wtorek, grudnia 29, 2015

"Zapłata" Małgorzata Rogala

"Zapłata" Małgorzata Rogala
Informacje o książce

autorka:Małgorzata Rogala
tytuł: Zapłata

wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 288

egzemplarz: recenzencki




Powieść Zapłata to moje pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Rogali, a wspomniana fabuła jest trzecią w dorobku literackim autorki. I przyznaję, że jest to spotkanie interesujące, choć książka skierowana jest raczej do kobiet, o czym w dalszej części recenzji. 

Zapłata zaczyna się w roku 1993, kiedy to poznajemy dwie dziewczynki: Agatę Górską oraz Justynę Lipiec. Obie muszą w bardzo młodym wieku stawić czoła człowiekowi, który je skrzywdził. To doświadczenie scementuje ich przyjaźń na zawsze.

W kolejnej retrospekcji akcja przenosi się do roku 2005. W Warszawie zostaje pobity, ze skutkiem śmiertelnym, młody człowiek. Sprawcy brutalnego napadu zostają uniewinnieni.

Rok 2013 to aktualny czas wydarzeń w Zapłacie. W męskiej toalecie modnego klubu ginie syn znanego prawnika. Zostaje otruty, a sprawca znika. Śledztwo w sprawie podejmuje para policjantów: starszy aspirant Agata Górska oraz komisarz Sławomir Tomczyk. Oboje świetnie się dogadują, a sprawa morderstwa w nocnym klubie jest ich kolejnym śledztwem. Prowadzone dochodzenie zaczyna się komplikować, kiedy okazuje się, że ofiara została otruta wyciągiem z igieł cisu. Wkrótce ginie kolejny mężczyzna. Drobiazgowa analiza wykazuje, że obaj się znali i do tego zamieszani byli w śmiertelne pobicie sprzed lat. Agata, która zna sprawę z 2005 roku i wie, jaki związek ma z pobiciem jej przyjaciółka z dzieciństwa, zaczyna dostrzegać niepokojące powiązania. Co więcej, policjantka ma świadomość, że prywatne odczucia i sądy mogą źle wpłynąć na tok prowadzonego śledztwa. Rozpoczyna się nierówna walka z inteligentnym i zdeterminowanym mordercą oraz szybko upływającym czasem.

Zapłata ma dobrze skonstruowaną fabułę i pomysłowy wątek kryminalny. Powieść należy do gatunku łączącego w sobie elementy kryminału i prozy sensacyjnej z powieścią obyczajową i romansem. Autorka nie kreuje nieprawdopodobnych zdarzeń, ale tworzy historię, której zdarzenia mogłyby wydarzyć się naprawdę. Tłem dla działań policjantów jest współczesna Warszawa. Bohaterowie powieści to zwyczajni, ale wcale nie nudni ludzie, którzy uwikłani w skomplikowany splot wydarzeń próbują znaleźć wyjście z trudnych dla siebie sytuacji. Ważną częścią Zapłaty są wątki obyczajowe i miłość, rodząca się między bohaterami - w relacjach innych, niż można by się spodziewać, mając za sobą tylko początek opowieści. 


Agata Górska i Sławek Tomczyk tworzą udaną parę policjantów,  którzy dobrze się uzupełniają i myślę, że mogliby rozwikłać jeszcze wiele spraw kryminalnych. Autorka zresztą zostawia sobie i bohaterom otwartą furtkę w finale powieści, co daje nadzieję na ciąg dalszy.


Na wstępie recenzji wspomniałem, że Zapłata jest raczej skierowana do kobiet. Na taki osąd ma wpływ duży nacisk na emocje bohaterów, wprowadzone wątki miłosne, rozbudowane tło obyczajowe. Warto dodać, że autorka swobodnie przemieszcza się między gatunkami, zręcznie mieszając literackie motywy. Z drugiej strony każdy czytelnik, bez względu na płeć, doceni misterną konstrukcję fabuły, która długo nie pozwala jednoznacznie wytypować mordercy, a może morderczyni? Mnie przypadł do gustu wątek z otruciem metodami starymi jak świat, ale ostatnio mało wykorzystywanymi w literaturze popularnej. Styl i tematyka Zapłaty przypomina trochę książki Alex Kavy i Mary Higgins Clark, co dla wielbicieli gatunku powinno oznaczać dobrą rekomendację.

Zapłata Małgorzaty Rogali jest dobrze napisaną, wciągającą współczesną powieścią popularną, z intrygującym wątkiem kryminalnym i sympatycznymi bohaterami. Dodatkowym atutem książki są wątki psychologiczne pokazujące, jak różne decyzje podjęte w przeszłości, wpływają na tu i teraz. Autorka zwraca uwagę również na to, do czego zdolni są ludzie, kiedy muszą walczyć z konsekwencjami popełnionych błędów, aby ratować własne życie lub wolność.

Polecam, jeśli szukacie dobrej powieści kryminalnej na długi, zimowy wieczór.

Nowalijki oceniają: 5/6


Pani Małgorzacie Rogali dziękuję za zaufanie i udostępnienie powieści do recenzji!

sobota, grudnia 26, 2015

"Czytanie z kości" Jakub Szamałek

"Czytanie z kości" Jakub Szamałek
Informacje o książce

autor: Jakub Szamałek
tytuł: Czytanie z kości

wydawnictwo: Muza S.A.
miejsc i rok wydania: Warszawa 2015

liczba stron: 360

egzemplarz: ebook - Legimi bez limitu





Czytanie z kości to trzecia powieść w której autor, Jakub Szamałek, głównym bohaterem czyni detektywa - rozrabiakę Leocharesa. Akcja książki toczy się równocześnie w czasach antycznych, w 421 r. p.n.e oraz współcześnie. Obie historie, mimo że dzieli je dwa i pół tysiąca lat, są ze sobą bardzo mocno związane.

Główna opowieść rozgrywa się w 421 r. p.n.e w Tarencie (dzisiejsze Włochy), które wtedy były częścią Wielkiej Grecji. To tam mieszka Leochares - złotnik, były najemca, a od kilku lat również detektyw, który nie boi się brać na warsztat trudnych spraw kryminalnych. Nie ma zresztą większego wyboru, co i rusz bowiem wplątuje się w sytuacje, które wymagają sprytu, twardej głowy i sporo kosztują. Leochares ma zatem nieustające problemy finansowe i do tego niezbyt udane życie rodzinne. Pracownia złotnicza, której jest właścicielem, słabo radzi sobie na lokalnym rynku usług. Kiedy więc bohaterowi ponownie pali się grunt pod nogami, niespodziewanie z pomocą przychodzi mu etruski książę Aranth, który zatrudnia Leocharesa do wykrycia zabójcy swego ojca - króla Etrusków Caile. Zdesperowany detektyw - amator zgadza się przyjąć sprawę, nie zdając sobie sprawy, jak niebezpiecznego zadania się podejmuje.

Druga opowieść toczy się współcześnie w Londynie i we włoskim Tarencie. Młoda, polska archeolożka Inga Szczęsna bada sprawę nietypowego pochówku w grobie tajemniczego mężczyzny z Tarentu. Doktorantka ma zmienne szczęście, bez rezultatu próbuje zdobyć kolejne stypendium naukowe. Historią Uomo Misterioso, jak nazywany jest przypadek z włoskich wykopalisk, zainteresowała profesor Avę Bellmont z Muzeum Historii Naturalnej w Oxfordzie. Obie kobiety wyjeżdżają do Włoch, aby na miejscu zobaczyć szczątki mężczyzny i przeprowadzić stosowne badania. Ich wyniki są bardzo interesujące, a tytułowe czytanie z kości jest zasadniczym narzędziem badawczym. Inga ma w końcu realną szansę na sukces w świecie nauki.

Obie historie dzieli dwa i pół tysiąca lat, ale jak wspomniałem na początku, są one ze sobą ściśle powiązane. Śledztwo Leocharesa i Arantha jest dynamiczne, bowiem śmierć króla nie jest łatwa do rozwikłania szczególnie, że na życie obu bohaterów ktoś nieustannie dybie, a do tego skutecznie zaciera ślady poprzedniej zbrodni. Naukowe śledztwo Ingi i Avy również napotyka na trudności, ale mniej dramatyczne, niż te w etruskiej stolicy Veii, gdzie toczy się większość wydarzeń z przeszłości. 

Wątek Leocharesa i Arantha dominuje w opowieści, jest niezwykle intrygujący i wciągający. Sam detektyw to nietuzinkowa postać, łącząca w sobie cechy wielu literackich postaci. Jest  Leochares może niezbyt urodziwy, z niejednego pieca chleb jadł, imał się wielu zajęć, ale zdobyta wiedza i umiejętności, a także wrodzona inteligencja i spryt wielokrotnie ratują go z największych opresji. Leochares ma bardzo współczesne, sarkastyczne poczucie humoru, które znakomicie oddaje atmosferę opisywanych wydarzeń. Równoległy, współczesny wątek jest trochę mniej zajmujący, ale  idealnie uzupełnia wydarzenia z czasów antycznych.



Jakub Szamałek napisał powieść, która dzieje się w czasach starożytnych, dlatego warto zwrócić uwagę na dbałość o szczegóły historyczne. Liczne przypisy odwołują się do konkretnej wiedzy na temat dziejów państw basenu Morza Śródziemnego oraz mitologii, czy szerzej do starożytnej literatury. Etruskowie w Czytaniu z kości to cywilizacja na skraju zagłady, co dostrzega chyba tylko, obcy im kulturowo, Leochares. Wcale nie lepiej wypadają w powieści Grecy, czy rosnący w siłę Rzymianie. Pisarz poddaje w wątpliwość utrwalone w świadomości czytelnika fakty, które zna ze szkoły,  pokazując inną ich interpretację. Co ciekawe, wiedza historyczna nie obciąża książki, nadal jest to bowiem kryminał, ale kryminał inteligentny i ze względu na czas przedstawiony oraz bohatera - nietuzinkowy. Nieszablonowe jest również zakończenie powieści, kiedy na ostatnich kartkach książki dwa tak odległe w czasie wątki, układają się w sensowną  i zaskakującą jednocześnie całość. 

Cieszę się, że odkryłem dla siebie kolejnego, ciekawego autora. Muszę zatem nadrobić następne, czytelnicze zaległości. Wydaje mi się, że warto. Mnie Czytanie z kości wciągnęło na bardzo długi wieczór. 

Nowalijki oceniają: 6/6


sobota, grudnia 19, 2015

" Zamieć śnieżna i woń migdałów" Camilla Läckberg

" Zamieć śnieżna i woń migdałów" Camilla Läckberg
Informacje o książce

autorka: Camila Läckberg 
tytuł: Zamieć śnieżna i woń migdałów
tytuł oryginału: Snöstorm och mandeldoft
przekład: Inga Sawicka

wydawnictwo: Czarna Owca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
liczba stron: 143

egzemplarz: zakup własny


Od czasu powieści kryminalnych Agathy Christie wiadomo, że rodzinne spotkanie w wystawnej rezydencji, przez warunki atmosferyczne odciętej od reszty świata, nie może dobrze się skończyć. I nie ma znaczenia fakt, że bożonarodzeniowa aura powinna godzić zwaśnionych; przewrotnie można założyć, że święta podkreślą wzajemne animozje i wzmocnią wrogie relacje. Kiedy jeszcze w grę wchodzi możliwość przejęcia wielomilionowego majątku, ostateczne granice łatwo jest przekroczyć.

Zamieć śnieżna i woń migdałów to dłuższe opowiadanie detektywistyczne Camilli Läckberg, szwedzkiej autorki sympatycznej serii kryminalnej o policjantach i mieszkańcach Fjällbacki.  Tym razem głównym bohaterem świątecznej historii jest postać drugoplanowa cyklu - policjant Martin Molin, a wydarzenia rozgrywają się w eleganckim pensjonacie na wyspie Valö. To tam Molin ma poznać na uroczystej kolacji rodzinę swojej narzeczonej Lisette. Wyjazd, zaplanowany na dwa dni, wydłuża się w związku z panującym na morzu sztormem i wielką śnieżycą. Zebrani w pensjonacie ludzie na pewien czas zostają skutecznie odcięci od reszty świata...

Rodzina Liljecrona spotyka się na uroczystej kolacji, a wśród zaproszonych są rodzice Lisette, Harald i Britten, brat Matte, stryj Gustav, ciocia Vivi oraz ich dzieci Bernard i Miranda. Nie zabrakło również nestora rodu - dziadka Rubena, o pieniądze którego, mniej lub bardziej skrycie, walczą pozostali członkowie rodziny. Martin nie czuje się w tym towarzystwie zbyt dobrze; ma bowiem wrażenie, że poszczególni członkowie rodu nie przepadają za sobą, a wszyscy oceniają go, jako ewentualnego kandydata na męża Lisette. Przy posiłku dochodzi do spięcia miedzy Rubenem a synami i wnukami. Tematem są oczywiście pieniądze i rodzinne zakusy na wielomilionowy spadek. Kiedy niespodziewanie senior Liljecrona umiera po wypiciu szklanki wody, atmosfera zagęszcza się i rodzinne spotkanie zamienia się w mały koszmar. Molin, rozpoczynając prowizoryczne śledztwo, wyczuwa w powietrzu charakterystyczny zapach migdałów, co jasno daje mu do zrozumienia, czego należy się spodziewać po wynikach sekcji zwłok.

Śmierć Rubena rozpoczyna śledztwo w stylu powieści Agathy Christie i Arthura Conan Doyla. Martin przeprowadza rozmowę z każdym z członków rodziny, wyciągając na światło dzienne skrywane tajemnice, uwypuklając wieloletnie animozje, podkreślając grubą kreską niecne zamiary. Przerażeni obecnością wśród nich potencjalnego mordercy, uczestnicy kolacji zaczynają tracić grunt pod nogami i popełniają błędy w zeznaniach oraz odkrywają swoje prawdziwe oblicze. Inaczej jednak niż u przywołanych wcześniej autorów, Läckberg nie kończy swojej fabuły triumfalną przemową detektywa, który zgromadzonym w salonie bohaterom zdradza kulisy zbrodni. Molin wpada bowiem w ostatniej chwili na wyjaśnienie zagadkowych zgonów (tak, jest po drodze jeszcze jedna śmierć), które są efektem dość prostej intrygi. 



Zamieć śnieżna i woń migdałów nie jest tak dobra, jak można by się spodziewać po autorce, ani tak zła, jak chcą niektórzy recenzenci. Läckberg napisała opowiadanie wzorując się na pomysłach Christie i Conan Doyla, tworząc - nie wiem, czy nie celowo - literacką ramotkę. Pomysł miał duży potencjał, ale chyba coś nie wyszło. Historia jest wprawdzie logiczna, ale nagromadzenie tajemnic z przeszłości i uproszczony melodramatyzm rodem z oper mydlanych jest dość irytujący a bohaterowie raczej mdli, niż antypatyczni. Broni się jedynie Martin Molin, który od początku przeczuwa, że znalazł się w złym miejscu i o niewłaściwym czasie. Z drugiej zaś strony, lekka w gruncie rzeczy historyjka kryminalna pozwoli niezobowiązująco spędzić (po)świąteczny wieczór przy książce. I kto wie, może o to tylko chodzi?

Nowalijki oceniają: 4/6


wtorek, grudnia 15, 2015

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz
Informacje o książce

autor: Remigiusz Mróz
tytuł: Zaginięcie

wydawnictwo: Czwarta Strona
miejsce i rok wydania: Poznań 2015
liczba stron: 509

egzemplarz: zakup własny






Wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz w blogosferze wskazywały, że Zaginięcie Remigiusza Mroza jest jeszcze lepsze, niż Kasacja. A ja napiszę przewrotnie, że Zaginięcie jest ... inne, mimo tych samych bohaterów i sprawdzonego stylu autora. Dlaczego? O tym za chwilę. Ale po kolei.

Uwielbiana przez wielu czytelników para Chyłka i Zordon wraca do działania, mniej więcej rok po rozpoczęciu współpracy i poprowadzeniu poprzedniej sprawy. Nadal łączy ich relacja patronka - aplikant. Zaginięcie rozpoczyna się od nocnego telefonu do Joanny. Po krótkiej rozmowie prawniczka podejmuje się bronienia swojej koleżanki z liceum. Kobieta uwikłała się wraz z mężem w sprawę teoretycznie nie do wygrania. Nie do wygrania, ktoś zapyta? Może, ale nie dla Chyłki i jej wiernego współpracownika  Kordiana. 

Angelika i Awit Szlezyngierowie zostają oskarżeni o zamordowanie trzyletniej córki Nikoli. Dziecko zginęło bez śladu z domu, w którym działał alarm antywłamaniowy. Wkrótce wszystkie poszlaki wskazują na rodziców. Kiedy dodatkowo znika potencjalny świadek z kryminalną przeszłością a zaraz potem Białorusin zamieszany w sprawę,  wynik procesu wydaje się przesądzony. Małżeństwo nie ułatwia Chyłce i Zordonowi prowadzenia ich sprawy, co więcej, Szlezyngierowie zaczynają prowadzić własną grę, narażając na poważne konsekwencje nie tylko siebie, ale i reputację prawników z kancelarii Żelazny & McVay. Misternie skonstruowana fabuła i nieoczekiwane wydarzenia z udziałem bohaterów zmierzają do zaskakującego  finału, trzymając czytelnika w napięciu do ostatniej nieomal strony.

Remigiusz Mróz przyzwyczaił już swoich czytelników do intrygującej fabuły, nieoczekiwanych zwrotów akcji, uwikłania bohaterów w sytuacje pozornie bez wyjścia. Autor bardzo umiejętnie dozuje napięcie powodując, że czytelnik z wypiekami na twarzy przewraca kolejne kartki powieści, nie mając pewności, czy aby coś złego nie stanie się Joannie lub Kordianowi. Ta para to  bardzo mocna strona cyklu powieściowego (mocno wierzę, że będą kolejne części); Chyłka nadal jest uroczo niesympatyczna, żeby nie napisać, że niezła z niej zołza, Oryński natomiast dojrzewa przy swojej patronce, wzmacnia się psychicznie, zdobywa potrzebną wiedzę i doświadczenie. Z wydarzenia na wydarzenie staje się prawie równorzędnym partnerem prawniczej bestii, jaką niewątpliwie jest Joanna Chyłka. Warto zwrócić uwagę, że miedzy nimi iskrzy, oj iskrzy, aż strach pomyśleć, coś mogło się wydarzyć podczas gry w bilard. Napięcie sięgnęło zenitu. Prawie ...

Udanym zabiegiem literackim był pomysł z wysłaniem Chyłki i Zordona ze stolicy na obrzeża Augustowa. Prawnicy, pozbawieni warszawskiego tła oraz licznych powiązań zawodowo - towarzyskich, musieli nieźle się napracować, aby kolejne odsłony procesu mogły rozgrywać się po ich myśli. W czasie pracy nad sprawą porwania dziewczynki zetknęli się z ludźmi równie głodnymi sukcesów i niedającymi się uwieść sztuczkom rodem z międzynarodowej korporacji. Obojgu dobrze to zrobiło, pozwoliło popatrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy, ale i docenić uroki oglądania życia w poziomu szklanego wieżowca w centrum Warszawy.

Napisałem na wstępie, że Zaginięcie jest według mnie, inne od Kasacji. Tym razem autor ograniczył spiętrzenie widowiskowych zwrotów akcji na rzecz rozbudowania warstwy psychologicznej swojej powieści. To nadal pierwszorzędny thriller prawniczy, ale sprawa porwania/domniemanej śmierci dziecka wywołuje, szczególnie w Zordonie, sporo przemyśleń nie tylko o prowadzonej sprawie, ale i o zawodzie prawnika. Młody aplikant, inaczej niż Chyłka, ma sporo watpliwości natury etycznej, co pokazuje, że prawo, choć twarde, często nie idzie w parze z uczuciami i emocjami. Przyznam, że bardzo mi się ten wątek podobał, a Oryński, którego polubiłem już w Kasacji, jeszcze bardziej przypadł mi do gustu. Już w pierwszej powieści widać wyraźnie, że Chyłka i Zordon znakomicie się uzupełniają, czego dowodem jest również Zaginięcie. Obie powieści mają wspólnych bohaterów, dynamiczną fabułę, zaskakujące zakończenie, ale Zaginięcie dodatkowo rzuca nowe światło na parę prawników z Warszawy, wydobywając z literackich postaci trochę więcej człowieczeństwa.



Zaginiecie Remigiusza Mroza pokazuje, że autor świetnie czuje się w powieści gatunkowej, w której procesy sądowe są opisane tak, że nie można doczekać się kolejnej sprawy. Porywa czytelnika historią, która poprzez swoją niejednoznaczność i pomysłowość  wręcz przykuwa do książki. Pogłębiony portret psychologiczny postaci, co nie jest znów tak oczywiste u innych autorów powieści sensacyjnych, tylko uatrakcyjnia i wzmacnia fabułę.

I tylko bardzo mnie ciekawi, jakie przygody spotkają Chyłkę i Zordona w niedalekiej (mam nadzieję) przyszłości ... 
Kto jeszcze nie czytał, niech koniecznie nadrobi zaległość! 

Nowalijki oceniają: 6/6


piątek, grudnia 11, 2015

"Ukochany z piekła rodem" Alek Rogoziński

"Ukochany z piekła rodem" Alek Rogoziński
Informacje o książce

autor: Alek Rogoziński
tytuł: Ukochany z piekła rodem

wydawnictwo: Melanż
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015

liczba stron: 272

egzemplarz: zakup własny




Od zawsze byłem fanem powieści kryminalno - obyczajowych Joanny Chmielewskiej. Całe zdanie nieboszczyka, Studnie przodków, Krokodyl z kraju Karoliny czy Lesio, to dla wielu czytelników, w tym dla mnie, pozycje wręcz kultowe. Kiedy Chmielewskiej zabrakło, długo szukałem autora, który kontynuowałby w polskich realiach gatunek kryminału z dużą dawką humoru. I oto jest - Alek Rogoziński. Długo opierałem się przed lekturą jego powieści, ale dziś wiem, że niepotrzebnie, bowiem nasz rynek wydawniczy zyskał obiecującego autora historii kryminalnych, lekkich, ale inteligentnych i z pewnym kluczem interpretacyjnym. 

Ukochany z piekła rodem to, zgodnie z zapowiedziami wydawniczymi, pierwsza część serii powieści kryminalnych z duetem: Joanna Szmidt i Betty. Joanna jest niezwykle popularną autorką romansów, zaś Betty jej agentką literacką, powierniczką, przyjaciółką i kobietą od wszystkiego. Joanna ma wszystkie przywary gwiazdy, ale jednocześnie to kobieta bardzo sympatyczna, nieco szalona i bardzo kochliwa. Podczas pobytu w Zakopanem poznaje kolejną największą miłość swojego życia - młodego, przystojnego i uroczego fotografa Konrada Jancewicza. Sielanka trwa w najlepsze i nawet złośliwe plotki na temat związku pisarki z młodszym kochankiem, rozpuszczane przez złośliwą warszawkę, nie są w stanie zepsuć ich idylli. Ale do czasu ... Kiedy Konrad zostaje zamordowany w willi Joanny w sennym Milanówku, okazuje się, że młody fotograf miał wiele tajemnic i miano ukochanego z piekła rodem pasowało do niego jak ulał. Zrozpaczona najpierw, wściekła chwilę potem, Joanna wraz z przyjaciółką postanawia poznać prawdę o kochanku. Obie kobiety, mniej lub bardziej świadomie, ładują się w niezłe tarapaty. Trop wiedzie do redakcji popularnego magazynu "Koktajl" oraz do przebrzmiałej diwy muzyki pop Klaudii (hm ...) Hutniak. Główne śledztwo prowadzi przystojny (a jakże) kapitan policji Krzysztof Darski, któremu skomplikowane zagadki pomaga rozwikłać mama. Ciekawych i oryginalnych postaci w powieści jest znaczenie więcej, czasem przebiegają gdzieś w drugim planie, ale zawsze odbijają swoje piętno na głównej fabule.

Autor, dziennikarz i komentator szołbiznesu, wprowadza czytelnika w świat znanych i (niekoniecznie) lubianych. Z dużą dawką  ironicznego poczucia humoru, ale i z dystansem, kreśli obraz redakcji magazynu "Koktajl", pokazuje fanaberie gwiazd muzyki i ludzi znanych z tego, że są znani. Uważny czytelnik może doszukać się w sportretowanych postaciach odwołań do prawdziwych bohaterów pierwszych stron czasopism o gwiazdach, ale sam autor zaklina się, że zbieżność jest cokolwiek przypadkowa. Oczywiście, oczywiście ...




Ukochany z piekła rodem to lekka i bardzo zabawna historia kryminalna, którą czyta się bardzo przyjemnie. Powieść napisana jest z werwą i humorem, a spostrzeżenia i rozmowy bohaterów nawiązują do bieżących wydarzeń z życia popkultury. Intryga kryminalna jest dość prosta, ale wcale nie oznacza to, że zaraz na początku trafnie typujemy mordercę. O nie, z tym należy poczekać do finału. 

Alek Rogoziński napisał, że w wieku ośmiu lat dostał od mamy Wszystko czerwone Joanny Chmielewskiej. Echa tej i innych książek autorki pobrzmiewają w Ukochanym z piekła rodem, ale dla mnie jest to atut, nie przywara. Lektura powieści jest znakomitą rozrywką, poprawia humor, masuje przeponę i pozwala popatrzeć na ludzi z okładek magazynów z dużym przymrużeniem oka. 
Dla mnie bomba!

Nowalijki oceniają: 5/6


poniedziałek, grudnia 07, 2015

"Próba" Eleanor Catton

"Próba" Eleanor Catton
Informacje o książce

autorka: Eleanor Catton
tytuł: Próba
tytuł oryginału: The Rehearsal
przekład: Maciej Świerkocki

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
liczba stron: 380
miejsce i rok wydania: Kraków, 2015

egzemplarz: zakup własny



Próba jest debiutem literackim urodzonej w Kanadzie, ale dorastającej i mieszkającej w Nowej Zelandii Eleanor Catton. Świat zakochał się w jej drugiej książce Wszystko, co lśni nagrodzonej Bookerem. Warto dodać, że ta powieść jest najdłuższą, jakiej przyznano to prestiżowe wyróżnienie, zaś Catton najmłodszą autorką w historii Bookera. Próba (z 2008 roku) to praca magisterska pisarki; powieść, która zapowiada tematykę, sposób narracji i styl Catton, a według części krytyków również wielki talent pisarski. 

Próba to historia skandalu obyczajowego, który rozgrał się w nienazwanym mieście. Nauczyciel muzyki w liceum pan Saladin, zostaje oskarżony o romans z nieletnią uczennicą szkoły. Mniej więcej w tym samym czasie studenci pierwszego roku szkoły aktorskiej, nazywanej Instytutem Dramatycznym, postanawiają wystawić spektakl dyplomowy, oparty na tych wydarzeniach. Z czasem okaże się, że nie jest to najlepszy pomysł.

W powieści dominują dwa wątki. Pierwszy związany jest z liceum, do którego uczęszczała uwiedziona uczennica - Victoria, drugi to historia Stanleya, który zostaje studentem pierwszego roku szkoły dramatycznej. Te dwa, z pozoru, niemające ze sobą wiele wspólnego wątki, z czasem zaczną się nakładać, tworząc niepokojącą i intrygującą równoczęśnie całość.

W liceum ważną rolę odgrywa nauczycielka gry na saksofonie, na zajęcia której uczęszczają uczennice młodsze od Victorii, a wśród nich siostra ofiary skandalu obyczajowego - Isolde oraz Julia i Bridget. Dziewczyny chętnie dzielą się z nauczycielką swoimi sekretami, przemyśleniami, spostrzeżeniami. Co więcej, nauczycielka wychodzi ze swojej roli i staje się kimś w rodzaju terapeutki, która na lekcjach gry na saksofonie prowadzi dodatkowo zajęcia psychologiczne. Umiejętnie manipuluje uczennicami, wyciąga od nich najgłębsze sekrety, świadomie przekraczając granicę relacji między pedagogiem i uczniem. Na podobne zajęcia - rozmowy przychodzą również matki uczennic, którym nauczycielka funduje psychoporady, często utwierdzając je w poczuciu lęku i frustracji związanej z wychowywaniem nastolatki, budzącej się do życia w pełnym tego słowa znaczeniu. Wytyka im błędy wychowawcze, pogłębiając ich niemoc i burząc często nikłe poczucie własnej wartości.

Instytut Dramatyczny jest szkołą wyższą, w której młodzi i niedoświadczeni kandydaci na aktorów poznają, często bardzo boleśnie, arkana sztuki scenicznej. Stanley, jeden ze szczęśliwców, któremu udało się przejść egzaminy wstępne, rozpoczyna naukę w kolejnym roku akademickim. Poznaje wykładowców, szuka i zdobywa swoje miejsce w grupie. Musi przejść wiele bólu - psychicznego i fizycznego - gdyż metody pracy nad rolą związane z upokorzeniem, wyśmiewaniem, przekraczaniem granic wstydu. Metody pracy z aktorami kojarzą się z teatrem Jerzego Grotowskiego, który zresztą zostaje w książce przywołany. Sztuka jawi się w systemie edukacyjnym Instytutu jako działanie totalne, odzierające człowieka z warstwy ochronnej, zmuszające do współprzeżywania na linii aktor - widz, czerpiące garściami z codzienności, bez oglądania się na koszty. Te oczywiście są, o czym przekonają się bohaterowie powieści, kiedy ich drogi  niespodziewanie skrzyżują się. 



Dużym zaskoczeniem Próby jest konstrukcja tesktu. To powieść, która wymyka się utartym schematom ciągów przyczynowo - skutkowych akcji, której właściwie nie posiada. Po konsternacji, jaka towarzyszy kilku pierwszym stronom, czytelnik wciąga się w historię, która sposobem opowiadania przypomina zapis strumienia świadomości, albo opowieść szkatułkową, czyli historię w historii o pewnej historii. Tekst jest mocno dygresyjny, wydarzenia wspomniane na wstępie stanowią tylko punkt wyjścia do snucia przemyśleń, prowadzenia dialogów, rozważań na tematy dość odległe od skandalu seksualnego z udziałem młodego nauczyciela i nieletniej uczennicy. Tematów w Próbie jest sporo, od problemów z własną seksualnością, relacji w rodzinie, funkcjonowania w społeczeństwie, cienkiej granicy między miłością i niezdrową fascynacją, zamianie ról społecznych, do funkcji sztuki we współczesnym świecie. Narracja prowadzona jest w formie wyrywkowej, fragmentarycznej, ale z czasem literackie klocki zaczynają tworzyć misterną i fascynującą układankę. Przyjęcie konwencji powieści szkatułkowej powoduje, że nie ma się pewności, czy to, co się właśnie przeczytało, należy zaliczyć do prawdy (choć literackiej fikcji), konfabulacji, przekłamania? A może kolejna historia to fragment próby scenicznej, teatru w teatrze jak u Szekspira? Nawet bardzo uważna lektura powieści nie daje jednoznacznej odpowiedzi na stawiane sobie pytania, nie rozwiewa wielu watpliwości. 

Sięgając po Próbę Eleanor Catton należy przygotować się na lekturę powieści intrygującej i zmuszającej do podjęcia pewnej intelektualnej gry, do której zaprasza autorka. Myślę jednak, że warto poddać się konwencji, która dominuje w książce, gdyż śledzenie losów Isolde i Stanleya oraz całej grupy postaci drugoplanowych daje dużo literackiej przyjemności. Autorka nie unika prowokacji i nie boi się podejmować trudnych tematów społecznych, a że robi to w nietuzinkowy sposób i z poczuciem (czarnego) humoru, to tym bardziej warto sięgnąć po Próbę. Wszak nie każda praca magisterska została przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków.

Nowalijki oceniają: 5/6


piątek, grudnia 04, 2015

"Tysiąc" Dagmara Andryka

"Tysiąc" Dagmara Andryka
Informacje o książce

autorka: Dagmara Andryka
tytuł: Tysiąc

wydawnictwo: Prószyński i Ska
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015

liczba stron: 464

egzemplarz: ebook - zakup własny







Dagmara Andryka, autorka Tysiąca, zaprasza na spotkanie z pozornie idyllicznym miasteczkiem Mille, w którym nic nie jest takie, jakie wydaje się na początku. 

Marta Witecka, dziennikarka z Warszawy, otrzymuje zlecenie  napisania reportażu, o tragicznym w skutkach, wypadku w Żarnowcu. Redaktor naczelny decyduje, że potrzebująca sukcesu singielka jest jedyną osobą, która podoła niewdzięcznemu zadaniu. Marta wie, że pilnie potrzebuje dziennikarskiego hitu, gdyż ma wrażenie, że jej pozycja w gazecie jest dość niepewna. Podejmuje więc zawodowe wyzwanie i wyrusza w podróż służbową. Pech chciał, że w trasie zepsuł jej się samochód i musiała zatrzymać się w miasteczku o intrygującej nazwie Mille. Dziennikarka poszukuje mechanika, który na miejscu naprawi usterkę i pozwoli Marcie ruszyć dalej. Okazuje się jednak, że brakuje pewnej części i kobieta musi zostać w Mille kilka dni dłużej. Szybko staje się jasne, że dla z pozoru miłych i przyjaznych mieszkańców, jej obecność jest coraz większym problemem. Dziennikarka orientuje się, że nie jest w okolicy mile widziana, a ostrzegawcza lampka zapala się w jej głowie, gdy co wieczór musi nocować w innym miejscu. Zaczyna prowadzić własne śledztwo, które przynosi zaskakujące wyniki. Marta uświadamia sobie, dlaczego jej obecność w miasteczku budzi tyle kontrowersji, ale i strach. Długo nie może pogodzić się z tym, czego się dowiedziała, ale kiedy w spokojnym Mille ginie kobieta, okazuje się, że nie jest to przypadek odosobniony. W tej małej społeczności co jakiś czas ktoś traci życie, aby mógł pojawić się ktoś nowy. Dziennikarka odkrywa, czego tak naprawdę boją się mieszkańcy Mille i co jest źródłem ich niechęci do przyjezdnych. Aby nie psuć przyjemności z czytania powieści wystarczy powiedzieć, że powodem obaw mieszkańców jest klątwa sięgająca początków XIX wieku. Przekleństwo zostało  rzucone  przez jedną z mieszkanek miasta, oskarżoną o czary. Twardo stąpająca po ziemi Marta długo nie chce przyjąć do wiadomości, że w XXI wieku można wierzyć w zabobony, ale kolejne wydarzenia, których staje się świadkiem i uczestniczką, mocno weryfikują jej dotychczasowy punkt widzenia.

Mille to miasteczko, pozornie, idealne. Niewielkie, zadbane, z uroczym rynkiem, sympatyczną piekarnio - kawiarnią i artystyczną kwiaciarnią. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się jak najbardziej na miejscu, ale podczas dłuższego pobytu widać wiele skrzętnie ukrywanych tajemnic. Autorka zaludniła Mille grupą bardzo ciekawych, czasem ekscentrycznych, czasem groźnych i tajemniczych postaci. Proboszcz z problemem alkoholowym, Włoszka prowadząca bar, dystyngowany lekarz, czy emerytowany milicjant to tylko kilkoro intrygujących mieszkańców. A oryginałów w Mille nie brakuje. Marta poznaje ich grzeszki i tajemnice podczas śledztwa, które z dziennikarskiego obowiązku zaczyna prowadzić po śmierci jednej z mieszkanek. Szybko okazuje się, że nic nie jest takie, za jakie próbuje uchodzić. Mille przypomina trochę serialowe Twin Peaks, albo Wayward Pines. W obu tych miastach, podobnie jaki i w miejscowości z Tysiąca, pod fasadą spokoju i dostatku, kryją się brudne interesy, niejasne relacje i działania różnych sił, czasem trudnych do jednoznacznego zinterpretowania.




Autorka powieści zgrabnie połączyła w Tysiącu kilka gatunków literackich, umiejętnie miksując w jednej książce wątki obyczajowe i kryminalne z elementami romansu i mystery. Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, bohaterowie budzą sympatię lub niechęć, ale równocześnie intrygują na tyle, że książka wciąga od pierwszych stron. Motyw klątwy z przeszłości i jej wpływu na teraźniejszość nie jest może zbyt odkrywczy, ale osadzenie go w polskich realiach znakomicie się sprawdza jako wiodący wątek historii kryminalnej. Pisarka stopniowo dawkuje napięcie, wodząc czytelnika za nos i pozwalając mu, wraz z Martą, odkrywać szokującą prawdę o Mille i jej mieszkańcach. Co więcej, im dłużej czyta się tę powieść, tym mocniej odczuwa się stan zawieszenia i odrealnienia, jaki z pewnością towarzyszy głównej bohaterce. Dla mnie ważne jest również to, że Tysiąc napisane jest dobrym, bardzo sprawnym językiem, co powoduje, że historię, choć dość skomplikowaną, czyta się bardzo dobrze. Do ostatnich stron nie można mieć pewności, kto w powieści jest dobrym a kto złym bohaterem, gdyż autorka stawiam między tym rozróżnieniem bardzo cienką granicę. Fabuła Tysiąca trzyma w niepewności do końca, zaskakując mocnym finałem, odnoszącym się również do przeszłości.

Tysiąc Dagmary Andryki to bardzo udany debiut literacki. Powieść, reprezentująca gatunek popularny, dzięki przemyślanej fabule, intrygującym bohaterom i ciekawej tematyce dostarcza czytelnikowi sporo wrażeń i rozrywkę na wysokim poziomie. Mam tylko nadzieję, że Marta Witecka powróci jeszcze kiedyś na kartach nowej powieści, bo to postać literacka z dużym potencjałem. 

Stawiam Tysiąc na półce obok sagi o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej, której ocena na okładce jest najlepszą rekomendacją. 

Nowalijki oceniają: 5/6

niedziela, listopada 29, 2015

"Mężczyźni bez kobiet" Haruki Murakami

"Mężczyźni bez kobiet" Haruki Murakami
Informacje o książce:

autor: Haruki Murakami
tytuł: Mężczyźni bez kobiet
tytuł oryginału: ONNA NO INAI OTOKOTACHI
przekład: Anna Zielińska - Elliott

wydawnictwo: Muza
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 320

egzemplarz: zakup własny



Zacznę od końca. Uwielbiam powieści Haruki Marukamiego i nie przepadam (generalnie) za opowiadaniami. Doceniam jednak kunszt pisarski twórców, którzy odnajdują się w tej niełatwej formie literackiej. Nie jest bowiem prosto stworzyć opowiadanie niewielkich rozmiarów, o interesującej tematyce, napisane ciekawym językiem, bez skrótów, ale i niepotrzebnych dłużyzn. Murakamiemu ta sztuka udała się. Jak zwykle. 

Mężczyźni bez kobiet to zbiór siedmiu opowiadań, których motywem przewodnim jest miłość, a właściwie jej brak, mężczyźni i (wbrew tytułowi) również kobiety. Każde z opowiadań porusza inny aspekt związany z miłością, zawsze jednak dotyka ważkich kwestii budowania relacji, rozpadu związków, wszechobecnej samotności, niezrozumienia dla otaczającego świata. 

W każdym z tekstów pojawia się inny mężczyzna - od młodego studenta, poprzez popularnego aktora, odnoszącego sukcesy  chirurga plastycznego - po zwykłych mieszkańców wielkich miast. Przez ich życie przewijają się różne kobiety, nie tylko żony i kochanki, a także przelotne znajome, będące odskocznią od codzienności i samotności. Nie ma jednak znaczenia ich rola społeczna, gdyż każda z nich odciska swoje piętno na życiu i uczuciach mężczyzn. Murakami nie unika drażliwych kwestii damsko - męskich, pokazując szeroki wachlarz zachowań i przeżyć. Oto młody Kitaru, student Wydziału Literatury, otrzymuje od przyjaciela propozycję spotykania się z jego dziewczyną. Doktor Tokai, wieczny kawaler i playboy, zakochuje się tak mocno, że uczucie go zabija. Wspomniany wcześnie aktor Kafuku postanawia zaprzyjaźnić się z ostatnim kochankiem zmarłej żony po to tylko, aby mieć z kim przeżyć czas żałoby. Jest też Kino, który boleśnie przeżywa, wydawałoby się mało go absorbujący, rozwód z niewierną żoną. Każda historia jest inna, każda ma trochę odmienny wydźwięk, ale wszystkie sprowadzają się do pokazania, w sposób wyważony i umiarkowany w odczuciach, świat mężczyzn bez kobiet. 

Styl pisarski Murakamiego - prosty, czysty, czasem wręcz chłodny i pozbawiony emocji - znakomicie oddaje ducha opowiadań. Jego bohaterowie to zwyczajni mężczyźni, którzy muszą mozolnie zmagać się nie tylko z codziennością, ale i własnymi uczuciami. Zmuszeni są do przewartościowania swojego świata, do czego prowadzi często relacja z kobietą, samotność po jej odejściu lub tęsknota za miłością, która nie chce nadejść. Mężczyźni w tych opowiadaniach są bezbronni i nadzy, jak George Samsa, jedna z postaci w opowiadaniu nawiązującym do utworu F. Kafki. 


W Mężczyznach bez kobiet Murakami prezentuje paletę swoich literackich możliwości. Są więc w zbiorze teksty humorystyczne, dużo jest realizmu (za co lubię go najbardziej), ale pojawiają się elementy z pogranicza realizmu magicznego. Nie brakuje też, tak rozpoznawalnego klimatu opowieści: bohaterowie słuchają dużo starej, amerykańskiej muzyki, trochę przesiadują w barach, mieszkają w bezosobowych hotelach, dyskutują o baseballu. Towarzyszy im nieopisany smutek, melancholia, nostalgia i niewypowiedziana tęsknota za utraconym szczęściem, słowem Weltschmerz w japońskim wydaniu.

Wspomniałem na początku, że nie lubię opowiadań. Zawsze są dla mnie za krótkie, nie mam możliwości lepszego zapoznania się z bohaterami, którzy szybko znikają. To uczucie towarzyszyło mi  także podczas lektury Mężczyzn bez kobiet. Każdy z tych tekstów mógłby spokojnie rozwinąć się do pełnowymiarowej powieści. Na wiele pytań brak odpowiedzi, a kilka wątków zostało przerwanych.

Na koniec dodam, że dla czytelników, którzy nie znają książek Murakamiego, ten zbiór może być dobrym punktem wyjścia, przed podjęciem decyzji o sięgnięciu po wcześniejsze powieści autora. A jego fani z przyjemnością dostrzegą pewne wątki, zdarzenia i miejsca, które już pojawiły się we wcześniejszych książkach japońskiego pisarza.

Nowalijki oceniają: 5/6

środa, listopada 25, 2015

"Dygot" Jakub Małecki

"Dygot" Jakub Małecki
Informacje o książce

autor: Jakub Małecki
tytuł: "Dygot"

wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
miejsce i rok wydania: Kraków 2015
liczba stron: 320

egzemplarz: Legimi bez limitu





Po powieść Dygot Jakuba Małeckiego, tłumacza i pisarza, sięgnąłem dopiero po przeczytaniu kilku entuzjastycznych recenzji (i może jednej krytycznej). Charakterystyczna okładka mignęła mi na Targach Książki w Krakowie, ale wtedy pomyślałem, że to kolejna z wielu pozycja Young Adult, albo powieść fantasy. To jeszcze jedna nauczka, aby nie oceniać książki po okładce...

Dygot to nietypowa saga rodzina, której akcja toczy się w latach 1938 - 2004. Specyficzna, bowiem język powieści, sposób narracji i kreacje bohaterów wymykają się jednoznacznej klasyfikacji, o czym jeszcze w dalszej części tej recenzji.

Dwie rodziny - jedna mieszkająca we wsi Piołunowo i druga - w oddalonym o kilkanaście kilometrów Kole. Łączą ich klątwy, lekko rzucone w chwili upokorzenia, ale z konsekwencjami na całe pokolenie.
Rodzinę Łabendowiczów z Piołunowa przeklina Niemka, Frau Eberl, którą jeden z bohaterów - Janek - miał bezpiecznie wywieźć z wyzwolonych przez Armię Czerwoną terenów i którą wraz z dziećmi porzuca na pastwę losu. W wyniku rzuconej klątwy na świat przychodzi bezbarwny syn - albinos - Wiktor. A Janek do końca życia będzie miał z tym wydarzeniem wyrzuty sumienia.
W Kole, na Bronka Geldę klątwę rzuca Cyganka, a efektem uroku jest poparzenie i oszpecenie jego ukochanej córki Emilii. Oba przekleństwa na zawsze zmienią bieg życia obu rodzin, niespodziewanie splatając ich wspólne losy, dostarczając chwil radosnych, których będzie zdecydowanie mniej niż bólu, upokorzenia, niezrozumienia i śmierci.

Klątwa, urok, anatema to dopiero punkt wyjścia, początek opowieści. Dygot ma kilku bohaterów, których skomplikowane losy poznajemy na przestrzeni lat. Janek i Irenka Łabanowiczowie - rodzice Kazimierza i Wiktora, Bronek i Hela Gelda - rodzice oszpeconej Emilki, a także cała galeria postaci dziwnych i niepokojących, jak choćby stara Dojka, czy Strzępek, o których czasem trudno napisać, że w pełni należą do świata realnego. 

Powieść Małeckiego obejmuje kilka wątków. Do najważniejszego należy zaliczyć życie innego, czyli albinosa Wiktora, którego zabobonni i niewykształceni sąsiedzi co chwilę oskarżają o wszystkie nieszczęścia świata. Nietolerancja i zabobon mieszają  się z religijnym fanatyzmem, tworząc w prowincjonalnym Piołunowie atmosferę zagrożenia i niepewności. W przypadku Wiktora ucieczka przed ludźmi, ale i samym sobą przybierze dramatyczny obrót, a prawdę o nim odkryje po latach syn Wiktora - Sebastian. Trochę inaczej jest w przypadku Emilii, której inność fizyczna na lata utrudni budowanie relacji z mężczyznami, ale która ostatecznie znajdzie dla siebie miejsce na ziemi. Autor na przykładzie członków obu rodzin pokazuje, jaki wpływ na życie mają takie, a nie inne decyzje, które determinują życiowe wybory, czy kształtują sposób postrzegania świata. Istotna jest także rola przypadku i fatum, od których nie ma odwrotu, nie ma ucieczki.

Świat w Dygocie zmienia się tak, jak zmienia się czas poszczególnych części powieści. W tle można zaobserwować zmiany zarówno w obyczajowości, jak i funkcjonowaniu przekształcającej się wciąż rzeczywistości. Za każdym jednak razem diagnoza społeczeństwa opisywana przez Małeckiego stawia  naród w niezbyt jasnym świetle. Obraz prowincji (wiejskiej i małomiasteczkowej) budzi politowanie i odrazę, drażni zacofaniem i ograniczonym horyzontem myślowym.



Wielkim atutem Dygotu, obok zaskakującej i interesująco prowadzonej fabuły, jest sposób narracji i konstrukcja świata w książce. Wspomniałem na wstępie, że powieść Małeckiego to saga, ale saga w krzywym zwierciadle, saga uszkodzona, przekręcona. Mikrokosmos Piołunowa, Koła i w pod koniec również Poznania, to rzeczywistość balansująca na granicy jawy i snu. Realizm magiczny miesza się z naturalizmem i wyolbrzymioną brzydotą oraz nostalgicznymi, wręcz poetyckimi opisami, które nie pozostawiając czytelnikowi złudzeń, co do intencji bohaterów. Część postaci z Dygotu przynajmniej jedną nogą tkwi w świecie ludowych ballad, wierzeń i guseł, przywołując dalekie echa różnych tekstów literackich. Przyznam, że tak skonstruowana fabuła wciągnęła mnie nieomal natychmiast, zmuszając do zachłannego pochłaniania kolejnych rozdziałów. Swoboda, z jaką autor przemierza różne obszary literackie, jest imponująca. Jego bohaterowie, choć pokiereszowani psychicznie i fizycznie, uwikłani w konwenanse, budzą jednocześnie sympatię i litość, szczególnie kiedy czytelnik uświadamia sobie, że w niektórych z nich może zobaczyć cząstkę siebie samego. 

Dygot Jakuba Małeckiego to mocna, wciągająca i intrygująca lektura. Być może nie dla każdego czytelnika. Na pewno jednak dla takiego, który nie boi się wejść do świata jednocześnie odległego i niepokojąco bliskiego. Na mnie książka zrobiła duże wrażenie. Jest jedną z tych pozycji, które na długo zostają w pamięci.

Nowalijki oceniają: 6/6



piątek, listopada 20, 2015

"Sufrażystki" Lucy Ribchester

"Sufrażystki" Lucy Ribchester
Informacje o książce

autorka: Lucy Ribchester
tytuł: Sufrażystki
tytuł oryginału: The Hourglass Factory
przekład: Robert Waliś

wydawnictwo: Marginesy
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 432

egzemplarz: Legimi bez limitu



Sufrażystki to debiut literacki szkockiej pisarki Lucy Ribchester, absolwentki studiów poświęconych literaturze angielskiej i twórczości Williama Szekspira.

Akcja Sufrażystek dzieje się w Londynie w roku 1912. Miasto żyje  spektakularnymi działaniam kobiet walczących o swoje prawa. W świecie zdominowanym przez mężczyzn muszą działać siłą i podstępem, aby szeroka opinia publiczna zwróciła uwagę na problemy kobiet na początku XX wieku. Wybijanie szyb, demonstracje, płomienne przemówienia, to codzienność sufrażystek oraz skrajnie radykalnego odłamu - sufrażetek. Jednym z podstawowych postulatów ruchu było uzyskanie praw wyborczych dla kobiet, co stało się faktem prawie dekadę po wydarzeniach opisywanych w powieści Ribchester.

Jedną z bardziej malowniczych postaci Londynu tamtych czasów była znakomita akrobatka, artystka i sufrażetka Ebony Diamond. Postać na tyle ciekawa i tajemnicza jednocześnie, że budziła zainteresowanie mieszkańców miasta. Jedna z dziennikarek, Frankie George postanawia przeprowadzić z nią wywiad, nie mając nawet cienia świadomości, że tym samym wpakuje się w niezłe kłopoty. Frankie, nosząca się po męsku, chodząca w spodniach i nie wylewająca za kołnierz, to wiodąca postać w powieści. Pracuje w London Evening Gazette, tytule o marnej reputacji, pisząc kronikę towarzyską wspólnie z niejaką Iskierką, byłą utrzymanką i kobietą doświadczoną życiowo. Kiedy więc nadarza się okazja, aby wybić się na temacie znanej osoby - Frankie podejmuje się tego karkołomnego zadania.

Pech chce, że Ebony Diamond znika, a mniej więcej w tym samym czasie zostają zamordowane dwie osoby, które mogą mieć ze zniknięciem sufrażetki wiele wspólnego. Początkowo nic nie wskazuje na związek między tymi wydarzeniami, ale później wszystko zaczyna układać się w jedną całość. Zwieńczeniem powieści jest bardzo zaskakujący finał, wyjaśniający skomplikowaną fabułę. 

Czytając Sufrażystki należy wspomnieć dwa wątki. Pierwszy dotyczy tajemniczego Kluby Klepsydr, którego osnową jest motyw gorsetu, jako erotycznego fetyszu. Dzięki gorsetom poznajemy tajemniczą i pikantną stronę Londynu, odwiedzamy zakamuflowane kluby i podejrzane teatrzyki West Endu, ale i odkrywany, czym tak naprawdę zajmowały się szwaczki, szyjące tę część garderoby. Z gorsetami związana jest śmierć jednego z bohaterów książki. Śmierć, co trzeba przyznać, nietypowa.

Drugi watek, bardziej może poważny, związany jest z inspektorem Scotland Yardu - Frederickiem Primrosem, który przez przełożonych został wytypowany do rozpracowania siatki sufrażetek w mieście. To postać, która jest rozdarta między koniecznością wykonywania rozkazów a własnymi przekonaniami. Inspektor stara się za wszelką cenę pogodzić te dwa światy, ale nie zawsze mu to wychodzi. Angażuje się w śledztwo, próbując pokazać, że wywrotowa działalność kobiet jest podyktowana potrzebą zmian.


Sufrażystki Lisy Ribchester to kryminał historyczny, w którym fikcyjne postaci i wydarzenia mieszają się z prawdziwymi bohaterami, zdarzeniami i miejscami. Autorce udało się zatrzeć tę cienką granicę, dzięki czemu wymyślone przez nią sytuacje i osoby zyskują głębię. Nie jest to tylko kryminał, choć oczywiście są w książce mocno zarysowane wątki typowe dla powieści sensacyjnych. Nie jest to także powieść historyczna, choć pojawiają się bohaterki z opracowań na temat sufrażystek. Autorka przemyca zresztą wiele drobnych informacji, które wyszukała w źródłach, przygotowując się do pracy nad książką. Duże wrażenie może zrobić opis przymusowego karmienia więźniów - na początku XX wieku praktyka często stosowana w zakładach karnych. 

Wbrew klasyfikacji gatunkowej, Sufrażystki nie są lekką powieścią na dwa jesienne wieczory. Powieść porusza ważne tematy historyczne i społeczne, pokazując sposób myślenia ówczesnych ludzi. Działalność sufrażetek niebezpiecznie bliska jest wydarzeniom we współczesnym świecie, pokazując, że pewne zachowania nie zmieniły się od dekad. Wątek kryminalny, niesamowite wydarzenia, w których uczestniczy Frankie, to oryginalny pretekst do pokazania szerszego problemu, z którym Europa i świat zmagały się na początku nowego stulecia. Patrząc na nie z dzisiejszej perspektywy, można zarówno odetchnąć z ulgą, jak i poczuć nieprzyjemne mrowienie - wszak sufrażetki planowały spektakularny atak, co potwierdzają źródła historyczne ...

Nowalijki oceniają: 5/6

wtorek, listopada 17, 2015

"Katarzynka" Patrick Modiano

 "Katarzynka" Patrick Modiano
Informacje o książce

autor: Patrick Modiano
tytuł: Katarzynka
tytuł oryginału: Catherine Certitude
przekład: Regina Gręda

wydawnictwo: Czuły Barbarzyńca
miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
liczba stron: 96

egzemplarz: zakup własny



Patrick Modiano, laureat literackiej Nagrody Nobla, Katarzynkę napisał w 1988 roku. Ilustracje do historyjki wykonał współtwórca Mikołajka - René Goscinny. Pierwsze wydanie książki w Polsce pojawiło się dokładnie w 20 lat po francuskiej premierze.

Katarzynka to niewielkich rozmiarów historia, której narratorką i bohaterką jest tytułowa Katarzyna Certitude. W krótkich i jakże uroczych wspomnieniach przywołuje swoje dzieciństwo, spędzone w X dzielnicy Paryża. Dziś jest już dorosłą kobietą, ma własną córkę. Widok z okna nowojorskiego mieszkania, którego okna wychodzą na szkołę baletową, uruchamia wspomnienia sprzed 30 lat. 

W powieści (powiastce może) nie jest istotny ciąg przyczynowo - skutkowy akcji, ważniejsze są odczucia i wspomnienia narratorki, której życie było spokojne, ustatkowane i pełne miłości. Epicentrum  tego życia był ojciec - Georges - który wraz z odrobinę egzaltowanym wspólnikiem, Raymondem Casteradem, prowadził dość szemrany interes związany z handlem. Katarzynka nigdy  nie dowiedziała się, czym tak naprawdę zajmował się ojciec, zresztą całe jej życie składało się z niedomówień i tajemnic dorosłych. Dziewczynce specjalnie to nie przeszkadzało, ojciec zaś czynił wszystko, aby dziecko nie musiało zastanawiać się nad pewnymi nieścisłościami codzienności. Mama Katarzynki, Amerykanka tańcząca we francuskiej rewii, wyjechała do swojej ojczyzny. Po kilku latach dołączyli do niej mąż i córka. 

Katarzynka żyła jak typowa młoda paryżanka; po szkole chodziła na lekcje baletu u słynnej Madame Galiny Dismajłowej (to chyba oczywiste, że primabalerina we francuskiej powieści musi mieć rosyjskie korzenie), przyjaźniła się z koleżanką z zajęć Odile, której rodzice stali wyżej od ojca naszej bohaterki na drabinie społecznej. Okazali się zresztą niezłymi bufonami, ale ... to już  zupełnie inna historia. 

Rezolutna i inteligenta Katarzynka znakomicie radziła sobie w świecie niedomówień i przemilczeń, ze spokojem przyjmując coraz to nowe pomysły ojca i z takim samym nastawieniem czekając na to, co przyniesie kolejny dzień.


Miniaturowa powieść Patricka Modiano to przeurocza lektura, napisana w starym stylu. Kilkadziesiąt stron czyta się niezwykle szybko żałując, że historia tak szybko się kończy. Noblista wykreował w Katarzynce świat, za którym każdy z czytelników pewnie czasem tęskni: spokojny, pełen życzliwości i miłości, pozbawiony wad współczesności, pośpiechu i wszechobecnych mediów. 

Optymistyczna historia Katarzynki nie byłaby pełna, gdyby nie rysunki René Goscinnego, którego charakterystyczną kreskę znają  i kochają miliony czytelników Mikołajka. Katarzynka trochę nawet przypomina wspomnianego bohatera, a znajomy styl ilustracji jeszcze bardziej przyjaźnie nastawia i przyciąga czytelnika do historii Modiano. 

I tylko szkoda, że z Katarzynką przyszło nam się spotkać tylko raz i tylko przez kilkadziesiąt minut. Na szczęście to spotkanie niezwykle przyjemne, szczególnie w deszczowe, listopadowe popołudnie. 

Nowalijki oceniają: 6/6

niedziela, listopada 15, 2015

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood
Informacje o książce

autorka: Alex Marwood
tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe
tytuł oryginału: The Wicked Girls
przekład: Magdalena Koziej

wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 448


egzemplarz: Legimi bez limitu





Dziewczyny, które zabiły Chloe to debiut literacki (na polskim rynku wydawniczym) angielskiej dziennikarki, która ukrywa się pod pseudonimem Alex Marwood. Debiut, co na wstępie warto zaznaczyć - udany. Rekomendacja Stephena Kinga na okładce tym razem zgodna jest z moimi odczuciami, choć przypadek Dziewczyny z pociągu pokazał, że nie zawsze mam po drodze z opiniami mistrza.

W 1986 roku dwie jedenastolatki, Jade i Bel, zostają oskarżone o zamordowanie czteroletniej Chloe, siostry znajomej dziewczyn. Okrzyknięte przez prasę i opinię publiczną morderczyniami, lądują w różnych zakładach poprawczych, które na zawsze zmienią ich życie. Po latach, pod zmienionymi nazwiskami, wciąż na zwolnieniu warunkowym, prowadzą życie w różnych zakątkach Wielkiej Brytanii...

Współczesność. Nadmorskim, trochę podupadającym kurortem Whitmouth wstrząsają morderstwa młodych dziewczyn, które przyjeżdżały do miejscowości, aby dobrze się zabawić. W zapyziałym miasteczku narasta fala wzburzenia, umiejętnie podsycana przez artykuły w popularnych gazetach. Jedną z atrakcji miejscowości wypoczynkowej jest wesołe miasteczko Funnland, w którym pracuje Amber Gordon, jedna  z głównych bohaterek powieści. Bardzo długo  nie ma świadomości, że morderca młodych kobiet jest bliżej, niż mogło jej się wydawać. Do Whitmouth zjeżdżają się dziennikarze, aby relacjonować krwawe wydarzenia. Wśród nich jest Kirsty Lindsay, wolny strzelec, pracująca dla londyńskich brukowców. To kolejna, bardzo ważna postać w książce. Kiedy Amber i Kirsty niespodziewanie spotykają się podczas dziennikarskiego śledztwa, okazuje się, że obie dopadła dramatyczna przeszłość i nieoczekiwany splot wydarzeń znów je ze sobą połączy. A w Whitmouth ginie kolejna kobieta...

Trudno jest pisać o tej powieść, aby nie zdradzić czytelnikowi ważnych informacji na temat fabuły. A ta jest zaskakująco dobrze przemyślana i bardzo sprawnie opowiedziana. Akcja toczy się równocześnie w roku 1986 i współcześnie, powoli odsłaniając, zarówno kulisy zbrodni sprzed lat, jak i najnowszych wydarzeń. Czytelnik, krok po kroku, dowiaduje się coraz to nowych faktów, które w innym świetle pokazują wydarzenia i pod dużym znakiem zapytania stawiają słuszność wcześniejszych sądów.

W Dziewczynach, które zabiły Chloe, autorka bardzo zgrabnie połączyła gatunki literackie; obok wątków sensacyjnych istotne są również motywy psychologiczne. Powieść skupia się w dużej mierze na pokazaniu jak błędne decyzje, podjęte pod wpływem chwili i emocji rzutują na całe, również dorosłe życie. Ciągła ucieczka przed przeszłością, życie w kłamstwie i strachu przed ujawnieniem prawdy rujnuje bohaterki, skazuje na egzystencję w cieniu tragedii. Autorka, z zawodu dziennikarka, nie zostawia również suchej nitki na swoim środowisku zawodowym, pokazując, jak łatwo można manipulować odbiorcami artykułów, przeinaczać rzeczywistość i cynicznie narzucać interpretację. Ofiarami takich praktyk zostały także bohaterki powieści. Zaszczute i pozbawione możliwości obrony, w dorosłym życiu raz jeszcze staną przed tragicznym wyborem, który na moment przywoła wspomnienia z przeszłości.




Sięgając po Dziewczyny, które zabiły Chloe, nie miałem wielkich oczekiwań - ot, jeszcze jedna kryminalna historia na jesienny wieczór. Tym razem jednak mocno się pomyliłem, bo powieść jest wciągająca i intrygująca. Autorka bardzo dobrze skonstruowała fabułę, długo wodząc czytelnika za nos i nie zdradzając za szybko, kto zabił, dlaczego i czy na pewno fakty są takie, na jakie wyglądają? A nie wyglądają, co dociera do czytelnika dopiero w finale. Wątek psychologiczny i pokazanie mechanizmu dziennikarstwa rodem z brukowców wzbogacają treść, czyniąc z powieści coś więcej, niż tylko banalną historię Nadmorskiego Dusiciela. Akcja, która początkowo rozwija  się dość niemrawo,  w pewnym momencie nabiera tempa i pędzi do zaskakującego finału.  Finału, który pozostawia jednak pewien niedosyt, a już na pewno mocno zaskakuje czytelnika.

Miłośnicy inteligentnej literatury popularnej powinni zainteresować się zarówno tym tytułem, jak i samą autorką, której kolejna powieść jest już w drodze.

Nowalijki oceniają: 5/6

czwartek, listopada 12, 2015

"Funny Girl" Nick Hornby

"Funny Girl" Nick Hornby
Informacje o książce

autor: Nick Hornby
tytuł: Funny Girl
tytuł oryginału: Funny Girl
przekład: Magdalena Koziej

wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 416

egzemplarz: Legimi bez limitu






Nick Hornby, autor miedzy innymi Był sobie chłopiec, Wpadki i Wierności w stereo, w swojej najnowszej powieści zabiera czytelników do Londynu szalonych lat 60 - tych, ery Beatlesów i początków telewizyjnej rozrywki na szeroką skalę. 

Główną bohaterką powieści Funny Girl jest młoda mieszkanka prowincjonalnego Blackpool - Barbara, którą poznajemy w chwili, gdy wygrywa lokalny konkurs piękności. Dziewczyna nie jest zachwycona tym faktem, szczególnie, że do rywalizacji stanęła właściwie bez przekonania. Barbara mieszka tylko z ojcem, gdyż matka dziewczyny opuściła rodzinę dla innego mężczyzny. Rodzinę uzupełnia siostra ojca - ciocia Marie. Nasza bohaterka, obok atrakcyjnego wyglądu, ma też głowę na karku i marzy jej się życie inne, niż może oferować rodzinne miasto. Marzeniem Barbary jest zostać znaną aktorką komediową. W związku z tym, z dnia na dzień opuszcza Blackpool i wyjeżdża do Londynu, gdzie zaczyna karierę od ... roli sprzedawczyni w domu towarowym. I kiedy myśli, że nic dobrego już jej nie spotka, w wyniku zbiegu wielu okoliczności i przy pomocy odrobimy szczęścia, dostaje rolę w pilocie serialu komediowego BBC. Serialu, który z góry miał być skazany na szybkie skasowanie. Barbara na chwilę staje się Sophie Straw i dzięki wrodzonym walorom zewnętrznym i sprytowi nie tylko utrzymuje wymarzoną rolę, ale i szybko staje się popularna, a jej serial z tygodnia na tydzień zyskuje coraz więcej widzów. Aktorka romansuje z odtwórcą głównej roli męskiej, miesza szyki scenarzystom, poznaje blaski i cienie wymarzonego zawodu. Wraz z  Barbarą poznajemy kulisy tworzenia telewizji, walki o popularność i bitwę na oglądalność między stacjami telewizyjnymi. 

Funny Girl to powieść, której tytuł kojarzy się z musicalem z Barbrą Streisand. Tamten film był muzyczną komedią, powieść Hornby'ego to w założeniu lekkie i sympatyczne czytadło, osadzone w latach 60 - tych  ubiegłego wieku. Pomysł na książkę, choć niezbyt nowy, miał w sobie spory potencjał, szczególnie satyryczny i obyczajowy, ale chyba pisarz do końca go nie wykorzystał. Historia kariery Barbary z Blackpool jest mało zabawna, powieść zaś cechuje przegadanie i rozwlekłe tyrady, odchodzące od głównego wątku. Opisywany w książce serial utrzymuje się na antenie klika sezonów, w czasie których dowiadujemy się wielu, często nieistotnych informacji o bohaterach. W tle przewija się Londyn i jego atmosfera, ale to trochę za mało, aby uatrakcyjnić przeciętnie prowadzoną fabułę. Dodatkowo, polskiemu czytelnikowi może przeszkadzać nagromadzenie nazwisk i tytułów, które rozpoznawalne są być może dla przeciętnego odbiorcy kultury masowej z Wielkiej Brytanii, a nam nic lub prawie nic nie mówią. Na szczęście wydawca i tłumaczka zaopatrzyli powieść w przypisy, dzięki którym choć trochę łatwiej jest zrozumieć kontekst niektórych wypowiedzi i wątków. 



Z zaciekawieniem sięgnąłem po najnowszą powieść Nicka Hornby'ego, choć jego ostatnie książki niezbyt przypadły mi do gustu. Niestety, w tym przypadku okazało się ponownie, że znów nam nie po drodze. Z jednej strony w Funny Girl jest wszystko, za co da się lubić autora, ale z drugiej nostalgiczna wizja Londynu, widziana  z okien szacownej BBC, jakoś do mnie nie przemawia. Powieść do przeczytania i (niestety) do zapomnienia, choć ... scenariusz na film właściwie gotowy, wszak Hornby to przecież nominowany do Oscara scenarzysta. 

Nowalijki oceniają: 3+/6

sobota, listopada 07, 2015

"Utopce" Katarzyna Puzyńska

"Utopce" Katarzyna Puzyńska
Informacje o książce

autorka: Katarzyna Puzyńska
tytuł: Utopce

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
liczba stron: 598
egzemplarz: zakup własny




Katarzyna Puzyńska już po raz piąty zabiera czytelników do Lipowa, malowniczo położonej wsi, w której działa mały komisariat policji. Kolejna odsłona serii kryminalnej nosi intrygujący i niepokojący tytuł Utopce.

Nad dobrze znanym komisariatem policji w Lipowie zbierają się czarne chmury. Miejsce pracy młodszego aspiranta Daniela Podgórskiego, komisarz Klementyny Klopp i innych funkcjonariuszy jest zagrożone zamknięciem. Powód - jak zwykle prozaiczny - cięcia budżetowe. Obowiązki jednostki z Lipowa ma przejąć pobliska Brodnica, chyba że ... Chyba że Podgórski i jego oryginalna ekipa rozwiąże tajemniczą zagadkę podwójnego morderstwa sprzed 30 lat. Smaczku historii z upalnego lata 1984 roku dodaje fakt, że w świadomości mieszkańców wsi, w której doszło do zabójstwa, krwawej zbrodni dokonał ... wampir. 

Akcja powieści przenosi się do wsi Utopce, w której ma grasować  rzekomy wampir. Znakomicie wpisuje się on w krajobraz miejscowości, która wygląda jak sceneria z horroru. Gęsty las, otaczający wieś, nocą przybiera niepokojące kształty. Śledztwo prowadzone jest na przełomie października i listopada, w okolicach Święta Zmarłych i Zaduszek, więc atmosfera tych dni i brzydka jesienna pogoda potęgują narastający nastrój niepokoju, melancholii i zagrożenia. Atmosfera grozy i tajemniczości udziela się zarówno Danielowi, jak i Klementynie i Emilii Strzałkowskiej, która również uczestniczy w dochodzeniu. 

Na wstępie wspomniałem, że w sierpniu 1984 roku małą społecznością Utopiec wstrząsa brutalne morderstwo dwóch mieszkańców tej miejscowości. Lokalni upatrują źródła tego nieszczęścia w naruszeniu spokoju wampira, którego domniemane szczątki zostały odkryte na placu budowy, należącym do jednej z ofiar. Umiejętnie podtrzymywane uczucie strachu i krążącej nad wsią klątwy sił nadprzyrodzonych skutecznie odwraca uwagę od faktów, które doprowadziły do podwójnego zabójstwa. Po 30 latach okazuje się, że śmierć z rąk domniemanego wampira to dopiero początek całej lawiny niepokojących wydarzeń.

Autorka, jak ma to w zwyczaju, powoli snuje gęstą pajęczynę powiązań między poszczególnymi bohaterami. Błahy epizod z ich życia może stać się ważnym wydarzeniem, które rozrusza mozolnie prowadzone dochodzenie. Za maską uprzejmości, czy wyniosłości kryją się ludzkie słabości, skrzętnie ukrywane grzeszki z przeszłości, brudne sekrety. Puzyńska niespiesznie odkrywa kolejne karty, pozwalając czytelnikowi snuć własne sądy na temat bohaterów tylko po to, by ten szybko musiał je weryfikować. Kiedy bowiem spada nałożona na potrzeby świata maska, prawdziwe oblicze bohaterów powieści często wydaje się straszniejsze,  niż najgorszy wizerunek wampira z ludowych wierzeń. 

W Utopcach dostrzegam pewną zmianę narracji. Ta powieść jest zdecydowanie bardziej mroczna i tajemnicza, niż poprzednie części. Nie mam tu na myśli tylko jesiennej scenerii i motywu z wampirem, ale również zmianę kierunku, w którym rozwijają się losy dobrze nam znanych bohaterów. Młodszy aspirant Daniel Podgórski ma sporo problemów osobistych a rewolta, której dokonał w Utopcach, stawia pod znakiem zapytania jego najbliższe plany. Odnoszę zresztą wrażenie, że Daniel stracił trochę ze swojego uroku i albo przejawia pierwsze symptomy kryzysu wieku średniego, albo niezbyt dobrze działa na niego polska jesień. Podobnie jest z przebojową komisarz Klementyną Klopp, która musi na nowo ułożyć sobie życie i która na naszych oczach pakuje się w niezłe kłopoty, zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Oboje mają więc wiele do przemyślenia a śledztwo, prowadzone pod presją, nie pozwala im na spokojne zastanowienie się nad przyszłością. Niezmiernie ciekawi mnie, jak autorka poprowadzi losy swoich bohaterów w kolejnej osłonie serii.

Utopce to nie tylko nazwa wsi niedaleko Lipowa, ale również demon wodny z mitologii Słowian. Pomysł z powiązaniem morderstwa sprzed lat z motywami mitologicznymi i ludowymi  wierzeniami bardzo mi się spodobał. Autorka skupiła się na pokazaniu, jak łatwo można manipulować tłumem, jeśli ma się ku temu predyspozycje. Czytelnik, niby od początku domyśla się, że największym wrogiem człowieka jest drugi człowiek a nie wampir, ale i tak daje się wciągnąć w zawiłą intrygę kryminalną, w towarzystwie złowrogo szumiącego w tle lasu. Wiara w gusła i siły nadprzyrodzone mocno wpisana jest w psychikę człowieka, nie ma więc co się dziwić, że tej magii ulegają zarówno mieszkańcy wsi, jak i czytelnicy powieści.



W najnowszej powieści Katarzyny Puzyńskiej czytelnik znajdzie to, co najbardziej lubi: ulubionych bohaterów, znane zakątki, umiejętnie prowadzoną akcję, czy zaskakujące zakończenie świadczące o tym, że postaci z Lipowa jednak bliskie są ludziom z krwi i kości. Na początku dwutorowo prowadzona fabuła (wątek z roku 1984 i współczesny) może wydawać się  trudna do ogarnięcia, ale wydarzenia stopniowo zaczynają się zazębiać i poszczególne elementy układanki idealnie do siebie pasują. Rozwiązanie intrygi jest zaskakujące i inne, niż można się było spodziewać. W powieści nie brakuje również tego, co jest znakiem firmowym autorki, czyli wyeksponowanego tła obyczajowego i psychologicznego. Na długie jesienne wieczory  - pozycja obowiązkowa. A po lekturze cóż ... trzeba cierpliwie czekać na ciąg dalszy, czyli Łaskuna i wyjaśnienie, co dalej z Klementyną, Danielem i innymi mieszkańcami Lipowa.

Nowalijki oceniają: 6/6
Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger