sobota, października 21, 2017

Minka Kent "Idealne życie"

Minka Kent "Idealne życie"

Kto z nas nie marzy czasem o idealnym życiu? Bez trosk, w ładnych wnętrzach i modnych ciuchach, sączących dobre wino na plaży z widokiem na ocean. U boku ukochana osoba, w garażu niezłe auto ... Kto z z nas nie zastanawia się, co dzieje się za drzwiami eleganckiej willi, albo jacy naprawdę są ludzie, których codziennie ogląda się w telewizji lub widzi na wielkich billboardach? Media społecznościowe, które w bardzo krótkim czasie zrobiły niebywałą karierę, dyktują dziś mody, określone zachowania, narzucają jedną jedyną wizję doskonałości. Pal lichio, że bardzo często wyreżyserowaną, wystylizowaną i dodatkowo poprawioną nałożonym filtrem. Debiutancka powieść Minki Kent Idealne życie pokazuje, że granica między rzeczywistością i fikcją jest bardzo płynna, a niewinne zamiłowanie do podglądania innych może mieć nieoczekiwane konsekwencje.

Autumn Carpenter jest jedną z fanek Instaface, w którym czytelnik natychmiast rozpozna Instagram. Młoda kobieta obserwuje konto jednej z lokalnych influencerek. Daphne McMullen, bo o niej tu mowa, wiedzie życie, o jakim Autumn może tylko pomarzyć. Przystojny mąż, udane dzieci, piękna posiadłość i mnóstwo, zdobywających natychmiastową popularność zdjęć, które dokumentują szczęśliwe życie rodziny. Autumn nie bez powodu skupia całą swoją uwagę na McMullenach, mają oni bowiem coś, co nie jest obojętne ich cichej wielbicielce. Gdy pewnego dnia Daphne zawiesza konto, a tym samym Autumn traci dostęp do jej życia, młoda kobieta decyduje się na kolejny krok, odkrywając tym samym prawdziwe oblicze, zarówno siebie, jak i uwielbianej przez nią rodziny. No cóż, prawda okaże się ...


Idealne życie Minki Kent to powieść, którą najprościej jest przypisać do gatunku thrillera psychologicznego. Narracja prowadzona jest dwutorowo i w pierwszej osobie, dzięki czemu głos oddany jest raz Autumn, raz Daphne. To ograny chwyt, który pozwala autorce nie tylko na powolne odkrywanie prawdy, ale i konsekwentne budowanie napięcia. Ono zresztą w powieści nie szwankuje, podobnie jak i tempo, zdynamizowane przez krótkie rozdziały. Minka Kent pisze dość sprawnie, choć nie wykluczam, że duża w tym wszystkim zasługa zgrabnego polskiego tłumaczenia. Dzięki temu historię Autumn i Daphne czyta się szybko, ale jednak bez większych ekscytacji. Trudno bowiem nie zauważyć, że Idealne życie to historia trochę od sztancy, powielająca motywy, które w powieści gatunkowej pojawiają się co i raz. Dlatego podczas lektury można zabawić się w zgadywankę z cyklu Co powinno się wydarzyć i ... porównać, czy rzeczywiście udało się czytelnikowi odgadnąć intencje autorki. 

Z pewnością Idealne życie Minki Kent nie zmieni niczego w temacie thrillera psychologicznego, ale to nie oznacza, że książka jest niewarta przeczytania. Wręcz przeciwnie. Dostarcza bowiem całkiem przyjemnej rozrywki, ponieważ akcja trzyma w napięciu, a warsztatowi debiutantki nie można wiele zarzucić. To typowa literatura rozrywkowa, takie książkowe guilty pleasure, do którego mam słabość. I od czasu do czasu lubię przeczytać powieść lżejszego kalibru. I zawsze wtedy się zastanawiam, dlaczego takie pozycje nie wychodzą spod piór polskich autorów? Pewnie ktoś powie, że skoro jestem taki wymagający, to może napiszę sobie sam. Sęk w tym, że nie umiem i tym bardziej doceniam rozrywkę, której dostarczyło mi Idealne życie Minki Kent


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autorka Minka Kent
tytuł Idealne życie
tytuł oryginału The Memory Watcher
przekład Kamil Maksymiuk

wydawnictwo FILIA/Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 368

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 4/6





za udostępnienia książki do recenzji

wtorek, października 17, 2017

MAX CZORNYJ "Grzech"

MAX CZORNYJ "Grzech"

Jeśli w miarę regularnie zaglądacie do mojego bloga wiecie już, że powieści kryminalne i sensacyjne często goszczą na jego łamach. Lubię ten gatunek powieści popularnej i traktuję go jako odskocznię od tekstów, które towarzyszą mi na co dzień. Częsta lektura książek (w dużym uproszczeniu) sensacyjnych sprawia, że coraz trudniej ich autorom czymś mnie zaskoczyć. O tym, czy konkretny tytuł przypadnie mi do gustu, czy wynudzi, decydują drobiazgi i niuanse, dzięki którym zaskoczy, albo ... nie. Do debiutanckiej powieści Maxa Czornyja Grzech podszedłem z zaciekawieniem, ale i bez większych oczekiwań. Zerknąłem do pierwszego rozdziału i nagle okazało się, że nie byłem w stanie odłożyć lektury, tak szybko i skutecznie wciągnęła mnie historia serii morderstw w Lublinie. 

Grudzień zbliża się ku końcowi i mieszkańcy wspomnianego Lublina myślami są już przy świątecznym stole. Niestety, nie wszystkim udziela się radosna atmosfera, ponieważ w mieście dochodzi do tajemniczych porwań młodych kobiet. Policja bada sprawę, ale tak naprawdę śledztwo nabiera rozpędu, kiedy w różnych miejscach Lublina pojawiają się pierwsze zwłoki. Okrutnie okaleczone, wyglądają na ofiary zwyrodnialca, dla którego nie ma żadnych granic. Wyraźne nawiązanie do symboli religijnych tylko utrudnia śledczym wysnucie jakichkolwiek sensownych hipotez. Prowadzący dochodzenie komisarz Eryk Deryło ma przeczucie, że na jednej ofierze się nie skończy, a morderca ma nad policjantami wyraźną przewagę. Czas ucieka, znikają kolejne kobiety, pojawiają się następne ciała.

Uczciwie trzeba napisać, że fabuła Grzechu Maxa Czornyja nie jest specjalnie odkrywcza. I jak się okazuje, nie musi być, a i tak dostarcza rozrywki na niezłym poziomie.  Autor sprawnie żongluje motywami znanymi z wielu innych książek i precyzyjnie przycina klisze do ram swojej historii. I to już wystarczy, aby na debiut spojrzeć przychylnym okiem. Jest więc psychopatyczny morderca, jest policjant z doświadczeniem życiowym na karku i tradycyjna zabawa w łowczego i ofiarę. Jak na solidny kryminał przystało, akcja szybko nabiera tempa, mnożą się wątpliwości, a kolejne ofiary poddawane są coraz bardziej sadystycznym praktykom. Krótkie rozdziały znakomicie dynamizują fabułę, a sprawnie napisane dialogi nie rażą sztucznością. Niby proste wytyczne, ale oczywiście ważne jest, aby umiejętnie je wykorzystać. I w mojej ocenie Max Czornyj poradził sobie z tym (niełatwym przecież) zadaniem bardzo dobrze. Od pierwszych stron intryguje, a potem wciąga czytelnika w wir wydarzeń, których nikt nie życzyłby najgorszemu wrogowi.


Dobrego kryminału nie byłoby bez wyrazistych bohaterów. Z pewnością jest nim komisarz Eryk Deryło, typowy dla powieści gatunkowej policjant z przeszłością; jednocześnie zmęczony pracą i gotowy do kolejnych poświęceń. Na początku trudno go polubić, ale im dalej w dramatyczne zdarzenia, tym sympatia dla jego osoby  tylko rośnie. Co istotne, również postaci z drugiego planu wydają się wyraziste, ale autor jeszcze w pełni nie wykorzystał ich potencjału. Moją uwagę przykuł profiler Miłosz Tracz, który pomagał w śledztwie. Nie podoba mi coś w tej postaci - ciekawe, czy będę miał okazję zweryfikować swoje wątpliwości wobec tego bohatera? 

Jak każde aktualna moda w literaturze, Grzech kończy się tak, jak czytelnicy kochają i nienawidzą jednocześnie. Co z tego, że część wątków została rozwiązana, że ostatnie strony czyta się z szybkością błyskawicy, skoro w finale ... ech. To po prostu trzeba przeczytać! A gdybym na koniec chciał się trochę poprzyczepiać, to pewnie zwróciłbym uwagę na pewne rozwiązania fabularne, które mnie nie przekonały (szczególnie w końcówce), albo (momentami) na przewagę dialogów nad warstwą narracyjną. Ale nie chcę się czepiać, bo sprawnie napisany Grzech Maxa Czornyja to jedna z tych książek, która skutecznie potrafi przeorganizować popołudnie, albo noc. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. I napiszę w tajemnicy - komisarz Deryło jeszcze powróci - co jest bardzo dobrą informacją!


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autor Max Czornyj
tytuł Grzech

wydawnictwo Filia/Mroczna Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 400

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 5/6







za udostępnienia książki do recenzji

niedziela, października 15, 2017

Joanna Opiat - Bojarska "Gra o wszystko"

Joanna Opiat - Bojarska  "Gra o wszystko"
Wygląda na to, że Gra o wszystko Joanny Opiat - Bojarskiej zamyka serię o poznańskiej psycholożce Aleksandrze Wilk. Nowa powieść rozwiązuje najważniejsze wątki, ale zostawia też lekko uchylone drzwi ... i kto wie, co może się wydarzyć. Zanim jednak okaże się co i jak, czytelnika czeka podróż po zakamarkach ludzkich pragnień i namiętności, dla spełnienia których bohaterowie powieści nie zawahają się przekroczyć wielu granic. A może lepiej napisać, że nie boją się żadnych konsekwencji i liczy się tylko zaspokojenie i chwilowa satysfakcja - czasem emocji, ale najczęściej jednak potrzeb ciała. Tymczasem Aleksandra Wilk znajdzie się w wyjątkowo niezręcznej dla siebie sytuacji. 

W trzeciej odsłonie cyklu akcja znów dzieje się w Poznaniu. W mieście zaczynają ginąć ludzie - pozornie nic ich nie łączy, ale śmierć, wyglądająca na starannie przygotowane wydarzenie, nie daje spokoju policjantom. Jedyny trop to niecodzienne upodobania seksualne denatów. Czy perwersyjne skłonności i skrzętnie ukrywane sekrety mogły stać się powodem ich śmierci? W śledztwie uczestniczy, poznana w poprzednim tomie, profilerka Urszula Zimińska, oddelegowana do Poznania z Łodzi. Ma wesprzeć swoim talentem lokalną policję i pomóc w rozwikłaniu morderstw sprzed lat. Prowadzi więc dwa dochodzenia - jedno z 1987 roku i współczesne śledztwo w sprawie zgonów miłośników mocnych wrażeń erotycznych. Jakie musi być jej zdziwienie, kiedy okazuje się, że wszystkie wątki śledztwa prowadzą do znajomej psycholożki Aleksandry Wilk.

Gra o wszystko to najmocniejsza część kryminalnej serii Joanny Opiat - Bojarskiej. Parafilia, która jest motorem napędowym fabuły, to temat i intrygujący, i po prostu ciekawy. Autorka odkrywa przed swoimi bohaterami i tym samym czytelnikami, świat perwersyjnych doznań i obsesji zaspokajania żądzy za każdą cenę. I choć upodobania bohaterów powieści są bardzo, ale to bardzo specyficzne i autorka nie boi się o nich napisać, to jednak udało jej się uniknąć taniej sensacji, a powieść czyta się z wypiekami na twarzy. Wiem, wiem, zabrzmiało jednoznacznie, ale taki efekt udało się osiągnąć pisarce, dzięki wplątaniu w morderstwa Aleksandrę Wilk. I co najważniejsze, właściwie do samego końca nie wiadomo, kto odpowiada za tajemnicze zgony. Wprawdzie miałem pewne podejrzenia, ale okazało się, że mało zgodne z zamysłem samej autorki.


Nowa powieść Joanny Opiat - Bojarskiej charakteryzuje się znanym jej czytelnikom równaniem: realizm plus emocje do potęgi plus zwroty akcji. Nie inaczej jest w Grze o wszystko. W tej części cyklu Aleksandra musi zmierzyć się z teraźniejszością i podjąć decyzje, które prawdopodobnie zaważą o jej przyszłości. Łatwo nie będzie, zważywszy na fakt, że policja poważnie zastanawia się nad jej udziałem w kolejnych zbrodniach. 

Karty powieści, tradycyjnie już, zaludnia spora grupa postaci, ale fabuła jest przejrzysta, mimo wielu wątków. Tę tendencję zauważyłem już przy poprzedniej odsłonie cyklu i cieszę się, że autorka nie zrezygnowała z tak poprowadzonej narracji. Ciekawym rozwiązaniem fabularnym okazała się pierwsza sprawa Zimińskiej, w której postanowiła bliżej przyjrzeć się wydarzeniu sprzed trzydziestu lat. Tym samym Joanna Opiat - Bojarska wpisała się w modny ostatnio nurt powieści sensacyjnej z wątkiem z kryminalnej przeszłości. Spoglądając na poprzednie części cyklu Grę pozorów (tutaj) i Niebezpieczną grę (tutaj) nie trudno nie zauważyć, jaką przemianę przeszła ta seria. Szczególnie mam na myśli Aleksandrę Wilk, która nie tylko stała się bardziej sympatyczną postacią, ale i trochę usunęła się w cień. Pojawienie się profilerki z Łodzi - Urszuli Ziminskiej sprawiło, że cykl zyskał nową i ciekawą bohaterkę, której udał się zdobyć serca czytelników. Kto wie, może Zimińska powinna dostać własną powieść? Ma kobieta potencjał i z pewnością poradziłaby sobie w nowej fabule. 

W materiałach promocyjnych autorka pyta przekornie, czy czytelnik odważy się zagrać o wszystko. Odważy się, choćby dlatego, żeby dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się w życiu Aleksandry Wilk, że jej reputacja została wystawiona na próbę. I oczywiście również dlatego, że ... zakazany owoc smakuje najbardziej. Ale o tym najlepiej przekonać się osobiście - podczas lektury Gry o wszystko - oczywiście! 



źródło: www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autorka Joanna Opiat - Bojarska
tytuł Gra o wszystko

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 456

egzemplarz recenzencki
patronat medialny bloga
Nowalijki oceniają 5/6






Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona 
za udostępnienie egzemplarza do recenzji 
i umożliwienie objęcia powieści
patronatem medialnym bloga


Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger