wtorek, sierpnia 30, 2016

"Immunitet" Remigiusz Mróz

"Immunitet" Remigiusz Mróz
www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor Remigiusz Mróz
tytuł Immunitet

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 648

egzemplarz recenzencki

premiera 31.08.2016










Na czwartą odsłonę prawniczych perypetii Chyłki i Zordona czytelnicy czekali pięć miesięcy. W tym czasie Remigiusz Mróz wydał dwie powieści, co tylko potwierdza, jak pracowitym jest autorem. Nawet jeśli W Cieniu prawa napisał wcześniej, a Trawers  jest zamknięciem serii, nic nie zmienia faktu, że tempo ma imponujące, a jego fani nie mogą narzekać na czytelniczą nudę. 

Immunitet zaczyna się tam, gdzie kończy Rewizja. Nie jest już żadną tajemnicą, że Chyłka ma problem z alkoholem i do tego dopada ją nieciekawa przeszłość. Przeszłość, która miała niebagatelny wpływ na to, kim jest w dorosłym życiu. W czwartej odsłonie duet Chyłka i Zordon będą musieli zmierzyć się ze sprawą, która jest nie tylko skomplikowana pod kątem prawna, ale i dwuznaczna moralnie. Jeszcze w szpitalu, do którego prawniczka trafia po kolejnym pijackim ciągu, odwiedza ją stary znajomy ze studiów. Sebastian Sendal to najmłodszy sędzia Trybunału Konstytucyjnego, oskarżony o zamordowanie człowieka, którego nie znał, w mieście, w którym nie był. Proste? Niekoniecznie. Chyłka oczywiście postanawia zająć się tą sprawą, szczególnie że wiele wskazuje na domniemany spisek przeciwko młodemu sędziemu. Podczas procesu, na krystalicznie czystym wizerunku Sendala pojawiają się rysy, a na światło dzienne wypływają pewne informacje, które pod znakiem zapytania stawiają jego nieposzlakowaną opinię. Chyłka i Zordon zmuszeni są do działania na granicy prawa ... a na pewno w jego cieniu. 

Zastanawiałem się, co można napisać na temat czwartej powieści Remigiusza Mroza w serii, a ósmej przeze mnie przeczytanej. Pewnie mógłbym powtórzyć tezy z poprzednich recenzji o zaskakującym rozwoju wydarzeń, niecodziennych okolicznościach procesowych, słownych utarczkach aplikanta i jego byłej patronki. Autor przyzwyczaił swoich czytelników do pewnego stylu i jego rozpoznawalne elementy występują także w Immunitecie. Finał czwartej odsłony serii jest oczywiście zaskakujący, o to można być spokojnym. Przyznam, że spodziewałem się, że w którejś z książek autor wykorzysta takie rozwiązanie, zastanawiałem się tylko Kiedy? I doczekałem się.

Seria, również książkowa, rządzi się własnymi prawami. Bohaterowie zmieniają się na oczach czytelnika, ktoś usuwa się w cień, ktoś dostaje na moment widącą rolę. Podobnie dzieje się w Immunitecie. Chyłka znika z pierwszego planu, oddając pola Zordonowi. Zastanawiałem się, czy jest on wstanie wziąć na siebie ciężar poprowadzenia fabuły. Było z tym różnie, ale w ostatecznym rachunku można napisać, że sobie poradził. Ogólnie idzie mu coraz lepiej, czego dowodem są wystąpienia na sali sądowej. Dla pary głównych bohaterów Immunitet to część przełomowa: Chyłce nieco stępiły się pazury, Zordonowi wciąż w pełni nie wyrosły. Ten moment nastąpi chyba już niebawem. Po finale czwartej części Kordian właściwie nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko ostatecznie dojrzeć, albo podjąć najważniejsze dla niego decyzje. 

Najnowsza książka Remigiusza Mroza to tekst obszerny, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że za bardzo. Gdyby Immunitet nie dotyczył prawników, z pewnością  napisałbym, że powieść momentami jest przegadana. W natłoku dialogów zdarzało mi się zapominać, co jest motywem przewodnim tomu, gubiłem go, schodząc wraz z bohaterami na manowce. Albo podążałem śladami ich dywagacji, które nie wnosiły niczego istotnego do fabuły. Albo wątek ojca Chyłki. Wprowadzony na początku zostaje szybko zredukowany do epizodu. Domyślam się, że autor powróci do tego bohatera w kolejnym tomie, ale taka sugestia pojawiła się już w Rewizji. Drobnych uwag mam więcej, ale kładę je na karb skrzywienia zawodowego. Wybaczcie. Spodobało mi się za to Cymelium Chyłki, które pokazuje, że autor ma dryg do tekstów obyczajowych i nawet stylistycznie ten fragment jest inaczej napisany. W tej materii - liczę w przyszłości na więcej. 


foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Sięgając po Immunitet, byłem tak samo zaciekawiony, jak i zaniepokojony. Po Rewizji, która nieszczególnie przypadła mi do gustu, nie wiedziałem, czego spodziewać się po nowej odsłonie prawniczej serii. Mimo że akapit wyżej trochę sobie ponarzekałem, to w ogólnym rozrachunku nowa powieść Remigiusza Mroza daje radę. Sprawa sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest naprawdę intrygująca i do ogłoszenia wyroku nie można mieć pewności, co do jej finału. Do kancelarii wraca Kormak, Zordon w pocie czoła zdobywa kolejne prawnicze szlify, Chyłka ... Cóż Chyłka jak zwykle ładuje się w niezłe tarapaty. Swoją drogą ciekawe, jak z tego ambarasu wybrnie ... autor? Czytelnicy z pewnością docenią aktualność Immunitetu i nawiązania do innej serii pisarza. 

Aby tradycji stało się zadość, tę recenzję również zakończę frazą o tym, że czekam na piąty tom z serii o Chyłce i Zordonie. Jednak już bez emocji, które towarzyszyły mi przy Kasacji i Zaginięciu.

Nowalijki oceniają: 4+/6




za udostępnienie egzemplarza 
do recenzji przedpremierowej.









poniedziałek, sierpnia 29, 2016

"Sługi boże" Adam Forman

"Sługi boże" Adam Forman
www.wydawnictwoagora.pl
Informacje o książce

autor Adam Forman
tytuł Sługi boże

wydawnictwo Agora
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 360

egzemplarz recenzencki

recenzja dla portalu www.lubimyczytac.pl










Stare powiedzenie mówi, żeby nie oceniać książki po okładce. Często jednak to właśnie ona decyduje, czy z wielu dostępnych w księgarni tytułów, wybierzemy tę a nie inną pozycję. Przyznam, że gdyby nie recenzja, pewnie nieprędko sięgnąłbym po Sługi boże Adama Formana. Po pierwsze autor, którego nazwisko nic mi nie mówi (o tym na końcu), po drugie grafika nawiązująca stylistyką do książek Dana Browna. Czyżby zatem kolejna literacka wydmuszka udająca powieść? Nic z tych rzeczy. Historia napisana przez Formana to rasowy kryminał, którego akcja wbija w fotel, choć początek jakoś specjalnie tego nie zapowiadał.

Z Mostka Czarownic, jednej z wież kościoła we Wrocławiu, rzuca się młoda Niemka z bogatej i wpływowej rodziny. Do śledztwa w tej sprawie zostaje wytypowany komisarz Waldemar Warski. Słynie z bezkompromisowego traktowania przestępców, co nie podoba się jego przełożonym. Wkrótce dołącza do niego niemiecka analityk policyjna Ana Wittesch, którą szef wysłał do Polski po nieudanej akcji w Berlinie. Niedługo po pierwszym samobójstwie, w podobnych okolicznościach traci życie kolejna kobieta. Łączyło je zamiłowanie do śpiewu chorałów gregoriańskich, zarezerwowane dla mężczyzn. Schola żeńska była sprzeczna z doktryną kościoła. Tropy prowadzą do tajemniczego kantora Jana Rudzkiego, który jawnie sprzeciwiał się obecności kobiet w przykościelnym chórze. Tymczasem komisarz Warski odkrywa, że Ana przyjechała do Polski nie tylko po to, aby pomagać mu w śledztwie. Jej potajemne spotkania z proboszczem kościoła Edmundem Witeckim dotyczą zupełnie innej sprawy. Śladem kobiety podąża wysłannik Watykanu, dr Alois Kuntz. Łączy ich więcej, niż mogłoby się wydawać ...

Krótki rys początku fabuły może wprowadzić czytelnika w błąd. Z opisu może wynikać, że to jeszcze jedna powieść sensacyjna ze spiskową teorią dziejów, w której nieustraszony bohater walczy z przestępcami i siłami wyższymi. A to nie do końca prawda. Adam Forman napisał kawał solidnej literatury sensacyjno - kryminalnej z dynamiczną i zmieniającą się jak w kalejdoskopie akcją oraz z wyrazistymi postaciami. Owszem, zgodnie z regułami gatunku w książce nie brakuje pościgów ulicami Wrocławia, Warski cudem unika śmierci, ktoś zdradza, ktoś ginie, ale autor nie przesadza i całość trzyma w ryzach. Proponuje skomplikowaną historię, w której każdy z bohaterów więcej ma do stracenia niż do zyskania. Żaden z nich nie jest też postacią jednowymiarową. Zarówno Warski, jak i Wittesch zostali w przeszłości mocno pokiereszowani i wydarzenia sprzed lat mają istotny wpływ na to, jakimi ludźmi są teraz. Ana, pomagając proboszczowi Witeckiemu rozwikłać zagadkę kościelnych pieniędzy, sprowadza na siebie ogromne niebezpieczeństwo, którego źródłem jest dr Kuntz. A dokładniej jego działalność w służbie bezpieczeństwa dawnego NRD. 

Sługi boże Adama Formana to wielowątkowa powieść, od której trudno się oderwać. Misterna siatka powiązań między bohaterami, nieprawdopodobne, choć prawdziwe wątki związane z działalnością kościoła i służb specjalnych sprzed dekad sprawiają, że książkę czyta się z rosnącym zainteresowaniem. Dodatkowym atutem powieści są współczesne polskie realia. Wrocław jest nie tylko tłem dla wydarzeń, ale i jeszcze jednym bohaterem książki. Miasto żyje jednak własnym rytmem, nie zważając na tempo prowadzonego postępowania. Wnętrza Katedry św. Marii Magdaleny, której obie wieże łączy wspomniany Mostek Czarownic, pozwalają zbudować niesamowity klimat, który towarzyszy czytelnikowi podczas całej lektury. Klimat niepewności i czyhającego za rogiem niebezpieczeństwa, gdyż śledztwo bardzo długo nie będzie przynosiło odpowiedzi na podstawowe pytania. Autor swobodnie bawi się znanymi motywami, dostosowując je do polskiej rzeczywistości i tworzy w ten sposób historię, której nie powstydziliby się najlepsi przedstawiciele gatunku literackiego, jakim jest powieść sensacyjna.

Na koniec warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Forman opisuje pracę policjantów i obowiązujące ich procedury - dominuje chłodny realizm. Tu nie ma taniego efekciarstwa rodem z popularnych seriali kryminalnych, tylko żmudna robota, szalenie niebezpieczna i psychicznie wyniszczająca. Codzienność policjantów to także  podporządkowanie się często absurdalnym wytycznym, płynącym od przełożonych. Przy okazji śledztwa dostaje się współczesnym mediom, których dziennikarze, w pogodni za sensacją, są w stanie wymyślić nierealistyczne teorie dotyczące samobójstw młodych kobiet. 

foto Tomasz Radochoński/instagram.com/nowalijki

Wspomniałem na wstępie, że nie znam Adama Formana. Tak naprawdę to pseudonim czterech twórców (Adam Gawryś, Piotr Głuchowski, Paweł Goźliński i Maciej Strzembosz). Efektem ich wspólnej pracy jest nie tylko powieść Sługi boże, ale również film, pod tym samym tytułem, którego premiera już 16 września 2016 roku. Filmu nie widziałem, więc nie mogę go ocenić, ale jeśli chodzi o powieść to chapeau ba, Panowie!
 

czwartek, sierpnia 25, 2016

"Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" Anna Lange

"Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" Anna Lange
www.wsqn.pl
Informacje o książce

autorka Anna Lange
tytuł Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu

wydawnictwo SQN 
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 448

egzemplarz recenzencki











Gdybym wcześniej nie przeczytał zapowiedzi prasowych uznałbym, że Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu Anny Lang to rasowa angielska powieść YA lub z pogranicza gatunków. Prawda jest jednak trochę inna. Autorka to Polka, doktor habilitowana z dziedziny chemii, profesor jednej z warszawskich uczelni wyższych. Anna Lange zaś to jej pseudonim. I jeszcze ta okładka, sugestywna i wpadająca w oko, oddająca klimat powieści. A jak sama treść tego debiutu?  

Fabuła przenosi czytelnika do Londynu z końca drugiej połowy XIX wieku. Jak zaznaczyła w posłowie sama autorka, to alternatywna wersja angielskiej stolicy z czasów wiktoriańskich. W mieście zaczyna działać jednostka wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej, zajmującej się zdarzeniami z udziałem magii i zjawisk paranormalnych. Zapowiada się nieźle, prawda? Szefem jednostki zostaje John Dobson, który na magii zna się lepiej, niż na dowodzeniu specyficzną grupą ludzi. Sprawy mu się komplikują, kiedy do Londynu przyjeżdża jego młodsza siostra Alicja. Ambitna osóbka postanawia zostać pielęgniarką, ale bardziej interesuje ją leczenie za pomocą czarów. Żeby było gorzej, w dość dramatycznych okolicznościach do tej pary dołącza dawny przyjaciel Johna - tytułowy Clovis LaFay. Młody mężczyzna skrywa pewną tajemnicę, związaną z jego rodziną ... A to dopiero początek opowieści.

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu to także wątek kryminalny, w który zostają wciągnięci, wymienieni wcześniej, bohaterowie. Sprawa wydaje się o tyle skomplikowana, że związana jest z duchami a w Londynie brakuje egzorcystów. LaFay, z racji pochodzenia i przeszłości, nie jest mile widziany w jednostce dowodzonej przez Dobsona. I jak należało się spodziewać - rezolutna Alicja wpadnie w oko Clovisowi i na nic się zdadzą sztywne wiktoriańskie wzorce zachowania. Będzie iskrzyć. Oj, będzie.

Mogłoby się wydawać, że ta historia to taka sobie opowiastka, może trochę naiwna, może tak sobie napisana. Nic z tych rzeczy. Debiut Anny Lange cechuje dojrzałość literacka. Od pierwszych stron powieści da się wyczuć, że pisarka ma charakterystyczny, gęsty (czasem nawet za bardzo) styl, pełen plastycznych opisów i z zabawnymi dialogami. Jej bohaterowie są wyraziści, mają w sobie sporo cech indywidualnych, dzięki czemu szybko stają się rozpoznawalni. Zauważalną cechą tej powieści jest obecność humoru w iście angielskim stylu i dystans wobec opowiadanej historii. Wydarzenia historyczne mieszają się z fikcyjnymi, duchy z żyjącymi a to wszystko na tle Londynu, który znakomicie uzupełnia całą fabułę. Autorka sprawnie żongluje znanymi motywami, bawi się nimi i wykorzystuje do swoich potrzeb. 


foto Tomasz Radochoński/www.instragram.com/nowalijki



Debiutancka powieść Anny Lange to utwór z pogranicza gatunków. Trochę tu wiktoriańskiej powieści obyczajowej z elementami romansu a trochę kryminału. Ale z przymrużeniem oka. Mieszanie gatunków nie zawsze wychodzi na dobre, ale w przypadku Clovisa LaFay. Magicznych akt Scotland Yardu sprawdza się znakomicie. Wydaje mi się, że tę pozycję docenią miłośnicy fantasy, bo to powieść jest napisana jakby specjalnie dla nich. Odnoszę także wrażenie, że gdzieś między stronami książki unoszą się ... hm ... duchy Terry'ego Pratchetta i Arthura Conan Doyle'a. 

Warto dopisać ten debiut do listy książek do przeczytania. Nawet jeśli tak jak ja, nie gustujecie w tego typu literaturze, docenicie warsztat autorki, pomysł na fabułę i niezwykły klimat opowieści. 

Nowalijki oceniają 5/6



Dziękuję Wydawnictwu SQN 
za udostępnienie powieści do recenzji. 
 

wtorek, sierpnia 23, 2016

"Droga do domu" Yaa Gyasi

"Droga do domu" Yaa Gyasi
www.wydawnictwoliterackie.pl
Informacje o książce

autorka YAA GYASI
tytuł Droga do domu
tytuł oryginału Homegoing
przekład Michał Ronikier

wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 412
egzemplarz recenzencki

Recenzja dla portalu www.lubimyczytac.pl








Droga do domu to debiutancka powieść dwudziestosześcioletniej Amerykanki Yaa Gyasi, urodzonej w Ghanie. Na pomysł spisania dziejów wielopokoleniowej rodziny wpadała podczas odwiedzin rodzinnych stron. Wychowana w Stanach Zjednoczonych, ale zafascynowana krajobrazami i atmosferą Ghany, wymyśliła epicką historię, która została okrzyknięta jedną z najbardziej oczekiwanych premier literackich 2016 roku. 

Powieść zaczyna się w połowie XVIII wieku na Cape Cost afrykańskim Złotym Wybrzeżu. To tam czytelnik poznaje protoplastki dwóch rodów, siostry Effię i Esi, które nie wiedzą o swoim pokrewieństwie. I tak, jak różnie potoczą się ich losy, tak inaczej będzie wyglądało życie ich potomków. Effia poślubia Jamesa Collinsa, angielskiego kolonizatora i dowódcę Twierdzy, Esi przez tego samego Anglika zostanie sprzedana jako niewolnica i wywieziona do Ameryki Północnej. Los chciał, że przez chwilę mieszkały obok siebie, nie wiedząc o swoim istnieniu. To wydarzenie, tak charakterystyczne dla targanej wojnami plemiennymi Afryki, będzie rzutować na losach obu kobiet i ich potomków.

Droga do domu to powieść napisana z epickim rozmachem. Jej fabuła obejmuje prawie trzysta lat dziejów, dwa kontynenty i siedem pokoleń kobiet i mężczyzn, których życie będzie naznaczone bólem, cierpieniem i poniżeniem, ale i wiarą o lepszą przyszłość i walką o godność. Yaa Gyasi nie boi się poruszać tematów trudnych, zarówno dla mieszkańców Czarnego Lądu, jak i dla białych. W życiu jej bohaterów, jak w lustrze obijają się niechlubne wydarzenia z historii: handel niewolnikami, wojny plemienne, segregacja rasowa i walka o równouprawnienie. W książce nie ma jednak podziału na dobrych i złych bohaterów. U obu nacji trafiają się niechlubne karty historii i Droga do domu również o nich opowiada. Potomkowie Effii i Esi to ludzie, którzy bywają ułomni, ale żyją ze świadomością, że cierpienie ich przodków musi zostać wynagrodzone. 

Każdy z czternastu rozdziałów powieści przedstawia historię wybranej osoby z kolejnego pokolenia. Równolegle czytelnik poznaje losy mieszkańców Afryki i Ameryki. To portrety ludzi, którzy mierzą się nie tylko z sytuacją polityczną i społeczną, ale także z codziennością: biedą i poniżeniem, rodzinnymi dramatami i chwilami szczęścia, miłością wreszcie. Chwilami jest tak, że historia staje się tylko tłem dla wyeksponowanych wątków obyczajowych, często powiązanych z ludowymi wierzeniami i przesądami mieszkańców Czarnego Lądu. Autorka nie zapomina o swoich korzeniach i dlatego w jej powieści odwołań do przebogatej tradycji jest znacznie więcej. Wszak są one częścią tożsamości plemiennej, czy w szerszym znaczeniu narodowej, zarówno autorki, jak i jej bohaterów.

Wspomniana przeze mnie konstrukcja Drogi do domu to jednocześnie mocna i słaba strona powieści. Z jednej strony czytelnik ma szansę poznać losy kolejnych bohaterów na tle zmieniającej się historii, co dynamizuje utwór. Z drugiej strony liczne przeskoki między biografiami w pewnym momencie zaczynają nużyć i irytować, kiedy okazuje się, że kolejny wątek potraktowany jest dość powierzchownie, skrótowo. Owszem, autorka wspomina i odwołuje się do przeszłości, ale moim zdaniem to trochę za mało. Dlatego też trudno mi określić powieść Yaa Gyasi sagą rodzinną a już z pewnością nie jest nią, w odniesieniu do klasycznych przykładów tego gatunku literackiego. 

foto Tomasz Radochoński/www.nowalijki.blogspot.com
Droga do domu Yaa Gyasi to książka, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom powieści obyczajowej z mocno zarywaną warstwą historyczną. Jak na debiut, utwór jest bardzo udany, autorka ma bowiem talent do opowiadania, co udowodniła poszczególnymi rozdziałami o losach swoich bohaterów. Szkoda tylko, że wybrany format narracji nie pozwolił Gyasi ostatecznie na pełne rozwinięcie skrzydeł. Wierzę bowiem, że literacko stać ją na więcej. Nie napiszę więc, że Droga do domu to projekt nieudany. Napiszę, że nie w pełni zrealizowany. U mnie pozostawił czytelniczy niedosyt.  

Nowalijki oceniają: 4/6




Dziękuję portalowi Lubimy czytać 
za udostępnienie powieści do recenzji.







 

niedziela, sierpnia 21, 2016

"Idealna" Magda Stachula

"Idealna" Magda Stachula
www.znak.com.pl
Informacje o książce

autorka Magda Stachula
tytuł Idealna

wydawnictwo Znak Literanova
miejsce i rok wydania Kraków 2016
liczba stron 384

egzemplarz recenzencki











Kiedy otrzymałem propozycję zrecenzowania powieści Magdy Stachuli Idealna, nie byłem specjalnie przekonany. Kolejny debiut i do tego raczej skierowany do kobiet. Z drugiej strony zaciekawiła mnie zapowiedź fabuły z elementami thrillera psychologicznego, który jest moim ulubionym gatunkiem powieści popularnej. Pomyślałem więc, że w sumie mam niewiele do stracenia. No może poza czasem. Okazało się jednak, że intuicja znów mnie nie zawiodła a powieść pochłonąłem w błyskawicznym tempie. 

Jest ich czworo. Anita i Adam - młode małżeństwo, artysta Eryk i tajemnicza Marta. Anita i Adama od dwóch lat bezskutecznie starają się o dziecko. Obsesja posiadania potomstwa powoli, ale skutecznie niszczy ich, dotychczas szczęśliwe, małżeństwo. Marta skrywa w sobie tajemnicę i powodowana zemstą za wydarzenia sprzed lat jest w stanie posunąć się do ostateczności. Eryk, który jest rzeźbiarzem i malarzem, co jakiś czas beznadziejnie się zakochuje i prowadzi szemrane interesy. Początkowo wydaje się, że tej czwórki nic nie łączy, ale prawda okaże się całkiem inna ... Więcej nie napiszę, bo kolejne zdanie pewnie zawierałoby już spojler.

Idealna Magdy Stachuli to współczesna powieść łącząca w sobie cechy historii obyczajowej z thrillerem psychologicznym. Wprawdzie początek książki jest dość nużący, to warto go przetrzymać, bowiem w pewnym momencie akcja przyspiesza tak, że powieści nie da się odłożyć, dopóki nie pozna się zakończenia. Autorka znakomicie poradziła sobie z zawiłą fabułą, mnożąc niewiadome i kierując losami bohaterów w taki sposób, że trudno połapać się, kto z nich mówi prawdę a kto kłamie. Narracja prowadzona jest przez czwórkę bohaterów w pierwszej osobie, dzięki czemu te same wydarzenia poznaje się z różnego punktu widzenia. I wcale nie ułatwia to rozwikłania skomplikowanej zagadki, która połączyła Anitę, Adama, Martę i Eryka. 
 
foto. Tomasz Radochoński/www.nowalijki.blogspot.com

Z racji pewnego wątku powieści, wątku w mojej ocenie bardzo intrygującego, Idealna może chwilami przypominać Dziewczynę z pociągu (tutaj). Od razu jednak uspokajam: powieść Magdy Stachuli jest zdecydowanie lepsza, więc nie ma obaw, co do jakości jej prozy. Porównania nasuwają się jednak same, ale nie jest to zarzut pod adresem książki, jedynie stwierdzenie faktu. 

Plusem (takim dodatkowym) jest również fakt, że powieść dzieje się w Krakowie. To przyjemne uczucie podążać śladami bohaterów, którzy przemierzają dobrze znane zakątki miasta. Wiem, to raczej ciekawostka dla tubylców, ale od razu jakoś inaczej czyta się fabułę, mając przed oczami znajome budynki i ulice.

Idealna to bardzo bardzo udany debiut. Magda Stachula ma nerw do opowieści sensacyjnych, w którym występuje również wątek obyczajowy i szczypta romansu. Thriller psychologiczny w jej wydaniu gwarantuje satysfakcjonującą lekturę, którą pochłania się bez reszty. Mam nadzieję, że o autorce usłyszymy jeszcze wiele dobrego. 

Nowalijki oceniają: 5+/6


za udostępnienie powieści do recenzji premierowej.


czwartek, sierpnia 18, 2016

"Zimne popioły" Valentin Musso

"Zimne popioły" Valentin Musso
www.wydawnictwoalbatros.com
Informacje o książce

autor Valentin Musso
tytuł Zimne popioły
tytuł oryginału Les Cendres Froides
przekład Oskar Hedemann

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 352

egzemplarz recenzencki








Kiedy zbyt głęboko sięga się do historii własnej rodziny, trzeba liczyć się z wieloma niespodziankami. Prawie zawsze przynoszą one bolesną prawdę, która wyciągnięta na światło dzienne radykalnie zmienia życie wielu ludzi. Szanowanych  i kochanych pozbawia czci i dobrej pamięci, zmienia relacje rodzinne, burzy idylliczne wspomnienia z dzieciństwa. Gdy do tego wszystkiego dochodzi element niechlubnej przeszłości wojennej, jak domek z kart rozsypują się biografie i pielęgnowane od wielu lat wyobrażenia o najbliższych. Rozliczenie z przeszłością to temat popularny w literaturze, dlatego druga powieść Valentina Musso Zimne popioły nie jest może zbytnio odkrywcza, ale równocześnie zmusza do refleksji i trzyma w niepewności właściwie do samego finału.

W 1999 roku we Francji, w dwóch różnych regionach, umiera dwoje staruszków. Nicole Brachet ginie podczas napadu rabunkowego, skrępowana i pozbawiona życia mocnym uderzeniem. Henri Cochet - szanowany lekarz - umiera w wyniku udaru mózgu. Odchodzi w otoczeniu kochających go ludzi. Wśród nich są wnuki Aurelian i Anna Cochet. Mężczyzna, z zawodu nauczyciel, postanawia przejrzeć przepastne archiwa dziadka, w tym kolekcję filmów, które ten od lat kolekcjonował. Wśród zachowanych klisz natrafia na krótki zapis, na którym dziadek stoi w otoczeniu młodych kobiet w ciąży i w towarzystwie wysokiego rangą esesmana. Zaintrygowany Aurelian rozpoczyna prywatne śledztwo, którego wynik na zawsze zmieni jego rodzinę. Okaże się bowiem, że ukochany i szanowany Henri Cochet, lekarz - położnik, współpracował z Niemcami, którzy wprowadzali w podbitych krajach szaloną ideę hodowli nadludzi. Miały im w tym pomóc specjalne ośrodki, w których młode kobiety wydawały na świat czyste rasowo dzieci. Zszokowany odkryciem Aurelian staje oko w oko z niebezpieczeństwem a Nicole Brachet będzie miała z jego rodziną więcej wspólnego, niż ktokolwiek mógł to sobie wyobrazić.

W Zimnych popiołach autor postanowił zmierzyć się z niewygodną i wstydliwą historią własnej ojczyzny. Kolaboracja z Niemcami to temat wciąż budzący spore emocje. Tym większe, że w powieści ta współpraca związana jest z szalonym pomysłem Hitlera i ideą nadludzi. Ośrodki położnicze dla czystych rasowo kobiet i ich przeszłych dzieci to wizja wciąż trudna do wyobrażenia, jednak prawdziwa. Produkcja ludzi o czystej krwi aryjskiej wydaje się niedorzeczną mrzonką szaleńca, ale historia II wojny światowej przyniosła potwierdzenie niejednego nierealistycznego planu. Dzieje rodziny Cochet pokazują, że w czasie upadku wartości humanistycznych jakim była wojna, nikt nie może czuć się pewnie i bezpiecznie. Prawda, jaką o swojej rodzinie odkrywa Aurelian, burzy jego dotychczasowy spokój i w pewnym sensie tłumaczy zachowania najbliższych mu osób. Białe plamy w historii rodziny znikają, gdy główny bohater odkrywa kolejne kłamstwa i rozszyfrowuje tajemnice z przeszłości. Traci tym samym autorytet z czasów dzieciństwa, ale czy zyskuje spokój sumienia? To nie jest już takie oczywiste. Tak jak nieoczywiste i niejednoznaczne były wybory ludzi, którzy w sytuacji zagrożenia życia byli w stanie dokonać czynów, o które nawet by się nie podejrzewali. 

Valentin Musso nie daje prostych odpowiedzi na wiele nurtujących jego bohatera (a tym samym czytelnika) pytań. Podążając za Aurelianem oraz pomagającej mu doktorantce historii, czytelnik zmuszony jest samodzielnie przepracować informacje, które otrzymuje. Wystarczy nawet podstawowa znajomość faktów o II wojnie światowej, aby mieć świadomość, jak tragiczne były wybory, których dokonywali wtedy ludzie. 

Zimne popioły to trzy niezależnie prowadzone narracje, które w pewnym momencie stykają się, tworząc zwartą opowieść. Trzonem opowieści jest pierwszoosobowa narracja Aureliana, który opowiada historię dziadka, ale także innych członków rodziny. Fabuła obejmuje ponad pięćdziesiąt lat, gdyż jedna z opowieści przenosi się do lat czterdziestych i przedstawia losy młodej dziewczyny, która będzie miała wpływ powojenne dzieje rodziny Cochetów. 

Powieść Musso łączy w sobie cechy powieści obyczajowej, może nawet sagi rodzinnej z elementami historii i kryminału. I tak, jak sama historia przypadła mi do gustu, tak miałem problem z formą opowieści. Drażniła mnie nadmierna emocjonalność i niezdecydowanie głównego bohatera oraz (momentami) podawana podręcznikowo wiedza historyczna. Być może niepotrzebnie się czepiam, bo Zimne popioły podobały mi się, ale taka ogólna refleksja na temat warsztatu pisarza nasunęła mi się podczas lektury. 

www.wydawnictwoalbatros.com



Mimo że tematyka, którą poruszył Valentin Musso, nie jest w żaden sposób zaskakująca, to Zimne popioły są powieścią, na którą warto zwrócić uwagę. Umiejętne połączenie prawdy historycznej i fikcji literackiej z historią rodzinną daje w ostatecznym rozrachunku interesującą prozę. Spodobało mi się, że autor nie dzieli bohaterów tylko na dobrych i złych, pokazuje ich w szerszym kontekście historycznym. Rozbudowany wątek obyczajowy, na który trochę utyskiwałem, nadaje opowieści głębię emocjonalną, która z pewnością pozytywnie wpływa na fabułę. Trzeba przyznać, że Musso umie opowiadać i jego historia trzyma w napięciu nieomal do końca. Ten koniec też mnie odrobinę uwiera swoim melodramatyzmem, ale może inaczej się nie dało? 

Warto dać szansę powieści Valentina Musso. To przykład dobrej literatury obyczajowej, zachęcającej do refleksji.


Nowalijki oceniają: 5-/6





za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji premierowej. 
 


poniedziałek, sierpnia 15, 2016

"Wioska morderców" Elisabeth Herrmann

"Wioska morderców" Elisabeth Herrmann
www.proszynski.pl
Informacje o książce

autorka Elisabeth Herrmann
tytuł Wioska morderców
tytuł oryginału Das Dorf der Morder
przekład Wojciech Łygaś

wydawnictwo Prószyński i S -ka
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 552

egzemplarz ebook Legimi bez limitu 









Niemiecki kryminał to dla mnie temat wciąż właściwie nieodkryty. Oczywiście czytałem powieści Charlotte Link i Nele Neuhaus, ale na tym właściwie koniec, jeśli chodzi o znajomość niemieckich pisarzy tworzących kryminały. Z tym większym zainteresowaniem sięgnąłem po wydaną kilka miesięcy temu książkę Elisabeth Herrmann Wioska morderców. Okazja o tyle dobra, że we wrześniu ukaże się kolejna powieść w tej kryminalnej serii. 

Majowy poranek w Berlinie nie zapowiadał wydarzeń, które na zawsze zmienią życie kilku mieszkańców miasta. Na jednym z wybiegów w zoo dzikie zwierzęta rozszarpały ciało mężczyzny. Makabrycznego odkrycia dokonały przedszkolanki, które wraz z dziećmi odwiedziły ogród zoologiczny. Wezwana na miejsce tragedii posterunkowa Sanela Beara musi zapanować nad chaosem, który skutecznie utrudnia prowadzenie śledztwa. Skrupulatna i ambitna policjantka dostrzega pewne szczegóły, które mogą doprowadzić do zatrzymania zabójcy. Szkoda tylko, że jej zwierzchnik nie pomaga kobiecie w prowadzeniu dochodzenia. Policja i prasa szybko typują potencjalną morderczynię Charlie Rubin. W tym samym czasie profesor psychologii Gabriel Brock i jego młody asystent Jeremy Saaler mają wystawić opinię dla sądu na temat poczytalności Rubin. Krok po kroku odkrywają makabryczną prawdę, a wszystkie wątki sprawy zbiegają się w zapomnianej wsi Wendisch Bruch. Wsi, w której nie ma już żadnego mężczyzny. 

Wioska morderców zaczyna się od odrażającej zbrodni, ale później jest jeszcze bardziej dosadnie i emocjonująco. Prowadzone śledztwo ujawni przeszłość Rubin i powiąże znikniecie mężczyzn z wydarzeniami, które rozgrywały się w domu rodzinnym oskarżonej o morderstwo kobiety. Kiedy w życiu Charlie pojawia się dawno niewidziana młodsza siostra Cara Spornitz, wydarzenia z zoo nabiorą nowego sensu. Krok po kroku bohaterowie powieści, a tym samym jej czytelnicy, zaczną odkrywać przerażające tajemnice z przeszłości obu kobiet, kiedy jako dziewczynki mieszkały w Wendisch Bruch. Dramatyczne zdarzenia, będące ich udziałem pozwalają zrozumieć, dlaczego w małej i tym samym hermetycznej społeczności tematem tabu staje się to, co powinno być głośno wykrzyczane. Herrmann pokazuje, że źle pojęta solidarność i nieme przyzwolenie na zło musi przynieść śmierć i doprowadzić do tragedii. Szaleństwo zemsty za wszelką cenę to niszczycielska siła, która zmienia zwykłych ludzi w bestie. Zanim jednak przyjdą otrzeźwienie i zdroworozsądkowa refleksja, muszą minąć lata pełne bólu, poniżenia i strachu. 

Powieść Elisabeth Herrmann to tylko z pozoru jeszcze jeden kryminał. Wydaje mi się, że ważniejsze w kontekście całej obszernej powieści, są wątki psychologiczne. Pretekstem dla nich jest, wspomniane już, opracowanie opinii dla sądu. Autorka w ciekawy sposób powiązała ten wątek z elementami kryminału. Efektem takiego zestawienia jest niejednoznaczna w ocenie historia życia dwóch sióstr, którym przyszło funkcjonować w cieniu rodzinnej tragedii. Podobnie sprawa ma się z innymi mieszkankami wsi, które solidarnie milczą, w poczuciu swoiście pojętej solidarności.

Co ciekawe, Wioska morderców to także powieść o różnicach między Niemcami z Zachodu i Wschodu. Nie jest to może temat dominujący, ale dość wyraźnie wpisany w fabułę książki. Warto zwrócić na niego uwagę. Również interesująca jest postać posterunkowej Saneli Beary, która z pochodzenia jest Chorwatką. Ona również zmaga się z traumą z przeszłości, związaną z przemianami w Europie na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Być może przeżycia, które były jej udziałem spowodowały, że z większą wrażliwością i wyczuciem podeszła do śledztwa. Może w kolejnej powieści z Sanelą poznamy bliżej jej przeszłość. Jakby jednak nie patrzeć, tylko dzięki jej determinacji Wydziałowi Kryminalnemu berlińskiej policji udało się doprowadzić sprawę do końca.

www.proszynski.pl

Przyznam, że początkowo trudno było mi się wciągnąć w fabułę Wioski morderców. Po mocnym początku oczekiwałem bardziej dynamicznej historii, a akcja mocno zwolniła. Pojawił się wątek romansowy, ale mam wrażenie, że napisany tylko po to, aby spowolnić bieg wydarzeń. Nie mam nic przeciwko warstwie obyczajowej, ale w moim odczuciu te fragmenty powieści są słabo napisane. Można odnieść wrażenie, że elementy obyczajowe nie są najmocniejsza stroną warsztatu pisarki, bo z kolei wątki sensacyjne i kryminale czyta się bardzo dobrze. Przez dłuższy czas trudno jest rozpoznać prawdziwe intencje bohaterów i dopiero naprawdę mocny finał pozwala poukładać wszystkie elementy w jedną całość. 

Ostatecznie Wioskę morderców Elisabeth Herrmann, połączenie powieści kryminalnej i thrillera psychologicznego z elementami historii obyczajowej oceniam jako pozycję wartą przeczytania. I choć początkowo trudno było mi wgryźć się w fabułę, to z czasem zaskoczyło i w ogólnym rozrachunku lektura okazała się satysfakcjonująca. Mam nadzieję, że drugi tom z Sanelą Bearą Śnieżny wędrowiec,  którego premiera przewidziana jest na wrzesień, dorówna pierwszej części.

Nowalijki oceniają 4+/6





czwartek, sierpnia 11, 2016

"Dom na wzgórzu" Peter James

"Dom na wzgórzu" Peter James
www.wydawnictwoalbatros.com
Informacje o książce

autor Peter James
tytuł Dom na wzgórzu
tytuł oryginału The House On Cold Hill
przekład Robert Waliś

wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 384

egzemplarz ebook Legimi bez limitu









Chyba wszyscy lubimy się czasem bać. Skąd bowiem taka popularność horrorów i filmów grozy? Dlaczego tak chętnie sięgamy po kolejne powieści Stephena Kinga, albo z lubością zasiadamy przed telewizorem lub w sali kinowej, aby przez kilkadziesiąt minut kulić się ze strachu? Albo z obrzydzenia? Szeroko pojęta kultura masowa do cna wyeksploatowała duchy straszące w starych zamkach, makabryczne zbrodnie, których echa sięgają współczesności oraz pełne tajemnic domostwa. Właściwie wszystko już było, ale i tak pisarze z chęcią sięgają po sprawdzone motywy, a czytelnicy z taką samą przyjemnością zabierają się za kolejną książkę z wiele sugerującą okładką. Choćby taką, która zachęca do przeczytania jednej z najnowszych powieści Brytyjczyka Petera Jamesa Dom na wzgórzu. Autor, laureat nagród literackich z dziedziny kryminałów, ma na swoim koncie kilkanaście tytułów, z czego kilka wydanych w Polsce. Większość jego powieści to serie, ale Dom na wzgórzu jest wyjątkiem, gdyż stanowi zamkniętą całość fabularną.

Ollie Harcourt wraz z żoną i córką przeprowadzają się z Brighton na prowincję. Oboje potrzebują odetchnąć od gwaru wielkiego miasta i kiedy nadarzyła się okazja, aby kupić starą posiadłość, długo się nie zastanawiali. Dom, zbudowany w połowie XVIII wieku w stylu georgiańskim, górował nad wioską Cold Hill, niczym żywcem wyjętą ze starych powieści. Radości nowego właściciela nie zmąciły nawet liczne usterki, które wymagały natychmiastowej naprawy. Dom okazał się studnią bez dna, ale nie to było najgorsze. Po pewnym czasie okazało się, że rodzina Harcourtów to nie jedyni mieszkańcy wielkiej posiadłości. Co chyba oczywiste, niechciani sąsiedzi zrobią wszystko, aby uprzykrzyć życie nowym właścicielom. Posuną się nawet do ...

Dom na wzgórzu Petera Jamesa to powieść, która nie wszystkim czytelnikom przypadnie do gustu. Mimo że ma w sobie wiele z cech horroru, w rzeczywistości nie do końca nim jest. Czytelnicy, którzy będą oczekiwać krwi, bebechów i zawodzeń w czasie szalejącej nocą burzy, poczują się rozczarowani. Zwyczajnie bowiem nie znajdą tego w powieści Petera Jamesa. Ci zaś, którzy lubią opowieści obyczajowe z elementami horroru, albo może raczej grozy, powinni być zadowoleni. Autor straszy, a jakże, ale czyni to dość subtelnie, budując nastrój grozy i oczekiwania na najgorsze poprzez drobiazgi, które z czasem zbudują całkiem straszną atmosferę. Z zaciekawieniem będziemy śledzić kolejne dni w Cold Hill, bowiem przyniosą one sporo intrygujących wydarzeń.

Czytając Dom na wzgórzu odniosłem wrażenie, że autor dobrze bawi się zgranym do cna motywami, wplatając je we współczesną historię. Wydarzenia traktuje z przymrużeniem oka, bo jak inaczej ocenić fakt, że duchy kontaktują się przez hm ... internet? Jak potraktować początek i koniec powieści? Wydają się one przecież tak znajome. Na powieść warto spojrzeć jak na pastisz filmów grozy klasy B i takiej samej wartości powieści w wydaniach kieszonkowych - specyficznego gatunku, przez wiele lat kompletnie w Polsce nieznanego.

foto. Tomasz Radochoński/nowalijki.blogspot.com


Peter James ma talent do opowiadania historii, albo szczęście do dobrego tłumacza. Dom na wzgórzu czyta się bardzo przyjemnie, bez poczucia zażenowania, które czasem towarzyszy literaturze lekkiego kalibru. Ta powieść nie jest specjalnie oryginalna, ale chyba też nie takie jej założenie. Pozwala miło spędzić czas i moim zdaniem to bardzo dobra książka rozrywkowa. Może solidnie nas nie przestraszy, ale w kilku miejscach zaskoczy. No i stanowi niezłą bazę dla scenariusza filmowego. Jako oddech od poważnej prozy - pozycja jak znalazł.

Nowalijki oceniają: 4+/6
 

niedziela, sierpnia 07, 2016

"Mężczyzna w białych butach" Michał Larek, Waldemar Ciszak

"Mężczyzna w białych butach" Michał Larek, Waldemar Ciszak
www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorzy Michał Larek/Waldemar Ciszak
tytuł Mężczyzna w białych butach

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce wydania Poznań 2016
liczba stron 328

egzemplarz recenzencki 












Zupełnie inaczej czyta się powieść kryminalną - nawet najlepszą, mając świadomość, że jej fabuła powstała w wyobraźni piszącego. Kiedy ma się do czynienia z historią, która wydarzyła się naprawdę, każdy jej element odbiera się głębiej, bardziej emocjonalnie. Takie odczucia towarzyszą lekturze najnowszej książki Michała Larka i Waldemara Ciszaka - Mężczyzna w białych butach. Oprócz samych wydarzeń, nadal budzących emocje, ważne jest napisanie już na samym początku, że omawiana książka wymyka się narzuconym przez teoretyków literatury ramom gatunkowym. 

Tematem Mężczyzny w białych butach jest historia głośnych w latach dziewięćdziesiątych morderstw z motywem seksualnym, dokonanych ma chłopcach. Pedofil czaił się na nich przy szkołach podstawowych w różnych częściach Polski. Książka dotyczy jego ostatniego morderstwa, które popełnił w Poznaniu na jednym z typowych polskich osiedli. Treść książki to bardzo skrupulatne odtworzenie śledztwa związanego z zabójstwem: praca policji i prokuratury, zaangażowanie poznaniaków. Dzięki pracy badawczej autorów czytelnik ma szansę poznać historię pedofila z kilku punktów widzenia. Wbrew obawom/oczekiwaniom książka, mimo trudnego tematu, nie jest jakoś wyjątkowo drastyczna. Cechuje ją pewne stonowanie emocji, bowiem te pojawiają się u czytelnika niezależnie od samej treści. Odtworzenie sposobu myślenia mordercy, próba wytłumaczenia po latach motywu jego działania to może nie dominujące, ale bardzo ważne motywy książki.

Wspomniałem, że Mężczyzna w białych butach to tekst, który nie jest jednorodny gatunkowo. Już początek, czyli cytat z Krzysztofa Kąkolewskiego, mistrza reportażu,  pozwala domyślać się, jakiego rodzaju literatury można się spodziewać. To oparta na faktach powieść, zbeletryzowana historia, która udanie łączy elementy prozy fabularnej z reportażem (przynajmniej w kilku fragmentach). Takie połączenie stanowi wielką siłę i wartość książki, w pewnym sensie przerzucając na czytelnika ciężar emocji. Autorzy specjalnie ich nie potęgują: oddają głos a to narratorowi, a to samemu mordercy oraz przesłuchującym go policjantom. Ich wspomnienia, umiejętnie wprowadzone do fabuły, pozwalają zrozumieć, z jak wielką determinacją organy ścigania próbowały doprowadzić do złapania i skazania przestępcy. Obok policjantów i ich pracy, istotne jest pokazanie zaangażowania w sprawę najpierw lokalnej prasy (fragmenty artykułów pojawiają się w tekście) a potem publicznej telewizji - starsi czytelnicy z pewnością pamiętają program 997. Książka pokazuje także dramatyczną walkę o przetrwanie rodziny, której pedofil pozbawił dziecka. 

zdjęcie: Tomasz Radochoński/www.instargram.com/nowalijki


Mężczyzna w białych butach Michała Larka i Waldemara Ciszaka nawiązuje w swojej tematyce do najlepszych dokonań polskiego reportażu. Kiedy tylko natknąłem się na nazwisko wspomnianego już K. Kąkolewskiego, w tekstach którego swego czasu się zaczytywałem, miałem wobec tej książki pewne oczekiwania. I nie zawiodłem się. Omawiana historia, z pogranicza literatury faktu, to bardzo udana próba rekonstrukcji wydarzeń sprzed wielu lat. Obok wymienionych już wcześniej elementów składowych tej nietypowej fabuły, warto jeszcze zwrócić uwagę na obecną gdzieś w drugim planie Polskę, która dopiero co odzyskała wolność po Okrągłym Stole: autorzy wspominają tytuły popularnych wtedy seriali i piosenek, przywołują rzeczywistość początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. 

Kiedy miało miejsce ostatnie morderstwo opisane w powieści, zaczynałem naukę w liceum. Muszę jednak przyznać, że nie kojarzę historii pedofila, który jest głównym bohaterem książki. Z tym większym zaciekawieniem sięgnąłem po Mężczyznę w białych butach. Może jej tematyka do najłatwiejszych nie należy, ale warto się w nią zagłębić. Dobrej literatury nigdy za wiele. 

Nowalijki oceniają 5+/6 



Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie książki do recenzji.



 

piątek, sierpnia 05, 2016

"Bestseller" - Joanna Opiat - Bojarska

"Bestseller" - Joanna Opiat - Bojarska
www.czarnaowca.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Bestseller

wydawnictwo Czarna Owca
miejsce i rok wydania Warszawa 2016
liczba stron 368

egzemplarz ebook - zakup własny












Kiedy pochłonąłem Konesera, obiecałem sobie, że bardzo szybko sięgnę po Bestseller, czyli następną w serii powieść Joanny Opiat - Bojarskiej. Niezmiernie zaciekawiły mnie dwie kwestie: pierwsza - jak potoczyły się losy policjantów z Poznania oraz druga - czy Bestseller to rzeczywiście powieść na miarę odważnego i prowokacyjnego tytułu. Zatem po kolei.

Podkomisarz Przemysław Burzyński i aspirant Michał Majewski, których poznaliśmy przy poprzedniej sprawie, znów mają ręce pełne roboty. W Poznaniu, które literacko wyrasta na wybitnie mordercze miasto, ginie zwyciężczyni literackiego talent show Bestseller - sympatyczna księgowa, trzydziestokilkuletnia Emilia Sienkiewicz. Nieomal w przededniu publikacji jej drugiej książki, zostaje zamordowana przez włamywacza, na którego natrafiła po powrocie do domu. Jednak dziwne zachowanie jej narzeczonego zaniepokoiło policjantów, a to dopiero początek intrygi pełnej kłamstw i  niedomówień, w której kryminalne śledztwo miesza się z barwnym i niepozbawionym ironicznego wydźwięku opisem rzeczywistości.

Joanna Opiat - Bojarska wzięła w Bestsellerze na tapet niezwykle interesujący temat. Morderstwo zwyciężczyni programu telewizyjnego potraktowała jako pretekst do pokazania od kulis funkcjonowania nie tylko popularnych talent shows, ale i rynku wydawniczego w Polsce. Celnie i z humorem, a może nawet z odrobiną autoironii opisała od kuchni codzienność pisarzy, wydawców, dziennikarzy i blogerów. Gdybym od pewnego czasu nie funkcjonował gdzieś na obrzeżach blogosfery, to pewnie w niektóre z opisanych sytuacji trudno byłoby mi uwierzyć. A tak - trudno się nie zgodzić z pewnymi mechanizmami, które zostały w Bestsellerze opisane. Trzeba jedna przyznać, że autorka wszystkich (nas) potraktowała równo, nie oszczędzając specjalnie również swojej głównej bohaterki - pisarki, która dla sławy i pieniędzy była gotowa posunąć się dalej, niż nakazywałyby tego zasady choćby dobrego wychowania. Przyznam, że ekscytujące jest zajrzeć choć przez chwilę za kulisy świata telewizyjnego blichtru i wielkich emocji, żeby z bliska dostrzec dyktę i manipulację emocjami odbiorców.

Nie można jednak zapomnieć że Bestseller, choć z rozbudowanym i celnym w punkt opisem rzeczywistości, to także rasowa powieść kryminalna. Autorka ponownie zaprasza czytelników do śledzenia poczynań Burzy i Młodego, których dzielnie wspomaga antropolog sądowa Anita Broll. Fabuła znów jest tak skomplikowana, że trudno połapać się w tym, co ważne dla śledztwa, a co tylko skutecznie odwraca uwagę od istotnych informacji. Nie warto za mocno rozgryzać pomysłu autorki na finał, bo i tak jest zaskakujący. Książkę naprawdę czyta się błyskawicznie, a że została napisana z werwą i językowym nerwem, to przyjemność staje się tym większa. I tylko szkoda, że powieść tak szybko się kończy.

Mocną stroną książki Joanny Opiat - Bojarskiej są jej bohaterowie. Policjanci, choć każdy inny, naprawdę dobrze się uzupełniają, zdecydowanie więcej ich łączy, niż dzieli. Burza wprawdzie znów ma problemy rodzinne (ależ ta jego żona jest irytująca), ale Młody tak jakby się ... ustatkował - zawodowo i prywatnie. Ich wzajemne relacje, podbite dużą dawką testosteronu są może szorstkie, ale jednak szczere. Trudno nie lubić Anity, która nadal próbuje (i coraz lepiej jej to wychodzi) odnaleźć się w nowej sytuacji. Mam więc nadzieję, że tę trójkę jeszcze zobaczymy w akcji - szkoda by było zmarnować tkwiący w nich potencjał - pisząc wprost - liczę na więcej historii kryminalnych.

www.instagram.com/nowalijki

Bestesller to także sporo ciekawych informacji na temat pracy policjantów i patologów sądowych. Podczas lektury powieści da się wyczuć staranne przygotowanie pisarki, bardzo dobrą znajomość różnych procedur, które podane w przystępnej formie, uwierzytelniają opowiadaną historię. 

Wracając na koniec do pytania, czy Bestseller to ... bestseller? Nie wiem, jakie zdanie na ten temat ma sama autrorka, ale w moim odczuciu książka ma wszystkie atuty, aby się nim stać. Zawiła, sprawnie poprowadzona intryga, ciekawy temat i sympatyczni główni bohaterowie to przepis na  gwarantowany sukces wydawniczy. 

I nie, nie otrzymałem darmowego egzemplarza do recenzji od wydawnictwa, więc możecie uznać, że nie piszę pod żadną tezę - jeśli wiecie, co mam na myśli. Jeśli nie wiecie - to sięgnijcie po Bestseller, żeby się przekonać o czym piszę.  

I tak - puszczam do Was perskie oko. Sami zadecydujcie, w której kwestii.

Nowalijki oceniają 5/6



czwartek, sierpnia 04, 2016

Fremantle - część II

Fremantle - część II
FREMANTLE - CZĘŚĆ II

W części pierwszej dostępnej tutaj skupiłem się na plaży i oceanie. Dziś zapraszam na krótki spacer po jednym z najbardziej urokliwych kurortów i ośrodków akademickich w tej części Australii.



































































Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger