sobota, marca 12, 2016

"Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć" Kuba Wojtaszczyk PRZEDPREMIEROWO

wwwwydawnictwoakurat.pl
Informacje o książce

autor: Kuba Wojtaszczyk
tytuł: Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

wydawnictwo: Akurat
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016

liczba stron: 303

egzemplarz: recenzencki









Kuba Wojtaszczyk, pisarz i kulturoznawca, autor ciekawego debiutu z 2014 roku -  Portretu trumiennego (recenzja tu) powraca z nową powieścią o intrygującym tytule Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć. Pisarz ponownie podejmuje tematykę związaną z polską rzeczywistością, ale tym razem akcja jego książki rozgrywa się w przestrzeni wielkiego miasta, czyli Poznania. Bohaterami są dwudziesto - i trzydziestolatkowie, którym przestaje wystarczać stabilizacja, sprowadzająca się do zadowolenia z  ciepłej wody w kranie, a obietnice którymi ich mamiono, za nic nie chcą się ziścić. Zderzenie marzeń i oczekiwań, złudnie podsycanych na studiach, z twardą ścianą codzienności rodzi frustrację, której potrzeba tylko iskry, aby przerodziła się w coś więcej. 

W piwnicy jednej z poznańskich kamienic policja dokonała makabrycznego odkrycia; znaleziono czterdzieści trzy trumienki z martwymi chomikami. Kiedy na komendę zgłosił się sprawca tego haniebnego czynu, okazało się, że to dwudziestoczteroletni student Uniwersytetu Artystycznego - Radomir W. Oskarżony bronił się tłumacząc, że szokujące odkrycie to w rzeczywistości instalacja artystyczna, którą student chciał zwrócić uwagę na problemy młodych ludzi na rynku pracy. Radomir W. nawet nie zdawał sobie sprawy, jakie konsekwencje będą mieć jego słowa. 

W pewnym poznańskim mieszkaniu poznajemy właściciela lokalu i jego współlokatorów. Witold Szpak to zubożały angielski lord, którego w zamierzchłych latach osiemdziesiątych w polskim zbożu porzuciła brytyjska rodzina królewska. Weronika Krzeplińska, doktorantka polonistyki, oraz Adam  - drwaloseksualny właściciel kwiaciarni Angielska Róża i jego chłopak Evan - Brytyjczyk z polskimi korzeniami, rzeźbiarz od kilku dobrych lat ciągle w przedsionku kariery. Początkowo ich drogi krzyżują się tylko w przedpokoju i kuchni wspólnego mieszkania, ale już wkrótce przyjdzie im się skonfrontować w mało przyjaznej przestrzeni miasta. Bohaterów nowej powieści Kuby Wojtaszczyka poznajemy w momencie przełomowym, zapowiadającym rychłą katastrofę. Witold, po raz kolejny przeżywa swoje nieszczęśliwe dzieciństwo, Weronika dowiaduje się, że jej promotorka wyjechała na długie wakacje (a doktorat rozbabrany), związek Adama i Evana przechodzi kryzys. Właściwie w kryzysie jest Evan, który był dobrze zapowiadającym się artystą, ale zaraz po dyplomie utknął w martwym punkcie i w Angielskiej Róży. Tym trojgu wystarczy jedynie iskra, aby doszło do wybuchu. I dochodzi. Tymczasem w mieście zaostrza się protest w obronie Radomira W. Studenci i absolwenci kierunków humanistycznych protestują przeciwko braku pracy i perspektyw, niskim zarobkom, umowom śmieciowym i marnym widokom na przyszłość. Witold, a z pewnością Evan i Weronika, która staje się niekwestionowaną przywódczynią fali protestów, zostają wciągnięci w sam środek wydarzeń. 

Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć to powieść na wskroś współczesna, poruszająca drażliwe, ale i niezwykle ważne problemy społeczne. Autor skupia uwagę na młodych ludziach; studentach, doktorantach lub absolwentach wyższych uczelni humanistycznych i artystycznych. To oni startują w dorosłe (również zawodowe) życie z pozycji, z góry wyglądającej na przegraną. Wraz z końcem studiów, często opłacanych przez rodziców lub dzięki stypendiom, okazuje się, że kapitalistyczna gospodarka nie ma im niczego do zaoferowania. Tak jak Evanowi, który w pewnym momencie zarzuca swojej promotorce, że uczelnie okłamują swoich studentów, wmawiając im, że są wybrańcami losu. Szara rzeczywistość bardzo szybki weryfikuje takie poglądy i mocnym gestem sprowadza na ziemię. Ich mała stabilizacja, wraz z końcem nauki, niebezpiecznie zbliża się do małej Apokalipsy. Nie dziwi więc, że kiedy Radomir W. ogłasza prawdziwy powód swojego czynu, fala zniecierpliwienia, goryczy, czy ... (i tu można użyć mocniejszego słowa) przelewa się, a Poznań pogrąża się w chaosie. Studenci, hipsterzy, aktywiści miejscy, feministki i co najważniejsze - sponiewierani humaniści, idą ramię w ramię ku zwycięstwu. Niestety, mało chwalebna tradycja przegrywania powstań i zrywów narodowych wciąż tkwi w polskich genach i szybko ten pech daje o sobie znać. Kolejny romantyczny zryw, który kiedyś zagnał Cezarego Barykę na Belweder, a dziś oderwał wielkomiejską młodzież od iPhone'ów i latte na chudym mleku. Co z tego, skoro efekt pozostawia wiele do życzenia? 

Mimo aktualnej tematyki, powieść Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć nie ma w sobie nudnej publicystyki. Owszem, autor sam przyznaje, że jego opowieść bazuje na wątkach z życia jego i jego pokolenia, ale są to problemy dość uniwersalne. Jako humanista z urodzenia, zamiłowania i wykształcenia, trochę starszy od autora i jego bohaterów, mogę pod wieloma tezami podpisać się obiema rękami. Trudno bowiem nie zauważyć tego wszystkiego, co zmusiło bohaterów powieści do jeszcze jednego zrywu i buntu przeciwko władzy, czy szerzej XIX - wiecznej wizji kapitalizmu.

To, co wyróżnia drugą powieść Kuby Wojtaszczyka, to specyficzny i rozpoznawalny już po kilku pierwszych stronach styl prowadzenia narracji i język opowieści. Autor, mimo poruszania ważkich treści, nie unika humoru, choć nierzadko jest on gorzki. Mniej lub bardziej zgrabnie miesza groteskę i absurd z realizmem. Jego bohaterowie miotają się, walcząc ze sobą i innymi,  często jednak  sami nie wiedzą, czego chcą. Purenonsens i czarny humor, połączony z metaforyzacją języka, tworzy koktail dość wybuchowy i skierowany raczej do odbiorcy, który lubi bawić się konwencjami literackimi. Czytając powieść, nie sposób nie przywołać tekstów Gombrowicza, czy opisów absurdów współczesności w stylu Mrożka. Autor snuje narrację trochę w starym stylu, dość gęsto, z zawijasami, bawiąc się słowem. Jest bowiem w powieści wiele smaczków,  niuansów, które można przegapić, skupiając się jedynie na śledzeniu fabuły. Pomysł z pomieszaniem realnej i absurdalnej wizji niedalekiej przyszłości może wydawać się ryzykowny, ale myślę, że autorowi ten zabieg stylistyczny się udał. 


www.wydawnictwoakurat.pl

Wraz z wydaniem Kiedy rodzi się przemoc, lubię patrzeć, jej autora czeka zmierzenie się z syndromem drugiej książki. W mojej opinii Kuba Wojtaszczyk wychodzi z tej konfrontacji obronną ręką. Widać, jak ewoluuje sposób pisania, przy zachowaniu wypracowanego przy debiucie stylu; podoba mi się podjęcie aktualnego tematu, ale przedstawienie go w niestandardowej formie. Oczywiście, ktoś może przyczepić się, że bohaterowie powieści są narysowani (a nawet przerysowani) grubą kreską, czy tego, że autor uśmiecha się do nich, wytykając im pewne cechy i zachowania, czy może jednak się z nich wyśmiewa - to pewnie zależy w dużej mierze od nastawienia do powieści. Myślę też, że w tym literackim szaleństwie jest metoda.
Jestem zdecydowanie na tak. Polecam, bo dobrej polskiej literatury współczesnej nigdy za dużo. 
I pamiętajcie przy okazji słowa Gogola Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.

Nowalijki oceniają: 5/6







za udostępnienie książki do recenzji przedpremierowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger