wtorek, 20 grudnia 2016

"Gdy mrok zapada" Jørn Lier Horst [PRZEDPREMIEROWO]


www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Gdy mrok zapada
tytuł oryginału När det mørkner
przekład Karolina Drozdowska

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2016
liczba stron 200

egzemplarz zakup własny
premiera 4 stycznia 2017







Polski czytelnik powieści Jørna Liera Horsta ma prawo czuć się zdezorientowany. Tak się bowiem złożyło, że seria z komisarzem Williamem Wistingiem wydawana jest u nas niechronologicznie. Z jednej strony nie ma to aż tak dużego znaczenia, gdyż każda nowa sprawa kryminalna to zamknięta całość fabularna. Z drugiej zaś może irytować, bo utrudnia śledzenie wątków obyczajowych, skoncentrowanych wokół Wistinga i jego najbliższych. Nie da  się bowiem ukryć, że warstwa obyczajowa jest w serii powieści tak samo istotna, jak kolejne dochodzenia. Za te elementy fabuły bardzo sobie cenię książki Horsta i jestem w stanie przymknąć oko na przeskoki w biografiach poszczególnych postaci. Najnowsza powieść Horsta - Gdy mrok zapada, pojawia się w Polsce raptem kilka tygodni po norweskiej premierze i tym samy zapowiada rychłe uzupełnienie serii o Wistingu o tomy do tej pory w Polsce niewydane. Jest więc szansa, że w 2017 poznamy wszystkie części serii. 

Gdy mrok zapada to powieść nietypowa z kilku powodów. Po pierwsze jest niezbyt obszerna. Przedstawia wydarzenia z udziałem młodego Wistinga, który dopiero zaczyna pracę w policji. To literacki prequel, początek historii późniejszego komisarza i jego rodziny. Opisane wydarzenia rozgrywają się trzydzieści trzy lata temu. Po drugie, mimo zbliżających się w powieści świąt i padającego śniegu oraz sugestywnej okładki, nie jest kolejna historia z dzwoneczkami w tle. Ba, nie jest to nawet powieść o świętach, choć raz, czy dwa się je wspomina. Po trzecie, śledztwo dotyczące odległych wydarzeń stanowi punkt wyjścia do sportretowania młodego Wistinga, który różni się od tego, którego znamy z kolejnych części kryminalnej serii.

Jest zima 1983 roku. William Wisting dostaje pracę w policji w Stavern. Jest najmłodszy i najmniej doświadczony - co koledzy często mu wypominają. Pół roku wcześniej został ojcem bliźniąt i wraz z żoną próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji. Zbliża się Boże Narodzenie, ale to nie znaczy, że policjanci mają więcej spokoju. Wręcz przeciwnie. Wprawdzie Wisting uczestniczy w kolejnych akcjach, ale ostatecznie jego rola w śledztwach jest marginalizowana. Kiedy więc nadarza się okazja do własnego dochodzenia, młody policjant długo się nie zastanawia. Przyjaciel rodziny prosi go o odszukanie właściciela przedwojennego auta, które od wielu lat stoi w stodole na uboczu. Podczas oględzin samochodu, Wisting dostrzega dziury po kulach i już wie, że jego kierowca nie miał szans na przeżycie. Zaintrygowany, postanawia rozwiązać zagadkę z przeszłości. Szybko okaże się, że zabytkowe auto można połączyć z wydarzeniami z niedalekiej przeszłości. 

Sprawa, którą zajmuje się młody Wisting, wydaje się chwilami grubymi nićmi szyta. Za dużo w niej zbiegów okoliczności, za dużo (nie)spodziewanych zwrotów w prowadzonym śledztwie. Jeśli o tę warstwę Gdy mrok zapada chodzi, to Horst specjalnie się nie popisał. Omawiane wydarzenia mogły się oczywiście wydarzyć, ale są bardzo, ale to bardzo literackie. Odnoszę wrażenie, że autor dał się ponieść magii świąt i trochę ułatwił swojemu bohaterowi prowadzenie tego śledztwa. Kiedy jednak spojrzeć na fabułę pod kątem wspomnianego Wistinga, to wydarzenia nabierają innego sensu. Są bowiem punktem wyjścia do pokazania głównego bohatera, którego dopada niepewność związana z wyborem drogi zawodowej. Jako młody policjant nie ma szans na uczestniczenie w sprawach, które prowadzą starsi koledzy. Obserwuje ich codzienną rutynę, dostrzega zmęczenie zawodem i pozbawione emocjonalnego zaangażowania funkcjonowanie w godzinach pracy. Pisząc kolejny protokół, Wisting zastanawia się, czy i jego spotka w przyszłości taki los. Czy wypełnianie tabelek i kwitków skutecznie zniechęci go do zawodu, mającego dawać satysfakcję i zapewniać godziwe zarobki. Ta niepewność nurtuje młodego policjanta, ale i mobilizuje do pracy. Jak się okaże - skutecznie, skoro w kolejnych tomach William Wisting nadal pracuje w policji, rozwiązuje kolejne zagadki i choć zmęczony życiem, skrupulatnie wywiązuje się ze swoich obowiązków.

foto Tomasz Radochoński www.instagram.com/nowalijki

Gdy mrok zapada to spotkanie z młodym Williamem Wistingiem, który stoi dopiero na początku swojej drogi - zarówno zawodowej, jak i życiowej. Jak każdy nowicjusz czuje, że musi udowodnić wszystkim dookoła i sobie, że jest odpowiednim człowiekiem na właściwym miejscu. Bohater Horsta ma szczęście - bo los dał mu szansę, aby się wykazać. Śledztwo, prowadzone skrupulatnie i z zachowaniem wszystkich reguł, pokazuje, że Wisting zapowiada się na świetnego śledczego. Czas pokazał, że tak było w rzeczywistości. 

Nie będę powtarzał, za co cenię prozę Horsta. Gdy mrok zapada, choć z nie do końca prawdopodobną sprawą kryminalną, utwierdza mnie w przekonaniu, że to jeden z lepiej piszących norweskich kryminalistów. Fanów twórczości Horsta nie trzeba przekonywać do lektury tej książki. Pozostali czytelnicy tę decyzję muszą podjąć indywidualnie. 

Nowalijki oceniają 4+/6


6 komentarzy:

  1. Strasznie mnie denerwuje ten brak chronologii;p Już poprzedni tom, pomimo ciekawej fabuły, raził mnie cofnięciem w czasie. Cóż zrobić, pewnie i tak przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh ... mam dokładnie tak samo! Lubię Horsta, więc wybaczam tę niechronologię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przedpremierowo? A ja dodałam recenzję 15 grudnia, byłam pewna, że juz wyszła... Mnie w każdym razie się nie podobała. Była zbyt prosta, bez żadnego klimatu, pozbawiona wyrazu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Premiera oficjalna zdaje się 4 stycznia, więc z pewnością przedpremierowo. A co oceny - ja mam inne zdanie, ale o gustach nie dyskutuję. Może miałaś inne oczekiwania?

      Usuń
    2. Nie lubię tego powidzienia "O gustach się nie dyskutuje"; właśnie najlepsze dyskusje są wtedy, kiedy dwie osoby mają rózne zdanie. I szacunek oraz zrozumienie do rozmówcy ;) Miałam inne oczekiwania, ale wydaje się, że nie były zbytnio wygórowane. Niestety dla mnie ta historia była trochę napisana na kolanie, i tyle.

      Usuń
    3. Ja też lubię podyskutować o książce (i nie tylko), ale kilkakrotnie się "naciąłem" i w sieci raczej unikam. Za dużo powodów do niezrozumienia rozmówcy - i to po obu stronach komputera. Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za wizytę i komentarz. Zapraszam ponownie. Tomasz Radochoński/Nowalijki