poniedziałek, sierpnia 31, 2015

"Chłopcy" Andrzej Saramonowicz

"Chłopcy" Andrzej Saramonowicz
Metryczka książki

autor: Andrzej Saramonowicz

tytuł: "Chłopcy"

liczba stron: 304

wydawnictwo: Wielka Litera

miejsce i rok wydania: Warszawa 2015

ebook: Legimi bez limitu


Powieść "Chłopcy" jest debiutem literackim Andrzeja Saramonowicza, twórcy przebojowych (podobno, bo sam ich nie widziałem) komedii "Testosteron" i "Lejdis". Autora kojarzę pozytywnie z "Drugiego śniadania mistrzów", a książkę z sugestywnej okładki, która od jakiegoś czasu pojawia się to tu, to tam. Sięgnąłem po tę pozycję z czystej ciekawości i z czystym kontem, jeśli chodzi o poczynania artystyczne Saramonowicza i bez żadnych oczekiwań wobec jego debiutu.

"Chłopcy" to współczesna powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa się w Polsce. Jej bohaterami są tytułowi "chłopcy", a konkretnie 40 -letni neurochirurg Jakub Solański i jego 11 - letni syn Mateusz. Rodzice Mateusza są świeżo po rozwodzie, więc ich relacje z synem stają się dość specyficzne. Historię bohaterów poznajemy dzięki dwutorowej narracji, prowadzonej przez ojca i syna. Często relacjonują oni te same wydarzenia, tylko z własnej perspektywy. Obaj też opisują niektóre sytuacje w formie strumienia świadomości - w tekście są to fragmenty kursywą bez żadnych znaków interpunkcyjnych. Przyznam, że ta część książki jest dla mnie niezrozumiała; te fragmenty czyta się źle, są wręcz irytujące a jednocześnie stanowią ważny element opisu fabuły. Bardzo szybko orientujemy się że Jakub Solański to mężczyzna, który, bardzo delikatnie pisząc, nie przepuści żadnej kobiecie, a jako świeży rozwodnik na nowo odkrywa morze możliwości. Gorzej, że jego zdobyczami są najczęściej matki kolegów jego syna. Podobnie zresztą zachowuje się najlepszy przyjaciel doktora - Paweł. Obaj panowie, najczęściej podczas popijawy, bez skrępowania wymieniają się doświadczeniami i opowieściami o najnowszych zdobyczach. I ojciec, i syn mówią o miłości, ale jej znaczenie dla obu jest inne, co oczywiste - dla Mateusza jest to uczucie bardziej romantyczne, dla ojca - cóż - techniczne. Syn, inteligentny chłopak, szybko orientuje się, jaką grę prowadzi ojciec. Solański dużo wtedy traci w oczach syna. Pikanterii dodaje fakt, że Mateusz przyjaźni się z synem Pawła, a doktor Solański kontynuuje niechlubną tradycję zdrad, wzorując się na własnym ojcu. 

Wspomniałem wcześniej o pewnych irytujących fragmentach książki. Wydaje mi się, że najbardziej może uwierać język powieści, celowo bardzo wulgarny i krążący głównie wokół hm ... dolnych partii ciała. Zdaję sobie sprawę, że po pierwsze tak mówi wielu Polaków, a po drugie, że jest to zabieg celowy, wzmacniający sens tej fabuły. Komediowej fabuły, bo "Chłopcy" to powieść lekka, erotyzująca i bardzo swawolna, ale nie dla każdego czytelnika. Rozumiem jeszcze wulgarny język dorosłych, ale w ustach dzieci (nawet jeśli w rzeczywistości też przeklinają) brzmi  on sztucznie i rażąco. Im dłużej przebywa się w świecie "Chłopców", tym bardziej ta stylistyczna maniera przeszkadza i denerwuje. 

Powieść ma komediowy charakter, ale można próbować doszukiwać się  w książce głębszego sensu: ostrze satyry wymierzone jest zarówno we współczesnych mężczyzn, jak i kobiety, dzieci zdaje się na lepszych nie wyrosną, ale może nie ma takiej potrzeby? Przyznaję, że tego typu dywagacje towarzyszyły mi właściwie podczas całej lektury "Chłopców", ale jednoznacznej odpowiedzi sobie nie udzieliłem.



Kontrowersje budzić może forma i sposób, w jaki pisarz kreśli obraz współczesności. Wydaje się być bardzo bezkompromisowy. Moim zdaniem jednak, nie narusza żadnego tabu, bo już dawno nie jest nim mało platoniczna fascynacja ucznia swoją nauczycielką, czy fakt, że ludzie się zdradzają. Wizja społeczeństwa, jaką przedstawia autor, mimo ewidentnie przeszarżowanego komediowego tonu, wydaje się raczej pesymistyczna. A może jednak budująca, gdyż koniec końców, chodzi o miłość i bliskość?  I tak, jak Jakub Solański miota się między kolejnymi kochankami,  tak pisarz między stylem komediowym i poważnym. Szkoda tylko, że Saramonowicz nie może do końca się zdecydować, o czym tak naprawdę jest jego powieść: o pokoleniu obecnych czterdziestolatków, o straconych złudzeniach, sentymentalną podróżą do czasów młodości, czy banalną i pieprzną powieścią obyczajową. 

Nowalijki oceniają: 4/6



sobota, sierpnia 29, 2015

"Co nas nie zabije" David Lagercrantz

"Co nas nie zabije" David Lagercrantz
Metryczka książki

autor: David Lagercrantz

tytuł: "Co nas nie zabije"

liczba stron: 499

wydawnictwo: Czarna Owca

miejsce i rok wydania: Warszawa 2015




Miliony czytelników i fanów trylogii "Millenium" Stiega Larssona na wieść o planowanej kontynuacji natychmiast podzieliło się na dwa obozy. Jedni z napięciem i zaciekawieniem czekali na kontynuację przebojowej serii, drudzy odsądzali od czci i wiary, zarówno mało znanego autora i spadkobierców Larssona, jak i wydawców "Co nas nie zabije". Wydaje mi się, że po lekturze tej książki żadna z wymienionych grup nie będzie w pełni usatysfakcjonowana. Powieść nie jest tak zła, jak spodziewali się jedni, ani tak dobra, jak oczekiwali drudzy. Ale po kolei.
Fabuła książki koncentruje się na nowej postaci profesora Fransa Baldera, który jest światowej sławy naukowcem zajmującym się badaniem i rozwojem sztucznej inteligencji. Kiedy przez przypadek wpada na trop ogromnej afery, jego życie jest poważnie zagrożone. Odkrycie naukowca związane jest z zakrojonym na szeroką skalę szpiegostwem przemysłowym ery internetu. Wydarzenia rozgrywają się w Szwecji oraz w Stanach Zjednoczonych, a siatka powiązań rozciąga się na obszar Federacji Rosyjskiej. Wzajemnie zwalczające się grupy hakerów czynią wszystko, co w ich mocy, aby wrażliwe dane, zakodowane w elektronicznych plikach, trafiły do najlepiej płacących zleceniodawców. Przy niewyobrażalnych sumach pieniędzy nie ma czasu na ustępstwa i sentymenty, przeszkody usuwa się z bezwględna precyzją. 
Frans Balder ma chorego na autyzm syna - Augusta - który obdarzony jest fotograficzną pamięcią, stanem nazywanym sawantyzmem. Jego fenomenalne rysunki odegrają kluczową rolę w rozwoju akcji.
Gdzie w tym wszystkim duet Blomkvist i Salander? Oczywiście są, bo w końcu "Co nas nie zabije" nazywane jest kontynuacją "Millenium".
Mikael Blomkvist nadal jest dziennikarzem "Millenium", ale jego gwiazda mocno przygasła. Gazeta stała się częścią koncernu medialnego, któremu zależy na dotarciu do młodego czytelnika. Blomkvist nie radzi sobie ze zdygitalizowanym światem i coraz częściej myśli o zakończeniu kariery. Kiedy zgłasza się do niego Balder, dziennikarz czuje, że ma materiał na sensacyjny temat i szansę na powrót do życia, które kocha.
Lisbeth Salander, jak tylko ona to potrafi, wmanewrowuje się w sam środek walki hakerów, ściągając na siebie śmiertelne zagrożenie. Wraz z rozwojem fabuły, niebezpieczeństwa jej grożące, będą się już tylko mnożyć.
Powieść ewidentnie nawiązuje do stylistyki i narracji powieści Larssona. Obok wspomnianej wyżej pary, przez karty powieści przemykają postaci dobrze znane z poprzednich części: Plague, Holger Palmgrem, czy Erika Berger. Akcja toczy się w listopadzie i grudniu, wraz z Mikaelem przemierzamy znane ulice Sztokholmu, przypominamy sobie znajome miejsca. Pojawia się również, wyeksploatowany moim zdaniem, wątek Zalachenki oraz  siostry - bliźniaczki Lisbeth. Styl powieści - krótkie rozdziały, często zaczynające się o imienia i nazwiska postaci, oszczędny opis i liczne dialogi - też nawiązują do cyklu Larssona. Trzeba jednak wspomnieć, że Mikael i Lisbeth, mimo że są ważnymi (hakerka nawet bardziej) bohaterami opowieści, zdają się być postaciami jeśli nie drugoplanowym, to drugorzędnym. Lagercranzt wprowadził nowych i bardziej wyeksponowanych bohaterów, trochę kosztem już znanych. Postać Lisbeth jest mocniej obecna w książce, Mikael stanowi uzupełnienie głównych wątków. Oboje stracili jednak swój ostry pazur, są bardziej płascy, nie ma między nimi chemii, którą pamięta się z książek Larssona. Oboje także zostali równo przycięci do nowej fabuły. A ta jest, przyznam, bardzo dobrze skonstruowana, wciągająca i ciekawa. Ale też do bólu wypolerowana, ugładzona i przez to bardzo przewidywalna i wręcz ugrzeczniona. U Larssona zdarzały się, szczególnie w III części, większe słabizny, mentorski ton, nieścisłości w fabule. W "Co nas nie zabije" takich wpadek nie ma. Z ducha trylogii "Millenium" mamy ważny wątek przemocy domowej wobec kobiet, gdzieś w tle przewija się bardzo niedobra dla Szwecji diagnoza społeczna, czy problem z  emigrantami. Brakuje obsesji Larssona związanej z antyspołeczną działalnością rządów - ten motyw został przeniesiony do przestrzeni internetu, gdzie wywiady i kontrwywiady różnych państw walczą o cenne informacje, kosztem życia i śmierci.
Powieść jest tak skonstruowana, że czytelnik nie musi znać poprzednich części, aby szybko zorientować się w powiązaniach między bohaterami. Bardziej lub mniej dyskretnie przypomina się  mu co ważniejsze wydarzenia z trylogii. Nie ukrywam, że w ten sposób sam przywołałem sobie w pamięci istotne fakty z "Millenium", o których zapomniałem.





Gdyby książka Lagercrantza została wydana jako osobny tekst, bez nawiązania do głośnego poprzednika, czytelnik otrzymałby idealnie skrojoną, z ciekawą fabułą i interesującymi bohaterami, ale tylko jeszcze jedną powieść sensacyjną. Jednak odwołanie się do trylogii Larssona tę nową książkę krzywdzi. W moim odczuciu nazywanie jej kontynuacją jest pewnym nadużyciem, próbą wylansowania tytułu i autora. Trudno bowiem pisać o kontynuacji historii, która według mnie została zamknięta w trzech tomach. Decydując się na ciąg dalszy, oczekiwałbym od autora trochę innego rozłożenia akcentów, wyeksponowania pary głównych bohaterów, uwikłanie ich nawet w cyberaferę, ale z większym uwzględnieniem czynnika ludzkiego. Ma "Co nas nie zabije" ciekawe wątki i pomysły (jak choćby wspomniany wcześniej sawantyzm), ale to trochę za mało, zważywszy na ogromne oczekiwania ze strony fanów oryginalnej trylogii.
Podsumowując mogę napisać, że tę powieść, jak każdą kontynuację napisaną przez innego autora, można ocenić dwojako, w zależności od oczekiwań. Fan Larssona i wielbiciel jego stylu może poczuć się rozczarowany sposobem prowadzenia narracji i bezpardonowym potraktowaniem głównych bohaterów. Czytelnik, który słabo kojarzy trylogię "Millenium", otrzyma solidnie skonstruowaną, dobrze napisaną powieść sensacyjną, z ciekawymi wątkami i całą plejadą różnych postaci - ale powieść dość wtórną. Powtórzę więc na koniec to, od czego zacząłem tę recenzję: powieść nie jest tak zła, jak spodziewaliby się jedni, ani tak dobra, jak oczekiwaliby drudzy. Ocena, jak zawsze, zostaje czytelnikowi.

Nowalijki oceniają: 5/6 (bez skojarzeń z Larssonem)
                                  3/6 (ze skojarzeniami z Larssonem)

piątek, sierpnia 28, 2015

"Oddawaj różdżkę, Phong!" Łukasz Wasilewski

"Oddawaj różdżkę,  Phong!" Łukasz Wasilewski

Metryczka książki

autor: Łukasz Wasilewski

tytuł: "Oddawaj różdżkę, Phong!"

liczba stron: 408

wydawnictwo: e - bookowo

rok wydania: 2015

ebook: Legimi bez limitu


Komedia romantyczna niejedno ma imię. Są komedie słodkie i różowe niczym babeczka z pianką, są komedie o cynicznym zabarwieniu i gorzkim posmaku. Zdarzają się także historie miłosne z przymrużeniem oka, opowiadane z przekąsem i zdrowym dystansem, niepozbawione jednak sympatii dla kochanków i dzielnie im kibicujące. Do tego ostatniego gatunku zaliczyłbym  powieść Łukasza Wasilewskiego "Oddawaj różdżkę, Phong!". Okładka może być myląca, bo kolor ma intensywnie kojarzący się z popularnymi powieściami w stylu Lisy Jewell czy Sophie Kinsella (przyznaję - obie podczytuję), ale delikatnie absurdalny  (przynajmniej do pewnego momentu) tytuł sugeruje, aby nie oceniać książki po okładce. I to tytuł przykuł moją uwagę, ale myślałem, że to opowieść dla ... dzieci. Dopiero lektura notatki na stronie autora wyprowadziła mnie z błędu. I zdecydowanie jest to książka dla trochę starszego czytelnika. 
Współczesna Warszawa, trzy kobiety i on. I wszystko natychmiast bardzo się komplikuje. Zosia Grochola  - nowa gwiazda polskiej literatury popularnej (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa), piękna i zmysłowa Tatiana, zarabiająca na życie ... hm ... wdziękami, roztargniona fanka komiksów, dziewczyna - geek - Natalia i on - Szatyn. A właściwie Szatan na kobiety, prywatnie Piotrek - pracownik niezwykle tajemniczej Fundacji. I jeszcze jego najlepsi kumple, którzy niczym bohaterowie serialu "The Big Bang Theory"  - duzi chłopcy w przykrótkich spodenkach. To składniki niezwykle smacznego bigosu towarzysko - uczuciowego, który jest mocno doprawiony humorem, często absurdalnym, zabawnymi tyradami o życiu, uczuciach i związkach. Do tego całkiem sporo odniesień do współczesności i kultury popularnej, filmów i seriali,  a w tle dużo jazzu. Jak to w powieści tego gatunku akcja jest szybka, fabuła plącze się a relacje komplikują. Z rozbawieniem przyglądamy się miłosnym perypetiom Piotrka, który zakochuje się w jednej z kobiet, ale musi uciekać przed inną, której nadepnął na odcisk. Absurd goni absurd, jednak bohaterowie powieści świetnie się w nim odnajdują. Jeszcze tylko przygotowania do ważnej zabawy sylwestrowej, porwanie sowy i graniczące z cudem zdobycie tytułowej różdżki - i mamy pełny obraz świata opisany przez Łukasza Wasilewskiego.


Wspomniałem wcześniej, że "Oddawaj różdżkę, Phong" przypomina filmową komedię romantyczną, ale myślę, że warto napisać, że jest to komedia trochę na odwrót, z dużym przymrużeniem oka. Autor znakomicie bawi się oczywistą do bólu konwencją, zaskakując czytelnika i doprowadzając go do ataków śmiechu. To bardzo przyjemna, lekka i sprawnie napisana historia dla inteligentnego odbiorcy, który dostrzeże i doceni liczne niuanse ukryte w tekście. Szalone przygody młodych (ale nie młodzieży) bohaterów to również próba spojrzenia na współczesnych Polaków, ich marzenia, potrzeby, wątpliwości i oczekiwania. Książka, mimo ewidentnie komediowego tonu, porusza ważne tematy związane z życiem uczuciowym współczesnych mieszkańców kraju nad Wisłą. Takich pozycji na rynku wydawniczym jest sporo, ale "Oddawaj różdżkę, Phong!" broni się satyrą i inteligentnym humorem. Dwa wieczory spędzone w tym zwariowanym i sympatycznym towarzystwie to  czas przyjemnie spędzony. I tego oczekuję od dobrze i z pomysłem napisanej literatury popularnej.

Nowalijki oceniają: 5/6

niedziela, sierpnia 23, 2015

"Inna dusza" Łukasz Orbitowski

"Inna dusza" Łukasz Orbitowski

Metryczka książki

autor: Łukasz Orbitowski

tytuł: "Inna dusza"

liczba stron: 432

wydawnictwo: Od deski do deski

miejsce i rok wydania: Warszawa, 2015

ebook: Legimi bez limitu



Znów tak się złożyło, że z nowym tytułem nie tylko nadrabiam czytelnicze zaległości, ale jednocześnie poznaję twórczość kolejnego pisarza. "Inna dusza" została mi zarekomendowana i bardzo się z tego cieszę, bo Orbitowski nigdy nie był w kręgu moich czytelniczych zainteresowań, a jego tekst wart jest poznania.

"Inna dusza" to część projektu Na F/Aktach i ta informacja ma znaczenie przy próbach analizy i interpretacji wydarzeń opisywanych w tej książce. Tekst wymyka się jednoznacznej klasyfikacji; jest bowiem połączeniem powieści i reportażu z pogłębioną analizą portretów psychologicznych postaci i mocno zarysowaną warstwą społeczną i obyczajową połowy lat 90 - tych. 
Nie jest więc żadną tajemnicą, że jeden z bohaterów zabił, a czytelnik w retrospekcjach poznaje środowisko z którego zabójca się wywodzi, z jakimi ludźmi przebywa, próbuje dowiedzieć się, czy ktoś lub coś ma wpływ na ukształtowanie się takiej, a nie innej psychiki. Orbitowski nie ułatwia odbioru tej historii, gdyż nie udziela odpowiedzi na zasadnicze pytanie: "Dlaczego zabił"? To byłoby zbyt proste, zbyt oczywiste i chyba nie takie jest przesłanie książki.

Łukasz Orbitowski tworzy fikcję, opierając się jednak na faktach, jego książka dotyczy dwóch głośnych morderstw dokonanych w Bydgoszczy przez Jacka B. , który w książce zostaje Jędrkiem - najstarszym z paczki, zdolnym cukiernikiem z przeciętnej, ale nie patologicznej rodziny, choć z despotycznym ojcem. Narratorem w tekście jest Krzysiek, którego ojciec jest nałogowym alkoholikiem a bezwolna matka nie stanowi dla syna żadnego oparcia. Jest wreszcie kuzyn Jędrka - Darek - jedna z dwóch ofiar młodocianego mordercy. Jędrek i Krzysiek to główni bohaterowie opowieści - wywodzą się z podobnego środowiska, ale to ten - wydawałoby się - odrobinę lepiej ustawiony życiowo zabija. Tak po prostu, bez powodu, tylko dlatego, że ma w sobie tytułową "inną duszę". Jakiś impuls, który popchnął Jędrka na skraj szaleństwa. Co więcej, sam Jędrek chyba do końca nie wie, dlaczego zabił. 

"Inna dusza" to specyficzny portret zabójcy, narysowany mocną i ostrą literacką kreską. Autor przedstawia swoich bohaterów na tle przemian gospodarczych i społecznych Polski z połowy lat 90 - tych. Bydgoszcz, miasto w którym rozgrywa się akcja, to miejsce przygnębiające i odpychające, pełne paradoksów przemian, reprezentujące chyba każde polskie miasto. Alkohol, przemoc i patologia społeczna jest zasadniczą częścią obrazu środowiska, z którego wywodzą się bohaterowie. Wydaje mi się, że pokazanie zepsutej tkanki miasta, miało za zadanie wzmocnić przekaz całej historii i uwierzytelnić ją. Orbitowski w pewnym sensie demitologizuje lata 90 - te, oddając realia tamtych czasów: dżinsy z ciuchów, flipery, tandetną muzykę. Bezlitośnie zdrapuje farbę z blichtru świata pierwszych reklam i wreszcie pełnych półek w sklepach. Dla czytelnika, takiego jak ja, dla którego był to okres  młodości, ten wątek książki uwiera nawet bardziej, niż zabójstwa, co nie znaczy, że go wypiera. Nie da się bowiem uciec od konfrontacji opisów z książki z własnymi wspomnieniami, często wyidealizowanymi. Połączenie tych dwóch elementów sprawia, że "Innej duszy" nie da się czytać bez emocji. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie lektura "Z zimną krwią" Trumana Capote'a i zbliżone emocje towarzyszyły mi podczas czytania opowieści Orbitowskiego, tym bardziej, że z oczywistych powodów historia z Bydgoszczy jest mi bliższa. Podczas lektury "Innej duszy", a dokładniej opisów szarej i przygnębiającej rzeczywistości,  miałem ciągłe skojarzenia z dwoma terminami: realizmem i naturalizmem. Orbitowski nie owija w bawełnę i nie koloryzuje świata swoich bohaterów, nie unika wulgaryzmów, bo byłby nieautentyczny. 

Napisałem wcześniej, że "Inna dusza" ma dwóch głównych bohaterów, teraz dochodzę do wnioski, że sprawiedliwie byłoby napisać, że jest ich co najmniej trzech - tym ostatnim bohaterem jest miasto, a w szerokim kontekście Polska i społeczeństwo. Może nie nazwałbym tekstu Orbitowskiego rozrachunkowym, bo według mnie przesunąłbym niebezpiecznie środek ciężkości tekstu, ale z pewnością jest próbą ułożenia się i zmierzenia ze światem młodości. A pretekstem dla takich rozważań jest przywołanie zbrodni Jędrka.



"Inna dusza" to książka, która wywarła na mnie ogromne, pozytywne wrażenie. Tekst chodzi za mną od kilku dni i przyznaję, że jeszcze do końca mi się nie ułożył. Niezręcznie jest może pisać, że podobała mi się historia mordercy, ale jak inaczej nazwać emocje związane z tym tekstem? Doceniam prosty i twardy, a jednocześnie bardzo plastyczny język książki, świetnie narysowany obraz brzydoty miasta i jego mieszkańców, w końcu wyrazistych bohaterów. Podoba mi się, że autor nie narzuca czytelnikowi jednoznacznych odpowiedzi, a wręcz zmusza go do ciągłego zadawania sobie coraz to nowych pytań. Książka od początku wywołuje emocje, mimo że być może nie powinna, wszak znamy jej zakończenie. I to jest jej wielka siła. Zdecydowanie warto zmierzyć się z "Inną duszą" Łukasza Orbitowskiego.

Nowalijki oceniają: 6/6


czwartek, sierpnia 20, 2015

"Dom po drugiej stronie lustra" Vanessa Tait

"Dom po drugiej stronie lustra" Vanessa Tait


autorka: Vanessa Tait

tytuł: "Dom po drugiej stronie lustra"

tłumaczenie: Krzysztof Cieślik, Klementyna Wohl

liczba stron: 351

wydawnictwo: Czwarta Strona

miejsce i rok wydania: Poznań 2015

ebook: Legimi bez limitu


Nie tak dawno obchodziliśmy 150 - rocznicę pierwszego wydania "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carolla. Teraz do rąk czytelników wydawnictwo Czwarta Strona oddało powieść "Dom po drugiej stronie lustra", której autorką jest prawnuczka Alicji - Vanessa Tait. Sięgnąłem po tę pozycję z dużą rezerwą: połączenie faktów i fikcji literackiej nie zawsze się sprawdza, szczególnie, gdy dotyczą one postaci dość kontrowersyjnej obyczajowo - Lewisa Carolla. Myślę jednak, że książka Tait broni się, a lektura tej powieści rzuca nowe światło na genezę jednej z najbardziej znanych książek na świecie.

Główną bohaterką powieści jest Maria Prickett, dobiegająca 30 guwernantka trzech córek dziekana Liddella. Maria jest postacią autentyczną, podobnie jak i rodzina Liddellów i ich córki, z których jedna to Alicja - pierwowzór dziewczynki z Krainy Czarów. Maria, mimo że zajmuje się nauczaniem i wychowywaniem dzieci, jest kobietą o dość wąskich horyzontach, ma staroświeckie poglądy na temat życia i wychowania, co więcej, nie posiada zbyt bogatego doświadczenia życiowego. Wychowana przez surową matkę, ściśnięta (i to dosłownie) gorsetem obyczajów i konwenansów końca epoki wiktoriańskiej, nie potrafi i nie umie odnaleźć się w otaczającym ją świecie. Dziekan Liddell i jego żona to postaci dość ekscentryczne i wymagające, więc Marii bardzo trudno nadążać za swoimi pracodawcami. Dziewczynki, a szczególnie bystra i pyskata, nad wiek dojrzała Alicja, oczekują od guwernantki układu partnerskiego, a tego wycofana i spięta Maria nie może im zapewnić. Żyje z rodziną Liddellów, ale jednocześnie obok niej, snując plany na przyszłość (głównie małżeńskie), marząc jednocześnie o wielkiej miłości. Z zazdrością obserwuje dojrzewanie Alicji, jej swobodę w wyrażaniu własnych potrzeb i pragnień. Miota się między potrzebami duszy i ciała. Źle lokuje uczucia, odrzuca zaręczyny i cierpi widząc, jak mężczyzna, którego kocha adoruje ... Alicję. W rywalizacji z podopieczną Maria przegrywa. Mężczyznę, którego kocha to Charles Dodgson, świat zna go do dziś jako Lewisa Carrolla. Oczami Marii obserwujemy, jak rodzi się specyficzna więź między mężczyzną a Alicją, z perspektywy Marii również widzimy również, jak z urywków rozmów i zabaw wyłania się późniejszy tekst "Alicji w Krainie Czarów". W powieści Maria to postać mało sympatyczna i  smutna: sztywno trzyma się konwenansów, myśli utartymi schematami, pracuje, ale bez większej satysfakcji - jednocześnie ma świadomość upływającego czasu, boi się staropanieństwa i marzy o namiętnej miłości. I popełnia wiele błędów, źle oceniając ludzi wokół siebie i ich intencje. Dodatkowo cierpi, gdyż ma świadomość, że jej szanse na wejście do wyższej sfery towarzyskiej są nikłe i związane z małżeństwem z odpowiednim kandydatem. Zostaje jej zatem uczestniczenie w życiu innych i życie odbitym światłem.

Vanessa Tait w naturalny sposób połączyła rodzinną opowieść z odrobiną fikcji literackiej. Tłumaczy to zresztą w posłowie, wyjaśniając i dopowiadając przemilczane, ze względów fabularnych, elementy. Jest przy tym bardzo szczera; ma świadomość, że relacje Carrolla z jej prababką dziś zostałyby uznane za niemoralne, wyjaśnia przy tym zawiłości obyczajowe epoki wiktoriańskiej. Nie ocenia rodziny (ten przywilej pozostawia czytelnikowi) i nie wybiela jej. Skupia się na pokazaniu genezy książki, która w pewnym sensie uczyniła jej prababkę nieśmiertelną. Pomysł z przedstawieniem tego procesu z punktu widzenia służącej jest bardzo ciekawy, śledzimy losy Marii, ale jednocześnie poznajemy kulisy napisania "Alicji w Krainie Czarów". Widzimy jak Dodgson wręcz adoruje Alicję, pisze do niej czułe listy, wymyśla kolejne fragmenty swojej opowieści. Obserwujemy, jak inteligentna dziewczynka manipuluje mężczyzną, wymuszając na nim korespondencję i nowe historie, zawsze stawiając na swoim. 


"Dom po drugiej stronie lustra" to powieść, która swoją formą, niespieszną akcją, fabułą bogatą w opisy przemyśleń bohaterów nawiązuje do powieści wiktoriańskiej i to nawiązuje w bardzo udany sposób. Są zatem wątki obyczajowe i społeczne, pewna doza dydaktyki, ale i elementy form poetyckich. To, co w tej książce najistotniejsze - geneza "Alicji w Krainie Czarów" - rozgrywa się na drugim planie, niejako obok głównego wątku.

Przyznaję, że po lekturze tej powieści i posłowia Vanessy Tait sięgnąłem znów po książkę Lewisa Carroll i ... przeczytałem ją pod trochę innym kątem. Alicja nigdy nie wydawała mi się niewinną panienką z dobrego domu, ale teraz przynajmniej wiem, że była kobietą z krwi i kości i do bycia niewinnym dziewczątkiem bardzo jej daleko ... Dla miłośników twórczości Lewisa Carrolla pozycja, jeśli nie obowiązkowa, to bardzo wskazana. 

Nowalijki oceniają: 5/6


poniedziałek, sierpnia 17, 2015

"Ekspozycja" Remigiusz Mróz

"Ekspozycja" Remigiusz Mróz

autor: Remigiusz Mróz

tytuł: "Ekspozycja"

liczba stron: 480

wydawnictwo: Filia

miejsce i rok wydania: Poznań 2015

ebook: Legimi bez limitu




Miłośnicy kina znają z pewnością, przypisywaną Alfredowi Hitchcockowi, receptę na udany film: trzeba zacząć od trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tylko rośnie. Ta zasada pasuje do najnowszej powieści Remigiusza Mroza "Ekspozycja", która zaczyna się od morderstwa, a zaraz po nim akcja już tylko przyspiesza -  wprost do zaskakującego finału. 

Komisarz Wiktor Forst pojawia się na Giewoncie, gdzie turyści dokonali makabrycznego odkrycia. Na krzyżu - symbolu Tatr ktoś powiesił martwego mężczyznę. Jedyny ślad to starożytna moneta, włożona do ust nieboszczyka. Forst nieomal natychmiast uświadamia sobie, że to grubsza sprawa, a kiedy jeszcze na szczycie górskim dowiaduje się o zawieszeniu i odsunięciu od śledztwa wie już, że zabójstwo to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie byłby sobą, gdyby nie uparł się na prowadzenie dochodzenia, mimo wydanego zakazu. Od początku pomaga mu, najpierw niechętnie, przebojowa dziennikarka telewizyjna Olga Szrebska. Tropy prowadzą na Białoruś, Ukrainę i do Izraela, a sprawa dotyczy  nawet apokryfów z czasów biblijnych. Jednak fabuła jest tak prowadzona, że czytelnik co stronę jest zaskakiwany, a finał opowieści dosłownie wciska w fotel. Całe szczęście, że cykl z Wiktorem Forstem to trylogia...

Komisarz Wiktor Forst to postać, która powinna na dłużej zagościć w świecie literackim polskiej powieści sensacyjnej. Jest przystojny, czarujący, inteligentny (a czasem wręcz błyskotliwy), bywa cyniczny; trochę James Dean, trochę Marek Hłasko. Ma twardą głowę (i to dosłownie), walczy z nałogami (z marnym skutkiem), zdobywa kobiety i ... wciąż żuje gumę cynamonową (czym zdobył mnie od pierwszej strony). Sympatyczny łobuz, idealnie skrojony do inteligentnej fabuły, jaką z całą pewnością jest "Ekspozycja". Dzielnie dotrzymuje mu kroku dziennikarka Olga Szrebska, wspierając komisarza, ale i go tonując. Tworzą udany duet i jest miedzy nimi chemia, dzięki której wychodzą cało z wielu opresji. 

Remigiusz Mróz w "Ekspozycji" do perfekcji opanował trudną sztukę dynamicznego prowadzenia wielowątkowej fabuły. Powieść jest starannie przemyślana, nie ma słabizn i dłużyzn, które bywają piętą achillesową niektórych polskich powieści sensacyjno - kryminalnych. Autor potrafi doskonale wywieść czytelnika w fabularne pole, kluczyć i zaskakiwać nieoczekiwanymi zwrotami akcji. A ta pędzi w zawrotnym tempie do zaskakującego końca. 

"Ekspozycja" to kawał świetnie napisanej powieści sensacyjnej, inteligentnej i przewrotnej literatury popularnej. Mróz z wdziękiem łączy perypetie głównych bohaterów w stylu Jamesa Bonda, wątki historyczne (bardzo zaprzeszłe i nowsze) i odnosi się do realiów współczesnej Polski. Niezmiernie spodobało mi się wprowadzenie do fabuły wątku związanego z wojenną historią bolesnych relacji Polaków i sąsiadów ze wschodu. Autor pokazał, że dobrze napisana powieść sensacyjna, ze swej natury lekka, może poruszać poważną tematykę. I wcale nie wpływać źle na odbiór całości tekstu.
Książkę czyta się jednym tchem, co osobiście zaświadczam i z niecierpliwością czeka na ciąg dalszy. I nie mam pretensji, że jak wielu czytelników, zostałem umiejętnie wyprowadzony w pole, kiedy wydawało mi się, że wiem, kto zabił, a za chwilę musiałem weryfikować własne domysły.


Remigiusz Mróz w "Ekspozycji" postawił sobie wysoko poprzeczkę, ale czytając opinie o jego poprzednich książkach (ich lektura dopiero przede mną) mam pewność, że autor sobie poradzi i jeszcze nieraz zaserwuje czytelnikom literacką "jazdę bez trzymanki". 
Na koniec dodam, że niezmiernie cieszę się, że tego lata do grona  moich ulubionych autorek powieści kryminalnych - Katarzyny Bondy i Katarzyny Puzyńskiej dołączył autor - Remigiusz Mróz. 

Nowalijki oceniają: 6/6

sobota, sierpnia 15, 2015

"450 stron" Patrycja Gryciuk

"450 stron" Patrycja Gryciuk

autorka: Patrycja Gryciuk

tytuł: "450 stron"

liczba stron: 416

wydawnictwo: Czwarta Strona

miejsce i rok wydania: Poznań 2015

ebook: Legimi




Po powieść Patrycji Gryciuk sięgnąłem zaraz po ogólnopolskiej premierze, sugerując się jedynie notatką na stronie wydawnictwa i wpadającą w oko, ciekawą okładką. To mój pierwszy kontakt z twórczością tej autorki. Przyznaję, że niezbyt często sięgam po książki współczesnych polskich autorów, ale tym razem zrobiłem wyjątek. I mam związane z tym wyborem mieszane uczucia, ale po kolei.

Główną bohaterką powieści jest, pochodząca z Polski, ale robiąca oszałamiającą karierę na całym świecie Wiktoria Moreau. Autorka mieszka obecnie w Nowym Jorku i jako "królowa kryminału" szykuje się do wydania nowej powieści oraz uczestniczy w przygotowaniach do ekranizacji swojego debiutu sprzed lat.

W tym samym czasie uznany autor powieści sensacyjnych - Lars Washington musi stawić czoła kryzysowi związanemu z jego ostatnią książką. Walcząc z blokadą pisarską, skorzystał z pomocy ghostwritera, a ich wspólna publikacja stała się wydawniczym hitem. Opisana w książce kryminalna historia z udziałem koncernu farmaceutycznego okazała się na tyle bliska rzeczywistości, że autorowi i jego wydawnictwu grozi pozew i wielomilionowe odszkodowanie. Gdy w Nowym Jorku zaczynają ginąć ludzie, mordowani według opisów z powieści Washingtona, sprawa nabiera niebezpiecznego obrotu. Spirala wydarzeń nakręca się, gdy ten sam koncern grozi procesem Wiktorii, której nieopublikowana powieść ma bardzo podobną treść, a ktoś celowo zmienił jej istotny fragment. Śledzimy działania policji, agentów literackich, wreszcie samych autorów, gdyż każdej z tych grup zależy na szybkim złapaniu mordercy i zakończeniu dochodzenia.

Autorce trudno odmówić talentu do tworzenia skomplikowanej i zajmującej czytelnika intrygi. Podoba mi się że kilka, prowadzonych równocześnie wątków zazębia się i prowadzi do wyjaśnienia zagadki kryminalnej. Przypadły mi do gustu "cytaty" z powieści Larsa Washingtona - warto dodać, że fragmenty bardzo obrazowe - które niejako komentują rozwój wydarzeń. 

Mam jednak pewne zastrzeżenia do formy literackiej powieści. Autorka bardzo rozpisuje się na początku powieści, kiedy poznajemy ze szczegółami życie Wiktorii, obserwujemy dojrzewanie do pisania, przeżywamy (nawet dosłownie) męki początkującej autorki. Jesteśmy również świadkami przeprowadzki, meblowania i innych, mało znaczących dla rozwoju wydarzeń sytuacji. W "450 stronach" pojawia się również wątek romansu pisarki ze wschodzącą gwiazdą kina i to ta część jest najsłabszym ogniwem powieści. Opisy są sztuczne, schematyczne, a autorka nie uniknęła banału typu truskawki i czekolada. Wydaje mi się, że Gryciuk nie uniknęła przypadłości innych autorów i trochę "przegadała" swoją historię.

Wiktoria Moreau nie jest postacią, która wzbudziła moją sympatię. Myślę, że powinna, w końcu dźwiga na swoich plecach fabułę powieści, ale mnie nie przekonała. Wydaje mi się kobietą rozhisteryzowaną, która nie wie, czego tak naprawdę chce i jakie ma oczekiwania wobec otaczających ją ludzi. 

Nie przekonuje mnie także umieszczenie fabuły w Nowym Jorku. Może gdyby akcja toczyła się w Polsce lub chociaż w Europie, książka nabrałaby pewnego realizmu a tak, w czasie czytania towarzyszyło mi natrętne poczucie sztuczności i wtórności. Ile powieści sensacyjnych toczyło się w Nowym Jorku - pewnie tysiące. Zauważyłem także, że najciekawiej napisane są fragmenty typowo kryminalne, opisy ofiar, procedury policyjne - tu widać pazur literacki Patrycji Gryciuk. I nie ukrywam, że ta część "450 stron" spodobała mi się najbardziej. 


Co ciekawe, powieść, mimo ewidentnych dla mnie dłużyzn, czyta się dość sprawnie. Wydaje mi się jednak, że po prostu nie jestem  targetem dla literatury będącej połączeniem sensacji z romansem i powieścią obyczajową. Podobną formułę stosuje w swoich książkach Alex Kava, ale być może to kwestia wyważenia proporcji, gdyż w jej powieściach taki miks mi nie przeszkadza. Moja niezbyt pochlebna opinia o "450 stronach" być może jest  efektem wysokich oczekiwań, jakie postawiłem książce, sięgając po tę literacką nowość....

Nowalijki oceniają: 3/6


czwartek, sierpnia 13, 2015

"Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyna Kwiatkowska

"Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyna Kwiatkowska


autorka: Katarzyna Kwiatkowska

tytuł: "Zbrodnia w szkarłacie"

liczba stron: 400

wydawnictwo: Znak

miejsce i rok wydania: Kraków 2015

ebook: woblink.com


Zachęcony licznymi pozytywnymi opiniami z przedpremierowych recenzji  i rekomendacją Marka Krajewskiego sięgnąłem tym razem po nową powieść Katarzyny Kwiatkowskiej. "Zbrodnia w szkarłacie" reklamowana jest jako kryminał retro i była to dla mnie wystarczająca zachęta do lektury. 

Akcja zaczyna się podczas listopadowej pluchy, kiedy to do upadającego majątku w Jeziorach przyjeżdża na ślub kuzynki Jan Morawski - sympatyczny ziemianin. Jest rok 1900 i znajdująca się na skraju bankructwa rodzina Jezierskich liczy na zamiłowanie gościa do rozwiązywania zagadek kryminalnych. Dziadek obecnych właścicieli zrobił im przed śmiercią psikusa i skrupulatnie ukrył skarb, który mógłby uratować rodzinę przed hańbą bankructwa. Zbliżający się ślub Heleny i groźba rychłej niewypłacalności rodziny tylko potęgują napięcia w domu. Wyraźnie wyczuwa się napięcie, a wizyta tajemniczego i obcesowo zachowującego się kolejnego gościa nie ułatwia budowania radosnego oczekiwania na zamążpójście Heleny. Ten ponury, skądinąd obraz rodziny Jezierskich uzupełnia bratowa właściciela majątku Ewelina i jej  pasierbica Laura. Ewelina, która do uzyskania pełnoletności wychowanki dysponuje jej majątkiem, jest uważana przez pozostałych domowników za wroga numer 1. Kiedy w środku nocy pada śmiertelny strzał i ginie człowiek - mordercą wydaje się tylko jedna osoba. Ale to nie takie oczywiste, wszak donośny wystrzał budzi domowników pod koniec trzeciego rozdziału ... Rolę detektywa natychmiast przejmuje Jan Morawski, który już od samego początku ma wiele wątpliwości dotyczących zbrodni i dostrzega sporo nieprawidłowości, szybko też orientuje się, że właściciele majątku mataczą i mylą się (czyżby celowo?) w zeznaniach. Obraz wydarzeń, jaki próbują naszkicować Janowi, wydaje się mało zgodny z rzeczywistym przebiegiem wypadków w Jeziorach. W prowadzeniu amatorskiego dochodzenia dzielnie wspiera go kamerdyner Jezierskich - Mateusz. Z ramienia pruskiej policji śledztwo prowadzi detektyw Joachim Engel. Zaczyna się żmudne przesłuchanie mieszkańców i gości majątku, tropy gubią się i mieszają. Detektyw Engel nie ma łatwego zadania, a jako reprezentant znienawidzonego pruskiego zaborcy nie ma co liczyć na efektywną współpracę z potencjalnymi podejrzanymi. Kiedy na jaw wychodzą wcześniejsze relacje Heleny i Joachima, atmosfera już tylko gęstnieje od nadmiaru wzajemnych animozji i straconych złudzeń. Jan prowadzi własne dochodzenie, krok po kroku odkrywając nowe i zaskakujące go (i Czytelnika) wątki, a bohaterowie nie są do końca tymi, za których się podają. Kłamstwa drobne i całkiem poważne prowadzą śledztwo w różnych kierunkach, detektywi gubią się w domysłach, ale jak to w rasowej powieści kryminalnej bywa,  wszystkie wątki zostają rozwiązane. A skarb, czy ostatecznie zostanie znaleziony, czy jest tylko rodzinną legendą? Tego już Czytelnicy dowiedzą się, gdy dotrą do  finału opowieści. 

"Zbrodania w szkarłacie" zaczyna się bardzo dynamicznie i ma równie intensywne zakończenie. Środek historii jest opowiadany w wolnym tempie, napisałbym nawet, że w zbyt wolnym. Autorka balansuje na granicy kryminału i powieści obyczajowej z elementami romansu, rysuje tło społeczno - historyczne początku XX wieku, opisując działalność Związku Ziemian. Wplata w kryminał wątek patriotyczny - momentami miałem poczucie pewnego przesytu i wrażenie, że historia morderstwa w majątku schodzi na dalszy plan. Książka traci w ten sposób pewną lekkość, której oczekuję od powieści kryminalnej w stylu retro. To jedyny, jak dla mnie, mankament książki, którą czyta się z dużą przyjemnością. Bohaterowie, szczególnie młode pokolenie - Jan, Helena, Andrzej to postaci bardzo sympatyczne i miło przebywa się w ich literackim towarzystwie. Znakomita jest też postać kamerdynera Mateusza, który sprytem i mądrością życiową przewyższa swoich pracodawców. Dialogi, szczególnie z udziałem Jana Morawskiego i Mateusza, są błyskotliwe, zgryźliwe i pełne  inteligentnego humoru. Nie można też odmówić autorce talentu do kreowania bogatej, wielowątkowej intrygi, wymagającej od Czytelnika uważnego śledzenia rozwijających się wydarzeń. Odkrywane co jakiś czas nowe fakty z życia właścicieli i gości majątku powoduje, że często trzeba weryfikować własne osądy dotyczące bohaterów i motywów ich postępowania.

Powieść Katarzyny Kwiatkowskiej porównywana jest, z racji tematyki i sposobu prowadzenia fabuły do kryminałów Agathy Christie. Z pewnością miejsce akcji, zbliżony czas wydarzeń, postać głównego detektywa - amatora i bogata galeria  bohaterów drugoplanowych pozwala na takie porównanie. Jednak "Zbrodnia w szkarłacie" ma bardziej skomplikowaną fabułę, odniesienia do  historii i tym samym jest bliższa polskiemu odbiorcy. 



"Zbrodnia w szkarłacie", mimo drobnych mankamentów, to świetna lektura, od której nie można się oderwać. Kibicujemy poczynaniom Jana Morawskiego i zwodzeni przez autorkę, czekamy na rozwiązanie zarówno zagadek kryminalnych, jak i wyjaśnienia skomplikowanych relacji uczuciowo - towarzyskich. A w tle, przypominam, wciąż jest szansa na odnalezienie skarbu ... 

Zatem - czas na kieliszek malinowej nalewki (przepis na nią też jest ważną częścią intrygi) i zapraszam do lektury!

Nowalijki oceniają 6/6

czwartek, sierpnia 06, 2015

"Haley Randolph odkrywa tajemnice"


autorka: Dorothy Howell

tytuł: "Torebki i morderstwo", "Torebki i trucizna"

tłumaczenie: Barbara Tkaczow

liczba stron: 382, 368

wydawnictwo: Bellona

miejsce i rok wydania: Warszawa: 2008, 2009

Lato jest znakomitym czasem na czytanie - to oczywistość. Ale wakacje/urlop to również świetny moment na lektury zdecydowanie lżejszego kalibru - takie, po które pewnie nie sięgnęlibyśmy, mając do wyboru setki, jeśli nie tysiące innych tytułów. 

Mój wybór padł, zupełnie przypadkowo, na dwie pierwsze części serii kryminałów "na wesoło" z cyklu "Haley Randolph odkrywa tajemnice". W Polsce do tej pory ukazały się cztery części, Dorothy Howell napisała ich 11, dwunasta będzie miała premierę we wrześniu tego roku.

Polski czytelnik z podobnymi seriami wydawniczymi już się spotkał, wystarczy przypomnieć sobie "Kota, który ...", czy "Agathę Raisin i ...". Charakteryzuje je lekka forma, ciekawa intryga i bohaterowie, którzy niczym postaci z ulubionego serialu pojawiają się w kolejnych tomach. Myślę, że sukcesem tych serii wydawniczych jest mały format, przystępna cena i dystrybucja w kiosku. Wydawca "Haley Randolph ..." poszedł w innym kierunku (cena, kolejne tomy w twardej okładce) i chyba nie tędy droga ... skoro na czterech częściach zakończył ten cykl. 


Obie książki (a w domyśle całą serię) Dorothy Howell łączy postać Haley Randolph, której miłość do markowych torebek przysparza wiele problemów. A że przy okazji zostaje wplątana w morderstwa i malwersacje finansowe - to właściwie efekty uboczne stylu życia, jakie prowadzi. Haley jest młodą mieszkanką Kalifornii i to mieszkanką lepszej (czytaj: bogatszej) jej części. Wprawdzie boryka się z licznymi debetami, ale ma majętną mamusię - trzecią miss piękności i dziedziczkę niezłej fortuny po babuni, oraz wiecznie nieobecnego tatusia - inżyniera związanego z kosmonautyką. Ma też siostrę, o której urodę i zdolności bywa zazdrosna. Jest też obecna w książkach najlepsza przyjaciółka Marcie, która bezskutecznie próbuje okiełznać szaleńczą pasję Haley do markowych zakupów. Pojawia się także wątek miłosny, bowiem Haley zakochuje się w Ty Cameronie - dziedzicu fortuny i właścicielu domu towarowego Holt's, w którym nasza bohaterka zatrudnia się, aby zarobić na spłatę kolejnej karty kredytowej. Jest jeszcze seksowny prywatny detektyw i całkiem przystojny policjant ... więc Haley ma bardzo zajętą głowę oraz rozdarte serce. W tle przewija się również cała plejada postaci związanych z miejscem jej pracy i  jest to zestaw doprawdy malowniczy.

Główna bohaterka nie wydaje się specjalnie hm ... mądra, ale w sumie jest postacią sympatyczną i nie przeszkadza nam jej zachowanie. Otaczają ją bohaterowie równie zabawni, co irytujący, więc konfrontacja wychodzi Haley na plus. Nie trzeba chyba dodawać, że naszej bohaterce udaje się wyjść obronną ręką z każdego kryzysu, a kiedy dodam, że w wyniku splotu wielu sytuacji otrzymuje 100 tysięcy dolarów odszkodowania, to wiadomo już, czego Czytelnik może się spodziewać, sięgając po opisywane książki.


Seria o Haley Randolph to lektura lekka, mało ambitna, ale sympatyczna. Powieści właściwie czytają się same, bowiem język jest prosty, opisów mało, dialogi nawet zabawne. Nie można też odmówić tym kryminałom humoru, jest go sporo - "Torebki i trucizna" są trochę lepsze od pierwszego tomu. Tego typu książki, seriale i filmy zwykło określać się mianem "guilty pleasure", ale wiadomo, że nawet bardzo ambitny Czytelnik czasem musi dokonać "resetu" i przygotować się na lekturę wyższego lotu. Mam w planie lekturę wszystkich, dostępnych w Polsce części, wszak lato jeszcze się nie skończyło.

A na koniec dodam tylko, że pisarstwo Dorothy Howell można porównać z kryminałami Joanny Chmielewskiej z czasów jej największej świetności. Wprawdzie nic nie przebije "Krokodyla z kraju Karoliny", "Studni przodków", czy "Całego zdania nieboszczyka", ale namiastkę tamtych książek można odnaleźć w przygodach zwariowanej Haley Randolph.

poniedziałek, sierpnia 03, 2015

Henry James "Europejczycy"

autor: Henry James

tytuł: "Europejczycy"

tłumaczenie: Zofia Zinserling

liczba stron: 271

wydawnictwo: Prószyński i S - ka

miejsce i rok wydania: Warszawa 2015

Henry James, amerykański pisarz, krytyk i teoretyk literatury, żyjący na przełomie XIX i XX wieku kojarzy mi się głównie z powieścią "Portret damy". "Europejczycy" - książka o której dziś piszę -  została wydana w 1878 roku, na krótko przed opublikowaniem wspomnianego "Portretu damy". Część z Czytelników z pewnością kojarzy film na podstawie tej powieści z Nicole Kidman w tytułowej roli. Henry James ma w swoim dorobku prawie 30 powieści, które w Polsce od kilku lat wydaje Prószyński i S - ka.

Tematem przewodnim "Europejczyków" jest konfrontacja postaw moralnych i społecznych mieszkańców Starego Kontynentu z przedstawicielami Ameryki Północnej. Akcja powieści toczy się w eleganckim i snobistycznym Bostonie, do którego z Europy przyjeżdża rodzeństwo: Eugenia von Silberstadt - Schreckenstein (nazywana później baronową Munster) i Feliks Young. Przybywają oni do Bostonu w celu poznania dalekich krewnych -  Wentworthów. Od początku widać wyraźnie, jak głębokie są różnice w wychowaniu, postawie, światopoglądzie bohaterów. Wentworthowie (ojciec, dwie córki i syn) reprezentujący bostońskie sfery towarzyskie, czują się onieśmieleni wizytą niespodziewanych gości. Podchodzą do nich (przynajmniej na początku) z rezerwą i pewną dozą leku. Rodzeństwo z Europy nie ułatwia gospodarzom zdania, gdyż - z jednej strony Feliks jest otwarty i bezpośredni, a z drugiej - jego siostra wręcz przeciwnie - bywa uszczypliwa i wyniosła. Oboje są ludźmi obytymi w świecie, bogatymi w doświadczenia życiowe oraz towarzyskie i koneksje. Feliks imał się wielu zajęć i mieszkał w różnych częściach Europy, Eugenia zaś, uwikłana w intrygi na tle politycznym, boi się utraty pozycji społecznej i towarzyskiej. Wentworthowie prowadzą uporządkowane życie, ograniczone sztywnym gorsetem konwenansów i oczekiwań społecznych. Dopiero pojawienie się wyzwolonych, pewnych siebie gości powoduje, że relacje ulegają zmianie, a atmosfera wśród członków rodziny zagęszcza się. Do głosu dochodzą skrywane namiętności, niewypowiedziane wcześniej pretensje, pojawia się niechęć. Między bohaterami zaczynają toczyć się salonowe gierki, a ukrytego sensu działań należy doszukiwać się w niedopowiedzeniach, półsłówkach i gestach. Trzeba jednak zaznaczyć, że Feliks traktuje swoją obecność w domu Wentworhów bardzo poważnie, Eugenia zaś bawi się emocjami i uczuciami, flirtując właściwie w celu zapewnienia sobie rozrywki. Dla brata wyjazd do Ameryki to szansa na nowy początek, dla Eugenii - odskocznia od problemów małżeńskich. Finał książki jest dość łatwy do przewidzenia, ale nie on jest najważniejszy. Najistotniejsze jest to, że w starciu Europejczyków i Amerykanów nie można jednoznacznie wskazać zwycięzcy. Obie strony zarówno coś tracą i wiele zyskują. I tylko od nich zależy, jakie wnioski wyciągną na przyszłość. Autor równo dzieli między nacje cechy pozytywne i negatywne, choć odnoszę wrażenie, że Feliksowi i Eugenii dostało się trochę bardziej, niż członkom rodziny Wentworthów. Trzeba jednak dodać, że postaci rodzeństwa, tak różne charakterologicznie, są bohaterami barwniejszymi i ciekawszymi i może stąd takie moje wrażenie. 



"Europejczycy" to powieść, w której właściwie nie ma akcji, wydarzenia toczą się bardzo powoli i wręcz dystyngowanie, jak przystało na życie wyższych sfer. Autor ma rozpoznawalny styl  - gęsty, kwiecisty, pełny szczegółowych opisów i bogatych analiz psychologicznych postaci. Nie bez powodu wymienia się go jako  ważnego przedstawiciela realizmu psychologicznego. Maniera pisarska Henry'ego Jamesa wpisuje się w  dziewiętnastowieczną modę na rozbudowane powieści obyczajowe, analizujące postawy różnych grup społecznych. Omawiana historia jest dość krótka w porównaniu do innych tekstów tego autora, ale porusza ulubioną przez niego tematykę relacji międzyludzkich na bogatym tle społecznym epoki. Z pewnością jest to lektura wymagająca skupienia, wczucia się w specyficzny styl pisarski, ale warto po nią sięgnąć, choćby po to, by zorientować się, jak Amerykanie w XIX wieku postrzegali Europę. Jeśli ktoś z Czytelników nie miał do czynienia z twórczością Henry'go Jamesa to "Europejczycy" będą dobrą powieścią na pierwsze spotkanie z tym autorem.

Nowalijki oceniają: 5/6
Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger