wtorek, 30 sierpnia 2016

"Immunitet" Remigiusz Mróz

www.czwartastrona.pl
Informacje o książce

autor Remigiusz Mróz
tytuł Immunitet

wydawnictwo Czwarta Strona
miejsce i rok wydania Poznań 2016
liczba stron 648

egzemplarz recenzencki

premiera 31.08.2016










Na czwartą odsłonę prawniczych perypetii Chyłki i Zordona czytelnicy czekali pięć miesięcy. W tym czasie Remigiusz Mróz wydał dwie powieści, co tylko potwierdza, jak pracowitym jest autorem. Nawet jeśli W Cieniu prawa napisał wcześniej, a Trawers  jest zamknięciem serii, nic nie zmienia faktu, że tempo ma imponujące, a jego fani nie mogą narzekać na czytelniczą nudę. 

Immunitet zaczyna się tam, gdzie kończy Rewizja. Nie jest już żadną tajemnicą, że Chyłka ma problem z alkoholem i do tego dopada ją nieciekawa przeszłość. Przeszłość, która miała niebagatelny wpływ na to, kim jest w dorosłym życiu. W czwartej odsłonie duet Chyłka i Zordon będą musieli zmierzyć się ze sprawą, która jest nie tylko skomplikowana pod kątem prawna, ale i dwuznaczna moralnie. Jeszcze w szpitalu, do którego prawniczka trafia po kolejnym pijackim ciągu, odwiedza ją stary znajomy ze studiów. Sebastian Sendal to najmłodszy sędzia Trybunału Konstytucyjnego, oskarżony o zamordowanie człowieka, którego nie znał, w mieście, w którym nie był. Proste? Niekoniecznie. Chyłka oczywiście postanawia zająć się tą sprawą, szczególnie że wiele wskazuje na domniemany spisek przeciwko młodemu sędziemu. Podczas procesu, na krystalicznie czystym wizerunku Sendala pojawiają się rysy, a na światło dzienne wypływają pewne informacje, które pod znakiem zapytania stawiają jego nieposzlakowaną opinię. Chyłka i Zordon zmuszeni są do działania na granicy prawa ... a na pewno w jego cieniu. 

Zastanawiałem się, co można napisać na temat czwartej powieści Remigiusza Mroza w serii, a ósmej przeze mnie przeczytanej. Pewnie mógłbym powtórzyć tezy z poprzednich recenzji o zaskakującym rozwoju wydarzeń, niecodziennych okolicznościach procesowych, słownych utarczkach aplikanta i jego byłej patronki. Autor przyzwyczaił swoich czytelników do pewnego stylu i jego rozpoznawalne elementy występują także w Immunitecie. Finał czwartej odsłony serii jest oczywiście zaskakujący, o to można być spokojnym. Przyznam, że spodziewałem się, że w którejś z książek autor wykorzysta takie rozwiązanie, zastanawiałem się tylko Kiedy? I doczekałem się.

Seria, również książkowa, rządzi się własnymi prawami. Bohaterowie zmieniają się na oczach czytelnika, ktoś usuwa się w cień, ktoś dostaje na moment widącą rolę. Podobnie dzieje się w Immunitecie. Chyłka znika z pierwszego planu, oddając pola Zordonowi. Zastanawiałem się, czy jest on wstanie wziąć na siebie ciężar poprowadzenia fabuły. Było z tym różnie, ale w ostatecznym rachunku można napisać, że sobie poradził. Ogólnie idzie mu coraz lepiej, czego dowodem są wystąpienia na sali sądowej. Dla pary głównych bohaterów Immunitet to część przełomowa: Chyłce nieco stępiły się pazury, Zordonowi wciąż w pełni nie wyrosły. Ten moment nastąpi chyba już niebawem. Po finale czwartej części Kordian właściwie nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko ostatecznie dojrzeć, albo podjąć najważniejsze dla niego decyzje. 

Najnowsza książka Remigiusza Mroza to tekst obszerny, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że za bardzo. Gdyby Immunitet nie dotyczył prawników, z pewnością  napisałbym, że powieść momentami jest przegadana. W natłoku dialogów zdarzało mi się zapominać, co jest motywem przewodnim tomu, gubiłem go, schodząc wraz z bohaterami na manowce. Albo podążałem śladami ich dywagacji, które nie wnosiły niczego istotnego do fabuły. Albo wątek ojca Chyłki. Wprowadzony na początku zostaje szybko zredukowany do epizodu. Domyślam się, że autor powróci do tego bohatera w kolejnym tomie, ale taka sugestia pojawiła się już w Rewizji. Drobnych uwag mam więcej, ale kładę je na karb skrzywienia zawodowego. Wybaczcie. Spodobało mi się za to Cymelium Chyłki, które pokazuje, że autor ma dryg do tekstów obyczajowych i nawet stylistycznie ten fragment jest inaczej napisany. W tej materii - liczę w przyszłości na więcej. 


foto Tomasz Radochoński/www.instagram.com/nowalijki

Sięgając po Immunitet, byłem tak samo zaciekawiony, jak i zaniepokojony. Po Rewizji, która nieszczególnie przypadła mi do gustu, nie wiedziałem, czego spodziewać się po nowej odsłonie prawniczej serii. Mimo że akapit wyżej trochę sobie ponarzekałem, to w ogólnym rozrachunku nowa powieść Remigiusza Mroza daje radę. Sprawa sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest naprawdę intrygująca i do ogłoszenia wyroku nie można mieć pewności, co do jej finału. Do kancelarii wraca Kormak, Zordon w pocie czoła zdobywa kolejne prawnicze szlify, Chyłka ... Cóż Chyłka jak zwykle ładuje się w niezłe tarapaty. Swoją drogą ciekawe, jak z tego ambarasu wybrnie ... autor? Czytelnicy z pewnością docenią aktualność Immunitetu i nawiązania do innej serii pisarza. 

Aby tradycji stało się zadość, tę recenzję również zakończę frazą o tym, że czekam na piąty tom z serii o Chyłce i Zordonie. Jednak już bez emocji, które towarzyszyły mi przy Kasacji i Zaginięciu.

Nowalijki oceniają: 4+/6




za udostępnienie egzemplarza 
do recenzji przedpremierowej.