poniedziałek, 21 września 2015

"Arena szczurów" Marek Krajewski

Metryczka książki

autor: Marek Krajewski
tytuł: "Arena szczurów"

liczba stron: 320
wydawnictwo: Znak
miejsce i rok wydania: Kraków, 2015

ebook: Woblink (zakup własny)



Marek Krajewski przyzwyczaił ostatnio swoich czytelników do tego, że we wrześniu zostaje wydana jego nowa powieść. Nie inaczej jest w tym roku. 23 września ukazuje się "Arena szczurów", którą od kilku dni można nabyć w przedsprzedaży, zarówno w formie papierowej, jaki i elektronicznej.

Latem 1948 roku w Darłowie dochodzi do makabrycznych zbrodni. Zostają zamordowane prostytutki, a obrażenia na ich ciele wskazują na działanie zwyrodnialca, którego zachowanie przypomina wampira. Kobiety umierają w wyniku zakażenia paciorkowcem, ale mieszkańcy nadmorskiej miejscowości upatrują w ich obrażeniach działalności szaleńca, trupojada, albo "niemieckiej klątwy". Jest tuż po wojnie, w mieście stacjonują żołnierze radzieccy, których brutalność i bezwzględność porównywana jest do niedawnego zachowania Niemców. Zmęczeni wojną ludzie mają dość kolejnych zbrodni, do tego muszą zmagać się z nieustannie pijanymi i agresywnymi Rosjanami oraz Polakami, którzy wiernie służą władzy ludowej. Jedną z osób, która nie wierzy w siły nieczyste, jako sprawcę zabójstw, jest miejscowy lekarz Rafał Gordon. Niespodziewanie zwraca się do nauczyciela łaciny i matematyki w miejscowym liceum profesora Antoniego Hrebeckiego. To postawny, łysy starszy pan, jednocześnie ulubieniec i postrach darłowskiej młodzieży. Kogoś ten opis wam przypomina? Nie mylicie się, to przedwojenny komisarz policji Edward Popielski. Uciekając przed skomplikowaną przeszłością i ubecką teraźniejszością pomieszkuje obecnie w Darłowie i pracuje jako nauczyciel. Zdekonspirowany przez doktora, podejmuje się śledztwa w sprawie gwałciciela - potwora, nie przeczuwając, że wkrótce, nie po raz pierwszy, stanie u wrót prywatnego piekła.

Fabuła "Areny szczurów" zapowiadała się na bardzo interesującą, a spotkanie z erudytą Popielskim miało gwarantować głębokie, choć na pewno niezbyt miłe dla czytelnika doznania. Niestety, tym razem jednak coś nie wyszło. Odnoszę wrażenie, że autorowi starczyło pomysłu na połowę kryminału, bowiem mniej więcej wtedy Popielski rozwiązuje zagadkę miejscowego wampira. Druga część powieści, rozgrywająca się w lochach darłowskiego zamku to spiętrzenie okrucieństwa, odrażających i wręcz nieprawdopodobnych sytuacji. Bardzo wątpię, aby ktokolwiek mógł je przeżyć, ale Popielskiemu to się udało, choć nie powinno. Z drugiej strony, kto jak nie komisarz mógł wyjść cało z najgorszych opresji?

Krajewski w najnowszej powieści kontynuuje pomysł z poprzedniej książki i syn Popielskiego - Wacław - już współcześnie musi poprawnie odpowiedzieć na pytanie, aby uzyskać kolejną część wspomnień ojca. Narratorów w powieści jest dwóch: trzecioosobowy oraz sam Edward, który w liście do syna relacjonuje mu przebieg wydarzeń z 1948 roku. Tym razem jednak zagadka - klucz do wspomnień ojca jest trochę mniej skomplikowana niż poprzednio, nadal jednak opiera się na filozofii i łacinie.

Darłowo w powieści to arena zmagań czerwonoarmisty Czubarowa - zastępcy komendanta pobliskiego Sławna oraz Krzyżagórskiego - porucznika bezpieki. Obaj mają na celu zniszczenie najpierw siebie nawzajem, a potem Popielskiego, którego przeszłość w AK szybko wyszła na jaw. Nasz bohater nie ma pewności, kto jest jego przyjacielem, a kto może na niego donieść. W miasteczku nikt nie może czuć się bezpiecznie, gdyż władza ludowa zadbała o to, by nikt takiego komfortu nie miał. 

Edward Popielski jest w "Arenie szczurów" cieniem dawnego siebie. Nie chodzi tu tylko o wiek (ma 62 lata), zmęczenie przeżytymi doświadczeniami i wymuszoną zmianą zawodu. Zagubiła się gdzieś jego dbałość o elegancję, choć to może fabularnie jest uzasadnione, a i erudycja nie taka, jakie moglibyśmy się spodziewać. Wyraźnie nie czuje się dobrze w obcym mu miasteczku. Lwów, a potem Wrocław lepiej mu służyły. Być może nadeszła pora, aby definitywnie pożegnać się z tą postacią, bo wydaje mi się, że jej literacki potencjał już się wyczerpał. Podobne odczucia miałem wcześniej przy "Władcy liczb", ale wtedy wydawało mi się, że to chwilowy spadek formy, zarówno bohatera, jak i jego autora. Co ciekawe jednak, książkę czyta się nadal bardzo dobrze, fabuła, mimo sporej dawki naturalizmu, okrucieństwa i literackiego turpizmu, wciąga. Jest zdecydowanie mniej skomplikowana w porównaniu do wcześniejszych powieści Krajewskiego, ale także bardziej rozczarowuje. 



"Arena szczurów" Marka Krajewskiego w mojej opinii to jedna ze słabszych pozycji tego autora. Z jednej strony ciekawy pomysł na fabułę, lubiana przez czytelników postać Edwarda Popielskiego, z drugiej rozczarowujące poprowadzenie wątków, brak charakterystycznych dla wcześniejszych powieści sarkastycznego humoru. Fabuła wypełniona jest szczegółowymi opisami okrutnych tortur, które jakimś cudem udaje się Popielskiemu przeżyć. Postaci drugoplanowe przewijają się w książce dość chaotycznie, a choć są ważne, to ich potencjał zdaje się, nie jest odpowiednio wykorzystany. Broni się wątek syna Popielskiego - Wacława Remusa, który musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy aby ocalić siebie, można zabić niewinnych ludzi? Tę zagadkę Remus rozwiązuje, poznając tym samym kolejne tajemnice z życia ojca.

Przyznam, że bardzo czekałem na kolejne spotkanie z Edwardem Popielskim. Niestety, okazało się ono dość rozczarowujące. Nie jest "Arena szczurów" książką złą - to nadal bardzo sprawnie napisana historia, ale moje oczekiwania wobec niej były zdecydowanie większe. Kto wie, może następnym razem?

Nowalijki oceniają: 3/6

sobota, 19 września 2015

"Poza sezonem" Jorn Lier Horst

Metryczka książki

autor: Jorn Lier Horest
tytuł: "Poza sezonem"
tłumaczenie: Milena Skoczko

liczba stron: 351
wydawnictwo: Smak słowa
miejsce i rok wydania: Sopot 2015

książka: egzemplarz recenzencki



Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje w wakacyjnych kurortach, kiedy kończy się sezon? Wyjeżdżają ostatni turyści, właściciele pensjonatów, barów i kawiarni zwijają swoje interesy, liczą zyski oraz straty. Gwarne uliczki i plaże pustoszeją, życie zamiera. Czasem zamiera w dosłownym tego słowa znaczeniu...

Trzecia w Polsce powieść norweskiego pisarza i dramaturga Jorga Liera Horsta "Poza sezonem" to fabuła kryminalna, która rozgrywa się w zapadającym powoli w zimowy sen, nadmorskim Stavern. Jeden z właścicieli domu letniskowego najpierw odkrywa włamanie na własną posesję, a następnie znajduje ciało rzekomego złodzieja w sąsiednim domu, należącym do znanego dziennikarza telewizyjnego. Spokojna i zasobna okolica staje się świadkiem śledztwa, które nie tylko zatacza coraz szersze kręgi, ale i wprowadza niepokój wśród, dotychczas spokojnych  o swój los, mieszkańców okolicznych domków letniskowych. Kiedy prowadzący dochodzenie komisarz zostaje napadnięty, zwłoki domniemanego złodzieja znikają w drodze z zakładu pogrzebowego, a w okolicy padają martwe ptaki - sprawy zaczynają się wyglądać na bardzo skomplikowane. Groźnie zaś robi się w momencie, kiedy prowadzący śledztwo policjanci odkrywają, że za morderstwami w ich miejscowości kryje się szajka przemytników narkotyków. Ludzie ci znani są z bezwzględnego traktowania swoich ofiar. Tym samym w idylliczne norweskie nadbrzeże wkrada się bezceremonialnie zło współczesnego świata. 

Powieść porusza problem zorganizowanej przestępczości z Europy Wschodniej i wskazuje na jej wzrost wraz z wejściem do Unii nowych krajów, w tym Polski. Muszę jednak przyznać, że ten watek, choć bardzo ważny i stanowiący główną oś kryminalną fabuły jest prowadzony bardzo obiektywnie i bez niepotrzebnego powielania stereotypów. Litwa, gdzie na moment przenosi się akcja powieści, czy wspomniana już Polska, to takie same kraje, jak inne w tej części Europy. Norwescy stróże prawa wręcz dziwią się nowoczesnym budynkom, czy sprawnie działającej policji, tym samym dając trochę świadectwo własnej niewiedzy na temat sąsiadów. Autor, ustami swojego bohatera, stara się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego szajki z Europy Wschodniej dokonują kradzieży w bogatej Norwegii. Cóż, dla czytelnia z Polski czy Litwy ta odpowiedź jest pewnie dość oczywista, dla mieszkańców Skandynawii już niekoniecznie. Podobnie zdziwienie norweskich śledczych wywołuje fakt, że na ulicach Wilna mogą dostrzec zarówno eleganckie markowe butiki i żebraków, odnowione budynki i tuż obok - rudery. Ten kontrast, tak charakterystyczny dla państw na dorobku, dla Norwegów jest swego rodzaju szokiem.

Fabuła "Poza sezonem" nie jest może specjalnie odkrywcza i poruszająca, a wydarzenia zmierzają ku spodziewanemu, choć odrobinę zaskakującemu finałowi. Przyznam jednak, że atmosfera powieści wciągnęła mnie w lekturę już od pierwszych stron, nie pozwalając na dłuższe przerwy w czytaniu. Nadchodząca szybkimi krokami jesień, przenikliwe zimno, wiejący od morza wiatr i bezkresne norweskie fiordy silnie oddziaływują na wyobraźnię. Mocną stroną książki jest jej główny bohater komisarz William Wisting. Policjant wraca do służby po urlopie zdrowotnym, po śmierci żony zaczyna spotykać się z nową kobietą. Jego dorosła córka, Line - dziennikarka śledcza i aspirująca pisarka - po burzliwym rozstaniu postanawia zamieszkać niedaleko od miejsca zbrodni. 

Tak na marginesie: powieści Horsta, które stanowią serię, w Polsce ukazują się niechronologicznie. Nie ma to żadnego wpływu na treść "Poza sezonem", jedynie skrupulatny czytelnik zauważy nieścisłości w życiu osobistym bohaterów, ale nie one są w książce najważniejsze.

Komisarz Wisting, którem nieobce są najróżniejsze policyjne dochodzenia, to postać budząca sympatię i zaufanie: ma bardzo dobre relacje rodzinne i zawodowe, analityczny umysł i ciekawość świata. Tkwi w nim pewien rodzaj wewnętrznego niepokoju, bólu świata, co czyni go postacią bardzo autentyczną, choć z kart powieści. Wraz z nim i jego zespołem uczestniczymy w prowadzonym śledztwie, poznajemy różne policyjne procedury i odwiedzamy miejsca przestępstw. Wszystko to opisane jest z dużą dbałością o realizm i świadczy o znakomitej orientacji autora w świecie, który opisuje. Nic dziwnego, Jorn Lier Horst pracował w policji i z wykształcenia jest psychologiem i kryminologiem, zna wiec od podszewki opisywaną rzeczywistość, zwraca także baczną uwagę na kondycję psychiczną swoich bohaterów.



"Poza sezonem" to jedna z tych powieści, którą jednocześnie chciałoby się natychmiast przeczytać i nie skończyć za wcześnie. To kawał bardzo dobrze napisanej, świetnie skomponowanej literatury popularnej, która bazuje na wydarzeniach bliskich czytelnikowi w Europie i nieuciekającej przed trafną, ale i niewygodną diagnozą społeczną. Jest także przykładem, że kryminał nie musi opierać się na szaleńczych pościgach, przekleństwach, obowiązkowym pijaństwie głównego detektywa, czy wreszcie szczegółowych opisach miejsc zbrodni i ofiar. Te ostatnie akurat w omawianej powieści są, ale atmosferę budują także opisy skandynawskiej natury, postaci drugoplanowe i umiejętnie dozowane napięcie, ciągłe poczucie niepokoju. Przyznam, że z żalem zakończyłem lekturę powieści Horsta i już z niecierpliwością oczekuję kolejnej jego książki w Polsce. Obym nie musiał długo czekać.

Nowalijki oceniają: 6/6


poniedziałek, 14 września 2015

"Pan Darcy nie żyje" Magdalena Knedler


Metryczka książki

autorka: Magdalena Knedler
tytuł: "Pan Darcy nie żyje"

liczba stron: 340
wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2015

ebook: Legimi bez limitu







Bardzo lubię, kiedy wydawca książki dba o graficzną stronę publikacji. Okładka powieści Magdaleny Knedler "Pan Darcy nie żyje" to strzał w 10. Przyjemny niebieski kolor i postać spadającego człowieka sugeruje, że po zawartości wiele można sobie obiecać. Jest i tytuł. Prosty, ale i intrygujący. Zaciekawi wszystkich fanów twórczości Jane Austen, bez względu na wiek i płeć. I jeszcze ... pan Darcy nie żyje? To do kogo będą wzdychać siostry Bennet oraz cały tabun innych przedstawicielek płci pięknej? Intrygujące, bardzo intrygujące. A to dopiero początek.

Nie będzie żadną tajemnicą fakt, że "Pan Darcy nie żyje" zaczyna się od widowiskowej śmierci aktora grającego główną rolę w najnowszej adaptacji "Dumy i uprzedzenia". Po tajemniczym wypadku nic już nie będzie się działo według filmowego scenariusza. Ale po kolei.

Angielska Kraina Jezior, a dokładniej posiadłość Bridebrige Hall gości ekipę filmową kręcącą nową wersję "Dumy i uprzedzenia". Już od pierwszych chwil wiadomo, że przy ekranizacji  nie pracuje wielka filmowa, kochająca się rodzina. Chociaż, może rodzina, ale  jeśli już, taka z piekła rodem. Wszyscy wszystkich obgadują, ekipa techniczna narzeka na warunki i zazdrości gwiazdom, a ponieważ zazdrości to pije. I to sporo. Aktorzy częściej romansują i knują intrygi, niż stoją przed kamerami. W powieści jest kilka wiodących postaci: Zoe Alcott - młodziutka gwiazdka zaangażowana do produkcji dzięki sukcesom w poprzednich filmach, serialowy aktor Peter Murphy, niedoceniona aktorka teatralna Rosie Hinds i reżyser, Alan Fawley, który nie ma swoim koncie ani jednego filmu, gdyż do tej pory reżyserował sztuki teatralne. Czy ta ekipa jest w stanie nakręcić film? Jeśli dodam, ze część obsady to byli narzeczeni lub aktualni kochankowie, a ekipa techniczna jest zbiorowiskiem złośliwych indywidualności, to chyba odpowiedź na postawione wcześniej pytanie może być tylko jedna ... Raczej nie. Jak to w życiu bywa, każdy skrywa jakąś tajemnicę, a Peter Murphy, odtwórca roli pana Darcy'ego zna wiele mrocznych sekretów koleżanek i kolegów z planu filmowego. Kiedy malowniczo spada z tarasu Bridebrige Hall, sekrety zabiera do grobu, a przynajmniej kilka osób z jego otoczenia może odetchnąć z ulgą do czasu, kiedy staną się głównymi podejrzanymi. Wiadomo bowiem, że wybór Murphy'ego do roli pana Darcy spotkał się ze wzmożoną falą krytyki i na planie filmowym nikt tego nie krył.

Przyznam, że nie przepadam za książkami, w których polscy autorzy umieszczają akcję za granicą. Często przynosi to mizerne efekty fabularne. Na szczęście w powieści Magdaleny Knedler tego problemu nie ma. Autorka z dużą swobodą i wdziękiem opisuje angielskie tło swojej obyczajowo - kryminalnej powieści. Trudno zresztą wyobrazić sobie, aby akcja adaptacji książki Jane Austen działa się na przykład w Małopolsce, a bohaterom towarzyszyły w tle majestatyczne Tatry albo równie monumentalne Wzgórze Wawelskie. 




"Pan Darcy nie żyje" to zgrabne połączenie kilku gatunków fabularnych, uwielbianych przez czytelników. Mamy więc powieść obyczajową z bogatym tłem społecznym, romans, kryminał z wątkami detektywistycznymi. Autorka z lekkością balansuje między nimi, trzymając wysoki poziom. Swoich bohaterów traktuje z dużą dozą sympatii, a dialogi pełne są humoru. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że to humor bardzo angielski - a to duży komplement dla pisarki. W tle słychać dalekie echo fabularnych intryg rodem z opasłych tomów Jane Austen. Autorka potraktowała "Dumę i uprzedzenie" jako punkt wyjścia do całkiem nowej opowieści. Pomysł odrobinę karkołomny, ale Magdalena Knedler świetnie z nim sobie radzi. Fabuła jest wielowątkowa, ale dobrze prowadzona, więc książkę czyta się z wielką przyjemnością. Odwołania do aktualnych hitów popkultury (seriale) tylko uwiarygadnia całą historię, którą można potraktować jako nietypowe i twórcze rozwinięcie znanych wątków literackich.

Nie jestem zwolennikiem staroświeckiego podziału literatury na kobiecą i męską, ale w tym przypadku podejrzewam, że więcej radości z czytania będą mieć chyba Czytelniczki. Jednak i obeznani z literaturą Czytelnicy nie powinni być zawiedzeni. Ja, na przykład, po przeczytaniu powieści "Pan Darcy nie żyje" nabrałem ochoty na powtórne obejrzenie słynnej (i prawdziwej) adaptacji klasyka Austen. A już na pewno sięgnę znów po słynną powieść angielskiej pisarki.

Nowalijki oceniają: 6/6






sobota, 12 września 2015

"Ucząc psa czytać" Jonathan Carroll

Metryczka książki

autor: Jonathan Carroll
tytuł: "Ucząc psa czytać"
tłumaczenie: Jacek Wietecki

liczba stron: 93
wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
miejsce i rok wydania: Poznań 2015

egzemplarz: zakup własny





Twórczość Jonathana Carrolla towarzyszy mi od wielu lat. Jeszcze w czasach wczesnego liceum poznałem jedną z jego najlepszych książek "Krainę Chichów". Potem, bardzo regularnie, na rynku wydawniczym pojawiały się innego pozycje Carrolla, czyniąc z niego jednego z najbardziej popularnych pisarzy amerykańskich lat 90 - tych w Polsce. Dziś autor jest, zdaje się, mniej rozpoznawalny, ale nadal pisze. Pomieszkuje w Wiedniu, a część jego książek wydawana jest najpierw w Polsce, a potem w innych krajach. 

"Ucząc psa czytać" - niewielkich rozmiarów powieść, a raczej rozbudowana nowela jest kwintesencją stylu i sposobu opowiadania historii przez Carrolla. Autor specjalizuje się w historiach, które rozgrywają się na granicy jawy i snu, rzeczywistości i kreatywnej fantazji. Podobnie jest w omawianej książce. Oto przeciętny, dobiegający czterdziestki urzędnik Tony Areal z dnia na dzień otrzymuje wymarzone, a właściwie wyśnione prezenty: luksusowy zegarek, najnowszy model porsche a na dodatek zaczyna się nim interesować piękna kobieta. Tony ma świadomość, że to wszystko jest zbyt piękne, aby było prawdziwe i ... nie myli się. Wkrótce okazuje się, że na jawie rozgrywa się najpiękniejszy sen Tony'ego , swoiste senne największe przeboje. Areal szybko przyzwyczaja się zarówno do drogich prezentów, jak i zainteresowania ze strony kobiet. Niepokoi go tylko uderzające podobieństwo ukochanej do postaci z sennych marzeń. 

Najciekawszym dla mnie aspektem związanym z lekturą powieści Carrolla jest uchwycenie momentu fabuły, kiedy to rzeczywistość zaczyna mieszać się z fantazją. Często dzieje się tak, że nawet przy uważnej lekturze ta chwila umyka i dopiero spiętrzenie niewiarygodnych wydarzeń przypomina nam o tym fakcie. Podobnie jest w "Ucząc psa czytać". Tony zyskuje swoje nocne alter ego, pojawia się tajemnicza Alice i kilka innych postaci. Fabuła mocno zapętla się, a rozróżnienie wydarzeń realnych i fantastycznych wydaje się wręcz niemożliwe do wykonania. W historii Tony'ego ogromną rolę odgrywa świat snu, sennych marzeń i koszmarów, które mają niebagatelny wpływ na życie po przebudzeniu się. Sen i śmierć w tej powieści dzieli bardzo cienka granica, o czym bohater przekona się na własnej skórze, będzie miał także możliwość poznania siły uczucia. Jak to u Carrolla bywa, tajemnicze siły spierają się, światy przenikają, a rzeczywistość często okazuje się ... jej ułudą.


"Ucząc psa czytać" to Jonathan Carroll w pigułce. Odnajdziemy w tej książce wszystkie wątki i motywy, które są znakiem firmowym jego twórczości. Pisarz stworzył własną wersję realizmu magicznego, umiejętnie plącząc świat rzeczywisty i magiczny, senny, fantastyczny. Tak jak przenikają się te przestrzenie, tak rolami wymieniają się ich mieszkańcy. Nikogo nie dziwią gadające psy, kolejne wcielenia tej samej osoby, reinkarnacje,wydarzenia, które zmieniają się jak w kalejdoskopie, czy liczne niedomówienia. Nie ma co ukrywać, że autor balansuje trochę na granicy literackiego kiczu i przesady, ale nie można mu odmówić poruszania ważnych tematów. Przywołuje różne społeczne fobie i lęki, rozprawia się z obawami dotyczącymi nieznanych i niezbadanych obszarów naszego życia i śmierci. Robi to w charakterystyczny dla siebie sposób, za każdym razem zabierając czytelnika w podróż, w której wszystko może się wydarzyć. Można zżymać się, że każda kolejna powieść Carrolla to powielanie tych samych schematów, motywów i wątków. Cóż, to prawda, ale pisarz czyni to z tak dużym wdziękiem, że można mu wybaczyć tę wtórność. Ja z pewnością kupię kolejną powieść Jonathana Carrolla, choćby po to, by sprawdzić, czy może pojawi się w niej coś nowego i zaskakującego... 

Nowalijki oceniają: 4/6




środa, 9 września 2015

"Mgła" Kaja Malanowska

Metryczka książki

autorka: Kaja Malanowska
tytuł: "Mgła"

liczba stron: 704
wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
miejsce i rok wydania: Kraków 2015

ebook: Woblink.com






Kaja Malanowska dotychczas kojarzyła mi się jedynie z nominowaną do Paszportu Polityki i nagrody NIKE powieścią "Patrz na mnie, Klaro" oraz głośną swego czasu dyskusją na temat zarobków literatów w Polsce. Z tym większym zaciekawieniem sięgnąłem po "Mgłę" - pierwszy w dorobku literackim autorki kryminał. 

Akcja "Mgły" toczy się współcześnie w zimowej Warszawie. Na Mokotowie zostaje brutalnie zamordowana Zofia Wagner, młoda graficzka. Wszelkie ślady na miejscu zabójstwa sugerują, że miało ono podłoże rabunkowe. Kiedy jednak do domu denatki przybywa para śledcza Adela Rochniewicz i Marcin Sawicki, oboje szybko odkrywają, że ślady w mieszkaniu przeczą tezie o rabunkowych charakterze morderstwa. Sugestywny prolog powieści wprowadza czytelnika w sam środek kryminalnej intrygi, sugerując tym samym, że szybkie rozwiązanie tajemniczej śmierci jest właściwie niemożliwe. Jak na powieść kryminalną przystało, policjanci prowadząc sprawę, badają różne wątki, przesłuchują licznych świadków, gubią tropy i pozyskują nowe ślady. Nic nie jest takie, jakie mogło się na początku wydawać. Bohaterowie książki odkrywają skrzętnie skrywane tajemnice i stawiają czoła własnym demonom przeszłości. 

Ważny w powieści jest wątek czeczeńskich uchodźców, z którymi zabita kobieta utrzymywała kontakty. Szybko okazuje się, że to środowisko jest bardzo hermetyczne, rządzi się własnymi prawami, niechętne jest asymilacji z polskim społeczeństwem. Pod maską pozornej ugodowości czai się niechęć do nowego miejsca zamieszkania, a mocno zakorzenione przekonania religijne tylko wzmacniają niechęć do współpracy, również z polską policją. Wraz ze śledczymi odkrywamy mechanizmy działania różnych fundacji pomagających uchodźcom, czy poznajemy aspekt prawny ich pobytu w Polsce.

Drugi, istotny w książce motyw fabularny dotyczy funkcjonowania sekty religijnej, pod wpływ której dostaje się osoba bliska zamordowanej Zofii. Autorka pokazuje, co dzieje się z człowiekiem i jego najbliższymi, kiedy ktoś wpada w sidła bezwzględnej grupy wyznaniowej, jak zmieniają się wzajemne relacje oraz sposób myślenia i funkcjonowania całej rodziny. Ten wątek odegra bardzo ważną rolę w rozwiązaniu zagadki brutalnego zabójstwa.

Śledztwo, podobnie jak akcja "Mgły", prowadzone jest powoli, policyjne procedury z pozoru są żmudne. Autorka unika szybkich zwrotów akcji, a bohaterowie nie przerzucają się błyskotliwymi ripostami. Mimo celowego rozwleczenia fabuły (powieść ma ponad 700 stron - moda na opasłe tomy trwa w najlepsze) powieść wciąga od pierwszego rozdziału. Nie tylko przyglądamy się pracy policjantów, widzimy ich w akcji, towarzyszymy na komendzie, ale poznajemy ich również prywatnie. Chyba największy atut "Mgły" to jej główni bohaterowie - wspomniana wcześniej para policjantów.

Adela Rochniewicz, kobieta w średnim wieku, po kilku latach wraca z Wrocławia do stolicy. Nikt nie wie, dlaczego z dnia na dzień zmieniła miejsce pracy. Śledcza mieszka sama, a jej życie pełne jest niedomówień i tajemnic. Część z nich poznajemy w oryginalny sposób, poprzez senne koszmary, które nawiedzają ją od czasu do czasu. Policjantka ma też niezwykły dar, który pozwala jej  przewidywać pewne zdarzenia. Postać Rochniewicz jest nietuzinkowa, dobrze napisana i wprowadza świeżość do dosyć przewidywalnego gatunku powieściowego jakim jest kryminał. Kobieta nie ma łatwo w świecie policji, zdominowanym przez mężczyzn, ale zna swoją wartość i potrafi to udowodnić. Niejasna przeszłość policjantki tylko dodaje pikanterii jej osobie.

Marcin Sawicki, komisarz śledczy, zostaje nowym parterem Adeli, co na początku niezbyt mu odpowiada. Żonaty, ojciec dwóch córek wydaje się mocno zmęczony pracą w policji, powtarzalnością  własnych działań i niekompetencją przełożonych. Nie układa mu się w domu i służba powoduje u niego zniechęcenie, ale pojawienie się nowej pracownicy to szansa na zamiany. Ta dwójka od pierwszego dnia pracuje razem, co daje szansę autorce na pokazanie, jak rozwija się wzajemna współpraca. Stonowana Rochniewicz i zdecydowanie mniej opanowany Sawicki to mieszanka wybuchowa, która z biegiem wydarzeń zaczyna znakomicie współpracować, wzajemnie się uzupełniając. Trzeba przyznać, że ciągłe napięcie między nimi napędza fabułę, czyniąc ją jeszcze bardziej intrygującą.

"Mgła" nawiązuje klimatem i tempem opowieści do skandynawskich kryminałów. W powieści Malanowskiej Warszawa, nieustannie spowita gęstą mgłą, jest miejscem niezbyt sympatycznym: zimnym i nieprzystępnym. Ten efekt wzmaga ponury nastrój końcówki lutego; śnieg padający na zmianę z deszczem, chlapa i uczucie przenikliwego zimna. W książce wątek kryminalny jest nie tylko motywem dominującym, ale zarazem pretekstem do pokazania ważnych i aktualnych problemów społecznych, związanych z uchodźcami i rasizmem jednych, czy religijnym fanatyzmem drugich. Przyglądamy się relacjom panującym w policji, poznajemy zawodowe i prywatne problemy funkcjonariuszy. Stróże prawa muszą wypełniać bezsensowne rozkazy przełożonych, od których z kolei wymaga się ciągłego poprawiania statystyk. Do tego warto dodać intrygujących głównych bohaterów i liczne postaci drugoplanowe, których życie osobiste i zawodowe obserwujemy z niesłabnącym zainteresowaniem. Autorka zręcznie wplata w fabułę wątki osobiste, dotyczące pary komisarzy śledczych, zagłębiając się w coraz bardziej skomplikowane relacje ze światem.



"Mgła" Kai Malanowskiej to bardzo dobrze skonstruowany, świetnie napisany kryminał z dużą dawką aktualnej problematyki społecznej i obyczajowej.  To książka, która wciąga już od prologu. Wyraziści bohaterowie, interesujący wątek kryminalny, specyficzny klimat powieści to jej niezaprzeczalne atuty. Fabuła, która niczym prowadzone śledztwo zmienia się, wzmagając tylko ciekawość czytelnika. Świat wykreowany przez Malanowską nie jest może zbyt optymistyczny, i niebezpiecznie starannie odwzorowuje rzeczywistość za oknem, ale tym bardziej nęci i zachęca, aby do niego wejść... Trzeba tylko umieć odnaleźć drogę w gęstej mgle...

Nowalijki oceniają: 6/6

sobota, 5 września 2015

"Pijany skryba" K.A. Kowalewska

Metryczka książki

autorka: K.A. Kowalewska
tytuł: "Pijany skryba"

liczba stron: 258
wydawnictwo: Sumptibus
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015

ebook: recenzencki







Uważny czytelnik polskiej literatury współczesnej z pewnością orientuje się, że są pewne jej obszary mocno wypełnione różnymi tytułami i miejsca dość puste. Zadowoleni mogą być czytelnicy kryminałów i powieści sensacyjnych, czytelniczki licznych sag rodzinno - obyczajowych przebierają w tytułach, nie mają powodu do narzekania miłośnicy fantasy. A gdzie w tym wszystkim miejsce dla współczesnej powieści, nazwijmy ją "miejskiej", pełnej niewymuszonego humoru, który celnie komentuje otaczającą nas rzeczywistość? Może taka literatura trudna jest do napisania? Tak czy owak, tę lukę postanowiła wypełnić K. A. Kowalewska, debiutując "Pijanym skrybą". I moim zdaniem, debiutując bardzo udanie. 

Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem opowieści jest Maciej Borowski, fajtłapowaty, ale bardzo sympatyczny trzydziestolatek. Jego największymi (w przypadku jednego z nich dosłownie) przyjaciółmi są bracia Mariusz i Sylwek. Akcja powieści toczy się głównie w Warszawie oraz w ... starym majątku, o czym za chwilę. W życiu Maćka jest też kobieta - pewna siebie właścicielka specyficznej barwy głosu, mistrzyni zmiennych nastrojów - Kinga. Brzmi nudno? Być może, ale ... I właśnie to "ale" na nowo definiuje motywy fabularne z "Pijanego skryby". Maciek to taki "każdy z nas", tyle tylko, że niczym magnes przyciąga problemy najróżniejszego kalibru. Wymienieni wcześniej bracia to też barwne postaci: Mariusz, ksywa Mario, to stały bywalec siłowni, totalne zaprzeczenie Maćka, zarówno w wyglądzie, jaki i w charakterze. Sylwek, młodszy brat Mario to wychudzony nastolatek w stylu emo, kontaktujący się ze światem za pomocą komputera. Kinga .. cóż oprócz specyficznego głosu, twardo stąpa po ziemi i z uporem godnym lepszej sprawy egzekwuje co jej się należy. Warszawa ... to nie cukierkowa metropolia rodem z seriali TVN, ale miasto bardziej przyziemne, z tubylcami w dresach i dzielnicami niezbyt w stylu glamour. 

Fabuła książki A. K. Kowalewskiej koncentruje się na intrydze związanej z majątkiem Maćka. Dzięki zapisom w testamencie dziadka, nasz bohater wiedzie spokojne życie, ale gdy opiekę nad zarobionymi w Ameryce pieniędzmi przejmuje po śmierci brata dziadka (wykonawcy testamentu) jego syn Stan Junior, sprawy zaczynają się komplikować. Co więcej, Maciek musi też zawalczyć o rodową posiadłość w Obiercu. Do coraz bardziej zawiłej intrygi trzeba jeszcze doliczyć działania latynoskiej kuzynki Margarity, żarliwej katoliczki. Chyba oczywiste jest, że do walki o majątek Maciek nie staje sam - pomagają mu Mario i Sylwek. Obie strony  konfliktu nie przebierają w środkach, aby szala zwycięstwa przechyliła się ich stronę. Są w stanie stoczyć walkę na ... kury, byleby tylko doprowadziło to jedną ze stron do upragnionej victorii.



"Pijany skryba" to dynamiczna i bardzo zabawna powieść. Autorka ma oko do szczegółów i znakomicie bawi się detalami, dzięki czemu czytelnik ma dużą frajdę, czytając tę powieść. Liczne nawiązania do szeroko pojętej kultury popularnej i miejskiej to ogromny atut tej opowieści. Humor "Pijanego skryby" jest inteligenty i absurdalny, a spiętrzenie wydarzeń tylko wzmacnia komediowy wydźwięk tekstu. Bohaterowie to chłopaki sympatyczne i mocno nieprzewidywalne a jednocześnie też oryginalne, dzięki czemu jesteśmy w stanie polubić groteskowy świat, w którym przyszło im żyć. Jadą po bandzie, ale na szczęście cało wychodzą z licznych opresji, w które wpakowywali się trochę na własne życzenie. 

Czytając "Pijanego skrybę" A. K. Kowalewskiej, miałem skojarzenia z "Niewiarygodnymi przygodami Marka Piegusa" Edmunda Niziurskiego  i najlepszymi powieściami Joanny Chmielewskiej i Hanny Ożogowskiej. Podobny humor, nagromadzenie absurdów, perskie oko puszcze co jakiś czas do czytelnika stawia te powieści w jednym rzędzie. Myślę, że jest to znakomita rekomendacja dla autorki, a dla czytelnika wyraźna wskazówka, czego może spodziewać się po tym literackim debiucie. Nawiązanie i jednocześnie parodia powieści młodzieżowych to chyba dobre słowa  - klucze, interpretujące "Pijanego skrybę".

Nie ukrywam, że historia Maćka, Mario i Sylwka bardzo mi się spodobała, a zakończenie może sugerować ciąg dalszy ... na który bardzo liczę. Zwyczajnie polubiłem to oryginalne trio i ciekawi mnie bardzo, co może wydarzyć się dalej.

Kasi Kowalewskiej bardzo dziękuję za podarowanie ebooka do recenzji.

Nowalijki oceniają: 6/6

środa, 2 września 2015

"Tulipanowy wirus" Danielle Hermans

Metryczka książki

autorka: Danielle Hermans
tytuł: "Tulipanowy wirus"
przekład: Małgorzata Woźniak - Diederen

liczba stron: 336
wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015

ebook: Legimi bez limitu






Dwa zabójstwa dokonane na przestrzeni kilku wieków. W 1636 roku zostaje zamordowany karczmarz Wouter Winckel. Przy jego ciele znaleziono antyreligijny pamflet. We współczesnym Londynie ktoś zabija Franka Schoellera. Przy jego zwłokach siostrzeniec Alek dostrzega rzadki egzemplarz książki - katalog tulipanów. Te dwie z pozoru niemające ze sobą nic wspólnego zbrodnie to początek intrygi sensacyjno - kryminalnej z mocnym akcentem historycznym. Akcja "Tulipanowego wirusa" dzieje się zarówno w XVII - wiecznych Niderlandach, jak i we współczesnym Londynie oraz Amsterdamie. Głównym bohaterem tej historii jest, wspomniany wcześniej, Alek Schoeller, który z pomocą przyjaciela, Damiana Vanlinta oraz licznej grupy znajomych zabitego stryja, odkrywa coraz to nowe fakty dotyczące skrywanej działaności Franka Schoellera. Bohaterowie wpadają na trop ogromnej afery związanej z handlem tulipanami, dowiadują się, jakie ma ona związki z historią Holandii. Alek, który nie ma kryształowej przeszłości, staje się głównym podejrzanym w sprawie o zamordowanie stryja. A z czasem bohaterom zaczyna zagrażać śmiertelne niebezpieczeństwo.

Autorka, dla której "Tulipanowy wirus" jest literackim debiutem, wprowadza czytelnika w świat, o którym wcześniej pewnie nie miał pojęcia. Przywołanie XVII - wiecznej gorączki tulipanowej pokazuje mechanizmy, które do dziś napędzają różne spekulacyjne działania na światowych rynkach. Sztucznie zawyżone ceny cebulek tulipanów doprowadziły do ogromnego krachu, który spowodował kryzys w Europie. Okazuje się jednak, że i współcześnie na handlu kwiatami i spekulacją ich ceną można nieźle zarobić. Konkretne sumy miały wpłynąć na konto tajemniczej fundacji, której celem jest ekspansja chrześcijańskiego fundamentalizmu, walczącego z nauką. Brzmi może niedorzecznie, ale przyjmując konwencję gatunkową powieści, da się to przełknąć. Teorie spiskowe są ważną częścią fabuły tego typu literatury, dlatego nie bez powodu na okładce przywołuje się nazwisko Dana Browna. Tyle tylko, że amerykański autor dawno już przekroczył granicę absurdu, a holenderskiej pisarce udaje się zachować pozory realizmu i  w wymyślaniu niedorzeczności jest dość powściągliwa.


"Tulipanowy wirus" Danielle Hermans to kawał poprawnie napisanej powieści sensacyjno - kryminalnej z wątkiem historycznym. Fabuła jest prowadzona konsekwentnie, w dobrym tempie. Autorka nie odkrywa może nic nowego w temacie literatury popularnej, ale serwuje pomyślaną historię, która zahacza także o problematykę ludzkiej chciwości, powtarzalności dziejów i wciąż aktualnych pytań o rolę religii i wolność nauki. Pamiętać jednak trzeba, że na te choroby współczesności nie daje recepty, bo  też nie takiej roli oczekujemy od zgrabnie napisanej historii sensacyjnej. 

Nowalijki oceniają: 4/6