poniedziałek, 20 lipca 2015

Maryla Szymiczkowa "Tajemnica Domu Helclów"



www.znak.com.pl

autor: Maryla Szymiczkowa, Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński

tytuł: "Tajemnica Domu Helclów"

wydawnictwo: Znak literanova

miejsce i rok wydania: Kraków 2015

liczba stron: 288

ebook: www.woblink.com




Na początku moją uwagę przykuł intrygujący tytuł. Jaką tajemnicę może skrywać w swych zacnych, krakowskich murach, istniejąca od końca XIX wieku do dziś, instytucja charytatywna? Mijam ten budynek codziennie w drodze do pracy i przez myśl by mi nie przeszło, że wydarzyło się tam coś, co stanowiłoby kanwę dla powieści kryminalnej. I jeszcze nazwisko autorki - nic mi nie mówiące. Może to jakaś zapomniana literacka prababka dzisiejszych mistrzyń kryminału, odgrzebana z zamierzchłej przeszłości? Połknąłem haczyk i ... szybko okazało się, że pani Szymiczkowa to literacka mistyfikacja duetu autorów Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego, którzy akcję książki umieścili w 1893 roku w galicyjskim Krakowie. I tu dochodzimy do sedna pomysłu: "Tajemnica Domu Helclów" to nie tylko powieść kryminalna, ale i przezabawny, pełny niuansów, odniesień do historii oraz obyczajowości portret Krakowa. I to jak wspaniale odmalowany!
   
   Główną bohaterką powieści jest na wskroś krakowsko - galicyjska, choć z korzeniami w Przemyślu, od niedawna profesorowa, Zofia z Glodtów - Szczupaczyńska. Mieszczka jak się patrzy, zajęta prowadzeniem domu, zamęczaniem służącej Franciszki, kobieta szukająca swojego miejsca wśród lepiej urodzonych krakowskich dam. Zofia ma opinię na każdy temat, nie brak jej tupetu i pewności siebie. Zakupy robi w Sukiennicach i na placu Szczepańskim, artykuły kolonialne nabywa tylko u Hawełki, na niedzielną sumę wraz z mężem chodzi do Mariackiego, prenumeruje "Czas", ale pasjami zaczytuje się w "Tygodniku Ilustrowanym". Kraków to dla niej obszar do Plant(acji), poza ten teren dama z dobrego domu już się nie zapuszcza. Dulszczyzna pełną gębą, chciałoby się napisać. I pewnie pani Zofia wiodłaby sobie spokojne życie między domem i nudnymi obowiązkami, gdyby nie potrzeba zrealizowania się na niwie filantropii i odwiedziny w nowo powstałym Domu Helclów - instytucji charytatywnej. W tym zacnym miejscu, przypadkiem, dowiaduje się o tajemniczym zniknięciu jednej z pensjonariuszek - pani Mohrowej. W profesorowej budzi się instynkt śledczej, podsycany lekturą Poe i postanawia rozwikłać tę arcyciekawą zagadkę. Sprawy komplikują się, kiedy w Domu Helclów dochodzi do prawdziwej zbrodni. Im dłużej trwa śledztwo Szczupaczyńskiej, tym więcej głęboko skrywanych tajemnic pensjonariuszy wychodzi na światło dzienne.

 
Czytelnik "Tajemnicy Domu Helclów" bardzo szybko zorientuje się, że wątek sensacyjno - kryminalny przeplata się ze smakowicie opisanym obrazem galicyjskiego Krakowa i jego mieszkańców. Jesteśmy świadkami inauguracji Teatru Miejskiego, wraz z bohaterami odwiedzamy cmentarz na Rakowicach, dowiadujemy się, jakimi tematami, a raczej ploteczkami żyło miasto pod sam koniec XIX wieku. Okazuje się, jak ważne są (co oczywiste) układy towarzyskie i pomocne w załatwianiu różnych spraw znajomości. Celebruje się tytułomanię, a  każde, nawet najmniejsze potknięcie jest odnotowywane, jeśli nie w kronikach towarzyskich to - co gorsze - w pamięci członków krakowskiej socjety. Autorzy przedstawiają bogatą panoramę postaci, od służących począwszy, na elicie miasta kończąc. W tle przewijają się nazwiska Matejki, Siemiradzkiego, Asnyka, Sienkiewicza ... Gdy dodamy do tego stylizowany język powieści,   kwieciste dialogi i celne opisy, otrzymamy zabawny i niepozbawiony złośliwego humoru, ale potraktowany z sympatią, obraz społeczeństwa stolicy dzisiejszej Małopolski.

   "Tajemnica Domu Helclów" to lektura bardzo przyjemna, sprytnie balansująca między powieścią sensacyjną w starym stylu, literackim żartem i zabawą znanymi motywami. Profesorowej Szczupaczyńskiej nie można nie polubić, choć jej usilne starania o awans towarzyski jednocześnie śmieszą i irytują. Kraków opisany jest z dbałością o szczegóły historyczno - topograficzne, ale uważny czytelnik wie, że i tak najważniejsze jest perskie oko, co jakiś czas puszczane przez autorów.

    ... więc Czytelniku, jeśli masz ochotę, wyjdź na pole, zabierz ze sobą paterę z pischingerem, dzbanek bawarki i ... koniecznie przeczytaj powieść pani Maryli Szymiczkowej, bo naprawdę warto!

Nowalijki oceniają: 6/6

   
    
   

4 komentarze:

  1. A może "Szczygieł" Donny Tartt? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczupaczyńska powinna dostać drugi tom - i mówię to ja, przeciwniczka wszelkich sag, trylogii, itp. Naprawdę bardzo żałuję, że ta książka była tak krótka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Zgadzam się! Co więcej autorzy dają jej zielone światło ... wszystko zależy od czytelników. dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za wizytę i komentarz. Zapraszam ponownie. Tomasz Radochoński/Nowalijki