piątek, 1 kwietnia 2016

"Miasto krwi. Saga wschodnia" Kamil Dziadkiewicz

www.novaeres.pl
Informacje o książce:

autor: Kamil Dziadkiewicz
tytuł: Miasto krwi. Saga wschodnia

wydawnictwo: Novae Res
miejsce i rok wydania: Gdynia 2016
liczba stron: 336

egzemplarz: recenzencki










Przy okazji recenzowania innej powieści napisałem, że fantasy, czy też fantastyka nie należy do mojego ulubionego gatunku literackiego. Jednak jako nałogowy czytelnik lubię poznawać nowe obszary literackie, żeby poszerzyć swoje horyzonty myślowe. Kiedy autor Miasta krwi, pierwszego tomu Sagi wschodniej, Kamil Dziadkiewicz zwrócił się do mnie z pytaniem o możliwość zrecenzowania jego powieści, zgodziłem się właściwie od razu. Zaintrygowała mnie notatka o fabule na okładce i przyznam, zaciekawiło mnie, co debiutujący autor opisał w swojej historii. Ponieważ ostatnio czytelnicza intuicja mnie nie zawodzi, spotkanie z Miastem krwi okazało się interesującym doświadczeniem, a lektura powieści wciągająca i emocjonująca.

Miasto krwi przenosi czytelników w czasie. Jest wiek XVII, okres pełen burz i niepokojów. Trwają wojny religijne, krwawe i bezwzględne potyczki o władzę materialną i dusz. Targają one królestwem Salgingardu i jego głównym miastem Hyrufem, w którym toczy się większość akcji powieści. Miasto, jak we wstępie wspomina sam autor, wzorowane jest na Londynie, co pozwala zbudować wiarygodną wizję świata przedstawionego w książce. Hyruf będzie areną wielu, niekoniecznie dyplomatycznych wymian ciosów, a ulicami miasta nie raz popłynie krew.

Głównym bohaterem historii jest Mulgih Thadur, którego charakterystyczną cechą jest sparaliżowana część twarzy. Chłopak nie ma łatwego życia; poniżany i bity przez ojca, nie wytrzymuje presji i psychicznych tortur i decyduje się na ostateczne rozwiązanie. Zabija ojca, pozoruje jego samobójstwo i przynajmniej na chwilę ma szansę poczuć się wolnym człowiekiem. Niestety, jego poczynania obserwuje wysłannik Garlona, największego przestępcy w mieście. Szantażowany Mulgih zostaje zmuszony do działaności na obrzeżach prawa, a to dopiero początek długiej drogi, którą będzie musiał przebyć w swoim życiu.

Spodobało mi się to, w jaki sposób autor konstruuje fabułę swojej powieści. Od czasu do czasu przeskakuje w czasie, pokazując Mulgiha w nowej sytuacji życiowej. Dzięki takiemu zabiegowi stylistycznemu łatwiej jest ominąć mniej istotne dla budowania fabuły elementy, a skupić się na osobie głównego bohatera, który jest postacią dynamiczną. Na oczach czytelnika przechodzi przemianę wewnętrzną; zyskuje sprzymierzeńców i wrogów, dokształca się, wspina się na drabinie społecznej. W ostatnich scenach książki mało przypomina zastraszonego chłopaka z początku opowieści. Staje się jednym z filarów Reformatorów, ugrupowania, które za cel postawiło sobie bezwzględną walkę z duchowieństwem. Autor urywa swoją opowieść w bardzo ważnym momencie, pozostawiając niedosyt i zapowiadając tym samym kontynuację. Mulgih, który przy okazji jest również narratorem Miasta krwi, to bohater przechodzący metamorfozę - doświadczony przez los, ale potrafiący zadbać o siebie, zdobyć szacunek i poważanie, ale jak każdy w niebezpiecznych czasach, nieznający dnia ani godziny. 

Wydarzenia opisywane w Mieście krwi za tło mają uniwersum stworzone przez autora, który zadbał o najdrobniejszy szczegół. W tradycji powieści fantasy jest, aby opowieść miała własny świat i tak dzieje się w omawianej powieści. Hyruf jest miastem ciekawie i plastycznie opisanym, trochę w staroświeckim stylu, co należy odebrać jako komplement. Pisarz zadbał o detale, stworzył charakterystyczne dla wielkiego miasta miejsca, pokazał jego życie codzienne. Ba, mieszkańcy posługują się nawet własną walutą. Opisy nie obciążają tempa akcji, są integralną częścią fabuły, stanowią uzupełnienie wydarzeń z życia Mulgiha. Rzeczywistość metropolii z XVII wieku zamieszkuje wielu bohaterów, bardzo różnorodnych, groźnych, śmiesznych, ale zawsze mniej lub bardziej ważnych dla Mulgiha. Przez moment miałem wrażenie, że jest ich za dużo, bo łatwo się pogubić w gąszczu obco brzmiących imion i nazwisk. Ich obecność w powieści jest jednak dobrze uzasadniona, więc to może tylko moje subiektywne odczucie. 

www.nowalijki.blogspot.com


Miasto krwi Kamila Dziadkiewicza to udany debiut literacki, będący zgrabnym połączeniem powieści fantasy, kryminału i opowieści historycznej. Fantastyka w ujęciu autora zaskakuje, bo w książce nie ma smoków, elfów i krasnoludów, choć wielu czytelników dostrzeże subtelne nawiązania do legend i podań. Powieść ma tak starannie zbudowaną, wiarygodną przestrzeń, iż łatwo zapomnieć, że czyta się fikcję literacką. Autor sprawnie posługuje się językiem, nie ucieka od dosadności; trudno bowiem inaczej opisać pijackie wybryki w karczmie, czy wymyśle tortury. Pokazanie knowań przeciwników politycznych i religijnych, wojny religijne i dyplomatyczne intrygi skutecznie przykuwają do lektury. 


Wspomniałem wcześniej, że autor urywa opowieść w bardzo ciekawym momencie, który po raz kolejny może zmienić życie Mulgiha. Kamil Dziadkiewicz poinformował niedawno w mediach społecznościowych, że jest w trakcie pisania kontynuacji. Wypada mieć tylko nadzieję, że na kolejny tom Sagi wschodniej nie trzeba będzie długo czekać. 
Polecam, warto sięgnąć po tę debiutancką powieść -  dobra rozrywka z historią w tle - gwarantowana.


I jeszcze zdecydowanie polecam stronę autora www.kamildziadkiewicz.com 
gdzie warto zapoznać się z przypisami do powieści. Przyznam, robią duże wrażenie. 


Nowalijki oceniają: 5/6


Dziękuję autorowi Panu Kamilowi Dziadkiewiczowi 
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








4 komentarze:

  1. Muszę przyznać, że również nie przepadam za fantastyką, jednak nie skreślam tego gatunku :) Właściwie po Twojej recenzji jestem ciekawa tego debiutu. Lubię, kiedy w książce dopieszczone są szczegóły, a tu widzę, że są :)

    Pozdrawiam serdecznie
    KrainaKsiazkaZwana

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie warto zainteresować się tym debiutem, też nie jestem fanem gatunku, jednak powieść pochłonąłem i jestem usatysfakcjonowany :) Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć :-) mamy podobne wrażenia, co bardzo mnie cieszy.

      Usuń
    2. :) No tak, zdaje się, że rzeczywiście mamy podobny gust literacki. Co mnie niezmiennie cieszy :)

      Usuń

Dziękuję za wizytę i komentarz. Zapraszam ponownie. Tomasz Radochoński/Nowalijki