niedziela, 28 lutego 2016

"I tu jest bies pogrzebany" Karina Bonowicz PRZEDPREMIEROWO

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka: Karina Bonowicz
tytuł: I tu jest bies pogrzebany

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 288

egzemplarz: recenzencki
premiera: 2 marca 2016 r.









Podobno nie ma lepszego biznesu niż szołbiznes, ale jest taka profesja, która zawsze będzie miała ruch w interesie - to zakład pogrzebowy. Co jednak, gdy w mieście przestaną umierać jego mieszkańcy, a dwa konkurencyjne biznesy zaczną walkę o przetrwanie? Trup powinien ścielić się gęsto, a tu nic. Za to często śmiga w powietrzu humor, którym ta specyficzna powieść jest przesiąknięta nawet głębiej, niż sześć stóp pod ziemią. 

I tu jest bies pogrzebany Kariny Bonowicz to nietypowa historia, na którą składa się narracja kilku niezwykle barwnych bohaterów. Ich relacje pokazują często to samo zdarzenie z różnego punktu widzenia, tworząc w ten specyficzny sposób fabułę  opowieści. Na postaciach opiera się cała konstrukcja tej historii i to jej bohaterowie stanowią o komicznej sile książki. 

Oto Eugeniusz i jego dwie córki: Maria i Nina. Ta pierwsza ma męża nieudacznika, autora romasideł Edwarda, ta druga staje się obiektem zainteresowań lekarza Jakuba. Niezły układ, będzie jej miał kto wypisywać recepty, bowiem Nina to hipochondryczka do potęgi entej, a może i entej entej. Jakub słabo sypia, a przyszła szwagierka Maria panicznie boi się starości a wie, że się starzeje, bo codziennie przegląda się w lustrze. Dodatkowych zmarszczek dostarcza jej mąż - pisarz, który od dłuższego czasu ma blokadę pióra, co nie przeszkadza mu być obiektem westchnień pań w wieku (i wyglądzie) balzakowskim. I jeszcze ten nadciągający kryzys w rodzinnym biznesie. Nic, tylko oszaleć!

Powieść Kariny Bonowicz to historia pokazująca rodzinę w krzywym zwierciadle satyry, przepuszczonej przez filtr groteski z elementami czarnego humoru i purenonsensu. Bohaterowie I tu jest bies pogrzebany są narysowani bardzo grubą kreską, ale dzięki temu autorka wzmocniła komiczny przekaz ich charakterów. Gra słów, skojarzeń, odniesień do współczesnych elementów polskiej rzeczywistości powodują, że podczas lektury co i raz można serdecznie się pośmiać. Absurdalne skojarzenia, językowe qui pro quo tworzą surrealistyczną rzeczywistość, na którą trzeba patrzeć z przymrużeniem oka ciesząc się, że jednak za progiem własnego domu bywa dziwnie, ale nie aż tak. Choć z drugiej strony jest  także zdecydowanie mniej zabawnie.


www.nowalijki.blogspot.com 


I tu jest bies pogrzebany to jedna z tych książek, która ma na wskroś rozrywkowy charakter. Autorka serwuje nam lekką fabułę, okraszoną tak dużą dawką humoru, że nie polecam czytania tej pozycji w komunikacji miejskiej, chyba że na co dzień parskamy śmiechem podczas lektury w tramwaju/autobusie/metrze. I na dodatek nikogo to nie dziwi. Mnie zdziwiłoby zaś, gdyby książka Kariny Bonowicz nie rozbawiła największego ponuraka. Gdyby jednak doszło do takiej sytuacji, to radzę sprawdzić,  czy sztywny delikwent nie znajduje się aby na krótkiej liście Eugeniusza. Tak, tej z datą najbliższego pogrzebu... 


Nowalijki oceniają: 4+/6




Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza do recenzji przedpremierowej.



sobota, 27 lutego 2016

"Pomieszkanie" Greg Baxter PRZEDPREMIEROWO

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autror: Greg Baxter
tytuł: Pomieszkanie
tytuł oryginału: The Apartment
przekład: Jędrzej Polak

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 196

egzemplarz: recenzencki
premiera: 3 marca 2016 r.







Pomieszkanie to druga powieść Grega Baxtera wydana w Polsce, a pierwsza w dorobku pisarza. Czytelnicy poznali najpierw Lotnisko w Monachium, teraz przyszedł czas na debiutu amerykańskiego autora. Obie pozycje opublikowała Czwarta Strona. 

Nienazwana i trudna do zidentyfikowania europejska metropolia. Zima, przenikliwy chłód, mgła, tłum ludzi, przedświąteczne jarmarki. Mężczyzna, Amerykanin, który do kompletnie obcego kulturowo i językowo miasta przyjechał ponad sześć tygodni wcześniej. Bohater, jednocześnie narrator opowieści, nie ma imienia ani nazwiska, a strzępki informacji o nim pojawiają się w licznych wspomnieniach i retrospekcjach. Jest też kobieta, młoda ekonomistka Saskia, związana z miastem, ale jednocześnie obca, gdyż powraca do  niego po kilku latach mieszkania za granicą. Tych dwoje spotyka się pewnego dnia, łączy ich kruche uczucie, które trudno jednoznacznie nazwać miłością. Saskia pomaga Amerykaninowi znaleźć mieszkanie, gdyż mężczyzna zmęczony jest ciągłym wynajmowaniem hotelowego pokoju. Nie wiadomo, dlaczego trafił do obcego sobie miasta, bez znajomości języka, kultury i obyczajowości, o której wie, że jest zupełnie inna niż ta, wyniesiona z rodzinnego domu. Wspólnie przemierzają mało przyjazne miasto, spotykają dawnych znajomych Saskii, oglądają kolejne mieszkania, trochę obserwują ludzi, przesiadują w kawiarniach ... Nudy? Ależ skądże!

Proza Grega Baxtera nie opiera się na dynamicznej akcji i wydarzeniach zmieniających się jak w kalejdoskopie. To literatura wymagająca od czytelnika zaangażowania, zmuszająca do głębokich refleksji, wzbudzająca emocjonalny i intelektualny ferment. To, co widać od pierwszych stron, to charakterystyczny styl prowadzenia narracji przez autora. Język literackiego przekazu jest prosty, ale nie uproszczony, oszczędny, na pierwszy rzut oka pozbawiony emocji. Opowieść ma ostro przycięte ramy, dominuje uczucie językowej i uczuciowej sterylności. Historia skupia się na człowieku, jego przeżyciach i odczuciach, reszta staje się tylko tłem, dudniącą gdzieś w tle kakofonią dźwięków i znaczeń. Para bohaterów przemieszcza się po zaśnieżonym mieście, niczym postaci z (przywoływanych zresztą w tekście) mitologicznych eposów. Nie bez powodu autor wspomina Enejdę Wergilusza, sugerując tym samym porównanie wędrówki po mieście z Pomieszkania do tułaczki mitologicznego herosa. 

Wspomniałem już, że główny bohater powieści nie ma imienia i nazwiska. Na początku niewiele o nim wiadomo, dopiero po jakimś czasie pojawiają się fragmenty wspomnień, strzępy informacji, które pozwalają zbudować sobie jakiś obraz przeszłości bohatera. Co z tego jednak, skoro i tak odniesienia do przeszłości nie tłumaczą decyzji mężczyzny, nie sugerują powodów takich, a nie innych zachowań. Pozostaje on postacią dość tajemniczą, podobnie zresztą jak i Saskia, o której wiemy tyle, ile chciała opowiedzieć narratorowi. A jeśli o narracji mowa, to wymaga ona od czytelnika skupienia się na wydarzeniach, gdyż im dalej w tekst, tym więcej wspomnień, które pojawiają się znienacka, zatrzymując wędrówkę bohaterów po mieście i przenosząc Amerykanina do Stanów, czy Iraku. Strumień świadomości narratora leniwie wlewa się w fabułę, odsłaniając epizody z życiorysu bohatera Pomieszkania.

Trudno jednoznacznie określić wiodącą tematykę debiutu Baxtera. Z pewnością jest to książka o samotności, potrzebie anonimowości, ale i lęku przed brakiem ludzi w swoim życiu. Bohater nie może się zdecydować, czego tak naprawdę chce, czy samotności z wyboru, czy jednak bycia częścią jakiejś grupy. Nie zależy mu za bardzo na mieście, w którym się znalazł, ale chce nauczyć się języka jego mieszkańców. Nie lubi swojego hotelu z jowialnymi właścicielami, więc szuka mieszkania do wynajęcia. Bohater Pomieszkania to człowiek samotny w tłumie, bez korzeni i zaplecza w postaci kultury i tradycji, niepewny swojej tożsamości. Czuje, że w Europie jest intruzem, który budzi zaciekawienie, ale i wrogość. On sam wzdryga się na widok swoich rodaków, którzy zachowują się głośno i pretensjonalnie. Można odnieść wrażenie, że jego życie jest powierzchowne, prowizoryczne, na chwilę, ogląda go trochę przez szybę. Jest obecny, ale bez zaangażowania. Pojawia się gdzieś na moment, żeby za chwilę bezpowrotnie zniknąć.


www.czwartastrona.pl

Pomieszkanie Grega Baxtera jest jedną z tych powieści, obok których trudno jest przejść obojętnie. Niech nie zwiedzie czytelnika niebyt duża objętość książki. Jest ona wystarczająca, aby pokochać pisarza, albo odpuścić sobie dalszą lekturę. Historia Amerykanina w europejskim mieście ma charakter uniwersalny i w uniwersalizmie tkwi siła tej literatury. Autor nie mizdrzy się do czytelnika, ale w prosty i konkretny sposób pisze o tym, co ważne dla obu stron. Krytycy porównują Baxtera do tuzów światowej literatury różnych okresów: Kafki, Greene'a, Hemingwaya, czy Murakamiego. Moim zdaniem w omawianej powieści słychać dalekie echa twórczości wymienionych pisarzy, ale Baxter ma własny styl, pozornie beznamiętny, ale w rzeczywistości potrafiący mocno sponiewierać intelektualnie czytelnika. Zapada w pamięć. 
Koniecznie.

Nowalijki oceniają: 6/6




Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza do recenzji przedpremierowej.

piątek, 26 lutego 2016

"Kraina Martwej Ziemi. tom I Krew i stal" Jacek Łukawski

www.wsqn.pl
Informacje o książce

autor: Jacek Łukawski
tytuł: Kraina Martwej Ziemi. Tom I Krew i stal 

wydawnictwo: SQN
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
liczba stron: 376

egzemplarz: recenzencki










Od razu na początku muszę napisać, że specjalnie nie znam się na literaturze fantasy. Oczywiście czytałem Tolkiena, Sapkowskiego i Le Guin oraz kojarzę Grę o tron, ale to tyle w tym temacie. Ponieważ jednak prowadzenie bloga umożliwia mi czasem wyjście z czytelniczej strefy komfortu, zdecydowałem się na lekturę pełnowymiarowego debiutu (autor ma na koncie opowiadania) Jacka Łukawskiego Kraina Martwej Ziemi. Tom I Krew i stal. Muszę przyznać, że znów intuicja mnie zawiodła, o czym za chwilę. 

Sto pięćdziesiąt lat temu na granicy królestwa Wondettel powstaje, w wyniku klątwy, Martwa Ziemia - miejsce przeklęte. Każdy, kto tam się zapuści, ginie w tajemniczych okolicznościach. Po wielu latach klątwa zaczyna odpuszczać i wąski przesmyk wykorzystuje oddział żołnierzy, aby w świątyni u podnóża Smoczych Gór odnaleźć magiczne artefakty. Mają one uratować królestwo, a jednocześnie wyprawa ma na celu odkrycie, co stało się z poprzednią grupą śmiałków, którzy nigdy nie powrócili do domu. Odziałem żołnierzy dowodzi doświadczony Dartor, a do grupy śmiałków dołącza w ostatnim momencie Arthor. To postać tajemnicza i wydaje się, że jego intencje są inne, niż reszty grupy. Rozpoczyna się, pełna niebezpieczeństw i tajemniczych zdarzeń misja, a żaden z jej uczestników nie może być pewien swojego losu. Finał powieści, przewidywalny, ale i oczekiwany, zapowiada ciąg dalszy. Wszak Krew i stal to pierwszy tom cyklu. 

Osią fabularną powieści, jest wędrówka - misja. Podczas jej trwania bohaterowie przemierzają bezkresne krainy świata powieści, umiejscowionego gdzieś we wczesnym średniowieczu. Od czasu do czasu muszą stawić czoła zagrożeniu, często wywodzącemu się z mitologii prasłowiańskiej, której obecność w powieści autor mocno zaakcentował. Stąd liczna obecność różnych biesów, dziwożon, czartów i nocnic. Czają się w lasach, wabią wędrowców, straszą i skutecznie mieszają im szyki. Takie połączenie fantasy z mitologią słowiańską przypadło mi do gustu, co więcej, nadało historii ciekawy punkt odniesienia. Wytrawny znawca literatury gatunkowej powie, że wszystko już było. To prawda, wędrował Bilbo Baggins, wędrował Wiedźmin, ale w podróży byli inni bohaterowie literaccy, że tylko o Odyseuszu wspomnę. Już po kilku pierwszych stronach powieści widać jednak, że autor inteligentnie bawi się ogranymi do bólu motywami wędrownymi, wykorzystuje je do konstrukcji własnej fabuły, własnego świata wydarzeń. Podobnie ma się sprawa z bohaterami, oni też mają znajome cechy, ale w żadnym razie nie przeszkadza to w śledzeniu ich losów. 

Warto zauważyć, że fabuła Krwi i stali jest bogata w szczegóły, rozbudowana, wielowątkowa. Wydarzenia z udziałem ludzi mieszają się z epizodami z działaniem magii, czy prasłowiańskich straszydeł. Autor znakomicie radzi sobie z prowadzeniem wielu wątków, z których część zazębia się, a niektóre skutecznie wyprowadzają czytelnika na manowce. Fabuła wciąga od pierwszych stron, pisana sprawną polszczyzną, z ciekawymi i oryginalnymi opisami. Męczy jedynie stylizacja wypowiedzi na średniowieczne, ale po pewnym czasie można się do tego przyzwyczaić. Mnie spodobały się dynamiczne i plastyczne, a przez to bardzo sugestywne, opisy scen batalistycznych, których w książce nie brakuje.
www.wsqn.pl

Muszę napisać, że mnie, który przyznaje się do słabej znajomości gatunku, powieść spodobała się. Z pewnością przeniesienie się za sprawą fabuły do czasów średniowiecza z legend i słowiańskiej mitologii traktuję jako czytelniczą odskocznię od moich zwykłych lektur. Przypadła mi do gustu historia Arthona i innych bohaterów, spodobało mi się wykorzystanie wątków zaczerpniętych z mitów prasłowiańskich. Nie mogę nie docenić również bardzo dobrego języka powieści, co zdaje się, w literaturze tego gatunku nie zawsze jest oczywistością. Dobry, lekki styl autora powoduje, że książkę czyta się z przyjemnością, zanurzając się w świat wczesnego średniowiecza. Z tekstu widać również, że pisarz ma przemyślaną wizję wydarzeń w powieści i jeszcze powinien nas zaskoczyć. Świadomie wykorzystuje znane motywy, ale sprytnie wplata je w swój pomysł na świat przedstawiony, bohaterów i wydarzenia. I choć nie jestem wielbicielem gatunku, z pewnością sięgnę po kolejny tom, aby przekonać się, co autor przygotował dla swoich czytelników.
A przy okazji brawo dla Wydawnictwa za piękną i sugestywną okładkę. 

Nowalijki oceniają: 4+/6


Wydawnictwu Sine Qua Non dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji. 





środa, 24 lutego 2016

Luis Montero Manglano "Stół króla Salomona" PRZEDPREMIEROWO

www.rebis.com.pl
Informacje o książce

autor: Luis Montero Manglano
tytuł: Stół króla Salomona
tytuł oryginału: Los Buscadores
przekład: Katarzyna Okrasko, Agata Ostrowska

wydawnictwo: Rebis
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 526

egzemplarz: recenzencki
premiera: 1 marca 2016 r.







Luis Montero Manglano jest wykładowcą historii i sztuki średniowiecznej w Ośrodku Studiów Romańskich w Madrycie. Debiutował w 2012 roku powieścią grozy, a nowa książka Stół króla Salomona to początek trylogii Poszukiwacze

Głównym bohaterem powieści jest młody doktorant na wydziale historii Tirso Alfaro. Podczas praktyk w Canterbury jest świadkiem zuchwałej kradzieży cennej pateny. Nie udaje mu się schwytać złodzieja, ale jest pod wielkim wrażeniem akcji, która zakończyła się podmianą cennego zabytku na doskonały falsyfikat. Kiedy dyrekcja muzeum rozwiązuje z nim umowę, wraca do rodzinnego Madrytu. Przed wyjazdem otrzymuje intrygującą propozycję pracy. Aby dostać się na rozmowę kwalifikacyjną musi rozwiązać zagadkę. Sam proces rekrutacji jest bardzo dziwaczny i Tirso zachodzi w głowę, w jaką kabałę się wpakował. Koniec końców zostaje zwerbowany do tajnej organizacji - Narodowego Korpusu Poszukiwaczy. Jej zadaniem jest odzyskiwanie hiszpańskich zabytków i dóbr narodowych sprzedanych lub skradzionych na zamówienie kolekcjonerów na całym świecie. Alfaro z różnym szczęściem radzi sobie w nowej pracy do czasu, kiedy wraz z innymi członkami organizacji dostaje za zadanie odnalezienie tajemniczego Stołu króla Salomona. Po piętach Poszukiwaczy depcze bezwzględny złodziej dzieł sztuki, a sama organizacja ma w swoich szeregach zdrajcę. Rozpoczyna się pełna zwrotów akcji, śmiertelnie niebezpieczna gra.

Uważny czytelnik literatury popularnej z pewnością może utyskiwać na Stół króla Salomona, jako na książkę powtarzającą lub wykorzystującą pewne motywy lub historie. Oczywiście nasuwają się nachalne skojarzenia z powieściami Dana Browna, ale myślę, że warto dać Manglano szansę. Hiszpan ma talent do opowiadania wciągającej historii, powodującej, że obszerną powieść pochłania się z rosnącym zainteresowaniem. W przeciwieństwie do wspomnianego Browna, Manglano nie szarżuje, choć jednak w zakończeniu powieści trochę go poniosło. Nie ma też w Stole króla Salomona irytujących spiskowych teorii dziejów, wątków z ratowaniem świata, w których kluczową rolę odgrywają amerykańscy bohaterowie, a w tle powiewa flaga Stanów Zjednoczonych. Manglano serwuje sporo informacji historycznych, opisów średniowiecznych budowli i tajemniczych artefaktów, ale czyni to bez nadmiernego obciążania tekstu niepotrzebną faktografią. Fabuła powieści jest przemyślana i dopracowana, dzięki czemu autor unika płycizn i przegadania. Jego bohater - Tirso - nie jest supermenem, przypomina może trochę młodego Indianę Jonesa, ale z drugiej strony to takie sympatyczne ciepłe kluchy. Wraz z rozwojem akcji zdobywa szlify, przechodząc kolejne szczeble inicjacji w zespole. Nie ma łatwo w grupie, która długo ze sobą współpracuje i bardzo dobrze zna się na swoim fachu. W powieści dużą rolę odgrywają nowoczesne technologie, dzięki którym Poszukiwacze łatwiej namierzają kolejne cele swoich działań, choć czasem technika wymyka się spod kontroli ludzi i staje się ich śmiertlenym wrogiem. 


www.rebis.com.pl

Stół króla Salomona przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom thrillerów z elementami historycznymi. Książka jest sprawnie napisana, fabuła interesująca, a akcja trzyma dobre tempo do samego finału. Świat powieści zaludniają ciekawe postacie, z których każda ma coś do ukrycia, co tylko nakręca atmosferę i powoduje, że zaciekawieniem przechodzi się do kolejnego rozdziału. Maglano pisze bardzo sprawnie, dbając o szczegóły historyczne. I nawet jeśli część z nich ma swoje źródło w legendach, a nie w dokumentach, to nie przeszkadza to w śledzeniu wydarzeń w powieści. Zgrabnie skonstruowaną fabułę czyta się z przyjemnością, bez poczucia żenady, która potrafi towarzyszyć niektórym powieściom z gatunku thrillerów historyczno - awanturniczych. Polecam. Mnie Manglano skutecznie do siebie przekonał. Czekam zatem na drugi tom, którego zapowiedź znajduje się na końcu książki. 

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Rebis za udostępnienie egzemplarza do recenzji przedpremierowej. 


niedziela, 21 lutego 2016

"Obrona" Steve Cavanagh PRZEDPREMIEROWO

www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autor: Steve Cavangh
tytuł: Obrona
tytuł oryginału: The Defence
przekład: Jan S. Zaus

wydawnictwo: Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 336

egzemplarz: recenzencki
premiera: 2 marca 2016 roku






Ktoś powie, że w literaturze sensacyjnej wszystko już było i fana thrillerów sensacyjno - sądowych trudno czymkolwiek zaskoczyć. Mafia, pościgi, bezwzględni przestępcy, skorumpowani policjanci, sprzedajni sędziowie, a w tle nieprzyjazny Nowy Jork. To prawda, przepis na dobrą powieść sensacyjną powinien zgrabnie połączyć wybrane składniki tak, aby czytelnik nie mógł się oderwać od lektury aż do ostatniej strony. To niezbyt łatwa sztuka, szczególnie, kiedy za utwór gatunkowy zabiera się debiutant. Łatwo wtedy o kalki i powtórzenia ogranych wątków.  Na szczęście w tym przypadku wszystkie trybki działają bardzo sprawnie, a ich efektem jest książka, której się nie czyta, ale pochłania. 

Obrona Steve'a Cavanagh to historia byłego oszusta i mistrza przekrętów ubezpieczeniowych Eddiego Flynna, którego niespodziewanie dopadła przestępcza rzeczywistość i to taka, z którą nie chciał mieć więcej do czynienia. Po latach działalności w szarej strefie nowojorskiego półświatka, został prawnikiem o niezbyt dobrej reputacji, ale wysokim stopniu skuteczności. Odnosił sukcesy, gdyż na sali sądowej bezwględnie i umiejętnie wykorzystywał wiedzę, której nie nauczył się grzecznie w szkole. Pewne wydarzenie spowodowało jednak, że przestał pracować w zawodzie. Jednak tylko do czasu. Szef rosyjskiej mafii, działającej w Nowym Jorku, zatrudnia Flynna, aby ten wybronił go w procesie, którego teoretycznie nie da się wygrać. Flynn, któremu mafia porwała ukochaną córkę i w kamizelce z ukrytą na plecach bombą, ma 48 godzin, aby spełnić żądanie Olega Wołczeka, w innym razie ...

Głównym bohaterem Obrony jest wspomniany już Eddie Flynn, syn emigranta, który odebrał naukę życia na nowojorskiej ulicy, ucząc się nie tylko sztuczek od kieszonkowców, walcząc z silniejszymi od siebie, ale i zdobywając przyjaźnie na całe życie. Znajomości z dawnych lat to jedna z cenniejszych wartości, jakie w życiu zdobył. Flynn miał także dużo szczęścia do ludzi, którzy w odpowiednim momencie wyciągnęli do niego pomocną dłoń. Z oszusta stał się biegłym w prawniczych sztuczkach adwokatem, dla którego sala sądowa okazała się, dosłownie i w przenośni, drugim domem. Wbrew wizerunkowi twardego prawnika, Eddie to facet szaleńczo zakochany w córce i świadomy swoich błędów względem żony. Nie jest żadnym superbohaterem, ale w obliczu sytuacji, w której się znalazł, nie zawaha się ani chwili, by ratować życie i szczęście najbliższych mu osób. Nauczony latami doświadczeń musi balansować na cienkiej linie, a każdy źle postawiony krok może kosztować go życie.

Obrona Steve'a Cavanagh jest jedną z tych książek, które wciągają od pierwszej strony. Akcja pędzi na złamanie karku, momentami tylko hamując, kiedy w retrospekcjach poznajemy przeszłość Eddiego lub wydarzenia, które go ukształtowały. Powieść jest dynamiczna nawet wtedy, kiedy wydarzenia rozgrywają się w budynku sądu. Nagłe zwroty akcji, nowe i zaskakujące fakty związane z procesem powodują, że natychmiast chce się poznać ciąg dalszy. Autor bardzo starannie przemyślał fabułę powieści, gdyż zapełnił ją wyrazistymi bohaterami, co do prawdomówności których można mieć tylko i wyłącznie wątpliwości. To bezwzględni ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem i zimną krwią rozprawią się z każdym, kto stanie im na drodze lub dopuści się nawet cienia zdrady. Na oczach czytelnika toczy się fascynująca gra z emocjami i czasem, który nieubłaganie pędzi, przybliżając Flynna do ostatecznego rozwiązania. Krótkie rozdziały, kończące się zawieszeniem akcji bardzo dobrze dynamizują cały tekst, wzbudzając jeszcze większe napięcie.


www.mrocznastrona.pl

Miłośnicy thrillerów sądowych i powieści sensacyjnych z wyrazistymi bohaterami oraz szybką akcją będą zadowoleni z lektury powieści Cavanagh. To kawał przemyślanej, sprawnie opowiedzianej powieści popularnej, nawiązującej tematyką i sposobem narracji do najlepszych książek mistrzów gatunku. Można trochę ponarzekać, że niektóre wydarzenia są mało realistyczne, że autor momentami szarżuje, ale dzięki temu książkę świetnie się ... pochłania. Tak - nie czyta, ale właśnie pochłania. I to też jest w pewnym sensie rekomendacja. Warto mieć na uwadze nazwisko autora szczególnie, że Obrona to początek sensacyjnego cyklu i jest szansa, że przed Eddiem jeszcze wiele emocjonujących rozpraw sądowych. 

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Filia
za egzemplarz do recenzji przedpremierowej.

czwartek, 18 lutego 2016

Magdalena Knedler "Winda"

www.jankawydawnictwo.pl
Informacje o książce

autorka: Magdalena Knedler
tytuł: Winda

wydawnictwo: Wydawnictwo JanKa
miejsce i rok wydania: Pruszków 2016
liczba stron: 236

egzemplarz: recenzencki









W ubiegłym roku Magdalena Knedler ogłosiła, że Pan Darcy nie żyje, a na początku 2016 zabiera czytelników w niezwykłą przejażdżkę Windą. Obie książki są bardzo różne, obie tak samo intrygujące, choć każda inaczej. Ta rozbieżność tematyczna i gatunkowa świadczy o dużym literackim potencjale autorki, która z pewnością dopiero się rozkręca. 

Winda. Nieodzowny element każdego wieżowca, kiedyś również eleganckich kamienic, a dziś także nowoczesnych, ale anonimowych apartamentowców. Miejsce, gdzie chcąc nie chcąc, spotykają się ludzie mieszkający obok siebie, ale nienazywający innych lokatorów bloku sąsiadami, bo ci zwyczajnie się nie znają. Czasem uprzejme Dzień dobry, częściej skinienie głową lub naburmuszona mina. Winda to także znakomite miejsce na poranne selfie wrzucone przed pracą do internetu. Nowy ciuch, słodki dziubek ... świecie oto jestem, podziwiaj mnie, polub, lajknij, skomentuj. W windzie spotykają się pokolenia, religie, poglądy, ludzkie historie, radości, dramaty, samotność, obojętność. Jedno piętro, drugie, piąte. Chwilowe poczucie wspólnoty, znikające wraz z sygnałem oznaczającym miejsce docelowe. I tak tygodniami, miesiącami, latami. Kogoś ubywa, ktoś się pojawia. Winda jest. Działa, choć czasem się psuje. Ale jest. 

Winda to książka, którą można czytać jak zbiór opowiadań, literackich portretów mieszkańców pewnego wrocławskiego dziesięciopiętrowca, albo jako powieść, podzieloną na rozdziały  -  piętra. Na każdym z nich mieszka bohaterka lub bohater książki Magdaleny Knedler. Postaci jest dużo, pozornie nic ich nie łączy, poza tytułową windą, ale przy bliższym poznaniu okazuje się, że mają oni ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Historie ich życia zazębiają się, czasem nakładają, ale zawsze jakoś na siebie oddziaływują. Nie ma znaczenia pochodzenie, status społeczny i materialny, wyznawana religia - liczy się wrażliwość, potrzeba kontaktu z drugą osobą, chęć rozmowy, współprzeżywania, współistnienia. Dramatyczna walka ze sobą i o siebie, ucieczka przed samotnością, toksycznym związkiem, poszukiwanie miłości, albo tylko zaspokojenia. Mieszkańcy bloku z książki Magdaleny Knedler to tylko pozornie grupa obojętnych sobie ludzi, w rzeczywistości stanowią oni pulsującą magmę, która tylko czeka, aby wybuchnąć, uwolnić się, dać upust potrzebom ducha i ciała. 

Bohaterów Windy jest sporo, a każdy inny. Pochodzą z różnych światów, mają odmienne zdanie na otaczającą ich rzeczywistość. W wieżowcu, jak pod mikroskopem widać, że Polska to kraj ludzi doświadczonych przez los i historię, zdefiniowanych poprzez wyznawaną religię, wyniesioną z domu obyczajowość, wyuczoną w szkole wiedzę, zdobyte doświadczenie. Wanda - miłośniczka haiku, krawcowa i gospodyni domowa, Alicja - psycholożka, Eli - Żyd, który nie ma w planach rozpamiętywania Holokaustu, Maryla, która panu Stanisławowi podrzuca pod drzwi mieszkania najlepsze ciasto w bloku, Japonka Ayo - z zawodu ... windziarka. To tylko część barwnej plejady postaci, które przemieszczają się codziennie tytułową Windą. Każda z tych osób to indywidualna historia, pełna wzlotów, choć może raczej upadków, suma doświadczeń, przeżyć, oczekiwań i obaw, radości i smutków. Autorka, która już w debiucie pokazała, że ma talent do kreowania nietuzinkowych postaci, w nowej książce rozwinęła skrzydła. Mimo różnic w wieku, pochodzeniu, mimo innego spojrzenia na rzeczywistość, lokatorzy wieżowca to postaci intrygujące i sympatyczne, czasem zagubione, często niepewne swojej obecności tu i teraz, ale zawsze budzące emocje u czytelnika, zaprzątające jego myśli jeszcze długo po zamknięciu książki. 

Akcja Windy toczy się niespiesznie, swoim tempem. Wraz z mijanymi piętrami czytelnicy poznają coraz więcej informacji z życia lokatorów. W odkrywaniu tych faktów pomagają częste retrospekcje i wprowadzenie narratora wszechwiedzącego.  Autorka traktuje swoich bohaterów z sympatią, choć czasem subtelnie dźga ich szpikulcem satyry. Język książki jest gęsty i często jędrny, ale oddaje tym samym emocje kotłujące się w głowach pasażerów windy. Taka literacka kreacja powoduje, że portrety mieszkańców wieżowca silnie zakorzenione są we współczesności. Liczne odwołania do kultury popularnej, czy charakterystycznych elementów polskiego krajobrazu dużego miasta wspaniale uzupełniają świat przedstawiony w książce.

Lektura Windy to przyjemne literackie doświadczenie. Osadzenie wydarzeń w otaczającej czytelnika rzeczywistości powoduje, że niedoskonałych ludzi - bohaterów książki - traktujemy jak znajomych, może nie najbliższych, ale stanowiących część codzienności. Humor z odrobiną melancholii i pobłażliwość dla poczynań lokatorów wrocławskiego wieżowca przypomina odrobinę klimat starszych filmów Woody'ego Allena, albo styl wczesnych opowiadań Murakamiego. Proza Magdaleny Knedler ma jednak tę zasadniczą przewagę nad wymienionymi, że dotyczy polskiej rzeczywistości i przez to jest bliska lokalnemu czytelnikowi. Autorka pokazała przy tym, że znakomicie odnajduje się zarówno w lekkiej literaturze popularnej, jak i w tekście bardziej zaangażowanym, wymagającym pogłębionego rysu psychologicznego postaci. Dobre oko do szczegółów i umiejętność tworzenia ciekawych historii z pewnością pomogły przy kreowaniu świata i bohaterów Windy. Jak dla mnie, to jedna z ciekawszych premier literackich początku roku. Dla miłośników dobrej współczesnej prozy - pozycja obowiązkowa. Stawiam na półce ulubione

Nowalijki oceniają: 6/6


Dziękuję Wydawnictwu JanKa za udostępnienie egzemplarza do recenzji.




poniedziałek, 15 lutego 2016

Joanna Opiat - Bojarska "Gra pozorów" PRZEDPREMIEROWO

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka: Joanna Opiat - Bojarska
tytuł: Gra pozorów

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 320

egzemplarz: recenzencki









Gra pozorów jest ósmą powieścią w dorobku literackim Joanny Opiat - Bojarskiej. Tym razem to kryminał, którego akcja rozgrywa się współcześnie w Poznaniu. Reklamowana jest przez Wydawcę jako rasowy kryminał, napisany z matematyczną precyzją. I po lekturze książki trudno się z tym hasłem nie zgodzić.

Aleksandra Wilk jest psycholożką i matką dwójki dzieci. Miała też męża, który w tragicznych okolicznościach zaginął kilka miesięcy wcześniej. Kobieta stopniowo dochodzi do siebie, kiedy spada na nią kolejny cios. Zostaje porwana i znika z życia najbliższych jej ludzi na kilka dni. Kiedy niespodziewanie wraca, kompletnie nie pamięta, co się z nią działo. Do tego wszystkiego zaczyna postawać tajemnicze anonimowe esemesy i płyty dvd. Nagrania zawierają informacje, które pod znakiem zapytania stawiają sens wydarzeń, które rozegrały się w życiu Aleksandry kilka miesięcy wcześniej. Zdesperowana kobieta, w obronie rodziny i własnego zdrowia psychicznego, postanawia rozwikłać sieć tajemnic otaczającą ją ze wszystkich stron, nie wiedząc, że naraża się na wielkie niebezpieczeństwo. Zaczyna się tytułowa gra pozorów.

Gra pozorów to kryminał z dużą dawką realizmu. Wydarzenia, które śledzimy są głęboko osadzone we współczesności i mogły wydarzyć się naprawdę. Autorka i jej bohaterka mocno chodzą po ziemi, więc miłośnicy szalonych pościgów i nocnych eskapad będą trochę zawiedzeni, ale oczywiście w powieści nie brakuje nagłych zwrotów akcji, które co i raz zmieniają bieg wydarzeń. Aleksandra odkrywa bowiem, że ludzie w jej życiu nie są tymi, za których się podają, a ta wiedza może ją wiele kosztować. Autorka sprytnie miesza wątki, zmienia bieg wydarzeń, kluczy i wywodzi czytelnika w pole. Czyni to dość często i chyba z niekłamaną przyjemnością, gdyż w czasie czytania należy przygotować się na wielokrotną zmianę oceny postaci i ich zachowań. Ciekawym zabiegiem literackim okazało się również przeplatanie narracji trzecio - i pierwszoosobowej, dzięki czemu te same wydarzenia poznajemy z trochę innej perspektywy. Wprowadza to uczucie  niepokoju i niepewności. Do końca nie wiadomo bowiem, czego tak naprawdę jesteśmy świadkami, co jest  prawdą, a co interpretacją faktów.

www.czwartastrona.pl

Przemyślana od początku do końca fabuła, zaskakujące wydarzenia, liczne zwroty akcji i ciekawe postaci to z pewnością zalety Gry pozorów Joanny Opiat - Bojarskiej. Duża dawka realizmu i umiejscowienie akcji w konkretnych miejscach również dobrze wpływa na jakość opowiadanej historii. Nie przeszkadza mi nawet nagromadzenie dużej liczby bohaterów, choć nie wszystkie wątki zostały w moim odczuciu rozwiązane, co sugeruje kontynuację. Jakoś specjalnie mi nie po drodze z samą Aleksandrą Wilk, nie przekonałem się jeszcze do tej postaci, ale to drobiazgi w porównaniu z wciągającą i nieprzewidywalną fabułą, w której ważny jest każdy drobiazg. I co warto zaznaczyć, w finale książki poszczególne elementy układają się w logiczną całość.
Polecam na jeden dłuższy lub dwa krótsze wieczory. Miłośnicy dobrego, osadzonego w polskich realiach kryminału będą usatysfakcjonowani. W sumie to tak, jak ja. 

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

sobota, 13 lutego 2016

"Dziewczyna z rewolwerem" Amy Stewart PRZEDPREMIEROWO

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka: Amy Stewart
tytuł: Dziewczyna z rewolwerem
tytuł oryginału: Girl Waits With Gun
przekład: Paulina Surniak 

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 496

egzemplarz: recenzencki







Amy Stewart, amerykańska dziennikarka i pisarka, znana jest w Polsce z trzech powieści: Pijany botanik, Zbrodnie robali i Zbrodnie roślin. Dziewczyna z rewolwerem to czwarta po polsku, a siódma w dorobku literackim powieść autorki. Tym razem książka przedstawia dzieje Constance Kopp, która jest postacią historyczną, a fabuła przenosi czytelnika do Nowego Jorku lat 20 - tych XX wieku.

Niedaleko Nowego Jorku, na oddalonej od innych domostw farmie, mieszkają trzy siostry Kopp: Constance, Norma i najmłodsza - Fleurette. Wiodą nudne i przewidywalne życie, wypełnione codzienną krzątaniną. Od śmierci matki wciąż trzymają się razem, doglądane od czasu do czasu przez zatroskanego starszego brata. I pewnie ich życie nadal wyglądałoby tak samo, gdyby nie pewien incydent. W czasie wizyty w pobliskim Paterson w ich powóz wjechał samochód, którym kierował Henry Kaufman, właściciel fabryk tkanin i farbiarz. Pewny swego mężczyzna nie tylko odmawia zapłaty za zniszczony wóz, ale zaczyna grozić Constance i jej siostrom. Ich dom na farmie przestaje być bezpiecznym miejscem, a koledzy Kaufmana co i raz przypominają kobietom, że zadarły z niewłaściwym człowiekiem. Niezłomna Constance postanawia jednak, wbrew ówczesnym konwenansom i zdrowemu rozsądkowi, rozprawić się z Kaufmanem i jego kompanami. 

Amy Stewart napisała Dziewczynę z rewolwerem jako beletryzowaną historię, która wydarzyła się naprawdę. Dzieje odważnych sióstr Kopp, które zdecydowały się walczyć w sądzie z nękającym je, straszącym bronią i niewybrednymi listami Kaufmanem, są bardzo dobrze udokumentowane. Ta opowieść elektryzowała czytelników lokalnych dzienników przez prawie rok, od lata 1914 roku aż do sądowego finału. W walce o godność i sprawiedliwe traktowanie wspierał siostry Kopp szeryf Heath, który w pewnym momencie zaproponował nieugiętej Constance posadę zastępcy szeryfa. W ten sposób oboje zapisali się na kartach amerykańskiej historii, gdyż szeryf Kopp była jedną z pierwszych kobiet piastujących to stanowisko. 

Dziewczyna z rewolwerem jest powieścią, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością. Autorka zgrabnie łączy w jednym tekście postaci historyczne (jak sama pisze dość zapomniane) z fikcją literacką, która jednak opiera się na prawdziwych doświadczeniach innych ludzi żyjących w Ameryce początku XX wieku. Fabuła, której narratorką jest Constance, odwołuje się nie tylko do konkretnych postaci i wydarzeń, ale zwraca również uwagę na szerokie tło społeczne tamtych czasów. Kiedy Europa pogrążała się w wielkiej wojnie, Ameryka zmagała się z problemem kapitalistycznego wyzysku, wykorzystywania robotników i poczucia bezkarności właścicieli wielkich fabryk. Warto tutaj zwrócić uwagę na ważny z punktu widzenia Constance, wątek Lucy Blake. Dobrze jest również pamiętać, że odważana postawa Constance Kopp nie była w 1914 roku czymś oczywistym. Wiedząc o roli i miejscu kobiet w ówczesnym świecie, tym bardziej warto docenić odwagę i charakter najstarszej z sióstr. Żadna z nich nie wyglądała na wojującą sufrażystkę, ale wychowanie i wrodzona potrzeba walki o swoje nie pozwoliły im na bierną postawę wobec cynicznego Henry'ego Kaufmana. 


www.czwartastrona.pl

Kiedy sięgałem po powieść Amy Stewart oczekiwałem raczej historii rodem z Dzikiego Zachodu lub Domku na prerii. Okazało się, że nic z tych rzeczy. Dziewczyna z rewolwerem to w gruncie rzeczy bardzo współczesna historia, której tematyka jest nadal bardzo aktualna. Prawa kobiet, czy przemiany społeczne i obyczajowe, to tylko niektóre obszary tematyczne obecne w tej powieści. Dziewczyna z rewolwerem to także lekki język, spory ładunek emocjonalny oraz ciekawie nakreślone postaci. Te elementy składowe powodują,  że książkę czyta bardzo dobrze i z zaangażowaniem. Co więcej, warto pamiętać, że opowiada ona o ludziach z krwi i kości. Polecam!

Nowalijki oceniają: 5/6




Wydawnictwo Czwarta Strona dziękuję za egzemplarz do recenzji.

środa, 10 lutego 2016

"Persona non grata" Piotr Liana

Informacje o książce

autor: Piotr Liana
tytuł: Persona non grata

wydawnictwo: Oficynka
miejsce i rok wydania: Gdańsk 2015
liczba stron: 662

egzemplarz: recenzencki









Persona non grata to obszerny (ponad 600 stron!) literacki debiut Piotra Liany. Autor napisał ciekawy i niejednoznaczny kryminał, w którym mieszają się wątki i konwencje gatunkowe powodując, że książki nie da się od razu zakwalifikować do jednego rodzaju powieściowego.

Historia opisana w  książce jest w zasadzie dość prosta, ale to rozwiązanie zagadki stanowi najważniejszy element tego literackiego debiutu. Młody botanik, urzędnik państwowy Bożydar Szczocarz przeżywa tragedię. Jego rodzice zostają zamordowani. W tym samym czasie otrzymuje list od nieznanej sobie krewnej, ciotuni Wichrzysławy, która twierdzi, że jest siostrą jego zmarłej matki. Bożydar postanawia przyjąć zaproszenie i przed Wielkim Tygodniem przyjeżdża do Kłobuczki, wsi niedaleko Dukli na Podkarpaciu. I jeśli myśli, że w sielskiej atmosferze dojdzie do siebie po ostatnich przeżyciach, srodze się zawiedzie. Jego przyjazd zbiega się bowiem z morderstwem. W wsi zostaje zabita Maryna Hurmanówna - lokalna kobieta lekkich obyczajów. Chcąc nie chcą, Bożydar wpada w sam środek afery i uczestniczy w domorosłym śledztwie. 

To, na co warto zwrócić uwagę podczas czytania powieści, to ciekawe spojrzenie na polską wieś. Kłobuczka nie jest idyllicznym miejscem, co to, to nie. Wsi spokojna, wsi wesoła nie dotyczy miejsca akcji Persona non grata. Wieś zamieszkuje ciekawa galeria postaci, z których na plan pierwszy wysuwa się ciocia Wichrzysława, bardzo barwna stara panna, lokalna aktywistka, świetna kucharka i niezwykle bystra obserwatorka życia lokalnej społeczności. Kolejna postać to Faustyna Abramek - gospodyni proboszcza, zagorzała dewotka i autorka płomiennych kazań. Sama ustanawia siebie wzorcem moralności. Warto wspomnieć także rodzinę sołtysa, nowobogackich przedstawicieli stolicy państwa Orłowskich, Agnieszkę Sothe i wiele innych. Autor nadał im kontrowersyjne cechy charakteru i zachowania, dzięki czemu w Kłobuczce, jak w soczewce, skupiają się różne postawy współczesnego świata. Chwilami opis tej wsi przypomina mi obraz prowincji w Konopielki Edwarda Redlińskiego. Obu tych wizerunków nie powinno się traktować do końca na poważnie, gdyż wątek ludowy wzięty jest w duży cudzysłów.

Aby w pełni docenić debiut Piotra Liany należy zagłębić się w skomplikowaną sieć intryg, którą pisarz niespiesznie snuje od samego początku powieści. Autor stworzył narrację wielowątkową, dygresyjną, skutecznie utrudniającą czytelnikowi samodzielne dojście do odkrycia mordercy Maryny. Liczne odwołania do Pisma Świętego, którego wersy wykorzystano w anonimach do mieszkańców, nie tylko zasiewają w nich ziarno niepokoju, ale także celnie charakteryzują ich moralne wybory i postawy życiowe.   Język powieści jest gęsty, jędrny i bogaty, autor nie boi się używać słów powszechnie uznawanych za obraźliwe, ale czyni to w konkretnym celu, oddając w ten sposób realizm, a nawet naturalizm swojej fabuły. Całemu tekstowi towarzyszy ironiczne poczucie humoru, które świetnie wpisuje się w przyjętą w fabule konwencję. 



Na wstępie wspomniałem, że Persona non grata nie jest gatunkowo utworem jednorodnym. Autor potraktował bowiem, w moim odczuciu, morderstwo jako punkt wyjścia do szerszego spojrzenia na polską wieś, czy szerzej na polskie społeczeństwo. Kłobuczka, mimo że jest wsią dość konserwatywną, nie może oprzeć się zmianom społecznym i obyczajowym. W małych społecznościach pewne zachowania widać wyraźniej, przeżywa się je głębiej, a mało co umyka uwadze wścibskich mieszkańców. Mimo różnych wad, bohaterowie powieści Piotra Liany to postaci interesujące, intrygujące. Co więcej, jest ich tyle, że każdy czytelnik ma szansę znaleźć tę jedną, z którą może się identyfikować. Warte podkreślenia jest również to, że autor nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów, które są częścią każdej społeczności. 

Persona non grata Piotra Liany to bardzo interesujący i ciekawie napisany debiut. Mam nadzieję, że autor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i w przyszłości będzie okazja przeczytać inne teksty spod jego pióra. Warto zainteresować się twórczością Piotra Liany. Polecam!

Nowalijki oceniają: 5/6


Dziękuję Autorowi i Wydawnictwu Oficynka 
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



sobota, 6 lutego 2016

"Zagadka dna morskiego/Zagadka hien cmentarnych" Jorn Lier Horst

Informacje o książkach

autor: Jorn Lier Horst
tytuły: Zagadka dna morskiego/Zagadka hien cmentarnych
przekład: Milena Skoczko
wydawnictwo: Smak Słowa
miejsce i rok wydania: Sopot 2016
liczna stron:  160/160
egzemplarze: recenzenckie


                                  





Jorn Lier Horst, norweski policjant i pisarz, jest autorem świetnej serii kryminalnej, której trzy części zostały wydane w Polsce. Jaskiniowiec, Psy gończe i Poza sezonem skierowane są do dorosłego odbiorcy. Autor ma także na koncie powieści dla młodego czytelnika pod wspólnym tytułem Seria Clue. Mimo że książki dedykowane są młodemu odbiorcy, wcale nie oznacza, że dojrzały czytelnik nie sięgnie z przyjemnością po kolejne części tego cyklu. Za sprawą ciekawej fabuły i nietuzinkowych przygód bohaterowie Serii Clue uprzyjemnią oczekiwanie na kolejny kryminał skierowany do starszego czytelnika. 

Zagadka dna morskiego to trzeci tom serii, której głównymi bohaterami są Cecillia, Leo, Une oraz pies Egon. Są oni mieszkańcami pozornie idyllicznej Zatoki Okrętów, która jednak od czasu do czasu staje się miejscem zagadkowych wydarzeń, które próbuje (z sukcesem) rozwikłać sympatyczna i rezolutna ekipa. W tym tomie do Pensjonatu Perła, której właścicielem jest ojciec Cecilli, przybywa ekipa filmowa. Kradzież na planie i wypłynięcie na wody zatoki męskiego buta z kawałkiem nogi, rozpoczynają łańcuch niepokojących wydarzeń. Kiedy okazuje się, że nie wszyscy członkowie ekipy filmowej są tymi, za których się podają, sprawy młodych detektywów zaczynają się komplikować, a młodzieży grozi poważne niebezpieczeństwo.

Zagadka hien cmentarnych to kolejna sprawa detektywistyczna, którą próbuje rozwiązać grupa przyjaciół. Tym razem ktoś bezcześci stare nagrobki. Plotka głosi, że to poszukiwacze, zrabowanego przez Niemców w czasie wojny, złota. Wspomina się również ducha pewnego pastora, który straszy w przycmentarnym kościele. Oczywiście Cecillia i jej ekipa nie odpuści w dojściu do prawdy. Ta część jest bardziej mroczna, z racji wszechobecnej mgły, wydarzeń rozgrywających się nocą, czy cmentarnej scenerii. Młodociani detektywi nie spoczną w dotarciu do prawdy. W tej części zostaje wyjaśniona również tragiczna śmierć jednej z postaci w serii książek. 

Horst w Serii Clue udowodnił, że literatura dla młodzieży może być inteligenta, dobrze napisana, z ciekawą, choć może niezbyt rozwiniętą fabułą. Wydarzenia zamknięte są w formie minipowieści, czy nawet rozbudowanych opowiadań, które czyta się szybko i z niekłamaną przyjemnością. Bardzo udanym pomysłem jest wprowadzenie w każdej części motywu filozoficznego - złotej myśli, którą powinni kierować się bohaterowie w drodze do poznania prawdy. W tomie trzecim to Arystoteles i idea złotego środka, w tomie czwartym Kierkegaarda myśl dotycząca życia. Młodzi bohaterowie jednak są na wskroś współcześni, ich nieodłącznym narzędziem pracy detektywistycznej jest iPhone z dostępem do sieci, gdzie na bieżąco wyszukują potrzebne im informacje. 


Przyjemnie było spotkać się ponownie z mieszkańcami Zatoki Okrętów, razem rozwiązywać zagadki kryminalne i w końcu poznać okoliczności tajemniczych wydarzeń z poprzedniego lata. W 2017 roku możemy spodziewać się piątego tomu pod tytułem Zagadka wolności. Mam nadzieję, że jednak szybciej kolejnego kryminału napisanego dla dorosłego czytelnika.

Nowalijki oceniają: 5/6






Dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa i Agencji Business&Culture za egzemplarze do recenzji.


poniedziałek, 1 lutego 2016

"I że ci nie odpuszczę" Joanna Szarańska

Informacje o książce

autorka: Joanna Szarańska
tytuł: I że ci nie odpuszczę
seria: Kalina w malinach

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 314

egzemplarz: recenzencki








Po literacki debiut Joanny Szarańskiej sięgnąłem trochę z przekory. Z jednej strony chciałem odpocząć od sensacji i kryminału, z drugiej zaś zaciekawił mnie po prostu opis fabuły. Postanowiłem też dać szansę debiutantce, ufając wcześniejszemu wyborowi wydawcy. I choć książka nie jest może w moim klimacie, to jej lektura nie zawiodła mnie, a nawet pozwoliła przyjemnie spędzić weekend i serdecznie się pośmiać.

Kalina szykuje się do wielkiego dnia - wychodzi za mąż. Wychodzi, ale ... nie wychodzi, tylko wybiega z kościoła, kiedy okazuje się, że niedoszły pan młody, okaże się przyszłym ojcem  dziecka jednej z przyjaciółek bohaterki powieści I że ci nie odpuszczę. Trochę podłamana całą sytuacją i zmęczona dobrymi radami mamy oraz połowy osiedla na którym mieszka, postanawia zrealizować voucher do spa w starym dworze. Pakuje walizę i wyrusza do Kamionek, gdzie w spa o serialowej nazwie Kamienny Krąg (czytająca młodzież będzie musiała sobie wyguglować tę brazylijską telenowelę o rodzinie Prado - ja pamiętam ją z tv) ma dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach. Kiedy przybywa na miejsce, nic nie jest takie, jakie być powinno, a próba włamania pierwszej nocy to dopiero początek całej serii niesamowitych wydarzeń. Zdradzę tylko, że Kalina wpada w sam środek kryminalnej awantury.

Joanna Szarańska napisała lekką, niesamowicie zabawną i sympatyczną powieść, którą czyta się z dużą przyjemnością. Wbrew okładce, romansu nie ma tam znowu tak dużo, jest za to trzymająca w napięciu, ale napisana z przymrużeniem oka, intryga kryminalna. I zakończenie, którego trudno się spodziewać, z szansą, na ciąg dalszy...

Mocną stroną I że ci nie odpuszczę są przezabawne dialogi, do pisania których autorka ma ewidentnie  talent. Podobnie zresztą jak i do kreowania bohaterów. Kalina, Nadzieja i Szparka tworzą udane trio, które trzęsie Kamiennym Kręgiem. Sympatyczne są również postaci drugoplanowe, z czwórką dziarskich emerytów z Warszawy na czele. Są także panowie, wśród nich ten, który skutecznie zawróci w głowie naszej bohaterce. Powieść utrzymana jest w konwencji komedii kryminalnej z elementami romansu i nie brakuje w niej odniesień do rzeczywistości za oknem. 




Debiutancka powieść Joanny Szarańskiej gwarantuje sympatyczną i inteligentną rozrywkę. Momentami wyczuwałem w powieści ducha najlepszych powieści Joanny Chmielewskiej i niech to będzie dla autorki komplement i najlepsza rekomendacja.  Dobrze skonstruowana fabuła trzyma odpowiednie tempo i nie ma mowy o przegadaniu. Oczywiście można utyskiwać na nieco wyidealizowany świat w powieści, stereotypowe uproszczenia, czy czający się na horyzoncie - mniejszy lub większy - happy end, jednak I że ci nie odpuszczę spełnia wszystkie wymogi lekkiej powieści dla ... no właśnie ... nie tylko dla kobiet. W końcu mężczyźni też mają poczucie humoru. Przynajmniej niektórzy. 

Polecam i mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy. Ja z przyjemnością przeczytam, w jakie kłopoty wpadanie Kalina w malinach. Bo że wpadnie, to tylko kwestia czasu. 

Nowalijki oceniają: 5/6