niedziela, listopada 29, 2015

"Mężczyźni bez kobiet" Haruki Murakami

"Mężczyźni bez kobiet" Haruki Murakami
Informacje o książce:

autor: Haruki Murakami
tytuł: Mężczyźni bez kobiet
tytuł oryginału: ONNA NO INAI OTOKOTACHI
przekład: Anna Zielińska - Elliott

wydawnictwo: Muza
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 320

egzemplarz: zakup własny



Zacznę od końca. Uwielbiam powieści Haruki Marukamiego i nie przepadam (generalnie) za opowiadaniami. Doceniam jednak kunszt pisarski twórców, którzy odnajdują się w tej niełatwej formie literackiej. Nie jest bowiem prosto stworzyć opowiadanie niewielkich rozmiarów, o interesującej tematyce, napisane ciekawym językiem, bez skrótów, ale i niepotrzebnych dłużyzn. Murakamiemu ta sztuka udała się. Jak zwykle. 

Mężczyźni bez kobiet to zbiór siedmiu opowiadań, których motywem przewodnim jest miłość, a właściwie jej brak, mężczyźni i (wbrew tytułowi) również kobiety. Każde z opowiadań porusza inny aspekt związany z miłością, zawsze jednak dotyka ważkich kwestii budowania relacji, rozpadu związków, wszechobecnej samotności, niezrozumienia dla otaczającego świata. 

W każdym z tekstów pojawia się inny mężczyzna - od młodego studenta, poprzez popularnego aktora, odnoszącego sukcesy  chirurga plastycznego - po zwykłych mieszkańców wielkich miast. Przez ich życie przewijają się różne kobiety, nie tylko żony i kochanki, a także przelotne znajome, będące odskocznią od codzienności i samotności. Nie ma jednak znaczenia ich rola społeczna, gdyż każda z nich odciska swoje piętno na życiu i uczuciach mężczyzn. Murakami nie unika drażliwych kwestii damsko - męskich, pokazując szeroki wachlarz zachowań i przeżyć. Oto młody Kitaru, student Wydziału Literatury, otrzymuje od przyjaciela propozycję spotykania się z jego dziewczyną. Doktor Tokai, wieczny kawaler i playboy, zakochuje się tak mocno, że uczucie go zabija. Wspomniany wcześnie aktor Kafuku postanawia zaprzyjaźnić się z ostatnim kochankiem zmarłej żony po to tylko, aby mieć z kim przeżyć czas żałoby. Jest też Kino, który boleśnie przeżywa, wydawałoby się mało go absorbujący, rozwód z niewierną żoną. Każda historia jest inna, każda ma trochę odmienny wydźwięk, ale wszystkie sprowadzają się do pokazania, w sposób wyważony i umiarkowany w odczuciach, świat mężczyzn bez kobiet. 

Styl pisarski Murakamiego - prosty, czysty, czasem wręcz chłodny i pozbawiony emocji - znakomicie oddaje ducha opowiadań. Jego bohaterowie to zwyczajni mężczyźni, którzy muszą mozolnie zmagać się nie tylko z codziennością, ale i własnymi uczuciami. Zmuszeni są do przewartościowania swojego świata, do czego prowadzi często relacja z kobietą, samotność po jej odejściu lub tęsknota za miłością, która nie chce nadejść. Mężczyźni w tych opowiadaniach są bezbronni i nadzy, jak George Samsa, jedna z postaci w opowiadaniu nawiązującym do utworu F. Kafki. 


W Mężczyznach bez kobiet Murakami prezentuje paletę swoich literackich możliwości. Są więc w zbiorze teksty humorystyczne, dużo jest realizmu (za co lubię go najbardziej), ale pojawiają się elementy z pogranicza realizmu magicznego. Nie brakuje też, tak rozpoznawalnego klimatu opowieści: bohaterowie słuchają dużo starej, amerykańskiej muzyki, trochę przesiadują w barach, mieszkają w bezosobowych hotelach, dyskutują o baseballu. Towarzyszy im nieopisany smutek, melancholia, nostalgia i niewypowiedziana tęsknota za utraconym szczęściem, słowem Weltschmerz w japońskim wydaniu.

Wspomniałem na początku, że nie lubię opowiadań. Zawsze są dla mnie za krótkie, nie mam możliwości lepszego zapoznania się z bohaterami, którzy szybko znikają. To uczucie towarzyszyło mi  także podczas lektury Mężczyzn bez kobiet. Każdy z tych tekstów mógłby spokojnie rozwinąć się do pełnowymiarowej powieści. Na wiele pytań brak odpowiedzi, a kilka wątków zostało przerwanych.

Na koniec dodam, że dla czytelników, którzy nie znają książek Murakamiego, ten zbiór może być dobrym punktem wyjścia, przed podjęciem decyzji o sięgnięciu po wcześniejsze powieści autora. A jego fani z przyjemnością dostrzegą pewne wątki, zdarzenia i miejsca, które już pojawiły się we wcześniejszych książkach japońskiego pisarza.

Nowalijki oceniają: 5/6

środa, listopada 25, 2015

"Dygot" Jakub Małecki

"Dygot" Jakub Małecki
Informacje o książce

autor: Jakub Małecki
tytuł: "Dygot"

wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
miejsce i rok wydania: Kraków 2015
liczba stron: 320

egzemplarz: Legimi bez limitu





Po powieść Dygot Jakuba Małeckiego, tłumacza i pisarza, sięgnąłem dopiero po przeczytaniu kilku entuzjastycznych recenzji (i może jednej krytycznej). Charakterystyczna okładka mignęła mi na Targach Książki w Krakowie, ale wtedy pomyślałem, że to kolejna z wielu pozycja Young Adult, albo powieść fantasy. To jeszcze jedna nauczka, aby nie oceniać książki po okładce...

Dygot to nietypowa saga rodzina, której akcja toczy się w latach 1938 - 2004. Specyficzna, bowiem język powieści, sposób narracji i kreacje bohaterów wymykają się jednoznacznej klasyfikacji, o czym jeszcze w dalszej części tej recenzji.

Dwie rodziny - jedna mieszkająca we wsi Piołunowo i druga - w oddalonym o kilkanaście kilometrów Kole. Łączą ich klątwy, lekko rzucone w chwili upokorzenia, ale z konsekwencjami na całe pokolenie.
Rodzinę Łabendowiczów z Piołunowa przeklina Niemka, Frau Eberl, którą jeden z bohaterów - Janek - miał bezpiecznie wywieźć z wyzwolonych przez Armię Czerwoną terenów i którą wraz z dziećmi porzuca na pastwę losu. W wyniku rzuconej klątwy na świat przychodzi bezbarwny syn - albinos - Wiktor. A Janek do końca życia będzie miał z tym wydarzeniem wyrzuty sumienia.
W Kole, na Bronka Geldę klątwę rzuca Cyganka, a efektem uroku jest poparzenie i oszpecenie jego ukochanej córki Emilii. Oba przekleństwa na zawsze zmienią bieg życia obu rodzin, niespodziewanie splatając ich wspólne losy, dostarczając chwil radosnych, których będzie zdecydowanie mniej niż bólu, upokorzenia, niezrozumienia i śmierci.

Klątwa, urok, anatema to dopiero punkt wyjścia, początek opowieści. Dygot ma kilku bohaterów, których skomplikowane losy poznajemy na przestrzeni lat. Janek i Irenka Łabanowiczowie - rodzice Kazimierza i Wiktora, Bronek i Hela Gelda - rodzice oszpeconej Emilki, a także cała galeria postaci dziwnych i niepokojących, jak choćby stara Dojka, czy Strzępek, o których czasem trudno napisać, że w pełni należą do świata realnego. 

Powieść Małeckiego obejmuje kilka wątków. Do najważniejszego należy zaliczyć życie innego, czyli albinosa Wiktora, którego zabobonni i niewykształceni sąsiedzi co chwilę oskarżają o wszystkie nieszczęścia świata. Nietolerancja i zabobon mieszają  się z religijnym fanatyzmem, tworząc w prowincjonalnym Piołunowie atmosferę zagrożenia i niepewności. W przypadku Wiktora ucieczka przed ludźmi, ale i samym sobą przybierze dramatyczny obrót, a prawdę o nim odkryje po latach syn Wiktora - Sebastian. Trochę inaczej jest w przypadku Emilii, której inność fizyczna na lata utrudni budowanie relacji z mężczyznami, ale która ostatecznie znajdzie dla siebie miejsce na ziemi. Autor na przykładzie członków obu rodzin pokazuje, jaki wpływ na życie mają takie, a nie inne decyzje, które determinują życiowe wybory, czy kształtują sposób postrzegania świata. Istotna jest także rola przypadku i fatum, od których nie ma odwrotu, nie ma ucieczki.

Świat w Dygocie zmienia się tak, jak zmienia się czas poszczególnych części powieści. W tle można zaobserwować zmiany zarówno w obyczajowości, jak i funkcjonowaniu przekształcającej się wciąż rzeczywistości. Za każdym jednak razem diagnoza społeczeństwa opisywana przez Małeckiego stawia  naród w niezbyt jasnym świetle. Obraz prowincji (wiejskiej i małomiasteczkowej) budzi politowanie i odrazę, drażni zacofaniem i ograniczonym horyzontem myślowym.



Wielkim atutem Dygotu, obok zaskakującej i interesująco prowadzonej fabuły, jest sposób narracji i konstrukcja świata w książce. Wspomniałem na wstępie, że powieść Małeckiego to saga, ale saga w krzywym zwierciadle, saga uszkodzona, przekręcona. Mikrokosmos Piołunowa, Koła i w pod koniec również Poznania, to rzeczywistość balansująca na granicy jawy i snu. Realizm magiczny miesza się z naturalizmem i wyolbrzymioną brzydotą oraz nostalgicznymi, wręcz poetyckimi opisami, które nie pozostawiając czytelnikowi złudzeń, co do intencji bohaterów. Część postaci z Dygotu przynajmniej jedną nogą tkwi w świecie ludowych ballad, wierzeń i guseł, przywołując dalekie echa różnych tekstów literackich. Przyznam, że tak skonstruowana fabuła wciągnęła mnie nieomal natychmiast, zmuszając do zachłannego pochłaniania kolejnych rozdziałów. Swoboda, z jaką autor przemierza różne obszary literackie, jest imponująca. Jego bohaterowie, choć pokiereszowani psychicznie i fizycznie, uwikłani w konwenanse, budzą jednocześnie sympatię i litość, szczególnie kiedy czytelnik uświadamia sobie, że w niektórych z nich może zobaczyć cząstkę siebie samego. 

Dygot Jakuba Małeckiego to mocna, wciągająca i intrygująca lektura. Być może nie dla każdego czytelnika. Na pewno jednak dla takiego, który nie boi się wejść do świata jednocześnie odległego i niepokojąco bliskiego. Na mnie książka zrobiła duże wrażenie. Jest jedną z tych pozycji, które na długo zostają w pamięci.

Nowalijki oceniają: 6/6



piątek, listopada 20, 2015

"Sufrażystki" Lucy Ribchester

"Sufrażystki" Lucy Ribchester
Informacje o książce

autorka: Lucy Ribchester
tytuł: Sufrażystki
tytuł oryginału: The Hourglass Factory
przekład: Robert Waliś

wydawnictwo: Marginesy
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 432

egzemplarz: Legimi bez limitu



Sufrażystki to debiut literacki szkockiej pisarki Lucy Ribchester, absolwentki studiów poświęconych literaturze angielskiej i twórczości Williama Szekspira.

Akcja Sufrażystek dzieje się w Londynie w roku 1912. Miasto żyje  spektakularnymi działaniam kobiet walczących o swoje prawa. W świecie zdominowanym przez mężczyzn muszą działać siłą i podstępem, aby szeroka opinia publiczna zwróciła uwagę na problemy kobiet na początku XX wieku. Wybijanie szyb, demonstracje, płomienne przemówienia, to codzienność sufrażystek oraz skrajnie radykalnego odłamu - sufrażetek. Jednym z podstawowych postulatów ruchu było uzyskanie praw wyborczych dla kobiet, co stało się faktem prawie dekadę po wydarzeniach opisywanych w powieści Ribchester.

Jedną z bardziej malowniczych postaci Londynu tamtych czasów była znakomita akrobatka, artystka i sufrażetka Ebony Diamond. Postać na tyle ciekawa i tajemnicza jednocześnie, że budziła zainteresowanie mieszkańców miasta. Jedna z dziennikarek, Frankie George postanawia przeprowadzić z nią wywiad, nie mając nawet cienia świadomości, że tym samym wpakuje się w niezłe kłopoty. Frankie, nosząca się po męsku, chodząca w spodniach i nie wylewająca za kołnierz, to wiodąca postać w powieści. Pracuje w London Evening Gazette, tytule o marnej reputacji, pisząc kronikę towarzyską wspólnie z niejaką Iskierką, byłą utrzymanką i kobietą doświadczoną życiowo. Kiedy więc nadarza się okazja, aby wybić się na temacie znanej osoby - Frankie podejmuje się tego karkołomnego zadania.

Pech chce, że Ebony Diamond znika, a mniej więcej w tym samym czasie zostają zamordowane dwie osoby, które mogą mieć ze zniknięciem sufrażetki wiele wspólnego. Początkowo nic nie wskazuje na związek między tymi wydarzeniami, ale później wszystko zaczyna układać się w jedną całość. Zwieńczeniem powieści jest bardzo zaskakujący finał, wyjaśniający skomplikowaną fabułę. 

Czytając Sufrażystki należy wspomnieć dwa wątki. Pierwszy dotyczy tajemniczego Kluby Klepsydr, którego osnową jest motyw gorsetu, jako erotycznego fetyszu. Dzięki gorsetom poznajemy tajemniczą i pikantną stronę Londynu, odwiedzamy zakamuflowane kluby i podejrzane teatrzyki West Endu, ale i odkrywany, czym tak naprawdę zajmowały się szwaczki, szyjące tę część garderoby. Z gorsetami związana jest śmierć jednego z bohaterów książki. Śmierć, co trzeba przyznać, nietypowa.

Drugi watek, bardziej może poważny, związany jest z inspektorem Scotland Yardu - Frederickiem Primrosem, który przez przełożonych został wytypowany do rozpracowania siatki sufrażetek w mieście. To postać, która jest rozdarta między koniecznością wykonywania rozkazów a własnymi przekonaniami. Inspektor stara się za wszelką cenę pogodzić te dwa światy, ale nie zawsze mu to wychodzi. Angażuje się w śledztwo, próbując pokazać, że wywrotowa działalność kobiet jest podyktowana potrzebą zmian.


Sufrażystki Lisy Ribchester to kryminał historyczny, w którym fikcyjne postaci i wydarzenia mieszają się z prawdziwymi bohaterami, zdarzeniami i miejscami. Autorce udało się zatrzeć tę cienką granicę, dzięki czemu wymyślone przez nią sytuacje i osoby zyskują głębię. Nie jest to tylko kryminał, choć oczywiście są w książce mocno zarysowane wątki typowe dla powieści sensacyjnych. Nie jest to także powieść historyczna, choć pojawiają się bohaterki z opracowań na temat sufrażystek. Autorka przemyca zresztą wiele drobnych informacji, które wyszukała w źródłach, przygotowując się do pracy nad książką. Duże wrażenie może zrobić opis przymusowego karmienia więźniów - na początku XX wieku praktyka często stosowana w zakładach karnych. 

Wbrew klasyfikacji gatunkowej, Sufrażystki nie są lekką powieścią na dwa jesienne wieczory. Powieść porusza ważne tematy historyczne i społeczne, pokazując sposób myślenia ówczesnych ludzi. Działalność sufrażetek niebezpiecznie bliska jest wydarzeniom we współczesnym świecie, pokazując, że pewne zachowania nie zmieniły się od dekad. Wątek kryminalny, niesamowite wydarzenia, w których uczestniczy Frankie, to oryginalny pretekst do pokazania szerszego problemu, z którym Europa i świat zmagały się na początku nowego stulecia. Patrząc na nie z dzisiejszej perspektywy, można zarówno odetchnąć z ulgą, jak i poczuć nieprzyjemne mrowienie - wszak sufrażetki planowały spektakularny atak, co potwierdzają źródła historyczne ...

Nowalijki oceniają: 5/6

wtorek, listopada 17, 2015

"Katarzynka" Patrick Modiano

 "Katarzynka" Patrick Modiano
Informacje o książce

autor: Patrick Modiano
tytuł: Katarzynka
tytuł oryginału: Catherine Certitude
przekład: Regina Gręda

wydawnictwo: Czuły Barbarzyńca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
liczba stron: 96

egzemplarz: zakup własny



Patrick Modiano, laureat literackiej Nagrody Nobla, Katarzynkę napisał w 1988 roku. Ilustracje do historyjki wykonał współtwórca Mikołajka - René Goscinny. Pierwsze wydanie książki w Polsce pojawiło się dokładnie w 20 lat po francuskiej premierze.

Katarzynka to niewielkich rozmiarów historia, której narratorką i bohaterką jest tytułowa Katarzyna Certitude. W krótkich i jakże uroczych wspomnieniach przywołuje swoje dzieciństwo, spędzone w X dzielnicy Paryża. Dziś jest już dorosłą kobietą, ma własną córkę. Widok z okna nowojorskiego mieszkania, którego okna wychodzą na szkołę baletową, uruchamia wspomnienia sprzed 30 lat. 

W powieści (powiastce może) nie jest istotny ciąg przyczynowo - skutkowy akcji, ważniejsze są odczucia i wspomnienia narratorki, której życie było spokojne, ustatkowane i pełne miłości. Epicentrum  tego życia był ojciec - Georges - który wraz z odrobinę egzaltowanym wspólnikiem, Raymondem Casteradem, prowadził dość szemrany interes związany z handlem. Katarzynka nigdy  nie dowiedziała się, czym tak naprawdę zajmował się ojciec, zresztą całe jej życie składało się z niedomówień i tajemnic dorosłych. Dziewczynce specjalnie to nie przeszkadzało, ojciec zaś czynił wszystko, aby dziecko nie musiało zastanawiać się nad pewnymi nieścisłościami codzienności. Mama Katarzynki, Amerykanka tańcząca we francuskiej rewii, wyjechała do swojej ojczyzny. Po kilku latach dołączyli do niej mąż i córka. 

Katarzynka żyła jak typowa młoda paryżanka; po szkole chodziła na lekcje baletu u słynnej Madame Galiny Dismajłowej (to chyba oczywiste, że primabalerina we francuskiej powieści musi mieć rosyjskie korzenie), przyjaźniła się z koleżanką z zajęć Odile, której rodzice stali wyżej od ojca naszej bohaterki na drabinie społecznej. Okazali się zresztą niezłymi bufonami, ale ... to już  zupełnie inna historia. 

Rezolutna i inteligenta Katarzynka znakomicie radziła sobie w świecie niedomówień i przemilczeń, ze spokojem przyjmując coraz to nowe pomysły ojca i z takim samym nastawieniem czekając na to, co przyniesie kolejny dzień.


Miniaturowa powieść Patricka Modiano to przeurocza lektura, napisana w starym stylu. Kilkadziesiąt stron czyta się niezwykle szybko żałując, że historia tak szybko się kończy. Noblista wykreował w Katarzynce świat, za którym każdy z czytelników pewnie czasem tęskni: spokojny, pełen życzliwości i miłości, pozbawiony wad współczesności, pośpiechu i wszechobecnych mediów. 

Optymistyczna historia Katarzynki nie byłaby pełna, gdyby nie rysunki René Goscinnego, którego charakterystyczną kreskę znają  i kochają miliony czytelników Mikołajka. Katarzynka trochę nawet przypomina wspomnianego bohatera, a znajomy styl ilustracji jeszcze bardziej przyjaźnie nastawia i przyciąga czytelnika do historii Modiano. 

I tylko szkoda, że z Katarzynką przyszło nam się spotkać tylko raz i tylko przez kilkadziesiąt minut. Na szczęście to spotkanie niezwykle przyjemne, szczególnie w deszczowe, listopadowe popołudnie. 

Nowalijki oceniają: 6/6

niedziela, listopada 15, 2015

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood
Informacje o książce

autorka: Alex Marwood
tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe
tytuł oryginału: The Wicked Girls
przekład: Magdalena Koziej

wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 448


egzemplarz: Legimi bez limitu





Dziewczyny, które zabiły Chloe to debiut literacki (na polskim rynku wydawniczym) angielskiej dziennikarki, która ukrywa się pod pseudonimem Alex Marwood. Debiut, co na wstępie warto zaznaczyć - udany. Rekomendacja Stephena Kinga na okładce tym razem zgodna jest z moimi odczuciami, choć przypadek Dziewczyny z pociągu pokazał, że nie zawsze mam po drodze z opiniami mistrza.

W 1986 roku dwie jedenastolatki, Jade i Bel, zostają oskarżone o zamordowanie czteroletniej Chloe, siostry znajomej dziewczyn. Okrzyknięte przez prasę i opinię publiczną morderczyniami, lądują w różnych zakładach poprawczych, które na zawsze zmienią ich życie. Po latach, pod zmienionymi nazwiskami, wciąż na zwolnieniu warunkowym, prowadzą życie w różnych zakątkach Wielkiej Brytanii...

Współczesność. Nadmorskim, trochę podupadającym kurortem Whitmouth wstrząsają morderstwa młodych dziewczyn, które przyjeżdżały do miejscowości, aby dobrze się zabawić. W zapyziałym miasteczku narasta fala wzburzenia, umiejętnie podsycana przez artykuły w popularnych gazetach. Jedną z atrakcji miejscowości wypoczynkowej jest wesołe miasteczko Funnland, w którym pracuje Amber Gordon, jedna  z głównych bohaterek powieści. Bardzo długo  nie ma świadomości, że morderca młodych kobiet jest bliżej, niż mogło jej się wydawać. Do Whitmouth zjeżdżają się dziennikarze, aby relacjonować krwawe wydarzenia. Wśród nich jest Kirsty Lindsay, wolny strzelec, pracująca dla londyńskich brukowców. To kolejna, bardzo ważna postać w książce. Kiedy Amber i Kirsty niespodziewanie spotykają się podczas dziennikarskiego śledztwa, okazuje się, że obie dopadła dramatyczna przeszłość i nieoczekiwany splot wydarzeń znów je ze sobą połączy. A w Whitmouth ginie kolejna kobieta...

Trudno jest pisać o tej powieść, aby nie zdradzić czytelnikowi ważnych informacji na temat fabuły. A ta jest zaskakująco dobrze przemyślana i bardzo sprawnie opowiedziana. Akcja toczy się równocześnie w roku 1986 i współcześnie, powoli odsłaniając, zarówno kulisy zbrodni sprzed lat, jak i najnowszych wydarzeń. Czytelnik, krok po kroku, dowiaduje się coraz to nowych faktów, które w innym świetle pokazują wydarzenia i pod dużym znakiem zapytania stawiają słuszność wcześniejszych sądów.

W Dziewczynach, które zabiły Chloe, autorka bardzo zgrabnie połączyła gatunki literackie; obok wątków sensacyjnych istotne są również motywy psychologiczne. Powieść skupia się w dużej mierze na pokazaniu jak błędne decyzje, podjęte pod wpływem chwili i emocji rzutują na całe, również dorosłe życie. Ciągła ucieczka przed przeszłością, życie w kłamstwie i strachu przed ujawnieniem prawdy rujnuje bohaterki, skazuje na egzystencję w cieniu tragedii. Autorka, z zawodu dziennikarka, nie zostawia również suchej nitki na swoim środowisku zawodowym, pokazując, jak łatwo można manipulować odbiorcami artykułów, przeinaczać rzeczywistość i cynicznie narzucać interpretację. Ofiarami takich praktyk zostały także bohaterki powieści. Zaszczute i pozbawione możliwości obrony, w dorosłym życiu raz jeszcze staną przed tragicznym wyborem, który na moment przywoła wspomnienia z przeszłości.




Sięgając po Dziewczyny, które zabiły Chloe, nie miałem wielkich oczekiwań - ot, jeszcze jedna kryminalna historia na jesienny wieczór. Tym razem jednak mocno się pomyliłem, bo powieść jest wciągająca i intrygująca. Autorka bardzo dobrze skonstruowała fabułę, długo wodząc czytelnika za nos i nie zdradzając za szybko, kto zabił, dlaczego i czy na pewno fakty są takie, na jakie wyglądają? A nie wyglądają, co dociera do czytelnika dopiero w finale. Wątek psychologiczny i pokazanie mechanizmu dziennikarstwa rodem z brukowców wzbogacają treść, czyniąc z powieści coś więcej, niż tylko banalną historię Nadmorskiego Dusiciela. Akcja, która początkowo rozwija  się dość niemrawo,  w pewnym momencie nabiera tempa i pędzi do zaskakującego finału.  Finału, który pozostawia jednak pewien niedosyt, a już na pewno mocno zaskakuje czytelnika.

Miłośnicy inteligentnej literatury popularnej powinni zainteresować się zarówno tym tytułem, jak i samą autorką, której kolejna powieść jest już w drodze.

Nowalijki oceniają: 5/6

czwartek, listopada 12, 2015

"Funny Girl" Nick Hornby

"Funny Girl" Nick Hornby
Informacje o książce

autor: Nick Hornby
tytuł: Funny Girl
tytuł oryginału: Funny Girl
przekład: Magdalena Koziej

wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 416

egzemplarz: Legimi bez limitu






Nick Hornby, autor miedzy innymi Był sobie chłopiec, Wpadki i Wierności w stereo, w swojej najnowszej powieści zabiera czytelników do Londynu szalonych lat 60 - tych, ery Beatlesów i początków telewizyjnej rozrywki na szeroką skalę. 

Główną bohaterką powieści Funny Girl jest młoda mieszkanka prowincjonalnego Blackpool - Barbara, którą poznajemy w chwili, gdy wygrywa lokalny konkurs piękności. Dziewczyna nie jest zachwycona tym faktem, szczególnie, że do rywalizacji stanęła właściwie bez przekonania. Barbara mieszka tylko z ojcem, gdyż matka dziewczyny opuściła rodzinę dla innego mężczyzny. Rodzinę uzupełnia siostra ojca - ciocia Marie. Nasza bohaterka, obok atrakcyjnego wyglądu, ma też głowę na karku i marzy jej się życie inne, niż może oferować rodzinne miasto. Marzeniem Barbary jest zostać znaną aktorką komediową. W związku z tym, z dnia na dzień opuszcza Blackpool i wyjeżdża do Londynu, gdzie zaczyna karierę od ... roli sprzedawczyni w domu towarowym. I kiedy myśli, że nic dobrego już jej nie spotka, w wyniku zbiegu wielu okoliczności i przy pomocy odrobimy szczęścia, dostaje rolę w pilocie serialu komediowego BBC. Serialu, który z góry miał być skazany na szybkie skasowanie. Barbara na chwilę staje się Sophie Straw i dzięki wrodzonym walorom zewnętrznym i sprytowi nie tylko utrzymuje wymarzoną rolę, ale i szybko staje się popularna, a jej serial z tygodnia na tydzień zyskuje coraz więcej widzów. Aktorka romansuje z odtwórcą głównej roli męskiej, miesza szyki scenarzystom, poznaje blaski i cienie wymarzonego zawodu. Wraz z  Barbarą poznajemy kulisy tworzenia telewizji, walki o popularność i bitwę na oglądalność między stacjami telewizyjnymi. 

Funny Girl to powieść, której tytuł kojarzy się z musicalem z Barbrą Streisand. Tamten film był muzyczną komedią, powieść Hornby'ego to w założeniu lekkie i sympatyczne czytadło, osadzone w latach 60 - tych  ubiegłego wieku. Pomysł na książkę, choć niezbyt nowy, miał w sobie spory potencjał, szczególnie satyryczny i obyczajowy, ale chyba pisarz do końca go nie wykorzystał. Historia kariery Barbary z Blackpool jest mało zabawna, powieść zaś cechuje przegadanie i rozwlekłe tyrady, odchodzące od głównego wątku. Opisywany w książce serial utrzymuje się na antenie klika sezonów, w czasie których dowiadujemy się wielu, często nieistotnych informacji o bohaterach. W tle przewija się Londyn i jego atmosfera, ale to trochę za mało, aby uatrakcyjnić przeciętnie prowadzoną fabułę. Dodatkowo, polskiemu czytelnikowi może przeszkadzać nagromadzenie nazwisk i tytułów, które rozpoznawalne są być może dla przeciętnego odbiorcy kultury masowej z Wielkiej Brytanii, a nam nic lub prawie nic nie mówią. Na szczęście wydawca i tłumaczka zaopatrzyli powieść w przypisy, dzięki którym choć trochę łatwiej jest zrozumieć kontekst niektórych wypowiedzi i wątków. 



Z zaciekawieniem sięgnąłem po najnowszą powieść Nicka Hornby'ego, choć jego ostatnie książki niezbyt przypadły mi do gustu. Niestety, w tym przypadku okazało się ponownie, że znów nam nie po drodze. Z jednej strony w Funny Girl jest wszystko, za co da się lubić autora, ale z drugiej nostalgiczna wizja Londynu, widziana  z okien szacownej BBC, jakoś do mnie nie przemawia. Powieść do przeczytania i (niestety) do zapomnienia, choć ... scenariusz na film właściwie gotowy, wszak Hornby to przecież nominowany do Oscara scenarzysta. 

Nowalijki oceniają: 3+/6

sobota, listopada 07, 2015

"Utopce" Katarzyna Puzyńska

"Utopce" Katarzyna Puzyńska
Informacje o książce

autorka: Katarzyna Puzyńska
tytuł: Utopce

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 598
egzemplarz: zakup własny




Katarzyna Puzyńska już po raz piąty zabiera czytelników do Lipowa, malowniczo położonej wsi, w której działa mały komisariat policji. Kolejna odsłona serii kryminalnej nosi intrygujący i niepokojący tytuł Utopce.

Nad dobrze znanym komisariatem policji w Lipowie zbierają się czarne chmury. Miejsce pracy młodszego aspiranta Daniela Podgórskiego, komisarz Klementyny Klopp i innych funkcjonariuszy jest zagrożone zamknięciem. Powód - jak zwykle prozaiczny - cięcia budżetowe. Obowiązki jednostki z Lipowa ma przejąć pobliska Brodnica, chyba że ... Chyba że Podgórski i jego oryginalna ekipa rozwiąże tajemniczą zagadkę podwójnego morderstwa sprzed 30 lat. Smaczku historii z upalnego lata 1984 roku dodaje fakt, że w świadomości mieszkańców wsi, w której doszło do zabójstwa, krwawej zbrodni dokonał ... wampir. 

Akcja powieści przenosi się do wsi Utopce, w której ma grasować  rzekomy wampir. Znakomicie wpisuje się on w krajobraz miejscowości, która wygląda jak sceneria z horroru. Gęsty las, otaczający wieś, nocą przybiera niepokojące kształty. Śledztwo prowadzone jest na przełomie października i listopada, w okolicach Święta Zmarłych i Zaduszek, więc atmosfera tych dni i brzydka jesienna pogoda potęgują narastający nastrój niepokoju, melancholii i zagrożenia. Atmosfera grozy i tajemniczości udziela się zarówno Danielowi, jak i Klementynie i Emilii Strzałkowskiej, która również uczestniczy w dochodzeniu. 

Na wstępie wspomniałem, że w sierpniu 1984 roku małą społecznością Utopiec wstrząsa brutalne morderstwo dwóch mieszkańców tej miejscowości. Lokalni upatrują źródła tego nieszczęścia w naruszeniu spokoju wampira, którego domniemane szczątki zostały odkryte na placu budowy, należącym do jednej z ofiar. Umiejętnie podtrzymywane uczucie strachu i krążącej nad wsią klątwy sił nadprzyrodzonych skutecznie odwraca uwagę od faktów, które doprowadziły do podwójnego zabójstwa. Po 30 latach okazuje się, że śmierć z rąk domniemanego wampira to dopiero początek całej lawiny niepokojących wydarzeń.

Autorka, jak ma to w zwyczaju, powoli snuje gęstą pajęczynę powiązań między poszczególnymi bohaterami. Błahy epizod z ich życia może stać się ważnym wydarzeniem, które rozrusza mozolnie prowadzone dochodzenie. Za maską uprzejmości, czy wyniosłości kryją się ludzkie słabości, skrzętnie ukrywane grzeszki z przeszłości, brudne sekrety. Puzyńska niespiesznie odkrywa kolejne karty, pozwalając czytelnikowi snuć własne sądy na temat bohaterów tylko po to, by ten szybko musiał je weryfikować. Kiedy bowiem spada nałożona na potrzeby świata maska, prawdziwe oblicze bohaterów powieści często wydaje się straszniejsze,  niż najgorszy wizerunek wampira z ludowych wierzeń. 

W Utopcach dostrzegam pewną zmianę narracji. Ta powieść jest zdecydowanie bardziej mroczna i tajemnicza, niż poprzednie części. Nie mam tu na myśli tylko jesiennej scenerii i motywu z wampirem, ale również zmianę kierunku, w którym rozwijają się losy dobrze nam znanych bohaterów. Młodszy aspirant Daniel Podgórski ma sporo problemów osobistych a rewolta, której dokonał w Utopcach, stawia pod znakiem zapytania jego najbliższe plany. Odnoszę zresztą wrażenie, że Daniel stracił trochę ze swojego uroku i albo przejawia pierwsze symptomy kryzysu wieku średniego, albo niezbyt dobrze działa na niego polska jesień. Podobnie jest z przebojową komisarz Klementyną Klopp, która musi na nowo ułożyć sobie życie i która na naszych oczach pakuje się w niezłe kłopoty, zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Oboje mają więc wiele do przemyślenia a śledztwo, prowadzone pod presją, nie pozwala im na spokojne zastanowienie się nad przyszłością. Niezmiernie ciekawi mnie, jak autorka poprowadzi losy swoich bohaterów w kolejnej osłonie serii.

Utopce to nie tylko nazwa wsi niedaleko Lipowa, ale również demon wodny z mitologii Słowian. Pomysł z powiązaniem morderstwa sprzed lat z motywami mitologicznymi i ludowymi  wierzeniami bardzo mi się spodobał. Autorka skupiła się na pokazaniu, jak łatwo można manipulować tłumem, jeśli ma się ku temu predyspozycje. Czytelnik, niby od początku domyśla się, że największym wrogiem człowieka jest drugi człowiek a nie wampir, ale i tak daje się wciągnąć w zawiłą intrygę kryminalną, w towarzystwie złowrogo szumiącego w tle lasu. Wiara w gusła i siły nadprzyrodzone mocno wpisana jest w psychikę człowieka, nie ma więc co się dziwić, że tej magii ulegają zarówno mieszkańcy wsi, jak i czytelnicy powieści.



W najnowszej powieści Katarzyny Puzyńskiej czytelnik znajdzie to, co najbardziej lubi: ulubionych bohaterów, znane zakątki, umiejętnie prowadzoną akcję, czy zaskakujące zakończenie świadczące o tym, że postaci z Lipowa jednak bliskie są ludziom z krwi i kości. Na początku dwutorowo prowadzona fabuła (wątek z roku 1984 i współczesny) może wydawać się  trudna do ogarnięcia, ale wydarzenia stopniowo zaczynają się zazębiać i poszczególne elementy układanki idealnie do siebie pasują. Rozwiązanie intrygi jest zaskakujące i inne, niż można się było spodziewać. W powieści nie brakuje również tego, co jest znakiem firmowym autorki, czyli wyeksponowanego tła obyczajowego i psychologicznego. Na długie jesienne wieczory  - pozycja obowiązkowa. A po lekturze cóż ... trzeba cierpliwie czekać na ciąg dalszy, czyli Łaskuna i wyjaśnienie, co dalej z Klementyną, Danielem i innymi mieszkańcami Lipowa.

Nowalijki oceniają: 6/6
Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger