figuerasie i Iqbal. Może być ponownie bardzo interesująco.

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie ebooka do recenzji przedpremierowej. 


poniedziałek, 21 marca 2016

"Unik" Chelsea Cain

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka: Chelsea Cain
tytuł: Unik
tytuł oryginału: One Kick
przekład: Agnieszka Kalus

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 352

egzemplarz: recenzencki








Unik to pierwszy tom nowej serii wydawniczej autorstwa amerykańskiej pisarki Chelsea Cain. Bohaterką cyklu jest Kick Lannigan, dziewczyna z przeszłością, której nikt nie chciałby doświadczyć. 

Kiedy Kick była dziewczynką, spotkało ją wielkie nieszczęście. W środku dnia została porwana sprzed swojego domu i na kilka lat słuch o niej zaginął. Kiedy rodzina, policja i opinia publiczna byli pewni, że nie ma szans na odnalezienie dziewczynki żywej, niespodziewanie została odnaleziona. Okazało się, że była przetrzymywana przez pedofila, który wykorzystywał ją do produkcji filmów z dziecięcą pornografią. Kick zajęło wiele lat, aby po długiej i bolesnej walce z traumą i stresem pourazowym wrócić do pozorów normalności. Kiedy w odstępie kilku miesięcy znika dwoje dzieci, szybko okazuje się, że scenariusz niebezpiecznie podobny jest do tego, który był udziałem głównej bohaterki Uniku. Dziewczyna postanawia rozwikłać zagadkę porwań, ale nie ma początkowo świadomości, że tym samym boleśnie rozdrapie swoje najgłębsze rany. W śledztwie pomaga jej tajemniczy Bishop - mężczyzna, który nie jest tym, za którego się podaje. 

Kick Lannigan to dziewczyna, którą życie sponiewierało już na samym początku; kiedy została porwana miała sześć lat, obecnie ma dwadzieścia, z czego ostatnie dziesięć to codzienna, żmudna i niekończąca się walką o odzyskanie względnej równowagi. Z tego to powodu ma za sobą najróżniejsze formy terapii, ale najlepiej działa na nią wysiłek fizyczny i obsługa różnego rodzaju broni. Na zewnątrz wydaje się silną kobietą, ale w środku to wrażliwa dziewczynka, która musi na co dzień zmagać się z traumatyczną przeszłością. Zaangażowanie się w poszukiwania zaginionych dzieci, trudne do jednoznacznej oceny relacje z Bishopem, matką a nawet z porywaczem, budują skomplikowany obraz bohaterki. Na początku wydaje się silna i zdeterminowana, później bardzie zagubiona i niepewna słuszności podjętych przez nią decyzji. Przypomina mi trochę Chloe King z szybko skasowanego serialu (serii książek Dziewięć żyć Chloe King nie czytałem); dostrzegam między nimi sporo podobieństw. 

www.nowalijki.blogspot.com

Chelsea Cain porusza w Uniku problem pedofilii, dziecięcej pornografii, walki ze stresem pourazowym. Czyni to jednak w sposób mimo wszystko dość ułagodzony, choć w książce nie brakuje mocniejszych scen. Powieść ma wszystkie cechy thrillera psychologicznego, ale w wersji dla młodszego odbiorcy. Nie jest to zarzut, ale zwrócenie uwagi na ciężar gatunkowy historii Kick. Książką jest świetnie napisana, trzyma poziom i wartką akcję, która w finale pozostawia otwartą furtkę, wszak drugi tom już się ukazał na rynku amerykańskim. Mam tylko nadzieję, że w kolejnych odsłonach serii autorka podejmie decyzję, jaką ostatecznie osobą ma być Kick, bo w Uniku jest dość charakterologicznie rozchwiana. Ostatnia scena zapowiada jednak, że Kick będzie miała wiele okazji, aby nadal trenować swój charakter.
Zatem nie pozostaje nic innego, jak czekać na ciąg dalszy ...

Nowalijki oceniają: 5-/6




Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie książki do recenzji.




sobota, 19 marca 2016

"On" Zośka Papużanka

www.znak.com.pl
Informacje o książce

autorka: Zośka Papużanka
tytuł: On

wydawnictwo: Znak Literanova
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
liczba stron: 288

egzemplarz: recenzencki










Zośka Papużanka - doktor literaturoznawstwa i nauczycielka języka polskiego - debiutowała powieścią Szopka, za którą była nominowana do Literackiej Nagrody Nike (2013) i Paszportów Polityki. W 2016 roku powraca z nową książką zatytułowaną On.

Tytułowy On to chłopiec, który w powieści nazywany jest Śpikiem. Urodził się w latach osiemdziesiątych w Nowej Hucie. Już po narodzinach jego mama (tylko tak określana w książce), równorzędna, jeśli momentami nie ważniejsza bohaterka powieści zorientowała się, że jej syn jest inny. Ta inność przejawia się w wolniejszym myśleniu, słabym kojarzeniu faktów, ogólnej intelektualnej powolności. Te kłopoty z codziennością zostaną wyolbrzymione, kiedy Śpik rozpocznie naukę w szkole podstawowej. Bardzo szybko zostanie mu przyczepiona łatka klasowego głupka, którego można wykorzystać do klasowego zgrywu, oskarżyć, wypuścić, czy poprawić sobie humor jego kosztem. Dzieci są dla siebie okrutne teraz, były trzy dekady temu, zmieniła się jedynie forma ich szykan. Szkoła jest dla Śpika i jego mamy niekończącym się pasmem upadków i upokorzeń, a dziecko, które jest tylko częścią systemu edukacji w wielkiej osiedlowej szkole, nie ma większych szans na normalne funkcjonowanie. Częste wizyty mamy w szkole to kolejne próby tłumaczenia zachowań syna, szukanie dla niego pomocy. Jak łatwo się domyśli - nieskuteczne. Śpik nie jest chłopcem groźnym dla otoczenia, naiwne postrzeganie świata jest jego słabością, którą przy odrobinie cierpliwości i pomysłowości dałoby się przekuć na  cechę pozytywną. Chłopiec nie umie dobrze czytać, pisać i liczyć, a jego jedyną fascynacją są krakowskie tramwaje i rozkłady ich jazdy. 

Książka Zośki Papużanki to także opowieść o latach osiemdziesiątych i początkach transformacji ustrojowej z początku lat dziewięćdziesiątych. W Nowej Hucie, w której dzieje się akcja książki, wciąż stoi jeszcze pomnik Lenina; mieszkańcy bladym świtem jadą tramwajami do pracy w hucie, rodziny gnieżdżą się w małych mieszkaniach na osiedlach - cudach budownictwa mijającej epoki. Rodzina Śpika jest jedną z nich. Ojciec pracuje w hucie, mama zajmuje się Śpikiem i jego bratem, jest też babcia, która z racji roli społecznej przyrosła do kuchni, a jej innym zajęciem jest dzierganie swetrów dla całej rodziny. Mama bohatera wystaje w kolejkach po mięso, uczestniczy w mszach patriotycznych, ale tak naprawdę motorem napędowym jej życia jest Śpik. Syn to jej wielka miłość i jeszcze większy problem. Codziennie musi udowadniać sobie i otoczeniu, że syn godny jest normalnego życia. Jej uczucia wobec niego są ambiwalentne, gdyż właściwie nie widać w zachowaniu chłopca żadnych zmian, mimo wysiłku włożonego przez mamę w jego rozwój. Co więcej, mama Śpika często obwinia siebie za feler w rozwoju syna.

On jest również obrazem Polski (a raczej Krakowa z Nową Hutą)  lat osiemdziesiątych, ale widzianym przez pryzmat wielkiej osiedlowej szkoły, nie bez powodu nazywanej kiedyś masową. Pisarka wraca do czasów PRL -u, wpisując się w pewną modę na wspomnienia tamtej epoki, ale nie jest powrót nostalgiczno - sentymentalny. Owszem, Papużanka ma znakomitą pamięć do szczegółów (chałaty, Wigry 3 i zegarki elektroniczne na pierwszą komunię, język rosyjski jako przedmiot obowiązkowy), ale tworzą one wspomnienia niezwykle gorzkie, po prostu smutne. Myślę jednak, że dla młodszego czytelnika pewne opisy rzeczywistości w powieści nie będą już zrozumiałe. Czytelnik starszy, pamiętający swoją szkołę podstawową zakończoną na ósmej klasie, łatwiej odnajdzie się w świecie powieści. To nie zarzut wobec autorki, ale stwierdzenie faktu - dość oczywistego. Warto przy okazji zwrócić uwagę na literackie portrety nauczycieli w szkołach Śpika - najpierw podstawówki, następnie zawodówki. Ile w tych postaciach prawdy o zawodzie i o czasach, w których przyszło im pracować i wychowywać młodzież.


www.znak.com.pl


On to moje drugie spotkanie z prozą Zośki Papużanki. Szopkę czytałem w czasach, kiedy nie myślałem o prowadzeniu bloga. To spotkanie z powieścią uważam za bardzo satysfakcjonujące, choć należy przyznać, że lektura nie jest łatwa, zarówno w sferze tematyki, jak i w sposobie tworzenia narracji. Prowadzona z perspektywy kilku narratorów wymaga skupienia, ale finalnie daje ogromną literacką przyjemność. Jej źródłem jest nie tylko historia Śpika, ale również niełatwa podróż do lat osiemdziesiątych, które są czasem dzieciństwa bohatera powieści i - tak się składa - również mojego. 
Polecam, choćby dlatego, że książka na długo zostaje w pamięci, zmusza do refleksji, prowokuje do przemyśleń. Współczesna polska proza ma się dobrze.


Nowalijki oceniają: 5/6




Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie książki do recenzji.


piątek, 18 marca 2016

"Pieśń harfy" Levi Henriksen

www.smakslowa.pl
Informacja o książce

autor: Levi Henriksen
tytuł: Pieśń harfy
tytuł oryginału: Harpesang
przekład: Milena Skoczko

wydawnictwo: Smak Słowa
miejsce i rok wydania: Sopot 2016
liczba stron: 330

egzemplarz: recenzencki








Levi Henriksen - norweski pisarz, dziennikarz i muzyk zagościł na polskim rynku wydawniczym w 2015 roku za sprawą wydanej przez Smak Słowa powieści Śnieg przykryje śnieg. Teraz autor powraca z kolejną książką Pieśń harfy, która została przez Norwegów okrzyknięta najlepszą powieścią autora. 

Producent muzyczny Jim Gystad przyjeżdża do prowincjonalnego Kongsvinger, aby uczestniczyć w chrzcie dziecka przyjaciela. Skacowany i zmęczony dniem poprzednim, marzy tylko, aby uroczystość jak najszybciej dobiegła końca. Jakie jest jego zdziwienie, kiedy podczas chrztu słyszy anielskie nieomal głosy. To jednak nie religijne objawienie, ale śpiew trojga rodzeństwa Thorsen. Maria, Timoteus i Tulla to dobiegający osiemdziesiątki członkowie słynnego kilka dekad wcześniej tria Śpiewające Rodzeństwo Thorsen. Dziś, na artystycznej emeryturze, żyją spokojnie, z sentymentem, ale bez żalu wspominając czasy dawnej świetności. Jim Gystad, zafascynowany nieprzemijającą świeżości ich muzyki, postanawia namówić rodzeństwo do powrotu na scenę. Nie zdaje sobie sprawy, jak trudnym partnerem do ewentualnych negocjacji okaże się rodzinny zespół. Niekwestionowany lider - Timoteus długo będzie zwodził producenta muzycznego, a on sam otrzyma od rodzeństwa piękną, ale i trudną szkołę życia; pozna ich sekrety, będzie mu dane uczestniczyć we wzruszających i radosnych wydarzeniach z biografii Thorsenów. Pozna wzloty ich kariery muzycznej i upadki w życiu osobistym. A to wszystko przy dźwiękach różnych gatunków muzycznych, od gospel i funk przez rock, do najnowszych trendów w norweskiej branży rozrywkowej. 

Jim Gystad, główny bohater i jednocześnie narrator opowieści, ma czterdzieści dwa lata; jego kariera w branży muzycznej od dawna utknęła w martwym punkcie, można odnieść wrażenie, że dotyka go właśnie kryzys wieku średniego, albo początki depresji. W przywróceniu światu piosenek Śpiewającego Rodzeństwa Thorsen upatruje szansę  powrotu na zawodową falę wznoszącą. Im dłużej jednak przebywa w towarzystwie rodzeństwa, im mocniej i głębiej poznaje ich losy, tym bardziej przekonuje się, że być może podjął złą decyzję. Kluczowa dla wszystkich bohaterów staje się wizyta w wytwórni płytowej. W tym fragmencie powieści Henriksen z ironicznym przekąsem przedstawił mechanizm działa współczesnych speców od masowej rozrywki. Kontakt narratora z leciwym rodzeństwem okaże się dla niego nie tylko prawdziwą szkołą życia, ale także iskrą potrzebną do wprowadzenia zmian. Mądre i głębokie w warstwie emocjonalnej rozmowy pozwolą Gystadowi podjąć decyzje zmieniające jego dotychczasowe życie i zapatrywanie na rzeczywistość wokół siebie. 


www.smakslowa.pl
Pieśń harfy Levi Hendriksena to ciepła, klimatyczna opowieść obyczajowa o zderzeniu przeszłości ze współczesnością, o Bogu i religijności, o straconych szansach i próbach naprawienia błędów z przeszłości. To historia miłości, ale przede wszystkim to powieść o muzyce. Wszechobecnej, wyznaczającej rytm, wpływającej na podejmowane decyzje. Stąd w tekście sporo odwołań do konkretnych piosenkarzy, zespołów, przebojów. Świat opowieści Henriksena udanie łączy w jedną całość współczesność z przeszłością, a spajają je miłość do muzyki, wrażliwość i zwykła ludzka tęsknota za uczuciem, które daje jednocześnie uniesienie i uspokojenie.

Od kilku lat z niekłamaną przyjemnością zaczytuję się w literaturze rodem ze Skandynawii. Do mrocznych kryminałów i świetnej sensacji dołącza teraz solidna, klasycznie napisana proza obyczajowa. I tylko Skandynawowie potrafią tak zręcznie połączyć humor z melancholią, udanie pisząc o zwyczajnej codzienności. A oczekiwany, choć jednak zaskakujący finał powieści tylko potwierdza znakomite pióro Henriksena. 
Zdecydowanie polecam!

Nowalijki oceniają: 5/6






Dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa i Agencji Business&Culture
za udostępnienie książki do recenzji.


poniedziałek, 14 marca 2016

"Wigilijne psy i inne opowieści" Łukasz Orbitowski

www.wsqn.pl
Informacje o książce

autor: Łukasz Orbitowski
tytuł: Wigilijne psy i inne opowieści

wydawnictwo: SQN
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
liczba stron: 480

egzemplarz: recenzencki










Wigilijne psy i inne opowieści Łukasza Orbitowskiego to ponownie wydany, po ponad 10 latach, zbiór opowiadań autora z początków działalności literackiej. Teksty zostały przeredagowane, ale z zachowaniem wszystkich pewnej chropowatości debiutu; nowe wydanie zawiera też trzy opowieści, napisane w podobnym czasie, ale niezamieszczone w poprzedniej edycji. Sam autor w przedmowie, w swój charakterystyczny, niewymuszony sposób pisze o sobie sprzed dekady. Od czasu pierwszego wydania opowiadań wiele się zmieniło; Orbitowski wydał pełnowymiarowe powieści, w tym znakomitą Inną duszę (recenzja tu) za którą otrzymał w 2015 roku Paszport Polityki. Na szczęście nie zmienił się rozpoznawalny styl pisarza, co w tym przypadku bardzo dobrze świadczy o samym debiucie. 

Przy okazji recenzji zbioru opowiadań Murakamiego wspomniałem, że nie przepadam za opowiadaniam, bo nie mogę przywiązać się do bohaterów, dłużej z nim pobyć. Z drugiej strony doceniam ten gatunek literacki, wymagający od pisarza utrzymania w ryzach pióra przez kilka lub kilkanaście stron. Trudna to sztuka, ale Łukaszowi Orbitowskiemu wychodzi ona bardzo dobrze. Oczywiście są w omawianym tomie opowiadania lepsze i gorsze, bardziej zajmujące i te trochę mniej, ale ważne jest, że każde jakoś zapląta  się czytelniczo w głowie, zaskoczy, zadziwi, zmusi do refleksji. 

Jak to w przypadku opowiadań, trudno doszukiwać się jakiegoś motywu przewodniego, choć pewne podobieństwa są nieuniknione, dotyczą one raczej klimatu tekstów, sposobu narracji, mniej rysu bohaterów. A ci u Orbitowskiego są zwykłymi mieszkańcami mało prestiżowych osiedli Krakowa lub pochodzą gdzieś z prowincji. Mają swoje marzenia, ale w codzienności raczej starają się utrzymać na powierzchni. Czasem kombinują, często są na bakier z prawem, ale ważne są dla nich przyjaźnie zawiązane jeszcze na podwórku, honorowe rozwiązanie problemu, pomoc w potrzebie. Mimo szemranej często przeszłości potrafią odwdzięczyć się, choć prawie zawsze wiele ich to kosztuje. Rzeczywistość opowiadań Orbitowskiego to Polska niezbyt przyjazna; Kraków, odmalowany raczej niezbyt pozytywnie, ale z dbałością o szczegóły lokalizacyjne, nie jest miastem idealnym, wręcz przeciwnie. Blokowiska Bieżanowa, Kurdwanowa i Nowej Huty to miejsca przeklęte, z których trzeba się wyrwać, jeśli chce się czegoś w życiu osiągnąć. Świat Wigilijnych psów i innych opowieści to miejsca narysowane ostro, często bardzo realistycznie. To zresztą charakterystyczny element stylu pisarza; naturalizm połączony z realizmem, twardy i dosadny język, który ma w sobie pewną poetykę - tworzą rozpoznawalne jego cechy.

W omawianych tekstach istotnym chwytem stylistycznym jest umiejętne łączenie realizmu z fantastyką, elementami horroru. Autor straszy, albo wprowadza niepokój, często zaskakuje opisem nawiedzonych miejsc, tajemniczych postaci. Ten kontrast między przedstawianą rzeczywistością i światem duchów wzmacnia przekaz i uwydatnia istotne dla danego opowiadania wątki. Wydaje mi się jednak, że największym horrorem jest niejednokrotnie życie bohaterów uwikłanych w jarzmo codzienności. I to często ludzie wokół są bardziej opętani, niż niejedna zjawa. 

Trudno wskazać tekst, który podoba mi się najbardziej. Opowiadania, mimo że o różnej długości i tematyce na tyle przypadły mi do gustu, że ten wybór nie jest łatwy. Doceniam Serce kolei i Opowieść taksówkarską, zaciekawiły mnie tytułowe Wigilijne psy. Z kolei Angelus zaintrygował bohaterami. Wszystkie jedenaście opowiadań w tomie łączy poczucie niewyrażonego strachu, niedomówienia, oczekiwania na najgorsze. Depresyjne momentami opisy świata przedstawionego znakomicie uzupełniają treść poszczególnych tekstów, nadając im niepokojący klimat, który przyciąga do lektury. 


www.wsqn.pl

Wigilijne psy i inne opowieści Łukasza Orbitowskiego to kawał dobrej literatury współczesnej. Odnoszę wrażenie, że opowiadania, które mają już swoje lata, wcale się nie zestarzały. Wciąż czuć w nich młodzieńczą pasję pisarza, dobre oko do szczegółów i sprawną rękę do pisania wciągających dialogów. Podoba mi się, że autor już na początku swojej literackiej drogi zaprezentował wyrazisty styl, który jedni pokochają, a innych odrzuci. Ja należę do tej pierwszej grupy czytelników. Polecam ten zbiór również tym, dla których twórczość Orbitowskiego pozostaje nieodkryta. Nie ma lepszego sposobu na poznanie stylu pisarza, niż lektura opowiadań, które wymagają nie tylko dobrego warsztatu, ale zwyczajnie - talentu.

Nowalijki oceniają: 5-/6





Dziękuję Wydawnictwu SQN za udostępnienie książki do recenzji. 

sobota, 12 marca 2016

"Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć" Kuba Wojtaszczyk PRZEDPREMIEROWO

wwwwydawnictwoakurat.pl
Informacje o książce

autor: Kuba Wojtaszczyk
tytuł: Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

wydawnictwo: Akurat
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016

liczba stron: 303

egzemplarz: recenzencki









Kuba Wojtaszczyk, pisarz i kulturoznawca, autor ciekawego debiutu z 2014 roku -  Portretu trumiennego (recenzja tu) powraca z nową powieścią o intrygującym tytule Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć. Pisarz ponownie podejmuje tematykę związaną z polską rzeczywistością, ale tym razem akcja jego książki rozgrywa się w przestrzeni wielkiego miasta, czyli Poznania. Bohaterami są dwudziesto - i trzydziestolatkowie, którym przestaje wystarczać stabilizacja, sprowadzająca się do zadowolenia z  ciepłej wody w kranie, a obietnice którymi ich mamiono, za nic nie chcą się ziścić. Zderzenie marzeń i oczekiwań, złudnie podsycanych na studiach, z twardą ścianą codzienności rodzi frustrację, której potrzeba tylko iskry, aby przerodziła się w coś więcej. 

W piwnicy jednej z poznańskich kamienic policja dokonała makabrycznego odkrycia; znaleziono czterdzieści trzy trumienki z martwymi chomikami. Kiedy na komendę zgłosił się sprawca tego haniebnego czynu, okazało się, że to dwudziestoczteroletni student Uniwersytetu Artystycznego - Radomir W. Oskarżony bronił się tłumacząc, że szokujące odkrycie to w rzeczywistości instalacja artystyczna, którą student chciał zwrócić uwagę na problemy młodych ludzi na rynku pracy. Radomir W. nawet nie zdawał sobie sprawy, jakie konsekwencje będą mieć jego słowa. 

W pewnym poznańskim mieszkaniu poznajemy właściciela lokalu i jego współlokatorów. Witold Szpak to zubożały angielski lord, którego w zamierzchłych latach osiemdziesiątych w polskim zbożu porzuciła brytyjska rodzina królewska. Weronika Krzeplińska, doktorantka polonistyki, oraz Adam  - drwaloseksualny właściciel kwiaciarni Angielska Róża i jego chłopak Evan - Brytyjczyk z polskimi korzeniami, rzeźbiarz od kilku dobrych lat ciągle w przedsionku kariery. Początkowo ich drogi krzyżują się tylko w przedpokoju i kuchni wspólnego mieszkania, ale już wkrótce przyjdzie im się skonfrontować w mało przyjaznej przestrzeni miasta. Bohaterów nowej powieści Kuby Wojtaszczyka poznajemy w momencie przełomowym, zapowiadającym rychłą katastrofę. Witold, po raz kolejny przeżywa swoje nieszczęśliwe dzieciństwo, Weronika dowiaduje się, że jej promotorka wyjechała na długie wakacje (a doktorat rozbabrany), związek Adama i Evana przechodzi kryzys. Właściwie w kryzysie jest Evan, który był dobrze zapowiadającym się artystą, ale zaraz po dyplomie utknął w martwym punkcie i w Angielskiej Róży. Tym trojgu wystarczy jedynie iskra, aby doszło do wybuchu. I dochodzi. Tymczasem w mieście zaostrza się protest w obronie Radomira W. Studenci i absolwenci kierunków humanistycznych protestują przeciwko braku pracy i perspektyw, niskim zarobkom, umowom śmieciowym i marnym widokom na przyszłość. Witold, a z pewnością Evan i Weronika, która staje się niekwestionowaną przywódczynią fali protestów, zostają wciągnięci w sam środek wydarzeń. 

Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć to powieść na wskroś współczesna, poruszająca drażliwe, ale i niezwykle ważne problemy społeczne. Autor skupia uwagę na młodych ludziach; studentach, doktorantach lub absolwentach wyższych uczelni humanistycznych i artystycznych. To oni startują w dorosłe (również zawodowe) życie z pozycji, z góry wyglądającej na przegraną. Wraz z końcem studiów, często opłacanych przez rodziców lub dzięki stypendiom, okazuje się, że kapitalistyczna gospodarka nie ma im niczego do zaoferowania. Tak jak Evanowi, który w pewnym momencie zarzuca swojej promotorce, że uczelnie okłamują swoich studentów, wmawiając im, że są wybrańcami losu. Szara rzeczywistość bardzo szybki weryfikuje takie poglądy i mocnym gestem sprowadza na ziemię. Ich mała stabilizacja, wraz z końcem nauki, niebezpiecznie zbliża się do małej Apokalipsy. Nie dziwi więc, że kiedy Radomir W. ogłasza prawdziwy powód swojego czynu, fala zniecierpliwienia, goryczy, czy ... (i tu można użyć mocniejszego słowa) przelewa się, a Poznań pogrąża się w chaosie. Studenci, hipsterzy, aktywiści miejscy, feministki i co najważniejsze - sponiewierani humaniści, idą ramię w ramię ku zwycięstwu. Niestety, mało chwalebna tradycja przegrywania powstań i zrywów narodowych wciąż tkwi w polskich genach i szybko ten pech daje o sobie znać. Kolejny romantyczny zryw, który kiedyś zagnał Cezarego Barykę na Belweder, a dziś oderwał wielkomiejską młodzież od iPhone'ów i latte na chudym mleku. Co z tego, skoro efekt pozostawia wiele do życzenia? 

Mimo aktualnej tematyki, powieść Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć nie ma w sobie nudnej publicystyki. Owszem, autor sam przyznaje, że jego opowieść bazuje na wątkach z życia jego i jego pokolenia, ale są to problemy dość uniwersalne. Jako humanista z urodzenia, zamiłowania i wykształcenia, trochę starszy od autora i jego bohaterów, mogę pod wieloma tezami podpisać się obiema rękami. Trudno bowiem nie zauważyć tego wszystkiego, co zmusiło bohaterów powieści do jeszcze jednego zrywu i buntu przeciwko władzy, czy szerzej XIX - wiecznej wizji kapitalizmu.

To, co wyróżnia drugą powieść Kuby Wojtaszczyka, to specyficzny i rozpoznawalny już po kilku pierwszych stronach styl prowadzenia narracji i język opowieści. Autor, mimo poruszania ważkich treści, nie unika humoru, choć nierzadko jest on gorzki. Mniej lub bardziej zgrabnie miesza groteskę i absurd z realizmem. Jego bohaterowie miotają się, walcząc ze sobą i innymi,  często jednak  sami nie wiedzą, czego chcą. Purenonsens i czarny humor, połączony z metaforyzacją języka, tworzy koktail dość wybuchowy i skierowany raczej do odbiorcy, który lubi bawić się konwencjami literackimi. Czytając powieść, nie sposób nie przywołać tekstów Gombrowicza, czy opisów absurdów współczesności w stylu Mrożka. Autor snuje narrację trochę w starym stylu, dość gęsto, z zawijasami, bawiąc się słowem. Jest bowiem w powieści wiele smaczków,  niuansów, które można przegapić, skupiając się jedynie na śledzeniu fabuły. Pomysł z pomieszaniem realnej i absurdalnej wizji niedalekiej przyszłości może wydawać się ryzykowny, ale myślę, że autorowi ten zabieg stylistyczny się udał. 


www.wydawnictwoakurat.pl

Wraz z wydaniem Kiedy rodzi się przemoc, lubię patrzeć, jej autora czeka zmierzenie się z syndromem drugiej książki. W mojej opinii Kuba Wojtaszczyk wychodzi z tej konfrontacji obronną ręką. Widać, jak ewoluuje sposób pisania, przy zachowaniu wypracowanego przy debiucie stylu; podoba mi się podjęcie aktualnego tematu, ale przedstawienie go w niestandardowej formie. Oczywiście, ktoś może przyczepić się, że bohaterowie powieści są narysowani (a nawet przerysowani) grubą kreską, czy tego, że autor uśmiecha się do nich, wytykając im pewne cechy i zachowania, czy może jednak się z nich wyśmiewa - to pewnie zależy w dużej mierze od nastawienia do powieści. Myślę też, że w tym literackim szaleństwie jest metoda.
Jestem zdecydowanie na tak. Polecam, bo dobrej polskiej literatury współczesnej nigdy za dużo. 
I pamiętajcie przy okazji słowa Gogola Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.

Nowalijki oceniają: 5/6







za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.

środa, 9 marca 2016

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton

www.wsqn.pl
Informacje o książce

autorka: Leslye Walton
tytuł: Osobliwe i cudowne 
przypadki Avy Lavander
tytuł oryginału: The Strange And Beautiful Sorrows of Ava Lavender
przekład: Regina Kołek

wydawnictwo: SQN Imaginatio
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
liczba stron: 304

egzemplarz: recenzencki






Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender autorstwa Leslye Walton to tylko z pozoru kolejna historia rodzinna, trochę na wyrost nazywana sagą (nie ta objętość tekstu, nie ta gęstość wątków i bohaterów). I pewnie byłaby to opowieść, jakich wiele, gdyby nie pewien szczegół anatomiczny tytułowej bohaterki, a mianowicie skrzydła. Ta anomalia, dar, czy piętno, jakim została naznaczona Ava powoduje, że powieść zyskuje nowy wymiar i pozwala tym samym na inne spojrzenie na znane motywy literackie.

Tytułowa Ava jest jednocześnie narratorką całej opowieści i to z jej subiektywnego punktu widzenia poznajemy losy rodziny. Powieść rozpoczyna się w 1904 roku w małej wiosce we Francji, by wraz z protoplastami głównej bohaterki przenieść się za Wielką Wodę, gdzie przybysze z Europy będą chcieli spełniać amerykańskie marzenie. Rodzinie Roux, która da początek nowemu drzewu genealogicznemu, od początku towarzyszy pech i nieszczęścia, których echa pojawią się w kolejnych pokoleniach. Niespełniona miłość, śmierć bliskich, walka z przeciwnościami losu towarzyszą im właściwie na co dzień. Przeprowadzka do tajemniczego domu pod Waszyngtonem, gdzie spokojnie pomieszkują duchy powoduje, że niepostrzeżenie przechodzimy granicę między światem rzeczywistym a metaforycznym. I ta płynność dwóch rzeczywistości,  nienachalna, ale widoczna, będzie towarzyszyła lekturze do samego, niepokojącego i niejednoznacznego końca.

Ava, która przychodzi na świat ze skrzydłami, stanowi osobliwą i cudowną zagadkę swojej rodziny, naturalną konsekwencję wydarzeń z przeszłości. Staje się pomostem między światami. Budzi zaciekawienie, grozę, ale i niezdrowe zainteresowanie. Kobieta, która opowiada dzieje rodziny z odległej perspektywy, próbuje wyjaśnić i sobie, i czytelnikom, dlaczego spotkało ją takie wyróżnienie; co sprawiło, że dla wielu stała się Aniołem, a dla innych tylko osobliwością. Wraz z nią poznajemy losy rodziny, w której niepodzielnie rządzą kobiety. To ich siła, witalność, ale i tajemnice sprawiają, że ród podnosi się z klęczek, aby po raz kolejny stawić czoła światu i ludziom. Matka Avy - Viviane oraz babka - Emilienne to strażniczki domowego ogniska i tradycji, ale również magii, dzięki której świat wokół nich staje się bardziej przyjazny. Prowadzona przez kobiety piekarnia, z pomocą magii Wilhelminy Dovewolf przeobraża się w ważny punkt dla lokalnej społeczności, choć budzi też kontrowersje. Zważywszy na fakt, jak bardzo konserwatywna była Ameryka w czasach, kiedy toczy się akcja powieści, to właściwie nie ma się czemu dziwić. Wypiekane przez zaradne wspólniczki pieczywo i ciastka przywiązują do siebie okolicznych sąsiadów, otaczając ich tajemniczą aurą.

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Laveder to galeria intrygujących postaci, które przewijają się przez strony powieści. Obok silnych i bezkompromisowych kobiet, pojawiają się jeszcze mężczyźni, ale oni są raczej powodem nieszczęść, niż radości. Najbliżej Avy są Henry - brat bliźniak i zakochany w Viviane Gabe, który całe lata będzie czekał na miłość swojego życia. W sąsiedztwie pojawia się także Nathaniel Sorrows, pobożny młody mężczyzna, którego fascynacja Avą przerodzi się w obsesję, a ta doprowadzi do wielkiego nieszczęścia. 

www.wsqn.pl

Wspomniałem na początku o świecie powieści, w którym realizm miesza się z fantazją, rzeczywistość z magią i zaklęciami, a dyskretna obecność duchów jest faktem tak oczywistym, że bezdyskusyjnym. Każda z kobiet ma jakiś dar, dzięki któremu jest w stanie odczytać przyszłość, zapobiec nieszczęściu, lub chociaż dowiedzieć się o nim odpowiednio wcześniej. To przenikanie dwóch światów, magia i  duchy nasuwają oczywiste skojarzenie z realizmem magicznym. Jest on zasadniczą częścią stylu powieści, ale warto dodać, że autorka wykorzystuje tę stylistykę nienachalnie, wręcz subtelnie. Walton ma dar pięknego opowiadania i szczęście do bohaterów, którym pozwala  naturalnie odnaleźć się w wykreowanym przez siebie świecie. Obecność magii i duchów nadaje opowieści wdzięk, lekkość i poetyckość, przez co historia, choć mało prawdopodobna, nie razi infantylnością ani fabularną płycizną. Mnie w czasie lektury tej historii przypominał się trochę klimat Czekolady Joanne Harris. Jednak przywoływanie przy okazji Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender klimatu z powieści Marqueza (naturalnie kojarzącego się z realizmem magicznym) uważam za pewne nadużycie - to jednak nie ten kaliber literatury.

Omawiana powieść bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Intrygujące postaci bohaterów, baśniowa historia, niejednoznaczne zakończenie i lekkie pióro autorki powodują, że Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić, bo to literacka rozrywka na wysokim poziomie. 

Nowalijki oceniają: 5/6




Dziękuję Wydawnictwu SQN za udostępnienie książki do recenzji. 



niedziela, 6 marca 2016

"Prawda o dziewczynie" T. R. Richmond

www.otwarte.eu
Informacje o książce

autor: T. R. Richmond
tytuł: Prawda o dziewczynie
tytuł oryginału: What She Left
przekład: Joanna Dziubińska

wydawnictwo: Otwarte
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
liczba stron: 398

egzemplarz: recenzencki








Prawda o dziewczynie to literacki debiut brytyjskiego dziennikarza T. R. Richmonda, który postanowił przedstawić historię kryminalną w formie thrillera psychologicznego, skupiającego się  nie tylko na emocjach bliskich ofiary, ale pokazującego również, jak takie wydarzenie żyje własnym życiem w mediach społecznościowych. Historia jakich wiele, zaprezentowana w trochę innym świetle, zyskuje nowy wymiar.

Młoda kobieta, dwudziestopięcioletnia Alice Salmon, po suto zakrapianym alkoholem spotkaniu nie wraca na noc do domu. Już nad ranem okazuje się, że utonęła, a sprawa wydaje się nieszczęśliwym wypadkiem. Southampton, w którym rozgrywa się akcja powieści, jest wstrząśnięte tym zdarzeniem. Alice, dziennikarka i studentka, nagle staje się naczelnym gorącym tematem mediów i obiektem zainteresowania ludzi, którzy może  znali ją słabo, ale mają coś ważnego do powiedzenia na temat ofiary wypadku. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy śmierć młodej dziennikarki to nieszczęśliwy wypadek, czy może działanie osób trzecich? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w finale opowieści. Sprawę opisuje szczegółowo profesor Jeremy Cooke, który był akademickim nauczycielem Alice; prowadzi własne śledztwo i zbiera materiały do książki opowiadającej historię tragicznie zmarłej studentki. 

T. R. Richmond, autor powieści, wybrał oryginalną formę budowy fabuły. Zrezygnował z linearnego opowiadania wydarzeń na rzecz układanki zdarzeń, które dopiero po jakimś czasie zaczynają tworzyć klarowny obraz całej sytuacji. O Alice, jej rodzinie, chłopakach, przyjaciółkach i współpracownikach dowiadujemy się z fragmentów artykułów prasowych, zapisów z Facebooka, Twittera, wymiany maili i smsów, zapisów przesłuchań świadków, wreszcie z pamiętnika samej ofiary. Część fabuły stanowią również listy profesora Cooka, których treść jest najbardziej szokująca, bo pokazująca dwuznaczność zachowań akademika. Przyznam, że taki zabieg stylistyczny wydawał mi się dość ryzykowny, co więcej, na początku bardzo zniechęca on do czytania i utrudnia nadążanie za wydarzeniami. Z czasem jednak, takie prowadzenie fabułay przestaje uwierać, a historia zaczyna wciągać. Jedyne co razi, to zbyt ułagodzony, mocno literacki język tekstów stylizowanych na zapisy z mediów społecznościowych. Każdy ich użytkownik wie, że rządzi tam inna poetyka wypowiedzi. Pomysł na wykorzystanie różnych źródeł informacji sprawdza się, jeśli na Prawdę o dziewczynie spojrzeć jako na historię ludzi, dla których Facebook i blogi to środowisko naturalne. Snucie domysłów, plotkowanie, uzewnętrznianie złych emocji, niezdrowa ciekawość budują napięcie i poczucie niepokoju w powieści. Sama Alice była częścią pokolenia, które nie wyobraża sobie być offline, dlatego to internet jest miejscem, do którego przenosi się śledztwo.

Bohaterowie Prawdy o dziewczynie to postaci niejednoznaczne. Nie budzą specjalnie pozytywnych emocji, mimo zaangażowania w wyjaśnienie zagadkowej śmierci Alice. Z fragmentów ich obecności w internecie, listów, pamiętników wynika jasno, że każde z nich coś ukrywa, a relacje z Salmon tylko powierzchownie były serdeczne i zaangażowane emocjonalnie. Sama Alice była młodą kobietą o skomplikowanej psychice, a prawdę o niej poznajemy stopniowo, wraz z rozwojem śledztwa. 

www.otwarte.eu


Prawda o dziewczynie T. R. Richmonda to powieść o dość prostej fabule, ale to nie ona jest tutaj najważniejsza. Mocną stroną książki jest intrygująca forma literacka, choć jej potencjał nie został przez autora wykorzystany w pełni. Jak na thriller psychologiczny przystało, nie ma w tej historii dynamicznej akcji, nie brakuje za to analizy zachowania bohaterów, pokazania ich stanów emocjonalnych, czy przemyśleń. To te elementy budują pełny obraz, zarówno wydarzeń, jak i samej Alice Salmon. Satysfakcja z lektury pojawia się zatem dopiero po przeczytaniu ostatniej strony, kiedy wszystkie cegiełki są już na swoich miejscach. 

Jedyny problem z tą powieścią jest taki, że nie do końca wiadomo, kto jest jej potencjalnym odbiorcą. Wątła fabuła i wyglądająca na nowoczesną forma przekazu nasuwa skojarzenie z literaturą YA, ale dość dobrze wyeksponowane wątki psychologiczne, tło obyczajowe, podejmowana tematyka zainteresują z pewnością czytelnia dojrzalszego. W gruncie rzeczy Prawda o dziewczynie to przyzwoita literatura popularna na dwa dłuższe wieczory. Polecam, ale z uwzględnieniem uwag, o których wyżej.


Nowalijki oceniają: 4+/6





Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie książki do recenzji.








piątek, 4 marca 2016

" Gorączka chwili" Viveca Sten

www.czarnaowca.pl
Informacje o książce

autorka: Viveca Sten
tytuł: Gorączka chwili
tytuł oryginału: I STUNDENS HETTA
przekład: Anna Krochmal

wydawnictwo: Czarna Owca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 375

egzemplarz: recenzencki







Gorączka chwili to piąta odsłona kryminalnej serii szwedzkiej prawniczki i autorki Viveki Sten. Tym razem policjanci z Sandhamn prowadzą śledztwo związane ze śmiercią w czasie obchodów nocy świętojańskiej. 

W noc letniego przesilenia senne i idylliczne Sandhamn zaludnia się rozbawionymi nastolatkami. Młodzież, pozbawiona nadzoru rodziców, odurzona alkoholem i narkotykami, hucznie świętuje początek lata. Policjanci mają ręce pełne roboty, licząc jednak, że może w tym roku sprawy nie wymkną się spod kontroli. Niestety, ich nadzieje okażą się płonne. Najpierw okoliczni mieszkańcy znajdą na plaży nieprzytomną nastolatkę, potem okaże się, że na noc nie wróciła kolejna, córka Jonasa, jednego z bohaterów powieści. Zniknięcie córki postawi pod znakiem zapytania jego nowy związek z Norą Linde, kiedy wyjdzie na jaw, jakie motywy kierowały córką Jonasa - Wilmą. Następnego dnia rano przypadkowy spacerowicz odkryje zwłoki młodego chłopaka, syna bogatego przedsiębiorcy. Do akcji wkracza inspektor Thomas Andreasson, który wraz z innymi policjantami rozpoczyna śledztwo, w czasie którego na jaw wychodzą sekwencje zdarzeń z nocy świętojańskiej, które doprowadziły do tragedii. Pytanie, czy główny oskarżony, jest sprawcą morderstwa?

Viveca Sten po raz kolejny zaprasza do Sandhamn, by wraz z czytelnikami śledzić pracę miejscowej policji. Urocza miejscowość po raz kolejny wstrząśnięta jest tajemniczą zbrodnią, którą musi wyjaśnić inspektor Andreasson. W powieści przewijają się postaci znane z poprzednich części, poznajemy nowe fakty z ich życia. Powieść można czytać jako samodzielną historię, bo wątki bohaterów, choć istotne dla całości serii, nie wpływają w żadnym stopniu na jakość odbioru powieści. 

www.czarnaowca.pl

Gorączka chwili to sprawnie napisana powieść kryminalno - obyczajowa, bez większych fabularnych fajerwerków i nagłych zwrotów akcji. Wydarzenia powoli układają się w sensowną całość, prowadząc do satysfakcjonującego finału, pozwalającego liczyć na ciąg dalszy. Sten to dobra rzemieślniczka, jej powieść może nie porywa, ale ma przemyślaną historię, sympatycznych bohaterów. Autorka nie unika ważnych problemów społecznych, jak narkomania i alkoholizm wśród nieletnich, czy wpływ rozpadu rodziny na życie nastolatków. Czyni to jednak bez nadmiernego pedagogizowania czytelnika, raczej zwraca uwagę na istnienie takich problemów w szwedzkim społeczeństwie. Tło obyczajowe to mocna strona książek Sten i nie mogło go zabraknąć w nowej odsłonie serii. 

Najnowsza powieść Viveki Sten, wydana w Polsce, to ciekawa propozycja dla wszystkich miłośników poprawnie napisanej prozy kryminalnej z wątkami społecznymi i obyczajowymi. Autorka wciąż trzyma dobry poziom, co oznacza, że książkę czyta się z dużą przyjemnością, mając wrażenie, że znów spotkało się starych znajomych, których życie nie zawsze oszczędza. Sposób pisania, budowania fabuły i świata przedstawionego przypomina serię książek Camilli Lackberg i niech to będzie rekomendacja dla niezdecydowanych. Na dwa wieczory w sam raz. 

Nowalijki oceniają: 4+/6


Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie egzemplarza do recenzji.