wtorek, września 20, 2016

"Diabelski owoc" Tom Hillenbrand

"Diabelski owoc" Tom Hillenbrand
www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor Tom Hillenbrand
tytuł Diabelski owoc. Kryminał kulinarny
tytuł oryginału Teufelsfrucht. Ein kulinarischer Krimi
przekład Anna Krochmal i Robert Kędzierski

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2016
liczba stron 312

egzemplarz recenzencki
premiera 21 września 2016 








Moda na gotowanie trwa w najlepsze. Wystarczy zerknąć do programu telewizyjnego, aby znaleźć co najmniej kilka programów w których mniej lub bardziej sławni gotują to i owo. Ba, są nawet całe stacje telewizyjne, które całą dobę emitują najróżniejsze kryminalne shows. Jednak kryminał kulinarny to pewna nowość na rynku wydawniczym i to nowość intrygująca. Diabelski owoc to pierwsza z czterech powieści niemieckiego dziennikarza i kucharza - amatora Toma Hillenbranda. Sporo czasu spędził w Luksemburgu, w którym się zakochał i to miasto uczynił bohaterem swojej powieści kryminalnej. 

Głównym bohaterem Diabelskiego owocu jest Xavier Kieffer, kiedyś świetnie zapowiadający się kucharz z górnej półki. Po latach pracy pod okiem najlepszych mistrzów zdecydował się na porzucenie wielkiego świata i założył małą restaurację w rodzinnym Luksemburgu. Serwuje tam proste regionalne potrawy i z nostalgią, ale i bez wielkich emocji wspomina stare czasy. Z dystansem spogląda na starania kolegów po fachu, aby otrzymać kolejną gwiazdkę w prestiżowym przewodniku, co zawsze przekładało się na sukces finansowy i towarzyski. Tym bardziej dziwi się, kiedy próg jego restauracji przekracza słynny francuski krytyk kulinarny, od decyzji którego zależy być, albo nie być na restauracyjnej mapie Europy a nawet świata. Niestety, wspomniany gość restauracji Kieffera umiera w lokalu a jej właściciel nawet nie wie, że od tego momentu zaczynają się jego kłopoty. 

Śmierć krytyka kulinarnego daje oczywiście początek kryminalnej intrydze w powieści, ale przy okazji Hillenbrand postanawia przedstawić nomen omen od kuchni funkcjonowanie wielce dochodowego biznesu, jakim jest produkcja i sprzedaż żywności. Nie bez powodu akcja toczy się w Luksemburgu, gdzie znajdują się liczne urzędy Unii Europejskiej, która narzuca wprawdzie liczne obostrzenia dotyczące żywności, ale nie jest w stanie wygrać z dużymi pieniędzmi. Prowadzenie restauracji to biznes jak każdy inny a że klienci szybko się nudzą, właściciele lokali dwoją się i troją, aby czymś zaskoczyć znudzonych smakoszy. Jedni budują swoje imperium na bazie programów telewizyjnych i sprzedaży licencji na własny wizerunek, inni szukają w najdalszych zakątkach świata nowych smaków, przypraw i owoców, które na jakiś czas połechcą spragnione nowości podniebienia. 

Ważnym wątkiem w Diabelskim owocu jest pokazanie przez autora zjawiska produkcji żywności na masową skalę. To jednemu z chemików - mistrzowi w swoim fachu, ale i bezwzględnemu przestępcy naraził się Xavier Kieffer, bohater powieści. Niby wiadomo, że produkowana obecnie żywność nie zawsze wiele ma wspólnego ze zdrowiem i nawet jeśli w powieści pewne aspekty tej sprawy są przerysowane, to i tak wrażenie jest dojmujące. Praca kucharza, nawet w najlepszej restauracji świata, to zajęcie stresujące i nie zawsze związane z satysfakcją z wykonanego zadania. Na szczęście dla Xaviera nie było za późno i decyzja o usunięciu się w kulinarny cień była najlepszą z możliwych.

foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Diabelski owoc Toma Hillenbranda to także powieść o jedzeniu. Nie jest to oczywiście książka kucharska, ale bohaterowie powieści sporo jedzą a jeszcze więcej o jedzeniu rozmawiają. Potraw w książce jest tak dużo, że na jej końcu pojawił się spis, który równocześnie wyjaśnia pewne zawiłości kulinarne Luksemburga i szeroko pojętych okolic. Powieść jest bardzo sympatyczna, sprawnie napisana i dobrze opowiedziana. Xavier ładuje się w problemy typowe dla bohaterów powieści kryminalnych, na horyzoncie pojawia się intrygująca właścicielka koncernu przyznającego gwiazdki restauracjom, znajomy Fin jest świetnym kompanem do konsumpcji potraw a także wina. Z kart powieści można sporo dowiedzieć się na temat mechanizmów funkcjonowania przemysłu spożywczego i choć może nie brzmi to szczególnie zachęcająco, to jednak warto poznać metody manipulowania naszym zmysłem smaku. A co do tytułowego Diabelskiego owocu ... to już musicie sobie sami przeczytać.

Smak Słowa, wydawca powieści Toma Hillenbranda, już zapowiada premierę drugiej powieści pod tytułem Czerwone złoto na październik. Z pewnością przeczytam, bo Diabelski owoc bardzo przypadł mi do gustu. Zatem smacznej lektury! 

Nowalijki oceniają 5/6




Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i agencji Business&Culture
za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.


sobota, września 17, 2016

"Dziewczyna z Summit Lake" Charlie Donlea

"Dziewczyna z Summit Lake" Charlie Donlea
www.mrocznastrona.pl
Informacje o książce

autor Charlie Donlea
tytuł Dziewczyna z Summit Lake
tytuł oryginału Summit Lake
przekład Anna Rogulska

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 408

egzemplarz recenzencki 









Jest coś pociągającego w atmosferze małych miast co powoduje, że stają się one świadkami przeróżnych wydarzeń. Czasem zabawnych, czasem nostalgicznych, często także zabójczo niebezpiecznych. Kultura popularna lubi idyllę uroczo położonych miejscowości, bo na tle schludnych domów i uprzątniętych ulic łatwiej jest pokazać kontrast w postaci ludzkich zachowań i skrzętnie ukrywanych tajemnic. Każdy z czytelników lub miłośników filmów i seriali bez problemu wymieni kilka tytułów, w których spokojne miasto skrywało mroczną tajemnicę. 

Do jednego z takich uroczych miast zabiera czytelnika Charlie Donlea, którego debiutancka powieść rozgrywa się w tytułowym Summit Lake. Do położonego w Paśmie Błękitnym Appalachów miasta przyjeżdża studentka pierwszego roku prawa, córka miejscowego prawnika - Becca Eckersley. Zawsze uśmiechnięta, wzorowa uczennica i nadzieja ojca - przyszłego sędziego, zostaje zamordowana w wieczór po przyjeździe. Wstępne ustalenia policji wskazują, że ofiara wpuściła mordercę (a może morderców) do domu, tym samym przyspieszając to, co zgotował jej los. Sprawa wstrząsnęła małą społecznością spokojnego Summit Lake, a przyjazd dziennikarki Kelsey Castle tylko podsyca atmosferę napięcia i niedomówień. Reporterka początkowo nie jest przekonana co do potrzeby swojej obecności w miasteczku, szczególnie, że sama zmaga się z wydarzeniami z niedalekiej przeszłości. Kiedy orientuje się, że policja stanowa robi wszystko, aby wyciszyć śledztwo, bierze sprawy w swoje ręce. To, co odkryje, sprowadzi na Castle wielkie niebezpieczeństwo, ale i w zupełnie innym świetle pokaże Beccę Eckersley.

Dziewczyna z Summit Lake to sprawnie napisany kryminał, od którego trudno się oderwać. Autor sprawnie łączy w jednej powieści wątki kryminalne z thrillerem, dodając elementy powieści obyczajowej. Wraz z dziennikarką Kelsey Castle poznajemy mieszkańców Summit Lake, chłoniemy atmosferę przytulnej miejscowości, w której morderstwa należą do rzadkości. Charlie Donlea zaproponował dość karkołomną narrację, ale poprowadził ją po mistrzowski. Powieść zaczyna się od sceny morderstwa, a potem fabuła składa się z dwóch równoległych narracji. Jedna dotyczy śledztwa dziennikarki, druga natomiast przenosi się kilkanaście miesięcy wstecz, aby pokazać jak w college'u a potem na studiach prawniczych radziła sobie główna bohaterka. Tak poprowadzona opowieść pozwala skonfrontować idealny wizerunek Beccy z tym, jaka naprawdę była. A jak łatwo się domyślić, to co na pokaz, niekoniecznie pokrywało się z rzeczywistością. Czytelnicy krok po kroku poznają motywy zabójstwa studentki i choć w pewnym momencie można trafnie wytypować kto zabił, to jednak zupełnie nie psuje to przyjemności płynącej z lektury tej powieści. 


foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki


Debiutancka powieść Charlie Donlea to wciągająca i intrygująca opowieść, którą zaczyna się czytać, ot tak na próbę, aby zorientować się, że właśnie  skończyło się ostatni rozdział. Dziewczynę z Summit Lake spośród wielu innych tytułów wyróżnia oryginalna historia. Pomysł na fabułę i bardzo dobre jej poprowadzenie sprawia, że od książki trudno się oderwać. To po prostu świetna rozrywka, inteligentna i pełna emocji, z ciekawymi bohaterami i szybką akcją, która nieubłaganie biegnie do zaskakującego, no może odrobinę jednak zbyt łatwego do przewidzenia finału. Tylko z drugiej strony, czy nie tego oczekujemy, sięgając po powieść gatunkową, jaką z pewnością jest Dziewczyna z Summit Lake? Polecam!

Nowalijki oceniają: 5/6



Dziękuję Wydawnictwu Filia/Filia Mroczna Strona
za udostępnienie egzemplarza do recenzji. 

 

środa, września 14, 2016

"Klamki i dzwonki" Magdalena Knedler

"Klamki i dzwonki" Magdalena Knedler
www.novaeres.pl
Informacje o książce

autorka Magdalena Knedler
tytuł Klamki i dzwonki

wydawnictwo Novae Res
miejsce i rok wydania Gdynia 2016
liczba stron 352

egzemplarz recenzencki












Magdalena Knedler debiutowała trochę ponad rok temu pastiszową powieścią Pan Darcy nie żyje. Do połowy 2016 ukazały się obyczajowa Winda oraz pierwszy tom kryminalnej serii Nic oprócz strachu. Każda z tych książek reprezentuje inny gatunek literacki trochę tak, jakby autorka szukała swojego miejsca w polskiej literaturze współczesnej. Po lekturze czwartej powieści zaczynam myśleć, że to miejsce już znalazła - przynajmniej na jakiś czas.

Klamki i dzwonki to współczesna powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem miłosnym. Eliza Ostaszewska, aspirująca poetka, pracownia biblioteki na pół etatu, otrzymuje pewnego dnia telefon, który na zawsze zmieni jej życie. Helena Bukowska, zmagająca się ze śmiertelną chorobą, postanawia uporządkować swoje sprawy i zapewnić dwunastoletniej córce spokojne życie. Albert Dębski, adwokat i współwłaściciel kancelarii właśnie zrozumiał, że jego małżeństwa nie da się uratować. Wyrzuca sobie, że podjął w przeszłości złą decyzję. Robert Oleński - onkolog u którego leczy się Helena - zakochuje się, ale adresatka jego westchnień zapatrzona jest w innego. Tylko kwestią czasu jest, kiedy drogi bohaterów zaczną się krzyżować, a oni sami będą raz na siebie wpadać, a czasem nawet mijać się w przelocie.

W nowej powieść Magdalena Knedler podjęła tematykę, która (jak myślę) najbardziej jej odpowiada. Już w przywoływanej Windzie pokazała, że ma literackie wyczucie i serce do tekstów obyczajowych. Nie idzie jednak na łatwiznę i nie serwuje ckliwych opowieści ze szczęśliwym zakończeniem, ale stara się pokazać życie takim, jakie ono jest, bez zbytniego ubarwiania, ale i bez popadania w skrajny pesymizm. Bohaterowie Klamek i dzwonków to ludzie, których możemy spotkać na ulicy, ba, może mamy ich wokół siebie, może sami trochę nimi jesteśmy. Autorka wikła ich w różne problemy, które pewnie nieobce są czytelnikom jej powieści. Wszystkich ich jednak cechuje poszukiwanie równowagi w życiu i szczęścia, które czasem wymyka się z rąk, aby nagle dać się czerpać pełnymi garściami. Dlatego tak mocno kibicujemy bohaterom powieści, bo w nich, jak w lustrze, dostrzegamy siebie.

Z powieścią obyczajową jest trochę jak z filmem o podobnej tematyce. Można trafić na hollywoodzki ulepek, można na zaangażowane kino europejskie. Oba realizują podobną tematykę, oba inaczej. W przypadku Klamek i dzwonków jest tak, że jednak szala przechyla się w stronę ambitnego potraktowania tematu. Nie znaczy jednak, że jest ponuro i przygnębiająco. Powieść cechuje tak charakterystyczna dla autorki lekkość narracji, odrobinę ironiczny humor i odwołania do literatury oraz filmu. Magdalena Knedler sprawnie balansuje na granicy powieści obyczajowej oraz romansu. I choć serwuje (przynajmniej dla części postaci) satysfakcjonujące zakończenie, to nie jest ono przesłodzone. Patrząc z perspektywy wcześniejszych wyborów bohaterów Klamek i dzwonków można nawet napisać, że jest ono słodko - gorzkie. W moim odczuciu takie, jakie być powinno. 

Klamki i dzwonki to także powieść o mieście. Wrocław, nie jest może bohaterem pierwszoplanowym, ale stanowi niezbędny element historii. Bohaterowie żyją z nim w symbiozie, a ono odwdzięcza się pięknymi plenerami. Warto również zwrócić uwagę na formę narracji - autorka często oddaje głos swoim bohaterom, dzięki czemu tę samą sytuację można prześledzić z dwóch punktów widzenia. Tak opowiadana historia zazębia się, tworząc - czasem zaskakującą i misternie skonstruowaną całość.

Niezwykle podoba mi się, że nowa powieść Magdaleny Knedler nie próbuje naśladować zachodnich wzorców. Niezaprzeczalnym atutem Klamek i dzwonków jest osadzenie fabuły w polskiej rzeczywistości, a postaci zapełniające strony powieści nie wydają się płaskie i papierowe. Co więcej, nie wszystkich bohaterów da się  tak samo lubić - w prawdziwym życiu bywa przecież podobnie. Autorka stawia przed swoimi postaciami wyzwania, każe im walczyć o szczęście i ponosić konsekwencje wyborów z przeszłości. Podskórnie da się jednak odczuć, że czuje do nich ogromną sympatię i choć rozdziela im życiowe razy, to najchętniej przytuliłaby ich i mocno wyściskała. 

foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Nie ma co ukrywać, że powieści obyczajowe nie są moim ulubionym gatunkiem literackim. Muszę jednak przyznać, że  Magdalena Knedler kupiła mnie już jakiś czas temu inteligentnym humorem Pana Darcy'go ..., a także klimatem jak ze starych filmów Woody'ego Allena - najpierw w Windzie, a teraz w Klamkach i dzwonkach. Po tę ostatnią powieść sięgnąłem z tym większym zaciekawieniem, że do końca nie wiedziałem, czym autorka mnie zaskoczy. Tak, jak się spodziewałem - zaskoczyła i to bardzo pozytywnie. 

Wejdźcie do świata Klamek i dzwonków - naprawdę warto poznać historię kilku mieszkańców Wrocławia, uchylcie im tylko drzwi ...


Nowalijki oceniają 5+/6




za udostępnienie powieści do recenzji premierowej.
 

poniedziałek, września 12, 2016

"Szumowiny" Jørn Lier Horst

"Szumowiny" Jørn Lier Horst
www.smakslowa.pl
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Szumowiny
tytuł oryginału Bunnfall 
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2016
liczba stron 328

egzemplarz recenzencki 









W świecie powieściowym, inaczej niż w realnym, zamiast poznawać kolejne wydarzenia z życia bohaterów, cofamy się do ich przeszłości. Najnowsza w Polsce powieść Jørna Liera Horsta Szumowiny, to szósta w kolejności część serii z komisarze Williamem Wistingiem. Premierę miała w 2010 roku. Jeszcze pięć tomów i polski czytelnik pozna całą serię o policjantach z Larviku. Liczę, że stanie się to w niedalekiej przyszłości. A ponieważ każda książka to zamknięta sprawa kryminalna, to tylko dziwić może niekonsekwencja w życiu osobistym bohaterów. W śledzeniu kolejnych zagadek kryminalnych ten aspekt powieści w niczym  nie przeszkadza. 

Historia opisana w Szumowinach rozgrywa się podczas lata. W nadmorskim miasteczku - kurorcie Stavern policjanci dokonują makabrycznego odkrycia. Morze wyrzuciło na brzeg odciętą lewą stopę. Ale to nie koniec. W przeciągu kilkunastu dni pojawiają się kolejne, a śledczy z Larviku nie są w stanie nawet zbliżyć się do rozwiązania zagadki. Trop wiedzie do pobliskiego domu spokojnej starości, z którego jakiś czas temu zaczęli znikać podopieczni. Z czasem okaże się, że trzeba będzie cofnąć się w zamierzchłe czasy.

W odwiedziny do komisarza Williama Wistinga przyjeżdża córka Line, która w tej części stara się o pracę w poczytnym dzienniku i przygotowuje serię wywiadów z przestępcami, którzy po wyjściu z więzienia rozpoczęli życie na wolności. Czy sławny skandynawski system resocjalizacji jest w stanie przywrócić ich społeczeństwu? Linde nie wie, że przy okazji tych spotkań zaczyna igrać z ogniem

W Szumowinach spotykamy się z tymi samymi bohaterami, którzy występują również w kolejnych tomach. William wciąż nie może otrząsnąć się po śmierci żony i choć związał się z Suzanne, to nadal nie czuje się dość komfortowo w towarzystwie innej kobiety. Do tego jest przemęczony i choć praca go napędza, to ma poczucie upływającego czasu. Ten motyw przewija się zresztą i w kolejnych tomach. Bohater Horsta ma swoje lata i wcale nie zamierza tego ukrywać, nie jest przecież super bohaterem.

Mocną stroną powieści  Jørna Liera Horsta, podobnie jak i innych skandynawskich autorów kryminałów, jest tematyka społeczna. Nie mogło jej zabraknąć również w omawianym tomie. Z jednej strony Line i jej cykl wywiadów. Mordercy, z którymi się spotyka, to ludzie, na życie których ogromny wpływ miało otoczenie i środowisko. Pobyt w więzieniu, oczywista kara za popełnione czyny, udział w programie resocjalizacji niekoniecznie pozytywnie wpłynął na ich psychikę i ułatwił funkcjonowanie na wolności. Autor nie krytykuje systemu, nie ocenia go, ale jako były policjant próbuje spojrzeć na problem z innej perspektywy. I drugi wątek obyczajowy. Ten dotyczy morderstw, których zagadkę próbują rozwiązać policjanci. Horst nawiązuje do niezbyt chlubnej karty norweskiej historii, czyli bogaceniu się Norwegów dzięki współpracy z niemieckim okupantem. Ten motyw co jakiś czas powraca też u innych autorów, co oznacza, że dwuznacznie moralne zachowania współobywateli nadal budzą emocje i wątpliwości. Raczej nie spodziewałem się, że powieść kryminalna powie mi coś więcej na temat skandynawskiej mentalności, a jednak Horstowi udało się to zupełnie nieźle.

foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Uwielbiam powieści Jørna Liera Horsta za to wszystko, za co punktują go krytycy: za powolną akcję, spokojny ton fabuły i specyficzny, mocno nostalgiczny klimat pozornie sennych, idealnych norweskich miasteczek. Sięgając po kolejną powieść z Williamem Wistingiem nie oczekuję galopującej akcji, wolę powolne odkrywanie misternie skonstruowanej kryminalnej intrygi. Doceniam, jak umiejętnie Horst wywodzi w pole, przez długi czas skupiając czytelniczą uwagę na zdarzeniach, które są ważne, ale jednak nie stanowią clou prowadzonego dochodzenia. Komisarz Wisting stał się szybko jednym z moich ulubionych bohaterów literackich i po pierwsze cieszę się, że jeszcze kilka książek z jego udziałem przede mną, a po drugie mam nadzieję na kolejne. Nie ma znaczenia: lepsze, czy słabsze - zawsze są przeze mnie wyczekiwane. Zatem - zupełnie  nieobiektywnie - polecam!

Nowalijki oceniają 5/6


 
Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i agencji Business&Culture

za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.







sobota, września 10, 2016

"Zarzut" Steve Cavanagh

"Zarzut" Steve Cavanagh
www.wydawnictwofilia.pl
Informacje o książce

autor Steve Cavanagh
tytuł Zarzut
tytuł oryginału The Plea
przekład Jan S. Zaus

wydawnictwo Filia/Filia Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 504

egzemplarz recenzencki








Steve Cavanagh szturmem wdarł się do światka autorów powieści sensacyjnych, publikując debiutancką powieść pod tytułem Obrona. Jej głównym bohaterem jest Eddie Flynn - prawnik, oszust i przy tym niezły szczęściarz. Po tarapatach, w jakie wpadł przy procesie Olega Wołczeka wydawać by się mogło, że już nic złego go nie spotka. Czy aby na pewno? 

Nowa powieść Cavanagha Zarzut to kolejny tom przygód prawnika z Nowego Jorku, Można nawet napisać, że jest to luźna kontynuacja poprzedniej książki, gdyż w nowej fabule czytelnik spotka tych samych bohaterów. Pojawiają się oczywiście nowi, bo Eddie Flynn nie może narzekać na brak zajęcia. 

David Child, bogaty klient firmy prawniczej Harland i Sinton,  zostaje oskarżony o popełnienie morderstwa. Wszystkie poszlaki wskazują, że nie ma szans, aby oczyścić się z zarzutów. Tymczasem agenci FBI szukają haka na firmę Harland i Sinton, gdyż podejrzewają ją o przekręty finansowe na grube miliony dolarów. Zwracają się do Flynna, aby ten przejął obronę Childa i skłonił go do zeznawania na niekorzyść korporacji prawniczej. Eddie, miał przez moment opory, ale FBI znalazła sposób, aby przekonać prawnika do współpracy. Wkrótce Eddie Flynn odkryje, że być może David Child jest niewinny, ale za to zagrożona jest ponownie rodzina prawnika. Flynn na czterdzieści osiem godzin, aby załatwić tę sprawę, albo ...

Steve Cavanagh znalazł receptę na udaną powieść sensacyjną, łączącą w sobie skomplikowaną intrygę, szybkie tempo akcji i popisy na sali sądowej. To wszystko i jeszcze więcej czytelnik znajdzie w Zarzucie. Wydarzenia pędzą jak szalone, co chwilę pojawiają się nowe okoliczności śledztwa, co zmienia bieg wydarzeń. Flynn musi walczyć z uciekającym czasem, czyhającymi na jego życie przeciwnikami i do tego jeszcze wykazać się na sali sądowej sprytem oraz opanowaniem. Już poprzednio udowodnił, że jest do tego wszystkiego zdolny i ma twardą głowę, a to ważne w jego profesji. Fabuła jest nieźle skonstruowana, dzięki czemu książka trzyma w napięciu do ostatnich stron. Nie spodziewałem się takiego zakończenia i w kilku jego aspektach autor zwyczajnie mnie zaskoczył. 

Eddie Flynn, którego przeszłość została ujawniona w poprzednim tomie, nadal jest postacią, która radzi sobie całkiem dobrze z ciężarem fabuły. To typ zawadiaki, który ma jednak dobre serce, ale i czyste sumienie - (chyba) nigdy nieużywane. Działa na granicy prawa i jego zachowanie na sali sądowej z pewnością nie zawsze jest etyczne. Z drugiej strony na wiele pozwala mu amerykańskie prawo i Steve Cavanagh wykorzystuje jego niuanse w swojej powieści. 


foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Zarzut to rasowa powieść sensacyjna, która powiela znane motywy. Nie jest to zarzut, ale jedynie stwierdzenie faktu. Autor ponownie wykorzystał schemat wydarzeń znany z Obrony i myślę, że jeśli powstanie kolejny tom, to może jednak warto byłoby pomyśleć o jakiejś nowej strukturze fabularnej. Odrobinę drażni mnie narracja pierwszoosobowa, przez co powieść ma specyficzny charakter. Eddie lubi sobie popaplać i często odnosiłem wrażenie, że trochę tych jego tyrad jest za dużo. Z drugiej strony taka narracja pozwala czytelnikowi śledzić wydarzenia z perspektywy bohatera, co z pewnością przykuwa do lektury. Czyli coś za coś. 

Na koniec warto dodać, że fabuła Zarzutu jest na tyle ciekawa, że w mojej opinii ta powieść jest lepsza od Obrony i pokazuje, że Steve Cavanagh jeszcze nieraz zaskoczy swoich czytelników.

Nowalijki oceniają 4+/6



za udostępnienie egzemplarza do recenzji. 

 









środa, września 07, 2016

"Maria Panna Nilu" Scholastique Mukasonga

"Maria Panna Nilu" Scholastique Mukasonga
www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Scholastique Mukasonga
tytuł Maria Panna Nilu
tytuł oryginału Notre - Dame du Nil
przekład Anna Biłos

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 305

egzemplarz recenzencki
premiera 14 września 2016 r.







Zaraz po przeczytaniu Marii Panny Nilu Scholastique Mukasonga sprawdziłem w internecie biografię pisarki i historię Rwandy. A dokładniej przebieg wieloletniego konfliktu plemiennego, który zakończył się masowym ludobójstwem Tutsi przez Hutu. To jedno z najtragiczniejszych wydarzeń na kontynencie afrykańskim, zdominowało dyskurs publiczny w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Powieść nie dotyczy konkretnie tych wydarzeń, ale rozgrywa się ponad dwadzieścia pięć lat wcześniej, pokazując genezę wstrząsającego mordu, w którym życie straciło przeszło 800 000 ludzi.  

Scholastique Mukasonga urodziła się w Rwandzie, ale opuściła ją po aktach ludobójstwa, w czasie którego zginęli członkowie jej najbliższej rodziny. Pisarka wyemigrowała do Francji, mieszka w Normandii. Ma w dorobku cztery powieści i zbiór opowiadań. W jej prozie dominują wątki autobiograficzne. Jest laureatką kilku prestiżowych nagród literackich. 

Akcja Marii Panny Nilu przenosi czytelnika do Rwandy początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Rozpoczyna się kolejny rok szkolny w prestiżowym katolickim liceum, prowadzonym przez siostry i braci zakonnych z Francji i Belgii. Wśród uczennic przeważają te, pochodzące z plemienia Hutu, które jest u władzy. Członkowie plemienia Tutsi są szykanowani i traktowani przez Hutu, jak obywatele drugiej kategorii. Skutki zawirowań politycznych odczuwają również uczennice liceum Marii Panny Nilu, pochodzące z Tutsi, Weronika i Virginia. Na każdym kroku  koleżanki dają im odczuć, że są gorsze i nie należą się im żadne prawa. Wszystko to odbywa się pod okiem katolickich nauczycieli i wolontariuszy, którzy wyjazd do egzotycznej Afryki traktują jako jeszcze jedno doświadczenie lub przygodę. Główną prowodyrką szykan skierowanych przeciwko uczennicom z plemienia Tutsi jest Gloriosa, której wysoko postawiony ojciec jest równocześnie gwarantem jej nietykalności. Atmosfera ledwie skrywanej niechęci i narastającej wrogości sprawi, że tylko jeden impuls wystarczy, aby w szkole doszło do tragedii.

Rwanda, opisana w powieści Mukasonga, jest miejscem nieustającego konflikt między dwoma plemionami. Historia państwa pokazuje, że szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Obecność białych ludzi, którzy wciąż jeszcze kojarzeni byli z kolonizatorami, nie ułatwia młodemu państwu przezwyciężenia konfliktów i uporania się z trudną przeszłością. Stosunek białych ludzi do Afryki widać wyraźnie na przykładzie nauczycieli z liceum Marii Panny Nilu. Szkoła, uważana za chlubę Rwandy, miała wykształcić żeńską część elity intelektualnej Afryki. Co z tego, skoro zakonnicy, często sami kiepsko wykształceni, przestarzałą i opartą na prostym rozumieniu świata wiedzę przekazywali uczennicom. Światopogląd młodych dziewcząt kształtował się poprzez odniesienia do dziewiętnastowiecznej wizji świata widzianej przez pryzmat religii katolickiej, w jej naiwnej wersji. W relacjach biały nauczyciel - czarna uczennica wciąż słychać echa kolonizacyjnej polityki Francji i Belgii. Przedstawiciele tych krajów traktowali Rwandę, a szerzej Afrykę, jak zamorskie kolonie, mimo że od wielu lat Afrykanie mogli już cieszyć się względną wolnością. Wystarczy przywołać wizytę w szkole belgijskiej królowej Fabioli. Kurtuazyjna wizyta składała się jedynie z ładnych, ale pustych gestów, które w żaden sposób nie wpłynęły na przyszłość uczennic.  

Maria Panna Nilu to także powieść o dojrzewających dziewczynach, które wchodzą w dorosłe życie. Mają swoje marzenia i obawy, czasem twardo stąpają po ziemi, czasem chodzą z głową w chmurach. Ich dramat polega na tym, że już w bardzo młodym wieku zostały zaangażowane w konflikt polityczny. Nie ma znaczenia, czy rozumieją jego przyczyny, najważniejsze jest to, skąd pochodzą i jakie mają przekonania. Pisarce udało się pokazać, że tragedia ludobójstwa nie wzięła się znikąd. Na przykładzie relacji między uczennicami odnotowuje, że tylko kwestią czasu było, kiedy nagromadzona od lat nienawiść da upust. Wydaje się jednak, że nikt nie spodziewał się, do jakiej tragedii doprowadzą wzajemne animozje o charakterze plemiennym.

Powieść Scholastique Mukasonga urzekła mnie swoją prostotą. Ta niepozorna powieść o uczennicach i nauczycielach z liceum zbudowanego u źródła Nilu ma uniwersalny charakter. Można ją odczytywać tylko jako opowieść o nadchodzącym ludobójstwie w latach dziewięćdziesiątych. Można spojrzeć szerzej, jako na prozę o narodzinach zła, które czai się w drugim człowieku. Kto wie, jak potoczyłyby się losy uczennic, gdyby nie Gloriosa i jej bezkarność, gdyby nie bierność i wąskie horyzonty myślowe ich białych nauczycieli. Mukasonga nie staje po żadnej ze stron. Z tą samą wnikliwością opisuje i ocenia zarówno Hutu, Tutsi, jak i misjonarzy i misjonarki. Nie wystawia kategorycznych not, raczej proponuje, aby czytelnik sam ocenił bohaterów jej powieści. Z dystansem umie pokazać swoją ojczyznę, która z jednej strony nieśmiało spoglądała na Europę, a z drugiej głęboko tkwiła w afrykańskiej tradycji i szamańskich wierzeniach. Tak jak uczennice, którym nikt nie pokazał, że zachowanie równowagi miedzy tradycją i nowoczesnością może być gwarantem spokojnego życia. 

Mimo że powieść podejmuje trudny temat, to warto wspomnieć, że Maria Panna Nilu napisana jest z dystansem, który dominuje w naracji. Bohaterki są młode i do głowy wpadają im różne pomysły, niekoniecznie specjalnie mądre. Siostry zakonne i misjonarze to też ludzie z wadami; ich nieporadność w kontaktach z podopiecznymi zadziwia i nawet śmieszy, ale to z pewnością jest to śmiech przez łzy. 



Scholastique Mukasonga w opowieści o roku szkolnym w liceum Marii Panny Nilu zawarła historię Rwanady i ludobójstwa Tutsi przez Hutu. Pokazała jak rodzi się zło, niechęć przeradza w nienawiść, a ta prowadzi do zbrodni. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję. Jej uniwersalny charakter sprawia, że można powieść potraktować jako jeszcze jedną literacką przestrogę, czy punkt wyjścia do szerszej dyskusji. Wydźwięk historii uczennic jest tym większy, kiedy ma się świadomość, że autorka powieści zna temat od poszewki. 
Polecam i to bardzo.

Nowalijki oceniają 6/6




Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie powieści do recenzji przedpremierowej.



  

niedziela, września 04, 2016

"Kamfora" Małgorzata Łatka

"Kamfora" Małgorzata Łatka
www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Małgorzata Łatka
tytuł Kamfora

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 376

egzemplarz recenzencki











Wiecie, która część ciała uważana jest za najszczerszą? Po czym można poznać, że ktoś kłamie? Co to jest gest autoadaptacyjny? Dla jednych odpowiedzi na te pytania będą łatwe, dla innych już niekoniecznie. I dla jednych, i dla drugich wiedza z nich płynąca może bardzo ułatwić życie. Chodzi bowiem o mowę ciała i komunikację pozawerbalną. To za pomocą drobnych gestów i nieświadomych odruchów budujemy pełnię przekazu wiadomości, emocji, uczuć. Często nieświadomie sami sobie przeczymy lub wysyłamy sprzeczne sygnały. Te niuanse w naszym zachowaniu jest w stanie rozpoznać specjalista od mowy ciała. Czy potrafi także ...wskazać mordercę?

W Krakowie dochodzi do kolejnego zabójstwa młodej kobiety. Nowa ofiara zostaje znaleziona w parku miejskim. Poszlaki wskazują, że w mieście grasuje seryjny morderca, który brutalnie kaleczy swoje ofiary. Sprawę prowadzi komisarz Jakub Zagórski z komendy wojewódzkiej policji. Niestety, mimo podjętych na szeroką skalę działań, zabójca wymyka się policji, został nawet okrzyknięty przez media Kamforą. Kiedy dochodzi do kolejnego porwania, atmosfera w policji rozgrzewa się do czerwoności. Zwierzchniczka komisarza wysyła go na spotkanie z Leną Zamojską - specjalistką od mowy ciała. Ma ona pomóc w schwytaniu groźnego przestępcy. Najpierw z dużą rezerwą, a potem z rosnącym zainteresowaniem sprawą, proponuje szalenie niebezpieczne rozwiązanie. Czy jej nietypowa specjalizacja uchroni ją przed najgorszym?

Kamfora to druga powieść Małgorzaty Łatki i pierwszy kryminał w zapowiadanej serii. Autorka, związana z Krakowem, zaproponowała czytelnikom powieść, która na polskim rynku wydawniczym stanowi pewną nowość. Nie mam tu na myśli samego gatunku, ale podjętą tematykę. Wątek kryminalny skupiony jest oczywiście wokół poszukiwań mordercy kobiet, ale na plan pierwszy wysuwa się nietypowa gałąź psychologii, jaką jest nauka o komunikacji niewerbalnej. Autorka sprytnie wplata w fabułę sporą dawkę ciekawych informacji na temat mowy ciała. Wyjaśnia, jaki wpływ ta wiedza może mieć na codzienne życie i jak pomocna jest przy rozwiązywaniu spraw kryminalnych. 

Mocną stroną powieści jest para głównych bohaterów. Oboje mają za sobą traumatyczne przeżycia, obojgu też różnie układają się sprawy osobiste. Jakub, początkowo niechętny Lenie, przekonuje się do wiedzy nowej konsultantki policji. Zamojska dość szybko rozszyfrowała policjanta (wszak to jej praca). I choć początkowo nie obdarzyli się sympatią, to wiadomo, że kto się czubi ...

Kamfora udanie łączy powieść kryminalną z elementami obyczajowymi. Mam jednak wrażenie, że wątki związane z morderstwami są ciekawsze niż epizody obyczajowe, które musiały się pojawić choćby po to, aby pokazać przeszłość bohaterów. Mam także zastrzeżenia do samego zakończenia. Nie zdradzając niczego z fabuły, napiszę jedynie, że rozwiązanie sprawy mnie rozczarowało. Owszem, było dramatyczne, ale w odniesieniu do całości fabuły okazało się niezbyt spektakularne. Na pocieszenie dodam jednak, że autorka pozostawiła lekko uchylone drzwi. To dobrze, bo mimo zastrzeżeń, z przyjemnością przeczytam kolejną powieść Małgorzaty Łatki

foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki


Jako krakus (napływowy, ale jednak) czytałem Kamforę z tą większą przyjemnością, że akcja powieści rozgrywała się tuż pod moim nosem a bohaterowie przemieszczali się dobrze mi znanymi ulicami. Niby drobiazg, ale taki hm ... sympatyczny. Cóż, Park Jordana już nigdy nie będzie tym samym miejscem, jakim był przed lekturą powieści. Czas przy czytaniu książki Małgorzaty Łatki pędzi jak szalony i mimo drobnych uwag, polecam spotkanie z Zamojską i Zagórskim. 

A i pamiętajcie, że po Kamforze zupełnie inaczej spojrzycie na swoich rozmówców. Zupełnie inaczej. 

I jeszcze pochwała dla Wydawnictwa za ciekawą akcję promocyjną. Wraz z egzemplarzem recenzenckim otrzymałem trzy koperty. Dwie zawierały testy, trzecia odpowiedzi. Pierwszy test poszedł mi tak sobie, ale drugi zdałem śpiewająco i przy okazji dowiedziałem się kilku ciekawych informacji. 


Nowalijki oceniają 5-/6




Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie powieści do recenzji.



sobota, września 03, 2016

"Malarka gwiazd" Amelia Noguera

"Malarka gwiazd" Amelia Noguera
www.rebis.com.pl
Informacje o książce

autorka Amelia Noguera
tytuł Malarka gwiazd
tytuł oryginału La Pintora de Estrellas
przekład Marzena Chrobak

wydawnictwo Dom Wydawniczy Rebis
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 464

egzemplarz recenzencki 









Amelia Noguera to nowe nazwisko na polskim rynku wydawniczym. Pisarka, urodzona w Madrycie, karierę zaczęła od powieści w wersji elektronicznej, które okazały się ogromnym sukcesem na Amazonie. Malarka gwiazd, to jej pierwsza powieść opublikowana w Polsce i druga, która ukazała się w rodzimej Hiszpanii w wersji drukowanej. 

Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo. Współcześnie w Hiszpanii i we Francji lat 30 - tych i 40 - tych, kiedy Europa pogrążona jest chaosie II wojny światowej. Violetta, która od kilku lat żyje w toksycznym związku z Alvaro, postanawia odwiedzić sędziwego dziadka Diego. Kobieta potrzebuje przemyśleć swoje dotychczasowe życie i podjąć kilka ważnych decyzji. Tymczasem Diego, mający świadomość zbliżającego się końca życia, chce raz na zawsze pogodzić się w przeszłością. W tym celu postanawia po wielu latach odwiedzić rodzinną Asturię, skąd wraz z Martinem i Elisą wyjechali do Francji w roku 1934. W tym czasie nad Hiszpanią krążyło widmo zbliżającej się wojny i decyzja o emigracji do Francji miała uchronić trójkę przyjaciół przed niebezpieczeństwem. Los chciał jednak, że w Paryżu tylko przez jakiś czas cieszyli się względną wolnością. Elisa, utalentowana malarka, rozwijała swój talent. Diego, szaleńczo w niej zakochany, upajała się miłością. Wraz z wybuchem II wojny światowej pozorne szczęście tych dwojga zostaje wystawione na próbę, która nie mogła zakończyć się szczęśliwie. 

Malarka gwiazd jest przykładem powieści, której warto dać szansę. Początek jest niemrawy, postaci i wątków pojawia się bardzo dużo, trudno połapać się w relacjach rodzinnych między bohaterami. Przyznam, że to na wstępie zniechęca do lektury, ale warto wgryźć się w tekst, gdyż po jakimś czasie opowieść nabiera rumieńców i tempa. Życie w okupowanej Francji jest oczywiście niebezpieczne, nikt z bohaterów nie zna dnia, ani godziny. Elisa podejmuje się bardzo ryzykownego działania, które wymierzone były przeciwko nazistom. Wielka miłość i namiętność przeplatają się z okrucieństwem czasów wojny. Kruche szczęście rozpada się na oczach czytelnika i bohaterów powieści. Wydarzenia z przeszłości konfrontowane są z bolesnymi wspomnieniami Diego, który dla spokoju sumienia  pragnie uporządkować przeszłość. Jego wnuczka, Violetta także szuka ukojenia i odpowiedzi na dręczące ją pytania. Ona chce wykorzystać prawdę z przeszłości, aby ułożyć sobie przyszłość. Tylko, czy bohaterowie powieści będą mieli na to szansę ...

foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki


Powieść Amelii Noguery najpierw uwiodła mnie piękną okładką, zaraz potem intrygującą zapowiedzią fabuły. Choć w gruncie rzeczy nie jest to książka specjalnie oryginalna, czy nowatorska w ujęciu tematu, to warto poświęcić jej swój czytelniczy czas. Pisarka ma charakterystyczny styl, który cechują plastyczne opisy i gęsty język. Mimo że pisze o miłości, nie jest to przesłodzony melodramat, raczej powieść obyczajowa z historią w tle i elementami sagi rodzinnej. Co więcej, bohaterowie powieści, początkowo dość płascy i schematyczni, z czasem zyskują na głębi i wartości. Dajemy ponieść się emocjom, śledząc ich losy i czując, że nieuchronnie zbliżają się oni do krawędzi. Pytanie tylko, jak szybko to się stanie. Warto dotrzeć do samego końca tej opowieści. Jest ono trochę zaskakujące, ale z drugiej strony jednak też oczekiwane.
Polecam Malarkę gwiazd na zbliżające się długie, jesienne wieczory.

Nowalijki oceniają 4+/6



Dziękuję Wydawnictwu Rebis
za udostępnienie powieści do recenzji premierowej.




czwartek, września 01, 2016

"Zbrodnie pozamałżeńskie" Daniel Koziarski, Agnieszka Lingas - Łoniewska

"Zbrodnie pozamałżeńskie" Daniel Koziarski, Agnieszka Lingas - Łoniewska
www.novaeres.pl
Informacje o książce

autorzy Daniel Koziarski, Agnieszka Lingas - Łoniewska
tytuł Zbrodnie pozamałżeńskie

wydawnictwo Novae Res
miejsce i rok wydania Gdynia 2016
liczba stron 368

egzemplarz recenzencki











Nawet pobieżna lektura postów na blogu pokazuje, że w kręgu moich zainteresowań czytelniczych literatura obyczajowa zajmuje dalsze miejsce. Nie jest tak, że nie lubię książek o takiej tematyce, sporo ich przeczytałem (głównie klasyki), ale z braku czasu wybieram raczej kryminał lub dobrą sensację. Oczywiście raz na jakiś czas czytam powieści reprezentujące inne gatunki. Sięgam raczej po prozę obcą, choć mam wrażenie, że w polskiej literaturze współczesnej, lżejszego kalibru, dzieje się wiele i to wiele dobrego. A na pewno ciekawego.

Z twórczością Agnieszki Lingas - Łoniewskiej spotkałem się po raz pierwszy przy okazji recenzji Piętna Midasa. Powieść nie przypadła mi może do gustu, ale zaimponowała za to postawa Autorki, która nie tylko, że się nie obraziła, ale zaproponowała współpracę recenzencką przy kolejnej książce. I tak oto w moje ręce trafiły Zbrodnie pozamałżeńskie, napisane wspólnie z Danielem Koziarskim, gdyńskim pisarzem i prawnikiem. A jak wypadł ten tekst, o tym za chwilę. 

Zbrodnie pozamałżeńskie to współczesna historia obyczajowa  z wątkiem kryminalnym w tle. Bohaterów jest czworo, a w pewnym momencie nawet siedmioro. Dwa małżeństwa, dwóch mężczyzn i młoda dziewczyna, którzy wpłyną na losy rodzin. Marcin i Alicja. On  - piłkarz w najlepszym i jednocześnie ostatnim momencie sportowej sławy i ona  - pracownica naukowa, skupiona na pracy doktorskiej. Jest również Adam - kolega z uczelni, o którego zazdrosny jest Marcin. Małżeństwo jest na skraju rozpadu, kiedy bowiem zniknęła namiętność, pojawiły się problemy z dopasowaniem, wzajemne oskarżenia, brak wspólnych tematów do rozmów, przepaść intelektualna. Kiedy Adam najpierw znika, a potem zostaje znalezione jego ciało, w związku Marcina i Alicji nie ma już szans na pojednanie.

W tym samym bloku, mieszka druga para, znajomi Marcina i Alicji. To Arek - adwokat i jego żona Marta - znudzona i poszukująca wrażeń pani domu. I w ich życie wdarła się rutyna codzienności. To małżeństwo również przechodzi kryzys, a fascynacja Arka aplikantem Maciejem, tylko pogłębia przepaść między małżonkami. Maciej owszem, skrywa tajemnicę, ale inną, niż można by się było spodziewać.

Narracja w powieści prowadzona jest z perspektywy bohaterek i ich mężów. Teoretycznie czytelnik dostaje dwa punkty widzenia, Napisałem teoretycznie, gdyż pierwiastek męski w powieści jest jednak w mniejszości. Marcin i Arek zachowują się właściwie tak samo, jak Alicja i Marta. Podobnie analizują swoje uczucia, przeżywają emocjonalne rozterki. To nowocześni mężczyźni, którzy potrafią bez obiekcji mówić o tym, co czują. Autorom udało się zbudować fabułę, której bohaterów nie da się jednoznacznie ocenić, a na pewno polubić. Żadne z nich nie jest bezbronnym niewiniątkiem, które stało się ofiarą takich, a nie innych relacji w związku. 

Zbrodnie pozamałżeńskie mają, wspomniany przeze mnie na początku, wątek kryminalny. Angażuje on jednego z bohaterów, skutecznie pogrążając go i niszcząc marzenia o szczęściu. Przy tej okazji nasuwa mi się pewna uwaga. Zwieńczenie tego wątku zbiega się z zakończeniem powieści. Jednak to, co robi jeden z bohaterów, wydaje mi się przerysowane, na wskroś melodramatyczne. Oczywiście jestem stanie wytłumaczyć emocjami jego działania, ale trochę mnie to raziło szczególnie, że cała powieść nie jest przerysowana, choć dotyczy silnych emocji i namiętności. Tytuł zresztą jest trochę przewrotny i dwuznaczny. Tych pozamałżeńskich zbrodni jest więcej i niekoniecznie związane są z użyciem broni. 

foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Być może po lekturze dwóch powieści to będzie nadużycie, ale rozumiem już fenomen twórczości Agnieszki  Lingas - Łoniewskiej. To styl jej książek, balansujący na granicy gatunków, jeszcze nie melodramatyczny, ale w opisie rzeczywistości grający na wysokich nutach sprawia, że każda nowa powieść jest wyczekiwana przez czytelniczki. Ogromy ładunek emocji, silne namiętności, a przy tym zwyczajność podejmowanych tematów to, w moim odczuciu, recepta Autorki na sukces. W tych dwóch powieściach nie dostrzegam lukrowania rzeczywistości, może lekkie jej podkoloryzowanie, przepuszczenie przez filtr, jak fotkę na Instagramie. Oczywiście to specyficzny gatunek literatury popularnej, nie każdemu musi się podobać i nie każdy musi ją czytać. Proste? Proste. Autorka i jej powieści budzą emocje, doświadczyłem tego przy okazji recenzowania Piętna Midasa. Od zachwytów, że wziąłem tę powieść na warsztat, po zaskoczenie... No cóż, najważniejsze, że ja dobrze się bawiłem. 

A Zbrodnie pozamałżeńskie? Czuję, że to będzie kolejny hit w dorobku obojga autorów, właściwie nie mam co do tego żadnych wątpliwości. A że ja zakończyłbym powieść trochę inaczej, w innym kierunku poprowadził ten, czy inny wątek - to już mój problem. I tylko mój.

Nowalijki oceniają 4+/6




Dziękuję Autorce i Wydawnictwu Novae Res
za udostępnienie egzemplarza do recenzji premierowej.




Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger