czwartek, 13 sierpnia 2015

"Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyna Kwiatkowska



autorka: Katarzyna Kwiatkowska

tytuł: "Zbrodnia w szkarłacie"

liczba stron: 400

wydawnictwo: Znak

miejsce i rok wydania: Kraków 2015

ebook: woblink.com


Zachęcony licznymi pozytywnymi opiniami z przedpremierowych recenzji  i rekomendacją Marka Krajewskiego sięgnąłem tym razem po nową powieść Katarzyny Kwiatkowskiej. "Zbrodnia w szkarłacie" reklamowana jest jako kryminał retro i była to dla mnie wystarczająca zachęta do lektury. 

Akcja zaczyna się podczas listopadowej pluchy, kiedy to do upadającego majątku w Jeziorach przyjeżdża na ślub kuzynki Jan Morawski - sympatyczny ziemianin. Jest rok 1900 i znajdująca się na skraju bankructwa rodzina Jezierskich liczy na zamiłowanie gościa do rozwiązywania zagadek kryminalnych. Dziadek obecnych właścicieli zrobił im przed śmiercią psikusa i skrupulatnie ukrył skarb, który mógłby uratować rodzinę przed hańbą bankructwa. Zbliżający się ślub Heleny i groźba rychłej niewypłacalności rodziny tylko potęgują napięcia w domu. Wyraźnie wyczuwa się napięcie, a wizyta tajemniczego i obcesowo zachowującego się kolejnego gościa nie ułatwia budowania radosnego oczekiwania na zamążpójście Heleny. Ten ponury, skądinąd obraz rodziny Jezierskich uzupełnia bratowa właściciela majątku Ewelina i jej  pasierbica Laura. Ewelina, która do uzyskania pełnoletności wychowanki dysponuje jej majątkiem, jest uważana przez pozostałych domowników za wroga numer 1. Kiedy w środku nocy pada śmiertelny strzał i ginie człowiek - mordercą wydaje się tylko jedna osoba. Ale to nie takie oczywiste, wszak donośny wystrzał budzi domowników pod koniec trzeciego rozdziału ... Rolę detektywa natychmiast przejmuje Jan Morawski, który już od samego początku ma wiele wątpliwości dotyczących zbrodni i dostrzega sporo nieprawidłowości, szybko też orientuje się, że właściciele majątku mataczą i mylą się (czyżby celowo?) w zeznaniach. Obraz wydarzeń, jaki próbują naszkicować Janowi, wydaje się mało zgodny z rzeczywistym przebiegiem wypadków w Jeziorach. W prowadzeniu amatorskiego dochodzenia dzielnie wspiera go kamerdyner Jezierskich - Mateusz. Z ramienia pruskiej policji śledztwo prowadzi detektyw Joachim Engel. Zaczyna się żmudne przesłuchanie mieszkańców i gości majątku, tropy gubią się i mieszają. Detektyw Engel nie ma łatwego zadania, a jako reprezentant znienawidzonego pruskiego zaborcy nie ma co liczyć na efektywną współpracę z potencjalnymi podejrzanymi. Kiedy na jaw wychodzą wcześniejsze relacje Heleny i Joachima, atmosfera już tylko gęstnieje od nadmiaru wzajemnych animozji i straconych złudzeń. Jan prowadzi własne dochodzenie, krok po kroku odkrywając nowe i zaskakujące go (i Czytelnika) wątki, a bohaterowie nie są do końca tymi, za których się podają. Kłamstwa drobne i całkiem poważne prowadzą śledztwo w różnych kierunkach, detektywi gubią się w domysłach, ale jak to w rasowej powieści kryminalnej bywa,  wszystkie wątki zostają rozwiązane. A skarb, czy ostatecznie zostanie znaleziony, czy jest tylko rodzinną legendą? Tego już Czytelnicy dowiedzą się, gdy dotrą do  finału opowieści. 

"Zbrodania w szkarłacie" zaczyna się bardzo dynamicznie i ma równie intensywne zakończenie. Środek historii jest opowiadany w wolnym tempie, napisałbym nawet, że w zbyt wolnym. Autorka balansuje na granicy kryminału i powieści obyczajowej z elementami romansu, rysuje tło społeczno - historyczne początku XX wieku, opisując działalność Związku Ziemian. Wplata w kryminał wątek patriotyczny - momentami miałem poczucie pewnego przesytu i wrażenie, że historia morderstwa w majątku schodzi na dalszy plan. Książka traci w ten sposób pewną lekkość, której oczekuję od powieści kryminalnej w stylu retro. To jedyny, jak dla mnie, mankament książki, którą czyta się z dużą przyjemnością. Bohaterowie, szczególnie młode pokolenie - Jan, Helena, Andrzej to postaci bardzo sympatyczne i miło przebywa się w ich literackim towarzystwie. Znakomita jest też postać kamerdynera Mateusza, który sprytem i mądrością życiową przewyższa swoich pracodawców. Dialogi, szczególnie z udziałem Jana Morawskiego i Mateusza, są błyskotliwe, zgryźliwe i pełne  inteligentnego humoru. Nie można też odmówić autorce talentu do kreowania bogatej, wielowątkowej intrygi, wymagającej od Czytelnika uważnego śledzenia rozwijających się wydarzeń. Odkrywane co jakiś czas nowe fakty z życia właścicieli i gości majątku powoduje, że często trzeba weryfikować własne osądy dotyczące bohaterów i motywów ich postępowania.

Powieść Katarzyny Kwiatkowskiej porównywana jest, z racji tematyki i sposobu prowadzenia fabuły do kryminałów Agathy Christie. Z pewnością miejsce akcji, zbliżony czas wydarzeń, postać głównego detektywa - amatora i bogata galeria  bohaterów drugoplanowych pozwala na takie porównanie. Jednak "Zbrodnia w szkarłacie" ma bardziej skomplikowaną fabułę, odniesienia do  historii i tym samym jest bliższa polskiemu odbiorcy. 



"Zbrodnia w szkarłacie", mimo drobnych mankamentów, to świetna lektura, od której nie można się oderwać. Kibicujemy poczynaniom Jana Morawskiego i zwodzeni przez autorkę, czekamy na rozwiązanie zarówno zagadek kryminalnych, jak i wyjaśnienia skomplikowanych relacji uczuciowo - towarzyskich. A w tle, przypominam, wciąż jest szansa na odnalezienie skarbu ... 

Zatem - czas na kieliszek malinowej nalewki (przepis na nią też jest ważną częścią intrygi) i zapraszam do lektury!

Nowalijki oceniają 6/6

2 komentarze:

  1. Ta książka zupełnie umknęła mojej uwadze, a tymczasem czytam już kolejną pochlebną recenzję. Chyba pora przyjrzeć się jej bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto. Bo nawet jeśli dla mnie jest trochę przegadana, to jednak bardzo sympatyczna historia. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)

      Usuń

Dziękuję za wizytę i komentarz. Zapraszam ponownie. Tomasz Radochoński/Nowalijki