wtorek, 15 grudnia 2015

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz

Informacje o książce

autor: Remigiusz Mróz
tytuł: Zaginięcie

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2015
liczba stron: 509

egzemplarz: zakup własny






Wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz w blogosferze wskazywały, że Zaginięcie Remigiusza Mroza jest jeszcze lepsze, niż Kasacja. A ja napiszę przewrotnie, że Zaginięcie jest ... inne, mimo tych samych bohaterów i sprawdzonego stylu autora. Dlaczego? O tym za chwilę. Ale po kolei.

Uwielbiana przez wielu czytelników para Chyłka i Zordon wraca do działania, mniej więcej rok po rozpoczęciu współpracy i poprowadzeniu poprzedniej sprawy. Nadal łączy ich relacja patronka - aplikant. Zaginięcie rozpoczyna się od nocnego telefonu do Joanny. Po krótkiej rozmowie prawniczka podejmuje się bronienia swojej koleżanki z liceum. Kobieta uwikłała się wraz z mężem w sprawę teoretycznie nie do wygrania. Nie do wygrania, ktoś zapyta? Może, ale nie dla Chyłki i jej wiernego współpracownika  Kordiana. 

Angelika i Awit Szlezyngierowie zostają oskarżeni o zamordowanie trzyletniej córki Nikoli. Dziecko zginęło bez śladu z domu, w którym działał alarm antywłamaniowy. Wkrótce wszystkie poszlaki wskazują na rodziców. Kiedy dodatkowo znika potencjalny świadek z kryminalną przeszłością a zaraz potem Białorusin zamieszany w sprawę,  wynik procesu wydaje się przesądzony. Małżeństwo nie ułatwia Chyłce i Zordonowi prowadzenia ich sprawy, co więcej, Szlezyngierowie zaczynają prowadzić własną grę, narażając na poważne konsekwencje nie tylko siebie, ale i reputację prawników z kancelarii Żelazny & McVay. Misternie skonstruowana fabuła i nieoczekiwane wydarzenia z udziałem bohaterów zmierzają do zaskakującego  finału, trzymając czytelnika w napięciu do ostatniej nieomal strony.

Remigiusz Mróz przyzwyczaił już swoich czytelników do intrygującej fabuły, nieoczekiwanych zwrotów akcji, uwikłania bohaterów w sytuacje pozornie bez wyjścia. Autor bardzo umiejętnie dozuje napięcie powodując, że czytelnik z wypiekami na twarzy przewraca kolejne kartki powieści, nie mając pewności, czy aby coś złego nie stanie się Joannie lub Kordianowi. Ta para to  bardzo mocna strona cyklu powieściowego (mocno wierzę, że będą kolejne części); Chyłka nadal jest uroczo niesympatyczna, żeby nie napisać, że niezła z niej zołza, Oryński natomiast dojrzewa przy swojej patronce, wzmacnia się psychicznie, zdobywa potrzebną wiedzę i doświadczenie. Z wydarzenia na wydarzenie staje się prawie równorzędnym partnerem prawniczej bestii, jaką niewątpliwie jest Joanna Chyłka. Warto zwrócić uwagę, że miedzy nimi iskrzy, oj iskrzy, aż strach pomyśleć, coś mogło się wydarzyć podczas gry w bilard. Napięcie sięgnęło zenitu. Prawie ...

Udanym zabiegiem literackim był pomysł z wysłaniem Chyłki i Zordona ze stolicy na obrzeża Augustowa. Prawnicy, pozbawieni warszawskiego tła oraz licznych powiązań zawodowo - towarzyskich, musieli nieźle się napracować, aby kolejne odsłony procesu mogły rozgrywać się po ich myśli. W czasie pracy nad sprawą porwania dziewczynki zetknęli się z ludźmi równie głodnymi sukcesów i niedającymi się uwieść sztuczkom rodem z międzynarodowej korporacji. Obojgu dobrze to zrobiło, pozwoliło popatrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy, ale i docenić uroki oglądania życia w poziomu szklanego wieżowca w centrum Warszawy.

Napisałem na wstępie, że Zaginięcie jest według mnie, inne od Kasacji. Tym razem autor ograniczył spiętrzenie widowiskowych zwrotów akcji na rzecz rozbudowania warstwy psychologicznej swojej powieści. To nadal pierwszorzędny thriller prawniczy, ale sprawa porwania/domniemanej śmierci dziecka wywołuje, szczególnie w Zordonie, sporo przemyśleń nie tylko o prowadzonej sprawie, ale i o zawodzie prawnika. Młody aplikant, inaczej niż Chyłka, ma sporo watpliwości natury etycznej, co pokazuje, że prawo, choć twarde, często nie idzie w parze z uczuciami i emocjami. Przyznam, że bardzo mi się ten wątek podobał, a Oryński, którego polubiłem już w Kasacji, jeszcze bardziej przypadł mi do gustu. Już w pierwszej powieści widać wyraźnie, że Chyłka i Zordon znakomicie się uzupełniają, czego dowodem jest również Zaginięcie. Obie powieści mają wspólnych bohaterów, dynamiczną fabułę, zaskakujące zakończenie, ale Zaginięcie dodatkowo rzuca nowe światło na parę prawników z Warszawy, wydobywając z literackich postaci trochę więcej człowieczeństwa.



Zaginiecie Remigiusza Mroza pokazuje, że autor świetnie czuje się w powieści gatunkowej, w której procesy sądowe są opisane tak, że nie można doczekać się kolejnej sprawy. Porywa czytelnika historią, która poprzez swoją niejednoznaczność i pomysłowość  wręcz przykuwa do książki. Pogłębiony portret psychologiczny postaci, co nie jest znów tak oczywiste u innych autorów powieści sensacyjnych, tylko uatrakcyjnia i wzmacnia fabułę.

I tylko bardzo mnie ciekawi, jakie przygody spotkają Chyłkę i Zordona w niedalekiej (mam nadzieję) przyszłości ... 
Kto jeszcze nie czytał, niech koniecznie nadrobi zaległość! 

Nowalijki oceniają: 6/6


11 komentarzy:

  1. Strasznie interesuje mnie ta książka, jak i sam autor, o którym słyszałam bardzo wiele dobrego, ale na razie muszę skończyć książki już leżące na półkach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Bardzo dobrze Cię rozumiem, ja trafiłem na autora w wakacje, ale sobie dawkuję przyjemność :)

      Usuń
  2. Pod każdym Twoim słowem mogłabym się podpisać :) I mimo, że większą sympatią darzę Ekspozycję (a zaraz pewnie będę darzyć Przewieszenie) to jednak duet Chyłka-Zordon nie ma sobie równych. W Zaginięciu podobało mi się to, o czym napisałeś - zmniejszenie ilości prawniczego beł... znaczy tła, na rzecz warstwy psychologicznej. Aż mam ochotę wkleić znaczek "lubię to"
    Pozdrawiam
    Abgelika

    OdpowiedzUsuń
  3. :) No proszę, też zauważyłaś, że żargon prawniczy trochę ustąpił miejsca "prawdziwemu życiu". Przyznam, że "Zaginięcie" bardzo przypadło mi do gustu. I rzeczywiście, "Ekspozycja" chyba wybija się na pierwsze miejsce.
    Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie, Tomek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem świeżo po "Kasacji" i faktycznie, ta powieść to kawał dobrego thrillera prawniczego, ale mnie pokonały dialogi - dla mnie, jako czytelnika, pewne szczegóły odgrywają ważną rolę w całości i są to m. in. dialogi - przykro mi, ale silenie się Chyłki na zołzowatość wobec Zordana, te teksty były zwyczajnie prostackie i tandetne w moim odczuciu, co bardzo rzutowało na całość powieści. Uważam, że naprawdę można było sobie wiele "docinków" odpuścić albo je lepiej wycezylować. Rozumiem, co autor próbował osiągnąć, i mam nadzieję, że w miarę szlifowania warsztatu mu się to uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę Ci, że Zordona bardzo polubiłem od "Kasacji" i też szkoda mi, jak Chyłka nim poniewiera. Myślę, że autor celowo wybrał taką konwencję, gdyż to powieść popularna, czyli dla każdego coś miłego. Pewne zmiany stylu już widać, wiadomo, autor i czytelnik uczy się przez całe życie. Dziękuję Ci za komentarze i zapraszam!

      Usuń
    2. Wiesz co, jak najbardziej zgryźliwość Chyłki popieram, bo pomysł fajny, tylko poziom jej tekstów moim zdaniem nieudany. Gdyby autor poświęcił więcej uwagi na dopracowanie dialogów, jestem pewna, że wpadłby na pomysł i ubrałby je w bardziej cięte wydanie, więcej zawoalowanego dojrzałego sarkazmu i ciętości języka. Kurde. "Polubiłem Zordona od Kasacji" - uważaj, jeszcze mnie przekonasz do tego, by sięgnąć po kontynuację a zaparłam się w postanowieniu, ze nie ma mowy! ;)

      Usuń
    3. Zawsze nad czymś można popracować, myślę że autor śledzi to, co się o jego książkach mówi/pisze. Poznałem go osobiście i to fajny człowiek, serdeczny i otwarty. Mnie na przykład mniej przeszkadzają np. dialogi, co histeria niektórych blogerek wokół osoby autora, ale może to mój problem :)

      Usuń
    4. Wychowałam się w czasach, gdy histeria dopadała fanki Backstreet Boys czy N'sync, więc jestem ją w stanie zrozumieć ;) Mniej przeszkadzałaby Ci histeria w okół bohatera? np. Jacka Stapletona czy Harrego Hole? ;)

      Usuń
    5. Też znam te zespoły ;) raczej chodzi o sytuację: polecam komuś autora, ten ktoś szpera w sieci, trafia na odpowiedni (histeryczno - fanowski) wpis i potem pyta, czy aby na pewno autor jednak godny uwagi - odsyłam do siebie ;) ale wrażenie pozostaje.

      Usuń
    6. Bezcenne, prawda? :) W dzisiejszej dobie szacunek za to, że w ogóle komuś chciało się poszukać :)

      Usuń

Dziękuję za wizytę i komentarz. Zapraszam ponownie. Tomasz Radochoński/Nowalijki