sobota, 19 grudnia 2015

" Zamieć śnieżna i woń migdałów" Camilla Läckberg

Informacje o książce

autorka: Camila Läckberg 
tytuł: Zamieć śnieżna i woń migdałów
tytuł oryginału: Snöstorm och mandeldoft
przekład: Inga Sawicka

wydawnictwo: Czarna Owca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
liczba stron: 143

egzemplarz: zakup własny


Od czasu powieści kryminalnych Agathy Christie wiadomo, że rodzinne spotkanie w wystawnej rezydencji, przez warunki atmosferyczne odciętej od reszty świata, nie może dobrze się skończyć. I nie ma znaczenia fakt, że bożonarodzeniowa aura powinna godzić zwaśnionych; przewrotnie można założyć, że święta podkreślą wzajemne animozje i wzmocnią wrogie relacje. Kiedy jeszcze w grę wchodzi możliwość przejęcia wielomilionowego majątku, ostateczne granice łatwo jest przekroczyć.

Zamieć śnieżna i woń migdałów to dłuższe opowiadanie detektywistyczne Camilli Läckberg, szwedzkiej autorki sympatycznej serii kryminalnej o policjantach i mieszkańcach Fjällbacki.  Tym razem głównym bohaterem świątecznej historii jest postać drugoplanowa cyklu - policjant Martin Molin, a wydarzenia rozgrywają się w eleganckim pensjonacie na wyspie Valö. To tam Molin ma poznać na uroczystej kolacji rodzinę swojej narzeczonej Lisette. Wyjazd, zaplanowany na dwa dni, wydłuża się w związku z panującym na morzu sztormem i wielką śnieżycą. Zebrani w pensjonacie ludzie na pewien czas zostają skutecznie odcięci od reszty świata...

Rodzina Liljecrona spotyka się na uroczystej kolacji, a wśród zaproszonych są rodzice Lisette, Harald i Britten, brat Matte, stryj Gustav, ciocia Vivi oraz ich dzieci Bernard i Miranda. Nie zabrakło również nestora rodu - dziadka Rubena, o pieniądze którego, mniej lub bardziej skrycie, walczą pozostali członkowie rodziny. Martin nie czuje się w tym towarzystwie zbyt dobrze; ma bowiem wrażenie, że poszczególni członkowie rodu nie przepadają za sobą, a wszyscy oceniają go, jako ewentualnego kandydata na męża Lisette. Przy posiłku dochodzi do spięcia miedzy Rubenem a synami i wnukami. Tematem są oczywiście pieniądze i rodzinne zakusy na wielomilionowy spadek. Kiedy niespodziewanie senior Liljecrona umiera po wypiciu szklanki wody, atmosfera zagęszcza się i rodzinne spotkanie zamienia się w mały koszmar. Molin, rozpoczynając prowizoryczne śledztwo, wyczuwa w powietrzu charakterystyczny zapach migdałów, co jasno daje mu do zrozumienia, czego należy się spodziewać po wynikach sekcji zwłok.

Śmierć Rubena rozpoczyna śledztwo w stylu powieści Agathy Christie i Arthura Conan Doyla. Martin przeprowadza rozmowę z każdym z członków rodziny, wyciągając na światło dzienne skrywane tajemnice, uwypuklając wieloletnie animozje, podkreślając grubą kreską niecne zamiary. Przerażeni obecnością wśród nich potencjalnego mordercy, uczestnicy kolacji zaczynają tracić grunt pod nogami i popełniają błędy w zeznaniach oraz odkrywają swoje prawdziwe oblicze. Inaczej jednak niż u przywołanych wcześniej autorów, Läckberg nie kończy swojej fabuły triumfalną przemową detektywa, który zgromadzonym w salonie bohaterom zdradza kulisy zbrodni. Molin wpada bowiem w ostatniej chwili na wyjaśnienie zagadkowych zgonów (tak, jest po drodze jeszcze jedna śmierć), które są efektem dość prostej intrygi. 



Zamieć śnieżna i woń migdałów nie jest tak dobra, jak można by się spodziewać po autorce, ani tak zła, jak chcą niektórzy recenzenci. Läckberg napisała opowiadanie wzorując się na pomysłach Christie i Conan Doyla, tworząc - nie wiem, czy nie celowo - literacką ramotkę. Pomysł miał duży potencjał, ale chyba coś nie wyszło. Historia jest wprawdzie logiczna, ale nagromadzenie tajemnic z przeszłości i uproszczony melodramatyzm rodem z oper mydlanych jest dość irytujący a bohaterowie raczej mdli, niż antypatyczni. Broni się jedynie Martin Molin, który od początku przeczuwa, że znalazł się w złym miejscu i o niewłaściwym czasie. Z drugiej zaś strony, lekka w gruncie rzeczy historyjka kryminalna pozwoli niezobowiązująco spędzić (po)świąteczny wieczór przy książce. I kto wie, może o to tylko chodzi?

Nowalijki oceniają: 4/6


6 komentarzy:

  1. Zawsze ciekawiło mnie, jak można ująć dobry, o wartkiej akcji kryminał w zaledwie 150 stronach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie można, ale nie zawsze wychodzi ... oto cała filozofia :)

      Usuń
  2. Jedyna powieść Lackberg o Fjällbace jakiej nie czytałam. Może właśnie te mieszane recenzje mnie powstrzymują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nowelka, nie porywa, ale da się przeczytać w półtorej godziny :)

      Usuń
  3. Pamiętam, jak kiedyś przeczytałam ten kryminał w świąteczny czas, potraktowałam go raczej lekko a szczerze powiedziawszy do autorki do końca się nie przekonałam i w serii o Fjälbace utknęłam na drugim tomie, pozdrawiam przed świątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również pozdrawiam Cię przedświatecznie! Ta nowelka nie jest zbyt dobra, ale mnie saga o Fjälbace nawet się podoba ...

      Usuń

Dziękuję za wizytę i komentarz. Zapraszam ponownie. Tomasz Radochoński/Nowalijki