niedziela, 31 stycznia 2016

"Rachunek" Jonas Karlsson PRZEDPREMIEROWO

Informacje o książce

autor: Jonas Karlsson
tytuł: Rachunek
tytuł oryginału: Fakturan
przekład: Patrycja Włóczyk

wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
miejsce i rok wydania: Kraków 2016
liczba stron: 189

egzemplarz: recenzencki






Ile ludzi na Ziemi, tyle możliwych definicji szczęścia. Dla każdego z nas ta definicja może być zupełnie inna, ważne, aby uwzględniała nasze potrzeby, oczekiwania, marzenia. Jedni z nas mają w życiu więcej szczęścia, inni mniej, wszyscy jednak pędzimy za nim, walczymy o nie, zaklinamy rzeczywistość kupując kolejny los na loterii, czy zbierając figurki słoni z trąbą wzniesioną ku górze. Czasem szczęściu pomagamy, ale często mamy wrażenie, że to nie jest jeszcze to na co czekamy, czego oczekujemy. A jak byśmy zareagowali, gdyby pewnego dnia do naszej skrzynki pocztowej ktoś wrzucił rachunek za dotychczasowe życie? Jakie uczucie towarzyszyłoby nam, gdybyśmy zobaczyli, ile kosztowały przyjemne i radosne chwile naszej egzystencji? 

Bohater Rachunku Jonasa Karlssona pewnego dnia otrzymał taki właśnie rachunek. Myśląc, że to jakaś pomyłka, zignorował go do czasu, kiedy zorientował się, że podobne wezwanie do zapłaty otrzymali też inni ludzie. Problem w tym, że suma na rachunku bohatera książki była zdecydowanie wyższa od kwot innych ludzi. Co więcej, wkrótce przyszło ponowne wezwanie do uregulowania należności, tym razem z odsetkami. Bohater postawia wyjaśnić sprawę, najpierw telefonicznie, potem osobiście w siedzibie tajemniczego ministerstwa, nadawcy faktury. To, czego się tam dowie, bardzo go zdziwi i zachwieje jego poczuciem bezpieczeństwa, a czytelnikom da dużo do myślenia.

Narrator w powieści nie ma imienia oraz nazwiska, jest przeciętnym człowiekiem: pracuje na pół etatu w wypożyczalni kaset video, wynajmuje skromne mieszkanie, nie ma zbyt wielu przyjaciół, jego związek dawno się skończył. Dobiegający czterdziestki mężczyzna wychował się w normalnym domu, a teraz nie wiedzie ani lepszego, ani gorszego życia od innych ludzi. Jest takim każdym/jedermanem/everymanem, którego w literaturze utożsamia się z uniwersalnymi cechami człowieka. I oto pewnego dnia taki przeciętny każdy zmuszony jest stawić czoła wszechobecnej i nieograniczonej biurokracji. Na nic zdają się próby tłumaczenia swojej sytuacji, do urzędników nie docierają sensowne argumenty - nasz bohater wpadł w siadła tabelek, wyliczeń i rozporządzeń i już się z nich tak łatwo nie oswobodzi. Skojarzenie z Kafką, Różewiczem a może trochę i z Orwellem wydaje się oczywiste. Jednostka nigdy nie ma szans w konfrontacji z państwem i wymyślonym przez nie systemem. 

Wbrew opisowi fabuły nie jest Rachunek powieścią przygnębiającą. Karlsson sprawnie balansuje między delikatnym humorem i gorzką ironią w opisie wydarzeń, które spotkały bohatera jego książki. Jak na ironię właśnie, narrator musi płacić wysoką cenę za życiowe wybory, o których można napisać wszystko, tylko nie to, że świadczą o szczęśliwym życiu. Rachunek to współczesna przypowieść z uproszczonym światem przedstawionym, w którym autor wraz z narratorem zastanawia się, czym jest szczęśliwe życie, dlaczego ten sam jego aspekt jednych zadawala, a dla innych jest powodem do frustracji. Niewielka powieść Karlssona to także dzisiejsza wersja moralitetu, podczas lektury którego czytelnik zmuszony jest do podjęcia intelektualnego dialogu z bohaterem, do rozpoczęcia wewnętrznego dialogu o stanie własnego życia. Pierwszoosobowa narracja w książce pozwala skupić się na emocjach głównego bohatera i wyeksponować cechy jego psychiki.



Nie spodziewałem się, że ta dość prosta fabuła tak przypadnie mi do gustu. Jonas Karlsson celnie wytyka absurdy współczesnego świata, wskazuje na bolączki dnia codziennego. Wraz z narratorem uświadamiamy sobie również, że nie możemy być do końca spokojni o swój los. W każdym momencie życia może odezwać się ktoś, kto zażąda zapłaty za to wszystko, co nas spotkało. A im lepiej nam się żyje, tym cena będzie wyższa. Wszak wszystko ma swoją cenę, a stwierdzenie że najlepsze w życiu jest za darmo, dawno się już zdezaktualizowało. Historia jest niepokojąca i wypada mieć tylko nadzieję, że zostanie ona jedynie na kartach powieści. 

Nowalijki oceniają: 6/6



Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz do recenzji.

piątek, 29 stycznia 2016

"Najlepsza książka na świecie" Peter Stjernstrom

Informacje o książce

autor: Peter Stjernstrom
tytuł: Najlepsza książka na świecie
przekład: Emilia Fabisiak

wydawnictwo: Świat Książki
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 360

egzemplarz: ebook Legimi bez limitu







Każdy, kto kiedykolwiek musiał napisać dłuższy tekst wie, jakie to często trudne i niewdzięczne zadanie. A jakim wysiłkiem musi być wymyślenie i napisanie wielostronnicowej, zajmującej powieści? Ja do końca nie umiem sobie wyobrazić takiego procesu twórczego. Nie wiem też, jak może czuć się autor, który po wielu latach literackich sukcesów, nagle spada z piedestału i jego jedynym zajęciem jest już tylko odcinanie kuponów od sławy. Musi konkurować z młodszymi, może bardziej utalentowanymi, ale jakże  głodnymi sukcesów konkurentami. Ten dość przygnębiający temat podjął w Najlepszej książce na świecie szwedzki pisarz Peter Stjernstrom. I uczynił to w formie tekstu tak samo przewrotnego, jak i zabawnego, a z pewnością dosyć oryginalnego. 

Tytus Jensen jest pisarzem, którego sława dawno już przebrzmiała. Dziś prowadzi rozrywkowe życie wspomagane alkoholem. Jego działalność artystyczna ogranicza się do dziwnych występów na jeszcze dziwniejszych festiwalach z młodzieżową muzyką. Na jednym z nich poznaje wschodzącą gwiazdę literatury, awangardowego poetę Eddiego X. Obaj panowie, właściwie jednocześnie, wpadają na pomysł napisania tytułowej Najlepszej książki na świecie, która przyniesie im pieniądze, sławę i zapewni nieśmiertelność. Tylko jednemu z nich uda się ta sztuka. Rozpoczyna się wyścig z czasem i walka z oporną materią słowa pisanego. 

To, co nieomal natychmiast przyciąga uwagę, to specyficzna narracja powieści, początkowo przypominająca nieokiełznany chaos. W tekście pojawiają się fragmenty powieści, które przemieszane są z opisem wydarzeń, w których uczestniczy Tytus. A nie jest mu łatwo żyć z swoją agentką Astrą Larsson, która ma świadomość, że jej klient bywa nieobliczalny. Do tego ciągnie się za nim kiepska reputacja. Praca literacka obłożona jest szeregiem wymyślnych obostrzeń, wystarczy zwrócić uwagę na specyficzną funkcję laptopa pisarza. Tytus, w poszukiwaniu inspiracji, wpada w artystyczny ciąg, a może tylko przeżywa odstawienie używek? Odwiedza modne miejsca, ogląda topowe wystawy, jada w polecanych miejscach i ... chłonie, chłonie, chłonie - przetwarzając doznane bodźce na kolejne strony powieści. Jego najnowsza książka ma być swoistym fenomenem na rynku wydawniczym, zgrabnym połączeniem kryminału, powieści obyczajowej, poradnika o dobrym życiu z ... książką kucharską. Takim literackim potworkiem, który od czasu do czasu straszy z półek księgarni lub z pierwszych miejsc list bestsellerów i to w prawdziwym życiu. Do ostatnich stron książki nie wiadomo, czy taki pomysł skazany jest na porażkę, czy gwarantuje sukces. A na finał warto poczekać, gdyż jest on bardzo zaskakujący.



Przewrotna fabuła Najlepszej książki na świecie znakomicie współgra ze specyficznym klimatem powieści. Cechuje go satyryczne, często też gorzkie podejście do tematu wzajemnych relacji twórca - wydawca - czytelnik. Stjernstrom obnaża cyniczny mechanizm tworzenia i sprzedawania współczesnych hitów wydawniczych, pokazując jak praca nad takim projektem wygląda od kuchni. Książka jako taka, co oczywiście nie jest nowością, to również produkt, który powinien dobrze się sprzedawać i przynosić zyski. W tej machinie wszystkie trybki muszą być dobrze naoliwione, aby nie doszło do zacięcia. Należy tylko pamiętać o czynniku ludzkim i to o nim zasadniczo traktuje omawiana pozycja. I tak, jak na początku książka nie przypadła mi do gustu, tak po kilku pierwszych rozdziałach wskoczyłem na właściwe literackie tory. Szybko okazało się, że w tym szaleństwie jest pewna metoda, a humor ocierający się o pure nonsense i karykaturę, znakomicie sprawdza się przy opisywaniu poszczególny etapów pracy nad bestsellerem. Zdecydowanie polecam, bo choć to pozycja może niepozorna, to jednak celnie opisuje czytelniczą rzeczywistość.

Nowalijki oceniają: 5/6

środa, 27 stycznia 2016

"Ofiara dla burzy" Dolores Redondo

Informacje o książce

autorka: Dolores Redondo
tytuł: Ofiara dla burzy
tytuł oryginału: OFRENDA A LA TORMENTA
przekład: Maria Mróz

wydawnictwo: Czarna Owca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 544

egzemplarz: recenzencki


Ofiara dla burzy Dolores Redondo jest trzecia powieścią z cyklu o inspektor Salazar. Dwa poprzednie tomy to Niewidzialny strażnik oraz Świadectwo kości. I jest to informacja ważna, gdyż te trzy powieści tworzą fabularną całość, a w tomie trzecim zostają  ostatecznie wyjaśnione pewne zagadki z poprzednich części. Z informacji prasowych wynika, że seria ma być trylogią, jednak zakończenie Ofiary dla burzy pozostawia (szeroko) otwartą furtkę ...

Mija miesiąc od dramatycznych wydarzeń opisanych w poprzedniej książce. Inspektor Policji Statutowej Amaia Salazar nie zdążyła się jeszcze otrząsnąć po wypadkach, które dotknęły jej rodzinę i mieszkańców doliny rzeki Baztan w Kraju Basków. Tymczasem tę małą społeczność czeka kolejny wstrząs. W tajemniczych okolicznościach umiera niemowlę, ale pewne ślady na ciele dziecka oraz dziwne zachowanie ojca budzą podejrzenia. Z pozoru prosta do wyjaśnienia (z medycznego punktu widzenia) łóżkowa śmierć dziewczynki, niespodziewanie kwalifikuje się do zabójstwa. Jednak babcia dziecka sugeruje Amai, że za tą zbrodnią stoi prastary demon Inguma, który pojawia się nocą i zabiera ludziom oddech. Pani inspektor, uwikłana we własną przeszłość, ale twardo stąpająca po ziemi, zostanie zmuszona do zweryfikowania swoich dotychczasowych poglądów. Odkrywając serię podobnych przypadków śmierci niemowląt, naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo. Pytanie tylko z kim lub z czym przyjdzie jej walczyć ...

Bohaterka powieści zostaje zmuszona przez wydarzenia, które dotyczą prowadzonego śledztwa, do gruntownego przemyślenia poglądu na otaczający ją świat. Ma za sobą trudne momenty w życiu, ale mozolnie wychodzi na prostą. Kochający mąż, malutkie dziecko powodują, że Amaia emocjonalnie podchodzi do kolejnych odkryć związanych z prowadzonym śledztwem. Na tyle mocno angażuje się w sprawę, że zaczyna gubić się w kontaktach z rodziną oraz z podwładnymi. Mimo że jest doświadczoną policjantką, nie potrafi zauważyć jak dochodzenie wpływa na relacje z innymi funkcjonariuszami. Wyjątkowo trudno jest się jej pogodzić z faktem, że za śmiercią niemowląt kryje się coś więcej, niż najniższe ludzie instynkty. Sugestia jednej z kobiet o działaniu demona Inguma nie tylko prowadzi śledztwo na zupełnie inny poziom, ale zmusza panią inspektor do otwarcia się na świat irracjonalny i pozazmysłowy. Amai nie przychodzi to łatwo, mimo że wychowała się świecie baskijskich wierzeń, tajemniczych rytuałów i symbolicznych gestów. Jej duchowym przewodnikiem po tej magicznej, ale i okrutnej krainie staje się ukochana ciotka.  To ona reprezentuje ostatnie pokolenie silnych i małomównych, charyzmatycznych kobiet, które są strażniczkami prastarych tradycji i zwyczajów. 

Dolores Redondo z powodzeniem łączy w Ofierze dla burzy thriller z baskijskimi wierzeniami i legendami. Takie połączenie z pozoru wydaje się pomysłem karkołomnym, ale dobrze skonstruowana fabuła dość szybko rozwiewa wątpliwości. Akcja powieści toczy się raczej wolno, konsekwentnie odkrywając kolejne elementy skomplikowanej układanki. Pisarka wprowadza wiele wątków, które logicznie układają się w sensowną całość, trzymając czytelnika w napięciu i zaciekawieniu do samego końca. Z czasem wątki z baskijskiej mitologii stają się naturalną częścią zarówno fabuły, jak i prowadzonego przez Amaię śledztwa. Autorka zgrabnie zamyka w tym tomie wszystkie dotychczasowe śledztwa, serwując co jakiś czas nieoczekiwaną zmianę biegu wydarzeń. Można co prawda przyczepić się do nadmiernego melodramatyzowania w opisie relacji Amai z mężczyznami, czy zarzucić ograny do bólu motyw finału w strugach deszczu podczas burzy. Jednak wątki związane z pradawnymi wierzeniami wynagradzają pewne mankamenty obszernej powieści, dając świeże spojrzenie na jeszcze jedną historię kryminalną. 



Polecam, z jednym zastrzeżeniem - jeśli nie znacie poprzednich części, a macie w planie lekturę całej trylogii - może powinniście zacząć od początku. Jeśli nie czujecie potrzeby zachowania pełnego ciągu wydarzeń, to spokojnie sięgnijcie po Ofiarę dla burzy. I koniecznie przeczytajcie Uwagi autorki, które przedstawiają opisywane wydarzenia w zupełnie nowym świetle, pokazując starą prawdę, że największym wrogiem człowieka jest on sam. Tak ku przestrodze ...

Nowalijki oceniają: 5/6


Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie książki do recenzji. 

wtorek, 26 stycznia 2016

"Porąb i spal" Lars Mytting PRZEDPREMIEROWO

Informacje o książce

autor: Lars Mytting
tytuł: Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie
tytuł oryginału: Hel Ved
przekład: Witold Biliński

wydawnictwo: 
Smak  Słowa/AGORA
miejsce i rok wydania: Sopot/Warszawa 2016
liczba stron: 256

egzemplarz: recenzencki


Rąbaliście ostatnio drewno na opał? Pamiętaliście, aby późną wiosną zaopatrzyć się w opał na zimę? A może wiecie, jak najlepiej ułożyć pocięte drewno, aby odpowiednio wyschło i zimą dało najlepsze jakościowo ciepło? Ja, niestety, nie wykonałem żadnej z wymienionych czynności i moja wiedza na temat drewna sprowadza się do rozróżnienia głównych gatunków w lesie. Jako mieszczuch teoretycznie nie potrzebuję takich informacji, rozleniwiony świadomością, że aby było mi ciepło, wystarczy że odpowiednio wyreguluję moc grzewczą kaloryfera. Z drugiej jednak strony każda, przyznam niezbyt częsta, wyprawa do lasu uświadamia mi, że w chaosie codzienności tracę kontakt z naturą. Jakie przyjemne jest oddychanie czystym, pachnącym żywicą powietrzem, wsłuchiwanie się w odgłosy lasu, którego najstarsze drzewa pamiętają pradawne dzieje ...

Z miłości do natury i drewna powstała niecodzienna książka norweskiego dziennikarza, eseisty i redaktora Larsa Myttinga Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie. Tytuł chwytliwy i dwuznaczny, zaś treść niezwykle interesująca, choć trochę też nietypowa. Autor, zafascynowany codzienną krzątaniną swojego sąsiada, który mimo sędziwego wieku przygotowywał dostarczone drewno na zimowy opał, postanowił napisać książkę właśnie o drewnie. To specyficzne połączenie podręcznika dla drwali (od czego autor jednak się odżegnuje) z uroczą gawędą o skandynawskim stylu życia, umiłowaniu prostych gestów, poszanowaniu dla natury i relacji człowieka z otaczającym go światem. Wraz z autorem śledzimy powtarzany od wieków cykl od pozyskania drewna, radzenia sobie z zimowym chłodem, wyborem sprzętu do wycinki i obróbki drewna, poprzez rolę drewutni i sposoby układania stosów, na piecu i płomieniu skończywszy. Temat nie wydaje się może zbyt interesujący, ale Mytting ma dar pięknego opowiadania o prostych gestach i przedmiotach oraz oczywistych faktach na temat roli drewna w życiu każdej społeczności. Książka pełna jest konkretnych danych i specjalistycznej wiedzy, ale podanych w przyjemny dla czytelnika sposób. Autor przeplata nomen omen suche fakty z anegdotami i dykteryjkami, czasem zasłyszanymi, czasem wynikającymi z konkretnego doświadczenia. Często odwołuje się do historii pokazując, że nie ma znaczenia, skąd się pochodzi i jakie ma się korzenie, kiedy istnieje wspólna dla wszystkich nacji potrzeba ciepła i bezpieczeństwa. Ciepła, które daje dobrze przygotowane, potraktowane z odpowiednim szacunkiem, dopieszczone drewno.

Porąb i spal składa się z siedmiu dużych rozdziałów: Chłód, Las, Sprzęt, Pieniek, Stos, PiecPłomień. Każdy opatrzony jest pięknymi zdjęciam skandynawskiej przyrody, starannie udokumentowaną wiedzą. Dla mnie jednak najciekawsze są fragmenty, w których pojawiają się ludzie, którzy dla życia w prostocie i w zgodzie z naturą zmienili swoje dotychczasowe upodobania lub stoją na straży pradawnych tradycji. Przywołanie ich w książce wzmacnia ludzki wymiar codziennych potyczek z naturą, zmagań, które są częścią człowieka bez względu na wykształcenie, pochodzenie czy rozwój nowych technologii. Z dumą, ale bez zadęcia dzielą się swoim doświadczeniem i pomysłami na udoskonalenie kontaktu z drewnem, czy szerzej z naturą. Swoją postawą pokazują, jak wielka jest potrzeba kontaktu z przyrodą, chwilowe odcięcie od cywilizacji, jak satysfakcjonujący i oczyszczający psychikę  może być wysiłek fizyczny. 

Książka Larsa Myttinga powstała z potrzeby zapisania na papierze starych norweskich, czy też skandynawskich tradycji. Pisarz z lekkością, z humorem i swadą snuje opowieść - gawędę o ludziach i przyrodzie, o miłości do natury, dbaniu o równowagę ciała i duszy. Ze znawstwem opisuje historię sprzętów związanych z drewnem, z sympatią i ciepłem przywołuje historie ludzi, którzy żyli przed wiekami i których potomkowie przejmują schedę po przodkach. Jest wreszcie Porąb i spal książką o tęsknocie za prostym i uporządkowanym życiem, zgodnym z rytmem pór roku i pulsem Ziemi. Tekst Myttinga to zebrane w jednej książce wyobrażenie tego, jacy są, kim są  i z jakich źródeł tradycji czerpią współcześni Skandynawowie. Drewno w tej opowieści to jednocześnie efekt działania człowieka w lesie, ale i swoista metafora, otwierająca szeroki wachlarz interpretacyjny. Autor niczego nie narzuca, pozostawiając ten przywilej potencjalnemu czytelnikowi.


Kiedy dostałem propozycję zrecenzowania Porąb i spal Larsa Myttinga, byłem zaskoczony treścią książki i moje nastawienie było dość sceptyczne. Ale pobieżne przejrzenie list bestsellerów i znakomite opinie w anglojęzycznych portalach o książkach spowodowały, że zdecydowałem się podjąć tego zadania. I po lekturze opowieści już wiem, że podjąłem słuszną decyzję. Nie spodziewałem się, że o drzewie, siekierze, drwalu czy piecu można napisać tak ciekawie i interesująco, czasem poetycko i nostalgicznie. Piękne, klimatyczne zdjęcia dodatkowo wzbogacają pozytywne odczucia po lekturze. Polecam!

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa i Agencji Business & Culture za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji.

niedziela, 24 stycznia 2016

"Tajemna historia" Donna Tartt

Informacje o książce

autorka: Donna Tartt
tytuł: Tajemna historia
tytuł oryginału: The Secret History
przekład: Jerzy Kozłowski

wydawnictwo: Znak Litera Nova
miejsce i rok wydania: Kraków 2015
liczba stron: 608

egzemplarz: zakup własny




Tajemna historia Donny Tartt uchodzi za jedną z najważniejszych powieści końca XX wielu. Uznawana za dzieło kultowe, jest literackim debiutem pisarki, która historię grupy studentów pisała przez prawie dekadę. Książka ukazała się drukiem w 1992 roku, a w dwa lata później, również w Polsce. Do dziś Tajemną historię przetłumaczono na trzydzieści języków i sprzedano w milionach egzemplarzy. 

Fabuła powieści jest dość prosta, ale od razu należy wspomnieć, że wydarzenia w Tajemnej historii stanowią punkt wyjścia do wielopoziomowych rozważań, które tak naprawdę są właściwą treścią i sednem książki. 

Richard Papen, młody Kalifornijczyk, postanawia wyrwać się ze szponów dość przeciętnej, żeby nie napisać patologicznej rodziny i wyjechać na studia na drugi kraniec Ameryki. Rozpaczliwa potrzeba wyrwania się z domu jest siłą napędową dla chłopaka, który zaczyna naukę w Hampden College w Vermoncie. Po pewnym czasie dostaje się do elitarnej grupy studentów, których nauczycielem, mentorem i intelektualnym guru jest profesor Julian Morrow - wykładowca starożytnej greki i szeroko rozumianej kultury antycznej. Zanim Richard pozbędzie się łatki złotego chłopaka z Hollywood (którym zresztą nie był, ale czego specjalnie nie tłumaczył) minie trochę czasu, ale wejście do grupy będzie powiązane z zabójstwem, a nawet dwoma. O pierwszym Richard dowie się przez przypadek, w drugim będzie współuczestniczył. Cała historia to pokazanie poszczególnych etapów dochodzenia do popełnienia przestępstwa, dokonanie go, próba wytłumaczenia tego czynu i staranie się o powrót do normalności. Brzmi to może zbyt prosto, ale najważniejsze jest, czym autorka wypełnia karty powieści między poszczególnymi wydarzeniami.

Richard Papen musi ukrywać przed resztą grupy swój status materialny, ale w rzeczywistości niewiele on interesuje resztę studentów. To zresztą grupa ciekawa, barwna i charakterologicznie niejednoznaczna. Edmund Bunny Corcoran, Francis Abernathy, bliźniaki Charles i Camilla Macaulay oraz niekwestionowany przywódca grupy i prowodyr - Henry Winter. Każde z nich to osobna historia umiejętnie wpleciona w wydarzenia rozgrywające się w Hampden. Między nimi płynnie zmieniają się relacje poszyte napięciem erotycznym, napędzane alkoholem i narkotykami, po zabójstwach również strachem przed wydaniem. Łączy ich tajemnica, która kawałek po kawałku zżera grupę od środka, powodując, że z nerwami na wierzchu nie są w stanie normalnie funkcjonować. 

Autorka skupia się na pokazaniu mechanizmów, które doprowadziły studentów do zamordowania dwóch niewinnych ludzi. Henry, bo to z jego inicjatywy dochodzi do tych wydarzeń, wydaje się zupełnie pozbawiony uczuć, ale jednocześnie najmocniej odczuwa otaczający go świat. To paradoks, jakich w książce jest więcej, bo to na nim opiera się system wartości bohaterów. Nie ma jednak znaczenia, czy morderstwa dokonuje się, aby mocniej przeżyć dionizyjskie bachanalie, czy dlatego, że kogoś zwyczajnie się nie lubi. Henry balansuje na granicy szaleństwa, albo zręcznie manipuluje resztą grupy, która włącza się do tej swoistej emocjonalnej karuzeli. Nie jest Tajemna historia pierwszą powieścią, której tematyka krąży wokół życia po popełnieniu zbrodni, ale Tartt ujęła temat dość nowatorsko, splatając go z erudycyjnymi rozważaniami na temat starożytnej kultury, sztuki, czy szerzej  koncepcji mówiącej, że europejskie (światowe) standardy kulturowo - obyczajowe wywodzą się z obszarów basenu Morza Śródziemnego. Nie daje oczywiście jednoznacznego potwierdzenia słuszność takiego myślenia, co więcej, końcówka powieści i specyficzna reakcja profesora Morrowa sugerują, że taki ogląd od dawna jest w permanentnym kryzysie.



Tajemna historia jest powieścią monumentalną, nie tylko ze względu na objętość. Podejmuje bowiem z czytelnikiem intelektualną i erudycyjną grę, zmuszając do weryfikacji poglądów wyniesionych ze szkoły, ukształtowanych przez czytane dzieła i oglądane w muzeach eksponaty. Długie rozważania o starożytnej grece, czy klasycznych tekstach literackich przeplatane są odnośnikami do współczesności lat 90 - tych XX wieku. Przyznam, że taka rozbudowana, gęsta narracja przypominająca dokonania Dostojewskiego, a z pewnością Prousta i Manna, jednocześnie wciąga, ale po pewnym czasie również nuży. Ja sam odkładałem powieść na półkę, żeby za jakiś moment powrócić do świata wykreowanego przez pisarkę. Nie sposób przedstawić wszystkich wątków i motywów, które pojawiają się w Tajemnej historii, tę przyjemność, choć niełatwą, pozostawiam potencjalnym czytelnikom Tartt.

Z pewnością nie jest to książka na dwa wieczory, bo choć oczywiście można ją pewnie szybko przeczytać, tylko po co się spieszyć? Może warto poddać się powolnemu tempu historii, z zaciekawieniem oczekiwać kolejnych ruchów bohaterów miotających się w okowach tajemnicy, na własny sposób przeżywających to, w czym uczestniczyli, próbujących normalnie funkcjonować. Pytania, które pośrednio stawia autorka, mają na wskroś fundamentalny charakter, ale historia studentów z Hampden nie przynosi czytelnikowi ostatecznych odpowiedzi, nie pozwala przeżyć  katharsis. Zostawia go z wieloma niewiadomymi, uwierającymi gdzieś z tyłu głowy długo po przeczytaniu ostatniej strony. I chyba to powoduje, że powieść Tartt uwodzi czytelnika, zostawia w intelektualnym niepokoju i fermencie. I pewnie również dlatego jest tekstem tak ważnym, że aż kultowym. 

Nowalijki oceniają: 5/6



środa, 20 stycznia 2016

"Żniwa zła" Robert Galbraith/J.K. Rowling

Informacje o książce

autor: Robert Galbraith/J.K. Rowling
tytuł: Żniwa zła
tytuł oryginału:
przekład: Anna Gralak

wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
miejsce i rok wydania: Wrocław 2016
liczba stron: 480

egzemplarz: zakup własny



Żniwa zła to trzecia i najnowsza odsłona historii biura detektywistycznego Cormorana Strike'a  i Robin Ellacott. Odsłona dość nietypowa, gdyż zbrodnie bezpośrednio dotykają obojga bohaterów. 

Od kiedy wiadomo, kim w rzeczywistości jest autor(ka), książkom towarzyszy większy rozgłos, niż w przypadku nieznanego nikomu pisarza. Wzrastają także oczekiwania czytelników, którzy wiele oczekują od kolejnej powieści ...

Kiedy pewnego dnia Robin dostaje przesyłkę, ani ona, ani jej szef nie spodziewają się, że makabryczna zawartość zapewni im pracę na kilka miesięcy. W paczce znajduje się bowiem ludzka noga, która należała do młodej kobiety. Cormoran odczytuje to wydarzenie jako groźbę skierowaną zarówno pod adresem Robin, jak i niego samego. Typuje trzech potencjalnych nadawców, lokując ich w swojej, nader burzliwej, przeszłości. Wraz z asystentką i zaprzyjaźnionym policjantem rozpoczynają dochodzenie, które co i raz prowadzi ich na manowce. Tymczasem w Londynie giną kolejne młode kobiety, a morderca niebezpiecznie blisko przybliża się do Robin, szydząc z Cormorana i stróżów prawa.

W tej powieści autor/ka koncentruje się na śledztwie, które dotyka bezpośrednio Cormorana i rykoszetem uderza w jego sekretarkę. Śledząc i namierzając potencjalnych morderców, Strike jest zmuszony zanurzyć się w swoją, mało przyjemną, przeszłość. W licznych wspomnieniach i retrospekcjach czytelnik poznaje skomplikowane losy prywatnego detektywa, dowiaduje się, jakie wydarzenia ukształtowały jego niezbyt łatwy charakter. Wraz z Cormoranem i Robin przemierzamy takie obszary Londynu, w które nie chcielibyśmy się zapuścić nawet w biały dzień. Podejrzane lokale ze striptizem, spelunki i zamieszkane przez emigrantów dzielnice to dominujące tło dla fabuły Żniw zła

Robin w powieści, krok po kroku, staje się równorzędną wspólniczką Cormorana, nawet jeśli on nie chce tego przyjąć do wiadomości. Dziewczyna wykazuje inicjatywę, podejmuje niebezpieczne działania - a wszystko po to, by agencja Strike'a mogła sprawnie funkcjonować. Jej postać jest w książce rozbudowana i pogłębiona, również za sprawą miłosnych problemów z wiecznie nadąsanym i zazdrosnym o szefa narzeczonym Matthew, który chętnie widziałby Robin w innym miejscu i z lepszymi zarobkami. 

Niestety, fabuła Żniw zła jest w moim odczuciu niedopracowana, mocno przegadana i za długa. Liczne opisy, wspomnienia, odwołania do przeszłości nadmiernie obciążają akcję, która jest dość niemrawa. Autorka wprowadziła kilka wątków pobocznych, których obecność w powieści stawiam pod znakiem zapytania. Do tego historia miłosnych perypetii Robin i Matta oraz nowy związek Cormorana powodują, że zainteresowanie schwytaniem mordercy schodzi na plan dalszy. Odnoszę wrażenie, że bohaterowie powieści miotają się, nie do końca wiedząc, co ze sobą zrobić. A już zakończenie powieści i sposób rozwiązania zagadki tajemniczego mordercy świadczą o tym, że albo autorka sama się pogubiła, albo nie miała pomysłu na porządne rozwiązanie zbyt licznych wątków. 


Bardzo lubię kryminały, czytam ich sporo, ale nie jest mi po drodze z powieściami Rowling. Wołanie kukułki podobało mi się, ale  już Jedwabnik dość rozczarował. Mimo wszystko dałem autorce i sobie jeszcze jedną szansę. Wydaje mi się, że w Cormoranie i Robin tkwi duży potencjał literacki, tylko pisarka nie za bardzo umie go wydobyć. Co więcej, spodobały mi się te postaci, ale bez sensownego pomysłu na ich obecność w następnych książkach, ten  ich potencjał może zostać zmarnowany. Żniwa zła nie wywołały u mnie większych emocji; im bliżej końca, tym bardziej irytowały mnie kolejne wyprawy bohaterów w londyńskie zaklęte rewiry, czy pozornie ważne dla rozwoju fabuły nagłe zwroty w śledztwie. W pewnym momencie zorientowałem się, że bardziej interesują mnie miłosne kłopoty Robin i jej relacje z narzeczonym i szefem, niż odpowiedź na pytanie, kto jest sprawcą brutalnych morderstw. Czytając tę powieść można odnieść wrażenie, że pisarka chciała w jednej książce upchać tak wiele pomysłów, ile tylko się da i zwyczajnie przedobrzyła. Może gdyby powieść była trochę krótsza, bardziej skondensowana, historia w niej opisana wypadłaby zdecydowanie lepiej? Do trzech razy sztuka - mówi przysłowie, pytanie zatem, czy dać Rowling jeszcze jedną szansę, zakładając pojawienie się czwartego tomu serii? Po lekturze Żniw zła mam coraz większe wątpliwości ...

Nowalijki oceniają -4/6


niedziela, 17 stycznia 2016

"Ostatnia noc w Tremore Beach" Mikel Santiago

Informacje o książce

autor: Mikel Santiago
tytuł: Ostatnia noc w Tremore Beach
tytuł oryginału: La ultima noche en Tremore Beach
przekład: Maria Mróz

wydawnictwo: Czarna Owca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 392

egzemplarz: recenzencki


Za każdym razem, kiedy ktoś kogoś okrzykuje następnym ... (tu można wpisać dowolne nazwisko pisarza), w mojej głowie zapala się ostrzegawcza lampka. Ileż to już razy ten nowy ... okazał się mało ciekawym naśladowcą, albo sprytnie wylansowanym przez marketingowców autorem drugiego sortu. Tym razem zaszczytne (pewnie dla wielu dyskusyjne) miano hiszpańskiego Stephena Kinga otrzymał Mikel Santiago, którego powieść Ostatnia noc w Tremore Beach właśnie ukazała się po polsku. Czy autor udźwignął to porównanie? A może nie jest mu ono potrzebne? O tym w dalszej części.

Peter Harper, główny bohater Ostatniej nocy w Tremore Beach, jest kompozytorem, który postanawia w domu na odciętej od świata plaży dojść do siebie po przejściach ostatnich miesięcy. Rozwód i kryzys twórczy sprawiły, że bohater rozpaczliwie wręcz potrzebuje odciąć się od przykrych wydarzeń, wzmocnić się i chwycić wiatr w żagle. Jego wybór padł na malowniczą wieś Clenhburran, położoną na irlandzkim wybrzeżu. Kompozytor szybko zyskuje nowych znajomych, wsród nich starsze małżeństwo Leo i Marie, zakochuje się w tajemniczej Judie. Powoli dochodzi do siebie. W czasie jednej z licznych w tym klimacie nawałnic, zostaje rażony piorunem. Przeżywa, ale jego życie zmienia się, gdyż Peter zaczyna doświadczać strasznych i przerażających wizji, w których widzi tragiczne w skutkach wydarzenia z udziałem bliskich mu ludzi. Wydaje się, że bohater popada, krok po kroku, w odmęty szaleństwa, ale czy aby na pewno? Czy mili i uczynni przyjaciele, kobieta w której się zakochał są tymi, za których się podają? Czy dramatyczne wizje to tylko wynik przebytego porażenia, czy może szósty zmysł podpowiada mu koszmarne obrazy? 

Już pobieżna lektura krótkiego streszczenia pozwala zauważyć, że powieść Santiago porusza się w dobrze znanym czytelnikom obszarach. Sympatyczna wieś na odludziu, mili mieszkańcy, żywioł na działalność którego nie mają wpływu, wreszcie tajemnicze wizje nękające bohatera - to sprawdzona w wielu powieściach recepta na udaną fabułę. I trzeba przyznać, że Hiszpan bardzo dobrze radzi sobie z wykorzystaniem znanych motywów. Lekki i dość potoczysty styl pisarza pozwala na stworzenie klimatycznej fabuły, którą momentami zwyczajnie się pochłania. Autor od samego początku umiejętnie buduje narastające poczucie niepokoju, irracjonalnego strachu, czającego się za rogiem niebezpieczeństwa. Szalejąca w tle burza, niezamieszkałe odludzie i niejednoznaczne postaci bohaterów skutecznie przyciągają uwagę czytelnika.

Powieść prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, co ma dobre i złe strony. Peter, relacjonując kolejne wydarzenia, nie unika przegadania i nadmiernych ekscytacji swoją aktualną sytuacją. Może wynika to trochę z faktu, że jako człowiek sztuki, jest bardziej od innych wrażliwy na otaczającą go rzeczywistość. Ale pisarz mógł sobie darować informacje o tym, jakiej znanej marki okulary słoneczne kompozytor zakłada na nos lub jakiej firmy buty nosi do pracy w ogrodzie. Przypomina mi to trochę kryminalne romanse w stylu Mary Higgins Clark i w tym wypadku nie jest to porównanie na plus. Z drugiej jednak strony pierwszoosobowa narracja powoduje, że czytelnik właściwie do samego końca nie ma pewności, że wydarzenia, w których uczestniczy Peter i bliskie mu osoby, to efekt zmian w jego mózgu i brak snu, czy rzeczywiste sytuacje. Przyznam, że to mocna strona powieści, bowiem autor trzyma w niepewności do końca. Nie wiadomo bowiem, co przydarzy się bohaterom Santiago w kolejnych rozdziałach książki. Świat wizji i rzeczywistość mieszają się i przenikają, utrudniając chłodny i racjonalny osąd wydarzeń.

Na wstępie zastanawiam się, czy porównanie Mikela Santiago do Stephena Kinga ma sens, czy wręcz przeciwnie - zaszkodzi mu. Odpowiedź nie jest znów taka jednoznaczna. Tematyka, kreacja świata przedstawionego, przenikanie się świata rzeczywistego i fikcyjnego przywołują na myśl dokonania Kinga. I z tym nie ma co dyskutować. To, co odróżnia obu autorów, to główny bohater. Wydaje mi się, że Hiszpan podchodzi do postaci kompozytora z większymi emocjami, bardziej skupia się na aspekcie psychologicznym zarówno bohatera, jak i dokonywanych przez niego wyborów. Czytając Ostatnią noc w Tremore Beach czuje się, że autor nie tylko ma starannie przemyślaną fabułę, ale że jest także mocno w nią zaangażowany emocjonalnie, przez co historia wydaje się bardziej autentyczna. Czego niestety nie mogę napisać o każdej z powieści - lubianego przez mnie - Kinga. Obu panów łączy też teza ich prozy, mówiąca, że największego stracha może nam napędzić nie potwór z innego wymiaru, ale drugi człowiek oraz nasze własne słabości. Wydaje mi się, że trzeba poczekać na kolejną powieść Mikela Santiago, aby móc napisać coś więcej o jego stylu i warsztacie pisarskim.



Ostatnia noc w Tremore Beach to powieść o intrygującej, choć nie całkiem odkrywczej fabule. Autor umiejętnie i konsekwentnie buduje napięcie oraz atmosferę irracjonalnego niepokoju, sprawnie posługuje się znanymi motywami, wykorzystując je w ciekawy sposób. Bohaterowie jego powieści to ludzie intrygujący, tajemniczy i niejednoznaczni, a wątek z wizjami głównego bohatera skutecznie miesza szyki czytelnikowi, nie pozwalając mu bardzo długo na komfort spokojnego poznawania kolejnych elementów historii. Sprawnie napisana, choć odrobinę przegadana powieść o nie całkiem idyliicznej Tremore Beach, zadowoli wszystkich miłośników książek z pogranicza sensacji, powieści obyczajowej i kryminału z dreszczykim rodem z powieści grozy. A przy okazji warto pamiętać, jakie zasady bezpieczeństwa obowiązują podczas burzy. Bo przez nieuwagę można nieźle skomplikować sobie życie, czego osoba Petera Harpera jest najlepszym przykładem.
A ja?  Ja będę wypatrywał kolejnej książki Mikela Santiago, u mnie ma fory. 

Nowalijki oceniają: -5/6


Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie książki do recenzji.


piątek, 15 stycznia 2016

"O świcie wzięłam psa i poszłam ..." Kate Atkinson

Informacje o książce

autorka: Kate Atkinson
tytuł: O świcie wzięłam psa i poszłam ...
tytuł oryginału: Started Early, Took My Dog
przekład: Aleksandra Wolnicka

wydawnictwo: Czarna Owca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 448

egzemplarz: recenzencki


O świcie wzięłam psa i poszłam ... - taki intrygujący tytuł, będący cytatem z Emily Dickinson,  nosi nowa powieść Kate Atkinson. To czwarta część serii, której głównym, acz nie zawsze wiodącym bohaterem jest prywatny detektyw Jackson Brodie. Tym razem autorka zabiera swojego Jacksona i czytelników w rodzinne strony Brodie'go do Leeds, a w retrospekcjach akcja przenosi się do roku 1975. 

Jackson Brodie, były policjant i od pewnego czasu prywatny detektyw w zawieszeniu, otrzymuje zlecenie od kobiety, która pragnie poznać swoich biologicznych rodziców. Ponieważ śledztwo będzie miało miejsce w rodzinnych stronach detektywa, z niechęcią, ale podejmuje się tego zadania. Sam jest po raz kolejny na życiowych zakręcie, więc wyjazd do Leeds traktuje jako ucieczkę od nieciekawej rzeczywistości. Na miejscu okazuje się, że z pozoru proste zadanie, tak naprawdę jest niezwykle trudne do wykonania. Ważne dokumenty zniknęły, fakty nie zgadzają się, zaangażowani w sprawę ludzie nabierają wody w usta. Prawda, w jakiej żyła zleceniodawczyni, po prostu nie istnieje. 

Tracy Waterhouse, emerytowana policjantka, a obecnie szefowa ochrony w centrum handlowym, wiedzie nudne życie samotnej kobiety, kiedy pewnego dnia, dzięki jednemu zdarzeniu, wprowadza w swój mikrokosmos prawdziwą rewolucję. 

Tilly, starzejąca się aktorka, ma coraz większe kłopoty z pamięcią, więc gra w popularnym serialu kryminalnym sprawia jej coraz wiekszą trudność. Najlepsze dni kariery ma już za sobą, jej postępująca demencja powoli wyklucza ją z normalnego życia.

Te trzy, z pozoru niemające ze sobą nic wspólnego osoby, w rzeczywistości łączy więcej, niż mogłoby się wydawać. Ich losy nieuchronnie będą musiały się skrzyżować, aby skrzętnie ukrywana prawda mogła wyjść na jaw. 

Przeszłość z lat 70 - tych, kiedy Tracy była młodą policjantką, łączy się z teraźniejszością poprzez brutalne morderstwa, których sprawca nazywany był Rozpruwaczem z Yorkshire. Te z pozoru nieistotne dla Jacksona, Tilly i Tracy wydarzenia, związane są ze sprawą, której rozwiązania podjął się detektyw. Całą trójkę dopadnie przeszłość, w najmniej oczekiwanym przez nich momencie.

Kate Atkinson ma wyrazisty, rozpoznawalny styl pisania. Fabuła jej powieści rozwija się bardzo wolno, wydarzenia długo nie łączą się ze sobą, sprawiając początkowo wrażenie literackiego chaosu. Tekst pełen jest rozbudowanych opisów, z pozoru nieistotnych dla akcji wspomnień, dywagacji, dygresji. Wydarzenia sprawiają wrażenie poszatkowanych, nierozwiniętych. Powieść chwilami przypomina gawędę, w której opowiadający zgubił główny wątek. Ale to wszystko tylko pozornie nie tworzy całości. Przemyślana od początku do końca historia, mozolnie, ale skutecznie układa się w logiczną i spójną całość. Krok po kroku pojawiają się kolejne fakty, które spajają elementy tej skomplikowanej układanki. Wydarzenia zarówno z przeszłości, jaki i teraźniejszości, prezentowane są z punktu widzenia różnych bohaterów, dzięki czemu czytelnik ma w pewnym momencie pełny obraz wydarzeń. Wielowątkowa, dygresyjna fabuła O świcie wzięłam psa i poszłam ... wymaga od czytelnika skupienia i poddania się wolno płynącemu nurtowi. Powieść wymyka się sztywnym klasyfikacjom gatunkowym, bowiem obok wątku kryminalnego, istotne są elementy powieści obyczajowej, czy nawet psychologicznej. W tekście pojawiają się cytaty z Dickinson i Szekspira, którymi sprawnie posługują się bohaterowie powieści i narrator, komentując bieżące wydarzenia.  Przyznam, że taki styl pisania, gęsty, wielowątkowy, z niejednoznacznie rozwijającą się, powolną akcją, bardzo mi się podoba. Należy także dodać, że wszystkie elementy historii układają się w satysfakcjonujący finał. 

Warto zwrócić uwagę również na problematykę społeczną i obyczajową powieści. Zmęczony życiem Jackson, nieszczęśliwa Tracy, coraz bardziej chora Tilly, a także inni bohaterowie powieści to postaci bardzo prawdziwe, mimo że zaludniają świat fikcji literackiej. Autorka nie unika tematu drażliwych problemów społecznych, których trudno nie wyeksponować przy okazji wątków kryminalnych. Jej bohaterowie zmagają się z życiem, nie zawsze wychodząc z tej potyczki obronną ręką. Jackson odbywa fizyczną i sentymentalną jednocześnie podróż do miejsc swojego dzieciństwa. Nostalgiczne wspomnienia towarzyszą mu właściwie na każdym kroku, odsłaniając nieznane często fakty z biografii bohatera. Te fragmenty powieści są melancholijne i nostalgiczne, ale znakomicie wpisują się opowiadaną historię. 



O świcie wzięłam psa i poszłam ... to powieść, która usatysfakcjonuje miłośników prozy Kate Atkinson. Znajdą w tej historii wszystko to, za co cenią jej twórczość. Jest Jackson Brodie, pojawiają się pełnokrwiste postaci Tracy i Tilly, dominuje ciekawy i skomplikowany wątek kryminalny. Historia opowiedziana jest w specyficzny, epicki wręcz sposób, wystawiając   cierpliwość czytelnika na próbę, ale potem nagradzając go bardzo dobrym finałem.  Nie brakuje humoru i celnych uwag autorki, która uważnie i z ironią obserwuje rzeczywistość. To lektura tym bardziej satysfakcjonująca, że wymagająca od czytelnika skupienia i zaangażowania, co w przypadku współczesnej prozy lżejszego kalibru nie jest znowu takie oczywiste.

Nowalijki oceniają: 5/6

Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie książki do recenzji.



wtorek, 12 stycznia 2016

"Morderstwo na Korfu" Alek Rogoziński

Informacje o książce


autor: Alek Rogoziński
tytuł: Morderstwo na Korfu

wydawnictwo: Melanż
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczb stron: 302

egzemplarz: zakup własny





Morderstwo na Korfu Alka Rogozińskiego to druga książka z serii kryminałów z zacięciem komediowym, których głównymi bohaterkami są Joanna Szmidt i jej menedżerka Betty. Tym razem akcja książki przenosi się z Warszawy na urokliwie zabójcze Korfu. 

Dosłownie w kilkanaście dni po mrożących krew w żyłach wydarzeniach opisanych w Ukochanym z piekła rodem, Joanna postanawia odpocząć od zgiełku stolicy i wykorzystać okazję do spędzenia kilku dni w eleganckim pensjonacie Villa Zeus, prowadzonym przez Stefanosa Matrakisa. Grek, bardzo dobrze mówiący po polsku, ma z naszym krajem więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. W samolocie na wyspę okazuje się, że pozostali pasażerowie z Polski lecą do tego samego hotelu, ale każdy ma inne, głęboko ukryte intencje. I wszyscy po cichu liczą, że tym razem dopną swego. Kiedy więc pojawia się pierwszy trup, wszyscy są tak samo podejrzani i każdy z osobna mógł dokonać zabójstwa. Joanna, która wzywa na posiłki Betty i jej ukochanego Krzysztofa, nawet nie wie, że całej trójce grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Autorka powieści o miłości nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zaczęła romansować z przystojnym Michałem, który nie jest tym, za kogo się podaje. A to dopiero początek skomplikowanej intrygi kryminalnej, tym ciekawszej, że morderca jest wśród gości hotelowych.

Druga powieść Alka Rogozińskiego jest jeszcze lepsza i zabawniejsza od debiutu. Świetne, z pazurem zarysowane postaci, dużo ironii i misterna intryga kryminalno - obyczajowo - romansowa to mocne strony Morderstwa na Korfu. Pisarz stworzył całą galerię postaci, które wzajemnie egzystują na wyspie, a w małej grupie niektóre cechy charakteru muszą wyjść na jaw. Joanna nadal jest w wysokiej formie i jej relacje z Betty to kolejny udany element tej zabawnej układanki. Niezwykły duet pisarki i menedżerki, ich ciągłe słowne utarczki, drobne uszczypliwości, uwagi na temat wagi, zmarszczek, źle lokowanych uczuć wzmacniają komediowy wydźwięk opowieści. Dodatkowy wątek humorystyczny pojawia się, kiedy autor opisuje sposób w jaki żyją Grecy, nieprzejmujący się punktualnością, albo wcześniej ustalonym planom. Jest trochę krytycznie, ale Polakom też się dostaje, a wszystko to z lekkim przymrużeniem oka. 

Tak jak Ukochany z piekła rodem był (odrobinę) inspirowany twórczością Joanny Chmielewskiej, tak Morderstwo na Korfu to w pewnym sensie hołd, jaki autor składa Agacie Christie. Zgrupowanie wszystkich bohaterów w jednym miejscu, kryminalna intryga i sposób rozwiązania zagadki przywołują na myśl klasyczne powieści Królowej Kryminałów. Etapami poznajemy tajemnice turystów z Polski, dowiadujemy się o ich życiu osobistym, odkrywany skomplikowane relacje i skrzętnie ukrywane tajemnice z przeszłości. I nieomal do końca nie wiemy, kto zabił. Lubię książki Christie i dlatego druga powieść Alka Rogozińskiego również bardzo przypadła mi do gustu.  Nawiązującą do klasyki kryminału fabułę pisarz wzbogacił celnymi uwagami na temat współczesności, której jest wnikliwym i krytycznym obserwatorem.

Nie tylko Joanna Szmidt ma się dobrze. W formie jest także autor, który w lekkiej, pastiszowej formie, z przymrużeniem oka prezentuje kolejne wydarzenia na wyspie. Powieść skrzy się humorem i choć odwołań do świata krajowych celebrytów jest trochę mniej, to smaczków oczywiście nie brakuje. Mnie na początek rozłożyła rozmowa o sukni od ... Zosi Gałczyńskiej, ale potem jest równie zabawnie, że wspomnę tylko o greckim piosenkarzu disco polo ... 

Z chęcią przeczytam kolejną część serii zakładając, że autor dotrzyma słowa, pisząc ... ciąg dalszy, miejmy nadzieję, nastąpi ... Moim zdaniem nie ma wyjścia, musi być kontynuacja. Czytelnicy czekają!

Nowalijki oceniają: 5/6


piątek, 8 stycznia 2016

"Lustrzany świat Melody Black" Gavin Extence PRZEDPREMIEROWO!

Informacje o książce

autor: Gavin Extence
tytuł: Lustrzany świat Melody Black
tytuł oryginału: The Mirror World of Melody Black
przekład: Łukasz Małecki

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania: Kraków 2016

egzemplarz:  egzemplarz recenzencki



Gavin Extence, autor bestsellerowego Wszechświata kontra Alex Woods, powraca z nową powieścią. Tym razem główną bohaterką   i jednocześnie narratorką historii jest młoda kobieta. Książka nosi tytuł Lustrzany świat Melody Black.

Abigail Williams to młoda mieszkanka Londynu. Jest niezależną dziennikarką, pisze lekkie felietony i przeprowadza wywiady na zlecenie różnych redakcji. Ma narzeczonego, zasadniczą starszą siostrę i rozwiedzionych rodziców. Abby jest trochę roztrzepana, odrobinę neurotyczna, czasem zabawna. Zwyczajna mieszkanka nowoczesnej metropolii. Abigail jest również chora. Od wielu lat cierpi na pewien rodzaj choroby ...  psychicznej.

Bohaterkę poznajemy, kiedy jej życie zmienia się w wyniku przykrego wydarzenia. Kobieta znajduje w mieszkaniu naprzeciwko zwłoki sąsiada, a że przyszła do niego tylko po to, by pożyczyć puszkę pomidorów, efekt odkrycia okaże się opłakany w skutkach dla jej psychiki. Początkowo właściwie nic więcej się nie dzieje, ale Abigail, w wyniku doznanego szoku, krok po kroku popada w kolejny ciąg chorobowy. Zaczyna na poważnie  zmagać się ze swoją przypadłością, co kończy się  pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Tam poznaje Melody Black. Mimo że tytułowa bohaterka pojawia się w książce dość późno, mocno namiesza w wystarczająco już skomplikowanym życiu Abby. Melody ma  pewien związek z życiem Abigail, ale jak wpłynie on na przyszłość młodej kobiety, okaże się dopiero w finale powieści.

Gavin Extence nie boi się poruszać w swoich książkach tematów trudnych i kontrowersyjnych. W debiucie motywem przewodnim był problem eutanazji, w Lustrzanym świecie Melody Black pojawia się kolejny temat tabu - choroba psychiczna i jej odbiór /akceptacja/brak akceptacji przez społeczeństwo. Książka zyskuje zresztą głębszy, prywatny charakter, ale po konkrety odsyłam do Posłowia, w którym wszystko się wyjaśnia.

Chroba psychiczna, depresja, stany lękowe, napady manii, bezsenność to tematyka dość wstydliwa, ale obecna we współczesnym społeczeństwie, pędzącym na oślep za pieniądzem, sławą i niezdefiniowanym szczęściem. Przypadłość Abigail może spotkać każdego z nas, co więcej, nie mamy pewności, że mijani każdego dnia ludzie nie zmagają się z jakimiś problemami natury psychicznej. Bohaterka powieści Extence'a jest zdiagnozowana, leczy się, jej najbliżsi mają świadomość, że jest trochę tykającą bombą, która może wybuchnąć w każdej chwili. Na co dzień jednak to zwyczajna kobieta, może trochę bardziej roztrzepana niż inni; sympatyczna i rozgadana, ale jednak chora.

Nie jest łatwo napisać wciągającą opowieść o chorobie, jej nawrotach, wpływie na najbliższych. Autorowi, który zastosował narrację pierwszoosobową, udało się stworzyć intrygującą postać głównej bohaterki i nietuzinkową fabułę. Powieść pełna jest angielskiego poczucia humoru, nieco zgryźliwego, czasem czarnego, ale zawsze ironicznego i z dystansem do rzeczywistości. Abigail to inteligentna i sympatyczna bohaterka, której czytelnik kibicuje od samego początku. Celowo uproszczony świat przedstawiony w powieści nie przesłania najważniejszego motywu książki, jakim jest oswajanie z chorobą psychiczną.

Wspomniałem o humorze, jako wielkim atucie Lustrzanego świata Melody Black. Ironiczne i z dystansem potraktowanie ważkiego problemu społecznego to znak rozpoznawszy obu powieści Gavina Extence'a. Warto zwrócić uwagę na rozdziały z poetką Mirandą Frost i profesorem Cabornem, w których ujawnia się talent satyryczny autora. Extence sprawnie balansuje między żartem a powagą, zachowując wskazaną każdej sytuacji równowagę. 



Lustrzany świat Melody Black to, wbrew poruszanej tematyce, powieść bardzo optymistyczna. Nie tylko oswaja czytelnika z tematyką chorób psychicznych, ale w dosyć lekkiej literackiej formie pokazuje jak żyć z chorym i jak okiełznać własny lęk związany z codziennym kontaktem z taką osobą. To wreszcie powieść potwierdzająca swoją fabułą, że w życiu jest jak w powiedzeniu, że  raz na wozie, raz pod wozem, a każdy z nas ma czasem lepsze i gorsze momenty, chwile euforii i okresy totalnego smutku. Ważne tylko, by sygnalizować zmieniające się stany emocjonalne, nie bać się prosić o pomoc, przyznawać się do słabości i lęków. Abigail i Melody już o tym wiedzą, wie również Gavin Extance, teraz kolej na czytelników jego najnowszej powieści. 
Polecam, naprawdę warto przeczytać.

Nowalijki oceniają: 6/6



Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie egzemplarza do recenzji przedpremierowej.






wtorek, 5 stycznia 2016

"Przewieszenie" Remigiusz Mróz PRZEDPREMIEROWO!

Informacje o książce

autor: Remigiusz Mróz
tytuł: Przewieszenie

wydawnictwo: Filia
miejsce i rok wydania: Poznań 2016
liczba stron: 460

egzemplarz: recenzencki






Zaskakujący finał świetnej Ekspozycji Remigiusza Mroza pozostawił czytelników z wieloma znakami zapytania. Kto czytał, wie dlaczego. Szczęśliwie książka o komisarzu Forście to pierwsza część trylogii, więc była nadzieja na szybką kontynuację. I oto jest drugi tom, czyli Przewieszenie. I jeśli ktoś łudził się, że poziom emocji spadnie, ten się srodze rozczaruje, bowiem napięcie będzie towarzyszyć lekturze powieści do ostatniego (jak zwykle) zdania. 

Minął tydzień od wydarzeń kończących Ekspozycję. Komisarz Wiktor Forst powoli dochodzi do siebie i wraca do pracy. Tymczasem na Podhalu zaczynają ginąć turyści. Początkowo wygląda to na ciąg nieszczęśliwych wypadków, ale wkrótce okazuje się, że to dokonywane z premedytacją morderstwa. Równie szybko wychodzi na jaw, że zabójstw dokonuje ta sama osoba, która powiązana jest ze sprawą, którą rozpracowywał Forst. Komisarz, zdeterminowany aby doprowadzić śledztwo do końca, rozpoczyna pogoń za bestią z Giewontu, jak mordercę okrzyknęły media, nie zdając sobie sprawy, że tym razem pakuje się w sytuację  teoretycznie bez wyjścia, która dramatycznie wpłynie na jego życie. 

W Przewieszeniu pojawia się dwoje prokuratorów, którzy poznawszy prawdę o wydarzeniach na Ukrainie oraz zmanipulowani przez zabójcę z Podhala i ocalałego Michała Sznajdermana, postanawiają bliżej zbadać działalność Frosta. I wyniki tego śledztwa nie będą dla niego korzystne. Wiktor niespodziewanie będzie zmuszony walczyć z nowymi wrogami, a jego zaskakującym sojusznikiem okaże się właściwie tylko podinspektor Osica. Ich obu połączą  jeszcze tragiczne zdarzenia. A przy okazji - podejrzewam, że prokuratorska para jeszcze sporo namiesza w ostatniej odsłonie trylogii.

Komisarz Wiktor Forst w Przewieszeniu trochę mniej przypomina bohatera Ekspozycji. Nadal bywa sympatycznym, choć bardziej cynicznym awanturnikiem z nieodłączną gumą cynamonową, ale wydarzenia opisane w poprzedniej książce musiały wpłynąć i wpłynęły na jego psychikę. Wydaje się trochę poważniejszy, bardziej skupiony na śledztwie i poszukiwaniach mordercy, który dyktuje policjantowi warunki oraz wciąga komisarza w chorą i śmiertelnie niebezpieczną grę. Forst przez pewien czas nie ma świadomości, że jego działania na granicy prawa są pod lupą prokuratorów z Krakowa. Towarzyszy mu poczucie osaczenia i świadomość, jak niebezpiecznego zadania się podjął. Taka kreacja głównego bohatera, seria morderstw i sugestywne opisy kolejnych zabójstw sprawiają, że druga odsłona trylogii jest bardziej mroczna i niepokojąca, dojrzalsza, ale przez równie ciekawa.

Tempo Przewieszenia jest odrobinę wolniejsze niż w Ekspozycji, ale to nie oznacza, że nic się nie dzieje. Co to, to nie. Akcja rozwija się dynamicznie, ale w porównaniu do poprzedniej książki, Mróz/Forst już tak bardzo nie szarżuje. W efekcie czytelnik otrzymuje rasowy kryminał, nieobciążony fajerwerkami w stylu zabili go i uciekł. Z jednej strony pozbawia to tekst pastiszowej konwencji Ekspozycji, z drugiej uwiarygadnia całą historię. Wydarzenia rozgrywają się w otoczeniu majestatycznych gór i wymagają od komisarza nie tylko sprawności fizycznej, ale i wymuszają pokorę wobec natury. Przyznam, że to lekkie zwolnienie tempa akcji spodobało mi się, gdyż pozwoliło  skupić się na psychologii mordercy i pokazać bardziej ludzkie oblicze Forsta. Remigiusz Mróz nie byłby jednak sobą, gdy co jakiś czas nie zaserwował gwałtownej zmiany toku wydarzeń. To już rozpoznawalny i uwielbiany przez czytelników element stylu pisarza. 


Zdecydowanie warto było czekać ponad pół roku na kontynuację śledztwa prowadzonego przez komisarza Forsta. Fani Remigiusza Mroza otrzymują bowiem w Przewieszniu wszystko to, co lubią w jego prozie: sympatycznych, albo bardzo wyrazistych bohaterów, nietuzinkową historię kryminalną, dobre tempo, nieoczekiwane zwroty akcji i tradycyjnie już piorunujący finał. Bardzo ciekawi mnie, jak pisarz wybrnie z tarapatów, w jakie wpakował Wiktora i jak wytłumaczy finał drugiego tomu. 

A tak przy okazji, duży plus dla autora za perskie oko puszczone do czytelników. W powieści przemykają pewne znajome wątki i motywy, które jasne są dla fanów znających inne powieści Mroza. To taka sympatyczna zabawa literacka i żart skierowany do czytelników. 

Na koniec nie pozostaje nic innego, tylko (nie)cierpliwie czekać na ostatnią część trylogii. Zakładam, że będzie dużo się działo. Jak to u Remigiusza Mroza i bohaterów jego powieści.

Nowalijki oceniają: 6/6





Serdecznie dziękuję portalowi zbrodniawbibliotece.pl 
za udostępnienie egzemplarza do recenzji przedpremierowej.

niedziela, 3 stycznia 2016

"Farma" Tom Rob Smith

Informacje o książce

autor: Tom Rob Smith
tytuł: Farma
tytuł oryginału: The Farm
przekład: Andrzej Szulc

wydawnictwo: Albatros
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 384

egzemplarz: ebook Legimi bez limitu



Farma to najnowsza powieść brytyjskiego pisarza i scenarzysty Toma Roba Smitha. Tym razem książka ma nowego bohatera i bardziej zaangażowaną społecznie tematykę. 

Daniel - mieszkaniec Londynu - pewnego sierpniowego wieczoru odbiera telefon, który zmieni jego życie, a na pewno zweryfikuje dotychczasowe spojrzenie na własną rodzinę. Ojciec informuje go, że matka jest poważnie chora i została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. Zanim minie pierwszy szok, Daniel odbierze drugi telefon. Tym razem zadzwoniła do niego matka z informacją, że za kilka godzin przylatuje do Londynu i że syn musi z nią porozmawiać bez wiedzy ojca. 

Rodzice Daniela, zdecydowali się na spędzenie emerytury w Szwecji, ojczyźnie Tildy - matki bohatera. Mieszkają na idyllicznej farmie już od czterech miesięcy. Pozornie wszystko wydaje się w jak najlepszym porządku, aż do czasu dwóch tajemniczych telefonów. Rozmowy z rodzicami brzmią złowieszczo, więc Daniel z niepokojem oczekuje przylotu matki. Kobieta pojawia się w Londynie, jest wyraźnie starsza, zmęczona, czymś wystraszona. W ręce dzierży starą torbę, w której trzyma (jak się okaże) ważne dla niej dowody i dokumenty.

Matka i syn rozpoczynają długi dialog, czasem przechodzący w monolog Tildy, w którym kobieta z detalami opowiada synowi nie tylko o życiu w Szwecji, ale i o odkryciu grupy prominentnych pedofili, a wśród nich Chrisa - ojca Daniela. Syn dowiaduje się wielu szczegółów, z którymi trudno jest mu się pogodzić, których nie rozumie i które wywołują u niego szok. Pielęgnowane od dzieciństwa obrazy sielskiego życia rodzinnego okazują się ułudą, sztucznie podtrzymywaną przez rodziców. 

Matka ze szczegółami, metodycznie i starannie przedstawia synowi kolejne fakty z życia, zarówno w Szwecji, jak i w Anglii. Tilda, która w wieku szesnastu lat uciekła z rodzinnego domu, kryje w sobie wiele zaskakujących sekretów. Niczym magik wyjmuje z przepastnej torby kolejne dowody na potwierdzenie swoich tez. I tylko ciągle nie wiadomo, czy opowieść matki Daniela to relacja chorej psychicznie kobiety (jak chce Chris), czy rzeczowy opis prawdziwych wydarzeń (czego podświadomie pragnie Daniel). Granica między prawdą, konfabulacją i zmyśleniem jest bardzo delikatna, więc prawda wyjdzie na jaw dopiero w końcówce powieści. Odkryje ją Daniel, ale do końca ani on, ani czytelnik nie będzie miał pewności, czy matka kłamie, czy z prawdą mija się ojciec. Na to pytanie czytelnik musi odpowiedzieć sobie samodzielnie.

Spora część Farmy toczy się w Szwecji, która jednak nie przypomina kraju - raju z obiegowych opinii. Mieszkańcy okolicznych farm nie przyjmują pary Anglików z otwartymi ramionami, ich grzeczne uśmiechy maskują złośliwe docinki i słabo ukrywaną niechęć. Za drzwiami  bogatych domostw dzieje się wiele złego. Nieprawidłowości w systemie adopcyjnym dają pole do manewru różnego typu przestępcom, których ochraniają lokalni notable. Obraz Szwecji nie jest więc tak idealny, jak można sobie wyobrazić. I motyw rysy na wizerunku państwa wykorzystuje Smith, kreując fabułę powieści.


Trudno nie docenić pomysłu autora, który nieomal całą historię oparł na dialogu między matką i synem. Retrospekcje układają się w logiczną całość, zakładając, że przyjmiemy punkt widzenia Tildy. Mnie jednak Farma do końca nie przekonała, może dlatego że od pewnego momentu spodziewałem się możliwego finału opowieści. Długie tyrady bohaterki, przełamywane wątłymi wtrąceniami Daniela, po pewnym czasie zaczęły mnie nużyć i irytować. Nie chciałem jednak zostawiać niedokończonej książki, a także miałem potrzebę sprawdzenia, na ile moje przypuszczenia okażą się zgodne z pomysłem fabularnym autora. Powieść, klasyfikowana jako thriller psychologiczny, zaskakująco mało miała w sobie wspomnianego thrillera, a i akcja była dość szczątkowa. Faktem jest, że wyeksponowany został dość wyraźnie wątek psychologiczny i to on zdominował, mocno statyczną, fabułę. Nie wiem, czy sięgnę po poprzednie powieści Smitha, gdyż spotkanie z Farmą okazało się mniej ekscytujące niż zakładałem, rozpoczynając lekturę tej historii.

Nowalijki oceniają: 4/6